Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inez Velez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inez Velez. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2026

Od Inez — drabble „Herbata”

Inez kochała herbatę. Nieważne jaką: słodką, gorzką, czarną, zieloną czy owocową. Każda była pyszna. Jednak jej mama zawsze powtarzała, że najpyszniejsza herbata to mocna herbata. Niestety Inez nie była cierpliwa. Nienawidziła czekania. Szczególnie że uwielbiała, jak herbata jeszcze delikatnie parzyła ją w gardło, a jej mama zawsze była ostrożna i podawała Velez herbatę, gdy wystygła. Jednak raz Inez się uparła. I może nie byłoby tego złego, gdyby dziewczyna poparzyła sobie tylko język. Jednak wystraszona przez swojego kotka, wylała herbatę na siebie. Pisk i krzyk w domu był okropnie głośny, jej rodzice natychmiast zostali zaalarmowani.
– Mamo… Ja jednak chyba wolę wodę.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 3 października 2026

Od Inez — drabble „Krem”

Inez kochała piec. Wszelakie ciasta, torciki, babeczki, ciasteczka. Wszystko, na czym mogła się wyżyć kulinarnie. Właściwie często był to jej sposób na radzenie sobie z trudnymi emocjami. Jednak oprócz tego kochała swoimi wypiekami uszczęśliwiać ludzi. Dlatego na wiele okazji piekła najróżniejsze smakołyki swojej rodzinie. Na Boże Narodzenie robiła pierniki, a na Halloween musiały być ciastka w kształcie duchów. Kochała je robić z różnymi kremami. Wszyscy się nimi zajadali. A najbardziej kochał je Chlebek, który zawsze korzystał z okazji, gdy zapomniała zasłonić miski z kremem, wskakiwał na stół i wylizywał słodką masę wprost z miski.
– Mamo! Chlebek znów zjada mój krem!


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 1 października 2026

Od Inez — drabble „Sztylet”

Inez nie była zbyt dobra w radzeniu sobie ze sztyletami. Nigdy. Drobna broń nie była dla niej, nie bez powodu używała gastrafetesa. To dziś miała przebłyski tego jak trafiła do Obozu i miały miejsce jej pierwsze ćwiczenia. Mieli rzucać sztyletami w kukły. Nic trudnego, to nie była ciężka broń. A jednak w jej wspomnieniach wciąż pojawiały się przebłyski jak jeden sztylet trafił prosto w bark jej koleżanki. Krzyk. Ludzie podbiegający. Bandaże. I ten okropny paraliż. Nie mogło się ruszyć. Nie mówiąc już, że nie mogła się odezwać, choć zawsze była tak rozgadana. Nigdy nie spojrzała już na sztylety tak samo.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 27 września 2026

Od Inez CD Theodore'a — „It's nice to have a friend”

Poprzednie opowiadanie

Inez od jakiegoś czasu czuła, że idzie jej gorzej na treningach. Możliwe, że nieświadomie przykładała się do nich mniej? A może brakowało jej towarzysza? Ostatnio często trenowała sama. Oczywiście miało to też swoje plusy, ale Velez nie lubiła być sama na dłuższą metę. W ostatnim czasie czuła się jednak bardzo samotna w obozie. Za każdym razem, gdy miała wrażenie, że zyskiwała jakąś nową osobę do kolegowania się, to relacja ta szybko urywała się, a dziewczyna znów zostawała sama.
Dlatego ucieszyła się, gdy Theo do niej podszedł. Wydawał się godnym przeciwnikiem. Był lekko umięśniony, tego samego wzrostu co Inez. Ona sama była całkiem nie najgorzej zbudowana, więc sądziła, że da sobie radę, szczególnie że w broni krótkodystansowej liczyła się głównie zwinność.
Wzięła więc z magazynu wybraną przez siebie broń i ruszyła ponownie na Pola.
– Powiedz mi więc… Jak masz na imię? – zapytała dziewczyna trochę nieśmiało. W końcu chłopak dokładnie wiedział, do kogo podchodzi, a ona… cóż, niestety nie. Czasami miała problem z zapamiętywaniem imion pomimo tylu lat w obozie.
– Theo – odpowiedział i choć nie pokazywał po sobie żalu, poczuł lekką irytację na wiadomość o tym, że dziewczyna nie wie, kim jest.
– Ach tak! Coś mi świta! – Uśmiechnęła się pogodnie. – Wiesz… raczej nie jestem najlepsza w tego typu walce, więc masz przewagę – powiedziała, wybierając odpowiednie miejsce na rozpoczęcie ich sparingu. – Zdecydowanie preferuję broń długodystansową. Ale nie spocznę i spróbuję wygrać!
Choć Hemnes nic nie powiedział, podobała mu się postawa Inez. Lubił kiedy ludzie byli zawzięci. To znaczyło, że nie będzie nudno, bo nawet gdy dziewczyna będzie ciągle przegrywać, to jej duch walki się nie złamie. A przynajmniej na to liczył.
– Mam taką nadzieję.
Wiedział jednak, że Inez nie ma pojęcia, że sztylety to jego bajka. Ulubiona broń, dobrze leżała mu w rękach. To z nią czuł się bezpiecznie. Wiedział też, że Velez za to posługuje się gastrafetesem. Niewielu Obozowiczów tak naprawdę się nim posługiwało i Theodore musiał przyznać sobie cicho w myślach, że to całkiem imponujące. Jednak tacy ludzie zazwyczaj mają bardzo małe wyczucie w broni krótkodystansowej.
Z Inez nie było inaczej. Szkoliła się dużo, aby jak najlepiej radzić sobie ze swoją bronią. To nie było łatwe, głównie ze względu na jej wagę. Mimo to jakaś zwinność w niej jeszcze pozostała. Dlatego też, gdy dwójka nastolatków zaczęła sparing, Theo nie był w stanie tak od razu obezwładnić Inez. Mimo wszystko była dzieckiem któregoś z bogów, nie mogli być słabi. I mimo wszystkich starań już po chwili Theo stał za Inez, przykładając jej scyzoryk do krtani.
– Mam Cię – szepnął jej do ucha.


