Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My kink is karma. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą My kink is karma. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2026

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA, obecnie

W pierwszej chwili nie wiedziała co zrobić. Oriana jest pijana? Nie było nawet takiej możliwości, jako jedyna z ich trójki przez cały wieczór piła tylko napoje zero. Pijana mogła być tylko Kaya, ale co najwyżej mogłaby o sobie powiedzieć, że jest wstawiona.
Nie drgnęła nawet, bojąc się, że zepsuje wszystko nieodpowiednim ruchem albo słowem. Patrzyła przed siebie, na parkowe drzewa oświetlane przez światła latarni, ośnieżony trawnik oraz żwirową ścieżkę.
Oriana nie mogąc dłużej znieść tej niezręcznej ciszy podniosła się z ławki z zamiarem samotnego powrotu do domu. Kaya w tym momencie się ocknęła i momentalnie chwyciła dziewczyna za rękę. Palce Oriany prawie wyślizgnęły się z jej uścisku.
— Poczekaj — odezwała się w końcu.
Oriana nie odwróciła się, dalej stojąc plecami do Kai. Nawet nie próbowała jej za to winić. Rozumiała to zażenowanie.
Wzięła głębszy oddech. Sama nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak się zachować?
— Jesteś świadoma? — zapytała, co było niewyobrażalnie głupim pytaniem, patrząc na to, że Oriana nie była pijana i z całą pewnością wiedziała, co robi.
Kiedy nie usłyszała odpowiedzi, przegryzła wargę i uspokoiła szalejące myśli. Zawsze była chaotyczna i mówiła pierwsze, co jej ślina na język przyniesie, ale w tej sytuacji myślała nad słowami zdecydowanie zbyt długo. Nie chciała, żeby Oriana od niej uciekła.
— Chcesz przyjść do mnie? — zaproponowała w końcu. — Robi się zimno.
Oriana przystała na tę propozycję bez słowa. Kaya podniosła się z ławki i z delikatnym uśmiechem ruszyła w kierunku ulicy, na której mieszkała.
Mieszkanie Kai było doprawdy miniaturowe. Już na samym wejściu można było zetknąć się z kuchnią, tak, żeby za daleko przypadkiem nie chodzić, a drzwi do łazienki również były na wyciągnięcie ręki. Brakowało jeszcze wanny na środku korytarza i mieszkanie byłoby idealne do życia dla przeciętnej osoby po dwudziestce.
Bez pytania zrobiła im po herbacie i wróciła z gorącymi kubkami po niecałej chwili. Oriana siedziała na jej łóżku cała spięta, widocznie jakby wcale nie chciała tutaj być, ale wzięła od dziewczyny swój napój i kiwnęła głową, chcąc za to podziękować.
— Nie musisz mnie przepraszać — wypaliła Kaya zanim Oriana zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Już po samej minie mogła stwierdzić, że w Orianie kotłuje się dużo emocji i na jej usta cisną się zupełnie niepotrzebne przeprosiny. Trochę już zdążyła ją poznać.
— To było niepotrzebne — odezwała się tak czy inaczej.
Kaya przegryzła wargę. Odstawiła kubek na mały stolik nocny.
— Było potrzebne.
Oriana zmarszczyła brwi i cicho odetchnęła.
— Zapomnij. — Pokręciła głową.
Kaya nie mogła już tego dłużej słuchać. Sam widok tak skołowanej i spinającej wszystkie mięśnie ciała Oriany ją bolał. Położyła jedną rękę na kolanie dziewczyny i zebrała w sobie całą pozostałą odwagę, którą musiała zużyć na wcześniejsze rozwiązanie sytuacji.
Oriana spięła się bardziej, jakby gotowa do ucieczki i powrotu do swojego domu, ale Kaya naprawdę mocno zacisnęła palce na jej kolanie. Jeśli pozwoliłaby jej wyjść, to miałaby pewność, że już więcej by nie zobaczyła półbogini, a na pamiątkę zatrzymałaby sobie co najwyżej papierek z wypowiedzeniem rzucony w biurze.
— Problem jest taki, że właśnie nie chcę zapomnieć. — Uśmiechnęła się delikatnie, trochę niezręcznie jak na siebie i przybliżyła twarz do twarzy dziewczyny.
Oriana zamrugała, ale nie ruszyła nawet na centymetr. Pozwoliła, aby ich wargi znowu się ze sobą zetknęły, tym razem z intencji Kai.
— Wszystko okej? — zapytała, odsunąwszy się od Oriany. Dłoń Kai dalej spoczywała na kolanie dziewczyny.
— Chce mi się spać — odpowiedziała trochę wymijająco. — Mogę się gdzieś położyć?
Kaya uszykowała Orianie miejsce do spania, chociaż sama nie miała za dużo przestrzeni w tak miniaturowym mieszkaniu. Użyczyła swojego różowego koca i nawet ubrań na przebranie, bo nie chciała, żeby dziewczyna nie miała możliwości założenia na siebie czystych ciuchów.
Następnego dnia kiedy chciała wstać i zrobić jej jakąś herbatę, zauważyła, że Oriany już nie było. Nie zostawiła po sobie żadnego bałaganu, koc odłożyła na miejsca, ubrania złożyła w kupkę. Sprawdzając telefon też nie zauważyła żadnej wiadomości, chociażby potwierdzających, że bezpiecznie wróciła do siebie. Trochę ją to zaniepokoiło. Zobaczyć się mogły dopiero za dwa dni.
 
— Hej — przywitała się, wchodząc do szatni.
Oriana nawet się nie odwróciła. Skończyła zapinać swoją roboczą koszulę i po prostu wyszła, zostawiając Kayę samą.
Nie odzywała się do niej całą zmianę. Ignorowała wszystkie słowa dziewczyny, jakby ta rzucała je w eter. Kaya z każdą kolejną godziną czuła się coraz gorzej, bo chciała tę sytuację przegadać, a nawet nie miała żadnej możliwości, by to zrobić.
— Możemy… porozmawiać? — zapytała, kiedy po skończonej pracy obie znalazły się w szatni. Oprócz nich nikogo więcej nie było, bo współpracownicy przebrali się i wyszli o wiele szybciej.
— Nie ma o czym. — Wzruszyła ramionami.
— Jeśli mam nazywać rzeczy po imieniu, to mnie pocałowałaś, a później ja ciebie pocałowałam, to myślałam, że może o tym pogadamy? — Podeszła trochę bliżej. Oriana od razu się odsunęła. — A jeśli nie chcesz rozmawiać, to może wyjdziemy jutro na kawę? Albo gdziekolwiek… po prostu chcę z tobą spędzić parę godzin.
— Jestem zajęta.
Oriana znów odpowiadała jej cholernie irytujący wymijający sposób. Kayę zaczynało to denerwować. Jak zazwyczaj miała w sobie całkiem sporo cierpliwości, tak teraz zaczynała mieć jej bardzo niewiele.
— Mam wrażenie, że mnie okłamujesz — jęknęła. — Unikasz mnie dzisiaj cały dzień. Wzięłaś pod uwagę, jak mogę się z tym czuć?
Kaya z każdym kolejnym słowem zbliżała się do Oriany coraz bardziej. Menagerka nawet nie miała dokąd uciec, bo w końcu spotkała się plecami ze ścianą.
— Odwzajemniłam to, więc dlaczego się tak zachowujesz? — Nachyliła się. Ich czoła się ze sobą zetknęły. — Jeśli tego nie chcesz, to mi powiedz. Przestanę.
Nie mogła oderwać wzroku od tych przenikliwie szarych oczu. Były hipnotyzujące. Zaraz tutaj oszaleje.

oriana what now?
────
[906 słów: Kaya otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

