Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Youngseo Choi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Youngseo Choi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 marca 2024

Youngseo Choi umiera

Śmierć niezidentyfikowanego nastolatka
...wiek młodego chłopaka szacuje się na 16-19 lat, narodowości azjatyckiej, prawdopodobnie koreańskiej [...]. Rany na ciele wskazują upadek z wysokości — drzewa, pod którym go znaleziono.
Wykluczono udział osób trzecich. Jeśli rozpoznajesz tego mężczyznę, skontaktuj się z policją pod numerem ▯▯▯.
Youngseo ChoiSyn NikeObóz Herosów

piątek, 17 marca 2023

Od Youngseo CD Heather — „O kwiatuszkach rosnących dookoła”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA

Westchnął ciężko, cały czas patrząc też z zainteresowaniem na rozmówczynię. Nie spodziewał się, że natrafi akurat na kogoś tak ciekawego, jak właśnie ona. To z lekka urozmaiciło jego dzień, bo zazwyczaj gadał z dość nudnymi osobnikami co po prostu się z nim albo przywitają, chwilę pogadają i pójdą w swoją stronę albo nawet nie potrafią powiedzieć mu nawet „cześć”. Gdy nawet zapytała o jego styl muzyczny, sprawiła, że poczuł się jeszcze bardziej zainteresowany, a także czuł, że ktoś go słucha.
— Telefon... Co prawda mam go w swoim domku jednakże jakoś nie obsługuje go za często. Dalej wierzę w to, że namierzają nas potwory, więc sam mam jakiś odpowiednik tego, a nawet i winyl z płytami winylowymi! — stwierdził spokojnie, lecz lekko dumny z tego, że posiada ten sprzęt. Przecież gdyby muzyka nie istniała, to jednak nie wytrzymałby i po prostu uciekł stąd jak najdalej. Jednakże dalej tu siedzi, choć wszystko mówiło mu to, że ma znaleźć swoją siostrę i przyprowadzić ją tutaj. Chciał nawet jeszcze coś dodawać, lecz zobaczył pszczołę na ramieniu swojego rozmówcy. Wzdrygnął się na nią, lecz starał się ją odgonić jakby w odruchu, że ta może jej coś zrobić. Nie chciał jej zabierać potem do jakiegoś szpitala w obozie czy innego takiego miejsca by jakoś zajęli się jej ukąszeniem. Później jednak przestał i spojrzał ponownie na nią, uśmiechając się trochę szerzej.
— MP3 też używam, a nawet i częściej, bo rzadko mogę dostać płytę winylową z piosenkami akurat tych artystów, co słucham. Rzadko którzy na nie robią. Ale jednak radzę sobie jakoś i jest wszystko okej, jeszcze tu jestem, nie uciekłem! — odparł potem i spuścił nawet na chwilę wzrok. Pomimo samotności momentami i chęci ucieczki jeszcze tu siedział, bo coś go tutaj jednak trzymało. Jednakże totalnie nie wiedział co i tego najbardziej nie mógł zrozumieć. Przetarł jednak twarz i jakoś poprawił ponownie włosy, pokazując dłonią gdzieś przed siebie.
— Może się gdzieś wybierzemy jeszcze? — spytał po chwili, uśmiechając się spokojnie, lecz przyjaźnie, mając nadzieję, że ta nie pomyśli o żadnej randce czy czymś podobnym. Chciał po prostu, by ona z nim gdzieś poszła jeszcze, by jakoś fajnie spędzili ten czas.


WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG (JEDNA Z POSTACI PRZESZŁA DO NPC)
◇──◆──◇──◆
[350 słów: Youngseo otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

sobota, 21 stycznia 2023

Od Youngseo do Lucasa — „Wyrzucenie samotności”

