Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filemon Fillion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filemon Fillion. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 października 2026

Od Filemona — drabble „Stos”

Zmęczenie dopadało go tak samo często jak wypalenie zawodowe. Oczy zamykały się same, a ból głowy nie ustępował nawet po wzięciu zdecydowanie zbyt wielu tabletek przeciwbólowych.
Pocierał zmęczone, zaczerwienione oczy, zakraplał je za każdym razem, kiedy szedł do łazienki.
W końcu się poddał i położył się na biurku. Przymknął oczy i zaczął myśleć o swoim życiu. Jak bardzo się zmienił. Stracił pasję do wszystkiego. Stracił chęci do życia. Kiedyś nawet się uśmiechał. Teraz był przepracowanym i wyczerpanym pracownikiem korporacji.
Stos dokumentów, czekających na wypełnienie i sprawdzenie rozsypał się na ziemię. Filemon nawet nie zwrócił uwagi. Nie miał siły się przejmować.


────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 18 października 2026

Od Filemona — drabble „Rodzeństwo”

Nie miał rodzeństwa z krwi i kości. Zresztą, nawet nie wierzył w siłę więzów krwi. Rodzinę zdobywało się inaczej.
Alayah podpierała brodę na rękach i z zamyśleniem wyglądała przez okno. Filemon siedział naprzeciwko i ze spokojem stukał palcami o drewniany stół.
— Lubisz jesień? — zapytała nagle. — Ja kooocham. Dlatego zamówiłam sobie pumpkin spice latte.
— Może być — odparł bez większego namysłu. — Nie za dużo już tych słodyczy?
— Ta kawa nawet nie jest bardzo słodka — zachichotała pod nosem. — Tobie też by się trochę cukru przydało. Zawsze zamawiasz zwykłą czarną.
Może miała rację. Jeden raz mógł spróbować czegoś innego. Otworzyć się na inny smak.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 12 października 2026

Od Filemona — drabble „Gabinet”

Niedługo po opuszczeniu obozu zjawił się na swojej pierwszej rozmowie o pracę. Czekał pod gabinetem kierownika na znak, że może wejść do środka. Dookoła przechodziło pełno ludzi, ale nikt nie zwracał na niego uwagi. Pewnie dla nich była to jakaś codzienność.
W końcu usłyszał krótkie „zapraszam” i pociągnął za klamkę. Gabinet był duży, jasny, ale przy okazji strasznie brzydki, bo urządzony w sposób minimalistyczny oraz nowoczesny. Nienawidził czegoś takiego. Jeszcze by można było nasrać na środku.
— Rozumiem, że jest pan zainteresowany pracą przy czyszczeniu publicznych toi toiów? Jak dobrze!
— Słucham?
Czy aby na pewno wysłał to cv do dobrej firmy?

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 11 października 2026

Od Filemona — drabble „Wzgórze”

— Pojedźmy w góry — nalegała Alayah. — Prooooszę!
Filemon przewrócił oczami. Był osobą bardzo asertywną, która umiała z łatwością ustalić swoje granice, ale jeśli chodziło o siostrę, to ulegał zawsze. Dosłownie zawsze. Jeszcze nie zdarzyło mu się jej odmówić.
— A nie wolisz coś niższego? Wzgórza?
Nie wyobrażał sobie wspinania się po wzgórzach, więc zaproponował coś bardziej osiągalnego. Jeszcze Alayah wpadałby na pomysł kanionów albo innego gówna.
— To nudne. — Pokręciła głową i skrzyżowała ręce na piersi. — Ja chcę w góry!
— Nie masz pięciu lat, żeby się tak zachowywać. Na górę byś nawet nie weszła.
Chciała się obrazić, ale wiedziała, że brat ma rację.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 10 października 2026

Od Filemona — drabble „Świt”

Kiedy słońce wschodziło, to pierwszą myślą Filemona było: boże, znowu kurwa do pracy. Nienawidził tej roboty. Gdyby mógł, to by się zwolnił, ale nie mógł, więc dalej tam jeździł swoim ulubionym rowerem. Zawsze o tej samej porze. Wolałby wtedy spać, niż siedzieć przed komputerem i słuchać narzekań starych dziadów, bo im się coś na koncie bankowym nie zgadza.
Wstał i się ubrał w swoje typowe ubrania. Od razu miał zły humor. On się chyba ze złym humorem po prostu urodził. Może to dlatego, bo jego biologiczną matką była Chione i odziedziczył po niej zimne serce? Może taka jest właśnie prawda.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 9 października 2026

Od Filemona — drabble „Sieć”

Nienawidził z całego serca grzybów. Były takie obrzydliwe. Dokładnie o tym myślał, kiedy patrzył na pieczarki w spożywczaku. Obrzydliwe grzyby. Jakim cudem tamten dzieciak je tak uwielbiał? Przecież były kompletnie bez smaku.
Całe jego życie to była taka grzybnia. Sieć. Każdy, kogo znał umierał. Nawet ten palant od pieczarek. Nie wie, dlaczego miał takiego pecha, ale to działo się od czasów obozowych. Może nigdy nie zdejmie z siebie tej klątwy? Może jeszcze się okaże, że został skazany na grzyby?
— Przepraszam — rozmyślenia przerwała mu starsza kobieta z wózkiem. — Kupuje pan te pieczarki?
— Nie. — Pokręcił głową. — Tak tylko sobie myślałem. Nad pieczarkami.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 8 października 2026

Od Filemona — drabble „Dom”

Nie miał prawdziwego domu. W sensie, który rozumieją inni ludzie. Macocha nie uważała go za swoje dziecko, traktowała jak tanią siłę roboczą, a prawdziwa matka nawet się z nim nie kontaktowała. Nienawidził spędzać czasu w tym właśnie „domu”.
Ojciec chorował, a jemu żal było na to patrzeć. Jego jedynym wsparciem była Alayah. Dziewczynka zawsze znajdowała czas, by przyjść do brata i się z nim pobawić; a on bardzo chętnie układał z nią klocki.
Lubił patrzeć na jej roześmianą buzie. Na rozczochrane blond włosy. Poplamione od czekoladowych lodów bluzki. Pomalowane, kolorowe, paznokcie.
Ona była jego domem. Prawdziwym, o którym zawsze marzył.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

