Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriana Ethelred. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriana Ethelred. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 lipca 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 


Co ona tu, do cholery, w ogóle robi?
To nie jest miejsce dla niej.
Jej życie od zawsze było zlepkiem przypadków nasączonych chaosem. Nie powinno jej już dziwić, że ciągle pojawia się (wbrew własnej woli, bo jakżeby inaczej!) w miejscach, w których wcale nie chce być. Dziwiła się jednak swojemu brakowi asertywności i jakiejkolwiek silnej woli, temu, że zawsze idzie z tłumem. A nie bała się nawet tego, że ktoś ją oceni pod względem tego, jaka jest — już dawno z tego wyrosła. A przynajmniej tak myślała.
— Weź mi jakąś zerówkę — mruknęła pod nosem do Edgar. — My znajdziemy jakieś wolne miejsce. Chcesz coś, Kaya?
Chciała choćby na chwilę się od niejgo ulotnić i spędzić czas w towarzystwie Kai, dlatego pociągnęła ją za rękę w głąb lokalu. Nie oponowała Orianie, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie oddaliła się od ich nieproszonego przyjaciela. Pierwszy raz od naprawdę dawna udało jej się wyciągnąć kobietę z domu, wyjść gdzieś na miasto, porozmawiać dłużej i treściwiej niż w pracy czy poprzez wiadomości (nawet, jeśli Oriana nie jest aż tak rozmowna, jak ona), a jedno, przypadkowe spotkanie to zepsuło — a tym samym i jej nastrój. Rzadko widziała Kayę zgorzkniałą, a tak mogła ją w tamtym momencie opisać, patrząc jedynie na ten wyraz twarzy, gdy patrzyła na brązowowłosego. Przez moment dopadło ją ukłucie poczucia winy, jednak stwierdziła, że nic na to nie poradzi, nawet jeśli przez to Kaya będzie na nią zła. A nie chciała jeno ot tak odprawiać, powiedzieć jenu, żeby się od nich odwaliło.
— Nienawidzę, gdy takie spotkania zawsze kończą się alkoholem — rzuciła, gdy usiadły razem na kanapie.
Cholera, wymyślił sobie karaoke! Czemu każdy, na kogo trafiała, okazywał się właśnie taki? Ludzie raczej przebywają z osobami, które są do nich podobne.
Kaya uniosła wzrok na Orianę, przybierając na twarzy wyraz spłoszonego jelątka.
— To czemu nie powiedziałaś? Mogłybyśmy…
Nie wiedząc czemu, przerwała, gdy wrócił do nich półbóg, a przez jej twarz przemknął cień. Gdyby się nad tym bardziej zastanowić, dość często przybierała podobną mimikę w towarzystwie mężczyzn czy męsko-podobnych osobników, jakby nie chciała mieć z nimi do czynienia. Przy nim nawet tego nie ukrywała. Edgar nie było głupie, więc nie mogło tego nie zauważyć. Położyło przed nimi napoje oraz naczosy z serowym sosem.
Ciągle gadał. Zagadywał Kayę, po której widać było, że odpowiada z niechęci, byleby mieć spokój. Koniec końców Oriana musiała przejąć inicjatywę, by uniknąć niezręczności, której naprawdę nienawidziła doświadczać. Wybierali razem piosenki, w czym okazali się wszyscy dość zgodni, ku uciesze córki Ateny i w końcu zniknęły między nimi bojowe nastroje. Zamiast tego, zaczęła się spinać przez ten rodzaj aktywności, który wymagał od niej jakiegokolwiek wysiłku i pokazania się. Zapewne spędzi kolejne pół roku, wychodząc z domu tylko i jedynie, aby pójść do pracy.
Absurd nad absurdem, naprawdę. Trójką półbogów, których losy jakimś cudem skrzyżowały się w samym, cholernym centrum Nowego Jorku. Brakowało tylko aby otrzymali od bogów jakąś tajemną, niebezpieczną misję — zapewne powinni robić coś tak poważnego, a nie robić z siebie idiotów w środku nocy. Zamiast tego, nie napominali ani słowem o swoich losach w Obozach, a ich rozmowa o wspólnym pochodzeniu zakończyła się na tym, że Kaya i Edgar pochwalili się swoimi wyrytymi na przedramieniu symbolami, którym Oriana nie miała okazji (możliwości) zostać uraczoną. Nigdy nie czuła szczególnego poczucia przywiązania do innych swojego pokroju tylko z tego powodu, że łączy ich bycie dzieckiem boga, który nie interesuje się losem swojego potomka. Nawet przeciwnie — chciała unikać ich za wszelką cenę, byleby ich rozmowy nigdy się nie tyczyły tego tematu, a zamiast tego, trafiła w środowisko, gdzie otacza się wieloma półbogami. Cóż, to nie oznaczało tak naprawdę, że o tym w ogóle myślała. Na co dzień nie miała styczności z wieloma potworami i żyła prawie-że jak zwykły śmiertelnik.
W swojej głowie dużo narzekała, ale okazało się, że nie jest tak źle, omijając nagłe humorki Kai. Może częściej potrzebowała odskoczni od codzienności. Może. Na ogół twierdziła, że musi po prostu zająć się czymś, by za dużo nie myśleć, a nie musiało to być nic ambitnego. Po prostu coś, co zajmie na tyle dużo czasu, by potem mogła przejmować się tylko tym, by iść wystarczająco wcześnie spać, czy ma nastawiony budzik i czy się nie spóźni do pracy.
— Do której możesz być? — wyszeptała jej do ucha.
— Nie mam limitu — Uśmiechnęła się miękko Oriana, nie orientując się nawet, która jest godzina — mogę jeszcze posiedzieć.
— Mh. — Zerknęła ukradkiem na ich towarzysza. — Myślę, że obie mamy pewien limit.
Po sekundzie parsknęła śmiechem. Edgar jakby wyczuło, że zastanawiają się, jak mogą się go pozbyć — zrozumiało niewymówione sugestie i samo stwierdziło, że musi iść jutro do pracy. Rozstali się na ulicy, półboże poszło w swoją stronę, a kobiety zostały same, otoczone głuchotą opustoszałej uliczki, wypełnionej tylko odgłosami dobiegającymi z barów. Minęło co najmniej kilka lat, odkąd znajdowała się w takim miejscu, o takiej porze. W miejscu, gdzie miasto powinno spać, ale wciąż krążą po nim zagubione dusze, jedne poszukujące adrenaliny, drugie przybite, szukające jakiejkolwiek rozrywki, a jeszcze inne, takie jak Oriana, nie wiedzące, co ze sobą zrobić, nie wiedzące, co do cholery robią w swoim życiu i tylko podążające za innymi.
Zasłoniła usta, gdy poczuła nagłą potrzebę, żeby ziewnąć, a Kaya spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko. Krótkie włosy od jakiegoś czasu próbowały uwolnić się z niechlujnie związanego koka, ale wciąż nie poprawiła fryzury.
— Chcesz iść do mnie?
— O? — Otworzyła szeroko oczy. — Uh, co, nie. Znaczy, no…
Ciepło przeszło po jej zmarzniętej twarzy. Odwróciła szybko wzrok, czując, że pewnie marszczy się na czole.
— Ja, myślałam, żeby raczej — zająknęła się, poprawiając ramiączko torby — przejść się, albo coś takiego. Jest ładna noc. Możemy z tego skorzystać, skoro tu jesteśmy. Sama mówiłaś, że rzadko gdzieś wychodzimy.
— Nie chce ci się spać?
— Niezbyt.
Kaya mruknęła pod nosem, ale tylko pokiwała bez słowa głową, złapała niedbale jasnowłosą za ramię i pociągnęła ją w kierunku ulicy, gdzie było już trochę więcej osób. W zimnym, dusznym i suchym powietrzu unosił się zapach papierosów. Oprószone kępkami śniegu chodniki odbijały światło lamp, przez co noc nie wydawała się aż tak ponura. Widziała, jak mijający ich faceci patrzą na nich zażartym wzrokiem, i mimowolnie szczelniej okryła się kurtką, ściskając bardziej półboginię. Przeszły dalej, zostawiając za sobą chmarę tych wszystkich ludzi, docierając do parku, ramię pod ramię, aż w Orianie już zagrzała się krew, ale i tak nie chciała jej puszczać — nawet bardziej się do niej przysunęła, aż mogła wyczuć pomarańczowy zapach odżywki do włosów.
Zatrzymały się w odosobnionym miejscu, przy niewielkiej fontannie. Oriana domyślała się, że za moment kobieta wciągnie ją do wody, ale zamiast tego, puściła jej ramię i usiadły razem na ławce.
— Nie podobało ci się?
— Nie było tak źle, jak myślałam, że będzie — odparła, na co Kaya zachichotała. — Chyba po prostu wolę spędzać czas tak, jak teraz.
— Tylko ze mną?
Zacisnęła zęby, słysząc, jak głos Kai zadrgał wraz z tym pytaniem. Nic nie powiedziała, a białowłosa położyła luźno dłoń na jej ręce. Miała ciepłą, miękką skórę, sprawiającą, że zimno wokół nie było aż tak uprzykrzające. Nie pamiętała, kiedy ostatnio były zupełnie, absolutnie same, bez żadnego zgiełku wokół. Świat nie istniał. Mogły towarzyszyć im tylko świetliki i przykryte przez miejskie oświetlenie gwiazdy, które nie naruszały ich spokoju. Oriana podziwiała porcelanową twarz Kai oraz jej delikatne rysy z kolei wpatrzoną przez siebie nieobecnym spojrzeniem, jakby myślami była w zupełnie innym świecie. Złote oczy błyszczały podobnie jak woda w fontannie.
— Masz trochę rozmazaną szminkę — rzuciła.
— He, serio? — Uniosła palce do ust, rozbudzona. — Gdzie?
Oriana potarła kącik warg Kai, po czym przysunęła się do niej i niespodziewanie, niezgrabnie pocałowała, przyciskając swe usta do jej ust przez parę sekund, które sprawiały wrażenie, jakby trwały jednocześnie za krótką chwilę, jak i nieskończoną wieczność. Gdy speszona się odsunęła, czuła mrowienie na opustoszałej skórze. Nogi miała jak z waty, jakby chciały stąd zniknąć, a na sercu było jej ciężko, jakby chciały tu zostać, nie puszczając jej w ucieczkę. Nie spojrzała po tym na twarz Kai, unikając tej niezręcznej konfrontacji, jakiej się spodziewała, zabrała dłoń, a uciążliwie długa cisza zaczęła ją boleć w uszy.