Youngseo dzisiaj szedł dość bardzo niewyspany z powodu pewnego faktu, jaki dzisiaj mu się śnił. Śmierć siostry. To ten sen męczył najbardziej herosa każdego wieczora podczas zasypiania, przez co albo się budził w nocy, albo nie spał w ogóle, co było bardzo rzadkie. Dzisiaj jednak wydarzyło się to samo z różnicą, że totalnie nie mógł spać, dlatego przesiadywał w domku i patrzył się w ścianę. Czuł się bardzo samotny przez to, że nie miał tutaj żadnego prawdziwego przyjaciela i cały czas przesiadywał sam ze sobą. Nie chciał się doklejać do nikogo i tylko udawał, że tak jak jest, sprawia mu też radość. Naprawdę tak jednak nie było. Gdy w końcu był poranek, wyszedł z domku numer 17 i pokierował się powolnym krokiem do pawilonu jadalnego na śniadanie. Jak zwykle chciał zjeść sobie swoje ulubione sushi, pomimo iż na poranek jadł co innego. Po prostu jednak potrzebował jakiejś odmienności i to było głównym powodem do skonsumowania tego dania, a nie innego. Złapał więc za swoje pałeczki i zaczął powoli pochłaniać do czasu, aż powoli nie stał się senny. Próbował jednak walczyć z całonocnym spaniem, kiedy jeszcze dostał kubek kawy, jednakże nawet po niego nie sięgnął, bo zasnął. Spał tak przez te kilka minut po chwili się wybudzając jednak. Ta chwilka spania nie pomogła mu za wiele pod tym względem, ale zawsze to było coś. W końcu jednak upił łyk kawy, która mu na razie nie pomogła, wracając też do jedzenia. Jego myśli ponownie wróciły do koszmaru na temat swojej umierającej siostry, którą zabiła jakaś harpia. Widział przed oczami tą lejącą się krew, płacz i krzyki jego siostry, która po koreańsku wołała jego imię, a potem to jak jej życie ucieka w jego ramionach. Znowu przerwał jedzenie i na samą myśl o tym aż się zdenerwował, wewnętrznie będąc zawiedziony sobą. Gdyby tak się stało, nigdy by sobie tego nie wybaczył. Walnął pięścią w swój stolik, który jak zwykle był pusty, bo rodzeństwa nie posiadał, a potem się opanował i wrócił do jedzenia, wcześniej przepraszając zgromadzonych za swój napad gniewu, wyżywając się na właśnie stole. Odetchnął głęboko i uspokojony jednak jadł, a jak skończył, to się podniósł. Nie zorientował się nawet, że ktoś niedaleko szedł obok jego stolika. Na dodatek, jako iż był niewyspany i półprzytomny nawet wywalił się o swoje nogi, oblewając tego kogoś kawą. Syknął zły i tym razem walnął ręką w podłogę, bo upadł, szybko jednak wstając.
— Przepraszam, przepraszam... Zaraz to posprzątam! — rzucił pospiesznie, próbując zdziałać coś z kubkiem, bo nie wiedział, czy szklane rzeczy powracały potem do pierwotnego stanu, czy może jednak nie. Pierwszy raz mu się coś takiego zdarzyło, bo było nowością. Skarcił się za to zachowanie w myślach i spojrzał się na osobę, którą to oblał. Był to chłopak o blond włosach o bladej skórze niczym u trupa. Gdyby nie jego niebieskie oczy, a także normalna budowa ciała stwierdziłby, że wyrwał się z królestwa Hadesa, byleby jeszcze przez jakiś czas zostać po prostu żywym. Wyciągnął po chwili nawet chusteczki ze swojej kieszeni, które zawsze miał i mu je podał.
— Masz, wytrzyj się... Mam nadzieję, że cię jakoś super nie oparzyłem — dodał po chwili bez chwili wahania, a następnie pokręcił delikatnie głową, na chwilę spuszczając wzrok. Jego ogarnięcie się dzisiejsze było naprawdę straszne. Nie wiedział co się z nim dzisiaj działo, że taki nierozgarnięty był. Nie wiedział, czy to dzieje się przez sen, czy może jednak te myśli wywaliły go też z rytmu. A może jakaś nieznana przyczyna się do tego przyczyniła? Ciężko właściwie stwierdzić. Pomasował sobie czoło i potem się jednak ogarnął, patrząc uważnie na niego swoimi skośnymi oczami, jak na Koreańczyka przystało, jednocześnie doszukując się jakby u niego jakichkolwiek obrażeń.


WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG (BRAK AKTYWNOŚCI)
◇──◆──◇──◆
[604 słowa: Youngseo otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Od Youngseo CD Heather — „O kwiatuszkach rosnących dookoła”

Poprzednie opowiadanie

Widząc, jak bardzo dzieli ich wzrost, lekko zaskoczony podniósł brwi. Nie spodziewał się tego, że właśnie tak to będzie wyglądało. Aczkolwiek nie chciał nic na ten temat mówić, bo z doświadczenia z siostrą i innymi niższymi od siebie wiedział, jak reagowali tacy na ten temat. Cicho więc na to siedział, a następnie spojrzał, co ta wyczynia ze swoimi włosami. Nie miał co do tego jakiegoś dużego problemu, lecz on sam jakoś miał tendencję do pytania momentami o coś, co nie musiało go interesować. Był czasami za ciekawski, ale to nie zdarzało się jakoś często. Jeśli ktoś nie chciał na ten temat mówić to nie, nie będzie na niego lub nią naciskać.
— Eee… po co tak zakrywasz to oko? Dla stylu, coś się w nie stało? — dopytał zaciekawiony, jednocześnie przekręcając głowę w bok, a słysząc, co ta odpowiedziała, pokiwał głową dla zrozumienia. Martwił go jednak tok myślenia dziewczyny na temat sprzedaży oka.
— Nie wiem, czy to byłoby to możliwe, chyba że na czarnym rynku — uznał, nie wiedząc, czy w ogóle jest taka możliwość normalnie i legalnie sprzedawać narządy lub części ciała. Sądził, że nie.
— Chyba że chcesz go oddać, do nie wiem, laboratorium czy innego miejsca by ludzie mogli sobie je wziąć, podczas na przykład wymiany to wtedy nie ma problemu — dodał potem ze słabym uśmiechem, drapiąc się po karku. Rozumiał teraz, dlaczego tak bardzo zasłaniała je sobie, choć chciał zapytać o jeszcze jedną rzecz. Obawiał go jednak fakt, że jeśli o to zapyta, zrobi z siebie jakiegoś debila i nie daj boże, popsuje aktualną atmosferę, jaka teraz panowała. Uważnie ją obserwował, próbując jakby wyczytać z jej osoby cokolwiek na jej temat, jednakże dla niego była ona jak zasłona. Nie wiedział, jak mógłby ją rozgryźć, co go intrygowało.
— Poza tym dlaczego aż tak uważasz, że to oko jest szpetne? Zawsze może ci to dodać uroku — zapytał jednak w końcu, wiedząc, że jednak nie wytrzyma z tym. Najwyżej straci kolejną osobę godną zaprzyjaźniania się, bo póki co ciekawie mu się z nią rozmawiało. Miała w sobie coś super, co chciał poznać, i na pewno nie wykorzystać przeciwko niej. Nie wiedział jednak jak się dalej zabrać za rozmowę i czy ona w ogóle tego chciała.

