wtorek, 13 października 2026

Od Niketasa — drabble „Echo”

Stresował trenujących obozowiczów swoją obecnością. Spinali się, nie trafiali do celu, strzały wypadały im z rąk i gdy ich minął, natychmiast sprawdzali zawartość swoich kieszeni. Niketas z politowaniem kręcił głową, chichocząc pod nosem.
– Weronika idzie! – krzyknął niespecjalnie głośno, a mimo to niemal widział, jak jego słowa rezonują w głowach dzieciaków, odbijają się echem we wnętrzach ich czaszek i bodziec wywołany przez fale akustyczne w tym okrzyku bezpośrednio wpływa na zachowanie obozowiczów.
Szybko wywrócili tarcze strzelnicze z przyczepionymi do nich karykaturami Weroniki, zostawili tylko te czyste. Niektórzy dla niepoznaki usiedli na leżących na ziemi tarczach, jakby właśnie tam było ich miejsce.


────
[100 słów: Niketas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Kala — drabble „Echo”

Omamy słuchowe. To zwykłe omamy i paranoja, która przejawiała się stopniowo, każdego dnia trochę bardziej. Zupełnie jakby dotychczas przeżyte, lub bardziej przetrwane, lata wyłącznie zwiększały szansę na zostanie zaatakowanym.
Niewzruszony szedł dalej. Nastroszył uszy, ręce wcisnął głęboko w kieszenie. Ciepłem skóry ogrzał pomadkę kryjącą w sobie niewielki kołczan z rzutkami. Nie pamiętał, ile ich było. Sześć? Sześć szans na poprawne wycelowanie i wbicie grotu z cesarskiego złota w punkt, który zaboli najbardziej.
Wydawało mu się, że coś podąża tuż za nim, imitując rytm jego kroków. Równe echo, choć za każdym razem trochę spóźnione.
Odwrócił się i omiótł wzrokiem pustą ulicę.


────
[100 słów: Kal otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Kuźmy — drabble „Echo”

Światło latarki przesunęło się po oślizgłych ścianach, nie docierając do ich najciemniejszych zakamarków. Mrok owijał dziewczynę jak stworzenie, które swoim mruczeniem stawiało włosy na karku. Gdzieś w tle krople spadały ze stalaktytów, miarowo i spokojnie.
Kuźma odetchnęła zimnym powietrzem, które jeszcze przed jej narodzinami przesiąknęło stęchlizną. W jaskini herosce towarzyszyło wyłącznie echo jej własnych kroków i powtarzana pod nosem mantra podanych jej instrukcji. Ricky został na zewnątrz, zbyt przerażony, żeby spróbować zejść pod ziemię. Znowu potrzebował jakichś dziwnych roślin, których Kuźma nie zamierzała znaleźć.
Wystarczyło, że zajdzie dostatecznie daleko, żeby przewiązana w pasie lina napięła się i kazała dziewczynie zawrócić.


────
[100 słów: Kuźma otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Vex — drabble „Echo”

– To nie z sercem jest problem – prychnęło, gdy lekarz wręczył mu skierowanie na echokardiografię.
– Nie da się wykluczyć, że pański problem może mieć powiązania kardiologiczne.
– I co dalej? Reumatolog?
– Miejmy nadzieję, że nie. – Uśmiechnął się, chyba biorąc słowa Vex za żart.

Wyciągnęło z kieszeni zapalniczkę. To było niezaprzeczalnie głupie, z czego prawdopodobnie zdawało sobie sprawę, a przynajmniej głębia jego świadomości doskonale o tym wiedziała i bez przekonania próbowała przemówić mu do rozsądku.
Nie udało jej się. Vex upuściło wciąż płonącą kartkę. Zostawiwszy za sobą delikatny ślad dymu, opadła na szczyt góry śmieci.
Vex uciekło, zanim alejkę wypełnił smród płonącego plastiku.


────
[100 słów: Vex otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Edel — drabble „Echo”

– Silas, co to jest? – Wskazała na długą doniczkę na balkonie. Wystawały z niej malutkie listki, które widocznie ledwo co wykiełkowały, a już zdobiły je żółte plamki.
Mężczyzna pochylił się nad donicą, podrapał po brodzie i obficie polał je wodą gazowaną, którą przed chwilą popijał z kubka. Edel mogła przysiąc, że pół godziny temu pił z niego herbatę i na pewno go po tym nie umył.
– Szpinak, dostałem od… nie pamiętam. To jest jakaś specjalna odmiana. Szpinak echo – wytłumaczył. – W sumie to nie wiem, co w nim specjalnego. Wygląda trochę jak mlecze. Albo sałata.
– Jak dla mnie to wygląda, jakby umierało.


────
[100 słów: Edel otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Arnar — drabble „Echo”

– Erenie, enie, nie! – odkrzyknęło, nurkując między rośliny. Odpłaciło jej pięknym za nadobne, a teraz ziemia tryskała spod jego butów, gdy wykorzystując cały swój talent, unikało sunących w jego stronę roślin.
Przypominało to podróbę Subway Surfers, dopóki Dahlia nie dostosowała się do nadzwyczajnej prędkości dziecka Hermesa i jej ataki nie zaczęły być celniejsze. Pierwszy liść uderzył Arnar w policzek, jak tematycznie. Przez to nie zauważyło kolejnego, który nagle pojawił się na wysokości jego kostek. Zorientowało się dopiero po straceniu równowagi, gdy już nic nie mogło mu pomóc.
Wylądowało w grząskiej ziemi, poczuło mdłe grudki na języku.
– Okropna jesteś!
– Esteś …steś …eś.


────
[100 słów: Arnar otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Dahlii — drabble „Echo”

Zwiedzali pawilon ogrodniczy. Arnar w dłoni trzymało listę, tym razem już nie rzeczy do wykonania (na szczęście), tylko przedmiotów do odświeżenia mieszkania. Przechodziło wzdłuż alejek, oceniając krytycznym okiem.
— To mi się podoba, to nie bardzo, to wygląda źle… — komentowało. — Bez polotu.
Dahlia stała oparta o paletę ziemi ogrodniczej i starała się nie ziewać.
— Podoba ci się coś w końcu?
— A, tak, echoweria.
— Co to jest? Echoweria? …oweria …ria …ia? — zaczęła je przedrzeźniać.
— Oj już przestań! — fuknęło Arnar.
— …stań …stań.
Bawiła się wybitnie, dopóki nie dostała ziemnym pociskiem we włosy. Arnar taktycznie uciekło.
— Zaczynasz wojnę na moim terenie! — wrzasnęła, aktywując moce.


────
[100 słów: Dahlia otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]