Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Look at the stars. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Look at the stars. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 września 2024

Od Avery CD Erico — ,,Look at the stars"

Poprzednie opowiadanie

LATO

To nie była randka.
Skąd komukolwiek mógłby przyjść do głowy taki pomysł? To był tylko przyjacielski wypad dwójki półboskich nastolatków do Nowego Jorku, by wypić razem kawę, zjeść coś słodkiego i szwendać się po mieście, gadając o wszystkim i o niczym…
No dobra, Avery bardzo by chciało, by była to randka. Musiało to przed sobą przyznać, mimo że zrobiło to z wielką niechęcią. Ciężko nu było zaakceptować fakt, iż Erico ewidentnie no zauroczyło.
Problem polegał na tym, że dziecko Ateny za nic w świecie nie było w stanie odczytać sygnałów wysyłanych mu przez Erico.
Syn Apolla w jednej chwili chwytał dłoń Avery i trzymał w swojej, a w drugiej — odsuwał się i zachowywał się względem Avery tak samo, jak wobec reszty obozowiczów.
Tyle że, na bogów, Avery chciało być kimś więcej niż tylko kolejnym znajomym! Dlaczego musiało być tak beznadziejnym przypadkiem? Czasami miało ochotę zaszyć się gdzieś z dala od wszystkich i walić głową w ścianę z bezsilności. Po racjonalnym toku myślenia Avery nikt nie powinien mieć wątpliwości, iż jest ono potomkiem Ateny.
Stety bądź niestety, Erico znało Avery zbyt dobrze, by nie zauważyć, że coś no trapi. Wiedział również, iż dziecko Ateny nie będzie skore do otwierania się, więc zamiast tego zaciągnął białowłose do sklepu muzycznego.
Avery od zawsze lubiło ten klimat, ale odkąd poznało Erico, sympatia, jaką żywiło wobec gitar, wzrosła jeszcze bardziej.
A oprócz tego mnóstwo płyt CD i winyli, które Avery kolekcjonowało. Po prostu bajka!
Gdyby to była prawdziwa randka, Avery bez wątpienia uznałoby ją za najlepszą na świecie.
Ale, oczywiście, randka to nie była.
— Kupujesz coś? — zapytało Avery. Erico pokręcił głową.
— Nie, niczego nie potrzebuję. A ty? — Syn Apolla podszedł do dziecka Ateny.
— Też nie. Po prostu lubię przeglądać winyle. — Avery wzruszyło ramionami.
— Wiem. — Erico uśmiechnął się promiennie i rzucił nu rozbawione spojrzenie. — Chodź, nic tu po nas! — oznajmił radośnie.
Razem wyszli na ulicę miasta, gadając ze sobą.
Gdyby nie to, co miało wydarzyć się za chwilę, ta nie-randka naprawdę byłaby najwspanialsza na świecie.
Ale, oczywiście, coś musiało się zepsuć. A Avery doskonale wiedziało, że w tym starciu ich szanse były raczej nikłe.

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG (JEDNA Z POSTACI PRZESZŁA DO NPC) 
 ──── 
 [348 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

poniedziałek, 3 czerwca 2024

Od Erico CD Avery — ,,Look at the stars"

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

To była… wspaniała chwila.
Jako grupowi zazwyczaj znaliśmy innych. Znałem wszystkich, jednych bardziej, drugich mniej, o trzecich tylko plotki, o czwartych jedynie imię, opcjonalnie nazwisko. O Avery wiedzieliśmy niewiele, ale jak szedł, spoglądaliśmy w jego kierunku, jakaś siła wyższa, mówiła ,,patrz tam’’.
– Wiesz, dzisiaj chciałbym zostać na dworzu – odrzekłem, zerkając na potomka Ateny. – Poczekać na pierwszą gwiazdę, spędzić z nią trochę czasu. Jeśli chcesz, możesz mi towarzyszyć.
Zdjęliśmy buty i skarpety, rzucając je na bok. Zamoczyliśmy nogi w jeziorze. Zimna woda ochłodziła ciało po ciepłym dniu. W Obozie Herosów, niezależnie od pory roku, zawsze było słonecznie.
Wspaniały zachód słońca rozświetlił niebo. Miałem ochotę wyjąć telefon i zrobić zdjęcie, tak jak każdej pięknej rzeczy, którą widzę przed oczami.
– Bardziej olśniewający być nie mógł, prawda?
Avery w tym czasie również zdjęło obuwie i zrobiło to, co ja. Uśmiechnęliśmy się szeroko.
– Trzęsiesz się z zimna.
– T-tylko tak trochę. – Odwróciło wzrok.
Zdjąłem sweterek, który miałem zawsze przy sobie. Byłem gotów na zachód, który zawsze jest chłodniejszy niż cały dzień. Założyłem na plecy grupowego domku szóstego. Na jeno policzkach pojawiły się dwa, olbrzymie rumieńce. Złapało za niebieski, bawełniany materiał i objęło wokół siebie.
– Dziękuję. – Posłało nieznaczy, delikatny uśmiech. – Mogłobym pożyczyć go na… cały dzień i jutro oddać? Jest naprawdę…
– Nie ma problemu – zapewniliśmy.
Mieliśmy okazję przyjrzeć się nie tylko słońcu i jego pięknej otoczce, a również Avery. Szare oczy patrzyły zamyślone przed siebie, jakby o czymś myślało i to bardzo poważnie.
– Nie sądziłem, że tak będzie mi się dobrze spędzać czas – powiedziałem nagle.
Niegotowe na to wyznanie, ponownie skupiło swoją uwagę we mnie.
– To… miłe. Bardzo miłe.
– Jeśli byś chciało… możemy się tak widywać tutaj codziennie — zaproponowałem.
– Właśnie, dlaczego czekasz na gwiazdy?
Coś ścisnęło mi w gardle. Prawa dłoń powędrowała do moich ust, chcąc zacząć obgryzać paznokcie.
Nie Erico, nie przy innych. To zostaw dla siebie.
– Po prostu lubię – odpowiedzialiśmy. – Czuję się… komfortowo. Wszystkie smutki odlatują i jesteśmy tylko my…