Heather?
◇──◆──◇──◆
[361 słów: Youngseo otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Od Youngseo CD Gaspara — „Akuku”

Poprzednie opowiadanie

Przez cały ten dzień nie miał nic szczególnego do roboty, ponieważ znowu był sam. Właściwie jak zawsze był sam, ponieważ nie miał zbyt wiele przyjaciół by po prostu spędzać z nimi czas. Każdy dzień dla niego więc wyglądał tak samo — wstawał, jadł, trenował, spacerował, szedł spać. Brakowało mu wyjątkowo adrenaliny, a nawet i przyjaciół do pogadania, z którymi by porobił coś ciekawego. Tego dnia kiedy więc wstał i zaczął jak zwykle swój trening, polegający na trenowaniu sztuk walki oraz walki bronią. Musiał robić to przecież codziennie by w przyszłości obronić kogoś, przydać się do misji a może nawet i odnaleźć swoją siostrę, bo myślał, że jeszcze żyje. Miał w sobie tę chorą nadzieję, że jednak gdzieś tam, daleko stąd, jest szansa na jej przeżycie. Semi, według niego, była naprawdę zwinna, szybka i dobrze wysportowana jak na dziewczynę, która nie uprawiała za dużo sportu. Nie przebywała ona także zbyt często w obecności innych, aczkolwiek jej dusza towarzystwa była dobra i nie miała ogólnych problemów z tym. Teraz gdy ona była daleko, a nawet i sama niewiele by zapewne mogła zdziałać. Nie nauczył jej za dobrze sztuk walki, by sama mogła się obronić przed profesjonalistą, a to go martwiło najbardziej. Na chwilę jednak musiał odejść od swoich rozmyślań w trakcie stania na placu kiedy nagle ktoś zaczął do niego mówić. Odwrócił głowę w stronę głosu, spokojnie najpierw oznajmiając na temat tego, że Gaspar, który przy nim stał i to on do niego mówił, nie znał dalej jego imienia. Słysząc potem jego propozycję, zaczął się chwilowo zastanawiać, ponieważ nie był pewny co do tych zamiarów. Jednak póki co umysł rozrabiaki oznajmił mu, że pora na jakiekolwiek przygody. W związku z tym zgodził się na to i ustalili potem miejsce spotkania.

***

Jako iż byli umówieni przy granicy, musiał jakoś dyskretnie się dostać do niego, ponieważ wiedział, że harpie także stróżują gdzieniegdzie i zrobią wszystko jeśli złapią jakiegoś herosa na wymykaniu się. Oczywiście też Youngseo nie przyszedł bez jakiegokolwiek przygotowania, ponieważ on sam miał jakąś broń no i jego umiejętności, które pomogą mu w przeżyciu tego, co miało go spotkać. Stanął więc w miejscu i poczekał na swojego towarzysza, jednocześnie patrząc na ostrze swojej nieużywanej katany, którą zabrał dla towarzystwa. Nie potrafił jej na takie wyprawy, jak ta, pozostawić ją w domku martwiąc się, że ktoś by ją sobie przywłaszczył, nie wiadomo do jakich celów. Właściwie też by się niewiele przydała, bo nie była ona z tworzywa pokroju adamantium, cesarkie złoto czy innego magicznego duperela tylko zwykłego metalu. Używał jej tylko do walki ze śmiertelnikami, którzy wchodzili mu w drogę i chcieli go zniszczyć. Wyczyścił ją szybko z jakiejś plamy krwi, która jeszcze została, a potem widząc Gaspara uśmiechnął się lekko do niego
— Jeśli ktoś nas przy tym złapie, będzie to pierwsza i ostatnia wyprawa, na jaką kiedykolwiek idziemy — oznajmił mu cicho i pokiwał do tego lekko głową kiedy to jego towarzysz wspomniał o jakichkolwiek potworach
— Jeśli mam być szczery to tak, liczę na coś ciekawego, ale nie też za bardzo — potwierdził lekko, czasami się obracając, jakby zaraz czaili się gdzieś jacyś obozowicze, byleby na nich nakablować. Modlił się, że tak nie było i to jego wyobraźnia tylko płata mu figle.

