Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inez Velez. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inez Velez. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 lipca 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Inez nie chciała mówić, że się bała, ale… chyba jednak trochę się tak czuła. To nie była jej pierwsza walka. ale to nie miało znaczenia, bo przy każdej stresowała się tak samo. Niby jej odporność była lepsza niż śmiertelników, ale ona nim także była. To, że widziała także potwory sprawiało, że była tylko w większym niebezpieczeństwie. Zawsze zastanawiała się wtedy jak jej tato mógł to zrobić jej mamie i ją zdradzić. Gdyby tylko tego nie zrobił mogłaby sobie spokojnie żyć… Zawsze myślała, że mu wybaczyła i naprawdę nigdy nie okazywała mu, że jest inaczej, ale gdy zagrożone było jej życie, to był jedyny czas gdy wątpiła czy naprawdę wciąż nie jest zła.
Jednak razem z Dahlią jechały na jednym wózku, miała wsparcie i to się liczyło. Naprawdę dziękowała teraz bogom, że dziewczyna tu jest. Nienawidziła samotnych wypraw, więc jak teraz wybrała się sama (a raczej została posłana) to przez cały czas trochę się obawiała. Inez była ekstrawertyczną duszą, uwielbiała być przy ludziach, nawet jeśli oni niekoniecznie uwielbiali być przy niej. Jednak najbardziej uwielbiała to uczucie, że nie jest w czymś sama, że jest ktoś kto ją rozumie, kto przeżył coś podobnego i jakkolwiek może się z nią utożsamiać.
– Dobra, damy radę. Musimy dać, nie? – zaśmiała się przytulając do siebie dotychczas niezawodną broń. – Ufam Ci – mówiąc te słowa zobaczyła jak dziewczyna zrobiła się nieco zmieszana. Dla Velez to był częsty widok. Prawie każdy komu tak w swoim życiu powiedziała dziwił się, że może takie słowa wypowiedzieć do prawie nieznajomego. Często powtarzano jej, że jest łatwowierna. I prawdopodobnie mieli rację, ale ona nie chciała nic zmieniać.
Spojrzały się na siebie i skinęły głową tym samy uzgadniając, że robią zamianę. W tym momencie Inez przerwała iluzję, a Venti stanęły nieco zbite z tropu. W tym, momencie musiały wykorzystać tę okazję i ruszyły ku nim. Okazało się jednak, że stwory są za daleko w stosunku do nich, więc zwróciły na nich uwagę w ostatnim momencie, gdy Inez wycelowała z broni. Venti zdążył zrobić unik, jednak jego zaskoczenie wzrosło. Zresztą jego towarzysz był niemniej zaskoczony, co natomiast wykorzystała Dahlia. Zamachnęła się porządnie mieczem a potwór wydał z siebie głośny, druzgocący krzyk.
„To chyba działa” – pomyślała Velez słysząc ten dźwięk. Wcześniej pomimo bólu, nie brzmiało to tak rozpaczliwie, nawet gdy trafiały. Powiedziałaby nawet, że czym dłużej trwała tamta wymiana ostrza, tym Venti się uodparniały. Brian (bo to chyba był on? Inez w tym momencie nie była pewna, mienili się jej w oczach) cisnął piorunami w Dahlie, jednak ona zrobiła unik. Dokładnie się tego spodziewała, tak samo jak kolejnej salwy, która na nią nadeszła. Cóż, to było do przewidzenia. Potwór był rozwścieczony, nie myślał sensownie.
Archie w tym czasie podleciał bliżej Inez, która przez moment zapomniała, że powinna celować. Cholera. Rozejrzała się szybko dookoła, a następnie niewiele myśląc stworzyła iluzję wielu ptaków, tym samym sprawiając, że zasłoniła się przed wzrokiem Venti. Przeturlała się szybko na prawo i bardzo dobrze. Jej przeciwnik raczej spodziewał się, że stworzy iluzję, bo uderzył z większą siłą już po chwilę w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała. Miała chwilę, by naciągnąć broń i strzelić. Zrobiła to i-
– Uważaj! – usłyszała krzyk Dahlii, a potem lecący w niej grom ze strony Briana.
– Szlag – zaklnęła i ruszyła w bok, jednak uderzenie odrzuciło ją nieco, a z jej rąk wypadł Gastrafetes. Odbiła się od ziemi i przeturlała. Poczuła jak przez moment w płucach brakuje jej powietrza. Po chwili zaczęła głośno kaszleć, jednak jakimś cudem wciąż była w całości. Przez chwilę świat wokół niej nie istniał, ale po chwili dźwięki wróciły do jej uszu. W tym momencie starsza stanęła przed nią broniąc ją przed jednym z Venti, wsadzając miecz wprost w jego brzuch. To wtedy Inez usłyszała chorobliwy krzyk bólu, a potem drugiego Venti. Wstała do klęczek i uniosła głowę. Jeden z nich się rozpadł. Czyli Dahlia miała rację! Musieli się zmienić.
Pozostał im tylko jeden, samotny i bardzo zły Venti.


Dahlia?
────
[645 słów: Inez otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