Theodore?
────
[419 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

sobota, 5 września 2026

Od Inez — „Dwie homo kobiety”

Inez kochała zawsze swoich rodziców i zawsze czuła w nich największe wsparcie. Zresztą, nigdy nie zrobili nic, żeby nie mogła się tak czuć. Miłość, jaką jej okazywali była nie do opisania słowami. Velez zawsze współczuła wszystkim, którzy nie mogli tego poczuć. Współczuła tym, którzy nie mieli rodziców lub tym, którzy nie potrafili kochać swoich. Współczuła tym, którym rodzice dali powód, aby chcieli siedzieć cały rok w Obozie. Jednak mimo tego wszystkiego zawsze było jej trochę przykro, bowiem jej znajomi nigdy nie brali na poważnie zmartwień związanych z jej rodzicami. Nieważne czy to byli inni półbogowie, czy znajomi w szkole. W końcu jej rodzice byli „tacy super”! Czym Inez mogła się realnie martwić. Każdy znał ich dobroć, a ich córka była najważniejszą osobą w ich życiu. Jednak na koniec dnia każdy ma swoje małe sekrety, czyż nie? I można się je bać powiedzieć nawet najbardziej zaufanym osobom.
Velez swój sekret poznała, gdy miała dwanaście lat. Sama nie była mniej przerażona swoim odkryciem. Prawdopodobnie gdyby nie dziewczyny z jej klasy nie zorientowałaby się tak szybko. Do dziś pamięta obrzydzenie jednej z nich.
– Czytasz książki z dwoma homo laskami? Obrzydliwe!
– Czemu? To, że to jest coś, czego nie jesteś w stanie pojąć, nie oznacza wcale od razu czegoś obrzydliwego.
Inez nie mogła się z tym nie zgodzić. Właściwie nie widziała nic dziwnego w byciu homoseksualnym. W końcu kobiety były piękne! Wiedziała to, pomimo że nie była lesbijką. Bo nie była, prawda?
Choć początkowo wydawało się to dość proste i oczywiste, to nie mogła tej nagłej myśli wyrzucić ze swojej nastoletniej głowy. Nigdy nie myślała o chłopakach jako o potencjalnych partnerach, nie marzyła, aby mieć męża, ani nie wyobrażała siebie w długiej, białej sukni.
– Mamo, czy to normalne, że nie myślę jeszcze o tym, aby mieć chłopaka? – zapytała pewnego dnia, na co Olivia uśmiechnęła się ciepło, targając jej i tak wiecznie nieukładające się włosy.
– Jesteś jeszcze młoda, nie musisz o tym myśleć.
Może i miała rację, ale jednak jej koleżanki już odczuwały pociąg do chłopców, zachwycając się nimi i mówiąc, że chciałyby się z nimi już związać na zawsze. Młoda Velez jednak nie miała podobnych myśli względem płci przeciwnej.
Od tamtego momentu nie było dnia kiedy się nad tym nie zastanawiała. Szukała informacji wszędzie, nawet w internecie, pomimo, że nigdy nie była dobra z elektroniką, cóż uroki bycia półbogiem. W końcu jednak okazało się, że jest więcej takich osób jak ona. Aż w końcu poznała ją – swoją pierwszą miłość, którą tak bardzo na co dzień chce wymazać z pamięci, że w jej umyśle przybiera inne formy, inne imię, Raz jest to Patricia, raz Alice, innym Sarah, a czasami padnie na oryginalniejsze imię jak Ottilie. Jedyne czego Inez jest pewna do dzisiaj to faktu, że dziewczyna była od niej dwa lata starsza, a także tych zielonych oczu. Są rzeczy, których po prostu się nie zapomina, a Inez nieważne jakby się starała, zawsze przypominając sobie tamten urywek z życia, pamięta te wielkie, zielone tęczówki.
Dziewczyny poznały się w parku. Trochę przypadkiem (tak sądziła Inez), gdy czytała książkę i jej luba – tym razem nazwała ją „Sybil” – postanowiła się dosiąść i stwierdzić, że to jej ulubiona. Rozmowa sama szła do przodu, a ona miała wrażenie, że zna ukochaną od lat. Już wtedy czuła się z nią inaczej. W drobnych gestach, spojrzeniach znajdowała ukojenie, jej śmiech sprawiał, że jej wnętrzności robiły fikołka, a policzki różowiały. Sybil była tak piękna, że Inez myśląc o niej, czuła jak wszystko ją boli, myślała, że dziewczyna jest dla niej nieosiągalna. I to ją martwiło. A skoro tak było, to zdała sobie sprawę, że relacja, jaka ich łączyła nie była jej ani trochę obojętna, nie była „zwyczajna”.
I wtedy Inez zrozumiała, że pociągają ją jedynie kobiety. Nie poczuła na początku wstydu ani strachu. Nie zaczęła płakać lub krzyczeć z przerażenia. Tuliła jednak do siebie swojego ulubionego pluszaka, z którym spała od dziecka i szczerzyła się na samą myśl, że jednak nie jest z nią coś nie tak! Jednak potrafiła kochać; szczerze obawiała się, że nie jest zdolna do takich emocji, gdy żaden chłopak, jakiego znała, nie podobał się jej. Ale wszystko było takie, jak powinno. Teraz wiedziała przynajmniej na czym stoi, a do tego miała w swoim życiu dziewczynę, która potencjalnie mogła zostać jej ukochaną! Przez moment Inez patrzyła na życie niczym przez różowe okulary, jednak szybko zderzyła się z okrutną rzeczywistością. Zobaczyła, że świat nienawidzi takich jak ona, a homofobia istnieje wszędzie wokół. Jednak chciała być silna. Dla siebie. Dla Sybil. Problem pojawił się wtedy, gdy okazało się, że starsza z dziewczyn wcale nie jest odważniejsza, a wręcz przeciwnie: gdy w publice Inez starała się jej okazać choć najmniejszą czułość odskakiwała jak poparzona, a czasem nawet na nią krzyczała, że ma tego nie robić przy ludziach.
– A czy nie powinniśmy być dumni z tego, kim jesteśmy? – zapytała przy jednej ze sprzeczek.
Ukochana wyśmiała ją prosto w twarz i odpowiedziała:
– Nie mamy być z czego dumne.
To zraniło Velez, a co gorsza: uwierzyła w te słowa. Zamknęła się w sobie i udawała, że jest kimś innym niż naprawdę, ale hej! Przynajmniej miała dziewczynę, co nie? Mogła się cieszyć z nią każdą chwilą. No… nie każdą, ale wtedy kiedy nikt nie patrzył. Chodziły na randki, choć inni widzieli je jako przyjacielskie wyjścia. Czasami nawet się przytulały przy innych! Spędzały ze sobą dużo czasu jak przyjaciółki, trochę mniej jak para.
Aż w końcu pewnego dnia za rogiem w korytarzu, kiedy całowały się jeszcze w trakcie trwających lekcji, niczym z amerykańskiego serialu przyłapała ich jedna z koleżanek z klasy. Inez czuła się wtedy jak w nieśmiesznej telenoweli. Życie gnało wtedy szybko. Kłótnie, bójki, wezwanie do dyrekcji. Potem tylko rozmowa z rodzicami, tygodniowe zawieszenie, a na koniec zerwanie. I choć wtedy była wściekła na Sybil, bo tak prosta rzecz sprawiła, że dziewczyna była w stanie zostawić Inez, to gdy myśli o tym wstecz cieszy się, że była jej pierwszą. Nawet jeśli teraz starsza miała chłopaka i brzydziła się gejami nie mniej niż kiedyś inne osoby nią.
Tak właśnie rodzice Inez poznali jej mały sekret. Nigdy jej nie odrzucili, nie wyrzucili z domu, czy nie znęcali się nad nią przez to. To nie było możliwe, nie tu, nie w tym domu pełnym miłości. Jednak mimo to Velez czuła dziwną atmosferę w domu jeszcze przez bardzo długi czas. W głębi serca czuła, że w jakiś sposób zawiodła rodziców, nawet jeśli nie dawali tego po sobie poznać. I to ją wewnętrznie zabijało. Wolałaby już krzyki, niż ten wieczny niepokój i… wstyd. To właśnie wtedy go poczuła, pomimo że tak bardzo nie chciała się wstydzić tego, kim jest. W końcu to nie był jej wybór. Przeżywszy to wszystko, wiedziała, że gdyby mogła, wolałaby, aby podobali się jej mężczyźni; byłoby o wiele łatwiej.
Mimo tego czas mijał, a rodzice nigdy nie poruszywszy tego tematu, chyba pogodzili się z homoseksualnością swojej jedynej córki. A przynajmniej taką miała nadzieję Inez, bo odkąd skończyła czternaście lat, nigdy nie była w związku.


