ZIMA
Przymknąłem na chwilę oczy w celu uspokojenia szalejących myśli. Ivy na pewno nie mówił tego wszystkiego na poważnie. Może miał zły dzień? Może coś się stało? Muszę tak myśleć, bo przecież innego wytłumaczenia na to zachowanie nie ma!
Przetarłem wierzem dłoni twarz, ignorując czarne smugi rozmazanego tuszu do rzęs. Nie miało to teraz żadnego znaczenia. Nie odtrącił mnie, więc podobam mu się nawet w takim wydaniu. To się liczy. Prawdziwy mężczyzna. Jeszcze nigdy takiego nie poznałem. Zawsze każdy najpierw myślał o sobie, a dopiero później o mnie. Życzyłem im najgorszego. Może dalej życzę; ale o Ivy nigdy nie powiem złego słowa. Kiedy na niego patrzę czuję spokój w sercu. Szalejące myśli nie są tak męczące. Jego obecność naprawdę mi pomaga! Nie chcę z niego rezygnować, ale nie wiem jak to mu wytłumaczyć.
— Czy… — przełknąłem ślinę, z trudem zbierając się do wypowiedzenia bardzo ważnych dla mnie słów — jeśli przestanę być twoim pacjentem, to będę mógł się z tobą spotykać?
Bałem się, że zabrzmiałem żałośnie i desperacko. Ale taka była prawda — desperacko chciałem zatrzymać go przy sobie. Gdybym mógł, to rozkazałbym mu zostać, lecz nie miałem takich umiejętności.
Ivy ciężko wypuścił powietrze z ust. Spojrzał na mnie i poczekał aż się podniosę z ziemi. Nie powiedział niczego nietaktownego, ale cisza z jego strony też mnie raniła.
Ivy, powiedz, co robię nie tak, a się zmienie.
— Musisz dać mi czasu — powiedział spokojnie.
Poczułem, jak coś przewraca mi się w żołądku. Może w całości był to ten narząd, a może był to dzisiejszy obiad. Nie potrafiłem stwierdzić. Zaraz potem pojawił się nieznośny ucisk głowy. Miałem ochotę znów się rozpłakać. Pierwsza łza spłynęła po moim policzku. Roztarłem ją palcem wskazującym.
— Chcę, żebyś wiedział, że jesteś dla mnie wszystkim!
Nie odpowiedział. Mam jednak nadzieję, że zrozumiał i zaczął mnie zauważać. Ja pewnie rzuciłbym się za nim w ogień. Naprawdę. Poświęciłbym wszystko!
Wyszedłem z gabinetu. Oczy strasznie piekły mnie od płaczu i makijażu, który rozmywając się, wpływał mi pod powieki. Wolałem jednak ten rodzaj bólu, niż bycie odrzuconym przez mojego ukochanego Ivy.
WIOSNA
Zniknąłem na cały miesiąc (a może na dwa?). Przez cały ten czas krzątałem się po różnych barach i podrywałem przystojnych mężczyzn. Niestety każdy z nich był takim samym dupkiem, łasnych na ładnych chłopców. Od siebie mieli niewiele do zaoferowania. Nawet to, co mieli w gaciach, było warte tylko śmiechu.
Nikt po prostu nie dorównywał Ivy, bo nikt nim nie był. Nikt go nigdy nie zastąpi. Nikt nie okaże mi tyłem wsparcia, co on.
Nie wypisywałem do niego, żeby to było jasne. Starałem się powstrzymywać, chociaż było to trudne. Za każdym razem, kiedy miałem telefon w dłoniach, to odruchowo wchodziłem w naszą konwersację. Rozmawiając z kimś na tinderze też co chwilę włączałem aplikacje smsów. Nie potrafiłem bez niego żyć.
W końcu nie wytrzymałem. Napisałem do niego. Chciałem zwykłego, nie zobowiązującego spotkania. Minęło dużo czasu. Zima zdążyła się skończyć, a na jej miejsce wkradła się wiosna. Wiosna przecież jest taką piękną porą roku — to właśnie wtedy przytrafiają się ludziom najpiękniejsze rzeczy.
Ivy nie odpisywał przez dwa dni, aż do pewnego wieczora, kiedy leżałem w wannie i myłem włosy. Usłyszałem powiadomienie. Poderwałem się, rozchlapując dookoła wodę i złapałem do mokrych rąk telefon z szafki.
Ivy. To on. To naprawdę on!
Moja dłon zadrgała. Chciałem zadzwonić. Chciałem usłyszeć jego głos.
— Możemy się spotkać pod pewnym warunkiem — przeczytałem.
Serce tłukło się w mojej klatce piersiowej. On NAPRAWDĘ chce mnie zobaczyć.
— Zgodzę się na wszystko — odpisałem.
Nieważne, co to będzie, nie wytrzymam ani jednego dnia dłużej bez niego.
— Nie dotykaj mnie.
Spochmurniałem. Dlaczego postawił akurat taki warunek? Czy ja naprawdę przekroczyłem jego przestrzeń osobistą? Aż tak, żeby zabraniał mi dotyku?
— Czy to znaczy, że nie mogę cię nawet przytulić?
Przegryzłem wargę, błagając w myślach, żeby pozwolił mi chociaż na to.
— Nie.
Piana z włosów spłynęła mi na czoło. Zabronił mi podstawowej czynności. Przytulania.
— Na pewno? — dopytałem jeszcze, ale tego wieczora mi już nie odpisał.
Pogodziłem się z tym (trochę nie, ale musiałem sobie wmawiać, że tak). Musiałem uszanować to, o co prosił, żeby zatrzymać go przy sobie. Bez tego znowu go stracę. Znów zniknie mi z oczu.
Spotkanie ustaliliśmy później. Musiałem przystać na jego propozycję spotkania się w kawiarni. Lubiłem kawiarnie i dobre kawy, więc nie miałem z tym żadnego problemu. Może właśnie zostałem zaproszony na randkę?
Szykowałem się cały wieczór. Żaden outfit mnie do końca nie zadowalał — a to brakowało mi koloru, a to kolory całkiem się ze sobą gryzły, a to nie mogłem znaleźć pasującej biżuterii. Poświęciłem na to równo pięć godzin. Dopiero przed samym wyjściem poczułem, że jestem gotowy.
Stanąłem przed lustrem i ostatni raz poprawiłem układane na lakier włosy. Odetchnąłem i z wielką nadzieją na poprawę naszej relacji, wyszedłem z domu. Obym mu się spodobał. Makijaż dostosowałem dla niego. Tylko dla niego. Biżuterię, która miałem na sobie zakładałem tylko na szczęście. Moim największym talizmanem jednak był naszyjnik po mamie. Oby przyniósł dużo szczęścia.
Ivy?
────
[806 słów: Dante otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]