Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louise Appleton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louise Appleton. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2025

Od Louise — ,,Niepewność"

Ciocia Rosemary wysłała do Louise serię sms-ów, mających ją przekonać do wstania z łóżka. Zdjęcie ciasta, którego zapach unosił się aż do pokoju, gdzie córka Ateny leżała zakopana pod kołdrą. ,,Pomożesz nam przy piernikach!” “Babcia może przyjechać, ubierz się i chodź!”
Louise w końcu odłożyła telefon — było to dla niej nadal dość obce urządzenie, które traktowała z dystansem. W Obozie słyszała wiele razy o niebezpieczeństwach, jakie wiążą się z posiadaniem telefonu. Nie wiedziała, jak wytłumaczyć to cioci, która jakiś czas temu wmusiła w nią posiadanie urządzenia, bo denerwował ją brak możliwości komunikacji z bratanicą.
Na wszelki wypadek ograniczała korzystanie z niego do minimum, ale nie zauważyła żadnych złych skutków. Potwory trzymały się na bezpieczną odległość. Od dawna nie widziała żadnego, jeśli dobrze się zastanowić… Jej półboskie życie usuwało się w cień, zaczęła życie studentki, normalnej śmiertelniczki. Skupiła się na nauce, z czego rodzice na pewno byliby dumni.
Wyszła z łóżka i natychmiast poczuła różnicę temperatur, przed zejściem na dół postanowiła więc jeszcze założyć sweter.
Weszła na stołek przed szafą i zaczęła szukać odpowiedniego. Kiedy szarpnęła za zielony w paski, spomiędzy ubrań coś wypadło z brzękiem na podłogę. Naciągnęła sweter i schyliła się, by zobaczyć co to. Obok jej stóp leżała skręcona pod dziwnym kątem rura. 

 ***
 
W pierwszych dniach w Obozie Herosów Louise była bardzo zagubiona. Nie mogła znaleźć swojego miejsca, chodziła tu i ówdzie i obserwowała innych półbogów. Interesowało ją, jak może wyglądać życie w takiej sytuacji. Kiedy niespodziewanie ktoś dowiaduje się, że żył w kłamstwie, w jego żyłach płynie boska krew, na której zapach jest wyczulonych wiele potworów (wzdrygnęła się na wspomnienie ogarów piekielnych).
Dziś wybór padł na pewną córkę Hefajstosa. Blondynka przycupnęła przy samochodzie, którym zajmowała się półbogini. Wydawało się, jakby narzędziami i ogniem chciała przelać w pojazd całą swoją agresję, co mogło wydawać się straszne. Kiedy jednak dłonią ze spoconego czoła odsuwała włosy, na jej twarzy widniał uśmiech. Schyliła się i zaczęła coś montować w środku samochodu, aż ten nagle ożył. Spod maski uniósł się kłęby czarnego, gryzącego dymu, silnik zaryczał. Stan ten potrwał najwyżej kilka sekund, hałas osiągnął apogeum i zanikł, a na efektowny finisz samochód zatrzeszczał i wyrzucił trochę złomu. Niektóre części wystrzeliły z niesamowitą prędkością i siłą, i jedna z takich minęła o centymetr przestraszoną córkę Ateny.
— O rany, nic ci nie jest? — na twarzy mechaniczki widniało zaskoczenie, ponieważ wcześniej nie zauważyła Louise. Ta pokiwała głową i zaczęła się odsuwać od samochodu, nie ze strachu przed nim, ale jego właścicielką. Teraz mogła odczuwać ulgę, że przypadkowo nie zraniła dziewczynki, ale równie dobrze mogła na nią nakrzyczeć, że nie powinna się tutaj zbliżać i gdyby coś się stało, byłaby sama sobie winna.
Potknęła się o jakiś kamień, a osobą, która pomogła jej wstać, była właśnie córka Hefajstosa.
— Możesz to zatrzymać, jeśli chcesz — powiedziała jeszcze i wróciła do dymiącego wraku.
Louise zamrugała i zorientowała się, że słowa dziewczyny odnosiły się do kawałka rury, jaki pewnie chwyciła, upadając i szukając oparcia ziemi. 

 ***
 
Potem dowiedziała się, że mechaniczka miała na imię Ver Fallowe. Nie spotkała jej już w Obozie — był to ostatni rok dla córki Hefajstosa, ale kiedyś na spacerze zauważyła warsztat samochodowy z tym nazwiskiem i rozpoznała jego właścicielkę. Przywitała się, a ta skinęła głową. Wątpliwe, żeby ją rozpoznała, ale dla Louise nie miało to znaczenia. Jej życie nie skończyło się, kiedy ścigana przez potworne psy prawie zginęła, nie kończy się też teraz, gdy skończyła osiemnaście lat i wkroczyła w dorosłość. Czasami obawiała się dorosłości, że już na zawsze pozostanie tą przestraszoną nastolatką siedzącą przy ognisku. Ale skoro inni dali radę, ona też sobie da radę. 

 ──── 
 [589 słów: Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia (chociaż zostaje NPC lol)]

czwartek, 10 października 2024

Od Louise — drabble ,,Liście"

Louise wracała ze szkoły, zmęczona po całym dniu. Miała za sobą wiele godzin z niemiłymi dziećmi i nauczycielami, którzy albo cały czas krzyczeli, albo nie zwracali na nic uwagi. Niektórzy umieli połączyć te dwie cechy.
Idąc, kopała liście. Chrzęst ich miażdżonych pod jej butem poprawiał jej nieco nastrój. Jakikolwiek dzień w szkole nie byłby zły, liście będą się kruszyć tak samo satysfakcjonująco.
Już nieco w lepszym nastroju, kopnęła w obiecującą stertę, gdy jej stopę przeszył ból. Schyliła się - i wyjęła spośród liści biały, niepozornie wyglądający kamień. Patrzył na nią zawstydzony, jakby przepraszał.
— Ale to ja cię kopnęłam, nie ty mnie.

