LATO
Arisu nie była pewna, czy cieszy się z tego, że Atlas faktycznie przyszedł pomóc. Z jednej strony znaczyło to, że posłuchał tego, co mówiła. Z drugiej jednak mógł przyjść tylko dlatego, że chciał osobiście zobaczyć tragedię, do której doszło w magazynie. Nie spodziewała się po nim żadnej dobroci serca, więc zdecydowanie bardziej stawiała na tę opcję.
Tym bardziej że nigdy nie zakładała, że naprawdę przyjdzie. Miał idealną okazję do bezpiecznej ucieczki – przecież wiedział, że Cherry i Arisu są w magazynie. Nikt by go nie powstrzymał. A to znaczyło, że tym bardziej musiał przyjść z czystej ciekawości. I jeszcze cały czas gadał, i gadał i je rozpraszał. I nawet teraz próbował tych durnych sztuczek. Nie zmienił się ani trochę, od kiedy zostali zmuszeni do współpracy, a minęło już tak wiele czasu. Och, dlaczego nie mógł być odpowiedzialny za ten durny brokat? Wtedy Cherry na pewno pozwoliłaby w końcu go zabić!
Nagle zapragnęła podejść do Atlasa i kopnąć go za samo to, że na pewno miał złe intencje. Bo zawsze je miał.
Ale nie mogła tego zrobić. Nie przy Cherry, w końcu przy centurionce nie wypadało, nieważne, jak bardzo Arisu miała na to ochotę. Na szczęście na pewno będzie miała okazję zrobić to później.
– Tylko tego nam brakuje. Żeby to cholerstwo jeszcze bardziej rozniosło się po całym obozie – syknęła wściekle, bo propozycja Atlasa była zbyt głupia, by ją przemilczeć, nawet jeśli milczenie było najlepszą taktyką. Nie chciała wierzyć, że naprawdę o to pytał. – Ominąłeś fragment, więc może skup się na jednej czynności.
Jeśli Atlas chociaż przez chwilę myślał o kłóceniu się, to nie dał tego po sobie poznać. Skrzywił się, unosząc dłoń z miotłą, jakby to miało w czymkolwiek mu pomóc i wcale nie było tylko dodatkowym pretekstem do ataku.
– Dobra, dobra. Rany…
Arisu postanowiła zignorować wzrok Cherry, który poczuła na swoich plecach. Tylko sapnęła z irytacją i spojrzała krytycznie na wyższe półki, te bezpośrednio nad nią, na których też osiadł brokat i na których dalej pozostawało go zdecydowanie zbyt dużo. Nie sięgała do nich, oczywiście, że do nich nie sięgała. Może powinna zlecić sprzątanie ich Atlasowi, ale spodziewała się, że ten specjalnie zacznie zmiatać je akurat na jej głowę.
Mogła wskazać to miejsce Cherry, która i tak zajmowała się wyższymi punktami magazynu, ale centurionka wyglądała, jakby i bez tego miała już dość egzystencji. Nieważne, jak napięta relacja była między nimi na co dzień – Arisu nie była potworem, który dręczy psychicznie już i tak udręczonych ludzi (chyba że tym człowiekiem był Atlas. Jakim w ogóle cudem on pojawiał się w każdym jej rozważaniu?). Ostatecznie westchnęła i przesunęła drabinę, dalej tak samo niestabilną, jak kilka minut temu.
– Uważaj—
Arisu spojrzała na Cherry i machnęła ręką, by ja uspokoić.
– Tylko kilka stopni. Chcę sięgnąć do tych wyższych półek.
Spodziewała się, że usłyszy jakiś złośliwy komentarz od Atlasa, ale ten siedział dziwnie cicho. Wiedziała, że na nią patrzy i że w tym celu przerwał zamiatanie, ale tym razem nie zaczęła od razu na niego krzyczeć. Liczyła, że wróci do roboty po dobroci.
I wrócił. W końcu nie miał innego wyjścia. Po chwili obserwowania, czy Arisu na pewno zaraz nie spadnie z drabiny, w procesie skręcając sobie kark, Cherry też wróciła do sprzątania. A Arisu naprawdę nie miałaby nic przeciwko temu, by skręcić sobie kark.
Przez sekundę myślała o tym, czy może celowo rzucić się z drabiny, ale miała resztki szacunku do samej siebie. Chyba. Chwilowo.
