Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tira Kerr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tira Kerr. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 lipca 2024

Od Tiry CD Domino — „Witaj w obozie”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA

Domino w końcu przestał zostawać w tyle i się z nią zrównał. Razem z szybszym tempem stawiania kroków, przyspieszyły mu również trybiki w głowie. Tira uniosła brwi, kiedy ułyszała cały potok pytań.
– Hej, hej, spokojnie, nie dam rady odpowiedzieć na wszystko na raz… Jeśli chodzi o amfiteatr, to tak. Świętujemy tak zwane dionizje, które są świętem pana D.
– Pana D.?
“A no tak, on jest tu nowy.”, przypomniała sobie dziewczynka.
– Dyrektor obozu. Nie wypada mówić jego imienia, bo jest jednym z Olimpijczyków, ale wiesz, zajmuje się uprawą winogron, bóg imprez i wina, w zasadzie djonizje pochodzą od jego imienia…
– A, chodzi o Dionizosa?
– Szusz! – Tira machnęła gwałtownie ręką, po czym powiedziała powoli i wyraźnie: – Najważniejsza zasada herosa brzmi: nie wymawiaj imienia starogreckich bogów, tytanów, potworów lub innych stworzeń. Imiona mają moc. Nie chcesz się z tą mocą bawić. Warto nauczyć się mitów a im szybciej to zrobisz, tym lepiej będzie dla ciebie. Ale wracając, dzieci z siódemki organizują przedstawienia. Mogłoby się wydawać, że starogreckie przedstawienia są smętne i nudne, ale tak naprawdę to zależy od tego, na co trafisz. Niektóre to tragedie i ciągną się jak flaki z olejem, ale inne, komedie, są przezabawne nawet i teraz. Organizujemy też ogniska obozowe, podczas których śpiewamy różne piosenki i wyrocznia czasami wypowiada przepowiednie. Natomiast co do sportu – Tira westchnęła. – Są o wiele lepsze dyscypliny, które rozwijają ciało i umysł. O wiele trudniej w nich o kontuzję i skupiają się właśnie na samorozwoju a nie rywalizacji, na przykład joga. Również formą sportu jest taniec. Wiesz, balet, towarzyski, alternatywny, długo by wymieniać… Już jesteśmy na miejscu.
Stanęli na szczycie wzgórza, pod ich stopami rozciągał się amfiteatr wyciągnięty rodem z starogreckiej polis. Półkoliste siedziska prowadziły do sceny, górującej nad placykiem dla chóru. Fantazyjne, korynckie kolumny podtrzymywały zadaszenie i prowadziły do garderoby.
– Robi wrażenie, co? – Spojrzała na Domino, który znów musiał przytrzymać włosy, żeby nacieszyć się widokiem. Chłopiec przez chwilę milczał, kiedy w końcu wydusił z siebie:
– Nawet nie wiem, na co patrzę.
Tira uśmiechnęła się, spoglądając w dół. “Żartowniś!”, pomyślała podnosząc wzrok na nowego obozowicza, ale on się nie uśmiechał. Syn Iris dalej patrzył w dół, na jego twarzy widoczne było niedowierzanie. Tira zeszła kilka stopni, usiadła na jasnym kamieniu i machnęła ręką zachęcającym gestem w stronę Domino. Kiedy chłopiec usiadł obok niej, zaczęła tłumaczyć:
– To, na czym siedzimy, to siedziska, taka jakby ławka. Tam w dole – wskazała ręką – jest scena. Tylko to nie jest to półokrągłe, ale na podwyższeniu. To półokrągłe to jest placyk dla chóru. W dramacie starogreckim bohaterowie nie dzielą się swoimi myślami i emocjami. Od tego jest właśnie chór. Kiedy bohater napotyka jakieś przeciwności, można by powiedzieć, że chór użala się nad nim. Mówi coś w stylu: “o patrzcie, jaki on smutny, jak wiele nieszczęścia go spotkało”. Natomiast podczas komedii wyśmiewa głupotę bohatera. Ogółem ten chór ma pełnić jakąś szczególną rolę, coś tam z oczyszczeniem emocjonalnym i jakimś napięciem, ale nigdy tego nie załapałam. Chyba jesteśmy za młodzi, żeby to zrozumieć.
– Albo to kwestia ADHD.
Tira przyznała mu rację skinięciem głowy. Przez chwilę siedzieli w ciszy, dziewczynka wspominała różne pzedstawienia. Kiedy w końcu się ruszyła, nie wiedziała, ile w końcu czasu minęło. Podniosła się i wspięła się kilka stopni i stanęła na soczyście zielonej trawie. Uśmiechnęła się przebiegle.
– Chodź, zaprowadzę cię teraz w naprawdę fajne miejsce.

Domino?
────
[545 słów: Tira otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

piątek, 19 kwietnia 2024

Od Tiry — „Trafiony-zatopiony” — część 2 [Walentynki]

