LATO
Czyli nie mieliśmy żadnego konkretnego planu. Nie było to, oczywiście, żadną nowością w naszym przypadku, że nie omówiliśmy dalszego przebiegu wydarzeń i w tamtej chwili pozostało nam czekać na ich rozwój, na który zbytnio nie będziemy wpływać. Było to jak wieczne płynięcie pod prąd z nadzieją, że nie trafi się w drodze na mocny zryw bądź skały, z którymi zetknięcie byłoby bardzo bolesne.
Dyskomfort wynikający z bycia w takim miejscu sprawiał, że z każdą chwilą miałem coraz mniejszą ochotę tu być. Trudno było aż uwierzyć, że Artem mógł obracać się w takim środowisku — i też trudno było mi sobie to wyobrazić. Była to melina pełna niebezpiecznych ćpunów i alkoholików, przez których śniadanie cofało mi się do gardła. Widziałem naprawdę wiele miejsc w życiu, w wielu podobnych przebywałem, ale to był zupełnie inny świat, do którego nie chciałem się zapuszczać. Do tej pory mi się to udawało.
Nie wiedziałem, na co czekamy, więc pozostało mi zaufać Artemowi, pomimo, że nigdy mi nie wspominał o takich rzeczach. Była to jego przeszłość, więc teoretycznie nie miał takiego obowiązku, ale jakoś i tak mnie to raniło. Było to niesprawiedliwe, że o mnie wie tak dużo, a ja o nim nic. Z innej strony, kto by chciał się chwalić, że obracał się w… takim miejscu jak te? Co, jak zaraz zostaniemy porwani, a moje organy sprzedane na czarnym rynku? Nie sądzę, aby były dużo warte.
Czekaliśmy jakiś czas, obserwując otoczenie. Już drugi papieros tlił się między moimi palcami.
— To oni. - Wyprowadził mnie z zamyślenia
— I co teraz, detektywie? — Uśmiechnęłom się do mężczyzny. — Mam im pogrozić? Pobić?
— Nie teraz.
— Jakoś muszą się odczepić.
Ruszyłom o krok, ale Artem złapał mnie za łokieć. Równie szybko jednak mnie puścił, po czym skrzyżował ramiona na piersi, odwracając wzrok.
— To ich zaczarujesz.
— To nie są żadne czary, człowieku — westchnęłom. — Co ty sobie myślisz? Że jak to działa?
— Masz inny pomysł?
— Czemu ja mam być pomysłodawcą?
— Tylko pytam cię o poradę.
Nie tak to zabrzmiało, ale postanowiłom tego nie kwestionować.
— Może rzeczywiście coś wymyślmy, zanim… Co w ogóle chcesz osiągnąć?
Wyglądał na nieobecnego, jakby myślami był zupełnie gdzie indziej, niż ciałem. Zmarszczyłem brwi przez jego zachowanie, nie wiedząc, co może tak go dekoncentrować i odwracać uwagę od rzeczywistości, ale utrudniał naszą współpracę. Byłem powoli gotowy na to, aby wrócić do domu.
— Rozumiesz, co do ciebie mówię?
— Jasne, że tak.
Tak długo staliśmy i się sprzeczaliśmy, że naturalnie dwójka mężczyzn znikła z naszego pola widzenia. Rzuciłom Artemowi zirytowane spojrzenie i poszłom dalej się rozglądać, ale podejrzani przepadli bez śladu. Straciliśmy swoją szansę. Podreptał za mną, aż poszliśmy jeszcze głębiej w uliczkę, która wyglądała, jakby nie było z niej wyjścia. Wyglądała jak dzielnica osób niższego sortu społecznego, którzy skrywają się przed światem, aby przypadkiem ich czyny nie spotkały się z konsekwencjami. Miałom tylko nadzieję, że mój wygląd nie wzbudzi w nikim gniewu — Artem nie miał się za bardzo o co obawiać (nie, żebym go obrażał. Taki był fakt).
— Muszą się tu kręcić jeszcze.
— Nie miałeś może zwidów?
Wyburczał coś w odpowiedzi i przewrócił oczami. Trzymałem swoją cierpliwość na cienkim sznurku, który mógł pęknąć w każdej chwili, a to nie miałoby ani cienia szansy zakończyć się dobrze. Przez myśl przeszedł mi powód, czemu mógłby tak dziwnie się zachowywać, ale prędko zacząłem starać się wyprzeć go z środka głowy. Skoro aż tak porzucił ten temat — a raczej, w ogóle nie poruszył — to czemu miałoby go to męczyć? Właściwie, obydwoje zachowywaliśmy się, jakby nigdy nic się nie stało, ale i tak, cisza z jego strony była bolesna. Momentalnie spochmurniałem i zachciałem wrócić do domu.
Było mi z jakiegoś powodu ogromnie wstyd.
Wpadłom na wybitny, łatwy w wykonaniu pomysł, aby podpytać tutejszych o parę informacji, ale Artem się nie zgodził. A może bardziej trafne byłoby stwierdzenie, że nie pozwolił. Wziął mnie tu ze sobą, jednocześnie wiążąc mi ręce. Naburmuszyłom się na niego, ale nawet nie zwrócił na to uwagi, ignorując wszystko, co się wokół niego dzieje.
Och, powinnom porzucić ten temat.
Pozwalając sobie przełamać tę bezsensowną bezczynność, postanowiłom poeksplorować podejrzany budynek, do którego wkroczył jeden z dziwnych typów. Artem zmierzył mnie uważnie wzrokiem, zacisnął wargi, jakby chciał mnie powstrzymać, ale zamiast tego, wszedł za mną do środka. Domyśliłom się, że to musi być czyjeś mieszkanie, może nawet paru z nich. Cokolwiek z tego wyjdzie, może nam pomoże — wolałem to, niż znosić obecność wyobcowanego Artema.
— Ktoś jest w środku — szepnął do mnie, starając się pociągnąć mnie do ustronnego kąta.
— Więc bądź cicho.
Wcisnął nas w wąskie miejsce przy schodach prowadzących na wyższe piętro. Zaczęłom nasłuchiwać, a z oddali usłyszałom lekkie kroki.
— Znasz kogoś jeszcze tutaj?
Nie odpowiedział.
— Musisz zacząć ze mną współpracować — syknęłom cicho, powstrzymując się od wzniesienia tonu.
Westchnął tylko, opierając się o ścianę. Nawet nie patrzył mi w twarz, a to był mój ostatni powód. To było wszystko, co miał mi do powiedzenia? Czyli nic?
Artem? ────
[820 słów: Edgar otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
— Kurwa! — wrzasnęłom w końcu, aż podskoczył. Zbyt głośno. Zdecydowanie zbyt głośno. — Skup się! Co z tobą? Jeszcze kilkanaście minut wcześniej byłeś normalny!
[820 słów: Edgar otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]