ZIMA, obecnie
W pierwszej chwili nie wiedziała co zrobić. Oriana jest pijana? Nie było nawet takiej możliwości, jako jedyna z ich trójki przez cały wieczór piła tylko napoje zero. Pijana mogła być tylko Kaya, ale co najwyżej mogłaby o sobie powiedzieć, że jest wstawiona.
Nie drgnęła nawet, bojąc się, że zepsuje wszystko nieodpowiednim ruchem albo słowem. Patrzyła przed siebie, na parkowe drzewa oświetlane przez światła latarni, ośnieżony trawnik oraz żwirową ścieżkę.
Oriana nie mogąc dłużej znieść tej niezręcznej ciszy podniosła się z ławki z zamiarem samotnego powrotu do domu. Kaya w tym momencie się ocknęła i momentalnie chwyciła dziewczyna za rękę. Palce Oriany prawie wyślizgnęły się z jej uścisku.
— Poczekaj — odezwała się w końcu.
Oriana nie odwróciła się, dalej stojąc plecami do Kai. Nawet nie próbowała jej za to winić. Rozumiała to zażenowanie.
Wzięła głębszy oddech. Sama nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Co zrobić w takiej sytuacji? Jak się zachować?
— Jesteś świadoma? — zapytała, co było niewyobrażalnie głupim pytaniem, patrząc na to, że Oriana nie była pijana i z całą pewnością wiedziała, co robi.
Kiedy nie usłyszała odpowiedzi, przegryzła wargę i uspokoiła szalejące myśli. Zawsze była chaotyczna i mówiła pierwsze, co jej ślina na język przyniesie, ale w tej sytuacji myślała nad słowami zdecydowanie zbyt długo. Nie chciała, żeby Oriana od niej uciekła.
— Chcesz przyjść do mnie? — zaproponowała w końcu. — Robi się zimno.
Oriana przystała na tę propozycję bez słowa. Kaya podniosła się z ławki i z delikatnym uśmiechem ruszyła w kierunku ulicy, na której mieszkała.
Mieszkanie Kai było doprawdy miniaturowe. Już na samym wejściu można było zetknąć się z kuchnią, tak, żeby za daleko przypadkiem nie chodzić, a drzwi do łazienki również były na wyciągnięcie ręki. Brakowało jeszcze wanny na środku korytarza i mieszkanie byłoby idealne do życia dla przeciętnej osoby po dwudziestce.
Bez pytania zrobiła im po herbacie i wróciła z gorącymi kubkami po niecałej chwili. Oriana siedziała na jej łóżku cała spięta, widocznie jakby wcale nie chciała tutaj być, ale wzięła od dziewczyny swój napój i kiwnęła głową, chcąc za to podziękować.
— Nie musisz mnie przepraszać — wypaliła Kaya zanim Oriana zdążyła cokolwiek powiedzieć.
Już po samej minie mogła stwierdzić, że w Orianie kotłuje się dużo emocji i na jej usta cisną się zupełnie niepotrzebne przeprosiny. Trochę już zdążyła ją poznać.
— To było niepotrzebne — odezwała się tak czy inaczej.
Kaya przegryzła wargę. Odstawiła kubek na mały stolik nocny.
— Było potrzebne.
Oriana zmarszczyła brwi i cicho odetchnęła.
— Zapomnij. — Pokręciła głową.
Kaya nie mogła już tego dłużej słuchać. Sam widok tak skołowanej i spinającej wszystkie mięśnie ciała Oriany ją bolał. Położyła jedną rękę na kolanie dziewczyny i zebrała w sobie całą pozostałą odwagę, którą musiała zużyć na wcześniejsze rozwiązanie sytuacji.
Oriana spięła się bardziej, jakby gotowa do ucieczki i powrotu do swojego domu, ale Kaya naprawdę mocno zacisnęła palce na jej kolanie. Jeśli pozwoliłaby jej wyjść, to miałaby pewność, że już więcej by nie zobaczyła półbogini, a na pamiątkę zatrzymałaby sobie co najwyżej papierek z wypowiedzeniem rzucony w biurze.