─── 
 [Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 8 października 2024

Od Louise — drabble ,,Kalendarz"

Powrót do szkoły zawsze był ciężki, zwłaszcza teraz, kiedy miała jeszcze w głowie wakacje w Obozie Herosów - lato pełne przygód i nowych przyjaciół. Lato, które za szybko minęło, a teraz trzeba na nie za długo czekać.
Wszystkie akcesoria niezbędne do szkoły, które ciocia kupiła, kiedy Louise jeszcze nie było w domu, były w torbie obok Henrego.
Córka Ateny podniosła ją - była dosyć ciężka i wywróciła dnem do góry na swoje łóżko. Posypały się długopisy, zeszyty, linijki, ołówki. Z bezładnego stosu wybrała kalendarz i postawiła go na biurku. Będzie w nim odliczać dni do momentu, kiedy znowu przekroczy bramę Obozu Herosów. 

 ─── 
 [Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 3 października 2024

Od Louise — drabble ,,Szkoła"

— Powitajcie nową koleżankę — klasnęła w ręce nauczycielka, a następnie poklepała ramię Louise. — Przedstaw się klasie.
Bądź miła, mów wyraźnie i nie bój się być sobą – powtarzała sobie w kółko dziewczynka słowa ojca, zanim wzięła ostatni wdech i zaczęła mówić.
— Nazywam się Louise Appleton, mój tata jest dziennikarzem, mój ulubiony-
— A mama? — krzyknął chłopiec z pierwszej ławki. — Kolejna płaczliwa niunia bez mamy?
Córka Ateny zacięła się, zaskoczona. Czemu pytał o mamę, skoro jej nie wspomniała? Czy przed tym ostrzegał ją tata?
— Patrzcie, już nic nie powie, zaraz się rozpłacze!
Żeby nie pozwoliła komuś, kto jej nie zna, założyć coś o niej?

─── 
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 2 października 2024

Od Louise — drabble ,,Cukierek"

Sześciolatka siedziała przy oknie. Pogoda na zewnątrz pasowała do jej nastroju - było pochmurnie i siąpiło. W odbiciu zimnej szyby zobaczyła swojego tatę.
— Coś się stało?
Louise mruknęła coś w odpowiedzi i obserwowała dalej zmoknięte gołębie za oknem. Mężczyzna westchnął.
— Patrz, jakie cukierki znalazłem-
— Nie obchodzą mnie głupie cukierki.
— To nie są zwykłe cukierki, posłuchaj.
Ojciec usiadł obok córki i pokazał jej miskę ze słodyczami.
— Każdy z tych cukierków jest magiczny — zaczął tłumaczyć. — Jeden sprawi, że będziesz niewidzialna, inny da ci nadludzką siłę, a ten sprawi, że zrozumiesz wszystkie języki świata.
— Zwierząt też?
— Nawet paproci i kamieni.
Dziewczynka, uśmiechnięta rozpakowała cukierka.

────
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 21 maja 2024

Od Louise do Domino — ,,Antylopa w Central Parku"

Antylopa w Central Parku — głosił nagłówek gazety, w którą Louise zawijała śmierdzącą rybę. Ciocia uparła się, że uwędzi tuńczyka, i energii starczyło jej tylko na próbę uwędzenia i dwa pierwsze kęsy, które potem wypluła do zlewu. Ryba nadawała się niestety tylko do wyrzucenia. Początkowo zasugerowała dokarmienie rybą kota, którego mały George przyniósł ostatnio do domu. Chłopiec rósł coraz szybciej, miał już sześć lat, co oznaczało pójście do szkoły. Jednak dopiero po wakacjach — na razie był czerwiec, wczoraj poszli na lody, dziś było słoneczne przedpołudnie a na stole leżała torba Louise — jutro wybierała się do Obozu Herosów.
Właśnie wspomnienie o Obozie kazało jej przerwać zawijanie nieszczęsnej ryby i przeczytanie nagłówka jeszcze raz.
Antylopa w Central Parku.
Poniżej zamieszczone było mało wyraźne zdjęcie, bo z oddalenia. Zgodnie z treścią artykułu, piękna, ale dość agresywna antylopa pojawiła się dwa dni temu w parku. Sprawa robiła się poważna, bo rogi zwierzęcia zostały splamione krwią paru kaczek, które zwykle irytowały turystów i sądziły, że z antylopą będzie tak samo — ucieknie przed ich dziobami. Rozwścieczone zwierzę miało jednak inne zdanie. Początkowo sądzono, że antylopa sama sobie pójdzie, autor artykułu jednak zakończył swój tekst słowami nadziei, że ktoś się tym zajmie i usunie zwierzę, które zdaniem wielu stwarza zagrożenie.
Lata w Obozie nauczyły ją, że takie sytuacje, choć czasami okazują się nieistotne, powinny zwrócić jej uwagę. Nawet jeśli to tylko nieszkodliwa mućka, nie mogła odpuścić, jeśli jej przypuszczenia się potwierdzą — i po Nowym Jorku grasuje potwór
— Wychodzę, ciociu! Wrócę pewnie późno, nie czekajcie na mnie.
Rosemary, poprzez burzliwe dzieciństwo i dorastanie bratanicy wypełnione nadprzeciętnymi przygodami przyzwyczaiła się do takich słów. Nie znaczy to, że akceptowała zwyczaje Louise. Zmarszczyła brwi, zarówno w irytacji, jak i zmartwieniu.
— Uważaj na siebie. W zeszłym tygodniu powiedziałaś tak samo i wróciłaś ze stłuczonym kolanem.
— Ciocia no, mówiłam… — Louise zatrzymała się przy drzwiach, chowając za sobą gladius.
Nastąpiła chwila ciszy. Rosemary westchnęła. Był to zbyt złożony problem, żeby zdołała go rozwiązać jedną rozmową, do której nie zdoła zmusić gotowej do wyjścia, notabene dorosłej już dziewczyny. Mogła mieć tylko nadzieję, że kiedyś to wszystko jej wytłumaczy. Pocałowała Louise w czoło. Była teraz troszkę wyższa od niej, ale Rosemary dała sobie radę, jedynym problemem okazał się nie wzrost, ale niespodziewana łezka w oku. Moja mała dziewczynka, już dorosła, a pamiętam jakby wczoraj przerażoną ją po śmierci ojca, wtuloną w jego marynarkę…
— Nie będę cię zatrzymywać.