sobota, 27 czerwca 2026

Od Inez CD Vex — „To nie wandalizm tylko kameralna posiadówka!!!”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Inez nie była głupia. Może czasami nadto optymistyczna i wkurzająca, ale nie była idiotką. Cóż, jest szansa, że na taką się kreowała, ale to dlatego, że raczej bała się wypowiadać na głos pewniej. Jednak pomału nawet i ona traciła cierpliwość do Vex. Naprawdę chciała pogadać z nim, poznać się, ale zdawała sobie sprawę, że w oczach Amerykańca straciła wiele niechęcią robienia graffiti. Tylko Inez nie była stworzona do tego, by bezcześcić różne miejsca! Możliwe, że inni ją mogli uważać za nudną przez jej spokojny styl bycia, ale tak wychowali ją rodzice.
– Ja poproszę na osobny rachunek frytki z sosem śmietanowym i też cole – powiedziała, a jej mimika twarzy nieco się zmieniła.
Nie uśmiechała się już od ucha do ucha, choć jej twarz – w spoczynku – i tak wyglądała, jakby gościł na niej delikatny banan. Albo mały rogalik? Bez znaczenia. Wciąż wydawała się szczęśliwa, choć jej oczy straciły te iskierki radości, które miały wcześniej.
Velez raczej nie załamywała się tak łatwo, jednak dzisiaj… to był ciężki dzień. Nie był łatwy odkąd wstała z łóżka, miała nadzieję, że jej się trochę polepszy gdy zdobędzie nowe znajome, ale… no cóż, jak widać szlag by to trafił te jej założenia.
Usiedli w końcu do stolika, bo barman powiedział, że będzie ich wołać. „Jak w fast foodzie!” – pomyślała, ale nie wypowiedziała swych myśli na głos, nie chciała już bardziej denerwować drugiego obozowicza. Siedzieli w ciszy, która stopniowa przeszkadzała Velez. Vex natomiast wyglądało jakby było zadowolone z takiego obrotu spraw.
Po upływie niezbyt długiej chwili zostali zawołani. Inez poszła po ich zamówienia, a następnie wróciła do stolika zajadając się już swoimi frytkami. Były naprawdę dobre! Chrupkie na zewnątrz, miękki w środku, a do tego słone! Może ciut zbyt tłuste, jak na gust ciemnowłosej, ale najwidoczniej nie można mieć wszystkiego. Zresztą sos także jej smakował, choć może za mało sztucznie śmietanowy jak na jej gusta. To znaczy, zazwyczaj lubiła jak jedzenie jest trochę zdrowsze, ale akurat dzisiaj miała ochotę na taki chamski sos, niczym z McDonalda, czy czegoś w tym rodzaju.
– Chcesz frytki? – zapytała przysuwając Vex opakowanie, jednak ono nie zareagowało w ogóle na jej pytanie kontynuując jedzenie swojego burgera. Nie minęła chwila jak zadała kolejne pytanie: – Lubisz tu przychodzić bo to miejsce ma „vibe”. Ale co tak właściwie to dla Ciebie znaczy?
Inez w ogóle nie czuła tego miejsca. Nie rozumiała do końca jego uroku. Wciąż po głowie chodziła jej myśl, że czuję się w menelowni, gdzie na każdym rogu rzyga najebany typ, który dzisiaj na pewno nie dotoczy się do domu. A starsze natomiast kompletnie nie przypominało jej kogoś, kto pije alkohol. Zaczęła się więc zastanawiać czy jest to może miejsce sentymentami. Może kojarzy się z jakąś osobą, bądź sytuacją. Velez ma takie miejsca, wraca do nich często nawet jeśli teraz już nie czerpie z nich takiej przyjemności. Jednak żadne z nich nie przypomina jej… tego.


Vex?
────
[470 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

poniedziałek, 1 czerwca 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Inez zdawała sobie sprawę, że jest łatwowierna, choć na misjach zawsze stała się być bardziej uważna. Choć jej pozytywna natura nie ułatwiała dystansowania się, na co dzień naprawdę była większą kulką szczęścia. No i może faktycznie dość szybko zaufała Dahlii, ale czemu miałaby tego nie zrobić? Interesował ją fakt, że niegdyś była w Obozie Herosów. Zawsze ją interesowało jak tam jest i czy ich obozy naprawdę mocno się różniły. Przypuszczała, że tak, patrząc na historię, jednak tym bardziej chciała wiedzieć co to za różnice! No i jak miała nie zaprzyjaźnić się z kimś, kto mógł odpowiedzieć na te wszystkie pytania kotłujące się w jej głowie.
Jednak nie spodziewała się, że Dahlia będzie taka niemiła! Początkowo uznała, że to miły, niespodziewany gest z jej strony. Czemu to ona miała być testerem trucizn!? A najgorsze było to, że Inez wiedziała, że dziewczyna ma rację. Potwory często były sprytniejsze niż im się wydawało.
– Czemu mi to zrobiłaś!? – krzyknęła spanikowała i nerwowo zaczęła w miejscu przebierać nogami. – Ja nie znam się na truciznach! Mogę plotkować o tym co kto gada w iryfonach, czy przywołać ci pegaza, ale nie jestem dzieckiem Apollo!
Po chwili zobaczyła jak starsza patrzy na nią rozbawiona i zdała sobie sprawę jak głupio musi brzmieć. Zrobiła właśnie z siebie idiotkę, więc woląc nie mówić już nic więcej, jadła dalej watę.
– Nie no, ale serio, czujesz truciznę?
– Nie – odburknęła napychając się resztą słodkości.
Dziewczyny szły przed siebie znów w ciszy. Obserwowały czy nigdzie nie widać dziwnych zachowań, bądź nietypowych stworzeń. Inez dawno nie była na takiej misji i w głębi serca bardzo się tym stresowała, więc pomimo tego co zrobiła jej Dahlia, cieszyła się, że nie jestu tutaj sama.
– Latałaś kiedyś na pegazie? – Do jej uszu dotarło nagle pytanie, którego nie spodziewała się usłyszeć. Spojrzała na dziewczynę tuż obok niej. Starsza nie patrzyła w jej kierunku, jednak Velez i tak miała wrażenie, że jest realnie zainteresowana odpowiedzią.
– Tak. No wiesz, trochę mi zajęło zanim faktycznie zaczęły się mnie słuchać, ale to było tego warte. Gdy mam na przykład zły dzień nie ma nic lepszego niż lot w przestworzach. Szkoda, że my, ludzie nie potrafimy latać. To by było super ekscytujące! – Aż klasnęła w dłonie z zadowolenia, jednak po chwili uspokoiła i uśmiechnęła się nieznacznie. – Jednak robienie tego na tych majestatycznych stworzeniach jest nie mniej przyjemne, serio my-. – Dziewczyna przerwała swoją wypowiedzieć czując nagle w powietrzu coś nietypowego.
Niemal w jednej chwili obie dziewczyny stanęły gotowe do możliwego, nagłego ataku i zaczęły się rozglądać wokół. Inez trzymała mocno w dłoniach swój gastrafetes, a jej mimika twarzy od razu zmieniła się na bardzo skupioną. Teraz wyglądała zdecydowanie jak nie ona.
Już po chwili przed nimi ukazał się chłopak, na oko koło dwudziestki ze złowieszczym uśmiechem na twarzy. Gdy Velez go ujrzała w tej samej chwili zagrzmiało, a w jej głowie pojawiła się tylko jedna myśl.
– Ventus – powiedziała to na głos, tak by Dahlia to usłyszała, choć była niemal przekonana, że dziewczyna jest tego świadoma.
– Mhm, to zdecydowanie Anemoi.
Obie dziewczyny wiedziały, że mają na myśli to samo stworzenie. Cóż, są oni na tyle charakterystyczni, że naprawdę nie pomylisz z niczym innym.
– Po co tu jesteś!? Czego chcesz!? – krzyknęła Inez i ugięła kolana. Postawa, z której w każdej chwili możesz się ruszyć nie tracąc czasu. Może i nie wychodziła zbyt często na misje, ale wiedziała co robić. I mimo, że nienawidziła walczyć, to była legionistką, nie mogła pozwolić by strach ją sparaliżował. Była odważna i pewna swoich umiejętności, a to był pierwszy krok do sukcesu.
– Oh, dwójka półbogów, jak słodko. – Głos chłopaka był naprawdę nieprzyjemny; chropowaty, niemalże syczący. Inez dawno nie słyszała czegoś tak obrzydliwego. – Może chociaż wy dostarczycie mi potrzebnej rozrywki.
Teraz nie mogły się wycofać.