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG
◇──◆──◇──◆
[526 słów: Youngseo otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 16 stycznia 2023

Od Youngseo CD Colina — „Jak jeziorko przyciąga ludzi”

Poprzednie opowiadanie

Westchnął po chwili ciężko, kręcąc do zestawu głową. Zamrugał nawet szybko oczami, kiedy tak opowiadał, a następnie jednak się chwilowo ocknął z tego wszystkiego. Kolejne słowa, które go dzisiaj dość bardzo zadziwiły, sprawiły, że musiał dobrze się zastanowić znowu. Po wykonaniu tego pokręcił głową na boki, poprawiając sam swoje mokre włosy z powodu fali.
— Więc sądzisz, że nie jest ci ona potrzebna czy po prostu na teraz tak uważasz? Logiczne myślenie może ci pomóc między innymi w tym, że jak tu dłużej będziesz siedzieć półnagi, to zaraz zamarzniesz na mrozie. Ja wiem, że jest wiosna, ale bez przesady! Przy wodzie bardziej za przeproszeniem piździ — skarcił go, po chwili zdając sobie sprawę, że ten po prostu ryzykuje byciem także chorym. Nie zwrócił właściwie wcześniej uwagi na to, że ten po prostu był bez jakiegokolwiek odzienia górnego, a gdyby mógł, to oddałby mu nawet swoją bluzę. Teraz jednak mu się nie opłacało, bo była mokra jak reszta innych ubrań z powodu Posejdona i jego aktualnych humorków. Kiwnął potem jego słowa i zaczął go znowu słuchać, widząc w tych słowach jakiś sens. Pokręcił jednak znowu głową, przymykając oczy.
— Co nie oznacza, że należy tak postępować... Nie każdy też jest tobą i jeśli już naprawdę nie daje rady, po prostu prosi o pomoc jakąkolwiek już osobę, byleby jakoś poradzić sobie z problemem. Co prawda jest ich niewiele, lecz jacyś są. Dla niektórych osób zawsze się znajdzie ratunek, a po burzy wychodzi wtedy słońce... - powiedział po chwili wytchnienia, sam zdając sobie sprawę, że za wiele prawdziwych przyjaciół nie ma. Chodzi i pomaga tym, co tego potrzebują, ale tak naprawdę to nawet on sam miał lekki z tym problem. Był towarzyski i znał jakieś osoby i co o nich wiedział, jednakże nikogo nie zaliczył jeszcze prawdziwym przyjacielem. Nikomu jeszcze nie zdradził kilku swoich tajemnic, sekretów, ukrytych talentów. Może to przez to, że się ich po prostu wstydził albo bał się wyjątkowo krytyki z czyjejkolwiek strony. Nie ważne, kim ta osoba była, obawiał się, że przez to go zostawi. W związku z tym swoje sekrety tego pokroju po prostu zostawiał dla siebie, byleby znalazł się ktoś taki, komu mógłby się wygadać. Na razie nic jednak na to nie wskazywało w jego wypadku, co mogło być też lekko smutne.
— Jak chcesz to i tak ci czasami na dobre nie wyjdzie... Jeśli ci na tym tak bardzo zależy, to dąż do tego, by ciebie po prostu zauważono, jednakże jak dobrze wiesz i sam powiedziałeś, atencji ci nie za bardzo da, szczególnie jeśli to bóg z Wielkiej Trójki — stwierdził zrezygnowany, po jakimś czasie patrząc czy chłopak ma cokolwiek by mu dać na wierzch, ponieważ nie mógł wytrzymać faktu, że ten się trzęsie. Nie chciał mieć też potem wyrzutów sumienia, że przez rozmowę z nim jest chory. Później po szukaniu wzrokiem po prostu bez słowa ściągnął z siebie rozpinaną bluzę, rzucając wręcz w niego.
— Nie widzę czy leży tu gdzieś twoje ubranie, więc trzymaj. — powiedział stanowczo, po chwili zaczynając dreptać w miejscu, ponieważ stopy mu zdrętwiały. On sam, pomimo iż nie był jakimś dzieckiem, które było odporne na zimno, to jakoś znosił siedzenie tutaj nad wodą. Dużo razy siedział w Incheon bez koszulki przy dużych falach i wiatrach, więc trzymał się jakoś. Pomińmy też fakt, że odporny aż tak nie jest, bo kilka dni później sam był chory, ale szybko się wykurował.
— Ja wiem, że różnie organizm reaguje na wiatr i inne warunki atmosferyczne, ale błagam, załóż coś. Nie mogę patrzeć na odkryte ramiona przy takim wietrze — bąknął do tego na koniec i pokręcił głową, wzdychając ciężko. Nie wiedział, jak mógłby też powiedzieć chłopakowi, by się ubrał, bo powoli kończyły mu się pomysły. Szczerze ostatnio częściej odlatywał myślami niż zwykle dlatego czasami wydaje się być lekko „odklejony”.