────
[1145 słów: Inez otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

sobota, 15 sierpnia 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Inez poczuła, że przez ten cały czas pokładała w Dahlii swoje wszystkie nadzieje. Heroska w jej oczach była tak odważna, że Velez nie mogła się nawet do niej porównać. Odważnie władała ostrzem i mierzyła się z potworami jak równy równy, czego młodsza nie mogła raczej powiedzieć o sobie. Uwielbiała swoją broń i uważałą, że jest całkiem niezła w jej użytkowaniu, jednak zawsze na ćwiczeniach czuła, że brakuje jej tej odwagi, gdy trzymała go w rękach. Zresztą wszyscy jej to mówili, dlatego zwykle, jeśli nie musiała, nie była nigdzie wysyłana, bowiem zdecydowanie nie była najlepszą legionistką jaką Obóz Jupiter posiadał.
Mimo tego odwaga Dahlii jej pomaga. Nie zdawała sobie sprawę, że obecność Chestnut tak buduje jej własną pewność siebie. A to jeszcze chwilę temu zrobiła… Inez chciała wierzyć, że też tak potrafi. W końcu już tyle czasu była legionistką! Zdecydowanie mniej bała się potworów niż wcześniej. I może te ventus nie były słabe, to wciąż nie były tak silne by pokonać dwie półboginie. Co to, to nie! Inez czuła, że jest lepsza niż oni. Tak, zdecydowanie była! A widząc, że dziewczyna pokłada w niej wiarę (a przynajmniej tak myślała) wiedziała, że da z siebie wszystko.
I z tą myślą siedziała skupiona z naciągniętą cięciwą wpatrując się w lecącego na nich potwora. Musiała wyczuć odpowiedni moment. Jej ciało znajdowało się w jednej pozycji przez cały czas tak, że ktoś z boku musiałby się zastanawiać czy Inez jest żyjącą istotą, czy bardzo realistycznym posągiem. Gdyby Dahlia chciała teraz się do niej odezwać, czy o cokolwiek zapytać, prawdopodobnie nie uzyskałaby żadnej odpowiedzi. Jednak starsza dziewczyna chyba to wiedziała, bo nic nie mówiła. Prawdopodobnie sama była mocno skupiona, by od razu zareagować, gdy tylko usłyszy sygnał córki Arcus, ale tak naprawdę Velez nie miała pojęcia czy tak jest, bo nie zawracała teraz swojego umysłu takimi sprawami. Była w pełni skupiona na tym co ma zrobić, a jej umysł w tym jednym momencie był zupełnie czysty. Tak jak była uczona; tak, jak powinno być zawsze gdy w rękach trzymała broń.
– Impugna. – W końcu padły słowo, na które obie czekały. Głos Inez był pewny i głośny, bo naprawdę czuła, że wie co robi. Nie czekając na to, czy Dahlia nadąży wystrzeliła z gastrafetesa.
Dopiero potem skupiła swoją uwagę na dziewczynie, która zaatakowała rozwścieczonego ventus. I nagle jakby mocno wyładowanie elektryczne (a może atmosferyczne? Inez nie była pewna bo żaden prąd jej nie poraził, ale tu wszystko wydawało się dziwne) ich otoczyła, a lampy wokół nich popękały. Inez złapała mocniej za swoją broń i zamknęła oczy. Nie poczuła jednak żadnego bólu, a po chwili wokół niech powietrze się uspokoiło. Pomału zaczęła otwierać oczy i szukać swojej towarzyszki wzrokiem. Dahlia leżała kawałek od niej na ziemi, jednak nim Velez do niej podbiegła rozejrzała się wkoło czy gdzieś się nie czai przeciwnik. Jednak gdy go nie spostrzegła stwierdziła, że to wyładowanie było spowodowane śmiercią potwora. Schowała broń, wstała na równe nogi i podbiegła do kobiety.
– Dahlia! Dahlia! Udało się! – krzyczała szczęśliwa, jednak dziewczyna nic jej nie odpowiedziała. Uklęknęła przy niej prędko, a jej mina zrobiła się mniej zadowolona. – Ej, wszystko okej? Odezwij się, co? – Znów brak odpowiedzi. – Dahlia, halo? Cholera.
Inez była przerażona. Szybko, jednak wciąż delikatnie starała się przewrócić heroskę na plecy. Spojrzała na jej twarz. Była brudna, jednak nie widziała aby z głowa lała się jakaś krew. Przynajmniej nie miała raz na zewnątrz!
– Hej no. nie żartuj sobie weź… – Czyżby jednak za późno dała sygnał? Tylko ona była bezpieczna? Skupiła się za bardzo na sobie? – Dahlia, no weź.
Przyłożyła szybko ucho do jej nosa i spojrzała na jej klatkę piersiową by upewnić się, że koleżanka wciąż oddycha. Jednak nim zdążyła się przyjrzeć usłyszała wyraźny głos:
– Na bogów, uspokój się, nie gadaj tyle. Człowiek już sobie nawet poleżeć w ciszy nie może. – Inez odsunęła się natychmiast, a gdy spostrzegła ciemne oczy wpatrujące się w nią od razu zaczęła się szczerzyć. Dahlia przewróciła oczami i zaczęła się pomału podnosić.
– Czemu nic nie mówiłaś!? Wystraszyłaś mnie! – Zmarszczyła brwi niby w niezadowoleni, ale w rzeczywistości czuła właśnie dużą ulgę.
– Miałam nadzieję, że jak nie będę dawać znaków życia to sobie odpuścić i pójdziesz.
I o dziwo Inez nie poczuła się urażona, a szczerze zaśmiała się na słowa dziewczyny. Uśmiech zagościł na jej twarzy ponownie i mogła nawet przysiąc, że kąciki ust Chestnut również uniosły się ku górze.