***

Louise dotarła bez większych przeszkód do Central Parku. Uśmiechnęła się do starszej pani.
— Przepraszam, słyszała pani może o tych antylopach? Tutaj, w parku — zaczęła może trochę niezbyt kulturalnie, bowiem pani skrzywiła się.
— Niechże mi panienka nawet nie przypomina. Przebrzydłe bydło, nie da się wyprowadzić. Niby jedna, a tyle z nią problemu. — Machnęła ręką kobieta.
— Rozumiem…
Louise wprawdzie nie dowiedziała się nic nowego, ale nie musiała. Coś zdecydowanie tu śmierdziało, teraz była tego pewna. Musiała działać szybko. Starsza pani jednak mimo początkowej niechęci odkryła w sobie nagle chęć do rozmowy o problemach z nerkami Pimpusia. Louise, dzięki specjalnym technikom psychologicznym i wiedzy tajemnej dostępnej tylko dzieciom Ateny i tym, co czytali jej posty na Reddicie, udało się szybko zakończyć rozmowę. Na pożegnanie pomachała parasolem i skierowała się w kierunku wskazanym drżącą dłonią pokrytą plamami.
Przynajmniej dla starszej pani był to parasol — kiedy tylko ona i cała reszta ludzi znikła z pola widzenia córki Ateny, blondynka chwyciła gladius tak, jak powinno się trzymać broń. W jej żyłach zaczęła krążyć adrenalina.

Domino? 
──── 
[558 słów: Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 12 listopada 2023

Od Louise — drabble „Drzwi”

Louise zastała półbożę na podłodze Domku Ateny, lampiące się na futrynę drzwi.
— Czytałom o tym w tej twojej książce o... artechurze — wykrztusiło z siebie stworzenie. — Widzę tu motywy, um...
— Mama by mnie pewnie wydziedziczyła, ale to tylko futryna. Może i jest wybitnym przykładem czegoś tam, ale to przedmiot użytkowy. A takie małe dzieci jak ty się tym nie przejmują. Wiesz co? Mam pomysł.
Córka Ateny chwyciła półbożątko za ręce, postawiła pod futryną. Cofnęła się po pisak i zbezcześciła arcydzieło architektury.
Warto jednak było, zwłaszcza że zbezczeszczenie się powtórzyło. A cały zestaw kresek, powiększający się co chwilę był miłym oku widokiem.


◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 24 października 2023

Od Louise — drabble „Ojciec”

— Co dziś było w szkole, Louise? 
Siedmiolatka obserwowała swój oddech na wrześniowym, zimnym powietrzu. 
— Pisanie. 
— I jak ci poszło? 
— Pani na mnie nakrzyczała, że krzywo piszę, a inne dzieci już potrafią… 
— Lou... — Jej ojciec zatrzymał się nagle i stanął przed dziewczynką. — Co ci mówiłem o bezcelowości porównywania? 
— Że to działanie bezsensowne, mające na celu jedynie zdegradowanie umiejętności jednostki rozwijającej się w inny sposób. 
— Zuch dziewczynka. Pisać prościej się jeszcze nauczysz, a potem znowu oduczysz. Wielkie umysły, takie jak my, zawsze są niezrozumiane, co nie, mała? 
Louise pokiwała głową, skupiona na zbieraniu jesiennych liści. Przestała słuchać. 
— Moja krew. — Uśmiechnął się ojciec.
 
◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 23 października 2023

Od Louise — drabble „Kość”

— Pierwszy rzut wykonujemy wszystkimi kośćmi — tłumaczyła Clove. Złapała kontakt wzrokowy z Louise, co wywołało uśmiech obu. 
Pierwszy raz tak cieszyła się na spotkanie z kimś, biegła się przytulić i potrafiła spędzić godziny leżąc na podłodze. Mimo całej swojej wiedzy, córka Ateny była zagubiona, kiedy jej brat ze śmiechem zapytał, czy się zakochała. 
— Uśmiechasz się, kiedy ktoś wspomina jej imię. I sama powiedziałaś, że najchętniej byś umarła w tym swetrze, który Ci dała... 
Blondynka nachyliła się w stronę Clove z zamysłem pocałunku i wręcz odetchnęła z ulgą, kiedy ta zaskoczona odsunęła się. Przepaść między uczuciem platonicznym a romantycznym, niewidoczna dla Louise.
 
◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 22 października 2023

Od Louise — drabble „Wieczór”

— Avery! Dobrze, że jesteś. 
— Właśnie szłom do domku... — ziewnęło zatrzymane przez siostrę półbożę. 
— Pójdziemy razem. Chcę Ci coś powiedzieć. 
Wieczór był dość ciepły jak na wrzesień. Ale jesień i tak dawała o sobie znać — było już zupełnie ciemno mimo 19. 
— Wiem, że może trochę... ale już w przyszłym roku będzie moje ostatnie lato w Obozie Herosów. 
Avery kiwnęło głową. 
— Do czego zmierzasz? 
— Do kwestii przywództwa. 
W jednej chwili senność opuściła dziecko Ateny. 
— Louise, rozmawialiśmy o tym parę razy, ale... przecież jest tyle innych... 
— Nie żartowałam, Avery. Przemyślałam tą sprawę i przedyskutowałem z Chejronem. A teraz dobranoc. Muszę jeszcze znaleźć Henry'ego.
 
◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 19 października 2023

Od Louise — drabble „Wiedza”

„Masz problem z tym? Może Louise ci pomoże, w końcu jest córką Ateny...”
„Córka Minerwy? I to grupowa? Musisz być niezwykle mądra.”
„Jak tego nie rozumiesz? Nie jesteś córką Ateny?”
„Chciałabym tyle wiedzieć, ale w końcu jesteś od Ateny...”
Rzeczy tego typu Louise słyszała codziennie. Zwykle reagowała uśmiechem, „dziękuję”, skinieniem głowy. Kiedy była w gorszym nastroju (ale przecież wokół głowy Louise nieustannie latają ptaszki, pszczółki i kwiatuszki, słoneczko wyglądające znad burzowej ateńskiej chmurki), wywróceniem oczu. 
Rzeczy tego typu zwykle słyszała od innych obozowiczów, jej rodzeństwo nie ubóstwiało jej wiedzy. 
Wiedza w Domku Ateny nie była czymś godnym pochwały, była wymagana.
 
◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 18 października 2023

Od Louise — drabble „Piekielny ogar”

Louise jako córka Ateny pamiętała wręcz nieprawdopodobną ilość faktów, liczb i innych nieistotnych dla wszystkich innych rzeczy. Każdego dnia uczyła się czegoś nowego, ale nie umiała tylko jednego — przestać pamiętać. 
To zdarzenie powracało do niej czasami na jawie, czasami w śnie — kiedy zasypiała nad biurkiem, w książce... Choć minęło już tyle czasu, pewien wrześniowy dzień powracał do niej. 
Znacie ten moment, kiedy wszystko, co żywe, bierze oddech i w strachu czeka na rozwój wydarzeń? Wtedy właśnie pojawiły się dwie istoty, do samej śmierci należące. Pysk wyglądający na miękki, i para oczu, błyszczących groźnie. I obnażone kły, i niekończący się bieg…
 
◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 15 października 2023

Od Louise — drabble „Tęcza”

— Lou? — pociągnęło za nogawkę Louise małe herosiątko. Było w Obozie od paru tygodni i nie odstępowało córki Ateny na krok.
— Tak, kochanie?
— To prawda?
Dziecko pokazało Louise obrazek z tęczą w książce.
— Nigdy nie widziałoś tęczy?
— Nie… — szepnęło dziecko. Zamknęło książeczkę i spuściło wzrok.
— To źle? Tam nigdy…
Louise nie dopytywała się. Na odkrywanie traumatycznej przeszłości półbożątka przyjdzie jeszcze czas.
— Zaraz zobaczysz.
Louise chwyciła dziecko za rękę i energicznie wymaszerowała na zewnątrz. Był słoneczny, jesienny dzień. Brakowało tylko jeszcze...
Śmiech herosiątka, zagłuszający Louise prawiącej tęczową przemowę, kiedy próbowała złapać promienie słońca w wodę ze zraszacza, było najpiękniejszym dźwiękiem tamtej jesieni.


◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 11 października 2023

Od Louise — drabble „Poezja”

Czy nie było chwili bardziej odpowiedniej na wieczór z poezją niż ten jesienny? Louise znalazła w swoim nieco napiętym grafiku wolną sobotę, i przysiadła na kamieniu w parku. Bardzo chętnie wybrałaby się do Obozu Herosów, co czyniła jak najczęściej, jednak pokłóciła się z ciocią, autobus nie dojedzie przecież pod bramę, a prawa jazdy, jakoś tak wyszło, nigdy sobie nie wyrobiła (i wszyscy instruktorzy, u których próbowała, zaklinali ją żeby nie siadała już za kierownicę). 
Siedziała więc, czytając, a raczej próbując. Wiersze rozmywały się jej przed oczami i zamieniały w greckie litery, co dawno się nie zdarzało herosce. 
Tęsknisz, córo Ateny.
 
◇──◆──◇──◆
[Louise otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 7 sierpnia 2023

Od Louise — „Pożegnanie z Obozem Herosów”

Wakacje skończyły się szybciej, niż Louise mogłaby to sobie wyobrazić. Nagle nie tylko wieczorami musiała zakładać sweter, ale też zaczęło padać, i liście na drzewach zżółkły. Truskawki jedynie jak zawsze obficie rosły i pachniały jak zawsze, ale wszystko pozostałe dookoła dawało oznaki jesieni. 
To lato było szczególnie wyjątkowe — ponieważ to był ostatni rok Louise w Obozie Herosów jako grupowa. Będziemy tęsknić — powtarzali niektórzy obozowicze, jakby Louise miała się z nimi pożegnać na zawsze. Przestańcie gadać głupoty. Nie umieram. Będę przyjeżdżać tak często, jak będę mogła, po prostu nie będę już grupową Domku Ateny. Blondynka nie potrafiła wyobrazić sobie życia bez znajomych jej półbogów, i choć za chwilę miała skończyć osiemnaście lat, nie zamierzała się z nimi żegnać. 
Tego ranka Louise spakowała się i zabrała swoją torbę. Miała jeszcze parę rzeczy do zrobienia. 
Pierwsza sprawa — Domek Ateny. Zgromadziła wszystkie Ateniątka i oficjalnie przekazała władzę Avery. Wiedziała, że sprawdzi się dobrze jako grupowe. Zawsze było mądrzejsze ode mnie. A gdybyś potrzebowało jakichś rad, zawsze możesz się zabrać autostopem do mnie (mruknęła porozumiewawczo zarówno do Avery, jak i siedzącego obok Lucasa). 
Druga sprawa — oznajmienie tego Chejronowi. Ten przytulił ją na pożegnanie, kazał pozdrowić ciocię i przekazał małą łubianeczkę truskawek. 
Trzecia sprawa — znalezienie spakowanej torby. Jakimś cudem znalazła się w zbrojowni Aresiaków. To ostatni obozowy kawał… 
Czwarta... — nie, do uszu Louise dobiegł dźwięk klaksonu. Nie zdążyła nawet na wieczorne ognisko — ciocia już przyjechała. W oczach Louise zebrało się parę łez, które szybko ukryła przed przyjaciółmi zmierzającymi teraz na treningi walki. Ostatni raz spojrzała na Obóz Herosów, choć wcale nie ostatni, prawda? Po prostu w następnym roku nie będzie już sprawować funkcji grupowej, to wszystko. 
— Masz wszystko? — spytała ciocia, a następnie ją przytuliła. 
Louise rzuciła torbę na siedzenie i poklepała się po kieszeniach. Parę długopisów, szydełko, spłaszczone kwiatki, papierek po cukierku... 
— Henry. 
— Nie sądzisz, że jesteś trochę za duża na przyjaźń z kamieniem? — westchnęła ciocia. — Jedźmy już. Halo, Louise? Wracaj. 
Blondynka nie mogła zostawić Henry'ego samego w Obozie. Rzuciła się pędem do bramy. Wpadła przy tym na jakiegoś herosa — syn Apolla. Tak. Erico, zawsze radosny i słoneczny... no, jak syn Apolla. 
— Widziałeś Henry'ego?
 