Colin?
◇──◆──◇──◆
[616 słów: Youngseo otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Od Youngseo CD Colina — „Jak jeziorko przyciąga ludzi”

Poprzednie opowiadanie

— Jak każdy, kto tu jest, nie wiadomo wiele o swoim rodzicu, tylko co patronuje i że jest bogiem, a resztę można to sobie wyimaginować. Tak już jest — stwierdził zwyczajnie, czując w sobie spokój. Wiedział, że właśnie nim targają emocje i musiał bardzo uważać, pomimo że lubił ryzyko. Jednakże w tej sytuacji nie chciał po prostu popsuć początkowej relacji z nim.
— Odpowiadając na twoje pytanie nie, nie uważam cię za niego i nie mam w planach. Gdybym chciał ci powiedzieć, że tak jest, to powiedziałbym ci wprost — dodał spokojnie i pokręcił lekko głową do zestawu. Dziś czuł się wyjątkowo dziwnie, jakby już brakowało mu pomysłów, a nie chciał się poddać. Chciał widzieć, że już jest wszystko okej, nawet mógł iść sobie, jeśli to miałoby mu poprawić jakkolwiek humor. Słuchał go dalej do czasu, aż ten nie skończył i westchnął ciężko. Chwilę milczał, by ułożyć cokolwiek w głowie, a następnie podniósł się powoli z miejsca. Nie mógł już więcej tu siedzieć, ponieważ nogi by mu potem nie dały spokoju. Im dłużej siedział, tym bardziej czuł się ścierpnięty.
— Wracając jednak tak, bogowie są, jak ludzie. Tak samo cholernie okropni, jak każdy z nas. Może i mają jakieś tam idealne duperele i nieśmiertelność, aczkolwiek niczym się nie różnią — zaczął, a kiedy też tamten dotarł do momentu na temat pocieszania, zamilkł na chwilę znowu. Zastanawiał się przez chwilę właściwie, bo ciężko było mu to określić. Pokręcił lekko głową i słabo się zaśmiał.
— Więc dlaczego mi to mówisz? Nie potrzebujesz pomocy, nie mam ci pomagać, a i tak dalej mi mówić o tym samym i mi to tłumaczysz. Gdybyś chciał, mógłbyś moją obecność zignorować, więc tego nie zrobiłeś, dlaczego? - spytał nagle, przekręcając głowę w bok. Nie rozumiał go teraz, bo właściwie, gdyby mu nie zależało na pomocy, by z nim nie rozmawiał. Teraz nagle się z nim zaczyna wykłócać, robić afery a jakby mógł, to by zignorował. Poprawił swoje włosy i dając sobie powiewać, ignorując wszelkie inne problemy pogodowe, pokroju kropelek wody z nieba, obserwował tamtego z uwagą. Ten chłopak wyjątkowo mu dawał do myślenia, co było naprawdę zaskakujące.
— Cóż po wodzie domyślam się, że to będzie Posejdon, więc jest faktycznie arogantem — powiedział jedynie, po chwili jednak dostając za swoje. Poczuł nadchodzącą falę, która go ochlapała, na co się wzdrygnął. Nigdy chyba nie zrozumie, dlaczego to bogowie tak się obrażali za powiedzenie prawdy. Co prawda może też i przesadzał, jednakże tak było, jest i będzie. Nie ważne jak bardzo by chciał tego nie robić i tak mu się dostanie, nieważne kogo tym razem urazi. Gdzieś z tyłu głowy już nawet odnosił wrażenie, że jednak jego mama i inni szykowali na niego zemstę.

Colin?
◇──◆──◇──◆
[436 słów: Youngseo otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

Od Youngseo CD Colina — „Jak jeziorko przyciąga ludzi”