piątek, 31 lipca 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 


Co ona tu, do cholery, w ogóle robi?
To nie jest miejsce dla niej.
Jej życie od zawsze było zlepkiem przypadków nasączonych chaosem. Nie powinno jej już dziwić, że ciągle pojawia się (wbrew własnej woli, bo jakżeby inaczej!) w miejscach, w których wcale nie chce być. Dziwiła się jednak swojemu brakowi asertywności i jakiejkolwiek silnej woli, temu, że zawsze idzie z tłumem. A nie bała się nawet tego, że ktoś ją oceni pod względem tego, jaka jest — już dawno z tego wyrosła. A przynajmniej tak myślała.
— Weź mi jakąś zerówkę — mruknęła pod nosem do Edgar. — My znajdziemy jakieś wolne miejsce. Chcesz coś, Kaya?
Chciała choćby na chwilę się od niejgo ulotnić i spędzić czas w towarzystwie Kai, dlatego pociągnęła ją za rękę w głąb lokalu. Nie oponowała Orianie, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie oddaliła się od ich nieproszonego przyjaciela. Pierwszy raz od naprawdę dawna udało jej się wyciągnąć kobietę z domu, wyjść gdzieś na miasto, porozmawiać dłużej i treściwiej niż w pracy czy poprzez wiadomości (nawet, jeśli Oriana nie jest aż tak rozmowna, jak ona), a jedno, przypadkowe spotkanie to zepsuło — a tym samym i jej nastrój. Rzadko widziała Kayę zgorzkniałą, a tak mogła ją w tamtym momencie opisać, patrząc jedynie na ten wyraz twarzy, gdy patrzyła na brązowowłosego. Przez moment dopadło ją ukłucie poczucia winy, jednak stwierdziła, że nic na to nie poradzi, nawet jeśli przez to Kaya będzie na nią zła. A nie chciała jeno ot tak odprawiać, powiedzieć jenu, żeby się od nich odwaliło.
— Nienawidzę, gdy takie spotkania zawsze kończą się alkoholem — rzuciła, gdy usiadły razem na kanapie.
Cholera, wymyślił sobie karaoke! Czemu każdy, na kogo trafiała, okazywał się właśnie taki? Ludzie raczej przebywają z osobami, które są do nich podobne.
Kaya uniosła wzrok na Orianę, przybierając na twarzy wyraz spłoszonego jelątka.
— To czemu nie powiedziałaś? Mogłybyśmy…
Nie wiedząc czemu, przerwała, gdy wrócił do nich półbóg, a przez jej twarz przemknął cień. Gdyby się nad tym bardziej zastanowić, dość często przybierała podobną mimikę w towarzystwie mężczyzn czy męsko-podobnych osobników, jakby nie chciała mieć z nimi do czynienia. Przy nim nawet tego nie ukrywała. Edgar nie było głupie, więc nie mogło tego nie zauważyć. Położyło przed nimi napoje oraz naczosy z serowym sosem.
Ciągle gadał. Zagadywał Kayę, po której widać było, że odpowiada z niechęci, byleby mieć spokój. Koniec końców Oriana musiała przejąć inicjatywę, by uniknąć niezręczności, której naprawdę nienawidziła doświadczać. Wybierali razem piosenki, w czym okazali się wszyscy dość zgodni, ku uciesze córki Ateny i w końcu zniknęły między nimi bojowe nastroje. Zamiast tego, zaczęła się spinać przez ten rodzaj aktywności, który wymagał od niej jakiegokolwiek wysiłku i pokazania się. Zapewne spędzi kolejne pół roku, wychodząc z domu tylko i jedynie, aby pójść do pracy.
Absurd nad absurdem, naprawdę. Trójką półbogów, których losy jakimś cudem skrzyżowały się w samym, cholernym centrum Nowego Jorku. Brakowało tylko aby otrzymali od bogów jakąś tajemną, niebezpieczną misję — zapewne powinni robić coś tak poważnego, a nie robić z siebie idiotów w środku nocy. Zamiast tego, nie napominali ani słowem o swoich losach w Obozach, a ich rozmowa o wspólnym pochodzeniu zakończyła się na tym, że Kaya i Edgar pochwalili się swoimi wyrytymi na przedramieniu symbolami, którym Oriana nie miała okazji (możliwości) zostać uraczoną. Nigdy nie czuła szczególnego poczucia przywiązania do innych swojego pokroju tylko z tego powodu, że łączy ich bycie dzieckiem boga, który nie interesuje się losem swojego potomka. Nawet przeciwnie — chciała unikać ich za wszelką cenę, byleby ich rozmowy nigdy się nie tyczyły tego tematu, a zamiast tego, trafiła w środowisko, gdzie otacza się wieloma półbogami. Cóż, to nie oznaczało tak naprawdę, że o tym w ogóle myślała. Na co dzień nie miała styczności z wieloma potworami i żyła prawie-że jak zwykły śmiertelnik.
W swojej głowie dużo narzekała, ale okazało się, że nie jest tak źle, omijając nagłe humorki Kai. Może częściej potrzebowała odskoczni od codzienności. Może. Na ogół twierdziła, że musi po prostu zająć się czymś, by za dużo nie myśleć, a nie musiało to być nic ambitnego. Po prostu coś, co zajmie na tyle dużo czasu, by potem mogła przejmować się tylko tym, by iść wystarczająco wcześnie spać, czy ma nastawiony budzik i czy się nie spóźni do pracy.
— Do której możesz być? — wyszeptała jej do ucha.
— Nie mam limitu — Uśmiechnęła się miękko Oriana, nie orientując się nawet, która jest godzina — mogę jeszcze posiedzieć.
— Mh. — Zerknęła ukradkiem na ich towarzysza. — Myślę, że obie mamy pewien limit.
Po sekundzie parsknęła śmiechem. Edgar jakby wyczuło, że zastanawiają się, jak mogą się go pozbyć — zrozumiało niewymówione sugestie i samo stwierdziło, że musi iść jutro do pracy. Rozstali się na ulicy, półboże poszło w swoją stronę, a kobiety zostały same, otoczone głuchotą opustoszałej uliczki, wypełnionej tylko odgłosami dobiegającymi z barów. Minęło co najmniej kilka lat, odkąd znajdowała się w takim miejscu, o takiej porze. W miejscu, gdzie miasto powinno spać, ale wciąż krążą po nim zagubione dusze, jedne poszukujące adrenaliny, drugie przybite, szukające jakiejkolwiek rozrywki, a jeszcze inne, takie jak Oriana, nie wiedzące, co ze sobą zrobić, nie wiedzące, co do cholery robią w swoim życiu i tylko podążające za innymi.
Zasłoniła usta, gdy poczuła nagłą potrzebę, żeby ziewnąć, a Kaya spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. Krótkie włosy od jakiegoś czasu próbowały uwolnić się z niechlujnie związanego koka, ale wciąż nie poprawiła fryzury.
— Chcesz iść do mnie?
— O? — Otworzyła szeroko oczy. — Uh, co, nie. Znaczy, no…
Ciepło przeszło po jej zmarzniętej twarzy. Odwróciła szybko wzrok, czując, że pewnie marszczy się na czole.
— Ja, myślałam, żeby raczej — zająknęła się, poprawiając ramiączko torby — przejść się, albo coś takiego. Jest ładna noc. Możemy z tego skorzystać, skoro tu jesteśmy. Sama mówiłaś, że rzadko gdzieś wychodzimy.
— Nie chce ci się spać?
— Niezbyt.
Kaya mruknęła pod nosem, ale tylko pokiwała bez słowa głową, złapała niedbale jasnowłosą za ramię i pociągnęła ją w kierunku ulicy, gdzie było już trochę więcej osób. W zimnym, dusznym i suchym powietrzu unosił się zapach papierosów. Oprószone kępkami śniegu chodniki odbijały światło lamp, przez co noc nie wydawała się aż tak ponura. Widziała, jak mijający ich faceci patrzą na nich zażartym wzrokiem, i mimowolnie szczelniej okryła się kurtką, ściskając bardziej półboginię. Przeszły dalej, zostawiając za sobą chmarę tych wszystkich ludzi, docierając do parku, ramię pod ramię, aż w Orianie już zagrzała się krew, ale i tak nie chciała jej puszczać — nawet bardziej się do niej przysunęła, aż mogła wyczuć pomarańczowy zapach odżywki do włosów.
Zatrzymały się w odosobnionym miejscu, przy niewielkiej fontannie. Oriana domyślała się, że za moment kobieta wciągnie ją do wody, ale zamiast tego, puściła jej ramię i usiadły razem na ławce.
— Nie podobało ci się?
— Nie było tak źle, jak myślałam, że będzie — odparła, na co Kaya zachichotała. — Chyba po prostu wolę spędzać czas tak, jak teraz.
— Tylko ze mną?
Zacisnęła zęby, słysząc, jak głos Kai zadrgał wraz z tym pytaniem. Nic nie powiedziała, a białowłosa położyła luźno dłoń na jej ręce. Miała ciepłą, miękką skórę, sprawiającą, że zimno wokół nie było aż tak uprzykrzające. Nie pamiętała, kiedy ostatnio były zupełnie, absolutnie same, bez żadnego zgiełku wokół. Świat nie istniał. Mogły towarzyszyć im tylko świetliki i przykryte przez miejskie oświetlenie gwiazdy, które nie naruszały ich spokoju. Oriana podziwiała porcelanową twarz Kai oraz jej delikatne rysy z kolei wpatrzoną przez siebie nieobecnym spojrzeniem, jakby myślami była w zupełnie innym świecie. Złote oczy błyszczały podobnie jak woda w fontannie.
— Masz trochę rozmazaną szminkę — rzuciła.
— He, serio? — Uniosła palce do ust, rozbudzona. — Gdzie?
Oriana potarła kącik warg Kai, po czym przysunęła się do niej i niespodziewanie, niezgrabnie pocałowała, przyciskając swe usta do jej ust przez parę sekund, które sprawiały wrażenie, jakby trwały jednocześnie za krótką chwilę, jak i nieskończoną wieczność. Gdy speszona się odsunęła, czuła mrowienie na opustoszałej skórze. Nogi miała jak z waty, jakby chciały stąd zniknąć, a na sercu było jej ciężko, jakby chciały tu zostać, nie puszczając jej w ucieczkę. Nie spojrzała po tym na twarz Kai, unikając tej niezręcznej konfrontacji, jakiej się spodziewała, zabrała dłoń, a uciążliwie długa cisza zaczęła ją boleć w uszy.

Kaya?
────
[1316  słów: Oriana otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

środa, 8 lipca 2026

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma”

ZIMA, rok temu

Poprzednie opowiadanie

W tamtym momencie Kaya bardzo pożałowała tego, że zadzwoniła na policję. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. Na dodatek przyjechał jakiś znajomy Oriany, a ona wcale nie wydawała się być zadowolona na jego widok. Kaya czuła się zwyczajnie niezręcznie.
W pomieszczeniu dla menagerów było bardzo mało miejsca. Cisnęli się obok siebie jak sardynki w puszce, nie wspominając o wysokim i szerokim policjancie, który przez cały czas musiał się garbić, żeby w ogóle dobrze widzieć ekran monitora. Hudson, podejrzany kasjer, potarł wierzchem dłoni czoło. Nie odezwał się ani słowem. Nie odezwał się nawet wtedy, kiedy wysłana przez Orianę Kaya poszła po niego w celu „wyjaśnienia” paru spraw.
— Pewnie zastanawiasz się po co się tutaj zebraliśmy, co? — zaczął wyższy policjant.
Hudson odchrząknął. Wyglądał jak wezwany do dyrektorki smarkacz, który przez ostatni tydzień dokuczał kujonom i w końcu się doigrał.
— Spokojnie, nie musisz się denerwować.
Zdecydowanie nie zabrzmiało to pocieszająco z ust policjanta, który za chwilę miał zabrać podejrzanego na komisariat w celu złożenia wyjaśnienia.
— Potrzebujemy dostępu do kamer — upomniał się stojący obok niższy policjant. Przez cały czas trzymał dłonie w kieszeni spodni. Nie wyglądał ani trochę poważnie. Kaya czuła jakąś niezrozumiałą irytację, kiedy na niego spoglądała. Jeszcze niebywale denerwował ją sposób, w jaki odzywał się do Oriany.
— Może najpierw wytłumaczę mu, o co w tym wszystkim chodzi, dobrze? — Zmierzyła policjanta groźnym spojrzeniem. Gdyby Oriana w taki sposób spojrzała się na Kayę, to chyba nie pozbierałaby się po tym po tygodniu. — Hudson, jesteś podejrzany o kradzież. Mówiąc oczywiście w dużym skrócie.
Kaya nerwowo się poruszyła. Zrobiło się jej strasznie duszno przez obecność tylu osób w tak małym pomieszczeniu. Hudson nie ruszył się za to nawet na centymetr, wciąż pusto wpatrując się w jeszcze ciemny ekran monitora. Wyglądał, jakby właśnie oczekiwał na przedstawienie ostatecznych dowodów, do których przyzna się bez problemu i również bez problemu uda się z policjantami na komisariat.
— Zauważyłam, że zawsze po twoich zmianach znika trochę pieniędzy — Oriana zaczęła tłumaczenie. — W ciągu miesiąca zaginęło nam prawie 2 tysiące dolarów, co jest już dziwne i wymagało sprawdzenia, pewnie rozumiesz.
Hudson kiwnął powoli głową.
— Potrzebujemy sprawdzić, czy te podejrzenia wobec ciebie są… prawdziwe. — Oriana odwróciła się i wybudziła komputer ze snu. Zalogowała się do systemu i najpierw włączyła zapis kamer sprzed tygodnia. — Obejrzymy sobie najpierw to, żeby od razu nie przechodzić do późniejszych dni.
— Czemu?
Ten sam policjant, którego Kaya uważała za denerwującego, się odezwał. W odpowiedzi cisnęło się jej głupie „bo nie ma dżemu”, ale postanowiła się nie odzywać do momentu rozwiązania tej sprawy. I tak to jej wina, że tutaj w ogóle przyjechali.
— Musiałabym dłużej szukać, a mi się nie chce. — Oriana słusznie zignorowała zaczepkę policjanta i włączyła pierwszy zapis.
W pokoju spędzili półtora godziny. W tym czasie udało im się ustalić, że Hudson, podejrzany o kradzież, rzeczywiście na każdej swojej zmianie podbierał trochę banknotów z kasetki i wkładał je do kieszeni spodni. Był na tyle głupi i nierozsądny, że robił to pod widokiem kamer. Kaya nie przypuszczała, że mógłby wpaść na taki pomysł. Po prostu nie uważała go za półgłówka, o.
— Jesteś zła? — zapytała Kaya po tym, jak policjanci odjechali z Hudsonem.
Oriana siedziała na obrotowym krześle przed ekranem monitora. Nie wyłączyła zakładki z kamerami, wciąż wpatrując się w zatrzymany obraz na Hudsonie.
— Po prostu jestem zmęczona.