Kaya?
────
[1316  słów: Oriana otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 7 lipca 2026

Od Oriany — ,,Mieć czy być"

Powroty do domu bywały trudne. Wpadała w przygnębienie przez samo zerknięcie w kalendarz, gdzie widniała data planowanych odwiedzin — choć nie była ona nawet zaznaczona, a po prostu widniał na kalendarzu numer dnia, którego miała przyjechać.
Powroty do domu bywały trudne, a szczególnie pakowanie się. Nigdy nie była dobra w pakowaniu, czy to na jednodniowe wycieczki, czy wakacje i zawsze o czymś musiała zapomnieć. Nawet robienie listy nie było szczególnie pomocne. W robieniu list też nie była dobra, bo — znowu — nie pamiętała, co na nią wpisać.
Jej pokój owiał się głuchą pustką, gdy opuściła ojca. Stracił swoje dawne kolory i życie. Nikt już nie podlewał w nim roślin, nie zawieszał nowych plakatów i nie zostawiał bałaganu na biurku oraz niedopitej kawy. Zabrała ze sobą wszystkie płyty cd i winyle, przybory do malowania, szkicowniki, figurki i pluszaki. Szafki i ściany były puste, a łóżko przykryte białą pościelą, jak w szpitalu. Miała tam jeszcze parę swoich ubrań, ale były to raczej ubrania znoszone i dość stare, a niektóre z nich ledwo nadawały się nawet na piżamę i zawsze brała dodatkową bieliznę, parę spodni, koszulki i ewentualnie bluzę. W łazience, o dziwo, miała nadal miejsce na swoją szczoteczkę, którą zawsze wymieniał jej ojciec, choć przecież wyprowadziła się dobrych parę lat temu. Gdy przyjeżdżała, używała jego kosmetyków, stwierdzając, że nie będzie zajmować miejsca w swojej niewielkiej walizce tak nieważnymi bzdetami — choć może powinna, skoro jak już przyjeżdżała (ten raz na parę miesięcy), to na co najmniej tydzień. Jest to dość długi czas.
Mieszkanie powinno już dawno doczekać się remontu, ale jedyna osoba w nim mieszkająca nie przejmowała się takimi rzeczami i też zdecydowanie nie miała na to środków. Salon nie wyglądał jeszcze tak źle, ale cała kuchnia okryła się wilgocią, kafelki na podłodze wyglądały jak ze średniowiecza, a kuchenka jak z czasów przedwojennych. Kuchnia była szczególnie zaniedbana, gdyż nikt nie interesował się tym, aby dać jej trochę życia nowymi zapachami oraz smakami.
Mimo to nie zmuszała się nigdy do przyjeżdżania tutaj. Chciała przyjeżdżać, mimo tego małego ukłucia w klatce piersiowej, gdy kupowała bilet. Wypierała nieprzyjemne emocje, by jej do końca nie pochłonęły, gdyż były pozostałością z przeszłości, którą nie chciała już żyć. Wystarczająco na nią wpłynęła i tak długo nie chciała się odczepić, że po dziś spogląda na innych z nieufnością, unika ich i zamyka się w sobie (nawet jeśli tego nie chce). Jeśli coś miało ją kontrolować, to nie będzie to już to, co miało miejsce kiedyś i powinno odejść w zapomnienie.
Rozgościła się w salonie z kubkiem gorącej czekolady, jakby bywała tu codziennie, siadając z tabletem na kanapie i spięła przeszkadzające jej włosy. Nie włączała telewizora i czekała w ciszy, z towarzystwem tylko i jedynie własnych myśli, co było ryzykowne, bo mogły ją pożreć w każdym, najmniej spodziewanym momencie. Stwierdziła, że mieszkanie samemu i męczenie się ze sobą musi być naprawdę dobijające. Przykryła się kocem aż po szyję, przyciągając kolana pod brodę, dla zabicia czasu wodząc rysikiem po ekranie, dziękując bogom, że nie ma w pomieszczeniu zegara, który tykaniem swoich wskazówek wpędzałby ją w niepokój.
Dopiero dźwięk otwieranych drzwi przywrócił ją do rzeczywistości. Od razu odłożyła tablet na stolik i opuściła stopy na chłodną podłogę. Zauważyła, że za oknami zrobiło się już ciemno i dopadła ją nagła senność. Gdy wstała ociężale z kanapy, mężczyzna zdążył już zdjąć buty oraz kurtkę w przedpokoju. Okazał się jej ubrany w białą koszulę i czarny krawat, przy czym uśmiechnął się ciepło na jej widok, jakby wyczekując na opinię.
— Pasuje do ciebie — stwierdziła, podchodząc do niego i pociągając figlarnie za krawat. — Nie daj się tym razem wylać, co?
Parsknął w odpowiedzi i ujął córkę w ramiona, głaszcząc ją po włosach, zachwycając się tym, jak długie urosły. Z rezerwą wtuliła twarz w jego klatkę piersiową, wyczuwając od niego zapach perfum, których przecież nigdy w życiu nie używał. Była to jednak miła odmiana od zapachu alkoholu, który czuła od niego parę lat wcześniej.

 
────
[643 słowa: Oriana otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 25 maja 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 