Dahlia?
────
[612 słów: Inez otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

środa, 22 kwietnia 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

Inez dalej bujała się na krześle obserwując byłą obozowiczkę Obozu Herosów. Dahlia wpatrywała się chwilę w postawione przez siebie karty, a potem spojrzała na Velez. Dziewczyna od razu uśmiechnęła się do swojej towarzyszki. Była naprawdę szczęśliwa, że kogoś tu znalazła, nawet jeśli jej nowa kumpela była od niej znacznie starsza. Różnica wieku nigdy nie była dla niej problemem, a nawet uważała, że takie rozmowy mogły być znacznie ciekawsze. Często rozmawiała z jakimiś staruszkami, które potrafiły opowiedzieć jej jeszcze o czasie gdy na świecie była wojna, a one były młodymi dziewczynami lub nawet dziećmi. Chociaż teraz było ciężej spotkać takich ludzi, a jednak! Inez miała farta by trafiać właśnie na takie osoby. Choć oczywiście siedząca naprzeciwko kobieta nie była aż tak stara! Mimo tego różnica poglądów wciąż mogła między nimi istnieć, a to sprawiało, że rozmowa mogła się nigdy nie skończyć. Oczywiście z ludźmi w jej wieku też mogła często podyskutować, szczególnie, że w Obozie Jupiter było dużo osób, które były bardzo dojrzałe ale to nigdy nie było to samo.
– Długo masz zamiar się we mnie tak wpatrywać z uśmiechem? – mruknęła starsza, na co Velez się tylko zaśmiała.
– Wybacz! Zamyśliłam się. Czasami tak mam, wiesz jak to jest.
Dahlia pokręciła głową, jednak Inez nie mogła stwierdzić czy to z politowania, czy po prostu nie wiedziała “jak to jest”. Bez słowa ciemnowłosa sięgnęła po talię kart i zebrała trzy, które leżały na stole.
– Mam wenę, teraz ja ci powróżę – powiedziała i nie czekając na słowo sprzeciwu, które obawiała się, że mogłoby nadejść, zaczęła tasować karty. Wyłożyła na środek trzy karty. – Ta – zaczęła wskazując na kartę po lewej stronie – to twoja przeszłość. Ta środkowa to twoja teraźniejszość, a po lewej to przyszłość. – Przekręciła pierwszą kartę, na której pojawiły się trzy miecze. Zamknęła oczy zastanawiając się co może powiedzieć. Kompletnie się na tym nie znała, ale uważała to za ciekawą i dość zabawną grę. – Hmm… tak czuję to. Już wiem! – Wykrzyknęła otwierając swoje brązowe oczy wpatrując się wprost w tęczówki koleżanki. – Nieustanna walka. W swojej przeszłości natknęłaś się na dużo niebezpieczeństw, którym udało Ci się sprostać. To nie było łatwe zadanie, ale wyszłaś na prostą. Źycie kładało Ci pod nogi kłody, ale ty odepchnęłaś je wszystkie wraz z dorastaniem. Wplątałaś prawdopodobnie w wiele trudnych relacji, ale to już przeszłość. – Odkryta następna karta. teraźniejszość. Dwie monety. – Los jest przewrotny po tej trudnej przeszłości. Ciągle widzisz dwie strony monety – zachichotała na ten jakże niesubtelny żart – i ciężko wybrać Ci odpowiednią drogę. Ale starasz się wyjść z całego bagna, w które wpakowały Cię duchy przeszłości. – Ostatnia karta. Pięć kielichów. – Przeszłość ma dla Ciebie w końcu coś dobrego! Znajdziesz zaufanego przyjaciela i może ukochaną osobę! W każdym razie na pewno będziesz zadowolona i staniesz się w końcu panem własnego losu.
Skończyła mówić wpatrując się w reakcje Dahlii, z której nic nie mogła wyczytać, zmarszczyła brwi, lecz już po chwili na jej twarzy znów zawitał radosny uśmiech.
– I co? Trafiłam coś? Co powiesz?