— Problem jest taki, że właśnie nie chcę zapomnieć. — Uśmiechnęła się delikatnie, trochę niezręcznie jak na siebie i przybliżyła twarz do twarzy dziewczyny.
Oriana zamrugała, ale nie ruszyła nawet na centymetr. Pozwoliła, aby ich wargi znowu się ze sobą zetknęły, tym razem z intencji Kai.
— Wszystko okej? — zapytała, odsunąwszy się od Oriany. Dłoń Kai dalej spoczywała na kolanie dziewczyny.
— Chce mi się spać — odpowiedziała trochę wymijająco. — Mogę się gdzieś położyć?
Kaya uszykowała Orianie miejsce do spania, chociaż sama nie miała za dużo przestrzeni w tak miniaturowym mieszkaniu. Użyczyła swojego różowego koca i nawet ubrań na przebranie, bo nie chciała, żeby dziewczyna nie miała możliwości założenia na siebie czystych ciuchów.
Następnego dnia kiedy chciała wstać i zrobić jej jakąś herbatę, zauważyła, że Oriany już nie było. Nie zostawiła po sobie żadnego bałaganu, koc odłożyła na miejsca, ubrania złożyła w kupkę. Sprawdzając telefon też nie zauważyła żadnej wiadomości, chociażby potwierdzających, że bezpiecznie wróciła do siebie. Trochę ją to zaniepokoiło. Zobaczyć się mogły dopiero za dwa dni.
— Hej — przywitała się, wchodząc do szatni.
Oriana nawet się nie odwróciła. Skończyła zapinać swoją roboczą koszulę i po prostu wyszła, zostawiając Kayę samą.
Nie odzywała się do niej całą zmianę. Ignorowała wszystkie słowa dziewczyny, jakby ta rzucała je w eter. Kaya z każdą kolejną godziną czuła się coraz gorzej, bo chciała tę sytuację przegadać, a nawet nie miała żadnej możliwości, by to zrobić.
— Możemy… porozmawiać? — zapytała, kiedy po skończonej pracy obie znalazły się w szatni. Oprócz nich nikogo więcej nie było, bo współpracownicy przebrali się i wyszli o wiele szybciej.
— Nie ma o czym. — Wzruszyła ramionami.
— Jeśli mam nazywać rzeczy po imieniu, to mnie pocałowałaś, a później ja ciebie pocałowałam, to myślałam, że może o tym pogadamy? — Podeszła trochę bliżej. Oriana od razu się odsunęła. — A jeśli nie chcesz rozmawiać, to może wyjdziemy jutro na kawę? Albo gdziekolwiek… po prostu chcę z tobą spędzić parę godzin.
— Jestem zajęta.
Oriana znów odpowiadała jej cholernie irytujący wymijający sposób. Kayę zaczynało to denerwować. Jak zazwyczaj miała w sobie całkiem sporo cierpliwości, tak teraz zaczynała mieć jej bardzo niewiele.
— Mam wrażenie, że mnie okłamujesz — jęknęła. — Unikasz mnie dzisiaj cały dzień. Wzięłaś pod uwagę, jak mogę się z tym czuć?
Kaya z każdym kolejnym słowem zbliżała się do Oriany coraz bardziej. Menagerka nawet nie miała dokąd uciec, bo w końcu spotkała się plecami ze ścianą.
— Odwzajemniłam to, więc dlaczego się tak zachowujesz? — Nachyliła się. Ich czoła się ze sobą zetknęły. — Jeśli tego nie chcesz, to mi powiedz. Przestanę.
Nie mogła oderwać wzroku od tych przenikliwie szarych oczu. Były hipnotyzujące. Zaraz tutaj oszaleje.
oriana what now?
────
[906 słów: Kaya otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]