Eryk, wiesz, co masz robić
◇──◆──◇──◆
[350 słów: Louise otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
 

środa, 28 czerwca 2023

Od Louise CD Avery i Lucasa — „Autostopem po przygody”

Poprzednie opowiadanie

Wycieczka do Nowego Jorku - brzmi poważnie, prawda? Teraz jeszcze wyobraźcie sobie, że to wycieczka trzech nastolatków. Fakt, że to półbogowie niewiele zmienia. Może to, że akurat im się trafiło być dziećmi Ateny sprawiło, że do tej pory - podkreślam - do tej pory przeżyli.
Louise jako grupowa przejęła coś w stylu dowodzenia. Poszło jej całkiem dobrze - oszczędzili pieniądze na taksówki czy autobusy. Ale potem znalazła taki fajny stragan… i pani była taka miła… Pokazała Louise zdjęcia swojej żony i szóstki dzieci i kota, i opowiedziała, jak się przyrządza herbatę, którą akurat miała w termosie (córka Ateny spróbowała i stwierdziła, że dobre, tylko doda trochę mięty z doniczki jej znajomego dziecka Demeter). I tak w międzyczasie sprzedała jej parę badziewnych czapeczek z napisem „I ❤️ NYC”.
„Będziesz mieć pamiątkę, zobaczysz. I twoi koledzy też. Wszyscy będą ci w szkole zazdrościć”.
Louise chętnie kupiłaby jeszcze trampki, nadrukowane w gołębie, ale odkryła, że pieniądze... znikły. Avery spojrzało na nią z dezaprobatą. Lucas jak zwykle zaczął panikować.
— No to mamy przejebane.
Louise poświęciła chwilę na rozmyślenie, czy może nie zgubiła żadnych drobniaków. Nie. Jedzenie, czapeczki, te sprawy. Możliwe też, że dała trochę pieniędzy takiemu fajnemu panu z gitarą... tak, prawdziwe z niej strategiczne, zdrowomyślące i rozsądne dziecko Ateny. No i zwiedzanie tych wszystkich wspaniałości... nie mogli przecież w nieskończoność przeskakiwać pod barierkami. W końcu jeden strażnik się uparł i zaczął ich gonić. Ale nie docenił szybkości herosów, no i ich sprytu - Louise kamieniem rzuciła w jego kawę, rozlewając ją na telefon. Trochę szkoda kamienia, ale przecież są za młodzi na siedzenie w więzieniu. Jakby Chejron zareagował na pocztówkę z napisem „Dobre mordy patrzą na świat zza krat - przyślijcie jakieś dziecko Hefajstosa, żeby je stopiło”.
— Nie no, przestańcie smutać. Jesteśmy w Nowym Jorku, prawda? Jest tu masa rzeczy do zrobienia.
Wyjęła z kieszeni Henrego i spojrzała na niego.
— Lucas, spytaj się swojego kamienia, gdzie powinniśmy pójść. Może do parku? A ty, Avery też. Kamienia twojego w sensie się spytaj. Kamienie mają zawsze najlepsze pomysły.


Avery, Lucas?
◇──◆──◇──◆
[326 słów: Louise otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

środa, 31 maja 2023

Od Louise do Lucasa i Avery — „Autostopem po przygody”

Nastało lato, Louise z radością więc wsiadła w samochód i została zawieziona (bo prawa jazdy jeszcze nie ma, i według jej cioci nie powinna robić, ze względu na swoje odklejki mogłaby spowodować niezły korek) prosto do Obozu Herosów. Na miejscu oczywiście zaciągnęła się zapachem truskawek, aż jej mucha utknęła w nosie i po paru minutach panicznego kichania uderzyła się głową o słup.
— Cześć, Louise! — powiedział do niej Lucas, kiedy ta tylko podniosła głowę. Gwiazdki tańczyły wokół twarzy blondyna.
— Nic ci nie jest? — spytał nieco zaniepokojony, widząc, że jego siostra trzyma się skrzywiona za głowę.
— To tylko draśnięcie. Chrzest bojowy tego lata.
— Jesteś pewna? Mam plastry w dom... — zaczął panikować syn Ateny, wyobrażając sobie od razu najgorsze scenariusze, łącznie ze wstrząsem mózgu.
— Przestań histeryzować, braciszku — przerwała mu blondynka przytuleniem. — Ja i Henry potrzebujemy po prostu trochę odpoczynku po tak długiej drodze. I też się bardzo cieszę, że cię widzę!
— Ale na pewno pewno...?
— Henry też się wita — odpowiedziała Louise.
Chwyciła brata za ramię i ruszyła prosto do Domku Szóstego. W Obozie wiele się działo — Aresiaki straszyły nowych obozowiczów, dzieci Demeter robiły wianki dzieciom Afrodyty. Nawet Chejron opuścił swoją dziuplę i podlewał truskawki na polu konewką.
W końcu dotarli do Domku Ateny. Lucas dżentelmeńsko otworzył przed siostrą drzwi.
— Cześć, Ateniątka! — krzyknęła Louise, rzucając torbę na łóżko. — Wasza grupowa wróciła!
Dzieci Ateny podniosła wzrok znad książek i obliczeń, a po chwili powrócili też do rzeczywistości. Nastąpiły kolejne przywitania.
— Avery, miło cię widzieć! — powiedziała blondynka, ściskając dziecko Ateny.
— Co tam u was? Jakieś plany na lato?
Louise usiadła na łóżku i zaczęła się rozpakowywać — czyli po prostu wywróciła torbę do góry nogami. Układaniem ubrań postanowiła zabrać się za sekundę, obecnie w nich grzebała, szukając Henrego. Instrukcja obsługi moździerza, trzynaście szklanych plastikowych kulek i koszulka z napisem „JESTEM ZA JUANIZACJĄ” poleciały na podłogę.
— Nie wiem, dosypiemy Chejronowi brokatu do szamponu? Zrobimy sobie selfie z Cerberem?
— To robiliśmy zeszłego lata…
— Pisanie po toaletach rozszerzeń liczby pi?
Lucas pokręcił głową.
— No to co, pojedziemy autostopem do Nowego Jorku?