Dahlia?
────
[484 słowa: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 10 marca 2026

Od Inez CD Dahlii — „Ogniem i tarotem”

Poprzednie opowiadanie

Inez nie było najbardziej asertywną osobą, więc to oczywiste, że jak została poproszona (choć czy to bardziej nie było rozkazem?) o sprawdzenie pewnego lunaparku to bez zastanowienia to zrobiła. Czasami wciąż się bała takich misji, ale była w Obozie już trzy lata! Pora wyrosnąć z dziecinnego strachu i pokazać, że jest poważną, niezależną i odważną kobietą! Nawet jeśli część z tego wcale nie było prawdą…
Znalazła się w tym miejscu nie przez przypadek, choć nie wiedziała czego tak właściwie szuka. Starała się nie wzbudzać podejrzeń, ani nie przykuwać wzroku, choć przez jej niecodzienny wygląd, nie było to takie proste. Dzieci często wskazywały na nią palcami, po to, by zawstydzeni rodzice mówili „Tak nie wolno! To bardzo niemiłe!”. Velez zawsze starała się im tylko posłać uśmiech, którym chciała przekazać, że to rozumie i to żaden problem. Zdarzało się, że słyszała czasami także nieprzychylne komentarze, ale akurat wygląd to było coś z czego była dumna i nie wstydziła się tego, kim jesteś.
Pokręciła głową łapiąc się na tym, że odrywa się myślami od swojego celu, który stał tuż przed nią. Niepozorny namiot, który wcale nie przykuwał uwagi. Jeśli w tym lunaparku miała znaleźć coś podejrzanego, to właśnie tu. W Obozie mieli co do tego miejsca złe przekonania. Złe duchy i te sprawy. Jednak wystarczyło posłać jedną osobę i oczywiście jak zwykle, musiało paść na córkę Arcus. Chociaż nie wydawało się to takie oczywiste, Velez nie miała nic przeciwko. Jednak nie spodziewała się sytuacji, którą zastała, gdy była już w środku.
Umięśniona kobieta stała naprzeciwko niej, wpatrując się swoimi ciemnymi oczami w twarz piętnastolatki. Inez od razu poczuła, że nie jest to zwykły śmiertelnik. Ciemnoskóra postać przed nią, była kimś takim jak ona sama. Ciemnowłosa nie wiedziała skąd pojawiła się ta myśl w jej głowie, ale była święcie przekonana, że tak jest.
– Słuchaj, ja tu szybko zrobię swoje rachu ciachu i nie będę Ci przeszkadzać! – rzuciła bez myślenia. – Na Jowisza! To twój namiot, prawda? Powinnam się najpierw zapytać czy mogę czyż nie? – Inez od razu zmieniła swoją postawę, co mogło nieco kolidować z jej wyglądem. Wyglądała niemal jak mały szczeniaczek, który zsikał się na środek dywanu swoich nowych właścicieli.
Jednak przez jej głowę przemknęła myśl, że powinna się lepiej zakraść.
– Hej, co ty na to: ja się tu rozejrzę na chwilę, a ty mi potem powróżysz czy inne czary mary jakie tam robisz, co? – Uśmiechnęła się szeroko na swój świetny pomysł nawet nie przedstawiając się jeszcze dorosłej przed nią dziewczynie.


Dahlia?
────
[407 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 17 lutego 2026

Od Inez CD Vex — „To nie wandalizm tylko kameralna posiadówka!!!”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ, ROK TEMU

Inez przez moment była z siebie nawet dumna! Kuźma zawsze mówiła jej, że jest zbyt miękka dla ludzi, a jeśli chce czasami coś osiągnąć, to musi użyć manipulacji. To nie tak, że dziewczyna nie miała tej świadomości, w końcu nie żyła od wczoraj, ale zawsze uważała, że są lepsze sposoby niż to. Przecież każdego da się jakoś przekonać, co nie? A jednak zjawiło się ktoś taki jak Vex i nic nie jest proste ani oczywiste. Ciemnowłosa z całego serca miała tego dość, ale nie chciała zachowywać się jak naburmuszony dzieciak, który nabierze powietrza w policzki, tupnie nóżką i odejdzie. Dlatego całą siłą woli zmusiła się, by w jej oczach ukazały się łzy i… bingo! Nawet na kogoś tak nieczułego, jak fioletowowłose to zadziałało! Velez wiedziała, że każdy ma swój czuły punkt, a kto mógłby być wredny dla kogoś takiego jak Inez? Nie da się bez końca (a przynajmniej tak mówiła zawsze Kuźma, która uwielbiała Inez)!
– Jaki sos najbardziej lubisz do frytek? O! A może jadasz bez sosu? – Dziewczyna zaczęła temat, gdy razem z Vex ruszyli, aby przekąsić ten ziemniaczany dar od bogów.
– Uh… Jakie to ma znaczenie? – Nie wydawało się mocno zainteresowane rozmową, ale fakt, że odpowiedziało Inez potraktowała jako zgodę do dalszej rozmowy.
– Żartujesz sobie! To z czym jesz frytki to kwintesencja twej osoby! – Inez wyrzuciła ręce do góry jakby niemal urażona stwierdzeniem osoby, z którą rozmawiała. – Jeśli jesz frytki z ketchupem to jesteś bardzo zwyczajny, nie kombinujesz, ale jesteś spoko. Frytki z samą solą? Trochę dziwak z Ciebie, ale generalnie jesteś w porządku. Frytki z sosem śmietanowym lub czosnkowym: tak trzymaj; jesteś super nie zmieniaj się! Słodko-kwaśny: nic dziwnego, że nie masz przyjaciół. Musztarda: chyba nikt cię nie lubi.
Vex patrzyło się na punka jak na idiotkę. Miała wrażenie, że w tym momencie mocno ją oceniało, ale przecież to nie jej wina, że zawsze dodatek do frytek pokazywał jej jaką osobą jest jej rozmówca. Zawsze przejeżdżała się na osobach, które kochały sos słodko-kwaśny lub musztardę. Za to śmietanka i czosnek to były zawsze najukochańsze osoby na świecie.
– Nie patrz tak na mnie. Dodatki do jedzenia mogą przekazać więcej niż myślisz.
– Jesteś jebnięta.
– No patrz, ty też, tylko ja na punkcie dodatków, a ty innych rzeczy. – Dziewczyna uśmiechnęła się radośnie, jednak po chwili dotarło do niej jak niemiło musiało to zabrzmieć. Zaczęła wymachiwać rękami jak opętana i bardzo mocno kręcić głową. – To nie miało tak zabrzmieć! Chodziło mi, że mamy wiele wspólnego i- AŁA!
Nie zdążyła skończyć swojej myśli, gdy chwyciła się za kark, chwilę po tym jak od ciągłego wymachiwania coś jej tam strzeliło. Usłyszała ciche prychnięcie Vex i wiedziała, że po jeno głowie przechodzi tylko myśl “co za idiotka”. Z drugiej strony udało jej się utrzymać rozmowę, więc czuła się na wygranej pozycji. Przynajmniej póki co.