Poprzednie opowiadanie

Zawartość listu:
„,Naprawdę źle mi prosić kogoś o pomoc, ale! Wydarzył się malutki, maciupeńki wypadek i… jeśli zobaczysz gdzieś złotą strzałę, zwróć ją do Boga miłości — Amora! Och, i nie interesuj się tą dwójką, która nagle, z niewiadomych przyczyn, się w sobie zakochała. To wszystko jest do odkręcenia!
ps. radzę nie ukrywać strzały ani, brońcie się, nie używajcie jej do obrony przed potworami”.
Czternasty dzień lutego, w słowniku młodej heroski znany był również jako “najgorszy dzień w roku”. Walentynki wkurzały dziewczynkę na wielu poziomach.
Po pierwsze, wszyscy podkreślali rolę bycia lub niebycia w związku. Tira jednak uważała, że to nie mógł być aż tak ważny temat, skoro poświęcali na niego tylko jeden dzień w roku. Dodatkowo, heroska miała w poważaniu sprawy sercowe. Jej życie było wystarczająco emocjonujące, żeby poświęcała dodatkową energię na przejmowanie się takimi bzdetami u siebie, a co dopiero innych.
Po drugie, była córką Afrodyty. Przez pierwsze dwa tygodnie lutego zawsze chodziły za nią zdesperowane prośby o przekazanie bogini miłości swoich najskrytszych marzeń, natomiast ostatnie dwa tygodnie miesiąca zawsze będą przepełnione bluzgami i obelgami związanymi z odrzuceniem i nieudaną relacją. Szkotka jednak się tym nie przejmowała. Z satysfakcją prosiła matkę o brak ingerencji i z jeszcze większą patrzyła potem na te wszystkie rozhisteryzowane nastolatki.
No i jest jeszcze on – Domino. Syn Iris z miną zbitego szczeniaka chodził za dziewczynką niczym cień, nie dając spokoju od siebie. Na początku wydawał się być zdystansowany i momentami nieobecny, ale dalej wolał siedzieć z nią niż samotnie w swoim domku. Tirze to schlebiało. Kto wie, może ta znajomość jej się przyda w przyszłości?
Zwłaszcza, że z każdym kolejnym spotkaniem Domino coraz bardziej się przed nią otwierał, opowiadając przeróżne historie, niektóre bardziej szalone od drugich. Trochę to imponowało Tirze, ale też umocniło ją w przekonaniu, że chłopiec byłby dobrym przedstawicielem handlowym.
“Mógłby nawet sprzedać piach na pustyni!” – myślała zachwycona dziewczynka, porównując styl wypowiedzi Domino do porad biznesmenów z książek, które czytała w wolnym czasie.

Siedzieli nad jeziorem. Tira, w żółtym swetrze i zielonych lnianych spodniach, właśnie skończyła zaplatać wściekle różowe włosy w warkocze i dobierała teraz kolejne spinki, ułożone przed nią w rządku w tęczę. Domino opowiadał historię o szalonym pościgu dwóch kochanków. Zaśmiała się pod koniec opowieści, z kultury, i spojrzała w odbicie bezchmurnego nieba w wodzie. Delikatny, choć chłodny wiatr wzburzał taflę.
Ciszę przerwało gruchanie gołąbka nad ich głową. Nie był to byle jaki gołąb, ale cały biały. Tira nie wierzyła w przypadkowość, dlatego uznała to za znak od swojej matki. Jej podejrzenia potwierdziła karteczka przymocowana do nóżki zwierzątka. Przynajmniej, po części. Był to krótki liścik z prośbą o znalezienie kilku zgubionych strzał… To tyle. Spojrzała na chłopca, którego ciemne oczy lśniły z podekscytowania.
– Czyli zapowiada się życiowa przygoda…
Podczas kiedy Domino rzucił się z pasją do poszukiwań, Tira miała pewne wątpliwości. Chociaż nie została wybrana jeszcze do wykonania swojej misji przez Wyrocznię, wiedziała z opowieści, że takie przygody nie kończą się najlepiej. Podczas rozglądania się po obozie, cały czas myślała o tym, czy Afrodyta doceni jej starania.
“Nie, w końcu mam okazję pokazać matce, na co mnie stać!” – Zacisnęła zęby, wyobrażając sobie, że stoi na Olimpie, na uczcie bogów wydanych właśnie na jej cześć. Afrodyta unosi złoty kielich z winem i mówi płomienną przemowę o tym, że Tira jest jej najlepszą córką, ponieważ odnalazła strzały. Gdyby nie ten bohaterski czyn, mogłoby dojść do katastrofy ekonomicznej albo nawet wojny między bogami. Artemida stworzyłaby na nocnym niebie jej podobiznę, za to Apollo napisałby pieśń. Wszyscy by znali historię o Tirze, tak wiele obozowiczów chciałoby zdobyć jej autografy. Ba, żeby to byli tylko obozowicze! Na pewno plotka o niej dotrze do wszystkich półbogów na terenie Stanów Zjednoczonych i dzięki temu będzie miała koneksje oraz haki, żeby piąć się wyżej po szczeblach kariery.
– Spójrz. – Z świetlistej wizji wyrwał ją głos Domino i jego dotyk na ramieniu. Zmarszczyła brwi i odsunęła się o krok. Nie mogła pozwolić, by ktoś, kto dysponuje takim budżetem, jak Domino, jej dotykał.
“Kto wie, czy biedota jest zaraźliwa…” Chłopiec wskazywał na dwóch starszych obozowiczów siedzących w towarzystwie nimf grających na instrumentach muzycznych. Była to para, znana ze swojego burzliwego życia romantycznego. Kłócili się, odbijali sobie nawzajem nowych partnerów, specjalnie wkurzali i wzbudzali w zazdrość, żeby potem rozpłakać się przy wieczornym śpiewaniu piosenek, przepraszać siebie nawzajem przez pół godziny i pogodzić na następne… szesnaście godzin, w porywach do czterdziestu ośmiu. W bardzo dużym skrócie, jeśliby spisać tę historię, byłaby dłuższa od “Iliady” i “Odysei” Homera razem wziętych.
Tym razem, nie kłócili się, nie płakali i nie przepraszali.
– Tak, to są oni. – Skinęła głową i ruszyła w dół zbocza, w stronę lasu. Parka siedziała oparta o drzewo, zajadając ciastka czekoladowe, kiedy opiekunki drzew śpiewały starogreckie piosenki o miłości.
Tira zarzuciła warkocze na plecy zdecydowanym gestem.
– Nie widzieliście może złotych strzał?
Nimfy przestały na chwilę grać, spojrzały po sobie, zachichotały i powróciły do spokojnej gry. Kochankowie patrzyli sobie głęboko w oczy i nawet nie usłyszeli jej pytania. Tira jednak nie chciała się poddać. Zmarszczyła brwi, powtórzyła pytanie głośniej, ale nimfy zaśmiały się tylko głośniej. Jej policzki pokryły się różowymi plamami. Już chciała użyć swojej czaromowy, kiedy do akcji wkroczył Domino. Przyklęknął przy młodej nimfie trzymającej kitarę i położył jej dłoń na ramieniu. Ona tylko szarpnęła za struny i zaśpiewała cicho:

