LATO
Chait uśmiechnął się tylko na tę teorię Apollodorosa. Nie był pewny, czy całkiem się z nią zgadza, ale nie zamierzał też się z nią kłócić. Nie wydawało mu się, by faktycznie konkretnie wtedy się spotkali. W każdym razie tak, by rozmawiać, zamienić więcej niż kilka słów. Miał wrażenie, że wtedy lepiej by go pamiętał, ale też przecież nie mógł być tego pewny.
Był tylko pewny, że kojarzył jego imię z obozu. Było to bardzo mało informacji, a jeśli faktycznie spędził tam tylko krótki moment, to równie dobrze ktoś inny mógł o nim mówić.
Chait miał wrażenie, że zaczyna to analizować trochę za bardzo. Jakby było to faktycznie coś bardzo istotnego.
– A poza tym, długo byłeś w obozie? – zapytał Apollodoros, kiedy w końcu podnieśli się z miejsc i powoli ruszyli ku zejściu. No tak, jakimś cudem do tej pory uniknął bardziej szczegółowej rozmowy na temat samego obozu.
Chait zastanowił się chwilę, odchylając głowę do tyłu i przez moment obserwując niebo. Dopiero zaczynało się ściemniać, a słońce dalej raziło w oczy. Wspomnienia z obozu wracały tylko przy takich rozmowach, a naprawdę starał się ich unikać. Nie był pewny, czy w ogóle jest o czym mówić.
– Kilka lat? – odpowiedział, chociaż brzmiało to bardziej jak pytanie. – Ale często spędzałem tam więcej, niż tylko wakacje, więc trochę mi się to wszystko rozmywa. Nie wiem, czy gorsze było mieszkanie w mieście, czy z innymi dzieciakami. – Uśmiechnął się tylko trochę zbyt kwaśno.
I zaraz skarcił się za to w myślach. Poczuł się jak idiota (był idiotą), kiedy Apollodoros spojrzał na niego z zainteresowaniem.
– Nie, żeby to było coś poważnego – wytłumaczył szybko. – Obóz miał ten plus, że nie trzeba było martwić się o szukanie mieszkania. Tutaj coś próbuje nas zeżreć i jeszcze musimy za to płacić, tam przynajmniej byliśmy tylko tanią siłą roboczą.
Chciał, żeby zabrzmiało to jak żart, ale żaden z nich nie wydawał się przekonany. Miał wrażenie, że Apollodoros wygląda na zmartwionego. Zestresowało go to nieco bardziej, niż powinno.
Przystanęli przy zejściu do metra, obok barierek. Chait szybko odwrócił wzrok, gdzieś w stronę ulicy opanowanej przez morderczą agentkę nieruchomości. Z tyłu głowy pojawiły się wątpliwości, które do tej pory starał się ignorować, skupiając się na rozmowie ze znajomym.
Czy dobrze zrobili, tak zwyczajnie uciekając? Tak długo, jak potwór pozostawał żywy, tak długo stanowił zagrożenie dla innych półbogów. Czysto statystycznie niewielu półbogów dożywało pełnoletności i ogólnie wieku, w którym mieliby mierzyć się z poszukiwaniem własnego mieszkania. Z drugiej strony, Chait zdążył przecież poznać wielu mniej i bardziej dorosłych, którzy te statystyki psuli. Jeszcze z trzeciej strony, w pewnym momencie w sidła potwora mógł trafić jakiś dzieciak, wepchnięty w szpony niebezpieczeństwa przez własnego, nieświadomego niczego rodzica. Skończy się tragedią, w której ktoś straci kogoś bliskiego. Ile takich historii poznał w Obozie Herosów? Ile ich słyszał, kiedy odwiedzał Obóz Jupiter?
Zaczął nerwowo stukać palcami o metalową barierkę. Czy to była jednorazowa sytuacja? Czy jakaś przemyślana taktyka?
Może powinien pomóc Apollodorosowi dostać się w bezpieczne miejsce, a potem samemu wrócić? Nie zamierzał narażać znajomego, nie miał do tego prawa. Ich rozmowa o Obozie Herosów, pochodzeniu i przeszłości nagle wydała się bardzo mało znacząca. Chait i tak już wcześniej powinien się domyślić, kim jest Apollodoros, czy to ze względu na specyficzne imię, które już przecież skądś kojarzył, czy ze względu na jakieś inne oczywiste wskazówki, które jakimś cudem przegapił.
Byłby o to na siebie zły, gdyby nie miał do tego innego, dużo ważniejszego powodu.
– Coś się stało?
Wrócił wzrokiem do Apollodorosa, znowu zmuszając się do uśmiechu. Pokręcił delikatnie głową.
– Nie, nie. Wszystko okej.
Nie mógł nic z tym zrobić, przynajmniej teraz. Musiał poczekać, aż się rozdzielą. Zaczął już analizować, czy będzie w stanie dostać się tam tęczą, czy potwór dalej tam będzie, czy po tak długim ignorowaniu treningów będzie w ogóle w stanie cokolwiek z tym zrobić.
Jeśli tam zginie, to nikomu nie pomoże.
Zaczął wybijać rytm jeszcze szybciej, skacząc wzrokiem między Apollodorosem a tym bliżej nieokreślonym punktem.
– Ale wiesz – dodał bardzo szybko, nim jego milczenie mogło wydać się niepokojące. – Tułam się po pokojach i mieszkaniach do wynajęcia od lat, ale na coś takiego jeszcze nigdy nie trafiłem. Może powinniśmy bardziej uważać. Chyba było kilka bardziej sprawdzonych agencji na liście?
Jego wzrok znowu uciekł w stronę tamtej ulicy. Tylko na chwilę.
────
[700 słów: Chait otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]