Poprzednie opowiadanie

Słuchał go bardzo uważnie, przekręcając głowę dalej w bok. Z tego, co teraz zrozumiał, chłopak miał problem związany z boskim rodzicem. Pamiętał jak on sam go miał i sądził, że matka się do niego zacznie odzywać, kontaktować, pytać, czy wszystko okej itp. Jednak po jakimś czasie przekonał się, że to takie piękne nie jest. Nie wiedział, kim ten chłopak jest ani ile tutaj był już, ale było mu go żal.
— Powiem ci tak... Boski rodzic nie ma dla nas czasu. W sensie... Po prostu po przyznaniu się do ciebie potem już nie robi praktycznie nic i to jest przykre... Dla nich jesteś po prostu pionkiem w grze, czekających tylko aż cię coś zniszczy — oznajmił cicho, wiedząc, że taka była, jest i będzie prawda. Nie chciał być aż tak nieszczery i wciskać mu kit, że kiedyś się odezwie i wszystko będzie dobrze.
— Cóż kim ja jestem? Choi Youngseo, grupowy domku 17. Niektórzy nawet uznają mnie za dobrego słuchacza, osobnika doradzającego i osobę do rozwiązywania problemów. Ratunek dla osób, które nie mają nikogo do wygadania, a chcą to zrobić i po nich to widać — przedstawił się elegancko, kontynuując potem słuchanie.
— Jeśli chodzi o twoje oczy, są nawet ładne, nie widzę w nich nic okropnego. Poza tym, skąd masz gwarancję, że nagle się na tobie zawiódł? Przylazł w jakiejś postaci i ci to powiedział? Zadzwonił iryfonem? Huh? — podpytał, mrużąc swoje oczy delikatnie. Tamten im bardziej mówił o swoim rodzicu, tym bardziej było mu szkoda. Nie wiedział nawet, kim on był, aczkolwiek dla niego teraz nie było istotne. Widział po nim ten cholerny ból i było mu go strasznie szkoda. Ze wszystkich osób, z którymi rozmawiał, z nim najbardziej obawiał się rozmawiać, szczególnie że aktualnie wygląda na nerwowego człowieka. Musiał więc uważać bardzo na swoje słowa, które mogły skomplikować sprawę.
— Cóż, sam z boską matką nie mam dobrych... Też ma mnie gdzieś, pomimo tego, co robiłem, chciałem się jej przypodobać by była ze mnie dumna. Ale potem musiałem się pogodzić z faktem, że nigdy tak się nie stanie, nieważne jak bardzo by mi zależało. Zapewne więc boscy rodzice to mają, co jest cholernie okropnie! — powiedział potem lekko zły, by następnie przekrzywić po prostu głowę w bok. Był aktualnie lekko zły na siebie za to, że powiedział coś o sobie, a nie pomaga chłopakowi wcale, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Zamiast skupiać się na problemie tamtego, będzie sam się zwierzał w tej chwili jakby i on potrzebował pomocy. Mógł co najwyżej tym popsuć humor chłopakowi, co doprowadzało go do bólu wewnętrznego. Westchnął ciężko i wrócił na tamtego wzrokiem i słabo się do niego uśmiechnął.
— Póki co patrząc na twoją osobę, widzę coś więcej niż według ciebie „zjaraną” osobę. Pewnie zaraz, mi powiesz, że cię „w ogóle nie znam” albo bym „dał ci spokój”, ale po prostu nie możesz się przejmować tym przez cały czas. Rodzeństwo z domku i osoby dookoła ciebie także są rodziną, a rodzina trzyma się razem.


Colin?
◇──◆──◇──◆
[484 słowa: Youngseo otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

niedziela, 15 stycznia 2023

Od Youngseo do Colina — „Jak jeziorko przyciąga ludzi”

