LATO
Czy myślała cały czas o tym kretynie, który napsuł jej krwi parę lat temu? Może. Czy myślała, jak go unikać na różne sposoby? Możliwe. Rozważała, skąd mogła kojarzyć Chaita? Tak. Czy to miało jakikolwiek związek z jakąś głupią walką na plastikowe szabelki? Nie. Tego była pewna, przecież tego dnia dzieci były zachwycone, a czas im szybciej mijał.
Już w szatni rozważała, jakie powinna brać zmiany, a jakich powinna uniknąć. Z kim się wymienić i na co. Wcześniej parę razy zerkała na tablicę, próbując spamiętać godziny oraz stanowiska. Nie było tragedii, choć mogło być lepiej.
W gąszczu tych myśli wkradło się pytanie Chaita. Nawet się nie wzdrygnęła. Odpowiedziała machinalnie, tak, jak odpowiadała w swoich rozważaniach.
— Jakiej sytuacji? Że z tym kierownikiem?
— No, z tymi szablami. Czy to było… okej? Że mieliśmy sparing?
— Nasz największy problem, Chait, w tym momencie jest to, że ten koordynator jest pełen gówna. — skwitowała sucho, a parę osób w szatni parsknęło śmiechem. — Nie jakieś walki na plastikowe szabelki, które spotkały się z pozytywnym odzewem. Gdyby to nie było zgodnie z OSHA, bardzo szybko by nam przerwali.
Chait tylko nerwowo się uśmiechnął i kiwnął głową. Dahlia chwilę zatrzymała myśli, wpatrując się w niego. Może powinna nieco zwolnić? Wyglądał mizernie i poprawiał plecak zdecydowanie za często. Żarówki o wyjątkowo chłodnej barwie światła tylko pogłębiały ten depresyjny widok.
— Słuchaj. Stresowanie się w nowym miejscu pracy jest, eee, naturalne. Nie zrobiłeś nic złego. Jeszcze. Po prostu… trafiliśmy na mojego nemezis.
— A, aha. Nemezis.
— Wiesz, co to znaczy? — upewniała się.
Już miała wielokrotnie problem z powodu używania greckich słówek, które dla innych brzmiały zbyt mądrze i elokwentnie. Wyjaśnianie tego też było problematyczne. „Wychowywałam się w obozie, w którym razem z innymi dzieciakami z ADHD uczyłam się greki oraz mitów, to jest dla mnie naturalne i normalne”.
— Tak, tak, wiem. Orientuję się. — skwitował od razu, unosząc ręce. — Nie lubimy tego koordynatora i go unikamy.
— Ja na pewno unikam. Ty jeszcze mu nie podpadłeś. On i tak pewnie uważa, że to ja cię do tego performansu zmusiłam.
Stanęli na korytarzu przed tablicą stanowisk. Szukali swoich nazwisk, po czym wskazała na mapie, gdzie Chait ma się udać. Tego dnia mieli pracować na zupełnie osobnych punktach, jedno w księżniczkowej strefie a drugie w sci-fi. Dała koledze parę wskazówek, jak radzić sobie w tej pierwszej lokacji i już miała ruszyć w swoją stronę, gdyby nie postać stojąca we framudze. Na końcu korytarza. Światło dzienne musiało być wyjątkowo mocne, bo zauważyła, jak głowa cienia prawie styka się z jej butami.
— O, dobrze, że cię widzę, Dahlia. Zmiana planów. Sprzątacze zachorowali i potrzebujemy kogoś na cito. — padł mocny nacisk na „dobrze”.
Przekleństwo memłało się w jej ustach.
— To przykre.
— Już rozmawiałem z innym koordynatorem. Dzisiaj idziesz na sprzątanie. — uśmiechnął się sztucznie Nathaniel.
Stanęli naprzeciwko siebie. Mało było ludzi, którzy byli w stanie zrównać się z jej wzrostem, ale on był jednym z nich. Był za to dosyć cherlawej postury. Co się pierwsze rzucało w oczy, to jego gładka czaszka. Nie można było mu zarzucić braku schludności, swoje wąsy oraz brodę utrzymywał nienagannie. Miał też wyjątkowo irytujący, zdaniem Dahlii, tik podwijania wąsa.