Vex?
────
[461 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

środa, 26 listopada 2025

Od Inez CD Vex — „To nie wandalizm to kameralna posiadówka!!!”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Inez bardzo chciała jakoś poprowadzić rozmowę z Vex, jednak te wydawało się jej niechętne do jakiejkolwiek komunikacji. Dziewczyna nie potrafiła jednak zrozumieć, dlaczego w takim razie w ogóle do niej podeszło i postanowiła poprowadzić… no właśnie, gdzie? Tego też nie wiedziała, bo fioletowowłose nic nie chce jej powiedzieć! Mimo tego postanowiła uszanować niechęć do jakiejkolwiek konwersacji i gdy została zagłuszona po swojej drugiej cieawostce, postanowiła się na razie nie odzywać. Szła tylko za Vex obserwując niebo i od czasu do czasu ludzi, którzy byli w oddali. Inez myślała nawet przez chwilę, że widzi Kuźmę, a w jej głowie narodził się pomysł podejścia do córki Pavora jednak było to niemożliwe. To znaczy, może nie tyle co niemożliwe, ale nie chciała być teraz niemiła w stosunku do Vex.
W końcu gdy doszli do miejsca docelowego, słowa niższej osoby stojącej przed nią nieco zbiły Velez z tropu. Spojrzała na swoje ręce, w której trzymała puszkę farby w spreju i patrzyła się na to chyba zbyt długo, bo usłyszała ponownie głos Vex:
– Co? Zachowujesz się jakbyś nigdy farby nie widziała. A może pierwszy raz widzisz kolor czerwony? Chociaż on powinien być Ci akurat znany córko Arcus. Jak zresztą każdy inny.
Inez spojrzała ponownie na dziecko Marsa, które właśnie wstrząsneło farbą. Dopiero gdy Vex zaczęło podchodzić do ściany, jakby w czarnowłosej coś się obudziło. Panicznie zestresowana tym co Vex chyba chce zrobić podbiegła ku niejmu i cbhcwyciła za jejgo ramię.
– Zwariowałoś? A co jak nas złapią? – Szepcząc drugie pytanie rozglądnęła się nerwowo wokoło jakby ktoś miał tam być. To znaczy, nie było to niemożliwe, ale raczej nie znajdowali się w miejscu kompletnie nieuczęszczanym przez ludzi.
– I? – Vex uniosło brew, ówcześnie strzepując dłoń Inez ze swojego ramienia. Ha! Nie sądziło, że Inez będzie się czegoś takiego bać. Jak widać naprawdę nie można oceniać ludzi przez wygląd. – Myślałom, że kiedyś już próbowałaś czegoś takiego.
– Oczywiście, że nie! Czemu miałabym?
Gdy zadała to pytanie, dopiero po chwili zdała sobie sprawę jak głupio brzmi. Przecież wie czemu Vex tak myślało! Ludzie zawsze tak myślą! Ale to nie jej wina, że lubi się wyróżniać wyglądowo! Może jest częściowo punkiem, a trochę metalem, ale to nie oznacza, że popiera wandalizm. Inaczej by było, gdyby znajdowali się w jakimś opuszczonym budynkiem, albo pod nieużywanym mostem, ale nie w obozie!
– Vex, słuchaj, to nie jest najlepsze miejsce do takich rzeczy. To powinien być jakiś opuszczony budynek, most, szpital psychiatryczny! Nie Obóz Jupiter. Wiesz jak będziemy mieli przesrane gdy ktokolwiek się dowie!
– Czyli jednak masz jakieś pojęcie na ten temat. – Vex uśmiechnęło się chytrze, a tym razem to Inez wydała z siebie zmęczone westchnięcie.
– Nieważne czy mam, czy też nie. Nie powinniśmy tutaj tego robić. Pójdźmy gdzieś sobie razem posiedzieć. Możemy coś razem przekąsić, napić się, pogadać. Poopowiadam Ci różne ciekawos- albo wiesz co, może lepiej nie. Ale zamiast tego mogę po prostu Ci opowiedzieć historię! Jakie..? Nie wiem jeszcze, ale coś się wymyśli i-. Ej, czy ty w ogóle mnie słuchasz?
Dopiero po chwili Inez zdała sobie sprawę, na jak znudzone wygląda Vex. Po jej zakończonym monologu uśmiechnęło się tylko i odpowiedziało:
– Nie, ani trochę.