 

ZIMA, obecnie

— Czy on naprawdę musi z nami być? — szepnęła Kaya do Oriany, kiedy Edgar poszedł domówić jakieś napoje.
To było ICH wyjście, a ten bezczelny dupek dołączył się do nich przypadkowo, kiedy zauważył je na mieście. Siedzieli teraz razem z nim przy stoliku w małej restauracji.
— Przeszkadza ci?
Tylko tyle zdążyła powiedzieć Oriana, bo Edgar akurat zdążył do nich wrócić. Usiadł — jak na złość — obok Kai. Uśmiechnął się słodko do przyjaciółki, tak, jakby był tutaj zaproszony i położył na stoliku coś, co zdecydowanie nie wyglądało jak bezalkoholowy napój.
— Co tutaj razem robicie? — zapytał się, spoglądając na Kayę.
Dziewczyna była wyraźnie zirytowana. Nie była specem od ukrywania emocji na twarzy, więc Edgar musiał doskonale widzieć, że się jej nie podoba jego obecność.
— Jemy — odburknęła. — Jak zresztą widzisz.
— Chyba już nie. — Zerknął na puste talerze. — Chcecie wyjść na karaoke?
Totalnie się tego nie spodziewała. Na usta cisnęła się jej odpowiedzieć „nie”, ale szybko zmieniła zdanie, gdy pomyślała, że w ten sposób może uda im się go zgubić. Gdzieś po drodzie w tłumie ludzi.
— Czemu nie. — Wzruszyła ramionami. — Co o tym myślisz?
— Nienawidzę karaoke, Edgar.
— Oj tam. — Machnął ręką. — Wypiję to i idziemy.
Edgar pił bardzo łapczywie. Kayę aż zemdliło na widok szybko znikającego napoju. Umiała w dosyć szybkim tempie wypić piwo albo drinki, ale nigdy nie udało się jej tego zrobić aż tak szybko.
Poszły za nim do jakiejś speluny. Kai brakowało innych określeń na to miejsce. Stare drzwi zaprowadziły je do karaoke umieszczonego w ciemnej piwnicy. Wszędzie latały kolorowe światła, a jedyny pracownik wyglądał jakby niedawno dał sobie w nos. Cudowne miejsce.
— Mają tu piwo?
Zdążyła się trochę rozejrzeć, ale nigdzie nie zauważyła jakiegoś barku.
— Nie tylko piwo.
Edgar wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Oriana już trochę mniej.

lesbijkuj je okej?
────
[824 słowa: Kaya otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 25 maja 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 

ZIMA

W głębi duszy spodziewała się takiego obrotu spraw, nie ufając Kai, że ją posłucha. Zdążyła przekonać się, jak ta kobieta potrafi być nieokrzesana, a nie było to nic, za co mogłaby dać jej oficjalną reprymendę. Powstrzymała się od niecenzuralnych słów, uśmiechając się do policjantów. Musiała zachować wizerunek przykładnej, skrupulatnej menadżerki, która potrafiła panować nad sytuacją i zarządzać restauracją, szczególnie przy klientach, którzy oglądali się na odzianą w mundury dwójkę.
— Wiecie co? Był to fałszywy alarm — powiedziała Oriana jednak, stwierdzając, że nie chce wszystkiego roztrząsać.
— Nie możecie tak po prostu sobie nas wzywać i potem mówić, że to fałszywy alarm — fuknął wściekle wysoki mężczyzna.
— Po prostu… wyszło — rzuciła ostrzegawczy wzrok Kai — małe nieporozumienie. Przepraszamy was.
— Nie będziemy teraz ignorować zgłoszenia. — Uparł się, a towarzyszący mu Edgar przewrócił za nim oczami tak, że zarówno Kaya, jak i Oriana mogły to zobaczyć. — O co chodzi z tą kradzieżą?
Mówił coraz głośniej, przez co kobieta oblała się czerwienią ze wstydu. Goście przysłuchiwali się rozmowie, udając, że delektują się daniami.
— Sprawa wewnętrzna — niemal wyszeptała. — To znaczy… jeszcze jest niejasna, no i… — Zaplątała się w swoich słowach, niepewna, co chce powiedzieć.
— Teoretycznie mamy obowiązek, aby teraz zająć się zgłoszonym wykroczeniem — odezwało się nagle Edgar, uśmiechając się durnowato, aż krew zawrzała w Orianie. — Czemu nie chcesz, abyśmy się tym zajęli, ukrywasz coś, kochana?
Nie miała ochoty na takie prowokacje w tamtej chwili i gdyby nie byli przy ludziach, bardzo chętnie by jeno uderzyła. Uwielbiało wprowadzać jeszcze większe zamieszanie we wszystko, co tylko możliwe i nie chciała na to pozwalać, będąc sama jak kołek, bez kierowniczki, niosąc na sobie odpowiedzialność za dwójkę nowych pracowników, organizowanie przyjęć, ogarnianie dostaw, a teraz jeszcze próbując kontrolować nietaktowne poczynania Kai.
— Mieliście w ostatnich miesiącach dużo wezwań — stwierdziło Edgar. — Jak ty nad tym panujesz?
Kaya z każdą sekundą coraz bardziej marszczyła brwi, gdy jeno słuchała. Nie ukrywała swojego skrzywionego wyrazu twarzy, który spostrzegło Edgar, rzucając jej lekki, irytujący uśmiech.
— Mam rację?
— Ta-… Nie — burknęła, jakby ją zatkało, porażając jeno spojrzeniem.
— Ta, chociaż tu masz rację — milczący przez chwilę, drugi policjant, zwrócił się bezpośrednio do Edgar. — Zaginięcia waszych pracowników, nawet morderstwo, teraz kradzież. Nie pracuje u was ktoś, kto może być za to odpowiedzialny? Nie uważacie, że to trochę śmierdzi, i nie mam na myśli tego smrodu sfajczałego grilla?
Oriana, osaczona, pomachała głową na boki, jeszcze bardziej się spinając przez rzucane w jej stronę oskarżenia.
— Skoro tak bardzo chcecie się tym zajmować — mruknęła, chcąc się ich pozbyć, odwracając kota ogonem. — Tylko że nie mam nawet dostępu do kamer, więc jesteśmy gołosłowne.
— Zaraz możesz mieć.
— Nie, Edgar, kur- — Ugryzła się w język. — Nie mogę nic zrobić bez zgody kierowniczki.
Cała czwórka gapiła się niezręcznie na siebie przez parę sekund, jakby każdy zapomniał, jakie miał kwestie do powiedzenia w owej scenie i szukał pomocy w innych osobach. Restauracja zganiała na siebie same podejrzewania od dłuższego czasu — była to prawda. Głównie dlatego nie podobało jej się to, co zrobiła Kaya, nawet jeśli chciała dobrze. Nie miało to żadnego znaczenia, jakie miała zamiary, jeśli miało mieć to fatalne skutki.
Kaya stała obok niej, przestępując z nogi na nogę, gapiąc się to na jednego, to na drugiego mundurowego. Nie widziała jej się konfrontacja z ich dwójką i Orianą jednocześnie, dlatego wolała pozostać cicho, choć miała tak wiele do powiedzenia. Rosła w niej irytacja z każdym kolejnym oddechem policjantów.
— Czy podejrzany dziś jest w pracy? Możemy z nim porozmawiać?
— Jest — mruknęła białowłosa pod nosem. — Możemy porozmawiać w… biurze.
Pokiwali głową, a na niewymówiony znak Oriany poszła poszukać mężczyzny, uwalniając się spod ciężkiego wzroku menadżerki, przytłaczającego tonu wysokiego, barczystego faceta i denerwującego, odrzucającego usposobienia niskiego policjanta. Wcale jednak nie odetchnęła i dopiero gdy od nich odeszła, poczuła, jak drży przez tak głupie wpakowanie się w kłopoty. Nie była przecież durna i nie było to kompletnie kretyńskie posunięcie, ale na myśl o możliwych konsekwencjach zaczęła mieć wrażenie, że zachowała się idiotycznie — szczególnie po usłyszeniu, jak policjant wspomina o morderstwie z paru miesięcy temu oraz owych zaginięciach, które obiły się o uszy Kai, ale nie zaprzątała sobie nimi szczególnie głowy. Nie wierzyła, że restauracja może być jakimś fatum, przyciągającym wszystko, co złe i raczej sądziła, że wszystkie tamte wydarzenia to zwykłe przypadki.
Oriana w tamtej chwili przyciskała złożone ramiona do piersi, patrząc na rozłożone po drewnianym parkiecie stoliki. W ciszy czekali na (mogłoby się wydawać) ociągającą się kobietę, aż nie przyprowadziła podejrzanego kelnera. Nie potrafił ukryć swojej zdębiałej reakcji na widok mundurów — swego zdruzgotanego wyrazu twarzy, szeroko otwartych oczu i ściągniętych brwi. Oriana powiedziała mu tylko, że muszą porozmawiać, zupełnie, jakby wcale nie mieli mu postawić zarzutów.
Kaya poszła za nimi, z czym nikt się nie kłócił. Ich piątka zamknęła się w niewielkim pokoju z komputerem, biurkiem, szafkami na dokumenty i krzesłami — na jednym z nich bezceremonialnie usiadł niższy policjant, podczas gdy reszta wciąż stała, z początku w ciszy.
— No to, jak wygląda sprawa?