Dzisiejszy dzień postanowił spędzić nad wodą, ponieważ jak on sądził, wilgotne powietrze, jest o wiele przyjemniejsze. Uwielbiał wracać wtedy do wakacji ze swoim ojcem, który zabierał go z Seulu do Incheon, jednego z portowych miasteczek w Korei Południowej, w celu zabawy w rybołówstwo czy po prostu spędzenia czasu nad wodą. Stare czasy, które dla niego samego były dość przyjemne. Wtedy jeszcze nawet mógł spędzić czas ze swoją siostrą, która wtedy miała 15 lat. Ostatnia chwila a jaka przykra. Pomimo tego nie żył przeszłością i po prostu wszedł na jakieś molo, siadając po chwili na nim. Spoglądał tak na wodę przez jakiś czas, by następnie jednak zauważyć dopiero potem jakiegoś chłopaka. Podskoczył aż w miejscu, łapiąc się za klatkę piersiową, w którą dzisiaj był skaleczony, ponieważ był tak głupi, że podczas treningu zwyczajnie się w nią przeciął. Tak to jest czasami, kiedy jest się chodzącym idiotą.
— Boże typie, nie strasz mnie! — zaczął najpierw, a potem, widząc jednak jego minę, ogarnął się lekko. Wyglądało to na razie, że będzie musiał bawić się w wysłuchiwanie problemów albo nie daj boże w psychologa czy jeszcze innego terapeutę. Nic do tego nie miał, aczkolwiek czasami było to strasznie ciężkie.
— Coś się stało? Smętną masz minę — oznajmił mu po chwili, patrząc na niego z bezpiecznej odległości, bo ludzie pod wpływem smutku lub agresji mogli zrobić naprawdę wiele. Popełnić morderstwo, samobójstwo, kradzież, pobicie i inne takie. Pomimo jednak był on odważny i wiedział, że jeśli zaatakuje, obroni się, z możliwością określenia kto by wygrał. Plusik dla niego. Przymrużył nawet delikatnie oczy, przez co mogłoby się wydawać jakby ich w ogóle nie było, a następnie skrzyżował ręce na klatce piersiowej. On sam był cierpliwy pod różnymi względami, dlatego po prostu czekał, aż ten odpowie, bo na razie nic od niego nie usłyszał. Co on miał jakieś śluby milczenia sam ze sobą czy jak? Nie chcąc jednak zabierać mu jego własnej przestrzeni, po prostu siedział w miejscu. Wiedział, że jeśli tamten będzie potrzebował jakiejś pomocy, chętnie ją weźmie na siebie, nawet jak ten będzie chciał jakiegoś przytulasa czy może jeszcze coś innego. Po ludziach można się spodziewać różnych zachcianek, nawet jeśli nie byli kobietami w ciąży.
— Wiesz, może się jeszcze nie znamy, ale to nie oznacza, że ci nie pomogę... Jeśli nie masz takiej osoby, chętnie cię posłucham, nikomu nawet nie powiem, obiecuję. Duszenie tego w sobie także ci nie pomoże — dopowiedział potem poza długiej, dla niego ciszy, która robiła coraz gorszy klimat. Nie chciał, by tego dusił w sobie, choć w ogóle się jakoś nie znali. Nie lubił widzieć smutnych ludzi, ponieważ on sam od razu się dobijał. Wolał, by oni czuli się lepiej niżeli on sam. Nie lubił załatwiać swoich spraw, a jak już to lepiej w pojedynkę niżeli ktoś miał mu pomagać. On komuś może, lecz jemu lepiej nie. Miał za błahe w porównaniu do innych, których wysłuchiwał. Miał w to doświadczenie, dlatego tym razem i dla tamtego zaoferował jakąkolwiek pomoc w swoich sprawach. Patrzył więc na niego spokojnym i przyjaznym wyrazem, zamieniając się już w słuch, a nawet i kawałek przybliżając, by lepiej go po prostu słyszeć. Może i przechodzący tu obozowicze mogli to odebrać jako kręcenie ze sobą, aczkolwiek on tego nie chciał, a także go to nie obchodziło, na razie.


Colin?
◇──◆──◇──◆
[537 słów: Youngseo otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Youngseo CD Heather — „O kwiatuszkach rosnących dookoła”

Poprzednie opowiadanie

Leżąc tak, milczał zamyślony, wtapiając swoje spojrzenie w nicość. Przysunął się po jakimś czasie nawet kawałek bliżej by widzieć truskawki niedaleko siebie. Takie leżenie w milczeniu było bardzo relaksujące, a dzięki temu myślał dość swobodnie o różnych rzeczach, odklejając się chwilowo od świata. Nie usłyszał nawet kiedy po prostu ktoś przyszedł, do czasu aż nie poczuł na sobie wzroku, a także nie usłyszał chrząknięcia. Obrócił więc głowę w stronę dźwięku, po chwili lekko się uśmiechając, gdy ujrzał jakąś dziewczynę. Była ona niezbyt według niego wysoka, miała blond włosy z charakterystycznym, truskawkowym kolorem na sobie. Lubił, jak ktoś miał farbowane włosy, bo osobiście on sam pofarbował na granat gdzieniegdzie. Podniósł się do siadu i spojrzał się na nią bardziej, a słysząc jak go nazwała spokojnie się zaśmiał.
— Youngseo, nie Jiangsu — zaczął spokojnie, mając na swojej twarzy uśmiech, że tamta powiedziała coś innego, a nie jego nazwisko jak większość, gdy się przedstawiał. Musiał wyrzucić tu z siebie ten nawyk, bo inni potem to przekręcają.
— I tak cześć! — odparł potem, poprawiając włosy, a następnie po prostu podrapał się po karku, obserwując uważnie jej mimikę, a także słuchając.
— Jiangsu to chińska prowincja, tak po prostu mówię na przyszłość... Możesz sobie skojarzyć Youngseo z młodym, szczęśliwym omenem. Young - młody, seo - szczęśliwy omen — wytłumaczył jej potem szybko, po jakimś czasie poprawiając koszulkę, by nie wyglądać niechlujnie. Słysząc potem od niej, że dla niej to jest ironiczna ksywka, wybuchł lekkim śmiechem, kręcąc głową do zestawu.
— Możesz jej używać, jeśli łatwiej ci będzie zapamiętać! Nie obrażę się za to! — oznajmił jej spokojnie, a później spojrzał, jak zapisuje coś w notatniku. Zamrugał na to szybciej oczami, ponieważ nigdy nie widział, by ktokolwiek w czymkolwiek notował, choć był tutaj jakiś czas już. Stwierdził więc, że to jest jej jakieś hobby i nie będzie jakoś tego poruszał, bo nie wiedział, czy ona też by sobie to życzyła.
— A tak poza tym jak się zwiesz...? Kojarzę cię jedynie z widzenia, ale nie wiem, gdzie bym cię miał przykleić — spytał spokojnie tamtą, przyciągając bliżej siebie nogi i nie odrywając od niej spojrzenia. Jakoś ciekawie mu się z nią rozmawiało, więc już powoli domyślał się, że jakoś się dogadają. Właściwie to zawsze jakoś odnosił wrażenie na starcie, że jakoś można z większością ludzi porozmawiać, aczkolwiek pytanie, czy znajdzie się ktoś, kto go zdenerwuje? Co prawda rzadko kiedy wyrzucano go z równowagi, aczkolwiek już czekał na ten moment, aż znajdzie się przeciwnik, który uwielbia po prostu wyrzucać innych tak bardzo z równowagi, że prosi się o skrócenie go o głowę.
— Jestem Heather — oznajmiła dziewczyna, patrząc na niego uważnie swoim wzrokiem, który przeszywał go lekko wzdłuż i wszerz. Przełknął lekko niepewnie ślinę i pokiwał głową.
— Ach! Heather! Teraz już wiem, zapamiętam na przyszłość — podsumował chłopak, wstając do niej i podając jej rękę. Coś czuł, że będzie to dla niego dość owocna znajomość. Odnosił też zarazem wrażenie, że jednak coś w niej jest jeszcze bardziej mrocznego, niż mogłoby mu się wydawać. Bowiem emanowała według niego od niej jakaś dziwna aura, której nie potrafił zrozumieć.