Jeśli strzały chcecie znaleźć
W głąb lasu się udajcie
Liczcie się z wyzwaniem
Umysłu nie postradajcie
Bo to zadanie nie jest proste
Mądrze, oj, wybierzcie mądrze
Chcecie obdarować kogoś szczęściem
Lecz innym ranę tym zadacie

 
Po czym znowu wszystkie się zaśmiały, poderwały i zniknęły wśród drzew. Dzbanek i filiżanki nagle zniknęły, podobnie jak półmisek z ciastkami.
– Och, spotkanie już się skończyło? – Zdziwiona dziewczyna rozglądnęła się po polanie, ale kompletnie nie zauważała młodych herosów.
– Co za szkoda. Może zdążymy się jeszcze przejść po obozie przed obiadem?
– Och, z chęcią…
Tira i Domino spojrzeli po sobie z uniesionymi brwiami. Dziewczynka miała wrażenie, że to wszystko jej się przyśniło. Kiedy zakochani ich minęli, Domino obrócił się i krzyknął za nimi:
– Halo, padło ważne pytanie!
Oni jednak szli dalej, obściskując się i nie zwracając na nich uwagi.
– Czyli sami musimy sobie pomóc. – rzuciła kwaśno Tira, po czym skierowała się w stronę zbrojowni. – Weźmiemy sobie broń i ruszamy wgłąb lasu.
 
Nie była to najdziwniejsza rzecz, jaka przydarzyła się Szkotce, jednak przebywanie cały rok w obozie sprawiało, że Tira znajdowała się pod kloszem, chroniącym ją przed nieoczekiwanymi wydarzeniami. Poza tym, szanujmy się, wszystko miało swoje granice i to enigmatyczne zachowanie nimfek przekroczyło je już dawno. Nawet te kilkanaście minut później, kiedy wybierali dla siebie broń, Tira nie potrafiła o nich zapomnieć. Cały czas myślała o słowach piosenki.
“Umysłu nie postradajcie? Co to może znaczyć? I mamy wybrać mądrze? Co będziemy wybierać?” – myślała ze zmarszczonymi brwiami, kiedy jej dłonie mieliły żółty sweterek. Nawet nie zauważyła, kiedy dotarli na miejsce. Głosy dochodzące zza uchylonych drzwi, przyciągnęły dziewczynkę do chwili obecnej. W środku znajdowały się już dwie dziewczyny, przeglądające miecze i pokazujące sobie nawzajem różne pozycje. Nie zwróciły jednak większej uwagi na dwójkę dzieci.
Domino stanął pod ścianą i wlepił wzrok w podłogę, kompletnie przygaszony. Tira rozumiała go doskonale: miejsce przepełnione bronią najróżniejszego rodzaju, od wielkich i przerażających, aż po te niekonwencjonalne i niepozorne, wypełniało ją niepokojem i przygnębieniem. Czuła ciężar bijący z tego miejsca i bardzo chciała stamtąd wyjść.
Chociaż uważała, że to zadaniem mężczyzny byłoby dobranie odpowiedniej dla damy broni, Tira postanowiła odpuścić i zlitowała się nad Domino, który chyba był w tym miejscu po raz pierwszy. Przenosiła wzrok z niego na kolejne bronie, zastanawiając się, która byłaby dla niego najlepsza. Sama wybrala dla siebie boski ogień, chłopcu wręczyła krótki miecz. Może był trochę ciężki, ale trudno było sobie zrobić krzywdę, a za to całkiem prosto przeciwnikowi.
 