Cała trójka milczała niemal całkowicie zgodnie. Arisu kątem oka obserwowała, jak Atlas kilka razy przerywa zamiatanie i otwiera usta, odwracając się do nich, ale ostatecznie tylko potulnie wraca do pracy po tym, jak potraktowany zostaje bardzo wściekłym spojrzeniem. Nie zawsze było to spojrzenie Arisu, Cherry czasem była szybsza. Arisu nie była pewna, czy jej spojrzenia też są tak wściekłe, czy tylko krytyczne, ale i tak była to w jakiś sposób miła odmiana. Dobrze było widzieć, jak ktoś inny też cierpi przez towarzystwo tego idioty.
Nie była pewna, ile już siedzą w tym magazynie. Czas okropnie się dłużył, a brokatu dalej wszędzie było tak samo dużo. Momentami Arisu miała wręcz wrażenie, że jest go jeszcze więcej, chociaż nie miało to kompletnie żadnego sensu. Udało im się zejść już na niższe partie i prawie skończyć zamiatanie półek. Kiedy chwilę temu Arisu próbowała ostrożnie zsunąć się z drabiny, ta zachybotała się niebezpiecznie i stuknęła o półki, podnosząc w powietrze jeszcze jakąś zbłąkaną chmurę brokatu, której jakimś cudem nikt nie zauważył.
Cherry i Arisu bez słowa wskazały to miejsce Atlasowi, a Arisu zajęła się zgarnianiem brokatu z najniższych półek. Prawie cieszyła się, że już blisko końca. Niestety tylko prawie.
Patrzyła na zamiecioną w róg kupkę świecącego badziewia, a potem na wszystko wokół – też dalej tak samo świecące. Atlas też już zaczął się świecić, ale ze wszystkich rzeczy, które wydarzyły się tego dnia, ta była akurat niesamowicie satysfakcjonująca.
Przynajmniej nie tylko ona i Cherry będą przez najbliższe miesiące się tego pozbywać. A on zdecydowanie zasłużył na jakąkolwiek formę prześladującej go karmy za istnienie. Mogła być to forma mniej szkodliwa dla środowiska, ale hej, przecież nie można w życiu mieć wszystkiego.
W końcu wyprostowała się i spojrzała na Cherry.
– To chyba wszystko – powiedziała, chociaż w jej głosie nie było nawet odrobiny przekonania. – To… zostało odkurzyć podłogę?
Dziewczyna westchnęła w odpowiedzi, ale skinęła głową.
– Przynajmniej tyle, żeby dało się korzystać z magazynu.
Tym razem to Arisu skinęła głową. Żałowała, że to nie będzie koniec wszystkich ich problemów.
– I dalej musimy wybrać dekoracje. Są jakieś pudła, które nie ucierpiały?
Rozejrzały się po magazynie, ignorując Atlasa, który znowu przerwał zamiatanie, by posłuchać, o czym rozmawiają. Teraz już i tak był właściwie bezużyteczny.
– Powinno wystarczyć.
Znowu sięgnęły po miotły. Arisu odsunęła kilka zamkniętych pudeł w bezpieczniejsze miejsce, to jest, jak najdalej od zebranej kupki brokatu, z kilku strzepując jeszcze jakieś zbłąkane resztki, które później pewnie sprawiłyby im dodatkowy problem.
Ta część poszła im wyjątkowo sprawnie, mimo obijającego się Atlasa.
– Poproszę kogoś, żeby wziął dekoracje i przeniósł je na miejsce – odezwała się Cherry, kiedy udało im się uprzątnąć wszystko przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Arisu przyjęła to z ulgą. Opłukała dłonie w resztce wody z wiadra i wycierając je w papier. Dało to minimalnie lepszy efekt od strzepywania wszystkiego na podłogę. Czuła, że jeszcze chwila w towarzystwie brokatu i zacznie strzelać z gastrafetes do przypadkowych legionistów, których spotka na swojej drodze. Zerknęła kątem oka na Atlasa.
– Zawsze możesz wykorzystać, że już tu jest i wie o incydencie – rzuciła, wzruszając obojętnie ramionami.
Chociaż chyba nawet nie zależało jej, by ukryć całą tę sprawę. Może sprawcy tego niesamowitego dowcipu wtedy szybciej by wpadli. A jak już wpadną (bo na pewno wpadną) to lepiej dla nich, by od razu zaczęli żałować, że się urodzili.
────
[1100 słów: Arisu otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]