 
Kaya?
────
[801 słów: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 2 kwietnia 2026

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Pomyślała, że dobrze, w takim razie zajmie się tym sama. Skoro Oriana odrzucała jej pomoc i wolała martwić się wszystkim we własnym towarzystwie, to ona sięgnie po grubsze działa. I nie chodziło o jakąś dziecinną zabawę w kotka i myszkę. Kaya nawet nie myślała o stworzeniu głupich pułapek, które miałyby złapać złodzieja. Dziewczyna chciała powiadomić policję. Kto zajmie się lepiej sprawą kradzieży jak nie służby prawa?
Przez całą zmianę zastanawiała się, czy to na pewno dobry pomysł. Rozmyślała o wszystkich za i przeciw. Oriana także nie mogła się dowiedzieć o tym planie — mogłaby ją za to udusić. Musiała działać sama i nie mogła się wygadać, co było trochę trudne przez jej gadulstwo.
Planowała, żeby następnego dnia w przerwie wyjść na papierosa i przy okazji zadzwonić na policję. Niech tu przyjadą i niech załatwią to na jej oczach — będzie miała przy okazji niezłą zabawę. Liczyła też na to, że Hudson pojawi się na jutrzejszej zmianie, tak, jak był wpisany w grafiku. Dzisiaj nie przyszedł i pewnie miał na to głupią wymówkę, ale nie może przecież odpuszczać pracy cały czas. Chłopak jeszcze się nie domyśla, że menadżerka podejrzewa go o kradzież, a współpracownica próbuje go wrobić.
Plan wydawał się niemal idealny. Oczywiście był idealny tylko w głowie Kai, bo tak naprawdę istniało sporo dziur, którymi dziewczyna się nie przejmowała. Od dzieciaka cechowała ją porywczość. Nie była kimś, kto na tablicy korkowej zacznie wieszać zdjęcia podejrzanych i będzie łączyć je czerwoną nitką. Kaya rwała się do pracy. Jak już na coś wpadła, to chciała wcielić plan w życie jak najszybciej. I nie zawsze zastanawiała się nad późniejszymi konsekwencjami albo tym, co zrobić, jeśli coś jej nie wyjdzie.
Następnego stała pod drzwiami restauracji i w myślach powtarzała sobie cały plan. Miała wyjść na przerwę w okolicach południa i zadzwonić na policję — tylko tyle. Co powie dokładnie? Jeszcze nie wie, ale się domyśli. Co zrobi, gdy Oriana się dowie, że to ona wezwała gliny? Jeszcze nie wie i chyba nie chce wiedzieć, ale będzie musiała się z tym zmierzyć.
— Cześć.
To nie była Oriana. To był Hudson. Niewysoki chłopak o kruczoczarnych włosach, wyglądający jak typowy amerykański nastolatek. Uśmiechał się delikatnie do Kai, a ta odwzajemniła uśmiech, nie chcąc, by się spłoszył. Przecież nie mogła po sobie pokazać, że wszystko wie (a przynajmniej go podejrzewa o tę kradzież, bo nikt z nich jeszcze tego nie potwierdził).
— Co tak wcześnie? — zapytała. Obydwoje stali pod restauracją tak półgodziny przed planowaną godziną rozpoczęcia zmiany. Kaya nie mogła spać, więc było jej wszystko jedno, o której wyjdzie z domu, ale Hudson? Ten chłopak zazwyczaj się spóźniał albo przychodził na ostatnią chwilę.
— Nie mogłem spać.
Prawie zupełnie, jak ja, pomyślała.
— Koszmary?
Ciągnęła tę rozmowę tylko po to, by zobaczyć reakcję chłopaka. Nie liczyła na to, że zacznie się jej zwierzać. Hudson był raczej zamknięty w sobie i rzadko włączał się w niezobowiązujące rozmowy.
— Chyba była pełnia. — Wzruszył ramionami. Schował ręce do kieszeni kurtki i wyraźnie się spiął. Nie spodobało mu się, że Kaya zadaje tak wiele pytań.
Oriana przyszła chwilę później. Nie zwróciła szczególnej uwagi na ich dwójkę, stojącą pod drzwiami do restauracji. Otworzyła im zwyczajnie drzwi, wyłączyła alarm i poprosiła, by zaczęli przygotowywać salę oraz maszyny do pracy.
Kaya poszła przygotować ekspres do kawy. Uruchamiając urządzenie, nie mogła spuścić wzroku z Hudsona. Patrzyła, jak chłopak przeciera stoły i przysuwa do nich krzesła. Wyglądał inaczej niż zawsze. Nie tylko to widziała, ale także czuła.
— Skup się. — Oriana jakby od razu zauważyła podejrzane zachowanie Kai i skarciła dziewczynę. — Zaraz wylejesz mleko.
Kaya przeklęła w myślach, ale posłusznie zajęła się swoją robotą. Jeszcze parę godzin do przerwy. Jeszcze chwila, a to wszystko się wyjaśni.
 
— Idę na przerwę — rzuciła do Oriany w ciągu dnia. Do kieszeni wcisnęła sobie paczkę papierosów, a na plecy zarzuciła kurtkę. — Wiesz… na zewnątrz.
Menadżerka zmierzyła ją wzrokiem, ale nic nie powiedziała. Dla Kai był to jasny znak, że może wychodzić, ale ma zaraz wracać. Specjalnie wybrała też godzinę czternastą, kiedy zaczynał się większy ruch, żeby Oriana przypadkiem do niej nie wyszła, kiedy będzie dzwonić po policję.
Rześkie powietrze omiotło jej twarz. Automatycznie odechciało się jej palić. Sięgnęła po telefon i wystukała na ekranie numer alarmowy. Cholera, lepiej, żeby to wyszło.
— Halo? Chciałabym zgłosić kradzież.
— Kradzież? — Policjant po drugiej stronie słuchawki wydawał się znudzony. Pewnie słyszał to samo już któryś raz dzisiaj. — Gdzie?
Kaya podała adres oraz swoje imię. Poprosiła też, żeby policjanci, którzy przyjadą na miejsce, nie mówili wprost, kto dzwonił. Nie mogła pozostać całkowicie anonimowa, ale jeśli mogła uniknąć gniewu Oriany, to chciałaby go uniknąć.
Dziwny fakt był taki, że policja zjawiła się szybciej, nim Kaya zdążyła się na to mentalnie przygotować. Prawie tak, jakby wysłani do tej „misji” gliniarze znajdowali się dwie przecznice od ich restauracji.
Do środka najpierw wszedł wysoki blondyn z krótko ściętymi włosami. Wyglądał na tyle onieśmielająco, że dla Kai mężczyzna przypominał bardziej wojskowego, a nie zwykłego policjanta. Zaraz za nim wszedł jego niższy towarzysz. Obydwoje spojrzeli najpierw na jedzących w spokoju ludzi, a potem ruszyli w kierunku kas.
— Kurwa mać — przeklęła Oriana. — Co ten cwel…
— O kim mówisz? — Kaya zmarszczył brwi.
Oriana wyszła zza lady i podeszła do niższego policjanta. Kaya stała za kasą cały czas ze ściągniętymi brwiami. Nie wiedziała, że Oriana zna się z jakimś policjantem. I nie wiedziała, że akurat może przyjechać tutaj w sprawie jej zgłoszenia.
— Kto zadzwonił? — zapytała ostro. Kai momentalnie żołądek podszedł do gardła. Jeśli któryś z nich się wygada, to może być skończona w oczach menadżerki; a bardzo zależało jej, żeby mogły zbudować przyjacielską relację.
— Tajemnica, złotko.
Złotko?
— No już, Edgar, zabieraj się do roboty.
Facet, o którym chwilę wcześniej Kaya pomyślała, że jest onieśmielający, podszedł właśnie do niej. Był, kurwa, ogromny.
— To co się stało? — spytał. — Kto was okradł?
— Dlaczego pytasz akurat mnie?
— Bo ty zadzwoniłaś.
Ja pierdolę.

meow?
────
[953 słowa: Kaya otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 

ZIMA

Od paru dni doskwierał jej ból w każdej części ciała, od samych stóp po kark. Siedzenie przy biurku jedynie pogarszało sytuację — postawa kobiety zmienia się w skuloną, ikoniczną krewetkę, a fakt, że nie potrafi normalnie usiąść w miejscu, jak normalny człowiek, nie kręcąc się co chwilę, tym bardziej utrudniał zachowanie dobrostanu. Została ze wszystkim sama i nie wiedziała właściwie, na jak długo. Nie nadawała się do odpowiedzialnego życia.
Miała wrażenie, że życie sprawia jej ostatnio same kłopoty, a raczej to ona sobie z niczym nie radziła, nawet z tym, by regularnie jeść posiłki, bo zaczęła pomijać kompletnie śniadania. Musiała pracować więcej za kierowniczkę, przez co wracała do domu zmęczona i nie miała ochoty nawet przysiąść do tabletu, co było jej codzienną rutyną, jedyną, której nie łamała. Po raz kolejny dotarło do niej, jak bardzo to nie jest dla niej i zmieniłaby profesje przy pierwszej lepszej okazji (ale, oczywiście, takiej nie było, więc pozostała z jedyną możliwością, jaka istniała — pogodzenie się ze swoim losem). Dopadało ją poczucie niższości, że może powinna iść na inne studia, znaleźć sobie kontakty, wspiąć się po wyimaginowanych schodach kariery, o której nawet nie marzyła, ale to by zapewne było ,,właściwe” i by nie sprawiało, że patrzyłaby na innych z nikłą zazdrością, której nie chciała do siebie za wszelką cenę dopuszczać.
Jej drobne ciało zapadało się niemal w zimowej, puchatej kurtce, ale nie miała innej, która nadawałaby się na tę pogodę, więc chodziła w kupionej parę lat temu w sieciówce, pikowanej parce z kapturem. Kaya zwróciła uwagę kobiecie, że wygląda w niej śmiesznie. Nie do końca wiedziała, z jakiego powodu.
Próbowała udawać, że nie widzi kolejnego problemu. Unikała dziewczynę, nie chcąc, aby ta się angażowała nadmiernie w to, w co nie powinna — przez to Oriana bała się, że zaraz zacznie wchodzić jej na głowę, a i tak to robiła, ale na niższym, przyjacielskim poziomie.
W szatni rozebrała się, bez pośpiechu, choć była trochę spóźniona.
No dobra, spóźniona o godzinę, bo zaspała.
Miała nadzieję, że nikt nie zacznie jej szukać w ramach jakiejś potrzeby, skoro był początek tygodnia, dlatego (przynajmniej w przewidywaniach) raczej spokojniejszy dzień. Nie lubiła nosić koszul — sprawiało u niej dyskomfort, jak uwydatniają jej kształty, a założenie większego rozmiaru tylko by sprawiło, że wtedy wyglądałaby niechlujnie — ale takie były wymagania co do Oriany, do menagera, który powinien budzić szacunek. Przypięła na piersi plakietkę z imieniem, a wtedy do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Położyła na stole filiżankę z kawą i talerzyk z ciastem.
— Hej! — przywitała ją Kaya. — Jak nastrój?
— Dobrze. Masz przerwę? — zerknęła na stół. — Nie wolisz zjeść coś pożywniejszego?
— Nie, nie, już jadłam wcześniej. Chcesz kawałek? — Uśmiechnęła się, unosząc widelczyk z kawałkiem ciasta.
Oriana parsknęła, bo mimo wszystko zrobiło jej się ciepło na sercu, widząc zadowoloną zachętę Kai, i pokręciła głową. Poszła do biura i zaczęła pracę. Zapisywanie strat, rozliczanie wypłat, odpisywanie na emaile i sprawdzanie, czy ktoś wrzucił kolejną głupią opinię na google maps. Spędziła w zamkniętym pomieszczeniu cztery godziny, aż zaczęła boleć ją głowa. Odsłoniła bardziej zasłony, ale na zewnątrz nie było słońca, dlatego i to nie pomogło, więc postanowiła pójść napić się szklanki wody po raz pierwszy tego dnia. Napotkała w pokoju socjalnym Kayę, która marszczyła brwi do na ekranu swojego telefonu.
— Nie miało dziś być Hudsona na zmianie? — spytała nagle. — Jest wpisany w grafiku.
— A ty znowu z tym? Znajdź inne zajęcie, jeśli ci się nudzi.
Wzięła gryza jednej z orzechowych babeczek, które ktoś mile upiekł i popiła wodą. Miała nadzieję, że Kaya nie obrazi się za tak szorstki ton, ale miała nadzieję, że sobie odpuści i zapomni — o nieznaczącej tak naprawdę wiele — sprawie. Nie musiała tego rozwiązywać od razu (a może też nie miała ochoty lub siły na to — a wprost mówiąc, może też się jej nie chciało). Nie zależało jej aż tak na restauracji, żeby wtryniać się w kryminalne zagadki kradzieży w firmie, która na tym bardzo nie zbiednieje, bo płaci pracownikom tyle, że bardziej opłacałoby im się znaleźć pracę w jakimś szemranym fast foodzie albo osiedlowym sklepie.
— To co, sprawdzałaś kamery?
— Nie mam dostępu do monitoringu.
— Jakim cudem?
Wzruszyła ramionami, odwracając wzrok.
— Nie jest to coś, co należy do moich obowiązków.
— No to możesz zawiadomić gliny.
— Nie będę dzwonić na policję.
— Czemu?
— Ach… wiesz, nie chcę robić furory na całą restaurację.
Córka Apollo wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego, zmarszczyła brwi. Patrzyła na Orianę w zamyśleniu, a ta jedynie jadła dalej babeczkę. Powoli wyczerpywała swoje zasoby słów na ten dzień.
— Trochę dziwnie się zachowujesz.
Postanowiła nie kontynuować po jej słowach. Nalała sobie kolejną szklankę wody i poszła z nią w kierunku biura. Kaya, kompletnie nieproszona, potuptała za nią. Stukot butów na niskim obcasie zirytował Orianę.
— Powinnaś coś zrobić, wiesz?
— Kaya… — burknęła, zatrzymując się przed drzwiami.
— No co?
— Czemu się tak tym przejmujesz?
— Chcę ci pomóc.
— Ale ja cię o to nie pytam.
Otworzyła drzwi. Kelnerka doskonale powinna wiedzieć, by nie wchodzić do takich pomieszczeń bez polecenia, ale i tak to zrobiła. Oriana westchnęła głęboko, opierając się o biurko i patrząc na nią, czując, jak gorąc wrze się w jej środku. Zauważyła na koszuli Kai małą, brązową plamę po kawie. Kokardka była niedbale zawiązana wokół kołnierza — może nie był na to moment, ale nabrała chęci, aby ją poprawić i podeszła do kobiety, która aż spięła się w miejscu. Rozwiązała wstążkę i na nowo, starannie ją założyła. Czoło Oriany sięgało do wysokości ust białowłosej.
— Przebierz koszulę. Nie możesz tak wychodzić do ludzi.
— Robisz to, żeby mnie rozpraszać? — zamrugała, otrząsając się z chwilowego transu.
— Nie powinnaś być w pracy?
Odsunęła się i ignorując obecność kobiety, usiadła na obrotowym krześle, wygodnie się opierając i zakładając nogę na nogę. Z nadzieją, że Kaya odejdzie, wróciła do swoich obowiązków, ale ona nie odpuszczała, ewidentnie zmartwiona aktualnym stanem rzeczy. Przywiązała się już do tego miejsca na tyle, by zadbać o to, by nic złego się nie działo. Przywiązała się też najwyraźniej do Oriany, bo to nie był pierwszy raz, gdy chciała (na siłę) jej pomóc (jak właściwie każdemu innemu).
— Chciałam cię jakoś w tym wesprzeć. Wybacz.
Oriana powoli traciła cierpliwość. Podniosła powoli spojrzenie znad notatnika. Rozgoryczona Kaya wyglądała jak zbity kociak, a plama od kawy na jej piersi była wyjątkowo dezorientująca.
— Słuchaj, nie jesteśmy w przyjacielskich stosunkach, żebyś musiała mnie w czymkolwiek wspierać — rzuciła ostro, przestając powstrzymywać słowa. — Wracaj do pracy.