Vex?
────
[512 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 9 października 2025

Od Inez — drabble „Tajemnica”

Zawsze wyobrażała sobie, że jak zapali papierosa po raz pierwszy to zrobi to nonszalancko, jakby robiła to od zawsze. W końcu co może być trudnego w zaciągnięciu się? Tyle osób to robiło!
– Cholera – zakaszlała, gdy dym podrażnił jej krtań, a zaraz potem dostał się do płuc.
– Mówiłaś, że już paliłaś! – wykrzyknęła starsza koleżanka Inez uderzając ją w plecy.
Inez było wstyd; policzki zaczerwieniły się ze wstydu, chciała się zapaść pod ziemię. Tak bardzo nie chciała, aby to tak wyszło! Nie była w stanie się jednak odezwać, czując jakby zjadła węgiel, który podrażnił jej gardło.
– Dobra, niech to zostanie naszą tajemnicą.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 8 października 2025

Od Inez — drabble „Język”

Życie dziecka, które mówi w wielu językach, potrafi być zabawne i skomplikowane jednocześnie. Szczególnie dla tego, które jest półbogiem, ma ADHD i jego mózg to i tak istny chaos, a kiedy dochodzi myślenie w dwóch, a nawet trzech językach… Mamma Mia! Katastrofa. Chociaż to także potrafi być przydatne na przykład, gdy nauczyciel w szkole Cię denerwuję, więc zaczynasz przeklinać na niego w języku, którego nie rozumie. Czasami… choć Inez nie robiła tego często, gdy chciała się popisać. I wszystko było super, póki w jednym zdaniu nie pojawiło się każde słowo w innym języku i zdanie nie ma dla nikogo sensu…


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 7 października 2025

Od Inez — drabble „Stacja"

Jest przecież dużą dziewczynką! Ma całe pięć lat, sama sobie poradzi i znajdzie pociąg, do którego musi wsiąść! Rodzice na pewno będą z niej dumni!
A przynajmniej tak myślała przez pierwsze piętnaście minut, gdy odstąpiła od nogi rodziców. Okazało się jednak, że brak umiejętności czytania jest niemałym kłopotem w tej sytuacji i nie zajęło jej dużo czasu by się zgubić. Stanęła na środku jakiegoś peronu (naprawdę nie miała pojęcia jaki jest to numer) i zaczęła szlochać i krzyczeć tak głośno, jak jej krtań tylko pozwalała. Koniec końców dobrze, że miała tyle siły w płucach, bo jej rodzice szybko ją odnaleźli.

────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 6 października 2025

Od Inez — drabble „Lustro”

Czasami przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze, nie widziała już więcej tej radosnej, pełnej energii dziewczyny, którą była jeszcze nie tak dawno przez cały czas. Choć starała się zachować optymizm i zarażać nim ludzi dookoła, to były takie dni, gdy spoglądała sobie prosto w oczy i nie widziała w nich tych iskierek, a to, co zauważała, to fioletowo-szare wory i zmęczony wzrok. Ćwiczyła wtedy uśmiechanie się, a nawet śmiech, by ten brzmiał jak najbardziej naturalnie. Nie chciała, by inni widzieli ją w złym stanie, więc chcąc nie chcąc zakładała maskę, a jej prawdziwe oblicze widziało jedynie ciemne lustro w pokoju.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 5 października 2025

Od Inez — drabble „Metal”

Krople deszczu spływały po twarzy dziewczyny, gdy stała na środku pola z uniesioną głową. Miała dość już wszystkiego, dość siebie samej; [dość] tego, jak okropną przyjaciółką była. Dopiero dołączyła do obozu i zyskała przyjaciółkę, a już zdążyła ją stracić. I to dlatego, że nie potrafi nie kłamać. Ale przecież Inez chciała dobrze! Nie chciała zranić uczuć drugiej legionistki. Miały się zakolegować! „Jak tak dalej pójdzie, skończysz sama” odezwał się cichy szept w jej głowie. Czasami chciała jedynie zniknąć, nikomu już nie przeszkadzać. Wszystkim byłoby łatwiej.
Z zamyśleń wyrwał ją metaliczny posmak krwi w ustach, która wypłynęła z jej poobgryzanych warg.


────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 4 października 2025

Od Inez — drabble „Portret"

Pamiętała jak dawno temu, gdy zdecydowanie była jeszcze za młoda aby czytać książki napisane trudnym językiem, wypożyczyła z biblioteki “Portret Doriana Greya”. Nie wiedziała czego się spodziewać, tak naprawdę to nie przeczytała nawet opisu książki, po prostu spodobała się jej okładka. I nawet jeśli nie potrafiła wszystkiego zrozumieć to historia ją pochłonęła. I może była tylko dzieckiem, ale Inez do dzisiaj myśli o obrazie i zastanawia się czy postąpiłaby tak samo. Cierpienie innych nigdy nie sprawiało jej satysfakcji, ale bała się starości, zresztą jak większość ludzi. I choć dorastanie było normalne, to co jeśli jej także nadarzyłaby się taka okazja?

────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 3 października 2025

Od Inez — drabble „Padlina”

Rozkładające się ciała zwierząt wokół niej niosły ze sobą odrażający smród. Nawet jeśli nie chciała patrzeć, nie chciała się rozglądać to musiała – jakaś siła kazała jej obserwować wszystko, a co najważniejsze: nie odwracać wzroku! Wiedziała, że jeśli to zrobi, a do tego nie pokona wyznaczonej trasy, skończy jak to wszystko inne co leżało wokół. Z dala widziała kruki – zwiastun śmierci. Miała nadzieję, że to nie jest zapowiedź jej mrocznej przyszłości. Ten jeden jedyny raz pomyślała “Oby tu był ktoś inny i skończył w piachu, nie ja”. Nie chciała skończyć jako pokarm dla ptaków. A potem obudziła się z koszmarnego snu. 