Lucas, Avery?
◇──◆──◇──◆
[331 słów: Louise otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

piątek, 28 kwietnia 2023

Od Louise — zlecenie #6

Spokojne popołudnie Louise — czyli wygrzewanie się w słoneczku z książką zostało zakłócone przez jakiegoś nerwowego chłopaka, który mrucząc tylko parę słów wyjaśnienia, kazał jej pójść ze sobą.
— Jaki znowu Kaktus?
— Kakus — powiedział czerwonowłosy, ciągnący za sobą Louise. — Chowa się w lesie od paru tygodni i kradnie nam rzeczy.
— I ja mam wam niby w tym pomóc? Czemu po prostu nie zabijecie tego Koksa i będzie spokój?
— Kakus — kolejny raz zaznaczył heros, niezdecydowany czy się rozpłakać, czy wyryć imię potwora Louise na czole. — Myślisz, że o tym nie rozważaliśmy? Powiedział, że jeśli coś mu zrobimy, nigdy nie odzyskamy naszych rzeczy.
— Czyli ten Kutas gdzieś je schował? Może je zjadł? Po prostu go poddajcie torturom, na litość bogów, jesteście herosami, nie nastolatkami przeprowadzającymi babcię przez ulicę.
— W sensie że... łaskotanie? Albo zmusić go do zjedzenia styropianu?
Louise, prawie potykając się, rzuciła mu spojrzenie mówiące "Ja ciebie uczyć nie będę!".
Wtedy rozległy się krzyki — oto dotarli już do znajomych owego półboga, którzy najwyraźniej byli już mocno zniecierpliwieni.
— No, gdzie macie tego Krokusa? — zapytała Louise, krzyżując ramiona na piersi. — Nie po to ten biedak ciągał mnie po całym lesie, żebyśmy się teraz rozeszli do domów.
— Kaku... — chciał ją poprawić jeden ze zgromadzonych, ale czerwonowłosy młodzian klepnął go w ramię i coś szepnął mu w ucho. Ten również mu coś odszepnął, ale na tyle dyskretnie, że słyszeli to prawie wszyscy. "Clive, do jasnej cholery, w całym obozie nie było nikogo innego?"
Clive, jak się okazało, wzruszył ramionami.
— Schował się?
— Kakusie! — krzyknął któryś z obozowiczów. Kiedy to nie pomogło, zaczęli krzyczeć wszyscy — i wtedy stał się cud, bowiem z pobliskiej jamy wyłonił się szkaradny stwór. Z braku gałek ocznych założył sobie jedne z tych okularków z dyndającymi na sprężynkach parodiami oczu, miał również ubłocone niecałkowite ogrodniczki, a dalszą część wystroju stanowiły przeróżne korzenie i rośliny.
— Skończyliście palić już mój las? — wybełkotał.
— Właź.. — zaczął jeden z chłopaków.
— Wyczuwam, że przyprowadziliście kogoś ze sobą. Niech dokona prezencji, niechże ją poznam — kontynuował niezrażenie Kakus.
— Cześć, Korpusie. Przyprowadzili mnie tutaj, bo podobno ukradłeś im coś, i masz problem z oddaniem.
Kakus obrócił się w stronę Louise i najwyraźniej wspaniałomyślnie zignorował jej słabą pamięć do imion lub celowe przejęzyczenie wywołane zjawiskiem "nudzi mi się, będzie śmiesznie".
— Ukryłem oto te przedmioty ich pożądania w owych skrzyniach — zaprezentował ruchem ręki potwór. Jego bełkotliwy i niezrozumiały ton nie pasował do języka wyraźnie stylizowanego na wytworny.
— Jednakże jest w tym zagwozdka — bowiem otworzyć je może tylko rozwiązanie zagadki.
W tym momencie Clive westchnął i zwrócił się do Louise:
— Widzisz? Kto nie rozwiązałby zagadki starego nudziarza jak nie dziecko Ateny?
Kakus zgromił ich surowym spojrzeniem, jak nauczyciel, który przyłapał uczniów na szeptaniu, i mówił dalej:
— Jak mniemam, skoro tę młodą damę przyprowadziliście do pomocy i jest ona tu obecna i do pomocy gotowa, chcecie zapewne treść tej zagadki poznać.
Obozowicze energicznie pokiwali głowami. Kakus odchrząknął i zaczął mówić.
— Co rano chodzi na czterech, po południu na dwóch...
— Człowiek — przerwała mu Louise. — tę zagadkę wykorzystał już Sfinks wieki temu, wszyscy ją znają.
— Nie dałaś mi dokończyć! — wrzasnął urażony potwór. — Co jest z tą dzisiejszą młodzieżą nie w porządku?
— Musisz podać nam inną zagadkę, Kapusiu. To chyba trochę nie w porządku brać zagadki innych potworów.
Kakus nachmurzony zaczął chodzić w kółko, szurając i wzniecając tumany kurzu. Wyjął z kieszeni telefon i zaczął agresywnie w niego stukać, tak że Louise zaczęła już obliczać sekundy pozostałe do życia ekranowi urządzenia.
— O, może to... Nie, jednak nie.
Przywódczyni domku Ateny kiwnęła głową i podeszła do skrzyń. Uważnie je obstukała i dmuchnęła w zawiasy i szparki, przyłożyła ucho i zrobiła szereg rzeczy właściwych panom z brzuszkiem i wąsem w koszulce ubrudzonej tynkiem.
— A znacie takie… Czemu Jaś trzyma gazetę... na bogów, nie ta strona.