Pomimo że luty nie był najprzyjemniejszym miesiącem w roku, oboje dobrze się bawili. Tira opowiadała swoje sportowe osiągnięcia, Domino wspominał kolejne szalone historie. Nawet nie zwrócili uwagi, kiedy słońce zaczęło chować się za gałęziami drzew. Zatrzymali się dopiero w momencie, w którym zrobiło się tak ciemno, że ledwo widzieli trawę pod nogami.
– Zgubiliśmy się, prawda? – zapytał cicho syn Iris.
– No. – Skinęła głową Tira, po czym uśmiechnęła się do niego. – Nie martw się, na pewno ktoś zauważył, że nas nie ma i nas szukają. Pospieszmy się tylko ze znalezieniem tych strzał.
“Jak mogłaś zapomnieć o nich!?” – zganiła się dziewczynka w myślach. Miała być kobietą biznesu, z głową na karku, zawsze mieć wszystko pod kontrolą i co? Znalazła się w lesie, nie wiedziała, w którą stronę jest cywilizacja, na dodatek w każdej chwili mógł ich zaatakować jakiś potwór. – “Serio myślisz, że potwora by interesowało to, że jesteś dzieckiem!? Nie! Znajdź te strzały i wracaj!”
Jednak obraz chimery, czy innego dziadostwa, rozszarpujący ją, pozbawił czucia w rękach. Jedyne, co słyszała w tamtej chwili to szum szalejąco bijącego serca, ba, całe jej ciało drżało rytmicznie od pompowanej prędko krwi. Ciemny świat rozmazał się, kiedy do jej oczu napłynęły łzy, poczuła gorącą i piekącą maź zbliżającą się do jej ust.
– …Tira?
Do jej uszu przebił się niepweny, łamiący się głos Domino. Trzymał dłoń na jej ramieniu. Wszystko ucichło.
– Jestem. Chodźmy dalej.
Złapała go za rękę i poprowadziła między drzewami. Z trudem zauważała ich zarys w ciemności, więc często w ostatnim momencie odskakiwali, zaledwie krok od pnia. Jedynym dźwiękiem, jaki słyszeli to chrzęst swoich butów na ściółce leśnej, jakby wszystkie potwory postanowiły pójść spać. Albo znajdowali się coraz bliżej obozu. Tira mogła przysiąc, że spomiędzy gałązek krzewu widziała złotą poświatę i słyszała coś, co przypominało ludzkie głosy.
Przetarła oczy, przekonana, że to jakieś omamy. Ale nie, las dalej wypełniały przytłumione odgłosy kłótni, połączone z kojącym biało-złotym blaskiem przebijającym się przez gałązki.
– Też to widzisz? – Spojrzała na Domino, który z szeroko otwartymi oczami pokiwał powoli głową w górę i dół. – Podejdźmy powoli. Nie wiadomo, co to może być.
Heros uniósł miecz i przygotował się do ataku, podczas kiedy Tira ostrożnie rozsunęła gałązki. Ich oczom ukazał się kołczan sprzeczających się strzał.
Wy nic nie rozumiecie! Zostaniemy wykorzystane wbrew naszej woli! – zapiszczało kilka strzał, leżących po lewej stronie kołczanu.
Amor i tak nas wykorzystuje jak chce! W ogóle nie słucha naszych opinii! – odpowiedziała grupka po prawej stronie.
Bo wy macie beznadziejny gust!
Aha, jakby was kiedykolwiek posłu…
Tira i Domino mogli przysiąc, że wszystkie dwanaście strzał spojrzało na nich.
No proszę, kogo my tu mamy…
Też to widzicie? Te dwie małe iskierki?
Gotowe do zapłonięcia ogniem!
Policzki Tiry pokryły się różowymi plamami, kiedy spojrzała na syna Iris. Jego mina wyglądała tak, jakby nie zrozumiał znaczenia tych słów.
– Ale… co? Ma być pożar w obozie…? – Wtedy w jego oczach pojawił się blask zrozumienia. – Nie, to niemo… Nie, broń, Boż… Znaczy, brońcie, bogowie!
Strzały zaśmiały się. Tira myślała, że jej krew zaraz wyparuje.
– Dobra, wystarczy!
Wzięła kołczan, zarzuciła go sobie na ramię i zawróciła.
– Chodź Domino, musimy jeszcze wrócić do Obozu!
Uuuu, ktoś tutaj ma wrażliwy punkcik!
– Zamknijcie się! – pisnęła o kilka oktaw za wysoko, jej policzki dosłownie pulsowały od napływającej do twarzy krwi. Strzały jednak nie dały za wygraną.
Domino to ciacho! Domino to piękniś!
Wyobraź to sobie tylko. Walczycie ramię w ramię z hordą potworów…
Fuj, to nudne! Pomyśl o tym, jak opatruje ci rany bojowe!
Albo jak mdleje ci w ramionach!
Tira rzuciła kołczan na ziemię i kopnęła kołczan, z którego rozległ się pisk przerażenia. Sięgnęła potem po grecki płomień i złapała za zawleczkę, gotowa wysadzić strzały Amora w powietrze.
“Nic dziwnego, że je tutaj zostawił!”
Poczuła, jak ktoś łapie ją za nadgarstek i odsuwa jedną dłoń od drugiej, po czym, jak broń jest jej wyciągana z rąk. Spojrzała w bok, na Domino, który jednak nie patrzył na nią ani na strzały. Jego wzrok plątał się po gałęziach krzewów i runie leśnym. W delikatnym złotym świetle dziewczynka zobaczyła, że jego policzki pokryte są ciemnoróżowymi intensywnymi plamami. Jej twarz pewnie nie wyglądała lepiej.
Och, na co czekacie? Jesteście tacy nieśmiali…
Dwa tysiące lat temu już dawno bylibyście zaręczeni!
Dotknijcie tylko naszych grotów a już nie będziecie czuli żadnych ograniczeń!
– Tępe strzały… – Tira znów kopnęła kołczan, po czym zarzuciła go sobie przez ramię. – Im szybciej wrócimy do obozu, tym dla nas lepiej! Domino? Halo, słyszysz mnie?
Tira złapała go za ramię i potrząsnęła lekko. Strzały dalej zachwycały się ich reakcją, komentując każdy najmniejszy gest i przekrzykując się w przepowiadaniu im przyszłości.
Syn Iris ocknął się dopiero za którąś próbą. Potrząsnął lekko głową i, dalej różowy na twarzy, wykrztusił z siebie tylko:
– Chyba starczy już walentynek do końca życia, skoro tak jest co roku.
Tira złapała za kołczan i potrząsnęła strzałami.
– A wy, moje drogie, pójdziecie do swojego prawowitego właściciela. Już mam was dość!
Strzały zapiszczały błagalnie. Zaczęły mówić coś o złym traktowaniu i łamaniu prawa magicznych obiektów, część z nich również obiecywała, że już nie będą jej dokuczać tekstami o Domino, ale Szkotka miała to w poważaniu. Próbując zignorować ich jęki, wzięła głęboki wdech i skupiła się na swoim głosie.
– Nie będziecie dyskutować i z radością wrócicie do swojego właściciela. – powiedziała, używając czaromowy.
Strzały na chwilę zamilkły, po czym zgodnie odpowiedziały rozmarzonym tonem:
Z przyjemnością…
Tira odetchnęła z ulgą i spojrzała na swojego towarzysza. Z głową spuszczoną w dół i różowymi plamami na twarzy, Domino ledwo co przypominał tego pewnego siebie i żądnego przygód chłopca o poranku.
 
Było już grubo po ciszy nocnej, kiedy dwójka starszych obozowiczów odnalazła Tirę i Domino. Córka Afrodyty ziewnęła długo, podczas gdy chłopiec zakrywał oczy, chroniąc je przed intensywnym blaskiem pochodni.
Wystarczyło jedno spojrzenie na kołczan złotych strzał, żeby nastolatek o jasnych włosach i szarych oczach skomentował:
– To dlatego ta dwójka się tak dziwnie zachowywała od rana. Chodźcie, zaniesiemy te strzały do Wielkiego Domu i z rana wyślemy je na Olimp. Spisaliście się. Nie wiadomo, do jakich szkód mogłoby dojść, gdyby nie wasza akcja poszukiwawcza.
– Może nawet do wojny między bogami? – zaproponował drugi, w hipisowskich ubraniach.
Kolejne wydarzenia Tira wspomina jak przez mgłę. Obozowicze patrzyli na nich, część z podziwem, część z chytrymi uśmieszkami na twarzach. Mówiła coś o tym, że sama zaniesie strzały na Olimp. Pamiętała powrót do domku dziesiątego, ale już nie wiedziała, kiedy przebrała się w piżamę i położyła do łóżka.

