niedziela, 4 października 2026

Od Atlasa — drabble „Sen”

— To tylko sen. Wróć do łóżka — Camara powiedziała to z wyraźnym ponagleniem w głosie, ale zamiast faktycznie odesłać go do pokoju, postawiła przed nim kubek parującej herbaty.
Nie umiał jej sensownie wyjaśnić, że miał złe przeczucia. O tym, kim jest potwór, Atlas miał dowiedzieć się dopiero za kilka lat, w Obozie Jupiter. To był sen, powtarzali mu pracownicy opieki społecznej, znajdując go w kuchni przy zapalonym świetle, byle jak najdalej od łóżka. To tylko sen, przypominał sobie, leżąc zlany potem w ciemności pokoju. To tylko sen, ale kły tych potworów wydawały się prawdziwe i Atlas czuł, że są coraz bliżej.


────
[100 słów: Atlas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Kuźmy — drabble „Sen”

Wpatrywała się w abstrakcyjne kształty, które jej mózg desperacko próbował zinterpretować, przekształcić w coś materialnego i znanego. W mroku dostrzegała twarze, wpatrujące się w nią ślepia, rozmazane sylwetki. Wystarczyło mrugnąć, żeby zniknęły, zastąpione przez kolejny, makabrycznie wykrzywiony fantom.
Wsłuchiwała się w ciche oddechy, sporadyczne chrapanie, niewyraźnie wypowiadane, pojedyncze słowa. W przygłuszony szum deszczu za oknem baraku, skrzypienie łóżek i kroki nieproszonego gościa, który drapał dach pazurami, przebiegając go na wskroś.
Zwróciła twarz ku ścianie, policzek ułożyła na poduszce, która była wygodna tylko rano, gdy jedynym logicznym ruchem było zamknięcie oczu i odpłynięcie w sen, który nie chciał nadejść w nocy.


────
[100 słów: Kuźma otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Arnar — drabble „Sen”

Arnar nie mogło wyzbyć się nawyku podbierania drobiazgów spotykanym na ulicy turystom. W kieszeniach mieli znacznie bardziej oryginalny asortyment niż amerykańskie centy i papierki po batonach z lokalnych sklepów. Lubiło przyglądać się listom zakupów w językach, których nie rozpoznawało lub bawić się monetami o nieznanych mu wcześniej kształtach i grawerach.
Wieczorem rozkładało swoje zdobycze na stoliku kawowym, wyrzucało niepotrzebne, a te ciekawe odkładało w jedno ze strategicznych miejsc w mieszkaniu.
– Lucien! – zawołało podekscytowane i pokazało chłopakowi niewielką, brązową monetę. – Sen!
– Sen?
– Używane tylko w Malezji!
– Czy ty znowu okradałoś losowych ludzi? – spytał zmęczony Lucien, kompletnie niezainteresowany ściskanym przez Arnar pieniążkiem.


────
[100 słów: Arnar otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Niketasa — drabble „Sen”

Policzył obozowiczów zabranych na skraju pola treningowego. Pomimo świadomości, że wynik nie zgadzał się z oczekiwaniami, nie przeliczył ich ponownie. Ufał sobie bezgranicznie, nie dopuszczając do siebie świadomości, że mógłby pomylić się w jakiejkolwiek sprawie związanej z liczbami.
Nie dziwił się dziecku, które postanowiło opuścić trening, dlatego gdy Ulfert zaoferował, że pójdzie poszukać nieobecnej siostry, Niketas uciszył go machnięciem ręki.
Po leniwym przemierzeniu Obozu i równie leniwym udawaniu przejętego swoimi poszukiwaniami, znalazł uciekinierkę w jedenastce, gdzie postanowiła uciąć sobie popołudniową drzemkę. Niketas bez skrupułów szarpnął jej ramię.
– Wstawaj! – krzyknął, choć już odrzuciła koc i drżącymi dłońmi wiązała buty. – Życie mija!


────
[100 słów: Niketas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Edel — drabble „Sen”

Lata temu tata Edel ustanowił całkowity zakaz korzystania z telefonów, telewizora i nawet książek, gdy przychodził czas wspólnego posiłku. Miała być to magiczna metoda wychowawcza, którą odnalazł w poradnikach dla początkujących rodziców. Celem było zmuszenie rodziny do rozmowy, bo alternatywą było ciche wpatrywanie się w talerz (co według Edel skutecznie zniechęcało do odzywania się, jeśli chciało się zjeść coś ciepłego).
Z biegiem czasu, kiedy dzieci dorosły, a rodzice przestali mieć nad nimi władzę absolutną, z tamtego zakazu pozostały marne resztki – nijaka tradycja opowiadania sobie swoich snów podczas wspólnego picia kawy, bo zawsze przy śniadaniu nie znajdowali innych tematów do poruszenia.


────
[100 słów: Edel otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Kala — drabble „Sen”

Śniło mu się, że potrafił latać.
Śniło mu się, że nie musiał myśleć.
Śniło mu się, że mylił ból z przyjemnością.

Gdy się obudził, jego ciało było ciężkie, a głowa pełna gęstego puchu. Włosy kleiły się do karku, plątały pod dotykiem spoconych palców. Pościel była zbyt szorstka, prześwitujące przez zasłony światło zbyt ostre, dźwięki dobiegające zza okna zbyt głośne.
Zamknął oczy, uciekając przed jasnością słońca. Na płótnie zamkniętych powiek rozlały się obrazy ze snu, kolorowe plamy tworzące spójną całość.
Przetarł twarz, zmywając z niej resztki senności, a wspomnienia nocy, sekundę temu tak wyraźne i harmonijne, rozpłynęły się, rozproszone światłem dnia.


────
[100 słów: Kal otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Dahlii — drabble „Sen”

W dzieciństwie

Balansowała na dużej beli siana, obserwując z góry Joela oraz krowę.
Wiedziała już, co się święci. Zwierzę nie miało sił wstać, nic nie jadło, a oczy szkliły się mlecznie. Nie reagowało na nic. Przymknęło powieki i wywaliło jęzor na zewnątrz.
Do stodoły nagle wszedł, a może raczej wturlał się w za dużych kaloszkach, młodszy brat. Podreptał do głowy krowy i głaskał łeb.
— Ale mocno śpi! — zachwycał się Arturo.
Zanim Joel zdążył się odezwać, Dahlia wypaliła z lekceważeniem:
— Snem wiecznym, głupku! Nie widzisz? Zdechła.
Pięciolatek kręcił przecząco głową, a usta mu drżały. Odsunął się i wybiegł ze stodoły z głośnym płaczem.


────
[100 słów: Dahlia otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]