środa, 7 października 2026

Od Filemona — drabble „Ciężar”

Okulary zsunęły się mężczyźnie z nosa. Zaraz po nich powieki delikatnie się przymknęły, a głowa, jakby ważyła niespełna sto kilogramów, położyła się na biurku. Była na tyle ciężka, że Filemon nie miał siły jej podnieść. Nie walczył. Poddał się i zasnął.
Kiedy ktoś uderzył otwartą dłonią o biurko, wystraszony mężczyzna poderwał się na równe nogi. Lata treningów w Obozie nauczyły go szybkiej reakcji. Na tyle szybkiej, że współpracownik krzyknął ze strachem.
— Jezus! — wydusił. — Chciałem cię tylko obudzić!
— Ja nie śpię — odpowiedział drażliwie. — Spadaj.
— Wszyscy słyszeli jak chrapiesz.
Filemon z powrotem usiadł i odwrócił się do mężczyzny plecami. Wcale nie chrapał.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 6 października 2026

Od Filemona — drabble „Smród”

W środku nocy obudził go przeokropny smród. Był na tyle nieznośny, że nie potrafił go zignorować. Przewracał się z boku na bok, twarz wciskał w poduszkę, ale odór przesiąkał przez materiał, jakby specjalnie chciał go denerwować.
Zirytowany podniósł się i wyszedł do kuchni. Na kuchence stał wielki gar, a w środku pływało kilka rybich głów. Jeśli to miała być zupa rybna, to chyba już nigdy nie pokusi się, żeby coś takiego zamówić.
— Obudziłem cię?
Współlokator siedział w salonie, czekając, aż zupa się ugotuje. Filemon bardzo chciałby się z stąd wyprowadzić.
— Śmierdzi na całe mieszkanie. Człowieku, kurwa, kto to będzie jadł?

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 5 października 2026

Od Filemona — drabble „Bariera”

KILKANAŚCIE LAT TEMU

— Tę barierkę postaw tutaj! O, a tamtą tam!
Filemon posłusznie słuchał się każdego rozkazu. Powoli rozkładał na dywanie ogrodzenie dla stada zwierząt hodowlanych, a siostra w tym czasie budowała im oborę.
— Jest dobrze? — zapytał znudzonym tonem.
Siostra przyjrzała się jego dziełu. Zamyśliła się, aż w końcu z uśmiechem pokiwała głową.
— Mógłbyś zostać prawdziwym rolnikiem! — zaśmiała się.
Filemon od razu skrzywił się na ten komentarz. To chyba ostatnie, o czym marzył.
— Nie, dzięki. Chyba wolę nie.
Alayah podniosła jedną krowę i rzuciła bratu. Wystawiła język i się zaśmiała. Lubiła go drażnić. W końcu byli rodzeństwem i tak naprawdę mieli tylko siebie.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 4 października 2026

Od Filemona — drabble „Sen”

Każdy kolejny dzień coraz bardziej przypominał Filemonowi jakąś jawę senną. Nic nie było prawdziwe. Czuł się jak robot z wgranym oprogramowaniem, które nakazywało mu codziennie wstawać o szóstej, żeby o siódmej być już w pracy. Następnie musiał wykonać głupie obowiązki powierzone przez głupiego szefa, a o szesnastej wrócić do domu.
Tego nie dało się przerwać. Już dawno przestał próbować. Poddał się i zaakceptował swoje życie nawet jeśli nie sprawiało mu to przyjemności.
— Dlaczego znowu jesteś taki smutny? — Z zamyśleń wyrwał go głos siostry. — Nawet nie tknąłeś swojej kawy. Przecież wystygnie.
Rzeczywiście. Od dziesięciu minut przestał jej słuchać.
— Tylko się zamyśliłem.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 3 października 2026

Od Filemona — drabble „Krem”

O urodzinach siostry nie musiał sobie nigdy przypominać. Pamiętał o tym, jak o codziennych spotkaniach w klubie starszych pań na grę w bingo.
Po sklepach kręcił się już od dobrych dwóch godzin i w tym czasie kupił tylko jedną koszulkę i parę skarpet. Dosyć słaby prezent jak na to, że siostra lubiła mu własnoręcznie robić rzeczy. Ostatnim razem namalowała mu obraz. On niestety takich zdolności nie posiadał.
Zrezygnowany w końcu wszedł do sklepu z kosmetykami.
— W czymś pomóc? — zapytała pani ekspedientka. — Mamy promocję na kremy ze śluzu ślimaka.
Filemon się na tym nie znał, ale kto nie chciałby takiego kremu?

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 2 października 2026

Od Filemona — drabble „Miasto”

Gdyby mógł, to wyjechałby w niezamieszkane lasy i tam żył, ale los skazał go na to cholerne miasto z cholernymi klientami, których trzeba było obsługiwać na infolinii.
Czuł się niebywale zmęczony, a jeszcze musiał odebrać telefon od kobiety, która najwyraźniej nie powinna mieć dostępu do takiego sprzętu.
— Nie, nie dodzwoniła się pani na policję.
— Pali się — odpowiedziała z przejęciem, głosem największej wariatki.
Biedna starsza, samotna pani babcia.
— Nie, na straż pożarną też nie.
Już chciał uciąć rozmowę i się rozłączyć, ale kobieta zaczęła w kółko podawać mu cały swój adres, powtarzając przy tym, że jej syna nie ma w domu.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 1 października 2026

Od Filemona — drabble „Sztylet”