♡
[2253 słowa: Tira otrzymuje 22+20PD]
Przebieg tej misji nie był niczym zaskakującym, bowiem Tira ze swoją czaromową szybko przekonała strzały, by wróciły do swojego właściciela.
Amor jest przeszczęśliwy. Herosi szybko uporali się z zadaniem i wykonali je, właściwie, bezbłędnie. Obdarowuje półbogów boskimi różami, które zaspokoją potrzebę atencji Tiry, a Domino przyniosą nowych kolegów.
Bożek obiecał również wyświadczyć jedną, specjalną przysługę tej dwójce, jeśli będzie kiedyś tego potrzebować

wtorek, 16 kwietnia 2024

Od Tiry — ,,Właściwie to ja lubię gołębie"

Poprzednie lato

Turniej szachowy powoli dobiegał końca. Tira siedziała w cieniu drzewa na szkolnym dziedzińcu (chciała przecież jak najbardziej przypominać azjatyckich idoli o porcelanowobiałej skórze, dodatkowo od promieni słonecznych człowiek się szybciej starzeje, duh) i czekała na ostatnie wyniki partii. Sama wygrała sześć z ośmiu rozegranych, jedną zremisowała i jedną przegrała, jednak nie uważała tego za jakąś wielką porażkę.
,,Przecież sześć wygranych mówi o mnie więcej niż jedna porażka.” – Zarzuciła swoimi różowymi warkoczami na plecy.
Podniosła wzrok znad swojego odtwarzacza muzyki i zobaczyła trzy znajome twarze, wychodzące na dziedziniec i zbliżające się powolnym krokiem: Daphne, Lizzy oraz ich idolkę, Chloé. Razem były tym legendarnym trio, które wszyscy lubili. Wszyscy, poza Tirą. Dziewczynka nienawidziła tych słodkich uśmiechów. Prychała za każdym razem, kiedy widziała, jak dziewczynki pomagają rówieśnikom w szkolnych zadaniach, i wrogo patrzyła się na ich występy cheerleaderskie. Tira uważała takie darcie się i machanie tyłkiem za pozbawioną klasy czynność. Prawdziwe damy śpiewały tylko przy pianinie oraz uczyły się tańca w strojach wykonanych z najwyższej jakości tkaniny, a nie w jakiś przepoconych koszulkach zrobionych przez dzieci w Chinach, Bangladeszu albo innym Taiwanie. Dodatkowo to były wcielone diablice, może nawet aspirujące Erynie. Swoim słodkim i niewinnym zachowaniem tylko oszukiwały wszystkich nauczycieli wokół, malując Tirę na ,,tą złą”. Tira nie zamierzała grać w ich grę i nie zamierzała z nimi dyskutować. Miała być czarnym charakterem? Więc będzie najczarniejszym, najokrutniejszym i najbardziej bezwzględnym na ich lamerskie zaczepki.
– Och, kogo my tu mamy? – usłyszała ironiczne pytanie Chloé, przebijające się przez koreański pop w słuchawkach.
Tira nie miała ochoty z nimi rozmawiać w tej chwili. Musiała przygotować swoją przemowę na chwilę rozdania nagród. Na pewno chciała podziękować swoim rodzicom, dzięki którym w ogóle rozpoczęła przygodę z szachami. Wyobrażała sobie, jak stoi na podium z uniesionym podbródkiem w górze i patrzy się z pogardą na Chloé i jej świtę, wszystkie zapłakane, ponieważ zdobyły najniższą liczbę punktów. Smarkałyby w jakieś lipne dyplomy i ciumkałyby jak niemowlaki lizaki-nagrody pocieszenia.
Ale teraz to Tira klęczała na asfaltowej płycie a Chloé stała nad nią i uśmiechała się podle. Niechętnie, córka Afrodyty zerwała słuchawki z uszu i, ignorując obecność trzech dziewcząt, zaczęła chować elektronikę do swojej torebki.
– Niech zgadnę, wygrałaś tylko jedną partię? – zapytała blondynka, ikona i ,,najgrzeczniejsza” z całej trójki.
– Znając ją, mogła tylko zremisować! – dorzuciła za nią piegowata dziewczynka, której jaskrawo błękitna bluzka kontrastowała z ciemnoczerwonymi włosami.
– Och, Daphie, nie bądź taka niemiła dla naszej koleżanki – powiedziała Chloé i usiadła obok Tiry na chodniku. Złapała jeden z jej warkoczy i uniosła pod swój nos. – Na pewno z takimi włosami znajdzie sobie jakąś pracę, na przykład w cyrku!
Tira uniosła podbródek nieco wyżej, patrząc w przeciwną stronę.
,,To tylko słowa, to tylko słowa…” – powtarzała sobie, próbując zapanować nad rosnącą chęcią przywalenia blondynce w nos.
Z drugiej strony dosiadła się Lizzy. Złapała materiał lnianej sukienki Tiry, która naturalnie wpadała w nieco szarawy odcień.
– Z taką szmatą do cyrku? Tirunia, na pewno cię nie przyjmą na naczelnego klauna.
Policzki dziewczynki zapłonęły i skupiła swój wzrok naprzeciwko siebie, kiedy Chloé i Lizzy się zanosiły śmiechem. Zacisnęła mocniej zęby, kiedy zobaczyła przed somą szmaragdowozielone oczy Daphne, w których można było dostrzec coś pomiędzy szaleństwem a okrucieństwem. Wyciągnęła ze swojego plecaka paletkę cieni do oczu i otworzyła ją.
– Pora na metamorfozę!
Po raz pierwszy trening Chejrona w Obozie Herosów na coś się przydał. Z wyrobionym instynktem, Tira zgrabnym ruchem wytrąciła dziewczynce paletkę, jakby trzymała w dłoni sztylet i miała zaraz jej rozpruć klatkę piersiową. Na jedno wychodziło, patrząc, że miały jej zniszczyć sukienkę. W zasadzie to byłoby nawet gorsze od śmierci.
Szybko podniosła się i przeskoczyła nad dziewczynkami, stając w pozycji obronnej. Policzki jej płonęły i nie widziała zbyt wyraźnie przez napływające do oczu łzy.
,,Ale bym je teraz wysadziła w powietrze greckim płomieniem…” – Jedyna myśl, jaka przebijała się przez szyderczy chichot pozostałych dziewcząt.
– Spójrzcie tylko na nią! Wystraszyła się jak gołąb! Nawet ma szarą sukienkę jak pióra! Gru, gruuuu! – zaczęła Lizzy, co szybko podłapały pozostałe. Tira w mgnieniu oka została otoczona dźwiękami gruchania i chichotami.
Akurat to był ciekawy widok i całkiem zabawny. To one właśnie upokarzały się na cały dziedziniec szkoły, przed oczami dzieci i ich rodziców, nauczycieli i innych pracowników szkoły, udając gołębie!
Gołębie poza tym były jej przyjazne. I bardzo mądre! Ile razy pomogły jej na sprawdzianie z matematyki albo historii. Rozumieją ludzkie pismo! Dodatkowo są naprawdę dobrymi doręczycielami wiadomości i szpiegami. Niby skąd Tira miała tyle intymnych i wstydliwych informacji na temat dziewcząt ze swojej klasy i mogła bez problemów szantażować je? Gołębie były świetne!
Wygłupy Chloé, Lizzy oraz Daphne przerwał dzwonek oznajmiający rozpoczęcie rozdania nagród. Tira wytarła policzki, zarzuciła warkocze na plecy i spojrzała na dziewczynki z góry.
– Właściwie, to ja lubię gołębie. Więc mi to schlebia.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła do sali gimnastycznej, żeby odebrać swój złoty medal.

