Płomienie powoli pożerały papier, korę i gałęzie. Nieustannie się wspinały, żeby zakończyć swoją wędrówkę na samym szczycie stosu, buchnąć wysoko i wyciągnąć chwiejne jęzory do rzuconego im całunu. Gorąco go powitały, spowiły czerwienią i pomarańczem, a potem pomalowały czernią.
Skóra pociła się i piekła od gorąca, dym gryzł oczy i osiadał we włosach, oczy bolały od jasności. A oni wszyscy wciąż stali wokół sterty palących się gałęzi i desek, wpatrując się w nie z blaskiem odbitym w oczach i niemożliwymi do rozszyfrowania minami.
Arnar stało pośród nich. Razem z nimi patrzyło, nie potrafiąc określić, jak nazywa się emocja, którą czuło.
[100 słów: Arnar otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz