Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyżby przyszła pani bez szpady?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czyżby przyszła pani bez szpady?. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 września 2025

Od Caroline CD Weroniki — „Czyżby przyszła pani bez szpady?"

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Caroline nie lubiła przegrywać; nie sądziła też, że ktokolwiek to lubi. Jeśli miała dobry dzień, umiała ugryźć się w język i chwilowo przejść ponad porażką, ale nigdy nie potrafiła na stałe obejść się smakiem. Co to za różnica, czy odegra się teraz, jutro, za miesiąc czy za dziesięć lat? Umiała poczekać, jeżeli miała pewność, że w końcu szala zwycięstwa przechyli się z korzyścią właśnie dla niej.
Posłała Weronice bardzo koślawy i bardzo fałszywy uśmiech, kiedy dziewczyna wygrała pojedynek. Tak cholernie mało brakowało jej do wygranej! Wygrałaby, gdyby popełniła mniejszą liczbę błędów. Wiedziała, że jej błędy wynikają w głównej mierze przez to, że daje ponieść się emocjom, bo słyszała to już zdecydowanie zbyt wiele razy. To, że nie umie nad tym panować nie oznacza od razu, że o tym nie wie. Przecież nie była głupia, tylko zbyt ubogo przeszkolona.
— Gratulacje.
Głos miała o ton niższy, a palce zaciskały się na rękojeści miecza tak mocno, że skóra jej zbielała. Miała ochotę zdrapać ten zadowolony z siebie uśmieszek z twarzy Weroniki, przyczepić go na jedną ze słomianych kukieł i pochlastać go na kawałki. Zamiast tego wierciła dziurę w plecach dziewczyny, kiedy ta odchodziła.
Córka Aresa cisnęła swój miecz na ziemię, kiedy tylko straciła dziewczynę z pola widzenia. I tak już dała jej satysfakcję, pokazując te liche ochłapy wkurwienia, które nawet nie umywały się do tego, jak bardzo wściekła była.
Co mówiła jej terapeutka o atakach złości? Coś o oddychaniu i liczeniu do dziesięciu. Szkoda, że Caroline miała ochotę liczyć co najwyżej głowy trupów nabite na pale, a o spokojnym, głębokim oddychaniu nawet nie było mowy.
Podniosła broń z trawy i zdmuchnęła z niego źdźbła nieco przyschniętej już trawy. Najwyraźniej dzieciaki Demeter skupiały się na dbaniu o truskawki, a resztę obozowej roślinności zwyczajnie olały. Odgarnęła sobie z czoła włosy, które kręciły się od zetknięcia z jej potem, co z pewnego powodu dodatkowo ją wkurwiło. Musiała się umyć, albo zrobić cokolwiek innego, jeżeli nie chciała eksplodować.
Była pewna, że kiedyś się zemści, albo chociaż zażąda rewanżu. Po prostu nie wiedziała jeszcze, gdzie i kiedy.

ZIMA

Ciężko planować zemstę, kiedy nie zna się zbyt dobrze osoby, wobec której jest skierowana. Szczególnie, jeśli w międzyczasie przebywa się gdzieś setki kilometrów dalej. Caroline cieszyło jedynie to, że dzięki temu może zachować czysty umysł; myślenie nad czymkolwiek bez kurwików w oczach naprawdę ułatwia sprawę. Więc kiedy znowu pojawiła się w Obozie Herosów, nieco ponad dwa miesiące później, miała wszystko poukładane w głowie. No, mniej więcej.
— Cześć. Masz chwilę? — zapytała z uśmiechem, stając przed Weroniką.
Znalazła dziewczynę w pobliżu pawilonu, choć nie miała pojęcia, co ona niby tam robiła. Powietrze było suche i chłodne. Może i nie była to mroźna zima, ale większość jednak preferowała zostanie w budynku i rozpalenie w kominku. Caroline też wolałaby teraz nie szwędać się po dworze, ale niestety czasami pewne sprawy były ważniejsze od komfortu.
Weronika uniosła brew i spojrzała na dziewczynę.
— O co chodzi? — spytała, unosząc kącik ust w uśmiechu.
Caroline z jakiegoś powodu znowu chciała jej przypierdolić, ale tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi.
— To nic ważnego. Tak się zastanawiałam… Skoro ostatnio mnie pokonałaś, może zechciałabyś mi pomóc w treningu? Na pewno przydałoby mi się kilka rad od… lepiej wyszkolonej koleżanki — dodała, chowając dumę do kieszeni.
To, że Weronika była lepiej wyszkolona od niej, to był oczywisty fakt, ale Ley czasami wolała nie przyjmować niektórych rzeczy zbyt głęboko do siebie. To była jedna z takich rzeczy.
— …o pomoc mnie prosisz? Serio?
Weronika patrzyła na koleżankę z może nie pogardliwym, ale z pewnością rozbawionym i trochę lekceważącym wyrazem twarzy. Caroline zaplotła dłonie za plecami, tak, żeby dziewczyna nie widziała, że ściska je zdecydowanie mocniej, niż jest to wskazane.
— Tak, no bo wiesz, mam braki. Mogę się wiele od ciebie nauczyć. — "I tak dalej", dodała w myślach i ponownie posłała jej jeden ze swoich najbardziej czarujących uśmiechów.
Niesamowicie irytował jej ton głosu dziewczyny, jakim ta się do niej zwracała, ale miała szczerą nadzieję, że pozbawi jej tej pewności siebie równie szybko, jak uśmiechu.