ZIMA

W głębi duszy spodziewała się takiego obrotu spraw, nie ufając Kai, że ją posłucha. Zdążyła przekonać się, jak ta kobieta potrafi być nieokrzesana, a nie było to nic, za co mogłaby dać jej oficjalną reprymendę. Powstrzymała się od niecenzuralnych słów, uśmiechając się do policjantów. Musiała zachować wizerunek przykładnej, skrupulatnej menadżerki, która potrafiła panować nad sytuacją i zarządzać restauracją, szczególnie przy klientach, którzy oglądali się na odzianą w mundury dwójkę.
— Wiecie co? Był to fałszywy alarm — powiedziała Oriana jednak, stwierdzając, że nie chce wszystkiego roztrząsać.
— Nie możecie tak po prostu sobie nas wzywać i potem mówić, że to fałszywy alarm — fuknął wściekle wysoki mężczyzna.
— Po prostu… wyszło — rzuciła ostrzegawczy wzrok Kai — małe nieporozumienie. Przepraszamy was.
— Nie będziemy teraz ignorować zgłoszenia. — Uparł się, a towarzyszący mu Edgar przewrócił za nim oczami tak, że zarówno Kaya, jak i Oriana mogły to zobaczyć. — O co chodzi z tą kradzieżą?
Mówił coraz głośniej, przez co kobieta oblała się czerwienią ze wstydu. Goście przysłuchiwali się rozmowie, udając, że delektują się daniami.
— Sprawa wewnętrzna — niemal wyszeptała. — To znaczy… jeszcze jest niejasna, no i… — Zaplątała się w swoich słowach, niepewna, co chce powiedzieć.
— Teoretycznie mamy obowiązek, aby teraz zająć się zgłoszonym wykroczeniem — odezwało się nagle Edgar, uśmiechając się durnowato, aż krew zawrzała w Orianie. — Czemu nie chcesz, abyśmy się tym zajęli, ukrywasz coś, kochana?
Nie miała ochoty na takie prowokacje w tamtej chwili i gdyby nie byli przy ludziach, bardzo chętnie by jeno uderzyła. Uwielbiało wprowadzać jeszcze większe zamieszanie we wszystko, co tylko możliwe i nie chciała na to pozwalać, będąc sama jak kołek, bez kierowniczki, niosąc na sobie odpowiedzialność za dwójkę nowych pracowników, organizowanie przyjęć, ogarnianie dostaw, a teraz jeszcze próbując kontrolować nietaktowne poczynania Kai.
— Mieliście w ostatnich miesiącach dużo wezwań — stwierdziło Edgar. — Jak ty nad tym panujesz?
Kaya z każdą sekundą coraz bardziej marszczyła brwi, gdy jeno słuchała. Nie ukrywała swojego skrzywionego wyrazu twarzy, który spostrzegło Edgar, rzucając jej lekki, irytujący uśmiech.
— Mam rację?
— Ta-… Nie — burknęła, jakby ją zatkało, porażając jeno spojrzeniem.
— Ta, chociaż tu masz rację — milczący przez chwilę, drugi policjant, zwrócił się bezpośrednio do Edgar. — Zaginięcia waszych pracowników, nawet morderstwo, teraz kradzież. Nie pracuje u was ktoś, kto może być za to odpowiedzialny? Nie uważacie, że to trochę śmierdzi, i nie mam na myśli tego smrodu sfajczałego grilla?
Oriana, osaczona, pomachała głową na boki, jeszcze bardziej się spinając przez rzucane w jej stronę oskarżenia.
— Skoro tak bardzo chcecie się tym zajmować — mruknęła, chcąc się ich pozbyć, odwracając kota ogonem. — Tylko że nie mam nawet dostępu do kamer, więc jesteśmy gołosłowne.
— Zaraz możesz mieć.
— Nie, Edgar, kur- — Ugryzła się w język. — Nie mogę nic zrobić bez zgody kierowniczki.
Cała czwórka gapiła się niezręcznie na siebie przez parę sekund, jakby każdy zapomniał, jakie miał kwestie do powiedzenia w owej scenie i szukał pomocy w innych osobach. Restauracja zganiała na siebie same podejrzewania od dłuższego czasu — była to prawda. Głównie dlatego nie podobało jej się to, co zrobiła Kaya, nawet jeśli chciała dobrze. Nie miało to żadnego znaczenia, jakie miała zamiary, jeśli miało mieć to fatalne skutki.
Kaya stała obok niej, przestępując z nogi na nogę, gapiąc się to na jednego, to na drugiego mundurowego. Nie widziała jej się konfrontacja z ich dwójką i Orianą jednocześnie, dlatego wolała pozostać cicho, choć miała tak wiele do powiedzenia. Rosła w niej irytacja z każdym kolejnym oddechem policjantów.
— Czy podejrzany dziś jest w pracy? Możemy z nim porozmawiać?
— Jest — mruknęła białowłosa pod nosem. — Możemy porozmawiać w… biurze.
Pokiwali głową, a na niewymówiony znak Oriany poszła poszukać mężczyzny, uwalniając się spod ciężkiego wzroku menadżerki, przytłaczającego tonu wysokiego, barczystego faceta i denerwującego, odrzucającego usposobienia niskiego policjanta. Wcale jednak nie odetchnęła i dopiero gdy od nich odeszła, poczuła, jak drży przez tak głupie wpakowanie się w kłopoty. Nie była przecież durna i nie było to kompletnie kretyńskie posunięcie, ale na myśl o możliwych konsekwencjach zaczęła mieć wrażenie, że zachowała się idiotycznie — szczególnie po usłyszeniu, jak policjant wspomina o morderstwie z paru miesięcy temu oraz owych zaginięciach, które obiły się o uszy Kai, ale nie zaprzątała sobie nimi szczególnie głowy. Nie wierzyła, że restauracja może być jakimś fatum, przyciągającym wszystko, co złe i raczej sądziła, że wszystkie tamte wydarzenia to zwykłe przypadki.
Oriana w tamtej chwili przyciskała złożone ramiona do piersi, patrząc na rozłożone po drewnianym parkiecie stoliki. W ciszy czekali na (mogłoby się wydawać) ociągającą się kobietę, aż nie przyprowadziła podejrzanego kelnera. Nie potrafił ukryć swojej zdębiałej reakcji na widok mundurów — swego zdruzgotanego wyrazu twarzy, szeroko otwartych oczu i ściągniętych brwi. Oriana powiedziała mu tylko, że muszą porozmawiać, zupełnie, jakby wcale nie mieli mu postawić zarzutów.
Kaya poszła za nimi, z czym nikt się nie kłócił. Ich piątka zamknęła się w niewielkim pokoju z komputerem, biurkiem, szafkami na dokumenty i krzesłami — na jednym z nich bezceremonialnie usiadł niższy policjant, podczas gdy reszta wciąż stała, z początku w ciszy.
— No to, jak wygląda sprawa?

 
Kaya?
────
[801 słów: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 2 kwietnia 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie 

ZIMA

Od paru dni doskwierał jej ból w każdej części ciała, od samych stóp po kark. Siedzenie przy biurku jedynie pogarszało sytuację — postawa kobiety zmienia się w skuloną, ikoniczną krewetkę, a fakt, że nie potrafi normalnie usiąść w miejscu, jak normalny człowiek, nie kręcąc się co chwilę, tym bardziej utrudniał zachowanie dobrostanu. Została ze wszystkim sama i nie wiedziała właściwie, na jak długo. Nie nadawała się do odpowiedzialnego życia.
Miała wrażenie, że życie sprawia jej ostatnio same kłopoty, a raczej to ona sobie z niczym nie radziła, nawet z tym, by regularnie jeść posiłki, bo zaczęła pomijać kompletnie śniadania. Musiała pracować więcej za kierowniczkę, przez co wracała do domu zmęczona i nie miała ochoty nawet przysiąść do tabletu, co było jej codzienną rutyną, jedyną, której nie łamała. Po raz kolejny dotarło do niej, jak bardzo to nie jest dla niej i zmieniłaby profesje przy pierwszej lepszej okazji (ale, oczywiście, takiej nie było, więc pozostała z jedyną możliwością, jaka istniała — pogodzenie się ze swoim losem). Dopadało ją poczucie niższości, że może powinna iść na inne studia, znaleźć sobie kontakty, wspiąć się po wyimaginowanych schodach kariery, o której nawet nie marzyła, ale to by zapewne było ,,właściwe” i by nie sprawiało, że patrzyłaby na innych z nikłą zazdrością, której nie chciała do siebie za wszelką cenę dopuszczać.
Jej drobne ciało zapadało się niemal w zimowej, puchatej kurtce, ale nie miała innej, która nadawałaby się na tę pogodę, więc chodziła w kupionej parę lat temu w sieciówce, pikowanej parce z kapturem. Kaya zwróciła uwagę kobiecie, że wygląda w niej śmiesznie. Nie do końca wiedziała, z jakiego powodu.
Próbowała udawać, że nie widzi kolejnego problemu. Unikała dziewczynę, nie chcąc, aby ta się angażowała nadmiernie w to, w co nie powinna — przez to Oriana bała się, że zaraz zacznie wchodzić jej na głowę, a i tak to robiła, ale na niższym, przyjacielskim poziomie.
W szatni rozebrała się, bez pośpiechu, choć była trochę spóźniona.
No dobra, spóźniona o godzinę, bo zaspała.
Miała nadzieję, że nikt nie zacznie jej szukać w ramach jakiejś potrzeby, skoro był początek tygodnia, dlatego (przynajmniej w przewidywaniach) raczej spokojniejszy dzień. Nie lubiła nosić koszul — sprawiało u niej dyskomfort, jak uwydatniają jej kształty, a założenie większego rozmiaru tylko by sprawiło, że wtedy wyglądałaby niechlujnie — ale takie były wymagania co do Oriany, do menagera, który powinien budzić szacunek. Przypięła na piersi plakietkę z imieniem, a wtedy do pomieszczenia weszła kolejna osoba. Położyła na stole filiżankę z kawą i talerzyk z ciastem.
— Hej! — przywitała ją Kaya. — Jak nastrój?
— Dobrze. Masz przerwę? — zerknęła na stół. — Nie wolisz zjeść coś pożywniejszego?
— Nie, nie, już jadłam wcześniej. Chcesz kawałek? — Uśmiechnęła się, unosząc widelczyk z kawałkiem ciasta.
Oriana parsknęła, bo mimo wszystko zrobiło jej się ciepło na sercu, widząc zadowoloną zachętę Kai, i pokręciła głową. Poszła do biura i zaczęła pracę. Zapisywanie strat, rozliczanie wypłat, odpisywanie na emaile i sprawdzanie, czy ktoś wrzucił kolejną głupią opinię na google maps. Spędziła w zamkniętym pomieszczeniu cztery godziny, aż zaczęła boleć ją głowa. Odsłoniła bardziej zasłony, ale na zewnątrz nie było słońca, dlatego i to nie pomogło, więc postanowiła pójść napić się szklanki wody po raz pierwszy tego dnia. Napotkała w pokoju socjalnym Kayę, która marszczyła brwi do na ekranu swojego telefonu.
— Nie miało dziś być Hudsona na zmianie? — spytała nagle. — Jest wpisany w grafiku.
— A ty znowu z tym? Znajdź inne zajęcie, jeśli ci się nudzi.
Wzięła gryza jednej z orzechowych babeczek, które ktoś mile upiekł i popiła wodą. Miała nadzieję, że Kaya nie obrazi się za tak szorstki ton, ale miała nadzieję, że sobie odpuści i zapomni — o nieznaczącej tak naprawdę wiele — sprawie. Nie musiała tego rozwiązywać od razu (a może też nie miała ochoty lub siły na to — a wprost mówiąc, może też się jej nie chciało). Nie zależało jej aż tak na restauracji, żeby wtryniać się w kryminalne zagadki kradzieży w firmie, która na tym bardzo nie zbiednieje, bo płaci pracownikom tyle, że bardziej opłacałoby im się znaleźć pracę w jakimś szemranym fast foodzie albo osiedlowym sklepie.
— To co, sprawdzałaś kamery?
— Nie mam dostępu do monitoringu.
— Jakim cudem?
Wzruszyła ramionami, odwracając wzrok.
— Nie jest to coś, co należy do moich obowiązków.
— No to możesz zawiadomić gliny.
— Nie będę dzwonić na policję.
— Czemu?
— Ach… wiesz, nie chcę robić furory na całą restaurację.
Córka Apollo wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego, zmarszczyła brwi. Patrzyła na Orianę w zamyśleniu, a ta jedynie jadła dalej babeczkę. Powoli wyczerpywała swoje zasoby słów na ten dzień.
— Trochę dziwnie się zachowujesz.
Postanowiła nie kontynuować po jej słowach. Nalała sobie kolejną szklankę wody i poszła z nią w kierunku biura. Kaya, kompletnie nieproszona, potuptała za nią. Stukot butów na niskim obcasie zirytował Orianę.
— Powinnaś coś zrobić, wiesz?
— Kaya… — burknęła, zatrzymując się przed drzwiami.
— No co?
— Czemu się tak tym przejmujesz?
— Chcę ci pomóc.
— Ale ja cię o to nie pytam.
Otworzyła drzwi. Kelnerka doskonale powinna wiedzieć, by nie wchodzić do takich pomieszczeń bez polecenia, ale i tak to zrobiła. Oriana westchnęła głęboko, opierając się o biurko i patrząc na nią, czując, jak gorąc wrze się w jej środku. Zauważyła na koszuli Kai małą, brązową plamę po kawie. Kokardka była niedbale zawiązana wokół kołnierza — może nie był na to moment, ale nabrała chęci, aby ją poprawić i podeszła do kobiety, która aż spięła się w miejscu. Rozwiązała wstążkę i na nowo, starannie ją założyła. Czoło Oriany sięgało do wysokości ust białowłosej.
— Przebierz koszulę. Nie możesz tak wychodzić do ludzi.
— Robisz to, żeby mnie rozpraszać? — zamrugała, otrząsając się z chwilowego transu.
— Nie powinnaś być w pracy?
Odsunęła się i ignorując obecność kobiety, usiadła na obrotowym krześle, wygodnie się opierając i zakładając nogę na nogę. Z nadzieją, że Kaya odejdzie, wróciła do swoich obowiązków, ale ona nie odpuszczała, ewidentnie zmartwiona aktualnym stanem rzeczy. Przywiązała się już do tego miejsca na tyle, by zadbać o to, by nic złego się nie działo. Przywiązała się też najwyraźniej do Oriany, bo to nie był pierwszy raz, gdy chciała (na siłę) jej pomóc (jak właściwie każdemu innemu).
— Chciałam cię jakoś w tym wesprzeć. Wybacz.
Oriana powoli traciła cierpliwość. Podniosła powoli spojrzenie znad notatnika. Rozgoryczona Kaya wyglądała jak zbity kociak, a plama od kawy na jej piersi była wyjątkowo dezorientująca.
— Słuchaj, nie jesteśmy w przyjacielskich stosunkach, żebyś musiała mnie w czymkolwiek wspierać — rzuciła ostro, przestając powstrzymywać słowa. — Wracaj do pracy.