Louise próbowała zajść Kakusa z tyłu, ale ten siedział przed swoją jamką i ani myślał się ruszyć. Kiedy zauważył podchody córki Ateny, grzecznym warknięciem uświadomił jej, że może sobie do każdej dziupli, orzecha i każdej wiewiórce do dupy na tej polance zajrzeć, ale do jego domu nie wejdzie.
— Twoja stara jest tak stara… nie, to obraźliwe.
Kakus energicznie skrolował, rysując ekran swoimi pazurami. Cud, że jeszcze coś widział.
— Ten, kto mnie tworzy, nie potrzebuje mnie, kiedy to robi... — zaczął w końcu dumny potwór. Louise chciała coś powiedzieć, a może tylko kichnąć, ale Clive prewencyjnie uderzył ją łokciem w brzuch, żeby siedziała cicho.
— Ten, który mnie kupuje, nie potrzebuje mnie dla siebie. Ten, kto mnie użyje, nie będzie o tym wiedział. Czym jestem?
Louise usiadła na jednej ze skrzyń i głęboko się zastanowiła.
— Ręcznik? Nie, może... jakieś... A, czekaj…
Kakus wyciągnął z kieszeni ozdobny kluczyk i zaczął się nim bawić.
— No, dalej Louise. Znasz odpowiedź — szepnął Clive.
— Problem w tym, że to nieistotne. Po prostu odciągnijcie jego uwagę.
Czerwonowłosy chciał zadać jeszcze jedno pytanie, ale w końcu zrezygnował i spełnił prośbę Louise. W końcu nie na darmo została przywódczynią Domku Ateny, prawda?
— Koń? Czyjaś matka?
Louise okrążała Kakusa, który początkowo nieufnie, potem jednak oddalił się od swojej nory. Wtedy blondynka dała znak grupce obozowiczów, którzy przejęli obowiązek krzyczenia głupich odpowiedzi.
— But? Może... Coś takiego, wiem! Kosz na śmieci!
Kakus zrezygnowany przysiadł na skrzyni i oparł błoniaste dłonie na skroni.
— Jesteście beznadziejni, zaiste.
— Trumna! — wrzasnęła w końcu dumnie Louise, niespodziewanie pojawiając się obok nich.
I od razu chwyciła klucz dyndający na lichym sznureczku z dłoni potwora. Sznurek zerwał się, Kakus wrzasnął i zamachnął się na Louise, która spokojnie obejrzała klucz, cofając się uprzednio poza zasięg kreatury.
— Trumna, w której nawet nie spoczniesz! — odwrzasnęła mu. Kakus porzucił nawet potrzebę stylizowania mowy na czarno-białe filmy i począł gonić za córką Ateny po polance. Blondynka chwyciła jakiś porzucony miecz i ciachnęła go po czole.
— Dalej, Clive! Dobij Kastrata!
— Ale nasze skarby?
— Zaufaj mi!
Rzuciła miecz unurzany w kakusowej krwi do jednego z obozowiczów, który złapał go niesłychanie zręcznie. Rozgorzała walka — ślepy potwór i paru zdezorientowanych herosów. Louise znowu gdzieś wsiąkła.
Kakus szykował się już do rozdzielenia czyjejś głowy od tułowia, kiedy inny, ranny w nogę kolega Clive'a dźgnął go w ramię.
— Szybko! — krzyknęła nagle córka Ateny, próbująca podnieść jedną ze skrzyń. Jeden z walczących, prawdopodobnie syn Aresa, sądząc po muskulaturze, podbiegł do niej i przejął skrzynię.
— Nie da się ich rozbić — uprzedził Louise, nie wiedząc. o co jej chodzi.
— Wiem, mięśniaku, rzuć w niego!
I takim to sposobem Kakus został zagrzebany pod swoimi skrzyniami, a herosi patrzyli otępiali na blondynkę.
— Mieliśmy odzyskać skarby. Nie go zabijać — zaczął zdenerwowany Clive.
— Odzyskacie.
— Jak, skoro skrzynie, w których są, są upaćkane potworną krwią? Pewnie wszystko się w nich zbiło i potrzaskało.
— Sęk w tym — kontynuowała spokojnie Louise, wytrzymując spokojnie mordercze spojrzenia półbogów. — Że ich tam nie ma. Kto wam powiedział, że należy ufać potworom? Nie wzięliście pod uwagę możliwości, że będzie kłamać?
Blondynka ruszyła w stronę jamki Kakusa. Skrzywiła się od smrodu, jednak dzielnie przekroczyła cienisty próg i machnęła ręką, żeby ruszyli za nią.
— Skrzynie były bardzo elegancko wyrzeźbionymi blokami kamienia. Trudno się było o tym zorientować przez kunszt twórcy, jednak pewność zyskałam, kiedy chwyciwszy klucz Kapusia. zorientowałam się, że ten nie jest nawet podobny do fałszywego zamku. Szczerze mówiąc, wyglądał bardziej jak klucz do jednej z szopek na broń, który zgubił się w ubiegłym miesiącu.
Louise poprowadziła nastolatków za sobą, przez meandry śmieci i gruzu.
— Więc weszłam tutaj i zobaczyłam jakiś błysk. Trąbki? Czy puzonu? To mi wystarczyło. Szanowny Kompas schował wasze przedmioty pożądania pod własnym tyłkiem.
Zaświeciła trzymaną w ręce latarką i wskazała na stos.
— Książka o szachach, kij golfowy, paczka po papierosach — pusta i umazana szlamem, figurka jakiegoś pokemona, i...
Tu Louise zacięła się. Ostatnim przedmiotem na stosie, już wyzbieranym przez grupę herosów, był kamień. Biały. Znajomy.
— Henry? Ale..
Poklepała się po kieszeni. Jeszcze rano go głaskała… I zrobiła mu sweterek w kwiatki...
— Faktycznie, nie zauważyłam. Dobrze, że jesteś.