Sztylet był jego najmniej ulubioną bronią. Potrafił się nią posługiwać, w końcu nie bez powodu był autorytetem i nauczycielem wielu półbogów. Nie przepadał jednak za budową sztyletu i to, jak krótkie ostrze miało. Kogo tym niby można było zranić?
Załamał się, kiedy pewnego dnia piętnastoletni chłopiec stanął przed nim i obwieścił, że za broń wybrał sobie sztylet.
— Ze wszystkich broni wybrałeś akurat to?
— Tak — potwierdził kiwając głową. — Nauczysz mnie walki?
Filemon momentalnie spochmurniał. Miał uczniów, których uczył walki z włócznią, uczniów, których uczył posługiwania się mieczem. Teraz trafił mu się chłopiec ze sztyletem.
Prędzej wsadzę ci go w dupę, pomyślał.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

sobota, 19 września 2026

Od Filemona CD Kala — „Chłopiec na posyłki i bardzo nieprzyjemna impreza integracyjna”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Filemon najpierw zmierzył wzrokiem młodego chłopaka, a potem odwrócił się do niego plecami. Nawet nieszczególnie przyjrzał się temu, co trzymał w rękach, bo już wystarczająco był zmęczony. Ostatni raz zgodził się uczestniczyć w jakimś nudnym przyjęciu pracowniczym. Ostatni. Nie przyszedłby, ale przez bite trzy godziny zachęcała go koleżanka z pracy.
— Przepraszam? — powtórzył.
Filemon nie mógł odwrócić się bardziej do ściany, więc postanowił zostać w bezruchu. Może jak uda, że nie słyszy, to pójdzie do kogoś innego? Taktyka warta przetestowania.
— Mam tort — powiedział jeszcze raz. — I też nie chcę tutaj być.
— No to wyjdź — odburknął.
— Nie mam na to czasu. — Chłopak złapał Filemona za łokieć i pociągnął.
Zaskoczony mężczyzna gwałtownie się odwrócił. Nie spodziewał się, że doświadczy czegoś takiego. Niechcianego dotyku.
— Bierz to ode mnie. — Wcisnął Filemonowi pudło z tortem do rąk i szybko wyszedł z przyjęcia.
Bezczelny, pomyślał. Tak właśnie zapamiętał tego chłopaka. Jaki bezczelnego gówniarza.
Filemon oddał pakunek komuś innemu i wrócił na swoje miejsce. Mianowicie pod ścianę, skąd mógł wszystkich obserwować i w spokoju spoglądać na zegarek. Jeszcze trzy godziny i dwadzieścia sześć minut.
Kiedy w spokoju próbował wytrwać ten okropny wieczór, zauważył tego samego chłopaka. Przecież wychodził jakąś godzinę temu. Samo odwrócenie się do ściany może mu nie pomóc, więc od razu odstawił talerz z niedojedzonym jabłecznikiem i skierował się w stronę toalet.
Zanim zdążył zamknąć się w jednej z kabin, poczuł, że ktoś chwyta go za skrawek rękawa koszuli.
— Też nie chciałem tutaj wracać — powiedział, widząc, że Filemon nawet nie drgnął. — Okazało się, że jeszcze mam dla was ciasteczka.
— To daj komuś.
— Nie wkurwiaj mnie — warknął nagle. — Połowa osób na tej imprezie jest już nawalona. Bierzesz to ode mnie, czy nie?
— Rozkazujesz mi, gówniarzu? — Odwrócił się. Brwi na jego czole groźnie się ze sobą zbiegły. — Dawaj to, wrzucę do kibla. — Wyrwał mu torebkę z wypiekami.
— No to wrzucaj, mi to zwisa!
Poszedł. Tak po prostu. Filemon nie wyrzucił ciastek do toalety, bo jeszcze miał minimalny szacunek do osoby, którą musiała je wypiekać i też nie chciał marnować dobrego jedzenia. Rzucił torebkę na stół i wrócił do toalety, gdzie przesiedział ostatnie piętnaście minut i wyszedł, nie informując nikogo, bo nie było nawet kogo. Cała grupa chodziła pijana, wątpliwe, że pamiętaliby o tym, że wyszedł.
— Czego ty znowu chcesz?
Chłopak, jak się okazało, stał przed wejściem. Akurat zaczęło padać, a on chował się pod małym daszkiem.
— Jak myślisz? — odparł niezbyt zainteresowany.
Filemon bez słowa wyciągnął parasol, otworzył go przed nosem chłopaka i poszedł do domu. Szczerze miał nadzieję, że stał tam wystarczająco długo, bo na to zasługiwał. I że tort był niedobry. Najlepiej byłoby, gdyby wszyscy się zatruli, posrali i nie przyszli jutro do domu. Miałby spokój.


Pierwsze, co usłyszał po przekroczeniu progu banku, było to, że dzisiaj pójdzie na inne stanowisko, zastąpił jakiegoś debila z kacem. Oczywiście długo dyskutował, bo dlaczego on, akurat on ze wszystkich dostępnych osób, musi zastępować jakiegoś alkoholika?
Ostatecznie się zgodził (został zmuszony), więc poszedł do nieswojego biurka. Syf, jaki zastał, był gorszy, niż syf, który zostawiają pijani studenci. Jeszcze brakowałoby tylko nasrać na środku.
Rzucił na ziemię brudne kartki, osmarkane chusteczki i wypisane długopisy. Obrzydliwe. Nie dość, że wczoraj musiał użerać się z jakimś nieznośnym dzieciakiem, to teraz musiał pracować w takich obrzydliwych warunkach.
Nagrodą okazała się możliwe szybsze wyjście z pracy. Świetnie, może powinien za to prezesowi buty wycałować? Nieważne, najważniejsze, że mógł stąd wyjść. To się liczyło.
Dobry humor skończył się (nigdy nie miał dobrego humoru) w momencie, kiedy znowu zobaczyć tamtego chłopaka. Po prostu szedł chodnikiem, ale sama jego obecność sprawiła, że Filemon się zdenerwował. Może powinien go zatrzymać i trochę mu jeszcze nawrzucać za wczoraj? Nie, może lepiej nie, bo jeszcze ktoś to zgłosi za znęcanie się nad dziećmi.
Zignorował go. Myślał, że go zgubił, ale chyba ich los inaczej napisał całą tę historię. Wpadli na siebie jak w tandetnym filmie.
— Śledzisz mnie? — to było pierwsze, co powiedział Filemon do chłopaka.
— Daj mi spokój.
— Nie, ty mi daj spokój.
— No, chciałbym, ale za mną łazisz.
Obydwoje stali pośrodku chodnika i gniewnie się na siebie patrzyli. Najgorsze było, że żaden z nich nie chciał z jakiegoś powodu odpuścić.
— Jak się nazywasz, gówniarzu?
— A co, policjantem jesteś? — prychnął i wyminął Filemona.
— Zaraz mogę się przejść na policję. Tylko cię ostrzegam.