────
[792 słowa: Tira otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 2 kwietnia 2024

Od Tiry CD Domino — „Witaj w obozie”

Poprzednie opowiadanie

Spojrzała za ręką chłopca, wskazującego na tęczowy domek, po czym dokładnie spojrzała na niego od stóp po czubek głowy. Myślała, że będzie mieć do czynienia z kolejnym irytującym aresiakiem, hefajstosiakiem albo, co gorsza, dzieckiem Ateny.
Fakt, że stało przed nią dziecko bogini tęczy, w tym też komunikacji, może nie zmieniało zbyt wiele, ale na pewno zmieniało coś. A coś to już jest więcej niż nic.
„Mogą mi się przydać jego umiejętności korzystania z iryfonu…” – pomyślała i z dumą przyznała sobie punkcik za trzymanie głowy na karku. – „Jak prawdziwy biznesman… Ojciec byłby ze mnie dumny!”.
Musiała przyznać, jeszcze bardziej ucieszyła się na pytanie o swój domek. Może to było pytanie o jej boskiego rodzica, ale przecież zawsze mogła zejść na temat śmiertelnych rodziców i pochwalić się swoim pochodzeniem. Z drugiej strony, trochę rozgniewało ją to pytanie. Nie widać przecież, że jest córką bogini urody!?
„Może ma wadę wzroku i zapomniał okularów… Tak, to musi być to”.
– Jestem córką Afrodyty. – Uniosła podbródek wyżej. – Mieszkam w domku dziesiątym, tym z białoniebieskimi filarami. Chodźmy dalej, do pawilonu jadalnego.
Ciepłe promienie południowego słońca grzały zaskakująco mocno. Część odważnych obozowiczów miała na sobie krótkie spodenki i Tira zaczynała żałować swojej decyzji o doborze ubrań. Westchnęła cicho i zdjęła puchaty sweterek. Przez chwilę zastanawiała się, co z nim zrobić, po czym uznała, że najlepszym pomysłem będzie zawiązanie go sobie na pasie. Westchnęła, patrząc na swoją sukienkę.
„Na damę to nie wyglądam…”.
Wskazała ręką na budynek stojący po lewej stronie.
– To jest kuźnia. Tutaj przygotowujemy broń i robimy podkowy dla pegazów.
– Macie pegazy tutaj!? – powiedział piskliwym tonem Domino. Tira nie wiedziała, czy chłopiec się cieszył, czy też był przerażony tą wiadomością.
– Ee, tak. Natomiast po prawej jest, jak widzisz, boisko do siatkówki. Znajdziesz kogoś chętnego do gry przeważnie przez większość roku. Chociaż nie mnie. Ja nie lubię sportu. – Odrzuciła jeden z różowych warkoczy na bark i spojrzała na swoje zadbane paznokcie z czułością.
Po kilku przeciągających się sekundach podziwiania swoich palców przypomniała sobie o nowym herosie, stojącym obok jak kołek. Jego ciemne włosy znowu opadły mu na oczy.
„Można by było mu przyciąć tę grzywkę. Oczywiście potem wymagać od niego odpłacenia przysługi…”.
Tira pogładziła się po różowych włosach.
– Chodźmy dalej, do amfiteatru.
Zaczęła dziarsko dreptać przez błotko, zostawiając Domino w tyle.