Kaya? 
──── 
[1037 słów: Oriana otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 12 marca 2026

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

LATO, ROK TEMU

Poczekała na nią w cierpliwości, sama zajmując się gdzieś na boku grafikowymi rzeczami. Musiała ogarniać właściwie część całej roboty, bo kierowniczka, jak to główne narzędzie każdej firmy, jedyne co robiła, to siedziała w biurze całe dnie — tak naprawdę nic nie robiła.
Zajmowała się więc przeglądaniem CV, kierowaniem zmianami i przydzielaniem zadań. Jedyne, czego nie robiła, to nie mogła usiąść w spokoju po ciężkim dniu tabaki czy prowadzić, z jakiegoś powodu, rozmów kwalifikacyjnych — co nie miało takiego znaczenia, bo dużo zatrudnionych brało się właśnie z tego, że mieli kontakty i usłyszeli, że są tu inni półbogowie. Nie miała na to żadnego wpływu. Tak właściwie, nabór opierał się tylko i jedynie na kontaktach.
Kątem oka patrzyła na posturę kobiety, która z dokładnością przykładała się do swojej pracy, ale mimo to, uwinęła się bardzo szybko.
— Jaką kawę wolisz? —  zapytała, odkładając telefon na stół i podchodząc do ekspresu, gdy zbliżyła się do niej Kaya. — Wolisz posmak bardziej delikatny, z nutą czekolady, orzechowy, owocowy…?
Kaya zamrugała, choć już powinna wiedzieć, jak wiele mają do wyboru opcji, jeśli chodzi o ziarna kawy. Chwilę się zastanawiała, zaplątując wokół palca biały kosmyk.
— Latte, coś orzechowego.
— Jakiś syrop? Karmel, waniliowy?
— Może być… a obydwa?
Orianie zadrżała aż brew, gdy wyobraziła sobie słodkość napoju, ale tego nie skomentowała, wlewając po pół pompki syropu do szklanki.
— Na zimno chcesz, co nie?
Włączyła urządzenie, wsypała wybrane ziarna i wyjęła z szafy dwie, eleganckie, lśniące wysokie szklanki ze szkła kryształowego o tłoczonym, kunsztownym wzorze, których przypadkowe zbicie przyrządziłoby zawał serca kierowniczce. Zawsze, wyjmując jakiekolwiek talerze, kubki, szklanki czy sztućce, nie pozwalała sobie na automatyczne ruchy i kontrolowała to, co robi, z obawy, że dostanie jej się za wyrządzenie jakiejś szkody.
— Na ciepło.
Córka Ateny, rozgoryczona faktem, że znowu musiała stanąć na palcach, aby sięgnąć do szafki, z rezygnacją odłożyła szklankę i wzięła jeszcze bardziej wyrafinowaną filiżankę.
Kobieta czekała w ciszy, aż jej menadżerka przyszykuje napój. O tej godzinie już było na tyle parno, że Oriana potrzebowała rozbudzającej, pełnej smaku dawki kofeiny w postaci schłodzonego lodem napoju.
— Studiujesz coś?
— Studiowałam. Uh… kognitywistykę — odparła, przewidując kolejne pytanie Kai. — Ty?
— Nie. Nie wiem, czy planuję.
Nie miała zamiaru o to pytać, ale dobra. Zmusiła się, aby posłać jej lekki uśmiech.
— Podoba ci się tu jak na razie?
— To test?
Oriana prychnęła śmiechem, odbierając te słowa pół-poważnie.
— Nie. Czemu? Nie spowoduję, że szefowa cię wyrzuci, nawet jakbym bardzo chciała. Jestem tylko menadżerem.

 
Wyszły na taras. Wspólnie rozłożyły krzesła przy stolikach i usiadły przy jednym z nich, pod osłaniającym je przed słońcem, białym parasolem. Kaya napiła się karmelowo-waniliowego latte, Oriana pokusiła się na zimne americano z łyżeczką cukru, które swoim mocnym smakiem zgorzkniało na jej języku. Przyszły wcześniej do restauracji z racji, że Kaya nadal miała szkolenie, ale jak się okazało, zostało im bardzo dużo zapasowego czasu.
Pożałowały, że nie zostały w środku, gdzie działała klima, bo na dworze właśnie zbliżał się moment górowania słońca, przez co jego promienie paliły ich skórę. Odkryte przedramiona Kai stały się czerwonawe.
— Mamy nieograniczony dostęp do kawy?
— Tak. Ale, jak zaczniesz tu ciągle ją pić, to już nie przestaniesz i skończysz jak ja — rzuciła Oriana, nie patrząc na białowłosą.
— Czyli jak? 
 — Uzależnisz się tak, że już tu zostaniesz, tylko dla darmowej kawy.
Nie rozmawiało się z nią źle. Jako pracownica też nie była zła i to było najważniejsze, bo Oriana wierzyła zasadzie, że w pracy się pracuje, a nie nawiązuje przyjaźnie, przez co zazwyczaj była do innych chłodna i trzymała na dystans, szczególnie że jest od nich stanowisko wyżej. Mając jednak wrażenie, że Kaya jest dość otwarta i się nie speszy żadnymi posunięciami, pozwoliła sobie rozwiązać trochę język (co nie zmieniło faktu, że i tak czuła się ciągle przy niej zesztywniała, gdyż to ona ciągle rozpoczynała jakiś temat, a Oriana po prostu zmuszała się, by sprawić, aby nie było między nimi zbyt długiej ciszy).

ZIMA

Została. Nie zwolniła się tak szybko, jak to robiła połowa osób, zatrudniająca się w tym miejscu — co nie było zbytnio zadziwiające. Została na tyle długo, że Oriana przyzwyczaiła się do jej obecności, a nawet przestała jej przeszkadzać swoimi nagłymi napadami energii, bo potrafiła je albo złagodzić, albo zignorować.
Często prosiła półboginię o zrobienie kawy, a Oriana ją robiła. Jeśli Kaya nie podkreślała, czego dokładnie chce się napić, robiła jej karmelowo-waniliowe latte, które kobieta zawsze chętnie piła, z uśmiechem na ustach, barwiąc filiżankę swoją czerwoną szminką, którą potem Oriana zmywała.
— Jak długo będzie na urlopie? — spytała Kaya, mając na myśli ich przełożoną, która tak po prostu, bez słowa, z dnia na dzień znikła i dopiero później to przez Orianę każdy dowiedział się, czemu jej nie ma.
— Mam nadzieję, że jak najkrócej. — Wzruszyła ramionami.
— Wiesz… mogę ci pomóc z czymś, jeśli chcesz.
Słowa ,,nie, dzięki” zastąpiła pokręciem głowy i uśmiechem. Nawet zdobyła się na ściśnięcie ramienia Kai w oznace wdzięczności.
W mieście zrobiło się spokojniej i nie było słychać już niepokojących wiadomości, które krążyły latem, jakby zatopiły się one pod śniegiem. Zapomniała już, co zadziało się w restauracji parę miesięcy temu — właściwie, w ogóle to na nią nie wpłynęło i nie poruszała tego tematu z nikim poza Edgar.
Miała tylko nadzieję, że gdy śnieg stopnieje, to nie odkryje dawnych spraw. 