Kal?
────
[700 słów: Filemon otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 26 maja 2026

Od Filemona CD Raine — „Grzybiarze wcale nie są lepsi od Karyn”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Filemon podjechał pod budynek banku i zatrzymał się przed stojakiem na rowery. Zawsze bał się, że pewnego dnia ktoś ukradnie mu ten rower, bo jest bardzo ładny i nawet z daleka można stwierdzić, że dużo kosztował, ale jakoś zaganiał te myśl i o tym zapominał.
Rower przypiął na dwa zabezpieczenia — bo uważał, że to w jakiś sposób uchroni jego ulubiony sprzęt przed kradzieżą — a klucze wcisnął do kieszeni spodni. Miał już wchodzić do budynku, w którym codziennie cierpiał, kiedy zauważył tego samego dzieciaka, co wcześniej. Granatowe włosy, crocsy i… miecz w jednej ręce. Tym razem nie była to siatka ze świeżymi pieczarkami. Tym razem był to miecz i na pewno nie zabawkowy (chociaż Filemon próbował sobie wmówić, że jest to plastikowa zabawka).
Młody grzybolog uciekał przed czymś dużym i obrzydliwym. Filemon zauważył charakterystyczną czerwoną skórę potwora, przez którą zjeżyły mu się włosy na karku. Stał dłuższą chwilę przed wejściem, ignorując notorycznie zamykające się i otwierające automatyczne drzwi za plecami.
Pewnie, gdyby ruszył się wcześniej, odwrócił i zignorował krzyki oraz ryki potwora, nie musiałby uczestniczyć w tym, w czym zaraz będzie. Raine go bardzo szybko zauważył. Uniósł rękę i pomachał do niego błagalnie, czego nie dało się w żaden sposób nie spostrzec. Filemon miał na nosie okulary. Doskonale wiedział, że machnięcie jest skierowane ku niemu.
Zacisnął zęby. Nie ruszył się z miejsca nawet na krok, patrząc jak Raine ucieka przed ogromnym potworem. Zastanawiał się, co widzieli zwykli ludzi. Co widziałby on, gdyby nie został przeklęty półbóstwem? Dwumetrowego faceta z kominiarką na twarzy? A może niewyróżniającego się z tłumu typowego patusa?
Dotychczas nie mieszał się w sprawy półboskie. Ignorował umierające na ulicach dzieci, bo próbował wieść życie zwykłego śmiertelnika, którym przecież nie był. Przechodził obojętnie obok małych mitologicznych stworzeń. Nie rozmawiał o bóstwach, bo udawał niewierzącego, którego nie interesują nawet mitologiczne książki. To wszystko działo się do dzisiaj.
Pierwszy raz od kilku lat Filemon dotknął palcami swój zegarek nie w celu sprawdzenia, która jest godzina, czy w celu nastawienia wskazówek. Dotknął go w taki sposób, w jaki przywoływał kiedyś swoją broń. Zegarek przekształcił całą swoją konstrukcję, magicznie zmieniając się w długą włócznie z naostrzonym grotem.
Raine ufał Filemonowi bardziej, niż powinien. Nie miał przecież gwarancji, że obcy mężczyzna, który na dodatek za każdym razem był dla niego wredny, pomoże mu w zagrożeniu życia.
— Pierwszy raz widzę coś takiego! — krzyknął, przybiegając do Filemona. Mężczyzna przewrócił oczami. — Co to jest?!
— Coś, co cię pewnie zaraz zabije — syknął.
Mógł nie tłumaczyć Raine z czym będą musieli się mierzyć, ale skoro był już na tyle miły, by wyjść ze swoją prawdziwą tożsamością oraz pomocną dłonią, to w innych kwestiach może pozostać dupkiem.
— Obronię cię! — odkrzyknął z pełnym entuzjazmem. — Dobry z ciebie facet, wiesz? Naprawdę! Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
Filemon zamknął na dwie sekundy oczy. Raine był strasznie naiwny skoro uważał, że jest w stanie coś zdziałać przeciwko takiej bestii.
— Najlepiej byłoby, gdybyś stąd uciekł.
Raine jednak nie słuchał. Musiał uznać, że jest jakimś bohaterem, który uratuje swojego nowego przyjaciela — którym Filemon nie był — i postawi na szali własne życie. Rzucił się do przodu i zaczął wściekle wymachiwać rękoma w stronę potwora, by zwrócić jego uwagę. Filemon stał zaraz za nim i wściekle zaciskał palce na drzewcu włóczni.
Nawet jeśli Filemon mógłby z boku popatrzeć na żałosne poczynania Raine, to nie chciał być świadkiem kolejnej bezsensownej śmierci. Obrócił w rękach włócznie i uderzył Raine samą drewnianą częścią. Cios w kolana był na tyle dobrze wymierzony i na tyle mocny, że od razu posłał półboże na ziemię.
Złapał Raine za materiał spodni i pociągnął do siebie, jakby był wypchaną watą zabawką.
— Co, bawisz się w bohatera? — Posłał mu groźne spojrzenie. — Jak chcesz się zabić, to proszę bardzo! Nie będę ci nawet w tym przeszkadzać, dzieciaku.
— Razem możemy go pokonać! — Wyrwał się Filemonowi i dosyć niezgrabnie stanął na prostych nogach. Była zima, a Raine wciąż chodził w tych samych crocsach. — Ogólnie, to uważam, że on wcale nie jest taki wielki!
