LATO, ROK TEMU
„Gdzie jest Kailey?” było takim prostym pytaniem, a jednak, gdyby Arisu nie wypowiedziała go na głos, pewnie by na to nie wpadł. Pytanie „gdzie jest Kailey?” oznaczało, że Kailey nie znajdowała się w pobliżu, a przecież cały czas była obok, o, tam, stała w parze z dziewczynką o imieniu Jessica, po tym, jak Atlas musiał na samym początku wytłumaczyć jej, że nie może trenować w trójkę z siostrami, bo jest to fizycznie niemożliwe w ich treningu. Pilnowanie ich należało przecież do ich podstawowych obowiązków, jak mieli do cholery w trzy minuty zgubić całego człowieka, metr dwadzieścia wzrostu, któremu jadaczka się nie zamykała, więc chodził jak mały alarm? W tej samej sekundzie stanęło mu serce. Myśli nie nadążały za kipiącą adrenaliną. Od razu spojrzał w tę stronę, gdzie jeszcze trzy minuty temu stała Kailey trenująca z Jessicą, ale Jessica była tam sama, wiercąc się w miejscu i próbując wykopać w ziemi dziurę drewnianym mieczykiem. Nie było Kailey. W panice przeanalizował kolejną parę. Nie było Kailey. W oddali nie widział Kailey. Obrócił się wokół własnej osi w miejscu, lustrując wzrokiem każdy centymetr Pól Marsowych, ale nigdzie. Nie. Było. Kailey.
Arisu mogła wysnuwać o Atlasie różne rzeczy; na przykład to, że jest skończonym leniem, nierobem, darmozjadem, dziadem i wrzodem (wszystkie te odpowiedzi były prawidłowe), ale jeśli chodziło o zadanie, które lubił wykonywać, to potrafił całkiem nieźle się przygotować. Szermierka nie wymagała od niego użycia mózgu. Praca z dziećmi? Sam był na podobnym poziomie intelektualnym, może tylko trochę większy i w teorii bardziej doświadczony. Nie była to jego pierwsza taka robota w Obozie Jupiter, Cherry zdarzało się mu powierzać dzieciaki pod trening, chociaż z całą pewnością nie w takiej liczbie i nie w towarzystwie Arisu. Jedyne, co musiał zrobić, to przeczytać (i zapamiętać) kilka dostarczonych mu formularzy, a kiedy Arisu tłumaczyła dzieciom, jak poprawnie ułożyć stopy do trzymania miecza, przełożyć teorię na praktykę, to znaczy: okropnie mu się nudziło, a nie miał zamiaru tego słuchać, więc przyglądał się dzieciom.
Na przykład z trojaczków od Merkurego tylko Hailey miała diastemę. Bailey miała bliznę nad brwią. Kailey…
— Kailey ma pieprzyk nad wargą — powiedział niezbyt mądrze.
W tej samej sekundzie był w stanie zobaczyć, jak na twarzy Arisu wykwita załamanie nerwowe. Zaraz jednak dziewczyna się opanowała (względnie), najwyraźniej uznając, że Atlas jej w niczym nie pomoże i jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to Kailey zostanie zjedzona przez potwora za magiczną barierą, ALBO GORZEJ, Cherry ich zabije za tak gównianą robotę. Pochyliła się lekko nad pozostałą dwójką z trojaczków Merkurego i zapytała:
— Wiecie, gdzie jest wasza siostra?
Hailey wskazała palcem w stronę wydrążonej przez Jessicę dziury w ziemi.
— Tam była — powiedziała.
Nie, nie mogli spanikować. Ostatnie, czego im brakowało, to żeby razem z nimi spanikowała cała gromada dzieci. Jeśli jeszcze któreś dziecko zaczęłoby płakać, to Atlas chyba zacząłby krzyczeć w powietrze. Sam poprosiłby Arisu, żeby go zabiła.
Ukucnął przed Jessicą.
— Jessica, widziałaś gdzieś Kailey?
Dziewczynkę bardziej interesowała wykopana wcześniej dziura w ziemi. Usilnie rozgrzebywała ją dalej swoim butem, wszystko, żeby nie spojrzeć Atlasowi w oczy. Ewidentnie była z tych nieśmiałych dzieci, takich, które wstydziły się przed dużym, niebieskowłosym panem. Gdyby Atlas nie dobrał jej Kailey do pary, prawdopodobnie nawet nie znalazłaby sobie koleżanki.
— Poszła gdzieś — wyszeptała do grudki ziemi.
Atlas próbował nie podnieść głosu, żeby pośpieszyć ją w odpowiadaniu.
— Gdzie?
— Tam. — Nieśmiało pokazała w stronę Obozu Jupiter.
Atlas nie wiedział, czy mu ulżyło, czy spanikował jeszcze bardziej. Jeśli poszła w stronę Obozu Jupiter, znaczyło to, że nie skierowała się ani w stronę wzgórz, gdzie jakiś potwór zjadłby ją za barierą, ani w stronę Małego Tybru, więc raczej nie znajdą jej w rzece. Ale skoro poszła do Obozu Jupiter, to musiała wmieszać się w tłum ludzi, a jeśli ktoś by ją znalazł bez opieki, to dostaną podwójny opieprz. Z dwojga złego Atlas wolałby, żeby nic jej nie zjadło, ale jeśli to miało zatuszować sprawę, to–…
Arisu pociągnęła go w górę za koszulkę. Nie miała w sobie ani krztyny delikatności; to znaczy, nigdy wobec niego jej nie miała, ale jeśli Atlas wcześniej myślał, że się hamowała, to teraz zdecydowanie tego nie zrobiła. Poczuł, jak jej paznokcie wbiły się w jego ciało, kiedy szarpnęła go w bok.