 ──── 
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 2 października 2025

Od Inez — drabble ,,Słońce"

Najlepsze w życiu były wschody i zachody słońca. Odkąd pamiętała zawsze wymykała się z domu, by je oglądać. Czasami z rodzicami, czasami bez nich. Gdy była młodsza wychodziła tylko przed dom. Drzewa nieraz zasłaniały jej widok, ale ona się tym nigdy nie przejmowała! A gdy była starsza, odchodziła dalej, na wzgórze, skąd nic nie mogło przeszkodzić w podziwianiu nieba, które zmieniało swój kolor na przepiękny pomarańcz, bądź róż. Dzień w dzień i nigdy jej się to nie nudziło. Nikt tego nie potrafił zrozumieć, nawet jej rodzinie, ale Inez to nie przeszkadzało. Mogła tak do końca świata i jeden dzień dłużej.
────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 1 października 2025

Od Inez — drabble „Tarcza"

Dziewczynka uciekła przez dom z piskiem, błagając by ten wstrętny kocur jej nie dopadł. Jej sześcioletnie, krótkie nóżki pędziły ile tylko sił miała w nogach. Tak bardzo nienawidziła tego kota, a rodzice wciąż go brali do siebie, dlaczego!? Nagle usłyszała jego syk, pisnęła jeszcze głośniej (o ile to w ogóle było możliwe) i schowała się za ogromny fotel. I nagle TRZASK! A potem nastąpiła chwila ciszy i dziwny dźwięk, którego czarnowłosa nie mogła określić. Wychyliła się zza ramienia, by zobaczyć jak kot zaczyna drapać ich nowy, materiałowy fotel! Boże! Kto by pomyślał, że coś tak zwykłego może uratować jej życie?

────
[100 słów: Inez otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 7 lipca 2025

Od Inez CD Keitha — „Gdzie punków dwoje..."

Poprzednie opowiadanie

Dziewczyna wciąż w głowie przetwarzała obraz Keitha, który próbował sam zawiązać ranę. Cóż, może powinna nieco bardziej się o to martwić, ale po takim okresie w Obozie nawet ją ogarnęła znieczulica na tego typu sprawy. Oczywiście, w wyprawach martwiła się o towarzyszy, kto by się nie martwił, ale tutaj? W ich bezpiecznym Azylu? To była doprawdy przezabawna sytuacja. Chociaż fakt, że nowym zdarzało się to dość często, szczególnie tym młodszym. Z czasem jednak takich sytuacji było coraz mniej.
— Hm, pytasz, czy kiedykolwiek mi się coś takiego zdarzyło? — Dziewczyna udała zamyślenie. Chociaż nie, tym razem nie udawała. Naprawdę musiała się zastanowić i wrócić wspomnieniami do swoich początków.
W końcu swoje już przesiedziała w tym obozie i nie dało się ukryć, że ostatni raz gdy się zraniła na treningu… powiedzmy, że nie był to aż tak niewinny trening. To znaczy, czasami jakieś drobne skaleczenia się zdarzyły, ale nie mogła tego nazwać ranami. Nie było trzeba się tym nawet zajmować, a szansa, że mogłaby się z tego rozwinąć infekcja była… cóż, może nie zerowa, bo nigdy nie jest zerowa, ale niewielka.
— Halo? Ziemia do Inez? Odleciałaś już całkowicie myślami czy jesteś jeszcze tutaj z nami? — Chłopak zaśmiał się, a dziewczyna przewróciła oczami, jednak na ustach wciąż miała zachowany swój standardowy uśmiech.
— Halo? Keith? Odbiór? Słyszysz mnie? — Postanowiła zażartować, a następnie wystawiał do niego język. — Wybacz — powiedziała w końcu. — Zamyśliłam się, bo próbuję odszukać takie wspomnienie.
Dziewczyna nie mówiła tego aby się chwalić. To raczej nie było w jej stylu, choć znała swoją wartość, a przynajmniej odkąd trafiła do Obozu. Musiała zrozumieć ile tak naprawdę potrafi, jeśli nie chciała aby ludzie ją zmiażdżyli. W końcu w tym miejscu człowiek musiał być silny. Jupiter przygotowywał nie tylko na niebezpieczeństwa związane z ich boskim światem, ale i tym, z którego pochodziła ich druga połowa genów. I choć Velez zdecydowanie wciąż była delikatną dziewczyną, – tej cząstki siebie, chyba już nigdy nie będzie w stanie wyprzeć – to pod wpływem Obozu stała się… nazwijmy to: inna.
— Oh, przepraszam, że wspaniała Inez Velez musi wrócić do starych wspomnień, aby w ogóle przypomnieć sobie taką sytuację. — Keith przewrócił oczami, choć ciemnowłosa nie sądziła, że denerwuje się na poważnie.
Piętnastolatka ścisnęła mocniej opatrunek, przez co chłopak syknął cicho. Nie przeprosiła go jednak za to, bo nie byłoby to szczere. W końcu zrobiła to specjalnie.
— Jakiś czas temu. — Blondyn w końcu doczekał się odpowiedzi. — Jednak już spory kawał czasu nie. Ale nie martw się — poklepała go po plecach — ty też się jeszcze wyrobisz.
Dziewczyna tak samo skocznie jak do niego podeszła, odsunęła się z powrotem do swojego łóżka. Nie odrywała jednak wzroku od starszego, dokładnie go obserwując.
— To… jakieś plany na dziś? Czy w liście “do zrobienia” miałeś jedynie skaleczenie się na treningu? 

  Keith? 
──── 
[450 słów: Inez otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

środa, 7 maja 2025

Od Inez — „Kiedy? Gdzie? Jak?"