Potwór akurat zdążył do nich dobiec i uderzył wielką łapą w chodnik tuż obok ich dwójki. Filemon odskoczył do tyłu, trzymając przy sobie Raine, który nawet nie zdążyłby zrobić uniku, gdyby nie pomocny mężczyzna z banku.
— Może jednak jest trochę wielki — wyszeptał. — Ale! Ale uważam, że jesteśmy w stanie go zabić razem!
Większych farmazonów Filemon nie słyszał od wielu lat. Kto mógłby być tak odpowiedzialny, by lecieć w stronę wielkiego, chyba czterometrowego, potwora z myślą, że jest w stanie zrobić mu jakąś realną krzywdą? Odruchem każdego myślącego człowieka była ucieczka.
— Słuchaj, nie bawi mnie to.
Filemon z całych sił próbował odciągnąć Raine od potencjalnej śmierci. Nie wiedział, dlaczego to robił i dlaczego tak bardzo zależało mu, żeby półbogowi nie stała się krzywda, ale nie mógł dłużej patrzeć na te żałosne próby odgrywania super bohatera. Raine przez cały czas mu się wyrywał, krzycząc coś o pomocy i o tym, że znalazł najlepszego przyjaciela na świecie i że na pewno wspólnie będą w stanie zabić tę bestię.
— Patrz na to. — Raine zacisnął palce na rękojeści swojego miecza. — Wezmę go z tej strony, a ty z drugiej!
Filemon nie wiedział, o której stronie Raine mówi. Potwór był duży, ciągle próbował uderzyć ich swoimi łapami, a na dodatek nie posiadał widocznych słabych punktów.
— Nie! — krzyknął, poirytowany. — Zabieraj się stąd, dzieciaku!
Raine pozostał głuchy na te słowa. Rzucił się biegiem w stronę potwora. Uniknął jeden z jego ataków, a Filemonowi nie pozostało nic innego, jak pobiegnięcie za nim.
Cholerny dzieciak, przeklinał w myślach, uważając, by nie dostać w głowę. Co tak duży potwór robił na ulicy San Francisco i dlaczego kręcił się akurat w okolicy jego miejsca pracy?
Raine udało się zranić potwora. Z niewielkiej ranki polało się parę kropel krwi, ale to byłoby na tyle. Potwór tak się wściekł, że czekać mogło ich już tylko najgorsze. Zamachnął się, odtrącając od siebie wirującego z mieczem Raine. Półboże poleciało na bok, uderzając o ścianę innego budynku.
Filemon zacisnął zęby i pobiegł w jego stronę, zostawiając w tyle potwora. Nie to było najważniejsze. Od początku nie chciał z tym czymś walczyć.
Raine osunął się na bok. Z jego głowy leciała strużka ciemnoczerwonej krwi.
— Widzisz? — Uśmiechnął się słabo. Tak samo jak wtedy, kiedy wciskał mu siatkę z pieczarkami. — Udało mi się.
Filemon zamknął na chwilę oczy. Ten dzieciak był niesamowicie głupi.
— Poczekaj tutaj. Zadzwonię po pomoc.
Nie zdążyłby. Po prostu zwyczajnie nie zdążyłby nawet wyjąć telefonu, by zadzownić po pogotowie. Rozwścieczony potwór ich dogonił. Uderzył wielką łapą w ścianę, przy której leżał Raine. Filemon tylko widział lecące kamienie prosto na głowę półboża. Mógł tylko patrzeć. Śledzić lot betonowych odłamków.
Z zaciśniętymi zębami, dudniącą krwią w uszach i złością odbiegł od miejsca zdarzenia. Miejsca tragicznego wypadku. Raine patrzył na niego w tak samo niewinny sposób, jak wtedy, kiedy przyszedł pytać się o cholerny kredyt na grzyby. Był dziwny. Dziecinny. Przekonany, że jest w stanie coś zrobić przeciwko trzy razy większemu przeciwnikowi od siebie.
To kończyło się za każdym razem tak samo. Znów czuł smak metalicznej krwi na języku, chociaż od tamtego dnia minęło już wiele lat. Znów poczuł w sercu to samo ukłucie żałosnej winy, chociaż nie mógł nic zrobić. Nie uchroniłby Raine przed betonowymi odłamkami. Nie był w stanie nawet go odciągnąć. Raine już i tak był ranny. Jednak to uleczyło poczucia winy, które właśnie odczuwał.
Zatrzymał się dopiero trzy ulice później. Zdyszany i spocony. Ręce trzęsły mu się z nerwów. Raine. Może był dziwny. Może był upierdliwy. Nie zasługiwał jednak na taki koniec; to że jednak urodził się jako półbóg nijako sprawiło, że śmierć dogoni go szybciej, niż śmiertelnika.
Nie poinformował nikogo, że nie przyjdzie do pracy. W tej chwili chciał tylko wyciągnąć z siebie to cholerne pochodzenie, które sprawiało, że już do końca życia, nieważne, jak bardzo by się ukrywał, musiał oglądać bezsensowne śmierci dzieciaków.
 
Kilka dni później zjawił się w miejscu, gdzie ciężkie betonowe odłamki zwaliły się na głowę niewinnego Raine. Uklęknął pod ścianą budynku i w miejscu niewidocznym dla ludzi położył siatkę z pieczarkami. Może to chociaż trochę pomoże dzieciakowi w odnalezieniu się po tamtej stronie. Bardzo chciał w to wierzyć.
On sam już obiecał sobie, że nie dotknie półboskiej broni nawet w chwili największego zagrożenia. Nienawidził wszystkich półbogów. Świat byłby lepszym miejscem, gdyby nie istnieli.

