— Co?
Mikołaj zamrugał kilka razy, próbując przetrawić entuzjastyczny monolog, usłyszany przed paroma sekundami. To nie tak, że go nie słuchał. Słuchał, nawet bardzo uważnie, ale pogubił się jakoś w połowie. Wyłapał coś o festiwalu, dwóch tygodniach… albo dniach? księdzu, starszych paniach, noclegach i… miłym księdzu?
— Pytałam, czy pojedziesz ze mną na festiwal do Minnesoty! — wyjaśniła na początku wolniej, jak do dziecka. Po chwili jednak wypowiedź rozmówcy Mikołaja wróciła do poprzedniego tempa. — Taki fajny, koniecznie musisz jechać! Będzie mega fajowsko!
— Jaki festiwal? — zapytał sceptycznie, nie chcąc za wcześnie pokazać, że propozycja go zainteresowała. — Do Minnesoty? Gdzie w ogóle jest Minnesota?
Zadając to pytanie, poczuł się jak ci Amerykanie, z których zawsze się śmiał, gdy nie wiedzieli, czym jest kontynent. Jego wiedza o Stanach Zjednoczonych była jednak ograniczona porównywalnie do wiedzy przeciętnego Amerykanina o Europie. Opierała się na wiedzy pozyskanej z Hamiltona, znajomości języka oraz trasie z Obozu na lotnisko, ewentualnie zahaczającej o jakieś sklepy spożywcze. Wiedział, że Minnesota jest jednym z pięćdziesięciu stanów, ale którym? To już była wiedza tajemna i odległa. I do tej pory wydawało mu się, że niezbyt potrzebna.
— Nie no, poważnie? — Sony wyglądała na zbitą z tropu. Nie na długo. Po chwili zaczęła kreślić rękami wielki, niewidzialny prostokąt. — To są Stany nie? — Mikołaj przytaknął. — My jesteśmy tu — wskazuje jeden punkt, gdzieś z boku. Mikołaj znowu przytakuje. — To Minnesota jest gdzieś tam. Znaczy w sumie to z twojej perspektywy tam — pokazała w jedną, a później drugą stronę, a uśmiech nadal nie schodził z jej twarzy. — No, w każdym razie, dwa dni stąd.
Im bardziej Mikołaj próbował skupić się na wyimaginowanej mapie, tym bardziej jego uwaga uciekała w stronę zielonych dredów rozmówcy. Widział Sony w obozie wiele razy (ciężko było nie zobaczyć), ale pierwszy raz rozmawiali. Pierwszy raz miał więc okazję przyglądnąć się jej fryzurze z bliska i skłamałby, mówiąc, że mu się nie podoba. Dopiero po chwili zorientował się, że zawiłe tłumaczenie dobiegło końca. Wyniósł z niego tyle, że Minnesota jest daleko.
— To co? — został wyrwany z zamyślenia. — Jedziemy?
Entuzjazm Sony sprawiał, że Mikołaj nie mógł odmówić. Zresztą, nawet nie chciał odmawiać. Nie miał zielonego pojęcia, na co się zgadza, ale miał dość bezczynnego siedzenia w obozie. Mimo wakacji, nie działo się tu nic szczególnego i chłopak miał tego serdecznie dość. Miał ochotę bez większego zawahania przystać na propozycję dzieciaka Apollo (co było, tak przy okazji, jedyną rzeczą, którą wiedział o potencjalnym towarzyszu podróży), ale coś go powstrzymywało.
— Jak planujemy się tam dostać? — zapytał wyraźnie zainteresowany. Całkowicie umknęła mu już wzmianka o miłym księdzu, która wcześniej tak go zaciekawiła. — Mega fajne włosy — dodał po chwili czekający na wypowiedzenie od kilku miesięcy komplement.
— Dzięki. Mówiłam, że mam zaprzyjaźnionego księdza-prawie-taksówkarza. Znaczy w sumie to nie, ale w sumie to tak — zaczęła dokładniej tłumaczyć swój plan, nie ukrywając podekscytowania. — No a jak nie, to zawsze są pociągi, autobusy, jakieś statki, balony, rakiety, no, mamy dużo opcji! Mam wszystko zaplanowane! Mniej więcej.
— No dobra — zastanowił się chwilę. — A dlaczego powinienem się zgodzić? — zapytał, odwlekając decyzję, aby mieć czas na znalezienie minusów wyprawy. Na razie nie znalazł żadnych.
— A dlaczego miałbyś się nie zgodzić?
— My tak w ogóle możemy tak po prostu stąd pójść i pojechać?
— A dlaczego nie? — Sony wyglądała na zdziwioną pytaniem.
— Nie wiem, nie musimy tu być i hm, trenować? Mamy jakieś obowiązki i w ogóle… — wyraził na głos swoje wątpliwości, ale widział, że Sony najwyraźniej się nimi nie przejmuje.
— Wolisz przeżyć przygodę, zwiedzić Stany i posłuchać fajnej muzyki, czy gnić w tej dziurze całe lato? — zapytała raczej retorycznie.
— Nie będziemy mieć kłopotów?
— Tym będziemy się martwić za dwa tygodnie — uśmiechnęła się szeroko. — To co?
— Zgoda — już po sekundzie żałował wypowiedzianych słów. — Kiedy?
— Dzisiaj — Mikołaj zdziwił się na dźwięk tego słowa jeszcze bardziej niż po usłyszeniu wcześniejszej propozycji. — O… drugiej? Czekaj za stajniami. Albo ja poczekam. No, wiesz, o co chodzi.
— A która jest?
Sony w odpowiedzi przepraszająco pokazała mu rozładowany telefon i odwróciła się w stronę domku numer siedem. Zanim Mikołaj zdążył zrobić to samo, dodała jeszcze:
— Tylko przyjdź! I nikomu nie mów.
— Jasne — odparł i poszedł spakować najważniejsze rzeczy (czytaj: telefon, słuchawki, powerbanka i ładowarkę). Gdy dotarł do domku, zorientował się, że nawet nie wie, jak jego nowy znajomy ma na imię. Nie wierzył, że się na to zgodził.
────
[703 słowa: Mikołaj otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]