Dahlia?
────
[715 słów: Inez otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

sobota, 18 lipca 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Inez nie chciała mówić, że się bała, ale… chyba jednak trochę się tak czuła. To nie była jej pierwsza walka. ale to nie miało znaczenia, bo przy każdej stresowała się tak samo. Niby jej odporność była lepsza niż śmiertelników, ale ona nim także była. To, że widziała także potwory sprawiało, że była tylko w większym niebezpieczeństwie. Zawsze zastanawiała się wtedy jak jej tato mógł to zrobić jej mamie i ją zdradzić. Gdyby tylko tego nie zrobił mogłaby sobie spokojnie żyć… Zawsze myślała, że mu wybaczyła i naprawdę nigdy nie okazywała mu, że jest inaczej, ale gdy zagrożone było jej życie, to był jedyny czas gdy wątpiła czy naprawdę wciąż nie jest zła.
Jednak razem z Dahlią jechały na jednym wózku, miała wsparcie i to się liczyło. Naprawdę dziękowała teraz bogom, że dziewczyna tu jest. Nienawidziła samotnych wypraw, więc jak teraz wybrała się sama (a raczej została posłana) to przez cały czas trochę się obawiała. Inez była ekstrawertyczną duszą, uwielbiała być przy ludziach, nawet jeśli oni niekoniecznie uwielbiali być przy niej. Jednak najbardziej uwielbiała to uczucie, że nie jest w czymś sama, że jest ktoś kto ją rozumie, kto przeżył coś podobnego i jakkolwiek może się z nią utożsamiać.
– Dobra, damy radę. Musimy dać, nie? – zaśmiała się przytulając do siebie dotychczas niezawodną broń. – Ufam Ci – mówiąc te słowa zobaczyła jak dziewczyna zrobiła się nieco zmieszana. Dla Velez to był częsty widok. Prawie każdy komu tak w swoim życiu powiedziała dziwił się, że może takie słowa wypowiedzieć do prawie nieznajomego. Często powtarzano jej, że jest łatwowierna. I prawdopodobnie mieli rację, ale ona nie chciała nic zmieniać.
Spojrzały się na siebie i skinęły głową tym samy uzgadniając, że robią zamianę. W tym momencie Inez przerwała iluzję, a Venti stanęły nieco zbite z tropu. W tym, momencie musiały wykorzystać tę okazję i ruszyły ku nim. Okazało się jednak, że stwory są za daleko w stosunku do nich, więc zwróciły na nich uwagę w ostatnim momencie, gdy Inez wycelowała z broni. Venti zdążył zrobić unik, jednak jego zaskoczenie wzrosło. Zresztą jego towarzysz był niemniej zaskoczony, co natomiast wykorzystała Dahlia. Zamachnęła się porządnie mieczem a potwór wydał z siebie głośny, druzgocący krzyk.
„To chyba działa” – pomyślała Velez słysząc ten dźwięk. Wcześniej pomimo bólu, nie brzmiało to tak rozpaczliwie, nawet gdy trafiały. Powiedziałaby nawet, że czym dłużej trwała tamta wymiana ostrza, tym Venti się uodparniały. Brian (bo to chyba był on? Inez w tym momencie nie była pewna, mienili się jej w oczach) cisnął piorunami w Dahlie, jednak ona zrobiła unik. Dokładnie się tego spodziewała, tak samo jak kolejnej salwy, która na nią nadeszła. Cóż, to było do przewidzenia. Potwór był rozwścieczony, nie myślał sensownie.
Archie w tym czasie podleciał bliżej Inez, która przez moment zapomniała, że powinna celować. Cholera. Rozejrzała się szybko dookoła, a następnie niewiele myśląc stworzyła iluzję wielu ptaków, tym samym sprawiając, że zasłoniła się przed wzrokiem Venti. Przeturlała się szybko na prawo i bardzo dobrze. Jej przeciwnik raczej spodziewał się, że stworzy iluzję, bo uderzył z większą siłą już po chwilę w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała. Miała chwilę, by naciągnąć broń i strzelić. Zrobiła to i-
– Uważaj! – usłyszała krzyk Dahlii, a potem lecący w niej grom ze strony Briana.
– Szlag – zaklnęła i ruszyła w bok, jednak uderzenie odrzuciło ją nieco, a z jej rąk wypadł Gastrafetes. Odbiła się od ziemi i przeturlała. Poczuła jak przez moment w płucach brakuje jej powietrza. Po chwili zaczęła głośno kaszleć, jednak jakimś cudem wciąż była w całości. Przez chwilę świat wokół niej nie istniał, ale po chwili dźwięki wróciły do jej uszu. W tym momencie starsza stanęła przed nią broniąc ją przed jednym z Venti, wsadzając miecz wprost w jego brzuch. To wtedy Inez usłyszała chorobliwy krzyk bólu, a potem drugiego Venti. Wstała do klęczek i uniosła głowę. Jeden z nich się rozpadł. Czyli Dahlia miała rację! Musieli się zmienić.
Pozostał im tylko jeden, samotny i bardzo zły Venti.


Dahlia?
────
[645 słów: Inez otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

sobota, 27 czerwca 2026

Od Inez CD Vex — „To nie wandalizm tylko kameralna posiadówka!!!”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Inez nie była głupia. Może czasami nadto optymistyczna i wkurzająca, ale nie była idiotką. Cóż, jest szansa, że na taką się kreowała, ale to dlatego, że raczej bała się wypowiadać na głos pewniej. Jednak pomału nawet i ona traciła cierpliwość do Vex. Naprawdę chciała pogadać z nim, poznać się, ale zdawała sobie sprawę, że w oczach Amerykańca straciła wiele niechęcią robienia graffiti. Tylko Inez nie była stworzona do tego, by bezcześcić różne miejsca! Możliwe, że inni ją mogli uważać za nudną przez jej spokojny styl bycia, ale tak wychowali ją rodzice.
– Ja poproszę na osobny rachunek frytki z sosem śmietanowym i też cole – powiedziała, a jej mimika twarzy nieco się zmieniła.
Nie uśmiechała się już od ucha do ucha, choć jej twarz – w spoczynku – i tak wyglądała, jakby gościł na niej delikatny banan. Albo mały rogalik? Bez znaczenia. Wciąż wydawała się szczęśliwa, choć jej oczy straciły te iskierki radości, które miały wcześniej.
Velez raczej nie załamywała się tak łatwo, jednak dzisiaj… to był ciężki dzień. Nie był łatwy odkąd wstała z łóżka, miała nadzieję, że jej się trochę polepszy gdy zdobędzie nowe znajome, ale… no cóż, jak widać szlag by to trafił te jej założenia.
Usiedli w końcu do stolika, bo barman powiedział, że będzie ich wołać. „Jak w fast foodzie!” – pomyślała, ale nie wypowiedziała swych myśli na głos, nie chciała już bardziej denerwować drugiego obozowicza. Siedzieli w ciszy, która stopniowa przeszkadzała Velez. Vex natomiast wyglądało jakby było zadowolone z takiego obrotu spraw.
Po upływie niezbyt długiej chwili zostali zawołani. Inez poszła po ich zamówienia, a następnie wróciła do stolika zajadając się już swoimi frytkami. Były naprawdę dobre! Chrupkie na zewnątrz, miękki w środku, a do tego słone! Może ciut zbyt tłuste, jak na gust ciemnowłosej, ale najwidoczniej nie można mieć wszystkiego. Zresztą sos także jej smakował, choć może za mało sztucznie śmietanowy jak na jej gusta. To znaczy, zazwyczaj lubiła jak jedzenie jest trochę zdrowsze, ale akurat dzisiaj miała ochotę na taki chamski sos, niczym z McDonalda, czy czegoś w tym rodzaju.
– Chcesz frytki? – zapytała przysuwając Vex opakowanie, jednak ono nie zareagowało w ogóle na jej pytanie kontynuując jedzenie swojego burgera. Nie minęła chwila jak zadała kolejne pytanie: – Lubisz tu przychodzić bo to miejsce ma „vibe”. Ale co tak właściwie to dla Ciebie znaczy?
Inez w ogóle nie czuła tego miejsca. Nie rozumiała do końca jego uroku. Wciąż po głowie chodziła jej myśl, że czuję się w menelowni, gdzie na każdym rogu rzyga najebany typ, który dzisiaj na pewno nie dotoczy się do domu. A starsze natomiast kompletnie nie przypominało jej kogoś, kto pije alkohol. Zaczęła się więc zastanawiać czy jest to może miejsce sentymentami. Może kojarzy się z jakąś osobą, bądź sytuacją. Velez ma takie miejsca, wraca do nich często nawet jeśli teraz już nie czerpie z nich takiej przyjemności. Jednak żadne z nich nie przypomina jej… tego.