Domino?
────
[373 słowa: Tira otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

środa, 14 lutego 2024

Od Tiry do Domino — „Witaj w obozie”

Tira wyprostowała się i spojrzała na bezchmurne, jak zwykle w Obozie Herosów, niebo, po czym przeniosła wzrok na rozciągające się poniżej bezkresnego błękitu polany. Stała pod altaną Wielkiego Domu i czekała, słuchając spokojnych rytmów muzyki koreańskiej. Może miała jeszcze trochę czasu, ale chciała pokazać Chejronowi, że zależy jej na powierzonym zadaniu i traktuje je bardzo poważnie.
Okropnie się cieszyła z faktu, że centaur poprosił ją o oprowadzenie nowej osoby. Jej policzki nie potrzebowały też aż tak dużej ilości pudru, jak zazwyczaj, i cały czas przyłapywała się na uśmiechaniu. Choć powtarzała sobie, że nie wypada damie szczerzyć się jak kretyn, dalej pokazywała światu swoje zadbane zęby. W końcu została dostrzeżona!
Z tej okazji postanowiła się wystroić, bardziej niż zazwyczaj. Jej wściekle różowe włosy kontrastowały z puchatym jasnoniebieskim sweterkiem, spod którego widać było dół białej sukienki w niezapominajki. Strój dopełniały eleganckie kozaczki, całe ubłocone, przez roztopy.
Bełkocząc pod nosem koreański rap, wyciągnęła z torebeczki lusterko i przejrzała się w nim. Błękitny cień dalej utrzymywał się na powiekach, podobnie było z błyszczykiem, przez który jej usta miały nienaturalnie czerwony kolor.
Zanim piosenka dobiegła końca, zobaczyła kątem oka chłopca, zbliżającego się do niej. W ciemnych oczach widocznych zza rozczochranej, czarnej czupryny, można było dostrzec mieszankę ekscytacji oraz zagubienia.
„Synem Afrodyty to ty chyba nie jesteś…” – pomyślała, patrząc na jego strój z lekko zmarszczonymi brwiami.
Nie wyglądał źle, ale po prostu… nudno. I tanio. Spodnie moro wyglądały, jakby były upolowane w dyskoncie, a zielona koszula narzucona na czarną koszulkę wyróżniały go na tle starszych obozowiczów i ich pomarańczowych ciuszków.
Nagle te wszystkie pozytywne emocje po prostu wyparowały. Zamiast dumy i radości czuła niezadowolenie i miała ochotę jak najszybciej oprowadzić nowicjusza i mieć to z głowy. Już nawet wizja ostrzenia broni wydała się lepszym spędzeniem czasu niż chodzenie obok niego.
Ale się zobowiązała do wykonania zadania, dlatego też schowała słuchawki i podeszła do stopni altanki. Zeskoczyła z nich jeden po drugim i zdała sobie sprawę, że nieznajomy jest o niej wyższy; sięgała mu ledwo do nosa.
– Jestem Tira. Ty musisz być nowy i mam za zadanie cię oprowadzić.
Wyciągnęła rękę w górę, wskazując na Wielki Dom, nie pozwalając nawet przedstawić się chłopcu.
– To jest taka kwatera główna, serce tego obozu. Tutaj znajduje się skrzydło szpitalne, wyrocznia oraz śpią tutaj goście przychodzący na krótki czas. Jak pewnie już wiesz, tam – Wskazała na domki – mieszkamy my, herosi. Zostałeś już przydzielony do jedenastki? Tam zawsze przychodzą nowi, do czasu uznania. Chodź, resztę opowiem ci już w dole. Pytania na koniec wycieczki.
Ruszyła powolnym krokiem, przypominając sobie w myślach, że musi zachować dystans i chłodną głowę i musi zachowywać się jak dama przez całe to spotkanie.


Domino?
◇──◆──◇──◆
[436 słów: Tira otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

środa, 27 grudnia 2023

Od Tiry do Ash — „Łap labrys i ruszaj się!”