KONIEC WĄTKU PONIEWAŻ RAINE DOKONAŁ ŻYWOTA ŚWIĘTEGO AMEN
────
[1353 słowa: Filemon otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 30 marca 2026

Od Filemona — „Just another day”

Alayah była typem nieznośnego ekstrawertyka. Wszędzie było jej pełno i wszędzie chciałaby pójść. Filemon już od najmłodszych lat przestał za nią nadążać, ale dzisiaj był już do granic możliwości wyczerpany. To kolejny sklep, do którego weszli tylko po to, by Alayah mogła sobie ponarzekać na ceny, nie dając bratu nawet dojść do głosu. Plusem było to, że Filemon nie musiał targać ze sobą dziesięciu toreb, martwiąc się, czy udźwignie jeszcze kolejne pięć.
Alayah zatrzymała się dopiero przed budką z lodami. Było dzisiaj ciepło, jak na to, że znajdowali się w San Francisco. Dziewczyna otarła pot z czoła i uśmiechnęła się do brata.
— Przerwa.
Filemon w duchu odetchnął. Przez ostatnią godzinę latał za siostrą — nawet mając długie nogi ledwo, mógł ją dogonić.
Alayah wzięła sobie lody truskawkowe, a Filemonowi podała coś, co nazwała „smakiem niespodzianką”. Czymkolwiek był ten „smak niespodzianka”, Filemon trochę się obawiał i nie spróbował od razu.
— Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz — zaśmiała się. — No, dalej, nie bój się.
Filemon się bał, bo znał swoją siostrę na wylot. Wiedział, że albo zamówiła mu coś najpyszniejszego na świecie, albo coś najobrzydliwszego w mieście. Nigdy nic pomiędzy. Alayah cechowały skrajności.
Postanowił w końcu spróbować tego wynalazku i pozytywnie się zaskoczył — siostra wzięła mu loda o smaku jakiegoś sernika, może nowojorskiego, a nie o smaku mięty, której szczerze nienawidził.
— Dzisiaj jesteś dla mnie łaskawa — zauważył, bo Alayah od dzieciaka wolała bawić się w pranki.
— To za to, że zgodziłeś się ze mną spotkać.
— Z własną siostrą zawsze mam czas, żeby się spotkać.
Alayah chyba była ostatnią osobą, z którą Filemon mógł się spotykać. Ze wszystkimi innymi łączyły go jedynie więzi pracownicze albo więzi bingo-podobne, bo przecież chodził ze starszymi paniami na bingo.
Po tym dniu Filemon wziął na siebie odprowadzenie Alayah na busa, bo dziewczyna mieszkała w miejscowości oddalonej o około osiemdziesiąt kilometrów od San Francisco. Całą drogę słuchał jej narzekania na matkę i pracę, w której musiała użerać się z nieznośnymi klientami. Cóż, mógł się tylko zgadzać, bo też nienawidził zarówno matki, jak i swojej pracy.
Pożegnali się chwilę przed osiemnastą. Filemon zaplanował sobie na resztę dnia odpoczynek i święty spokój, ale droga powrotna do mieszkania okazała się niesamowicie niełaskawa. Pierwsze, co zobaczył, to wielkiego stwora, a potem uciekającego przed nim dzieciaka. Miał może trzynaście lat, może właśnie miał skończyć czternaście. Nie potrafił tego ocenić, ale w każdym razie był dosyć młody i trochę zdziwiło mężczyznę, że pozwalają takich bachorom biegać po mieście bez odpowiedniego treningu. W końcu rzekomy półbóg dzierżył w jednej dłoni miecz.
Stanął i obserwował sytuację przez minutę. Nie czuł potrzeby, żeby mu pomóc. Odciął się od tego życia. Od tych wszystkich potworów, smaku krwi i okropnego smrodu, którego nie dało się z siebie zmyć po takiej walce przez następny tydzień. Mógł tylko życzyć smarkaczowi szczęścia. Życie półboga nigdy nie jest długie i w większości przypadkach kończy się nagłą, brutalną śmiercią. Może ten dzieciak już miał zapisany swój los i powinien umrzeć dzisiaj, o tej godzinie. Nie mieszał się w to.
Do domu wracał w akompaniamencie trzasku metalu, krzyków dzieciaka i ryku potwora. Domyślał się, jak to starcie się potoczyło i kto odniósł zwycięstwo. Czasem tak bywa.

────
[521 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 8 marca 2026

Od Filemona CD Raine — „Grzybiarze wcale nie są lepsi od Karyn”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