 Kaya? 
──── 
[853 słowa: Oriana otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 30 października 2025

Od Oriany — drabble „Nuta”

Nie da się wyrazić słowami, jak bardzo nienawidziła sobót — ulubionego dnia tygodnia dla wielu, a raczej dla tych jeszcze uczących się bądź chodzących do normalnej pracy. Ale ona nie chodziła do normalnej pracy.
W największym zapierdolu, w cholerną jesień, ktoś musiał zamówić akurat cholerne pumpkin spice iced latte, a skończył się cholerny lód do tego cholernego cholerstwa. Z głośnym przeklnięciem poszła na zaplecze, gdzie miała krótką chwilę na odetchnięcie od tego całego zgiełku. A przynajmniej tak myślała, bo do jej uszu dotarły nuty piosenki, którą ktoś właśnie puścił.
Krew się w niej zagrzała.
— Kto z was puścił jebane ,,Zombie Lady”?!

 
────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 24 października 2025

Od Oriany — drabble „Słowo”

Z pokoju już od kilku minut słychać było wzburzone stukanie paznokci o telefon. Z coraz większą frustracją wzdychała głośno, zaciskała zęby i miała ochotę rzucić ajfonem o ścianę, ale powstrzymywały ją tylko myśli o straconych pieniądzach.
W końcu wyszła z pomieszczenia i bez pukania wparowała współlokatorowi do jego prywatnej przestrzeni. Zerwał się aż z fotela.
— Jakie jest jeszcze słowo zaczynające się na B i kończące na A?
Przytknęła ekran telefonu do samych szkieł okularów brązowowłosego. Edgar zamrugało speszone i jeno skupienie na twarzy sugerowało, że naprawdę się zaangażowało w myślenie.
— Budda?
Wpisała słowo i się zmarszczyła.
— To była budka, idioto!

────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 21 października 2025

Od Oriany — drabble „Dzwonek”

Patrzyła na kobiety z adoracją. Szczególnie, gdy nosiły piękne suknie. Podkreślały tuszem rzęsy. Poprawiały włosy, upinając je w piękne fryzury. Z elegancją sięgały do torebek, by wyciągnąć z nich lusterko.
Nie mogła też oderwać wzroku od Kai, gdy zobaczyła ją pierwszy raz poza pracą. Od truskawkowych spinek wpiętych we włosy i umalowanych czerwoną szminką ust. Tego, jak jej wysoka sylwetka poruszała się z gracją. Miała gruby, wełniany sweter i dzwony. Wyglądała w nich tak cholernie dobrze, że Oriana na moment zapomniała, jak bardzo pała nienawiścią do tych spodni.
— Wygodnie ci w takich wysokich obcasach? — Było jedynym, co z siebie wymamrotała.

────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 18 października 2025

Od Oriany — drabble „Dziecko”

Chciałaby nigdy nie dorosnąć.
Przerastał ją obowiązek i odpowiedzialność. Była zagubiona i samotna. Zaczęła żyć w mieście bez znajomości, wizji na siebie czy bezpiecznego miejsca, w którym mogła się schronić.
Ciągle ktoś na nią czyhał. Mogła poczuć na karku czyjś spragniony oddech.
Miała dwadzieścia lat, a czuła się na czternaście. Zatrzymała się w jednym punkcie swojego życia, z którego już nigdy się nie wydostanie. Również wtedy bała się rzeczywistości, jednak przynajmniej mogła sobie wmawiać, że może sobie na to pozwolić.
Ale czemu tak bardzo chciała znowu stać się dzieckiem, skoro tak naprawdę nigdy nie miała okazji, aby się nim poczuć?

 
────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 17 października 2025

Od Oriany — drabble „Gra”

Było jeszcze jasno, gdy wyszłyśmy z restauracji i ruszyłyśmy, tym razem nie w stronę metra, a rynku. Kayę zatrzymało dwanaście pól-kwadratów narysowanych kredą na chodniku.
Uśmiechnęła się do mnie i zaczęła skakać na jednej nodze od pierwszego numeru, do samego końca. Spojrzała na mnie z cichym chichotem, ale gdy się nie ruszyłam, zmarszczyła brwi.
— Co? Wstydzisz się. — Zgadłam, że nie było to pytanie, a stwierdzenie, mimo jej tonu. — Nie bądź nudna.
Uniknęłam spojrzenia, czując gorąc na twarzy.
— Nie grałaś nigdy w klasy?
Zamilkłam. Ale najwyraźniej nie potrzebowała żadnych słów, bo znowu się uśmiechnęła, podeszła bliżej i pociągnęła mnie za ręce.

 
────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 15 października 2025

Od Oriany — drabble „Broda”

TW: ALKOHOL

 
Głowa mężczyzny opadała bezwiednie na moje dłonie. Był tak wątły, że uciekał spomiędzy moich palców, które kurczowo próbowały go utrzymać — wiedziałam bowiem, że jeśli raz osunie się na chłodne kafelki, przez dłuższy czas nie będę w stanie go podnieść.
Kilkudniowy zarost postarzył jego twarz jeszcze bardziej, niż alkohol. Z wyczuciem dotykałam szorstkiej brody, pozbywając się owłosienia za pomocą maszynki, nie chcąc zrobić mu żadnej, nawet najmniejszej krzywdy.
Gdy już myślałam, że straciłam z nim kontakt, poruszył się i uchylił powieki.
— Złotko? Kiedy wróciłaś do domu?
Maszynka wypadła mi z rąk. Moje wargi zadrżały.
Nie miałam jednak zamiaru płakać tego dnia. 

────

 [100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 14 października 2025

Od Oriany — drabble „Wiedźma”

Muzyka przedzierająca się przez słuchawki. Szum pojazdu targającego znajdujące się w nim osoby. Mało dyskretne rozmowy. Duchota, smród i brudna poręcz, której nawet nie musiała trzymać, bo ludzie tak ją ściskali, że mogła najwyżej zaliczyć wpadnięcie na wózek obok.
Drobna kreatura zaczęła jojczyć. Potem krzyczeć. W końcu płakać, a może raczej ryczeć.
Wywróciła się zawartość jej żołądka. Zacisnęła powieki, myśląc, że przed nią tylko dwa przystanki, ale szybko je otworzyła, aby spiorunować wzrokiem dwulatka. Ten, jakby wyczuł czyjś wrogi wzrok na sobie, odwrócił się w jej stronę i zaczął płakać jeszcze głośniej.
— Wiedźma!
Nie wyglądała w żadnym stopniu jak wiedźma. 

 ──── 
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 4 października 2025

Od Oriany— drabble „Portret"

O tamtej porze wszystkie emocje, które starannie ukrywała jak najgłębiej w duszy, wyszły na wierzch, owijając swoimi mackami ściany i okna.
Ktoś nieproszony nieustannie wpychał się do jej serca.
Usta, które miały wypowiadać piękne słowa, mówiły tylko kłamstwa. Dłonie i palce, stworzone do tego, aby stworzyć jeszcze więcej, kreowały jedynie cierpienie. Oczy, które miały przynosić ukojenie, wywoływały grozę.
Przyciskała ołówek do kartki z taką siłą, przez którą miała wrażenie, że zaraz odpadną jej palce.
Próbowała zamienić go w idealną prozę. Wymazać z niego całe zło i szpetne blizny, którymi obdarzyło go życie.
Ale wiedziała, że nigdy nie będzie w stanie.

────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 3 października 2025

Od Oriany — drabble „Niespodzianka”

Padała z nóg po dziesięciogodzinnej zmianie, podczas której nie miała czasu, aby choć usiąść na minutę czy wypić łyka wody. Dodatkowo musiała zamknąć zasyfioną knajpę po ruchu, który przerósł ich najśmielsze oczekiwania.
I dosłownie, padła na krzesło z przebolałym westchnieniem. Nad nią stanęła Kaya, rozpuszczająca spięte w małego koczka włosy.
— Zmęczona?
Przytaknęła, a kobieta wyciągnęła do niej zamkniętą dłoń.
— Co znowu?
— Kinder niespodzianka — rzuciła, podając jej słodycz.
Odeszła prędko, stukając obcasami.
— A… — mruknęła do siebie.
Odpakowała czekoladowy wyrób i przepołowiła go na pół. W środku znalazła figurkę białego lisa. Przez moment się w niego wpatrywała, aż nie prychnęła cicho śmiechem. 