Kaya? 
──── 
[1037 słów: Oriana otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

piątek, 13 marca 2026

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Odkąd kierowniczka zniknęła, restauracja zaczęła borykać się z wieloma problemami. Pracownicy nie nadążali z zamówieniami, Oriana ledwo ogarniała cały zespół, a Kaya od tygodnia nie była nawet na pięciominutowej przerwie. Jedli w biegu, pili w biegu, do toalety wymykali się tylko w chwilach, kiedy naprawdę nie mogli już wytrzymać. To była istna tragedia. Chaos, którego nie dało się opanować.
Po kolejnym okropnym zamknięciu Kaya wyszła na zewnątrz, żeby zapalić papierosa. Robiła to tylko wtedy, kiedy wiedziała, że Oriana tego nie zauważy. Od początku znajomości wiedziała, że dziewczyna jest wyjątkowo cięta na palaczy i wolała się jej nie narażać.
Tym jednym razem nie udało się jej uniknąć menadżerki. Ten jeden raz zauważyła grymas na twarzy Oriany nie z powodu denerwujących klientów, a z powodu śmierdzącego dymu papierosowego.
Kaya uśmiechnęła się niezręcznie i szybko wyrzuciła peta na ziemię. Zdeptała go butem i odchrząknęła.
— Ciężki dzień, co? — zagaiła. Nie chciała, by rozmowę zaczęła Oriana. Poczułaby się wyjątkowo niekomfortowo, gdyby zaczęła swoje kazanie na temat szkodliwości papierosów i używek samych w sobie. — Masz jakieś wieści od szefowej? Kiedy wraca?
— Wiem tylko, że wyjechała na dłużej. — Wzruszyła ramionami. — Pomożesz mi posprzątać?
— Jasne!
Wróciły do środka. Kai zrobiło się trochę słabo na widok brudnych stolików i mokrej podłogi. To wszystko zrobili ludzie, którzy przyszli tutaj na jedzenie. Nie rozumiała, jak można być taką świnią, żeby nawet nie wynieść śmieci do śmietnika. Na dodatek ze wszystkiego nienawidziła sprzątać takich obrzydliwych brudów, ale… dla Oriany mogła przemóc obrzydzenie i niechęć.
Poszła po mop i wiadro z wodą oraz płynem do mycia podłóg. Wolała zająć się najpierw tym, żeby te brudne stoliki zostawić sobie na koniec.
— Hej, rozliczałaś dzisiaj kasę?
Przerwała mycie podłogi. Oriana podeszła do niej ze ściągniętymi brwiami.
— Nie. — Pokręciła głową. — To robił… jak on miał na imię?
— Hudson?
— Tak, to ten.
— Dziwne — mruknęła już bardziej do siebie.
— Coś się stało? — dopytała. Przyzwyczaiła się, że Orianę musiała ciągnąć za język i wręcz zmuszać do dalszej rozmowy. Gdyby tego nie robiła, to zapewne nigdy nie poznałyby się bliżej.
— Ostatnio za każdym razem, gdy Hudson jest na kasie, to mamy sporo na minusie.
— Może myli się przy wydawaniu reszty?
Kaya w pierwszej kolejności nawet nie pomyślała o kradzieży — sama miała problem z liczeniem drobnych, kiedy ktoś płacił gotówką.
— Nieważne. — Machnęła ręką. — Później to sprawdzę.
Nie zdążyła nawet zapytać o coś jeszcze, bo Oriana zniknęła za ladą. Pozostało jej tylko skończyć sprzątać.
 
Przez godzinę, którą Kaya poświęciła na porządkowanie sali, Oriana siedziała w pokoju menadżera i liczyła pieniądze z kasy. Nie mogła zrozumieć, dlaczego brakowało aż trzystu dolarów. To zdecydowanie za dużo.
Kaya zapukała grzecznie do drzwi. Nie wchodziła nieproszona, ale dzisiaj wyjątkowo walczyła z chęcią wejścia bez zaproszenia.
— Możesz iść do domu — powiedziała Oriana.
Normalny człowiek by się ucieszył. Była w końcu dwudziesta trzecia i po tak ciężkim dniu wypadało chociaż trochę odpocząć. Kaya jednak nie należała do tej normalnej grupy ludzi, więc dalej stała pod drzwiami i nasłuchiwała.
— Stoisz tam jeszcze?
Uznała to za okazję.
— Mogę wejść?
Usłyszała szuranie. Miała nadzieję, że Oriana właśnie wstała i idzie otworzyć jej drzwi.
— Nie. — Mogła się spodziewać takiej odpowiedzi, ale wciąż się zawiodła. — Wracaj do domu. To nic ważnego.
W tym momencie nawet odrobinę nienormalna osoba odpuściłaby i poszłaby do domu. Kaya jednak nawet nie była odrobinę nienormalna. Była zdecydowanie bardzo nienormalna.
Złapała za klamkę i uchyliła drzwi. To było najgłupsze, co mogła zrobić, bo gdyby nie to, że Oriana była dla niej miła i ją tolerowała, to z pewnością dostałaby za takie zachowanie srogi opierdol.
— Nie prosiłam, żebyś…
— Podejrzewasz go o kradzież, prawda? — przerwała jej. — To nie jest taki głupi pomysł. Pomyśl o tym w ten sposób — szefowa wyjechała na urlop, a restauracja ledwo radzi sobie z ilością zamówień. To idealny moment, żeby coś podpierdolić z kasy, co nie?
Oriana zamrugała. Nie powiedziała nic. Była w zbyt dużym szoku.
— Okej.
— Źle myślę? — zdziwiła się. — Nie mów mu potem, że go podejrzewałam o kradzież.
— Nie, w sensie… — próbowała jakoś wyjaśnić swój punkt widzenia, ale trochę przeraził jej słowotok ze strony Kai. — Myślałam, że to przypadek, ale coraz mniej wygląda mi to na przypadek. To nic, czym powinnaś się martwić. To mój problem.
— Mogę pomóc. — Wzruszyła ramionami. Zachowywała się, jakby to było nic takiego. — Zawsze chciałam się pobawić w detektywa.
Oriana westchnęła. Zdecydowanie się jej nie pozbędzie.
— Nie będziemy bawić się w detektywów. — Spróbowała chociaż przywrócić Kayę do porządku.
— Tak będzie zabawniej — zachęcała menadżerkę. — Musi się coś dziać, prawda? I w ogóle… lepiej podejść do tego ze spokojem.
— Nie jesteś zmęczona? — zmieniła na chwilę temat. — Jest prawie północ, a ty próbujesz mi pomóc z jakąś nic nieznaczącą sprawą.
— Można powiedzieć, że brakowało mi trochę ekscytujących doświadczeń. — Gdy to mówiła zawijała wokół palca biały kosmyk włosów. — To kiedy zaczynamy śledztwo?
Weszła do środka, czując, że tą rozmową Oriana ją do czegoś zaprosiła, chociaż tak naprawdę dziewczyna cały ten czas próbowała się pozbyć współpracownicy.
— Macie tu kamery? — zapytała, dostrzegając komputer. — Może się coś zapisało?
— Nie wiem, czy mam ochotę zajmować się tym dzisiaj — przyznała. — Wróćmy do domu. Jest zbyt późno, a ja nie lubię zostawać tutaj po godzinach.
— Jeśli tak wolisz. — Ostatni raz przyjrzała się monitorowi, który akurat teraz musiał być wygaszony. — Ale od jutra się tym zajmiemy, co nie?