 
– Erico? – Dziewczyna złapała Włocha za dłoń. Ścisnęła ją mocno. Jej głos się trząsł. – Jak kiedyś umrę… wyobraź sobie, że ta gwiazda to jestem ja.
Potomek Apollina zerknęli we wskazanym kierunku. Najjaśniejsza i największa z wszystkich, a zarazem, najpiękniejsza.
– Dlaczego mi mówisz o takich rzeczach? – wypomnieli jej.
– Wolę, żebyście byli przygotowani.
Przygotowani?
– Na co?
– Na… smutną przyszłość. Kiedyś umrzemy. Nie wiem, które z nas pierwsze, ale to kiedyś się wydarzy.
– Sofio…
– Boisz się śmierci?
– Boję się utraty kogoś bliskiego.
– A jakbyście wy pierwsi umarli?
Zamarł. Patrzył na wodę z pomostu, na którym siedział. U swego boku miał gitarę, tą, która była z nim prawie całe życie. Dostał ją po pierwszym roku w Obozie Herosów, od jednego z byłych grupowych. Ma nawet z tyłu naklejki po byłym właścicielu, w kotki i złote rybki.
Myślał o słowach Sofii. Faktycznie, co jeśli to jego koniec, będzie tym pierwszym?
– Mnie zapamiętaj jako tę gwiazdę obok największej. – Wskazali na nią. – Jest obok tej doskonałej, towarzyszy jej przez cały czas, gotów być zapomniana, byle być obok. Nienawidzi samotności, boi się być sama.
 
– Kogoś wam ona symbolizuje, prawda? – Głos Avery nie był nachalny, jakby chciało wiedzieć, żeby rozpowiedzieć połowie obozu, a wręcz przeciwnie.
– Tak. Aby wiedziała, że nadal o niej pamiętamy, gramy dla niej tę samą melodię i jest w moim sercu, na zawsze.
Chciałem się odwrócić po gitarę, aż poczułem chlapnięcie w łydkę. Zmrużyłem oczy, robiąc odwet na dziecku Ateny.
– Hej! – krzyknęło.
To oznaczało jedno.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Do boju!
Schyliłem się do wody, ochlapując grupowe domku szóstego. Zasłaniało się dłońmi, jednakże drugą, również zmierzał do ataku. Zaczęło się od delikatnych chlapnięć, a skończyło na przemoczonych spodniach, swetrach i koszulkach. Po skończonej bijatyce, wstałem, zdejmując koszulkę. Wycisnąłem ją nad wodą do suchej nitki (przynajmniej się tak starałem).
– Coś się stało? – zapytaliśmy Avery, które ponownie się zarumieniło, przełykając ciężko ślinę, jakby nie mogła przejść przez jeno gardło.
– Nic, tylko… – odwróciło wzrok.
Podałem mu koc, który tak, również miałem przy sobie.
– Owiń się nim.
Nim to zrobił, dołączyłem do jeno. Wskoczyłem podsiadając obok, wpatrując się w gwiazdy.
To było dziwne uczucie, czuć ciepło od dziecka Ateny.

Avery
──── 
 [663 słowa: Erico otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 3 października 2023

Od Avery CD Erico — „Look at the stars”