Vex?
────
[470 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Inez zdawała sobie sprawę, że jest łatwowierna, choć na misjach zawsze stała się być bardziej uważna. Choć jej pozytywna natura nie ułatwiała dystansowania się, na co dzień naprawdę była większą kulką szczęścia. No i może faktycznie dość szybko zaufała Dahlii, ale czemu miałaby tego nie zrobić? Interesował ją fakt, że niegdyś była w Obozie Herosów. Zawsze ją interesowało jak tam jest i czy ich obozy naprawdę mocno się różniły. Przypuszczała, że tak, patrząc na historię, jednak tym bardziej chciała wiedzieć co to za różnice! No i jak miała nie zaprzyjaźnić się z kimś, kto mógł odpowiedzieć na te wszystkie pytania kotłujące się w jej głowie.
Jednak nie spodziewała się, że Dahlia będzie taka niemiła! Początkowo uznała, że to miły, niespodziewany gest z jej strony. Czemu to ona miała być testerem trucizn!? A najgorsze było to, że Inez wiedziała, że dziewczyna ma rację. Potwory często były sprytniejsze niż im się wydawało.
– Czemu mi to zrobiłaś!? – krzyknęła spanikowała i nerwowo zaczęła w miejscu przebierać nogami. – Ja nie znam się na truciznach! Mogę plotkować o tym co kto gada w iryfonach, czy przywołać ci pegaza, ale nie jestem dzieckiem Apollo!
Po chwili zobaczyła jak starsza patrzy na nią rozbawiona i zdała sobie sprawę jak głupio musi brzmieć. Zrobiła właśnie z siebie idiotkę, więc woląc nie mówić już nic więcej, jadła dalej watę.
– Nie no, ale serio, czujesz truciznę?
– Nie – odburknęła napychając się resztą słodkości.
Dziewczyny szły przed siebie znów w ciszy. Obserwowały czy nigdzie nie widać dziwnych zachowań, bądź nietypowych stworzeń. Inez dawno nie była na takiej misji i w głębi serca bardzo się tym stresowała, więc pomimo tego co zrobiła jej Dahlia, cieszyła się, że nie jestu tutaj sama.
– Latałaś kiedyś na pegazie? – Do jej uszu dotarło nagle pytanie, którego nie spodziewała się usłyszeć. Spojrzała na dziewczynę tuż obok niej. Starsza nie patrzyła w jej kierunku, jednak Velez i tak miała wrażenie, że jest realnie zainteresowana odpowiedzią.
– Tak. No wiesz, trochę mi zajęło zanim faktycznie zaczęły się mnie słuchać, ale to było tego warte. Gdy mam na przykład zły dzień nie ma nic lepszego niż lot w przestworzach. Szkoda, że my, ludzie nie potrafimy latać. To by było super ekscytujące! – Aż klasnęła w dłonie z zadowolenia, jednak po chwili uspokoiła i uśmiechnęła się nieznacznie. – Jednak robienie tego na tych majestatycznych stworzeniach jest nie mniej przyjemne, serio my-. – Dziewczyna przerwała swoją wypowiedzieć czując nagle w powietrzu coś nietypowego.
Niemal w jednej chwili obie dziewczyny stanęły gotowe do możliwego, nagłego ataku i zaczęły się rozglądać wokół. Inez trzymała mocno w dłoniach swój gastrafetes, a jej mimika twarzy od razu zmieniła się na bardzo skupioną. Teraz wyglądała zdecydowanie jak nie ona.
Już po chwili przed nimi ukazał się chłopak, na oko koło dwudziestki ze złowieszczym uśmiechem na twarzy. Gdy Velez go ujrzała w tej samej chwili zagrzmiało, a w jej głowie pojawiła się tylko jedna myśl.
– Ventus – powiedziała to na głos, tak by Dahlia to usłyszała, choć była niemal przekonana, że dziewczyna jest tego świadoma.
– Mhm, to zdecydowanie Anemoi.
Obie dziewczyny wiedziały, że mają na myśli to samo stworzenie. Cóż, są oni na tyle charakterystyczni, że naprawdę nie pomylisz z niczym innym.
– Po co tu jesteś!? Czego chcesz!? – krzyknęła Inez i ugięła kolana. Postawa, z której w każdej chwili możesz się ruszyć nie tracąc czasu. Może i nie wychodziła zbyt często na misje, ale wiedziała co robić. I mimo, że nienawidziła walczyć, to była legionistką, nie mogła pozwolić by strach ją sparaliżował. Była odważna i pewna swoich umiejętności, a to był pierwszy krok do sukcesu.
– Oh, dwójka półbogów, jak słodko. – Głos chłopaka był naprawdę nieprzyjemny; chropowaty, niemalże syczący. Inez dawno nie słyszała czegoś tak obrzydliwego. – Może chociaż wy dostarczycie mi potrzebnej rozrywki.
Teraz nie mogły się wycofać.