— Pójdę jej szukać — syknęła do niego, na tyle cicho, żeby reszta dzieci jej nie usłyszała. Tym razem nie popełniła tego samego błędu i, chociaż mówiła do Atlasa, ani na chwilę nie oderwała wzroku od pilnowanej grupki. — Ty z nimi zostaniesz. Przysięgam, jeśli pod moją nieobecność coś im się stanie albo kolejne zniknie, to osobiście…
— Zwariowałaś? — przerwał jej. Nagle zirytowało go to, że Arisu chciała załatwić ten problem sama, chociaż oboje mieli przejebane. Dlaczego, bo uważała, że zrobi to lepiej? — Z naszej dwójki to ja jestem synem Merkurego. Bóg podróżnych, kojarzysz? Znajdę ją!
— Widziałam już twoje umiejętności orientacji w terenie w walentyn–… — ugryzła się w język — …w trakcie misji, kiedy miałeś znaleźć pole golfowe.
— To nie to samo — obronił się.
— Nie mamy na to czasu! — warknęła. — Nie mam gwarancji, że nawet nie uciekniesz!
To uraziło go do żywego, chociaż wiedział, że Arisu na palcach mogła policzyć sytuacje, w których pokazał jej, że można mu ufać. Przecież nie zostawiłby jej samej z bandą rozwrzeszczanych dzieciaków… nie, nie chodziło nawet o nią. Nie chciałby, żeby któremuś z dzieciaków pod jego opieką coś się stało.
Brak odpowiedzi z jego strony spowodował, że Arisu mogła się przez chwilę zastanowić. Przetarła czoło, jakby to miało pomóc jej się namyśleć, fuknęła dosyć wokalnie i tradycyjnie spiorunowała go wzrokiem. Z emocji nawet machnęła ręką, prawie uderzając tym samym Atlasa.
— Pójdziemy wszyscy — wysyczała.
Nie przyjmowała odmowy. Wróciła pomiędzy dzieciaki. Atlas ruszył za nią jak jej cień, nie wiedząc, czy powinien zacząć się śmiać, czy raczej zacząć płakać.
— Co to w ogóle znaczy? — zapytał ją naglącym szeptem. — Przypniesz im wszystkim smycz i wejdziesz tak o, między ludzi?
— Gdybym miała smycz, to bym cię nią udusiła, farbowany kretynie — warknęła.
Błagam, chciał powiedzieć Atlas. Błagam, skończ już moje męki na tej ziemi.
— Zmiana planów — obwieściła Arisu do gromadki dzieci. Próbowała zachować spokój, ale stojący obok Atlas wyczuwał napięcie w jej głosie. — Pójdziemy…
— Pójdziemy wszyscy na wycieczkę! — przerwał jej Atlas, zdecydowanie bardziej entuzjastycznie, chociaż po karku spływał mu pot i letnie słońce nie miało z tym nic wspólnego. — Na wycieczkę do Obozu Jupiter. Zobaczycie, jak wygląda trening legionistów, na własne oczy!
Podopieczni podekscytowali się. Jeden z dzieciaków zaczął podskakiwać w miejscu. Wymieniali się ze sobą wesołymi piskami.
— A co z Kailey? — zapytała Bailey.
— Musimy na nią poczekać! — przejęła się Hailey, marszcząc brwi zmartwiona.
— Kailey… Kailey już na nas tam czeka — wymyślił Atlas.
— To nie fair — jęknęła Bailey. — Czemu Kailey mogła iść wcześniej, a my nie?
Atlas pomyślałby raczej: czemu Kailey nie mogła być taka grzeczna jak inne dzieci, ale na szczęście nie musiał się w tej kwestii odzywać, bo Arisu zaczęła zaganiać wszystkich w formację.
— Ustawcie się wszyscy gęsiego — zakomenderowała. — Parami. Trzymajcie się za ręce, żeby się nie zgubić. Nie odchodźcie od nas! Ja będę szła z przodu, Atlas za wami — mówiąc to, posłała chłopakowi uciszające spojrzenie, póki jeszcze nie zdążył zacząć narzekać, że może to on chciał iść z przodu. — Miecze zostawcie tutaj. Wrócimy do nich jak najszybciej.
Jak najszybciej, żeby nikt się nie zorientował. Na nieszczęście Atlasa, ostatnią parą okazał się buzujący emocjami Zebulon i Kalel. Zebulon tak się wiercił, że prawie wyrywał drugiemu chłopakowi rękę ze stawów, ale kolega znosił to dzielnie.
— A będziemy mogli tam też potrenować? — zaczął serię pytań Zebulon, odwracając się do stojącego za nim Atlasa. — Będziemy mogli bić się prawdziwymi mieczami? Będziemy?! A możemy założyć prawdziwą zbroję? A czy pretor pokaże nam, jak się walczy? A czy ktoś z legionistów potrafi strzelać laserami z oczu?
Atlas miał nadzieję, że Arisu wie, jak sprawić, żeby ta jej formacja gęsiego stała się niewidzialna.
────
[1271 słów: Atlas otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia]