JESIEŃ
Is wzruszyła ramionami, przesuwając wzrok z Kaliny na rząd plastikowych doniczek.
— Zresztą, po co komu ojciec? — zapytała, unosząc kąciki ust w uśmiechu.
Nie, żeby miała coś do Hermesa. No dobra, może miała maleńkie pretensje o to, że miał ją głęboko w dupie, ale lata obcowania z innymi dzieciakami bogów sprawiły, że przynajmniej nie czuła się w tym samotna. Łatwo jest spłodzić kilkadziesiąt dzieciaków, gorzej się potem nimi interesować. Z tego, co wiedziała, Hermes miał kilku swoich ulubieńców, z którymi częściej się kontaktował, ale Isobel najwyraźniej nigdy nie była jednym z nich. Może jeszcze przez pierwsze trzy lata starała się zostać kimś, kim ojciec mógł się zainteresować, ale potem zrezygnowała, bo nie przyniosło to absolutnie żadnych efektów. Is już we wczesnym dzieciństwie dowiedziała się, że rodzice to beznadziejna sprawa i nie opłaca się marnować czasu i energii na naprawienie czegokolwiek, co z nimi związane. W wieku piętnastu lat zobaczyła ojca na własne oczy i postanowiła się tym zadowolić. Swój stosunek do niego uznawała za raczej neutralny i rzadko o nim mówiła.
— …Po to żeby zarabiał na truskawkach w Holandii? — zaproponowała Kalina.
Is wybuchnęła śmiechem, ściągając na siebie wzrok niezbyt zadowolonej ekspedientki. Posłała kobiecie uśmiech i zapomniała o niej, kiedy tylko znowu stanęła do niej plecami.
— Okej, muszę przyznać, ma to jakiś sens — powiedziała, wciąż z uśmiechem błąkającym się na ustach.
— Jasne, że ma. Sama się przez chwilę zastanawiałam, czy może nie pojechać na truskawki, ale jednak wybrałam studia — dodała dziewczyna, zapomniawszy o doniczkach.
W głowie Is gdzieś tam jeszcze plątała się myśl o zakupie doniczki, ale kątem oka ciągle dostrzegała ich ceny i stwierdziła, że chyba jednak jej nie stać. Kto liczy sobie sześć dolców za taki kawałek plastiku? Jej kwiatek najwyraźniej jeszcze trochę będzie musiał posiedzieć w słoiku z wodą, dopóki nie trafi na jakąś lepszą promocję w lokalnym chińczyku.
— Studiujesz?
— Tak! Dziennikarstwo. A ty?
— Sinologię. Fajna sprawa, ale nauki w chuj — westchnęła, w tym momencie już udając, że ogląda doniczki, żeby pracownica sklepu jej stąd nie wyrzuciła.
— Sinologia… Chiny, tak? Czy Azja generalnie?
— Nie, nie, Chiny — wyjaśniła Is, oglądając jedną z absurdalnie drogich doniczek. — Jezu, ktoś serio za to tyle płaci?
Kalina zajrzała jej przez ramię. Skrzywiła się, naśladując tym samym minę dziewczyny.
— ILE? Nieźle sobie liczą — skwitowała.
Is odstawiła przedmiot na półkę, uważając, żeby niczego przy tym nie przewrócić. Pokręciła głową z dezaprobatą.
— Masakra… Dziennikarstwo. Lubisz pisać?
— Musiałabym umieć się na tym skupić. — Kalina zaśmiała się. — Lubię rozmawiać z ludźmi. Poznawać ich przeżycia, historie. Praca w dziennikarstwie byłaby dla mnie jak spełnienie marzeń — powiedziała i uśmiechnęła się przy tym tak szeroko, że Isobel nie mogła tego nie odwzajemnić. — A dlaczego ty wybrałaś sinologię?
Isobel wzruszyła ramionami.
— Szukałam czegoś… mniej normalnego. Rozważałam różne strony świata, ale padło na Chiny.
Kiedy Isobel wybierała kierunek studiów, szukała czegoś, co pozwoliłoby oderwać jej się od codzienności. Nie było jej stać na podróże, a takie studia to była pewna tego namiastka. Dzięki temu mogła przynajmniej wyobrażać sobie, że się wyrwała. Jedyny przypadek, w którym jej matka zainteresowała się tym, co jej córka zamierza zrobić ze swoim życiem, skończył się burzliwą kłótnią i stwierdzeniem, że Isobel Collins jest na świetnej drodze do zmarnowania osiemnastu lat życia. Na szczęście Is wtedy już dawno miała jej zdanie w dupie.
— Brzmi sensownie. Chociaż ja raczej… jezu, jakie piękne! — jęknęła Kalina, po tym, jak zabłądziła wzrokiem w róg alejki, gdzie znajdowała się biżuteria.
Zanim Is zdążyła chociaż zamrugać, dziewczyny już przed nią nie było. Przetruchtała bliżej półki, na której coś wpadło jej w oko i wydawała się tym całkowicie zaabsorbowana. Isobel, która lubiła błyskotki i wtrącanie nosa w czyjeś sprawy, ruszyła w jej ślady.
Rozpromieniona Kalina zaprezentowała jej kolczyki w kształcie motyli, których skrzydła zmontowane były z maleńkich, zabarwionych na różne kolory szkiełek i cienkiego drutu. Wyglądała, jakby ktoś właśnie wręczył jej gwiazdkę z nieba.
— Muszę je mieć — powiedziała tak zdecydowanie, że Is w żadnym wypadku nie byłaby w stanie zaprotestować.
────
[643 słowa: Isobel otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]