Dahlia?
────
[612 słów: Inez otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

środa, 22 kwietnia 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

Inez dalej bujała się na krześle obserwując byłą obozowiczkę Obozu Herosów. Dahlia wpatrywała się chwilę w postawione przez siebie karty, a potem spojrzała na Velez. Dziewczyna od razu uśmiechnęła się do swojej towarzyszki. Była naprawdę szczęśliwa, że kogoś tu znalazła, nawet jeśli jej nowa kumpela była od niej znacznie starsza. Różnica wieku nigdy nie była dla niej problemem, a nawet uważała, że takie rozmowy mogły być znacznie ciekawsze. Często rozmawiała z jakimiś staruszkami, które potrafiły opowiedzieć jej jeszcze o czasie gdy na świecie była wojna, a one były młodymi dziewczynami lub nawet dziećmi. Chociaż teraz było ciężej spotkać takich ludzi, a jednak! Inez miała farta by trafiać właśnie na takie osoby. Choć oczywiście siedząca naprzeciwko kobieta nie była aż tak stara! Mimo tego różnica poglądów wciąż mogła między nimi istnieć, a to sprawiało, że rozmowa mogła się nigdy nie skończyć. Oczywiście z ludźmi w jej wieku też mogła często podyskutować, szczególnie, że w Obozie Jupiter było dużo osób, które były bardzo dojrzałe ale to nigdy nie było to samo.
– Długo masz zamiar się we mnie tak wpatrywać z uśmiechem? – mruknęła starsza, na co Velez się tylko zaśmiała.
– Wybacz! Zamyśliłam się. Czasami tak mam, wiesz jak to jest.
Dahlia pokręciła głową, jednak Inez nie mogła stwierdzić czy to z politowania, czy po prostu nie wiedziała “jak to jest”. Bez słowa ciemnowłosa sięgnęła po talię kart i zebrała trzy, które leżały na stole.
– Mam wenę, teraz ja ci powróżę – powiedziała i nie czekając na słowo sprzeciwu, które obawiała się, że mogłoby nadejść, zaczęła tasować karty. Wyłożyła na środek trzy karty. – Ta – zaczęła wskazując na kartę po lewej stronie – to twoja przeszłość. Ta środkowa to twoja teraźniejszość, a po lewej to przyszłość. – Przekręciła pierwszą kartę, na której pojawiły się trzy miecze. Zamknęła oczy zastanawiając się co może powiedzieć. Kompletnie się na tym nie znała, ale uważała to za ciekawą i dość zabawną grę. – Hmm… tak czuję to. Już wiem! – Wykrzyknęła otwierając swoje brązowe oczy wpatrując się wprost w tęczówki koleżanki. – Nieustanna walka. W swojej przeszłości natknęłaś się na dużo niebezpieczeństw, którym udało Ci się sprostać. To nie było łatwe zadanie, ale wyszłaś na prostą. Źycie kładało Ci pod nogi kłody, ale ty odepchnęłaś je wszystkie wraz z dorastaniem. Wplątałaś prawdopodobnie w wiele trudnych relacji, ale to już przeszłość. – Odkryta następna karta. teraźniejszość. Dwie monety. – Los jest przewrotny po tej trudnej przeszłości. Ciągle widzisz dwie strony monety – zachichotała na ten jakże niesubtelny żart – i ciężko wybrać Ci odpowiednią drogę. Ale starasz się wyjść z całego bagna, w które wpakowały Cię duchy przeszłości. – Ostatnia karta. Pięć kielichów. – Przeszłość ma dla Ciebie w końcu coś dobrego! Znajdziesz zaufanego przyjaciela i może ukochaną osobę! W każdym razie na pewno będziesz zadowolona i staniesz się w końcu panem własnego losu.
Skończyła mówić wpatrując się w reakcje Dahlii, z której nic nie mogła wyczytać, zmarszczyła brwi, lecz już po chwili na jej twarzy znów zawitał radosny uśmiech.
– I co? Trafiłam coś? Co powiesz?


Dahlia?
────
[484 słowa: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 10 marca 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

Inez nie było najbardziej asertywną osobą, więc to oczywiste, że jak została poproszona (choć czy to bardziej nie było rozkazem?) o sprawdzenie pewnego lunaparku to bez zastanowienia to zrobiła. Czasami wciąż się bała takich misji, ale była w Obozie już trzy lata! Pora wyrosnąć z dziecinnego strachu i pokazać, że jest poważną, niezależną i odważną kobietą! Nawet jeśli część z tego wcale nie było prawdą…
Znalazła się w tym miejscu nie przez przypadek, choć nie wiedziała czego tak właściwie szuka. Starała się nie wzbudzać podejrzeń, ani nie przykuwać wzroku, choć przez jej niecodzienny wygląd, nie było to takie proste. Dzieci często wskazywały na nią palcami, po to, by zawstydzeni rodzice mówili „Tak nie wolno! To bardzo niemiłe!”. Velez zawsze starała się im tylko posłać uśmiech, którym chciała przekazać, że to rozumie i to żaden problem. Zdarzało się, że słyszała czasami także nieprzychylne komentarze, ale akurat wygląd to było coś z czego była dumna i nie wstydziła się tego, kim jesteś.
Pokręciła głową łapiąc się na tym, że odrywa się myślami od swojego celu, który stał tuż przed nią. Niepozorny namiot, który wcale nie przykuwał uwagi. Jeśli w tym lunaparku miała znaleźć coś podejrzanego, to właśnie tu. W Obozie mieli co do tego miejsca złe przekonania. Złe duchy i te sprawy. Jednak wystarczyło posłać jedną osobę i oczywiście jak zwykle, musiało paść na córkę Arcus. Chociaż nie wydawało się to takie oczywiste, Velez nie miała nic przeciwko. Jednak nie spodziewała się sytuacji, którą zastała, gdy była już w środku.
Umięśniona kobieta stała naprzeciwko niej, wpatrując się swoimi ciemnymi oczami w twarz piętnastolatki. Inez od razu poczuła, że nie jest to zwykły śmiertelnik. Ciemnoskóra postać przed nią, była kimś takim jak ona sama. Ciemnowłosa nie wiedziała skąd pojawiła się ta myśl w jej głowie, ale była święcie przekonana, że tak jest.
– Słuchaj, ja tu szybko zrobię swoje rachu ciachu i nie będę Ci przeszkadzać! – rzuciła bez myślenia. – Na Jowisza! To twój namiot, prawda? Powinnam się najpierw zapytać czy mogę czyż nie? – Inez od razu zmieniła swoją postawę, co mogło nieco kolidować z jej wyglądem. Wyglądała niemal jak mały szczeniaczek, który zsikał się na środek dywanu swoich nowych właścicieli.
Jednak przez jej głowę przemknęła myśl, że powinna się lepiej zakraść.
– Hej, co ty na to: ja się tu rozejrzę na chwilę, a ty mi potem powróżysz czy inne czary mary jakie tam robisz, co? – Uśmiechnęła się szeroko na swój świetny pomysł nawet nie przedstawiając się jeszcze dorosłej przed nią dziewczynie.