 ──── 
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 2 października 2025

Od Oriany — drabble „Słońce”

Otwieranie się na innych było barierą, której z jakiegoś powodu nigdy nie mogła przekroczyć. Tak naprawdę, to nawet nie próbowała. Może w środku czuła jakąś potrzebę i świadomość, że nie powinna tkwić cały czas w swojej bańce, ale skutecznie ją ignorowała.
Ale w końcu coś się w niej łamało.
Gdy nie odzywała się do ludzi wokół. Gdy nie potrafiła okazać emocji. Gdy miała wrażenie, że nie ma swojego miejsca.
Może potrzebowała kogoś, kto da jej odrobinę światła w życiu. Może nie potrzebowała tak naprawdę wiele — tylko tego kogoś, kto rozświetli jej ten ponury świat.
I w końcu tego kogoś odnalazła.

 
────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 1 października 2025

Od Oriany — drabble „Tarcza"

Myślałam, że ojciec powinien być kimś, kto winien bronić od wszystkiego, co złe. Męski autorytet. Pokaz siły, władzy i dominacji, niczym cholerny topos rycerza. Głowa rodziny, sprawująca nad nią opiekę.
Przez parę naiwnych lat w to wierzyłam.
A potem ojciec wycierał łzy w moją koszulkę, ściskając palce mej dłoni. Z zaciśniętymi wargami obserwowałam, jak nierównomiernie unosi się jego klatka piersiowa. To był jedyny raz, jak widziałam go w takim stanie.
W wieku osiemnastu lat przestałam wierzyć w wyimaginowane bajeczki i polegać na tym, że ktokolwiek mnie ochroni. Musiałam sobie radzić bez niego.
Zupełnie sama, tak jak zawsze. Bez żadnej obrony.

────
[100 słów: Oriana otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 31 lipca 2025

Od Oriany CD Kai — ,,My kink is karma"

Poprzednie opowiadanie

Spojrzenie Kai spotkało się z bardzo wyrazistym skrzywieniem współpracownicy — na tyle, że zapewne mogła poczuć, jak nieoczekiwane wzdrygnięcie promieniuje do wszystkich struktur jej mięśni.
— Poradzę sobie.
Z tymi słowami złapała za pudło i szybkim, gwałtownym ruchem je uniosła. Płuca zareagowały przesadnym, głośnym odetchnięciem i chwilowym bezdechem z powodu ciężaru. Oriana nie zerknęła nawet na Kayę, ruszając naprzód, a gdy się wymineły, trąciła kobietę ramieniem. Na tyle mocno i precyzyjnie, że musiało być to celowe. Dopiero wtedy drzwi od biura, do którego poszła kierowniczka, zatrzasnęły się z hukiem, który rozniósł się po całym zapleczu.

 
Kaya czekała na nią przy barze, z poczuciem niezdzierżonej niezręczności, obserwując, jak inni pracownicy sprzątają po sobie i chodzą w tę i wewtę, chcąc jak najszybciej pójść do domów. Też chciała iść jak najszybciej do domu, ale musiała czekać na kogoś, komu wcale nie było prędko do właściwie niczego i zaczynało to budzić w białowłosej nie zirytowanie, a niecierpliwość na myśl o Orianie, która nie pchała się właściwie do niczego, jakby niczym się kompletnie nie stresowała, a jej doba miała czterdzieści osiem godzin, dzięki czemu mogła mieć wszystko, kolokwialnie mówiąc, głęboko w dupie.
Oriana, nareszcie pojawiając się przy kobiecie, jak zwykle potraktowała ją manierą godną awangardowej nastolatki, której nie chce się żyć. Pokazała, jak wydrukować raport z całego dnia, co ma posprzątać po sobie na koniec zmiany i, co oczywiście najważniejsze, że to niebieski płyn jest do szyb, a nie żółty, żeby na następny dzień nikt się nie przyczepiał, że ,,szyby mają smugi”. Obserwowała, nie kiwając nawet palcem ani nie odzywając się ani słowem, jak sobie radzi i stwierdziła, że nawet nie ma po niej, o dziwo, czego poprawiać.
Po zgaszeniu połowy świateł restauracja wyglądała mroczniej, mimo ilości żywej zieleni, którą emanowały rośliny czy przyozdobionym przez kolorowe obrazy ścian.
— Dobrze ci idzie, jak na pierwszą pracę.
Kobieta spojrzała na nią takim wzrokiem, jakby była zaskoczona, że ta odezwała się pierwsza. Jednak już po chwili szeroko się uśmiechnęła, tak cholernie niewinnie — z dozą nastoletniej, a nawet dziecięcej radości wynikającej z nieznaczącej pochwały — że Oriana tego pożałowała.
— Dzięki.
Kaya musiała podciągnąć rękawy swej koszuli, czując duchotę przez wyłączoną już klimatyzacje, przy czym Oriana kątem oka omiotła, niezbyt dyskretnie, jej szczupłą, wysoką sylwetkę — szybko odwróciła wzrok, gdy dotarła do bladych przedramion., mimowolnie zauważając, jak kontrastują z jej lekką opalenizną.
— Kto ci powiedział?
Pytanie spotkało się ze zdziwionym wzrokiem białowłosej.
— Nie podciągnęłaś do końca rękawów.
Jeszcze chwilę była zmieszana, aż nie przeniosła spojrzenia na swoje przedramię. Ugryzła się we wnętrze policzków, uśmiechając się z zakłopotaniem.
— Pytałam, kto ci powiedział. Nie jesteś pierwszą osobą, która z obozu trafiła tutaj — odparła.
— Nikt szczególny. Przypadkiem o tym usłyszałam.
— O?
— Że tu są inni. I że… no wiesz, jest bezpieczniej, że będę mieć jakąś ochronę.
Wypalony tatuaż w tym miejscu widziała już wystarczająco wiele razy, żeby go rozpoznać nawet po małym fragmencie, który wystawał spod rękawa Kai. Widziała go u Edgara cały czas, przypominając sobie, jak powiedział, że w ich obozie zostałaby spalona za bycie córką Ateny, myśląc o tym, ile półbogów już poznała z Jupitera, choć raczej powinno ich być więcej z jej obozu. Widziała je tyle razy, poznając dzieci różnych bogów w tak łatwy sposób, przez jedno tylko spojrzenie, mogąc wydedukować w ten sposób cały (albo chociaż jakąś część) ich charakter, charakterystyczne cechy i zdolności. Z tego powodu mogła już (o ile prezycyjnie zobaczyła symbol, przedstawiamy przez tatuaż) wyrobić sobie jeszcze bardziej adekwatną ocenę o Kai.
— Ta, prawda — rzuciła krótko.
— Ile tu pracujesz?
— Długo. Za długo. Tak, było tu już wielu.
— Dużo ich już tu nie pracuje?
— To restauracja. Nikt tu nie chce pracować.
— Jest aż tak źle?
Oriana zauważyła, że próbuje ciągnąć dalej rozmowę. Wolała rozmowy o pogodzie niż głębokie, emocjonalne dyskusje, dlatego jeszcze nie urwała Kai w połowie wypowiedzianego zdania.
— Zawsze mogło być gorzej. Mogłoby być też lepiej — mruknęła pod nosem cicho. — Lepiej się przygotuj, że ta praca wymęczy cię fizycznie i psychicznie. Psychicznie bardziej.
Kaya uśmiechnęła się tylko na te słowa.
— Klucze zazwyczaj zabiera osoba, która ma też na rano zmianę, więc padło na ciebie — odparła. — Jutro też będę tu z tobą.
Poszła do szatni, a białowłosa, jak dopiero co raczkujący szczeniaczek, natychmiast popędziła za nią. Z Kayą za swoimi plecami, nie uraczając jej ani zerknięciem kątem oka. Wyglądała na taką, co by specjalnie czekała, aby z nią wyjść i może jeszcze by ją odprowadziła do metra, pytając się Oriany, w którą stronę idzie, a jakby miały iść w tą samą stronę, to zaproponowałaby, żeby ,,przeszły się na spacerek”, a może nawet by powiedziała przy tym, że ,,pogawędzą sobie i coś się o sobie dowiedzą” i na samą tę myśl zażenowała się tak mocno, że poczuła ukłucie i przebrała się dziesięć razy szybciej, niż zazwyczaj to robiła, do tego stopnia, że rzuciła pracowniczą koszulę gdzieś w bok i zapomniała, aby ją zabrać (co sprawi, że następnego dnia będzie musiała iść po nową koszulę, bo tej już nigdy nie znajdzie). Poczuła, jak jej plecy zalały się potem, gdy szybko otworzyła drzwi od szatni i ruszyła do wyjścia. Wyszła z restauracji, której wielki, neonowy napis ,,Kennkitchen” na zmianę świecił się i gasił, nawet w nocy, i już wiele razy przeżył usterki, przez co teraz jeden z napisów — drugie ,,k” się nie zapalał.

 
Gdy już sprawdzała, kiedy pojawi się upragniony, wieczorny środek transportu, ktoś zaszedł ją od tyłu, o czym zorientowała się dopiero, gdy owa osoba stanęła obok. Bez wzruszenia odwróciła do niej głowę, uraczając ją brakiem uśmiechu i zmęczonym wzrokiem, na które Kaya odpowiedziała pełnym uśmiechem i żywym spojrzeniem.
Orianę opuściła jakakolwiek życiowa siła, o ile w ogóle jakąkolwiek w sobie miała.
— W którą stronę idziesz?
No tak.

