Poprzednie opowiadanie
Uparła się jak osioł, a kiedy Isha uprze się jak osioł to baardzo ciężko jej cokolwiek wyperswadować. Dlatego też, z zawzięciem godnym pięciolatka, który próbuje udowodnić pani, że umie stanąć na rękach, dzierżyła łyżkę w dłoni niczym prawdziwy oręż. Ewentualnie narzędzie tortur.
Oba określenia wybitnie dopasowywały się w ten obraz nędzy i rozpaczy. Łyżka za łyżką, starała się nie myśleć zbyt wiele, do pomocy zatkała nos, licząc, że cokolwiek to da. Jednocześnie próbowała nie roześmiać się w duchu, bo haha żart dla dorosłych o połykaniu. I tak, na litość przodków, bawiło ją to zdecydowanie bardziej, niż powinno, jakby znowu była gówniarą, która ledwie skończyła piętnaście lat i odkryła, co to jest pomarańczowy youtube.
— Jakby moja nonna zobaczyła te rzygi szatana, to by chyba dołączyła do dziadka w zaświatach — stwierdziła sucho, przecierając twarz. Czy właśnie zaczynało robić się jej kwaśno w buzi? A i owszem. Czy miała zamiar puścić bełta z powrotem do miski, w której pływało jeszcze trochę tych pomyj? Kurde, ciężko stwierdzić. Z jednej strony była w stanie to zrobić no ale z drugiej… wstyd trochę.
Przypał.
Nawet bardzo.
Może gdyby jedli to w plenerze to by znalazła jakiegoś krzaczora, no a tak to wstyd, jak jasna cholera. Nie będzie przecież robić chlewu w knajpie, nawet jeśli jej zdaniem to miejsce śmierdziało starym olejem i odświeżaczem o zapachu lawendy.
Duch walki szybko jednak z niej wyparował, gdy tylko jej się odbiło, a zawartość żołądka cofnęła się, chcąc wrócić tam, skąd przyszła. Nie-e. Nie ma, koniec.
— Wiesz co? Ja chyba podziękuję. Nie chcę spędzić całą noc, przytulając białą porcelanę — stęknęła zbolała, odkładając pokonaną łyżkę i odsuwając od siebie praktycznie pełną miskę. — Swoją drogą, skoroś taki mądry, to dlaczego samemu nie jesz? — uniosła brew ku górze, lustrując Raine.
— Ja? Cóż… jadłem! Już wcześniej.
Pokiwała głową, odpuszczając temat.
No tak, oczywiście, że jadł wcześniej.
**
Oparła się o stół, rozpościerając ręce. Obok niej na talerzyku stała beza z owocami, bitą śmietaną i malinowym musem. Dobra, taka nie za słodka, chociaż Isha zdecydowanie wolała słodsze rzeczy, takie na poziomie „dopadnie cię próchnica pięć pokoleń do przodu”.
— Więc, generalnie te jakieś czterysta milionów lat temu, jak jeszcze nie było drzew to rosły sobie takie- no — wzięła od raine kawałek papieru, na którym nagryzmolił wcześniej grzyba, odwracając na drugą stronę. — Tak, wiem, że wygląda jak wibrator, ale artystką nie jestem. — bąknęła, łypiąc na Raine spode łba.
— No, w każdym razie. Ostatnio czytałam, że to ponoć nie były wcale grzyby a jakieś nowe organizmy, które nie są naukowcom znane. ALE! Wyobraź sobie, taka wielka, wielgachna sowa czy borowik szlachetny. I to nie taki na metr a na całe osiem!
Oczy Raine zalśniły, jakby właśnie zobaczył największy prezent pod choinką ze swoim imieniem, ewentualnie dowiedział się, że kupiony los na loterię wygrał osiem milionów dolców. Cóż, było to dosyć zabawne, ale i jednocześnie miłe, nie bardzo pamiętała, kiedy ostatnio ktoś chętnie słuchał jej gadania o prehistorycznych stworach.
— O kurde, skąd ty wiesz takie rzeczy? — zapytał, pochylając się nad stołem, jakby właśnie prowadzili dyskusję na temat tego, w jakiej dzielnicy zacząć sprzedawać bimber albo cukier puder.
— Mam obsesję na punkcie dinozaurów i jakoś tak wyszło przy okazji. — wzruszyła ramionami — Słuchaj, moja propozycja jest taka, skoro ta grzybowa to było gówno totalne i prawie wywołało u mnie odruch wymiotny, bo żałuję, że się urodziłam już od dawna… — wzięła głęboki wdech, czasem zapominała, że oddychanie to bardzo ważna rzecz. — Wracając, moja propozycja jest taka, że zrobię ci grzybową, ale taką prawdziwą. Z borowikami, podgrzybkami… a nie jakieś sztuczne gówno. No i będzie bez rozgotowanego makaronu oraz ziemniaków. Deal?
Raine przechylił głowę niczym szczeniak.
— Zapraszasz mnie do siebie?
Isha zmarszczyła brwi, parskając śmiechem.
— Co ty, nigdy w życiu — fuknęła, nim zdała sobie sprawę, że brzmiała zbyt ostro. Zbyt niemiło i zbyt odpychająco. — W sensie wiesz gościu, niedawno cię poznałam. Nie mówię, że jesteś jakimś psychopatą, bo wydajesz się okej, ale wybacz, nie wpuszczam ludzi tak randomowo do mieszkania. Możemy się znowu spotkać na jakąś kawę. Albo na wycieczkę do muzeum. Przyniosę ci wtedy zupę w słoiczku, nawet wstążką ci owinę — wyciągnęła dłoń w jego stronę.
— To co, mamy deal?
Mimo wszystko uśmiechnęła się lekko, choć sama się sobie dziwiła tej decyzji. Otwieranie się na innych nie było czymś, co przychodziło jej łatwo. No ale może warto było spróbować.
Raine?
────
[707 słów: Isha otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]