Dahlia?
────
[407 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 17 lutego 2026

Od Inez CD Vex — „To nie wandalizm tylko kameralna posiadówka!!!”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Inez przez moment była z siebie nawet dumna! Kuźma zawsze mówiła jej, że jest zbyt miękka dla ludzi, a jeśli chce czasami coś osiągnąć, to musi użyć manipulacji. To nie tak, że dziewczyna nie miała tej świadomości, w końcu nie żyła od wczoraj, ale zawsze uważała, że są lepsze sposoby niż to. Przecież każdego da się jakoś przekonać, co nie? A jednak zjawiło się ktoś taki jak Vex i nic nie jest proste ani oczywiste. Ciemnowłosa z całego serca miała tego dość, ale nie chciała zachowywać się jak naburmuszony dzieciak, który nabierze powietrza w policzki, tupnie nóżką i odejdzie. Dlatego całą siłą woli zmusiła się, by w jej oczach ukazały się łzy i… bingo! Nawet na kogoś tak nieczułego, jak fioletowowłose to zadziałało! Velez wiedziała, że każdy ma swój czuły punkt, a kto mógłby być wredny dla kogoś takiego jak Inez? Nie da się bez końca (a przynajmniej tak mówiła zawsze Kuźma, która uwielbiała Inez)!
– Jaki sos najbardziej lubisz do frytek? O! A może jadasz bez sosu? – Dziewczyna zaczęła temat, gdy razem z Vex ruszyli, aby przekąsić ten ziemniaczany dar od bogów.
– Uh… Jakie to ma znaczenie? – Nie wydawało się mocno zainteresowane rozmową, ale fakt, że odpowiedziało Inez potraktowała jako zgodę do dalszej rozmowy.
– Żartujesz sobie! To z czym jesz frytki to kwintesencja twej osoby! – Inez wyrzuciła ręce do góry jakby niemal urażona stwierdzeniem osoby, z którą rozmawiała. – Jeśli jesz frytki z ketchupem to jesteś bardzo zwyczajny, nie kombinujesz, ale jesteś spoko. Frytki z samą solą? Trochę dziwak z Ciebie, ale generalnie jesteś w porządku. Frytki z sosem śmietanowym lub czosnkowym: tak trzymaj; jesteś super nie zmieniaj się! Słodko-kwaśny: nic dziwnego, że nie masz przyjaciół. Musztarda: chyba nikt cię nie lubi.
Vex patrzyło się na punka jak na idiotkę. Miała wrażenie, że w tym momencie mocno ją oceniało, ale przecież to nie jej wina, że zawsze dodatek do frytek pokazywał jej jaką osobą jest jej rozmówca. Zawsze przejeżdżała się na osobach, które kochały sos słodko-kwaśny lub musztardę. Za to śmietanka i czosnek to były zawsze najukochańsze osoby na świecie.
– Nie patrz tak na mnie. Dodatki do jedzenia mogą przekazać więcej niż myślisz.
– Jesteś jebnięta.
– No patrz, ty też, tylko ja na punkcie dodatków, a ty innych rzeczy. – Dziewczyna uśmiechnęła się radośnie, jednak po chwili dotarło do niej jak niemiło musiało to zabrzmieć. Zaczęła wymachiwać rękami jak opętana i bardzo mocno kręcić głową. – To nie miało tak zabrzmieć! Chodziło mi, że mamy wiele wspólnego i- AŁA!
Nie zdążyła skończyć swojej myśli, gdy chwyciła się za kark, chwilę po tym jak od ciągłego wymachiwania coś jej tam strzeliło. Usłyszała ciche prychnięcie Vex i wiedziała, że po jeno głowie przechodzi tylko myśl “co za idiotka”. Z drugiej strony udało jej się utrzymać rozmowę, więc czuła się na wygranej pozycji. Przynajmniej póki co.


Vex?
────
[461 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

środa, 26 listopada 2025

Od Inez CD Vex — „To nie wandalizm to kameralna posiadówka!!!”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Inez bardzo chciała jakoś poprowadzić rozmowę z Vex, jednak te wydawało się jej niechętne do jakiejkolwiek komunikacji. Dziewczyna nie potrafiła jednak zrozumieć, dlaczego w takim razie w ogóle do niej podeszło i postanowiła poprowadzić… no właśnie, gdzie? Tego też nie wiedziała, bo fioletowowłose nic nie chce jej powiedzieć! Mimo tego postanowiła uszanować niechęć do jakiejkolwiek konwersacji i gdy została zagłuszona po swojej drugiej cieawostce, postanowiła się na razie nie odzywać. Szła tylko za Vex obserwując niebo i od czasu do czasu ludzi, którzy byli w oddali. Inez myślała nawet przez chwilę, że widzi Kuźmę, a w jej głowie narodził się pomysł podejścia do córki Pavora jednak było to niemożliwe. To znaczy, może nie tyle co niemożliwe, ale nie chciała być teraz niemiła w stosunku do Vex.
W końcu gdy doszli do miejsca docelowego, słowa niższej osoby stojącej przed nią nieco zbiły Velez z tropu. Spojrzała na swoje ręce, w której trzymała puszkę farby w spreju i patrzyła się na to chyba zbyt długo, bo usłyszała ponownie głos Vex:
– Co? Zachowujesz się jakbyś nigdy farby nie widziała. A może pierwszy raz widzisz kolor czerwony? Chociaż on powinien być Ci akurat znany córko Arcus. Jak zresztą każdy inny.
Inez spojrzała ponownie na dziecko Marsa, które właśnie wstrząsneło farbą. Dopiero gdy Vex zaczęło podchodzić do ściany, jakby w czarnowłosej coś się obudziło. Panicznie zestresowana tym co Vex chyba chce zrobić podbiegła ku niejmu i cbhcwyciła za jejgo ramię.
– Zwariowałoś? A co jak nas złapią? – Szepcząc drugie pytanie rozglądnęła się nerwowo wokoło jakby ktoś miał tam być. To znaczy, nie było to niemożliwe, ale raczej nie znajdowali się w miejscu kompletnie nieuczęszczanym przez ludzi.
– I? – Vex uniosło brew, ówcześnie strzepując dłoń Inez ze swojego ramienia. Ha! Nie sądziło, że Inez będzie się czegoś takiego bać. Jak widać naprawdę nie można oceniać ludzi przez wygląd. – Myślałom, że kiedyś już próbowałaś czegoś takiego.
– Oczywiście, że nie! Czemu miałabym?
Gdy zadała to pytanie, dopiero po chwili zdała sobie sprawę jak głupio brzmi. Przecież wie czemu Vex tak myślało! Ludzie zawsze tak myślą! Ale to nie jej wina, że lubi się wyróżniać wyglądowo! Może jest częściowo punkiem, a trochę metalem, ale to nie oznacza, że popiera wandalizm. Inaczej by było, gdyby znajdowali się w jakimś opuszczonym budynkiem, albo pod nieużywanym mostem, ale nie w obozie!
– Vex, słuchaj, to nie jest najlepsze miejsce do takich rzeczy. To powinien być jakiś opuszczony budynek, most, szpital psychiatryczny! Nie Obóz Jupiter. Wiesz jak będziemy mieli przesrane gdy ktokolwiek się dowie!
– Czyli jednak masz jakieś pojęcie na ten temat. – Vex uśmiechnęło się chytrze, a tym razem to Inez wydała z siebie zmęczone westchnięcie.
– Nieważne czy mam, czy też nie. Nie powinniśmy tutaj tego robić. Pójdźmy gdzieś sobie razem posiedzieć. Możemy coś razem przekąsić, napić się, pogadać. Poopowiadam Ci różne ciekawos- albo wiesz co, może lepiej nie. Ale zamiast tego mogę po prostu Ci opowiedzieć historię! Jakie..? Nie wiem jeszcze, ale coś się wymyśli i-. Ej, czy ty w ogóle mnie słuchasz?
Dopiero po chwili Inez zdała sobie sprawę, na jak znudzone wygląda Vex. Po jej zakończonym monologu uśmiechnęło się tylko i odpowiedziało:
– Nie, ani trochę.