— Co za zbieg okoliczności. Drugiego dnia nagle ktoś zachorował i to ja mam pracować. Taka potrzebna jestem. Złota rączka. — chłodno odpowiedziała.
Przynajmniej wiedziała, jak w jego towarzystwie rozmawiać, żeby nie dostać uwagi. Ostatnim razem prawie skończyła z dyscyplinarką. Teraz popełniła zasadniczo tylko jeden błąd.
Obejrzała się za siebie, sprawdzając, czy Chait dalej tam stoi. Oczywiście, że stał. Co ma robić świeżak, kiedy jego „mentorka” wdaje się w dyskusję z koordynatorem? Nate to zauważył i momentalnie oczy mu się zwęziły.
— A to kto?
— Świeżak z Nowego Jorku. Wdrażam go w zasady, koordynatorze. — akcentowała ostatnie słowo.
Mierzył Chaita od góry do dołu. Widocznie w jego oczach był zbyt drobny i mizerny, więc machnął reką.
— Myślę, że możesz kontynuować mentorowanie przy sprzątaniu. Przydzielę ci go, w ramach towarzystwa. Żeby nie było, że sama masz zamiar wykonać czarną robotę.
— Zabawa. — to był jej jedyny komentarz. Po tym, jak się przebrali w stroje sprzątaczy, całą drogę Dahlia wpatrywała się morderczym wzrokiem w płytki. Chait dotrzymywał jej kroku, wpatrując się dyplomatycznie w miotłę oraz wiaderka. Możliwe, że dla innych wyglądała właśnie jak krążownik, który idzie na pełnowymiarową wojnę i pospiesznie odsuwali się jej z drogi, a on mógł tylko nerwowo się uśmiechać do nich.
Stanęli przed znajomą strefą. Zamiast wchodzić po mostkach, musieli zejść na poziom jaskini. Nie było głęboko, w ścianach były ukryte włączniki światła, generalnie nie było niczego, co by miało być niebezpieczne. W pewnym momencie zatrzymała się i rozłożyła środki do czyszczenia.
— To… tutaj? — niepewnie zapytał się Chait.
— Tak. Okazuje się, ze trzeba czyścić kamienie w jaskiniach. Super robota.
Mrugnął parę razy.
— Czyszczenie kamieni?
— Tak. Jest wilgotno, plus dzieci lubią tutaj pluć. Patrzą, gdzie to spada.
— Czyścimy ślinę dzieci z kamieni.
— Tak.
Po czym wzięła jedno z wiaderek, postawiła na ziemi. Wzięła głęboki oddech, stała tak jeszcze chwilę, po czym nagle jednym, celnym kopniakiem posłała wiaderko w czeluść jaskini. Zniknęło w ciemności, można było tylko usłyszeć głośny trzask. Przyniosło to natychmiastową ulgę. Gdy się odwróciła, Chait szybko odwrócił wzrok, szorując kamienie szeroką szczotką. Wzięła swoją, po czym zajęła się swoją partią ściany.
— To nie twoja wina. — przerwała ciszę między nimi.
Miała wrażenie, że Chait rzadko sam z siebie pyta. Wydawał się tym typem osoby, co nie chce się narzucać. Nawet na moment wezbrało się w niej poczucie winy, że z jej powodu teraz szoruje zatęchłą grotę, zamiast być dobrze ubranym, miłym kelnerem w świecie księżniczek. Zbierałoby się dalej, gdyby nie fakt, że to nie ona przydzieliła go do tej roboty. Należały się jemu wyjaśnienia.
— Widocznie dalej boli go, że odrzuciłam go na randce, na którą zgodziłam się z litości. — wyjaśniła, najkrócej jak mogła, przy okazji się krzywiąc. — Bogowie, jakie to żenujące. Aż mnie dreszcze przechodzą, jak o tym opowiadam.
────
[959 słów: Dahlia otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]