Tira prychnęła cicho, po czym wyciągnęła z małej torebeczki lusterko i poprawiła kolorowe spinki we włosach. Siedziała na stopniach prowadzących do domku Afrodyty. W środku nie dało się oddychać przez ilość wymieszanych perfum, a dziewczynka nie wiedziała, gdzie mogłaby pójść. Driady mają jej dość, po tym, jak przez trzy dni z rzędu mówiła o swoich osiągnięciach w jeździectwie. Te dziewczyny-drzewa dziwiły się, jak Tira mogła brać w takich potwornościach, jak zawody, udział. W zbrojowni było za głośno i pracowali tam brzydcy obozowicze, w kuźni natomiast było za gorąco i pracowali jeszcze brzydsi. Niby mogła pójść do stajni z pegazami, ale znając życie, nikt nie pozwoliłby jej osiodłać skrzydlatego konia i sobie polatać. Jeszcze jej ktoś wciśnie widły i karze sprzątać boks, więc Tira uznała, że posiedzi sobie na jasnych stopniach pod drzwiami Dziesiątki.
Znów sięgnęła do swojej małej torebeczki, z którą nigdy się nie rozstawała. Miała tam najnowszy model odtwarzacza muzyki, malutkie lusterko oraz pudełeczko ze słuchawkami, które wyciągnęła. Puściła najpopularniejszy album jednego z czołowych koreańskich boy’s bandów i podniosła wzrok na rozciągający się przed nią, nudny i ośnieżony widok obozu.
Był weekend, więc w planach nie miała żadnych zajęć. Mimo to wizja powtórzenia materiału brzmiała bardzo kusząco. Zwłaszcza że starożytną grekę prowadzi Chejron z jakąś dziewczyną z Szóstki. Tira mogłaby jej utrzeć nosa. Może wtedy centaur by dostrzegł potencjał córki Afrodyty i dał jej jakąś szansę w poprowadzeniu zajęć. A nie tylko dzieci Ateny to i dzieci Ateny tamto.
„Dzieci Ateny są takie specjalne” – pomyślała, odgarniając jeden z intensywnie różowych warkoczy na plecy, po czym z powrotem zarzuciła go sobie na ramię. – „Ugh, wyluzuj, jeszcze ci się zrobią zmarszczki na czole. Właśnie, czy mi mogą pojawić się zmarszczki w tak młodym wieku? Chyba nie, ale to na pewno zacznę się szybciej starzeć… Nie wiem, może jeszcze przed szesnastką będę siwa? Na pewno Fortuna im odpłaci. Tylko dzieci Afrodyty mogą być piękne i mądre w tym samym czasie, więc nie mam się czym przejmować”.
Z dumą odchyliła się do tyłu i, opierając się rękoma za plecami, wsłuchała się w słowa piosenki. Po chwili zaczęło cicho podśpiewywać:
– Neol wihaeselymo o nya puepodo a koto gippun cheong hal nya! – próbowała nadążać za raperem, w głowie zaś tworzyła sobie historię, że śpiewający mężczyzna jest bogaczem, który zaprasza ją na rejs jachtem. Specjalnie przygotował dla niej elegancką kolację, składającą się z przystawki, zupy, drugiego dania oraz deseru. Oczywiście wszystkie dania są idealnie przystosowane do jej delikatnego podniebienia i nie ma tam żadnych alergenów. Potem wybraliby się w dwójkę pod pokład, gdzie znajduje się sala, która może pomieścić całą orkiestrę symfoniczną i będą razem słuchać klasycznej muzyki, rozmawiając przy tym o kwestii głodu na świecie oraz gatunków zwierząt zagrażających wyginięciu i jakie pomysły ma Tira, żeby rozwiązać oba te problemy. Ten wywiad będzie tak inspirujący dla bilionera, że z zachwytem zaprosi Tirę na galę rozdania nagród Nobla i sama właśnie została laureatką do pokojowej nagrody, nie zapominając o nagrodzie w dziedzinie zarządzania gospodarką i ekologii, nie mówiąc już o tym, że pobiła rekord Guinnessa w byciu najmłodszą laureatką na świecie.
Kiedy piosenka dobiegła końca, Tira z niemałym rozczarowaniem powróciła do chwili obecnej. Już nie stała w pudroworóżowej sukience wieczorowej na scenie i nie wygłaszała ckliwej przemowy o tym, że te nagrody są dla niej szczytem kariery, ale była po prostu Tirą. Córką Afrodyty, która jest zmuszona siedzieć tutaj, na drugim końcu świata, bo jej rodzice cały czas są na konferencjach.
„Przynajmniej wiem, że ta ścieżka jest mi pisana. Mam w genach bycie kobietą biznesu, mam w genach bycie bogatą”.
Kiedy kolejna piosenka rozpoczęła się mocnymi brzmieniami gitary elektrycznej, zauważyła, że ktoś nad nią stanął. Ale nie zauważyła tego bezpośrednio: poczuła na sobie cień, do jej oczu nie dochodził blask latarń stojących kilka metrów od domków. Pomimo lampki nad drzwiami wejściowym, zrobiło się ciemniej, jakby ktoś pochylał się nad nią i tylko kilka cali dzieliło ich twarze od siebie.
Też, jednym z wielu licznych talentów Tiry, jednych bardziej realnych od drugich, było wyczuwanie energii i aury innych ludzi wokół siebie. I teraz poczuła też ten metafizyczny mrok, gniew, niezadowolenie i mieszankę innych negatywnych, lecz bardzo aktywnych emocji.
Kiedy otworzyła oczy, zobaczyła niezadowoloną gębę, czarne włosy przycięte w mullet i wygolone po bokach, krzaczaste brwi, pod którymi, w ciemnej obramówce, zobaczyła czerwone tęczówki kpiące szczerą nienawiścią i pogardą.
„Fuuj, dziecko Aresa… Że też nasi boscy rodzice w ogóle cokolwiek do siebie czują!”.
– Chodź – usłyszała wojskowy ton przedzierający się przez muzykę w słuchawkach. – Chejron kazał mi ciebie nauczyć walczyć.
Persona przepełniona negatywną energią obróciła się i powolnym krokiem skierowała się w stronę areny walk.
– Co proszę? – pisnęła Tira. – Ale ja uważam na zajęciach z walki!
Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie się przed nią wydarzyło. Okay, mogła nie słuchać wszystkich poleceń i może wymknęła się kilka, maksymalnie kilkanaście razy z lekcji. To nie jest jej wina, że plan lekcji nie jest dostosowany do niej i do jej potrzeb! Jest zbyt wrażliwa, żeby patrzeć na bezsensowną przemoc, dodatkowo walka to jest taki niekobiecy sport. Jeszcze nabierze mięśni i co!? Będzie mieć grube łydki! Która modelka albo inna kobieta sukcesu (a kobiety zdobywające medale w sportach poza jeździectwem mają nie po kolei w głowie i nie są prawdziwymi kobietami sukcesu tylko pseudo kobietami, normalne kobiety zajmują się tylko jeździectwem ok?) ma grube łydki!? Okay, mogła udawać, że ćwiczy, zamiast naprawdę ćwiczyć i mogła specjalnie wybrać sobie taką osobę z domku dziesiątego, która też nie chce się spocić jak dzika świnia w okresie godowym i faktycznie, może spędziły te wszystkie godziny na plotkowaniu i obgadywaniu innych obozowiczów, ale Chejron nie powinien wtryniać swojego nosa w umiejętności waleczne Tiry. Czy to nie jest łamanie jakiegoś RODO!?
– Dramat, po prostu, dramat… Istna tragedia grecka, niczym ta Ancymona! Albo to była Antygona? W każdym razie: hej! Zaczekaj, skoro masz mnie tutaj uczyć!
Krzyknęła może odrobinę za głośno, po czym, nie śpiesząc się, schowała słuchawki do torebki i również niespiesznym krokiem ruszyła za nieznajomym obozowiczem.
– Pragnę podkreślić, że jestem da-mą a damy się nie spie-szą. Także, proszę traktować mnie jak da-mę, czyli z należytym sza-cun-kiem. A to oznacza nie-prze-kra-cza-nie odległości półtora metra ode mnie, czyli coś, co zrobiłeś przed chwilą, więc oczekuję od ciebie przeprosin. Znasz takie słowo, prawda?


Ash?
◇──◆──◇──◆
[1036 słów: Tira otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]