Vex?
────
[512 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 9 października 2025

Od Inez — drabble „Tajemnica”

Zawsze wyobrażała sobie, że jak zapali papierosa po raz pierwszy to zrobi to nonszalancko, jakby robiła to od zawsze. W końcu co może być trudnego w zaciągnięciu się? Tyle osób to robiło!
– Cholera – zakaszlała, gdy dym podrażnił jej krtań, a zaraz potem dostał się do płuc.
– Mówiłaś, że już paliłaś! – wykrzyknęła starsza koleżanka Inez uderzając ją w plecy.
Inez było wstyd; policzki zaczerwieniły się ze wstydu, chciała się zapaść pod ziemię. Tak bardzo nie chciała, aby to tak wyszło! Nie była w stanie się jednak odezwać, czując jakby zjadła węgiel, który podrażnił jej gardło.
– Dobra, niech to zostanie naszą tajemnicą.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 8 października 2025

Od Inez — drabble „Język”

Życie dziecka, które mówi w wielu językach, potrafi być zabawne i skomplikowane jednocześnie. Szczególnie dla tego, które jest półbogiem, ma ADHD i jego mózg to i tak istny chaos, a kiedy dochodzi myślenie w dwóch, a nawet trzech językach… Mamma Mia! Katastrofa. Chociaż to także potrafi być przydatne na przykład, gdy nauczyciel w szkole Cię denerwuję, więc zaczynasz przeklinać na niego w języku, którego nie rozumie. Czasami… choć Inez nie robiła tego często, gdy chciała się popisać. I wszystko było super, póki w jednym zdaniu nie pojawiło się każde słowo w innym języku i zdanie nie ma dla nikogo sensu…


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 7 października 2025

Od Inez — drabble „Stacja"

Jest przecież dużą dziewczynką! Ma całe pięć lat, sama sobie poradzi i znajdzie pociąg, do którego musi wsiąść! Rodzice na pewno będą z niej dumni!
A przynajmniej tak myślała przez pierwsze piętnaście minut, gdy odstąpiła od nogi rodziców. Okazało się jednak, że brak umiejętności czytania jest niemałym kłopotem w tej sytuacji i nie zajęło jej dużo czasu by się zgubić. Stanęła na środku jakiegoś peronu (naprawdę nie miała pojęcia jaki jest to numer) i zaczęła szlochać i krzyczeć tak głośno, jak jej krtań tylko pozwalała. Koniec końców dobrze, że miała tyle siły w płucach, bo jej rodzice szybko ją odnaleźli.

────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 6 października 2025

Od Inez — drabble „Lustro”

Czasami przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze, nie widziała już więcej tej radosnej, pełnej energii dziewczyny, którą była jeszcze nie tak dawno przez cały czas. Choć starała się zachować optymizm i zarażać nim ludzi dookoła, to były takie dni, gdy spoglądała sobie prosto w oczy i nie widziała w nich tych iskierek, a to, co zauważała, to fioletowo-szare wory i zmęczony wzrok. Ćwiczyła wtedy uśmiechanie się, a nawet śmiech, by ten brzmiał jak najbardziej naturalnie. Nie chciała, by inni widzieli ją w złym stanie, więc chcąc nie chcąc zakładała maskę, a jej prawdziwe oblicze widziało jedynie ciemne lustro w pokoju.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 5 października 2025

Od Inez — drabble „Metal”

Krople deszczu spływały po twarzy dziewczyny, gdy stała na środku pola z uniesioną głową. Miała dość już wszystkiego, dość siebie samej; [dość] tego, jak okropną przyjaciółką była. Dopiero dołączyła do obozu i zyskała przyjaciółkę, a już zdążyła ją stracić. I to dlatego, że nie potrafi nie kłamać. Ale przecież Inez chciała dobrze! Nie chciała zranić uczuć drugiej legionistki. Miały się zakolegować! „Jak tak dalej pójdzie, skończysz sama” odezwał się cichy szept w jej głowie. Czasami chciała jedynie zniknąć, nikomu już nie przeszkadzać. Wszystkim byłoby łatwiej.
Z zamyśleń wyrwał ją metaliczny posmak krwi w ustach, która wypłynęła z jej poobgryzanych warg.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 4 października 2025

Od Inez — drabble „Portret"

Pamiętała jak dawno temu, gdy zdecydowanie była jeszcze za młoda aby czytać książki napisane trudnym językiem, wypożyczyła z biblioteki “Portret Doriana Greya”. Nie wiedziała czego się spodziewać, tak naprawdę to nie przeczytała nawet opisu książki, po prostu spodobała się jej okładka. I nawet jeśli nie potrafiła wszystkiego zrozumieć to historia ją pochłonęła. I może była tylko dzieckiem, ale Inez do dzisiaj myśli o obrazie i zastanawia się czy postąpiłaby tak samo. Cierpienie innych nigdy nie sprawiało jej satysfakcji, ale bała się starości, zresztą jak większość ludzi. I choć dorastanie było normalne, to co jeśli jej także nadarzyłaby się taka okazja?

────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 3 października 2025

Od Inez — drabble „Padlina”

Rozkładające się ciała zwierząt wokół niej niosły ze sobą odrażający smród. Nawet jeśli nie chciała patrzeć, nie chciała się rozglądać to musiała – jakaś siła kazała jej obserwować wszystko, a co najważniejsze: nie odwracać wzroku! Wiedziała, że jeśli to zrobi, a do tego nie pokona wyznaczonej trasy, skończy jak to wszystko inne co leżało wokół. Z dala widziała kruki – zwiastun śmierci. Miała nadzieję, że to nie jest zapowiedź jej mrocznej przyszłości. Ten jeden jedyny raz pomyślała “Oby tu był ktoś inny i skończył w piachu, nie ja”. Nie chciała skończyć jako pokarm dla ptaków. A potem obudziła się z koszmarnego snu. 

 ──── 
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]