A więc historia Inez zaczyna się bardzo traumatycznie...
Ha! Mam was! Jeśli myśleliście, że tak zacznę tę opowieść to się grubo mylicie. Inez narodziła się jako pierwsze i ostatnie dziecko Manon i Joaquin Calva. A przynajmniej czysto teoretycznie, bo przecież matką Inez jest boginia Arcus. Młoda para nie mogła się jednak długo nacieszyć dzieckiem, gdyż obojga rodziców zmarło niedługo po jej urodzeniu. Dziewczyna do dzisiaj nie zna okoliczności. Ba! Nie wie nawet, że jej adopcyjna rodzina nie jest tą prawdziwą. Znaczy… nie wiedziała dopóki, dopóty nie skończyła dwunastu lat. Wtedy odkryła, że jej ojciec miał romans z boginią. W sensie nie ten ojciec, ale… nieważne, rozumiecie o co mi chodzi.
Jako, że rodziny dość często chcą adoptować małe dzieci, niedługo po skończeniu roku trafiła do dwójki, nieco starszego już małżeństwa. Alejandro i Olivia Velez zawsze marzyli o dziecku, ale niestety nigdy nie mogli mieć swojego, odkąd okazało się, że mężczyzna jest bezpłodny. Zaadoptowali więc małą francuzko-meksykankę. Na ich szczęście okazało się, że dziewczynka urodą wdała się w biologicznego ojca, a jako że Alejandro także był meksykaninem... cóż nic nie wskazywało na to, aby w najbliższym czasie wyszło na jaw, że dziewczyna jest adoptowana.
Przez pierwsze sześć lat swojego życia mieszkała w Hiszpanii, a więc naturalnie mówiła po hiszpańsku, jednak używała także niemieckiego, gdyż jej mama urodziła się w Szwajcarii. Rodzice chcieli nauczyć ją mówić także po angielsku, ale mała Inez nie wydawała się być tym zainteresowana. Gdy małżeństwo próbowało tylko powiedzieć do niej choć zdanie w tym języku, tupała zdenerwowana nóżkami i mówiła "Nie! Przestań! Przestań! Nie chcę tego słuchać!”.
Mimo to była bardzo pozytywnym i radosnym dzieckiem. Ciekawa świata, przez cały czas zadawała miliony pytań, a jej rodzice borykali się z odpowiedziami. "A po co to?”, “A dlaczego tak?" – skąd mieli to wiedzieć? Jednak nigdy nie tracili cierpliwości do swojego dziecka, zawsze spokojnie tłumacząc najlepiej jak mogli.
W tym domu było widać czystą miłość. Na każdym kroku okazywano ją gestami albo słowami. Przytulanie i całowanie w czoło było na porządku dziennym, a także ciche – lub głośne – “kocham cię”, nieważne czy to w domu, czy w miejscu publicznym. Nie wstydzili się miłości jaką darzyli swoje dziecko, a ono odwdzięczało się im tym samym. Rodzina jak ze snu, nieprawdaż? Tyle, że to nie był sen, to naprawdę było życie i Inez nie mogła trafić na lepszą rodzinę niż ta!
Kiedy zbliżały się jej ósme urodziny postanowili się przeprowadzić. Trzyosobowa rodzina jako swój dom wybrała San Francisco. Choć Velez miała w Hiszpanii sporo przyjaciół, nie buntowała się przeciwko temu. W końcu gdzie jej rodzina, tam i jej dom.
Miasto było piękne i dziewczynie naprawdę się podobało. Jako, że nie dość płynnie mówiła po angielsku, miała problem, by rozmawiać z ludźmi. Mimo to zyskała dużo przyjaciółek i przyjaciół, a dzięki temu zaczęła się chętniej uczyć języka! Mogłoby się wydawać, że jej życie będzie usłane różami: piękne, z wspaniałą rodziną i przyjaciółmi. Jednak jak to ktoś kiedyś powiedział "ludzie to suki".
Gdy skończyła jedenaście lat kilka nowych osób doszło do jej klasy, a także część przeniosła się do innych szkół. Wiecie jak to się skończyło? Zaczęto śmiać się z dziewczyny przez jej akcent i trudność w wysławianiu się. Pomimo znacznej poprawy w mówieniu, dzieciom nie podobało się, że pochodzi z Hiszpanii. Nie pomagało nawet, gdy broniła się, że przecież jej tata pochodzi stąd, a mama ze Szwajcarii, więc Inez nie jest Hiszpanką. Wręcz przeciwnie: to pogarszało – już i tak – słabą sytuację. Śmiano się z niej, że jest "mieszańcem".
Pamięta te czasy jak przez mgłę. Kiedy płakała całe noce w poduszkę albo w ramiona mamy. Gdy rodzice chcieli zgłosić to do dyrekcji, błagała ich, aby tego nie robili: "co sobie o mnie pomyślą?". Wtedy odwrócili się od niej przyjaciele, a ci, którzy z nią zostali, traktowali ją jak śmiecia. Jednak dziewczyna nigdy nie myślała o nich źle. Czuła, że to ona zawiodła, że to ona jest powodem wszystkich problemów. Po latach nie pamięta już tych zdarzeń zbyt dobrze. Właściwie to czasami ma wrażenie, że nic z tego się nie wydarzyło, choć cichy głos z tyłu głowy mówi jej wciąż, że wszystko może się powtórzyć. Dlatego, gdy okazało się, że jest córką bogini, a także spędzi większość swojego życia w obozie, postanowiła zmienić swój wygląd. Ścięła włosy, zrobiła kolczyki. Chciała się pokazać z kompletnie innej strony. Jak rodzice mogli się na to nie zgodzić, skoro to ich ukochana, jedyna córeczka?
Velez zawsze czuła się inna od rówieśników. Wiele rzeczy, które były dla nich proste, wydawały się jej skomplikowane. Jednakże działało to też w drugą stronę: to, co było trudne dla innych, nie sprawiało jej problemów. Oczywiście, wieść o tym, że jest półbogiem była szokująca dla niej i po prawdzie – dla jej rodziców również. Czasami dziewczyna chciała dopytać ojca, jak to się stało, że poznał Arcus, jednak mężczyzna zawsze ucinał temat, a ona grzecznie przestawała węszyć. Końcowo, po dziś dzień żyje w przekonaniu, że wcale nie jest adoptowana…

─── 
[811 słów: Inez otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Inez Velez

Occasionally he would very nearly swear

zdjecieInez VelezONA/JEJ — 15 LAT — PÓŁBOGINI — FRANCUZKA/MEKSYKANKA — 13 PD — 0 PU — 100 PZci.astko

CÓRKA ARCUS