Orianka?
────
[856 słów: Kaya otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 12 marca 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

LATO, ROK TEMU

Poczekała na nią w cierpliwości, sama zajmując się gdzieś na boku grafikowymi rzeczami. Musiała ogarniać właściwie część całej roboty, bo kierowniczka, jak to główne narzędzie każdej firmy, jedyne co robiła, to siedziała w biurze całe dnie — tak naprawdę nic nie robiła.
Zajmowała się więc przeglądaniem CV, kierowaniem zmianami i przydzielaniem zadań. Jedyne, czego nie robiła, to nie mogła usiąść w spokoju po ciężkim dniu tabaki czy prowadzić, z jakiegoś powodu, rozmów kwalifikacyjnych — co nie miało takiego znaczenia, bo dużo zatrudnionych brało się właśnie z tego, że mieli kontakty i usłyszeli, że są tu inni półbogowie. Nie miała na to żadnego wpływu. Tak właściwie, nabór opierał się tylko i jedynie na kontaktach.
Kątem oka patrzyła na posturę kobiety, która z dokładnością przykładała się do swojej pracy, ale mimo to, uwinęła się bardzo szybko.
— Jaką kawę wolisz? —  zapytała, odkładając telefon na stół i podchodząc do ekspresu, gdy zbliżyła się do niej Kaya. — Wolisz posmak bardziej delikatny, z nutą czekolady, orzechowy, owocowy…?
Kaya zamrugała, choć już powinna wiedzieć, jak wiele mają do wyboru opcji, jeśli chodzi o ziarna kawy. Chwilę się zastanawiała, zaplątując wokół palca biały kosmyk.
— Latte, coś orzechowego.
— Jakiś syrop? Karmel, waniliowy?
— Może być… a obydwa?
Orianie zadrżała aż brew, gdy wyobraziła sobie słodkość napoju, ale tego nie skomentowała, wlewając po pół pompki syropu do szklanki.
— Na zimno chcesz, co nie?
Włączyła urządzenie, wsypała wybrane ziarna i wyjęła z szafy dwie, eleganckie, lśniące wysokie szklanki ze szkła kryształowego o tłoczonym, kunsztownym wzorze, których przypadkowe zbicie przyrządziłoby zawał serca kierowniczce. Zawsze, wyjmując jakiekolwiek talerze, kubki, szklanki czy sztućce, nie pozwalała sobie na automatyczne ruchy i kontrolowała to, co robi, z obawy, że dostanie jej się za wyrządzenie jakiejś szkody.
— Na ciepło.
Córka Ateny, rozgoryczona faktem, że znowu musiała stanąć na palcach, aby sięgnąć do szafki, z rezygnacją odłożyła szklankę i wzięła jeszcze bardziej wyrafinowaną filiżankę.
Kobieta czekała w ciszy, aż jej menadżerka przyszykuje napój. O tej godzinie już było na tyle parno, że Oriana potrzebowała rozbudzającej, pełnej smaku dawki kofeiny w postaci schłodzonego lodem napoju.
— Studiujesz coś?
— Studiowałam. Uh… kognitywistykę — odparła, przewidując kolejne pytanie Kai. — Ty?
— Nie. Nie wiem, czy planuję.
Nie miała zamiaru o to pytać, ale dobra. Zmusiła się, aby posłać jej lekki uśmiech.
— Podoba ci się tu jak na razie?
— To test?
Oriana prychnęła śmiechem, odbierając te słowa pół-poważnie.
— Nie. Czemu? Nie spowoduję, że szefowa cię wyrzuci, nawet jakbym bardzo chciała. Jestem tylko menadżerem.

 
Wyszły na taras. Wspólnie rozłożyły krzesła przy stolikach i usiadły przy jednym z nich, pod osłaniającym je przed słońcem, białym parasolem. Kaya napiła się karmelowo-waniliowego latte, Oriana pokusiła się na zimne americano z łyżeczką cukru, które swoim mocnym smakiem zgorzkniało na jej języku. Przyszły wcześniej do restauracji z racji, że Kaya nadal miała szkolenie, ale jak się okazało, zostało im bardzo dużo zapasowego czasu.
Pożałowały, że nie zostały w środku, gdzie działała klima, bo na dworze właśnie zbliżał się moment górowania słońca, przez co jego promienie paliły ich skórę. Odkryte przedramiona Kai stały się czerwonawe.
— Mamy nieograniczony dostęp do kawy?
— Tak. Ale, jak zaczniesz tu ciągle ją pić, to już nie przestaniesz i skończysz jak ja — rzuciła Oriana, nie patrząc na białowłosą.
— Czyli jak? 
 — Uzależnisz się tak, że już tu zostaniesz, tylko dla darmowej kawy.
Nie rozmawiało się z nią źle. Jako pracownica też nie była zła i to było najważniejsze, bo Oriana wierzyła zasadzie, że w pracy się pracuje, a nie nawiązuje przyjaźnie, przez co zazwyczaj była do innych chłodna i trzymała na dystans, szczególnie że jest od nich stanowisko wyżej. Mając jednak wrażenie, że Kaya jest dość otwarta i się nie speszy żadnymi posunięciami, pozwoliła sobie rozwiązać trochę język (co nie zmieniło faktu, że i tak czuła się ciągle przy niej zesztywniała, gdyż to ona ciągle rozpoczynała jakiś temat, a Oriana po prostu zmuszała się, by sprawić, aby nie było między nimi zbyt długiej ciszy).

ZIMA

Została. Nie zwolniła się tak szybko, jak to robiła połowa osób, zatrudniająca się w tym miejscu — co nie było zbytnio zadziwiające. Została na tyle długo, że Oriana przyzwyczaiła się do jej obecności, a nawet przestała jej przeszkadzać swoimi nagłymi napadami energii, bo potrafiła je albo złagodzić, albo zignorować.
Często prosiła półboginię o zrobienie kawy, a Oriana ją robiła. Jeśli Kaya nie podkreślała, czego dokładnie chce się napić, robiła jej karmelowo-waniliowe latte, które kobieta zawsze chętnie piła, z uśmiechem na ustach, barwiąc filiżankę swoją czerwoną szminką, którą potem Oriana zmywała.
— Jak długo będzie na urlopie? — spytała Kaya, mając na myśli ich przełożoną, która tak po prostu, bez słowa, z dnia na dzień znikła i dopiero później to przez Orianę każdy dowiedział się, czemu jej nie ma.
— Mam nadzieję, że jak najkrócej. — Wzruszyła ramionami.
— Wiesz… mogę ci pomóc z czymś, jeśli chcesz.
Słowa ,,nie, dzięki” zastąpiła pokręciem głowy i uśmiechem. Nawet zdobyła się na ściśnięcie ramienia Kai w oznace wdzięczności.
W mieście zrobiło się spokojniej i nie było słychać już niepokojących wiadomości, które krążyły latem, jakby zatopiły się one pod śniegiem. Zapomniała już, co zadziało się w restauracji parę miesięcy temu — właściwie, w ogóle to na nią nie wpłynęło i nie poruszała tego tematu z nikim poza Edgar.
Miała tylko nadzieję, że gdy śnieg stopnieje, to nie odkryje dawnych spraw. 

 Kaya? 
──── 
[853 słowa: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

piątek, 8 sierpnia 2025

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

LATO

Kiedy Oriana nie odpowiedziała, Kaya przekrzywiła głowę i delikatnie się uśmiechnęła. Poczuła, jak atmosfera zaczyna gęstnieć, a skóra na twarzy współpracownicy napina się i rozluźnia raz za razem, jakby próbowała sama siebie uspokoić.
— Jadę do domu — odpowiedziała, co przecież było oczywistością, bo obydwie po zakończonej zmianie właśnie chciały tam wrócić. Do miejsca, w którym mogły odpocząć i zapomnieć o problemach minionego dnia; o niemiłych klientach, rozlanej kawie czy słodkim napoju albo o pomylonym zamówieniu.
Kaya zaśmiała się mimowolnie. Oriana wydawała jej się nieszkodliwa, niewinna i całkiem… ciekawa. Miała do czynienia z ludźmi, którzy nie lubili o sobie dużo mówić. Rozmawiała też i z takimi, którym morda się nie potrafiła zamknąć. I szczerze mówiąc, wolała tych, którzy nie bali się ciszy.
— Mieszkasz daleko? — zagadała, nie chcąc, by stały przez całe pięć minut w ciszy (bo tyle się czekało na metro w tak dużym mieście).
Oriana spojrzała na tablice, na której wyświetlały się godziny odjazdów.
— Nie bardzo. Jakieś piętnaście minut stąd.
— O, ja podobnie. — Uśmiechnęła się szerzej, na co Oriana zareagowała westchnięciem. Nie chciała być niemiła, ale zdecydowanie nie chciała marnować teraz czasu na puste pogaduszki.
— No, w każdym razie. — Skinęła głową do nadjeżdżającego pociągu. — To mój. Do jutra.
Kaya nie zdążyła się nawet pożegnać z koleżanką, bo ta pognała do środka transportu, znikając w tłumie ludzi. Mogła tylko podążyć wzrokiem za odjeżdżającą maszyną i życzyć Orianie miłego wieczoru.
 