Kaya?
 ──── 
[926 słów: Oriana otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 7 kwietnia 2025

Od Oriany do Kai — ,,My kink is karma"

Nie było nic gorszego od wysypki na rękach po żrących środkach czyszczących. Milion razy proponowała, żeby zmienić to cholerstwo na coś lepszego, bo nie była jedyną osobą z tym problemem, a uczuleń żadnych też nie miała. Oczywiście nie chcieli tego słuchać, bo dla szefostwa liczyły się najtańsze i najbardziej beznadziejne opcje. Rękawiczki za grosze (na dodatek niebieskie, okropieństwo) z pierwszego lepszego marketu dziurawiły się od razu pod wpływem najmniejszego ciepła i każdego zaciągnięcia czy zatarcia o kant frytkownicy, przez co sprawa się pogarszała. Chwilami miała ochotę wyrzucić je do kosza i pracować bez nich, ale wiedziała, że dostanie za to srogą reprymendę. Co jest ironicznie, nie zależało jej też na tym aż tak, by próbować bardziej ich zmusić do zmiany pracowniczych warunków.
Dwunastogodzinna, sobotnia zmiana dopiero co się zaczęła, a krople gorącej frytury już zdążyły ją poparzyć. Zdobyła tyle blizn, zdobiących jej ręce, że mogłaby kogoś okłamać, iż była kiedyś na polu bitwy, gdyby tylko ich nie zakrywała najbardziej, jak mogła. Na palcach okazały się miniaturowe bąble, gdy wymieniała gumowe rękawiczki. I tu objawia się kolejna kwestia. Gdyby ktoś zobaczył, że zmienia je zbyt często (czyli, wedle niektórych z nich, częściej niż cztery razy na całą zmianę), to pewnie by została wyrzucona. Możnaby wymieniać fakty świadczące o patologiczności tego miejsca w nieskończoność, powodujące, że Oriana z tygodnia na tydzień miała coraz większą ochotę sobie odpuścić tę robotę, bo wywoływała w niej tylko nieustanny stres.
W swoim CV oczywiście nakłamała, że dobrze pracuje pod presją. Minęły ponad dwa lata i mimo tego, nikt chyba nie odkrył, jak bardzo obraz w owym dokumencie różni się od jej prawdziwej osoby. A wystarczył tydzień, by było widać po Orianie, jaka jest naprawdę.
Wszystko wypadało jej z rąk, gdy kogoś obsługiwała, dukała z lęku, nic nie ogarniała, przy największym ruchu stała w miejscu i nic nie robiła, myliła składniki pod presją, nawet myła szyby złym płynem, przez co zostawały na nich smugi, a na następny dzień na grupie pracowniczej pytano ,,kto do cholery wczoraj zamykał???!!!” i zwieńczając wszystkie te akcje jednym zdaniem: tak, zdecydowanie, za bardzo nakłamała w CV, a to nawet nie była pierwsza praca Oriany w życiu. A teraz była managerką i raz po raz tego żałowała.
Mogła pochwalić się tylko bezbłędną pamięcią. I genialnym przekonywaniem klientów, że są idiotami i że nie mają tak naprawdę racji, gdy składają bezsensowne reklamacje albo próbują wmówić pracownikom, że napluli im do jedzenia. Mówili często, że ma dobre obycie z ludźmi, ale nie była to w żadnym stopniu prawda — starała się po prostu załatwiać sprawy w najmniej konfliktowy sposób i jak najszybciej, nie chcąc się długo irytować.
Czasem nie wiedziała już, czy gorsze jest użeranie się z klientami, czy współpracownikami i nie widziało jej się szkolenie kolejnej, nowej osoby. Niczego tak bardzo nienawidziła, jak tego, nawet smrodu, z którym wraca potem zawsze do domu — i nie chodziło o to, że nie miała umiejętności nauki innych, bo było obiektywną prawdą, że jest dobra w tłumaczeniu.
— Który jesteś dzień?
Nawet się nie przedstawiła — a nie musiała tego robić, by poznać imię nowej pracownicy, gdyż plakietka na białej, eleganckiej koszuli z bufiastymi rękawami poraziła ją napisem ,,KAYA”. Kobieta o krótkich, śnieżnych włosach, których górną część już związała w prowizorycznego koczka, odwróciła się w jej stronę. Kąciki brzoskwiniowych, pomalowanych warg uniosły się delikatnie w geście powitania, z pewnym entuzjazmem, ale widoczną nerwowością, którą próbowała tak zamaskować.
— Trzeci.
Oriana nie wpatrywała się w nią bardzo długo, tylko pokiwała głową i gestem pokazała, żeby poszła za nią, po czym wyszły z szatni. Przeszły obok kuchni, gdzie ktoś właśnie puszczał grającą na nerwach, hip-popową muzykę. Oriana już wcześniej przebrała się z firmowej, białej, poplamionej koszulki z nazwą restauracji w coś bardziej przystępnego, aby wyjść do ludzi, przez co mogły wyjść bez żadnych przeszkód z zaplecza.
— To twoja pierwsza praca? — spytała mimowolnie, choć nie była nigdy wielbicielką small talku, szczególnie w miejscu pracy.
— Tak.
Miała ochotę powiedzieć półżartem, aby stąd uciekała, o ile może, ale w porę się powstrzymała.
— Myślałam, że jesteś tylko na kuchni — dodała Kaya, dając córce Ateny do zrozumienia, że już zwróciła na nią wcześniej uwagę.
— To gastro, proszę cię. Robię wszystko — odpowiedziała pobłażliwie, odwracając do niej głowę i uśmiechając się lekko — po prostu zazwyczaj unikam kontaktu z ludźmi.
Na przykład tego dnia miała zamiar unikać, ale te plany zostały doszczętnie popsute. Zakładając jednak, że musieli już pokazać jej podstawowe rzeczy i ma głównie patrzeć kobiecie na ręce, jedynie dopełniając wcześniejsze tłumaczenia, nieco się rozluźniła. Mogła potraktować ten czas jako przerwę od chorego wiru pracy.
— Mówili ci już, że musisz zapamiętać składy i alergeny wszystkiego?
— Coś wspominał… ten, jak mu było… — Spojrzała w górę i bok, szukając w pamięci właściwego imienia. — Ethan.
— No to oprócz tego, radzę ci zapamiętać numerki z menu, bo ludzie to idioci i zamiast podać ci nazwę jedzenia, to podają ich numery — odparła Oriana, biorąc do ręki ową kartę i przelatując wzrokiem po dostępnych daniach. — Nikt inny ci tego nie powie, a uwierz mi, ułatwisz sobie tym życie.
Kaya pokiwała głową ochoczo i z uwagą, gdy druga kobieta podniosła na nią wzrok.
— Dobra, więc… Pokazywał całe zaplecze? O wege rzeczach mówił? — Białowłosa znowu przytaknęła. — Jak masz przekazywać zamówienia na kuchnię, żebyśmy się rozczytali?
— Uch…
— Zgaduję, że na razie nic nie pozwalali robić ci samej i ciągnęli cię za rączkę? — mruknęła, widząc minę dziewczyny. — No, w każdym razie… to teraz to zrobisz.
Ku nerwowym przełknięciu śliny i spięciu ramion Kai, podeszła do innego z kelnerów, żeby załatwić im jakiś stolik, który mogą obsłużyć. A raczej, który nowa pracowniczka mogłaby sama obsłużyć — domyśliła się, że właśnie tak ma zrobić, dzięki niezbyt zachęcającemu uśmiechowi Oriany.
Nie wyglądało to jednak na coś zbyt trudnego dla niej. Córka Ateny obserwowała z daleka, jak kobieta z szerokim uśmiechem podchodzi do dwójki klientów i nieco, aczkolwiek prawie niewidocznie, drżącą dłonią zapisuje ich zamówienie w małym notatniku. Potem wróciła do niej, wyglądając na pierwszy rzut oka tak samo spokojnie, jak przy obsługiwaniu pary, ale nerwowo mącąc kartki w dłoniach. Oriana zastanowiła się, czy to przypadkiem ona nie stresuje Kai.
Pokazała jej system wprowadzania zamówień w komputer i jak zapisywać w nim rzeczy, żeby na kuchni wszystko było jasne i klarowne. Owy system był chyba najbardziej bezsensowną i niepotrzebnie skomplikowaną, a równocześnie najważniejszą rzeczą, w której też najłatwiej było się pomylić, czy to przy klikaniu we właściwy przycisk, czy ogólnym odnalezieniu się w czymkolwiek. Mimo to Kaya nie wydawała się niczym zdruzgotana i nie miała nawet żadnych pytań, choć blondwłosa z trzy razy wspominała jej, że gdyby coś było niejasne, to może pytać — nawet o największą głupotę (w obawie, że boi się to zrobić). Ewidentnie radziła sobie w pierwszych dniach lepiej od Oriany.
— To, co, poradzisz sobie już sama? — spytała z cynicznym uśmiechem, kładąc rękę na ramieniu znacznie wyższej Kai. 

