LATO
Aye nie miał żadnego pomysłu. W mieszkaniu Chaita panował taki spokój, że nawet chciał zaproponować, żeby tutaj zostali, ale byłoby to co najmniej dziwne (tak uważał), więc końcowo wzruszył ramionami. Chait też nie miał pomysłu, co mogą robić, a szczególnie po tych wszystkich sytuacjach.
— Możemy się przejść i może coś po drodze znajdziemy — zaproponował coś w końcu, widząc, ze Aye nie ma żadnego pomysłu i pomału zaczyna czuć się coraz bardziej niezręcznie.
Kiwnął głową w odpowiedzi.
— Mam nadzieję, że nie trafimy na twoich współpracowników.
Chait się trochę zawstydził. Nie chciał znów iść w miejsca, gdzie kiedyś pracował, ale po słowach Aye czuł, że musi uważać jeszcze bardziej, niż zamierzał. Jeśli znowu trafiliby na kogoś pokroju Karoliny albo Jessicy, to mogliby zerwać kontakt. I inicjatorem pewnie byłby Aye.
— Nie musisz się o to martwić — zapewnił, chociaż sam nie był tego taki pewien. Może zaczyna mieć coraz większe paranoje? — Pójdziemy w spokojniejszą okolicę.
Jak powiedział, tak też zrobił, prowadząc Aye jakimiś alejkami i ulicami, którymi nie chodziło zbyt dużo ludzi. Jak na sam Nowy Jork było tutaj w miarę czysto, chociaż ze dwa razy przed nogami przebiegł im szczur. Też muszą sobie jakoś radzić w miastach, prawda?
Dziwnie zaczęło się robić, kiedy szczurów zaczęło pojawiać się coraz więcej. Najpierw dwa, potem już sześć, następnie dziesięć… ich liczba stale rosła. Aye starał się zachować trzeźwość umysłu i nie panikować, bo nie był typem osoby, która najpierw panikowała, a dopiero później myślała. Chait za to zaczął zwalniać kroku.
— Może tutaj mieszkają — powiedział Aye, zanim Chait zdążył otworzyć usta. — Szczury to bardzo stadne zwierzęta.
Był to oczywiście niepodważalny fakt, o którym Chait już wiedział. Przeszkadzała mu natomiast ich liczba. Zazwyczaj widział jednego, może dwa szczury. Nie zdarzyło mu się nigdy wcześniej widzieć aż tylu na raz.
— Okej. — Pokiwał głową, starając się zgodzić z Aye. — Może masz rację.
Szli dalej, a szczurów przed ich nogami pojawiało się coraz więcej. Aye zmarszczyło brwi. W końcu wydało mu się to zbyt dziwne.
— Coś nie gra — mruknął do siebie i odszedł do Chaita. Chłopak od razu za nim pobiegł.
Aye skierował się w stronę kanalizacji w chodniku. Z zaciekawieniem kucnął przed nią tuż przy ścianie jednego budynku. Chait zrobił to samo.
— One stamtąd uciekają — stwierdził, kiedy Chait zaczął wciskać palce między kratki.
— Dlaczego? — zdziwił się. — Ktoś wrzucił tam trutkę?
Pokręcił głową. To byłoby zbyt łatwe. Już nie wspominając o tym, że trutka zabija zwierzęta, a nie je wygania z ich miejsca bytowania.
Aye podniósł kratkę jedną ręką. Zaskoczony Chait nie wiedział, czy powinien się odsunąć, więc pozostał w bezruchu. Dzieciak Hefajstosa zapomniał, że nie powinien chwalić się swoją siłą bez wcześniejszego uprzedzenia.
Nachylił się nad otworem, wielką, czarną dziurą i próbował zauważyć cokolwiek w ciemności. Przed twarzą wybiegł mu jeszcze jeden szczur i zaraz po nim, z tej przerażającej ciemności, wyłoniła się ręka, która chwyciła go za koszulkę. Został wciągnięty do środka.
Chwilę szamotał się i próbował wydostać z ucisku, aż nie poczuł pod nogami zimnej, brudnej wody. Postać — albo najprawdopodobniej potwór — który go tutaj wciągnął zniknął.
— Chait? — zawołał, unosząc głowę. Chłopak dalej wisiał nad otworem. Nie wiedział co ma zrobić. — Nic mi nie jest.
— Schodzę do ciebie! — krzyknął.
— Co? Nie… nie trzeba.
Było już jednak za późno. Chait rzucił się w przepaść. Przed upadkiem uratował go jakiś zalążek wyplutej z ust tęczy. Taka poduszka powietrzna.
Chait poprawił fryzurę, koszulkę i spodenki, które miał na sobie, po czym uśmiechnął się dumny z siebie do Aye.
— Wolałem, żebyś został na górze — przyznał Aye, krzywiąc się od razu. Nie mógł bez końca ukrywać charakterystycznego grymasu. — Byłoby mi łatwiej stąd wyjść.
— Nie martw się. Zaraz coś wymyślimy.
To słynne niemartwienie się Chaita zaczynało coraz bardziej brzmieć jak puste słowa. Szczególnie, kiedy mówiąc to, nerwowo pocierał dłoń o dłoń.
Aye wybrał milczenie. Za dużo już się dzisiaj odzywał. W tej sytuacji też wolał pozostać cicho, by stwór, który siedział w ściekach ich nie odnalazł.
— Co teraz? — zapytał Chait po chwili. Chyba zakładał, że plan wydostania się na powierzchnię omówią wspólnie.
— Chodźmy w tamtą stronę. — Aye wskazał ręką na jedną część tunelu. — Widzę tam światło.
Chait nic nie widział.
— Na pewno?
— Może widzę trochę więcej, niż ty. — Wzruszył ramionami. — Uważam, że to będzie najrozsądniejsze.
Chait nie chciał się kłócić (i nawet nie mógł), więc przystał na to i poszedł za Aye. Otaczająca ich ciemność była przerażająca. Na dodatek strasznie śmierdziało, bo broczyli nogami w brudnej wodzie, w której pewnie różne żyjątka zdążyły się rozłożyć lub były w trakcie rozkładu. Aye bardzo żałował, że miał na nogach sandały.
Chait? nie wiem co oni teraz zrobią szczerze
────
[743 słowa: Aye otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]