Rano nie spotkała Oriany na stacji ani też pod drzwiami restauracji. Mówiła, że będzie tutaj z nią od samych godzin porannych, a tymczasem Kaya nawet nie wiedziała, w którą stronę powinna przekręcić klucz w drzwiach. Chwilę pomęczyła się z zamkiem, aż też po długiej walce nie ustąpił i nie pozwolił dziewczynie wejść do środka.
W niewielkiej sali dla gości panowała nieprzyjemna cisza, którą najchętniej przerwałaby muzyką. Albo czymkolwiek innym. Nawet dźwiękiem maszyn, które czekały na uruchomienie.
Przeszła przez ladę, gdzie wczoraj rozmawiała z Orianą i pomyślała raz jeszcze o ich wczorajszym pożegnaniu. O tym, jak Oriana zniknęła jej z pola widzenia tak szybko, jak tylko podjechał pociąg i nawet nie zatrzymała się na sekundę, by powiedzieć ostatnie słowo.
W szatni przebrała się w robocze ciuchy, spięła dokładnie włosy, by żaden kosmyk nawet nie próbował spadać jej na oczy i wróciła do miejsca, gdzie wszystko się zaczynało: włączyła maszyny, sprawdziła, czy wczoraj nikt czegoś nie zostawił i stanęła… po prostu stanęła. Bez Oriany mogła zrobić tylko tyle, ile jej zdążyła pokazać pierwszego dnia. Nie potrafiła nic więcej. Kliknięcie guziczka na frytkownicy nie było wielką zagadką, a przetarcie blatów też nie wymagało żadnej wiedzy.
Kiedy błądziła wzrokiem od maszyny do maszyny, dostrzegła jedną rzecz, która potrzebowała poprawy. Brakowało lodu do zimnych napojów. Oriana wczoraj sama donosiła brakujące kostki z mroźni, ale nie pozwoliła zrobić tego Kai. Teraz była sama. I wiedziała, gdzie znajduje się mroźnia.
Zabrała przewieszony obok pojemniczek na lód i poszła do mroźni, skąd chciała nabrać lodu. Przeszła przez ciężkie drzwi, których za sobą nie zamknęła, bo bardzo nie chciała być głównym tematem wieczornego wydania wiadomości.
W mroźni panował taki porządek, jakiego mogła się spodziewać: kartony poukładano datami, równo, tak, by każdy z nich miał swoje miejsce i stał w prostej linii. Kilka z nich stało na ziemi, trochę większych, do których nie miała ochoty zaglądać.
W rogu czekał na nią pojemnik na lód, a w nim masa pokruszonych kostek. Kiedy zagłębiała w nich pudełko, poczuła, że ktoś inny otwiera szerzej drzwi i staje za jej plecami. Wystraszona odskoczyła, odrzucając pojemnik na bok.
— Co ty tu robisz? — ostry ton Oriany zbił Kayę z tropu. Wyglądała na złą, jakby właśnie jej uczennica zrobiła coś niewyobrażalnie złego. — Nie pozwalam ci wchodzić do mroźni.
— Chciałam donieść lodu — rzuciła na swoje usprawiedliwienie. — Brakowało dużo i pomyślałam, że pomogę, skoro ciebie jeszcze nie było. — Podniosła pojemnik, który wylądował na ziemi i podeszła do Oriany. Chłód, który panował w mroźni, zaczynał jej doskwierać coraz bardziej. Miało zająć jej to tylko pięć minut.
— Nie obchodzi mnie to — syknęła, złapawszy Kayę za rękawek koszulki. — Nie wchodzisz tutaj, nawet kiedy mnie nie ma, okej?
— To moja wina, że zaspałaś? — Wyrwała się, czując dyskomfort podchodzący jej do gardła. To, w jaki sposób Oriana się do niej teraz odzywała i reagowała na, chociażby najmniejszy ruch sprawiało, że poczuła się jak ktoś kompletnie obcy. A przecież tutaj pracowała! I miała czuć się bezpieczna! Tak powiedział jej inny półbóg, który polecał właśnie tę restaurację.
— Słuchaj — ton Oriany złagodniał. Przestała tak napinać mięśnie twarzy, a jej wzrok przestał tak boleć. — Cieszę się, że chciałaś pomóc, ale naprawdę chciałabym, żebyś tutaj nie wchodziła, okej? Mroźnia jest dla kierownika i dla menedżera, rozumiemy się?
— Dlaczego?
— Takie zasady, też tego nie rozumiem. — Wzruszyła ramionami. — Mogę? — Wyciągnęła rękę i czekała, aż Kaya poda jej plastikowy pojemniczek na lód. — Nabiorą trochę i przyniosę, a ty wracaj za ladę. Zaraz ci wytłumaczę więcej rzeczy, żebyś miała co robić.
Nawet jeśli była nieprzekonana, to i tak wykonała prośbę Oriany i wróciła za ladę. Czekała na blondynkę dwie minuty. O dwie minuty za długo, bo uważała, że mogła wykonać tę robotę sama. A z jakiegoś powodu nie mogła wchodzić do cholernej mroźni.
— Co już zrobiłaś? — Oriana sypnęła lodem do specjalnego pojemnika, a plastikowe pudełko odwiesiła na swoje miejsce. — Włączyłaś frytkownicę?
— Chyba wszystko włączyłam — odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo nawet nie wiedziała, czy coś pominęła, czy nie. — Tak mi się wydaje.
— To źle ci się wydaje. — Oriana machnęła ręką. — Chodź do mnie.
Pokazała córce Apolla kilka ważnych rzeczy, które przypadkowo pominęła w tym listę, na której miała wpisywać rzeczy, które przynosiła z chłodni albo z magazynu suchego. Oriana pokazała, jakie rzeczy może w ogóle wyciągać (zaznaczając kilkukrotnie, że do mroźni ma się nawet nie zbliżać) i pokierowała koleżankę dalej, do miejsca, w którym kroili warzywa.
— Ty tego nie będziesz robić, ale zawsze warto wiedzieć, co robi ktoś inny. — Pokazała stanowisko, składające się z małego blatu i paru desek do krojenia. — Gdyby ktoś czegoś nie zrobił na czas, to wiesz, gdzie przyjść i kogo opierdolić.
— Och.
— No co? — Wzruszyła ramionami. — Czasem pracujesz z idiotami i nie możesz udawać miłej.
Wróciły do lady, skąd Oriana wytrzasnęła środki do mycia zamknięte w jednej z szafek.
— Na otwarciu zawsze przecierasz stoliki — podała Kai jeden spray — i układasz krzesła tak, by każde stało równo i było maksymalnie dosunięte do stolika. Okej?
Pokiwała głową.
— A jak skończę?
— Jak skończysz, to zrobię ci kawy.
Uśmiechnęła się szeroko. Marzyła o tym. Tak bardzo marzyła o ciepłym napoju.

lesbijko?
────
[1053 słowa: Kaya otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 31 lipca 2025

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

Spojrzenie Kai spotkało się z bardzo wyrazistym skrzywieniem współpracownicy — na tyle, że zapewne mogła poczuć, jak nieoczekiwane wzdrygnięcie promieniuje do wszystkich struktur jej mięśni.
— Poradzę sobie.
Z tymi słowami złapała za pudło i szybkim, gwałtownym ruchem je uniosła. Płuca zareagowały przesadnym, głośnym odetchnięciem i chwilowym bezdechem z powodu ciężaru. Oriana nie zerknęła nawet na Kayę, ruszając naprzód, a gdy się wymineły, trąciła kobietę ramieniem. Na tyle mocno i precyzyjnie, że musiało być to celowe. Dopiero wtedy drzwi od biura, do którego poszła kierowniczka, zatrzasnęły się z hukiem, który rozniósł się po całym zapleczu.

 
Kaya czekała na nią przy barze, z poczuciem niezdzierżonej niezręczności, obserwując, jak inni pracownicy sprzątają po sobie i chodzą w tę i wewtę, chcąc jak najszybciej pójść do domów. Też chciała iść jak najszybciej do domu, ale musiała czekać na kogoś, komu wcale nie było prędko do właściwie niczego i zaczynało to budzić w białowłosej nie zirytowanie, a niecierpliwość na myśl o Orianie, która nie pchała się właściwie do niczego, jakby niczym się kompletnie nie stresowała, a jej doba miała czterdzieści osiem godzin, dzięki czemu mogła mieć wszystko, kolokwialnie mówiąc, głęboko w dupie.
Oriana, nareszcie pojawiając się przy kobiecie, jak zwykle potraktowała ją manierą godną awangardowej nastolatki, której nie chce się żyć. Pokazała, jak wydrukować raport z całego dnia, co ma posprzątać po sobie na koniec zmiany i, co oczywiście najważniejsze, że to niebieski płyn jest do szyb, a nie żółty, żeby na następny dzień nikt się nie przyczepiał, że ,,szyby mają smugi”. Obserwowała, nie kiwając nawet palcem ani nie odzywając się ani słowem, jak sobie radzi i stwierdziła, że nawet nie ma po niej, o dziwo, czego poprawiać.
Po zgaszeniu połowy świateł restauracja wyglądała mroczniej, mimo ilości żywej zieleni, którą emanowały rośliny czy przyozdobionym przez kolorowe obrazy ścian.
— Dobrze ci idzie, jak na pierwszą pracę.
Kobieta spojrzała na nią takim wzrokiem, jakby była zaskoczona, że ta odezwała się pierwsza. Jednak już po chwili szeroko się uśmiechnęła, tak cholernie niewinnie — z dozą nastoletniej, a nawet dziecięcej radości wynikającej z nieznaczącej pochwały — że Oriana tego pożałowała.
— Dzięki.
Kaya musiała podciągnąć rękawy swej koszuli, czując duchotę przez wyłączoną już klimatyzacje, przy czym Oriana kątem oka omiotła, niezbyt dyskretnie, jej szczupłą, wysoką sylwetkę — szybko odwróciła wzrok, gdy dotarła do bladych przedramion., mimowolnie zauważając, jak kontrastują z jej lekką opalenizną.
— Kto ci powiedział?
Pytanie spotkało się ze zdziwionym wzrokiem białowłosej.
— Nie podciągnęłaś do końca rękawów.
Jeszcze chwilę była zmieszana, aż nie przeniosła spojrzenia na swoje przedramię. Ugryzła się we wnętrze policzków, uśmiechając się z zakłopotaniem.
— Pytałam, kto ci powiedział. Nie jesteś pierwszą osobą, która z obozu trafiła tutaj — odparła.
— Nikt szczególny. Przypadkiem o tym usłyszałam.
— O?
— Że tu są inni. I że… no wiesz, jest bezpieczniej, że będę mieć jakąś ochronę.
Wypalony tatuaż w tym miejscu widziała już wystarczająco wiele razy, żeby go rozpoznać nawet po małym fragmencie, który wystawał spod rękawa Kai. Widziała go u Edgara cały czas, przypominając sobie, jak powiedział, że w ich obozie zostałaby spalona za bycie córką Ateny, myśląc o tym, ile półbogów już poznała z Jupitera, choć raczej powinno ich być więcej z jej obozu. Widziała je tyle razy, poznając dzieci różnych bogów w tak łatwy sposób, przez jedno tylko spojrzenie, mogąc wydedukować w ten sposób cały (albo chociaż jakąś część) ich charakter, charakterystyczne cechy i zdolności. Z tego powodu mogła już (o ile prezycyjnie zobaczyła symbol, przedstawiamy przez tatuaż) wyrobić sobie jeszcze bardziej adekwatną ocenę o Kai.
— Ta, prawda — rzuciła krótko.
— Ile tu pracujesz?
— Długo. Za długo. Tak, było tu już wielu.
— Dużo ich już tu nie pracuje?
— To restauracja. Nikt tu nie chce pracować.
— Jest aż tak źle?
Oriana zauważyła, że próbuje ciągnąć dalej rozmowę. Wolała rozmowy o pogodzie niż głębokie, emocjonalne dyskusje, dlatego jeszcze nie urwała Kai w połowie wypowiedzianego zdania.
— Zawsze mogło być gorzej. Mogłoby być też lepiej — mruknęła pod nosem cicho. — Lepiej się przygotuj, że ta praca wymęczy cię fizycznie i psychicznie. Psychicznie bardziej.
Kaya uśmiechnęła się tylko na te słowa.
— Klucze zazwyczaj zabiera osoba, która ma też na rano zmianę, więc padło na ciebie — odparła. — Jutro też będę tu z tobą.
Poszła do szatni, a białowłosa, jak dopiero co raczkujący szczeniaczek, natychmiast popędziła za nią. Z Kayą za swoimi plecami, nie uraczając jej ani zerknięciem kątem oka. Wyglądała na taką, co by specjalnie czekała, aby z nią wyjść i może jeszcze by ją odprowadziła do metra, pytając się Oriany, w którą stronę idzie, a jakby miały iść w tą samą stronę, to zaproponowałaby, żeby ,,przeszły się na spacerek”, a może nawet by powiedziała przy tym, że ,,pogawędzą sobie i coś się o sobie dowiedzą” i na samą tę myśl zażenowała się tak mocno, że poczuła ukłucie i przebrała się dziesięć razy szybciej, niż zazwyczaj to robiła, do tego stopnia, że rzuciła pracowniczą koszulę gdzieś w bok i zapomniała, aby ją zabrać (co sprawi, że następnego dnia będzie musiała iść po nową koszulę, bo tej już nigdy nie znajdzie). Poczuła, jak jej plecy zalały się potem, gdy szybko otworzyła drzwi od szatni i ruszyła do wyjścia. Wyszła z restauracji, której wielki, neonowy napis ,,Kennkitchen” na zmianę świecił się i gasił, nawet w nocy, i już wiele razy przeżył usterki, przez co teraz jeden z napisów — drugie ,,k” się nie zapalał.