  Kaya?
──── 
[1114 słów: Oriana otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

sobota, 5 kwietnia 2025

Od Oriany do Sylvie — ,,Guilty pleasure"

Oriana z jakiegoś powodu nie lubiła wiosny.
Gdyby przyjrzeć się bardziej tej kwestii, to nie sądziła, żeby lubiła jakąkolwiek porę roku. To za zimno, to za ciepło, to za bardzo tak, to za mało tak — nie widziała nigdy żadnego balansu nawet w czymś takim, jak astrologiczne sezony, wybijające z rytmu życie każdego człowieka, którzy przywiązują symboliczne uwagi nawet do tego, czy przez dane trzy miesiące pada (raz na jakiś czas) śnieg, czy jednak (prawie) cały czas świeci słońce.
Jest to też taka pora, gdy jedni ubierają się w płaszcze i szaliki, a drudzy na krótki rękaw, przez co nigdy sama nie wiedziała, co na siebie założyć. Nie miała prawie żadnych ubrań nadających się na ciepłą pogodę, przez co, jak również tym razem, często kończyło się na tym, że czuła się mało komfortowo we własnej skórze.
Chcąc schronić się przed nieśmiałymi jeszcze promieniami słońca, zajęła miejsce w cieniu, na zewnątrz baru — w nocy to miejsce było niczym burzowe serce Nowego Jorku, dając upust młodym osobom, które chciały się trochę zabawić i przestać przejmować na moment światem, ale za dnia samotne siedzenie przy stolikach na dworze jeszcze mogło znaleźć jakieś uzasadnienie. I przede wszystkim, nie należała do grupy osób, które by tu przychodziły nocą.
Zależy oczywiście, którą godzinę jeszcze zaliczamy pod kategorię czasu dziennego, bo bary zazwyczaj otwierały się najwcześniej o piętnastej, a niekiedy nawet osiemnastej. Orianie udało się jednak trafić na taki, który dawał możliwość przesiadywania na tarasie (który i tak był raczej niewielki), gdy było jeszcze jasno, a skusiła ją głównie dość cicha okolica z otwartym widokiem na ludzi. A tak poza tym, miała przerwę między jedną pracą a drugą, gdyż szefostwo postanowiło ustalić wyjątkowo niekorzystny grafik, a ta lokalizacja była idealna, aby się po pierwsze, nie spóźnić i szybko trafić do drugiej lokacji, a po drugie, nie tracić wolnego czasu. A nie lubiła, gdy cenny czas uciekał jej z życia na nic nierobieniu.
Kelnerka przyniosła ananasowo-pomarańczowy koktajl z kostkami lodu, uśmiechając się promiennie. Oriana podziękowała niezbyt głośno, tylko na sekundę podnosząc wzrok znad kartki. Bezzwłocznie wróciła do kreślenia po zeszycie za pomocą ołówka, podkreślając akurat delikatne, smukłe rysy twarzy. Rysowanie tradycyjnie, na papierze, pozwalało jej trochę bardziej się wczuć — silniej czuła nacisk ołówka między palcami, nawet jeśli grafit zostawiał czarne ślady na skórze, a na knykciach robiły się odciski, bo przyciskała go aż zbyt mocno. Na dodatek lubiła, gdy mogła wyraźnie zobaczyć każdy swój poprzedni błąd, gdy poprzednie szkice nie chciały domazać się do końca, tworząc niechlujny, zawiły chaos.
Sposób, w jaki narysowała włosy, nagle wydawał się odbiegać od rzeczywistości. Nie miała żadnego koloru, co prawda, aby odzwierciedlić je dokładnie na papierze, ale dokonała paru poprawek, by były gęstsze i trochę bardziej puszyste. Mogła powiedzieć przynajmniej, że ich kształt, struktura i długość są odwzorowane.
Nienawidziła rysować oczu. Czuła, że nigdy nie oddaje do końca ich głębi i podobnie było w tym przypadku, a nawet nie podobnie, a szczególnie, bo prawdopodobnie nigdy nie mogłaby przenieść na kartkę tego żywego, a jednocześnie kojącego wyrazu niebieskich tęczówek, z których (nawet z bardzo daleka) wylewała się tajemnicza, troskliwa poświata. Pocieniowała górną i dolną wargę w ich pełnej obręczy, stawiając niżej kropkę jako wyraz pieprzyka. Na oślep wzięła do ręki szklankę i wsadziła słomkę do ust, przekrzywiając delikatnie głowę. Może i była do siebie krytyczna, ale potrafiła spojrzeć obiektywnym okiem (jeśli rzeczywiście się da tak zrobić względem własnych tworów) na to, co wychodziło spod jej rąk. Potrafiła zauważyć postęp i nie karała siebie za porażki. Ale gdy tym razem skupiła się na rysunku, dostrzegła coś, do czego wcześniej nie przykładała uwagi.
Z jakiegoś powodu kompletnie nie potrafiła odwzorować jej uśmiechu i to dopiero było czymś, przez co poczuła się zniechęcona. Westchnęła, odkładając szkicownik z otwartymi stronami na stolik, zauważając, jak coraz więcej osób zbiera się w barze. Zawsze przychodzili dwójkami albo grupami. Uderzyło ją znowu niewyjaśnione poczucie odosobnienia — pomimo że doskonale zdawała sobie sprawę, iż nikt nie zwracał na nią uwagi i każdemu latało obok nosa, czy ktoś przychodzi do takiego miejsca z kimś, czy sam. Posiadała tak wysoki poziom samoświadomości społecznej, swojego położenia między ludźmi, że wmawiała sobie nieraz, iż ktoś może się przejmować jej obecnością.
Wypiła napój tak szybko, że zimno przeszło przez kręgosłup jasnowłosej. Na tyle przesadzona słodycz rozniosła się w tym samym czasie po jej języku, że aż zaczęła się zastanawiać, ile cukru w siebie w tamtej chwili włożyła, a niezbyt się przecież przejmowała takimi rzeczami.
Zostało jeszcze trochę czasu, ale zaczęła się już zbierać. Zostawiła napiwek (sama pracowała w tej samej branży, doskonale wiedziała, jak okropna jest to praca i jak dużo daje tak mały gest), zabrała torbę i zarzuciła na ramię kurtkę, którą jeszcze na sobie miała z rana. Przełączyła niechcianą piosenkę, która zaczęła grać w słuchawkach.
Dopiero na zakręcie, dwie ulice dalej, zorientowała się, że czegoś jej brakuje. Szukając w głowie zaginionego komponentu, stanęła sparaliżowana, aż nie doszło do niej, że zostawiła jakimś cudem szkicownik — ten sam, durny szkicownik, którego nie spuszczała z oka, jakby było to małe dziecko — na barowym stoliku, który prawdopodobnie już został przez kogoś zajęty.
— No kurwa — wymamrotała do siebie.
Westchnęła przez myśl o potrzebie cofnięcia się, pomimo że było to tak naprawdę kilkadziesiąt metrów i powrót zajmie kilka minut, a zostało dużo czasu. Z towarzyszącym, palącym w ramiona słońcem odwróciła się na pięcie, ale gdy dotarła do stolika, stało się to, czego każdy mógł się spodziewać od samego początku — obiekt wcześniejszego dzieła właśnie sprzątał stolik i odkrył, że jego, a raczej jej podobizna, magicznie objawiła się jako rysunek zupełnie obcej osoby.
— E, przepraszam — Oriana uśmiechnęła się grzecznie, zwracając na siebie uwagę różowowłosej. — Tak się składa… że to zostawiłam. Już to zabieram, wybacz.
Nie czuła wstydu.
Czuła za to zażenowanie sięgające zenitu i jeszcze dalej.
Często rysowała osoby, które widziała i uznawała za warte uwagi pod względem ich wyglądu. Wprost mówiąc, rysowała tych, którzy w jej oczach byli przyciągający i atrakcyjni bądź posiadali w sobie coś szczególnego. Nie uważała tego za nic złego, ale to był drugi raz, gdy zdarzyło się, że ktoś ją na tym przyłapał — i tym razem był to ktoś zupełnie obcy.
Dopiero gdy druga kobieta po raz pierwszy tego dnia spojrzała swoimi oczami w kolorze chłodnego morza prosto w jej własne, ugryzła się odruchowo w wargę, nie mając pojęcia, co ma zrobić w tej sytuacji. Może jednak była w tym wszystkim odrobina wstydu, lecz czuła wewnętrznie, że jest bardziej onieśmielona.
— To naprawdę hojny napiwek — odparła ze śmiechem kelnerka.
Długie, gęste włosy wpadły na twarz kobiety, gdy zerwał się mocniej wiosenny wiatr. Odgarnęła je niespiesznym ruchem, zupełnie, jakby wcale nie miała na głowie prawdopodobnie dziesiątek klientów, a jednak z jakiegoś powodu nie wyglądało na to, żeby śpieszyło jej się ze sprzątaniem stolika po samotnym, ananasowym koktajlu.
Orianie zajęło chwilę zrozumienie, że wcale nie chodziło jej o parę dolarów, które zostawiła na stoliku. Chcąc uniknąć zbytnio długiej niezręczności, zamknęła szkicownik i włożyła go do torby (oraz aby pudrowowłosa się tak długo nie wpatrywała w tę jedną stronę).
— Cóż… tak. Dzięki — odparła.
Czy to był w ogóle komplement, czy sobie to wymyśliła? 

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG 20.04.2026 (jedna z postaci trafiła do NPC)
──── 
 [1161 słów: Oriana otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia i zostaje wskrzeszona ze zmarłych zaraz po rzepakowej yipee!!]

Oriana Ethelred

WHO CARES ABOUT THE CROWDED, BROAD ROAD? I’LL WALK THE SINGLE-PLANK BRIDGE INTO THE NIGHT.

zdjecieOriana EthelredONA/JEJ — 23 LATA — PÓŁBOGINI — AMERYKANKA/WŁOSZKA — 0 PD — 1 PU — 100 PZjuljusz

CÓRKA ATENY