Czy prowadzenie dalszej rozmowy z Raine miało sens? Najprawdopodobniej nie, ale Filemon nie mógł się już powstrzymywać, kiedy z ust autystycznego dziecka padło słowo „potwory”.
W pierwszej chwili się z odrazą skrzywił, a potem zacisnął dłonie na kierownicy roweru. Zwolnił trochę, żeby ten nieznośny dzieciak mógł go dogonić i kiedy Raine z nim zrównało, powiedział:
— Słuchaj, ty nieznośny bachorze. Nie ma żadnych potworów. Jak potrzebujesz, to skontaktuj się z psychiatrą, a nie ze mną, dobrze?
Raine to widocznie zszokowało, bo przecież nie takiej odpowiedzi się spodziewał od możliwego półboga. Propozycja wymiany numerami telefonu uargumentowana tym, że w razie niebezpieczeństwa mogliby siebie informować, brzmiała przecież całkiem dobrze. Dlaczego Filemon ją odrzucał?
— Ostatnio jakiś tam pegaz się kręcił koło twojego banku. A może nie pegaz? — zamyśliło się. — W każdym razie było to coś dużego i możliwe, że niebezpiecznego. Zawsze lepiej mieć drugą osobę do pomocy, prawda?
— Masz zwidy — Filemon bezskutecznie próbował pozbyć się dzieciaka. — Gdzie się naoglądałeś takich bajek?
— Przecież też go widziałeś!
Filemonowi pozostało tylko przyspieszyć i oddalić się od dzieciaka w jak najszybszym tempie.
— Rozumiem, że jesteś chory psychicznie, ale mnie wkurwiasz. Jestem dla ciebie obcą osobą.
— Właśnie, że nie jesteś. — Uśmiechnął się promiennie. Może chciało wzbudzić w Filemonie jakieś pozytywne uczucia. Szkoda, że najprawdopodobniej uzyska odwrotny wynik od zamierzonego. — Pomogłeś mi z kredytem i dzięki tobie udało mi się kupić moje ukochane grzyby. Chcesz je poznać? Mam wrażenie, że by ci się spodobały.
— Ostatni raz ci powtarzam: nienawidzę grzybów.
To były ostatnie słowa, które usłyszało Raine od Filemona. Pracownik banku przyspieszył i pognał przed siebie tak szybko, że prawie przejechał kilku kolejnych przechodniów. Wszystko, żeby tylko nie mieć więcej do czynienia z tym bachorem.
 
Nawet w pracy nie mógł się już czuć bezpieczny. W zwykły wtorkowy poranek, schodząc na dół, zobaczył krzątającego się dzieciaka z granatowymi włosami. Nie musiał nawet długo myśleć, żeby sobie przypomnieć upierdliwego dziwaka, który o swoich grzybach opowiadał jak o zwierzętach domowych.
Westchnął i z uniesioną głową próbował przejść do pomieszczenia obok.
— Przepraszam!
Wesoły głos Raine próbował pracownika zatrzymać, ale Filemon potraktował to zawołanie jak zwodzący śpiew syren i nieruszony wszedł do pomieszczenia dla pracowników. Zamknął przed nosem granatowowłosego dzieciaka drzwi z plakietką, na której widniał wytłuszczony napis: WSTĘP TYLKO DLA UPOWAŻNIONYCH.
— Wyglądasz dzisiaj inaczej — zauważyła siedząca przed komputerem kobieta. Nawet nie musiała na niego patrzeć, żeby to stwierdzić, a Filemon nie musiał widzieć jej twarzy, by wiedzieć, że dziwnie marszczy brwi. — Ktoś cię śledzi?
Tylko głupi dzieciak, odpowiedział w myślach. Nie przyzna przecież, że nie umie się pozbyć jakiegoś fanatyka grzybów.
— Przyniosłem dokumenty — odpowiedział wymijająco, kładąc na biurko współpracownicy stos kartek. — Wychodzę.
Filemon miał bardzo bezpośrednią osobowość. Nigdy nie siedział ludziom na głowach. Nie zostawał z nimi, by pogadać o pięknej pogodzie albo żeby wymienić się ploteczkami o nieznośnej pani Kasi. Wyjątek od reguły stanowiły może dwie osoby, ale na tym się kończyła jego otwartość. Tak to zawsze prezentował się oschle i skurwysyńsko; jakby wiecznie miał zły dzień i nigdy się nie wysypiał.
Raine najwidoczniej tego nie zauważało, bo gdy tylko wyszedł z pomieszczenia i ruszył w kierunku wind, by podjechać dwa piętra, ruszył w kierunku Filemona. Prawie potknęło się o własne nogi (być może crocsy były o dwa rozmiary za duże), ale zdążyło przed przyjazdem windy.
— Proszę poczekać!
Pierwsza myśl, która pojawiła się w głowie Filemona, to porównanie Raine do obgryzionego przez ślimaki muchomora. Drugą myślą natomiast było to, że to zdecydowanie jeden z najgorszych dni w jego życiu.
— Śledzisz mnie? — zapytał, kryjąc oschłego tonu. Myślał, że może w ten sposób pokaże dzieciakowi gdzie jego miejsce (w jaki inny sposób mógłby się go niby pozbyć?). — Jeszcze raz przyjdziesz do mojego miejsca pracy, to cofnę twój kredyt. I zabiorę ci wszystkie grzyby, jakie tylko przy sobie masz.
— Nie, nie, to nie tak! — zaczęło się tłumaczyć. — Naprawdę widzę coś dziwnego. Jakiegoś stwora. To może być niebezpieczne.
Filemon zacisnął zęby. Jeszcze chwila. Jeszcze pięć minut, a nie powstrzyma buzującej w nim złości i przypadkowo wybije Raine zęby.
Winda przyjechała. Drzwi otworzyły się zachęcająco, a Filemon uznał to za swój moment, by od niego uciec. Szkoda, że nie przewidział sytuacji, w której Raine wsiada za nim, bo nie rozumie najprostszych znaków.
— Kim ty jesteś? — zapytał zrezygnowany, kiedy winda ruszyła.
— Raine. — Uśmiechnęło się. — Już ci się chyba przedstawiałem, co nie?
Podeszło niebezpiecznie blisko. Filemon nawet nie miał się gdzie wycofać, bo ograniczała go tylko ściana windy.
— Filemon — przeczytał.
Szlag, przeklął w myślach. Zapomniał zasłonić ten cholerny identyfikator.
— To bardzo ładne imię.
— Super — westchnął. — To teraz dasz mi spokój?
— Nie mogę. — Pokręciło głową. — Tutaj naprawdę coś się dzieje. Wymieńmy się numerami, proszę…
Winda się zatrzymała, a kiedy drzwi się otworzyły, Filemon zobaczył kilku współpracowników. Każdy z nich spojrzał ze zdziwieniem na mężczyznę i na towarzyszącego mu dzieciaka.
— Dobra — warknął. — Chodź stąd. Nie chcę, żeby ktoś widział, jak z tobą rozmawiam.
Wyminęli grupkę pracowników. Raine nawet nie kwestionował, dlaczego Filemon zabiera go akurat do pracowniczej toalety, ale i tak tam poszedł.
— Dam ci numer — zamknął za sobą drzwi — a ty mi dasz swój. I przestaniesz mnie prześladować, okej?
Raine stało już z uszykowanym zielonym telefonem. Filemonowi przypominało to bardziej małą cegłę albo kolorowy kamień. Musiał się chyba przyzwyczaić, że Raine było specyficzne i wszystko, co miało przy sobie nie będzie wyglądać normalnie.
— Musimy zająć się tym potworem — naciskało dalej. — Jakbyś nie by był półbogiem, to byś nie wiedział o czym mówię.
— Nie wiem o czym mówisz.
— Spoko, ja też jestem półbogiem. Musimy trzymać się razem. Tutaj jest niebezpiecznie itepe, itede. Rozumiesz?
— Dostałeś mój numer. Daj mi już spokój.
Ktoś zapukał do drzwi. Gorszego momentu nie mogła sobie wybrać. Dla Filemona ta toaleta była jedynym spokojnym miejscem na tym piętrze, a teraz będzie wyglądać w oczach pracowników... nawet nie chce wiedzieć jak.
— Nie pisz do mnie — pogroził dzieciakowi palcem. Wyglądał jak zdenerwowany na nieznośną klasę bachorów nauczyciel matematyki. — Nie dzwoń też.
Otworzył drzwi i wyszedł pierwszy. Nawet nie spojrzał stojącej po drugiej stronie kobiecie w oczy. Chyba umarłby z żenady.
Raine zaraz go dogonił.
— Może spotkajmy się jutro?
Nie wiedział, dlaczego spotkało go takie nieszczęście, bo nie potrafił sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem tak bardzo zgrzeszył. Za co to była kara? Ostatnio nakrzyczał na kogoś w niedziele, czyli dwa dni temu. To długo jak na niego.
— No, pewnie — rzucił, w głowie planując już zmianę numeru telefonu. — Zjedź windą na parter. Nie możesz tutaj być.

Grzybku?
────
[1043 słowa: Filemon otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 29 grudnia 2025

Od Filemona do Chione (list)

21 lata temu

Obóz Jupiter, 22 grudnia

Najdroższa matko Chione,

Jak się czujesz? Czy Saturnalia są dla ciebie przyjemnym czasem? Dla mnie są. Wszystko u mnie w porządku też, jeśli jesteś ciekawa. Ostatnio udało mi się zrobić masę dobrych rzeczy i jestem niezmiernie z siebie dumny.

Już niedługo moje urodziny. Nie musisz mi nic dawać, nie przepadam za bardzo za prezentami. I tak nigdy ich nie dostawałem od rodziców. Mam na myśli od mojej… drugiej matki. Nie lubi mnie. Ale mam ważniejsze problemy niż ona. Mój ojciec za to zawsze kupował mi fajne rzeczy. To miłe wspomnienia. Mam nadzieję, że też miło go wspominasz.

Jeśli przeczytasz ten list, to byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś zachciała się ze mną spotkać. Nie tyle, co fizycznie, ale psychicznie. Umysłowo. Pewnie wiesz, do czego pieję. Jesteś w końcu Bóstwem.

Chciałbym się trochę podzielić przygotowaniami do Saturnaliów. Obrządki trwają już od siedemnastego grudnia, a teraz mamy przedostatni dzień świętowania, ale pozwoliłem sobie napisać ten list dopiero dzisiaj. Dopiero dzisiaj mogłem odsapnąć. Mam dużo na głowię zawsze, a w tym czasie to w już ogóle. Jestem ciągle gdzieś potrzebny, ale to dobrze. Lubię mieć co robić. Łapię się chyba każdej możliwej osoby. Dzieciaki mnie lubią. Staram się, by te nowe czuły się tutaj jak w domu. W końcu jesteśmy jakąś jedną, wielką rodziną.

Poznałem ostatnio właśnie takiego jednego młodzika. Syn Merkurego. Nic nadzwyczajnego, prawda? Jest jednak inny, niż wszystkie dzieciaki Merkurego. Ogarnięty i ułożony. Mam nadzieję, że kiedyś, kiedy już się trochę zaaklimatyzuje, wyruszymy razem na jakąś misję. Pokładam w tym młodziaku duże nadzieję.

Chione, matko, chciałbym żebyś tutaj była. Wśród nas. W Obozie. Żebyś mogła na własne oczy zobaczyć, jak sobie radzę. Myślę, że byłabyś ze mnie duma. Nie, ja nawet tak nie myślę. Ja tak uważam.

Nie mam czasu, by rozpisać się bardziej, ale mam nadzieję, że za rok znajdę więcej wolnego, byś miała co poczytać. Życzę Ci oczywiście wesołych Saturnaliów. Mam nadzieję, że się będziesz dobrze bawić.

Przesyłam najzimniejsze uściski,

Twój syn, Filemon

czwartek, 30 października 2025

Od Filemona — drabble „Nuta”

Słuchawki w niczym nie pomagały. Denerwująca muzyka przedzierała się przez nie i rozpraszała Filemona, nie pozwalając mu skończyć tego, co zaczął.
Wpatrywał się w ekran. Ze zdenerwowania zaciskał zęby. Był już tak zmarszczony na twarzy, że siedzący obok kolega nie wiedział, czy może go o coś zapytać.
— Kto to puszcza? — Odwrócił się do mężczyzny, rzuciwszy słuchawkami na biurko.
— Wiesz… też się zastanawiam.
Między nimi zapadła cisza. Słychać było tylko kolejne nuty irytującej melodii.
Don't stop eating my heart out, baby
Don't stop giving me yours
Filemon zazgrzytał zębami. Wstał z fotela i nie patrząc na kolegę, powiedział:
— Zaraz znajdę źródło.

────
[100 słów: Filemon otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]