 
Gdy już sprawdzała, kiedy pojawi się upragniony, wieczorny środek transportu, ktoś zaszedł ją od tyłu, o czym zorientowała się dopiero, gdy owa osoba stanęła obok. Bez wzruszenia odwróciła do niej głowę, uraczając ją brakiem uśmiechu i zmęczonym wzrokiem, na które Kaya odpowiedziała pełnym uśmiechem i żywym spojrzeniem.
Orianę opuściła jakakolwiek życiowa siła, o ile w ogóle jakąkolwiek w sobie miała.
— W którą stronę idziesz?
No tak.

Kaya?
 ──── 
[926 słów: Oriana otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

sobota, 12 kwietnia 2025

Od Kai CD Oriany — „My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

Spojrzała na instruktorkę z nieukrywanym sceptycyzmem. Nie chodziło o to, że się bała sama pracować, obsłużyć gości i zebrać zamówienie, ale stresował ją ten oceniający wzrok koleżanki. Pracowała tutaj dopiero trzeci dzień! Nie znała ludzi (chociaż z całych sił próbowała ich poznać), a teraz trafiła na bardzo wymagającą menadżerkę, która nie wyglądała na taką, co z łatwością popuściłaby jakikolwiek błąd; a przynajmniej na taką wyglądała w oczach Kai.
Pokiwała w końcu głową, nie mówiąc nic, a Oriana zniknęła, bo ktoś akurat ją zawołał. Kaya została sama przed niewielką kasą, na ekranie której wyświetlało się pełno niezrozumiałych dla dziewczyny napisów. Odetchnęła ciężko, nie w celu uspokojenia, a w celu nadania sobie odrobiny pewności siebie; wciąż czuła na sobie oceniający wzrok menadżerki.
Kiedy do środka weszła para młodych ludzi, Kaya od razu przywitała ich ciepłym uśmiechem, najlepszym, na jaki tylko było ją stać. Obeszła kasę, wymijając barek tak zgrabnie, jakby się tutaj urodziła i podeszła do ludzi, by podać karty z menu. Przez cały ten czas promiennie się uśmiechała, poprawiając co rusz opadające na oczy białe kosmyki.
Ludzie podziękowali, zabierając karty, a Kaya z ciężkim oddechem wróciła za kasę, by z bezpiecznej odległości obserwować niewielką salę, na której siedziała tylko wspomniana wcześniej para i inni, zbierający się już do wyjścia, klienci.
Poprawiła włosy, jakby z nerwów i zaraz wróciła do pary młodych ludzi, by odebrać zamówienie.
— Czy to jest ostre? — zapytał mężczyzna, stukając palcem o plastikową tabliczkę z narysowanymi pozycjami smażonego kurczaka. — Nie mogę jeść ostrych rzeczy, dlatego pytam.
— W takim razie poleciłabym coś innego. — Złapała za róg kartki i przerzuciła ją na drugą stronę. Wskazała palcem na danie z ryżem oraz kurczakiem i spojrzała z wyczekiwaniem na klienta.
— Hmm, skoro polecasz, to chyba się skuszę. — Uśmiechnął się, patrząc na kelnerkę takim wzrokiem, jakby próbował ją zaprosić na randkę. Kaya z widocznym skrępowaniem zabrała rękę i sięgnęła po notesik, w którym notować miała zamówienia.
— W takim razie będzie kurczak z ryżem w sosie musztardowo-miodowym oraz smażony kurczak w sosie czosnkowo-sojowym, zgadza się? — pytała, zerkając na ludzi zza małego notesika. — Coś do picia?
Kiedy pokręcili przecząco głowami, Kaya podziękowała i zniknęła za kasę, by móc wszystko dokładnie powpisywać. W taki sposób, w jaki tłumaczyła jej Oriana, czyli każda pozycja zapisana oddzielnie, ze skrótami, które rozumieli pracownicy kuchni i z podaniem godziny przyjęcia zamówienia, aby klienci zbyt długo nie czekali. Kiedy skończyła, wydrukowała kartkę i przeszła na zapleczę, prosto do kuchni, by podać pierwszemu lepszemu pracownikowi zamówienie.
— Dzięki. — Starszy mężczyzna odebrał od kelnerki świstek papieru i puścił do niej oczko, znowu przypominając Kai, że dla niektórych jest tylko kimś, z kim można się głupio pobawić.
Odwzajemniła uśmiech, ale zaraz jak wróciła na swoje wyznaczone miejsce, prychnęła do siebie parę obraźliwych słów, skierowanych specjalnie oraz personalnie do tego jednego pracownika kuchni.
 
Oriana długo nie wracała. Na tyle długo, że Kaya zaczęła się martwić (i nie było to znowu spowodowane stresem). Ostatni klienci wychodzili z restauracji, żegnając się z kelnerką ciepłymi uśmiechami, a promienie słońca zaczynały chować się za wysokimi nowojorskimi budynkami.
Kiedy drzwi trzasnęły za grupką dziewczyn w wieku licealnym, Kaya od razu poszła w stronę kuchni, by poszukać menadżerki. Nie znalazła jej jednak ani przy blatach oprószonych mąką, ani przy rozgrzanej, buchającej gorącą parą, fryturze. Blondwłosej nie było także na zapleczu (bo Kaya pomyślała, że mogła mieć w końcu jakąś przerwę), co zaczynało robić się co najmniej niepokojące. Nie poszłaby przecież do domu bez uprzedniego pożegnania się, racja?
— Kogo szukasz? — czyjś obcy głos zwrócił uwagę białowłosej pracownicy, która w popłochu odskoczyła na bok, jakby właśnie została przyłapana na robieniu czegoś bardzo, ale to bardzo, karygodnego.
Przed nią stała niska, starsza kobieta z długimi, siwymi włosami zarzuconymi na przygarbione plecy. Ubrana była w długą sukienkę, a na nogach miała wygodne półbuty, bo raczej nie chodziłaby w czymś, co mogłoby przyprawiać o ból schorowane stopy.
— Szukałam Oriany. Szkoli mnie — powiedziała zgodnie z prawdą, ale coś w tej staruszce zaczynało ją niepokoić. Kąciki ust Kai delikatnie drgały, jakby właśnie próbowały wyrwać się do energicznego tańca.
— Poprosiłam ją, by przyniosła z mroźni parę rzeczy. — Odwróciła się, patrząc w stronę wąskiego korytarza, gdzie mieściła się wspomniana mroźnia oraz chłodnia. Kayę jak na razie wpuszczono tylko do chłodni.
— Och, rozumiem. — Uśmiechnęła się. — A mogę zapytać kim…
— Jestem kierowniczką restauracji — wyprzedziła pytanie kelnerki. — Właścicielką. Wiem, że jeszcze nie miałaś okazji mnie poznać i spotkałyśmy się w takich okolicznościach, ale skoro już tutaj stoisz, to pozwól, że się przedstawię. — Wyciągnęła chudą, pomarszczoną dłoń w stronę córki Apollina. — Jestem Gloria Jones.
Ścisnęła delikatnie dłoń, jakby w obawie, że staruszka zaraz rozpadnie się na milion puzzli i będzie musiała układać kierowniczkę na nowo.
— Kaya.
Kobieta nie puściła od razu dłoni białowłosej. Właściwie stopniowo zaczynała ją ściskać, co Kaya wyczuła niemal natychmiast. Zanim jednak zdołała zabrać swoją rękę, to za plecami kierowniczki wyłoniła się Oriana. W rękach trzymała wypchane mrożonymi warzywami pudło.
— Och, Orianka, kochanie — mruknęła staruszka, odwracając się do nowej pracownicy tyłem. Wyciągnęła swoje długie, chude ręce i podeszła do (jak Kaya podejrzewała) ulubionej menadżerki.
Oriana uśmiechnęła się niezręcznie, stawiając pudło na ziemi, co oczywiście było nie do pomyślenia, ale kierowniczka najwyraźniej jej i tylko jej puszczała takie rzeczy płazem. Jakiekolwiek zasady bezpieczeństwa i pracy z żywnością dotyczyły wszystkich innych (Oriany zapewne też, kiedy kierowniczki nie było w pobliżu), ale przestały one mieć znaczenie, kiedy blondynka napotykała na swojej drodze właścicielkę lokalu.
Kaya wytarła ukradkiem dłoń o pracownicze spodnie i przyglądała się, jak Oriana rozmawia o czymś z kierowniczką.
— Pokażesz zamknięcie? — zapytała, nie patrząc nawet na stojącą za nimi Kayę. Było to oczywiste, że rozmawiają o niej.
— Nie ma problemu.
— Dziękuję, na ciebie zawsze można liczyć. — Uśmiechnęła się serdecznie i odeszła w stronę swojego biura, które mieściło się na końcu wąskiego korytarza. Tego samego, gdzie znajdowała się mroźnia oraz chłodnia.
Oriana podniosła pudło z ziemi i siarczyście zaklęła.
— Nigdy niczego tak nie stawiaj, rozumiemy się?
Kaya pokiwała głową. Nagła zmiana tonu nie bardzo się jej spodobała. Jeszcze przed sekundą Oriana zgrywała grzeczną, potulną dziewczynę, ale kiedy kierowniczka odeszła, to wróciła do swojego prawdziwego „ja”.
— Szukałam cię — powiedziała, zmieniając temat, bo najwyraźniej Oriana była zbyt poirytowana, by rozmawiać o czymkolwiek innym. — Zostawiłaś mnie na cały dzień i się zastanawiałam, gdzie poszłaś. Wiesz, potrzebowałam trochę pomocy, bo ludzie pytali mnie o dziwne zestawy z menu, których jeszcze nikt mi nie wytłumaczył. — Patrzyła cały czas na menadżerkę, męczącą się z ciężkim, wypchanym pudłem. — Mogę ci pomóc?

  Oriana?
──── 
[1049 słów: Kaya otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]