Poprzednie opowiadanie

Zazwyczaj wieczorne spacery nie zamieniały się w prywatny koncert na żywo – zwłaszcza gdy wykonawca nie zdawał sobie sprawy, że miał widownię. Avery jednak nie narzekało. Zakradło się od tyłu, chłonąc muzykę.
Przez kilka chwil liczyła się dla nieno tylko melodia grana przez tego chłopaka. Gdy blondyn przerwał, Avery miało nadzieję usłyszeć inny kawałek, jednak gdy cisza się ciągnęła, dziecko Ateny zrobiło coś zupełnie nie w jeno stylu. Zainicjowało rozmowę.
— Czemu nie grasz? — zapytało.
— Avery? — chłopak odwrócił się i uśmiechnął lekko. Dziecko Ateny zaskoczyła ta reakcja.
— Graj dalej — zachęciło go, siadając obok blondyna. — Chętnie posłucham.
Uśmiech herosa powiększył się. Zaczął grać inną melodię, śpiewając. Avery nie znało tej piosenki, jednak po kilku próbach udało nu się złapać rytm i uderzać palcami w odpowiednich momentach.
Wstyd było nu się przyznać, jednak nie znało tego chłopaka, podczas gdy blondyn najwyraźniej wiedział, kim ono było. Nie chciało jednak niszczyć tej chwili. Na razie wystarczyło nu podejrzewanie, iż jeno towarzysz jest potomkiem Apollina.
— Jaką muzykę lubisz najbardziej? — zapytał chłopak.
— Głównie metal i rock — odparło Avery po chwili namysłu.
Blondyn uniósł brwi, uśmiechając się pod nosem. Zaczął grać. Dziecko Ateny rozpoznało melodię po pierwszych kilku akordach. Nothing Else Matters. Jeden z jeno ulubionych utworów autorstwa jeno ulubionego zespołu.
Avery było pod wrażeniem umiejętności tego chłopaka. Grał czysto, przychodziło mu to naturalnie. Nie musiał się zastanawiać kiedy i jak pociągnąć za stronę. Po prostu to robił, a muzyka płynęła.
Tak, blondyn był definitywnie synem Apolla. Tylko to tłumaczyło perfekcję granych przez niego utworów. Z wyglądu również można było wywnioskować, że jego ojcem jest bóg słońca: złociste włosy (Czy on ma serduszkowe spineczki?), błyszczące oczy, opalona skóra i piegi.
Avery nie zdawało sobie sprawy, że piosenka się skończyła, dopóki chłopak nie utkwił swojego spojrzenia na dziecku Ateny na dłużej.
— Dziękuję — wykrztusiło dziecko Ateny, głos nu się załamał. Blondyn uniósł brwi, zaskoczony.
— Nie ma za co — wzruszył ramionami, jednak nie miał racji. Z jakiegoś powodu te kilka minut miały dla Avery ogromne znaczenie.


Erico?
◇──◆──◇──◆
[324 słowa: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Od Erico do Avery — „Look at the stars”

Blondyn wziął swoją gitarę i wyszedł ze swego domku. 
— Gdzie leziesz? — zapytał brat bliźniak Erico. 
— Zagrać. Idziesz ze mną? 
— Nie. 
— Szkoda — wymamrotał ze smutkiem. Brakowało mu chwil z bliźniakiem. — Do zobaczenia potem Edek! 
— Nie mów do mnie Edek. 
Nastolatek nie dosłyszał słów bliźniaka. Ruszył od razu nad jeziorko, gdzie zazwyczaj przychodził. Uwielbiał to miejsce. Przychodził tu w towarzystwie Emiliano, choć już od kilkunastu dobrych lat tego nie robili i nie wygląda, by ta tradycja miała powrócić. Blondyn nie był wcale obojętny. Brakowało mu chwil spędzonych razem wraz z bratem, choć tamten, nie wyrażał najmniejszej chęci powrotu do starych, dobrych czasów. 
Erico rzucił kamyka w wodę, widząc jak tonie na dole. Usiadł na końcu pomostu, przymykając oczy. Słońce świeciło mu w twarz, dzięki czemu włosy nabierały złocisty odcień. Wziął gitarę w ręce i zaczął grać. Uwielbiał dźwięk tego instrumentu. Wtedy zapominał o wszystkich problemach. Mógł dać pochłonąć się melodii, którą tak uwielbiał, która sprawiała mu radość. 
Brakowało mu jednak jednego. Kogoś, kto mógłby mu towarzyszyć. 
Chłopak był duszą towarzystwa. Nie przepadał za byciem samemu, nawet jak grał. Nie, nie dlatego, by inni podziwiali jego grę. Lubił, jak śpiewali z nim, klaskali dłońmi do melodii czy nucili. Lubił czuć tę interakcję, czego teraz mu brakowało. 
Przestał grać, oglądając swoje odbicie w wodzie. Poprawił włosy, które wpadały mu do oczu, a także spineczki. Dzisiaj miał je w kształcie serduszka. Dostał je od jednego ze swoich braci z domku. Dał mu je dzień przed odejściem, kiedy to osiągnął pełnoletność i już był na niego czas. Często spędzał z nim czas. To właśnie on nauczył grać na gitarze Erico, a także zaszczepił w nim pasję do muzyki. 
— Czemu nie grasz? – usłyszał nagle czyjś głos. Poznał, kogo to jest. 
— Avery? — zapytał, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. 
— Graj dalej – dziecko Ateny usiadło. — Z chęcią posłucham. 
Erico wziął swoją gitarę, zaczynając ponownie grać. Zerknął na Avery, które stukało paznokciami w rytm muzyki. Syn Apollina od razu się ożywił, cicho śpiewając.
 
Avery?
◇──◆──◇──◆
[325 słów: Erico otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]