Heather?
◇──◆──◇──◆
[497 słów: Youngseo otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

Od Youngseo do Heather — „O kwiatuszkach rosnących dookoła”

Youngseo jak zwykle przechadzał się po obozie w celach zaczerpnięcia świeżego powietrza zamiast przesiedzenia tego dnia po prostu w domku. Kontakt z naturą działał na niego jeszcze bardziej uspokajająco niż zwykle, co wpływało to dość dobrze na jego samopoczucie. Jako iż nawet było ciepło, wyszedł bez jakiejkolwiek kurtki, w samej koszulce i spodniach, kierując się gdzieś przed siebie. Nie wiedział właściwie, gdzie on szedł i po co dokładnie, więc oddawał się swoim nogom, by prowadziły go gdziekolwiek. Jak miał w zwyczaju nie mogło się obejść od jego szabli, a także gladiusa, które miał przyczepione do pasa, ponieważ wolał być ubezpieczony, w razie jakby agresywny heros miał go zaatakować nie wiadomo skąd. A może nogi by go poniosły poza obóz i nie daj boże znalazłby się jakiś potwór po drodze? Taka opcja też mogłaby się wydarzyć. Chodził najpierw przez plac, następne powędrował gdzieś w stronę pola truskawek, kończąc swoją trasę póki co na małej dolince. Nie wiedząc czemu, dzisiaj wolał posiedzieć tutaj niżeli na wielkiej arenie w celach walki bądź po prostu gdzieś, gdzie mógłby pomachać mieczem. Dziś jednak tak nie było, chciał być po prostu sam i rozmyślać. Chłopak po chwili namysłu usiadł i spojrzał na kwiaty rosnące niedaleko niego. Przechylił lekko głową głowę, z zainteresowaniem obserwując jednocześnie roślinę, którą pogładził po płatkach.
— Piwonie... Takie wdzięczne rośliny, że aż żal je jakkolwiek zrywać... — oznajmił sam do siebie, by następnie westchnąć ciężko i w milczeniu je oglądać. Kochał obserwować kwiaty, bo każdy z nich kojarzył mu się z siostrą. Ona bardzo kochała kwiaty, a dzięki niej on sam zna takie podstawowe, choć nie był dzieckiem Demeter.
— Co ty tu tak poza tym robisz, hm? — zapytał potem samą roślinę, pomimo iż wiedział, że ta nie odpowie, a następnie położył się ostrożnie na brzuchu i zaczął patrzeć na rośliny, próbując nic im nie zrobić. Wolał na nie uważać, nawet jeśli dzieci bogini natury, płodności tutaj nie ma. Musiał wszędzie uważać, bo przecież niektórzy to chodzą jak takie ciche myszy, co czasami było dla niego zaskakujące. Nie zwrócił uwagi nawet na to, że ktoś może tutaj przyjść i zakłócić mu obecny spokój. Ha! Nie domyślał się nawet, że mogłoby do tego dojść. Teraz nawet był skupiony na swoich myślach i skubaniu trawy, bo nie wiedział nawet kiedy za nią złapał.


Heather?
◇──◆──◇──◆
[376 słów: Youngseo otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

Youngseo Choi

Life is like a sculpture that you cast as you make mistakes and learn from them

zdjecieYoungseo ChoiON/JEGO — 17 LAT — PÓŁBÓG — KOREAŃCZYK — 9 PD — 2 PU — 100 PZ🌺 Mornıng αngel, bıtch 🌺#9611

Syn Nike