◇──◆──◇──◆ 
[1278 słów: Louise otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia, +30 za zlecenie]

wtorek, 24 stycznia 2023

Od Louise CD Avery — „Cofnąć czas”

Poprzednie opowiadanie

Henry, mimo że wyglądał na dobrze ułożonego kamienia, często się gubił. Louise miała nadzieję, że nie robi tego specjalnie. Raz założyła mu nawet obróżkę ze dzwoneczkiem. Niestety, nie zadziałała.
I dziś zrobił to ponownie. W jednej chwili pytała się go, czy konsystencja kiełbaski jest odpowiednia, a w następnej po prostu go nie było. Zaczęła go szukać pod sobą i obok, jednak najwyraźniej, jeśli się sturlał, to bardzo daleko. Może ktoś go kopnął?
Choć Louise mogła przysiąc, że nie zostawiła go w domku, wróciła tam. Na wszelki wypadek. 
Po chwili panika trochę ustąpiła. Henry się znajdzie. Zawsze tak jest.
Mimo to dalej biegła, jakby była dzieckiem nie Ateny, ale Hermesa i wpadła prosto do Domku Szóstego. Był pusty, z wyjątkiem Avery, które siedziało i czytało książkę. Podniosło zaskoczony wzrok na siostrę. 
— Na starcie chcę tylko zaznaczyć, że ten ogień wcale nie był taki duży… — powiedziała, starając się zachować poważny wyraz twarzy. Zaskoczenie na twarzy Avery przeszło w konsternację. 
— Co?
— Tylko żartowałam! Bogowie, Avery, musisz trochę wyluzować. 
Rodzeństwu Louise na twarzy mignęło nawet coś na kształt uśmiechu. Blondynka skończyła się śmiać, a wtedy Avery zaciekawiło, co ona właściwie tu robi, kiedy wszyscy są na ognisku. Louise wyjaśniła nu, że Henry się zgubił. 
Białowłose wspaniałomyślnie wyruszyło z siostrą na poszukiwanie zagubionego. 
Po jakimś czasie poszukiwań Avery było jeszcze bardziej zirytowane, Louise pochlipywała, obozowicze coraz częściej posyłali współczująco kpiące spojrzenia na okrzyki z gardła blondynki „Henry? Gdzie jesteś? Odezwij się!" 
A Henrego dalej nie było. 
— Henry! Pewnie ci zimno, wyłaź! 
I niespodziewanie Avery stwierdziło, że należy wracać. Louise była tym oburzona, przez chwilę myślała nawet, że ma zamiar porzucić jej przyjaciela na pastwę nocy i harpii patrolujących. 
— Wiesz, wydaje mi się, iż cała ta sytuacja nie była aż tak poważna — stwierdziło Avery po dotarciu do Domku Szóstego.
— Henry nie jest poważny?
I wtedy dokonał się cud — okazało się, że kamień bezpiecznie spoczywał w jej kieszeni.
Avery wróciło z ulgą do swoich obowiązków. Grupowa i jej kamień bywali męczący, i w takich momentach Louise sama sobie zadawała pytanie „Kto, na Atenę, pozwolił mi zostać grupową?".
Ognisko już się skończyło. Louise z braku lepszego zajęcia wróciła więc do domku.

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG
◇──◆──◇──◆
[353 słowa: Louise otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

sobota, 10 grudnia 2022

Od Louise CD Lucasa — „Kamyk towarzysz”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Pieski nie dawały im spać, oczywiście, dzięki czemu Ateniątka mogły się poczuć jak rodzice trzech niemowląt — z tą różnicą, że niemowląt nie trzeba było wyprowadzać na siku. Louise bardzo wczuła się w rolę i pieczołowicie głaskała puchate kulki, opowiadała im bajki i tuliła. Z worka i szala umościła im wygodne posłanko, ale pieski i tak większość nocy spędziły albo na podłodze, albo swetrach rodzeństwa. Było świetnie — choć trochę męcząco. Wyprawy po siku i szczeniaki, które nie mogły usiedzieć długo w miejscu, skutecznie uniemożliwiały sen. Stara szopa wcale w tym nie pomagała — nie była w końcu przeznaczona do pomieszkiwania, chociażby chwilowego, i każdy podmuch zimowego powietrza muskał piątkę nieszczęśliwców. Szwed rankiem wyraził to słowami:
— Najgorsza noc mojego życia.
— Najgorsza? Raczej najlepsza.
Louise jak zwykle, pałała energią i szczęścia. Trzeba było przynajmniej dwóch czy trzech zarwanych nocy, żeby zmazać jej uśmiech z twarzy. Hej, jest poranek! I są pieski! Należy zignorować bolący kręgosłup i przekrwione oczy!
— Pieseczki! — pisnęła.
— Pieseczki, szczeniaczki przepiękne. Piesunie kochane!
Pieseczki kochane, przeukochane z błogością poddały się mizianiu pod bródką.
— Czyż nie są przesłodkie? Lucas, patrz, ten dał mi łapkę! — potrząsnęła ramieniem brata.
— No, są słodkie — przyznał Szwed. — Ale...
— Co ale?
— Ale co z nimi zrobimy?
Louise zamyśliła się, biorąc jednego pieska na ręce. Zetknęła swój nos z jego i puszczała mu jakieś dziwne spojrzenia.
— No kto jest małym, pięknym szczeniaczkiem, no kto jest pieseczkiem mamusi — rozczulała się.
— Louise — chrząknął Lucas.
— A, tak. Zatrzymajmy je.
— Nie damy rady.
— To jak nie damy rady, to je rozdamy. Znam takiego jednego...
— Dobra, to ma już większy sens — westchnął syn Ateny. — Ale i tak będzie trudne.
— W końcu zwierzęta w obozie to bardzo rzadko spotykane zjawisko — dokończyła Louise.
Piesek wyrwał się z jej objęć i skoczył do rodzeństwa. Warknął piskliwie i zatoczył się groźnie na chwiejnych, szczenięcych nóżkach. W odpowiedzi drugi piesek szczeknął wysoko i skoczył, lądując mniej więcej na zadku trzeciego. Wszyscy się przewrócili. Próbując wstać, pierwszy machnął ogonem po nosie drugiego, przez co ten kichnął. Rozgorzała zacięta walka.
— Są przesłodkie — powtórzyła kolejny raz Louise.
Lucas westchnął kolejny raz.


Lucas?
◇──◆──◇──◆
[338 słów: Louise otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]