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG 2.03.2026 (jedna z postaci trafiła do NPC)
────
[656 słów: Caroline otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

wtorek, 9 września 2025

Od Weroniki CD Caroline — „Czyżby przyszła pani bez szpady?"

Poprzednie opowiadanie

Weronika poruszała się po arenie lekko, niemal tanecznie, jakby każdy krok był częścią z góry przemyślanej choreografii. Jej gladius błyszczał w słońcu, sunąc w powietrzu raz szybkim cięciem, raz zwodem, zawsze o pół sekundy za szybko, by Caroline mogła naprawdę nadążyć. Nika obserwowała to wszystko z nieodłącznym, lekko ironicznym uśmiechem, notując w duchu każdy detal: kąt nachylenia stopy, moment naprężenia mięśnia, pozycję dłoni przy każdym ruchu. Jej notatnik w głowie już zapełniał się wskazówkami na przyszłość, choć na razie były tylko mentalnymi komentarzami.
Caroline odpowiadała siłą. Jej ciosy były mocne, gwałtowne, takie, które z łatwością powaliłyby potwora, o ile ten potwór miałby choć odrobinę słabości. Ale Weronika nie była potworem. Była córką Ateny. A dzieci Ateny nie wygrywały przez brutalność. One wygrywały przez cierpliwość, przez wyczekiwanie momentu, w którym przeciwnik odsłoni się na własne życzenie. Nika mogła w tym czasie filozofować: „Cóż, może ludzkość wynalazła broń zanim wymyśliła empatię, ale najwyraźniej cierpliwość to kolejny stopień ewolucji.”
— Jesteś pewna siebie, co? — rzuciła Weronika w przerwie między ciosami, a jej usta drgnęły w uśmiechu, jakby wcale się nie męczyła.
Caroline zacisnęła zęby i odpowiedziała, że pewność siebie to klucz do zwycięstwa. Nika uniosła brew, jakby właśnie dostała prezent. Oczywiście, że klucz — do własnej zguby, jeśli jest źle użyty.
— Zbyteczna pewność siebie to pierwszy stopień do Hadesu. — Głos Weroniki brzmiał jak konkluzja z wykładu, a w Niki głowie zaiskrzyła myśl: „Ah, filozofia walki: każdy ruch to lekcja, każdy błąd to filozoficzna pułapka.”
Caroline zareagowała gniewnie, dokładnie tak, jak Weronika przewidziała. Ruchy córki Aresa stawały się coraz bardziej szarpane, mniej przemyślane. Serce biło szybciej niż głowa, a Nika tylko na to czekała. Przypominała sobie, że czasami najlepszym narzędziem nie jest siła ani zręczność, lecz czysta obserwacja.
Jeden krok w bok, subtelny zwód, niby niedokładny, lecz obliczony. Caroline poszła za ciosem, który trafił w pustkę. Wtedy gladius Weroniki przeciął powietrze tuż obok jej dłoni. Broń Caroline wypadła z palców, uderzając w piasek z głuchym stukotem. Nika spojrzała na nią z lekkim rozbawieniem: „Ah, ćwiczenia praktyczne w strategicznym cierpliwym czekaniu. Lekcja numer jeden: nie gniewaj się na przeciwnika, który myśli szybciej niż ty.”
W tym samym momencie klinga Weroniki znalazła się przy ramieniu Caroline — nie dotykając, lecz wystarczająco blisko, by nie było wątpliwości. Nika odchyliła się lekko, prawie z gracją baletnicy, i uniosła brew. Jej kącik ust mimowolnie poszybował w górę, nadając twarzy dziewczyny ironiczny wyraz twarzy, za który bardzo chętnie jeden obozowicz obiłby jej buźkę.
Weronika odetchnęła głębiej, wsunęła kosmyk włosów za ucho i pozwoliła sobie na uśmiech. Nie triumfalny, nie dumny — raczej rozbawiony, jakby właśnie rozwiązała trudną zagadkę logiczną. Nika poczuła przyjemną satysfakcję: to było zwycięstwo w szachach, a nie w sparingu siłowym.
— No cóż. — Jej ton był lekki, ale słowa miały w sobie stal. — Wygląda na to, że logika pokonała czystą siłę.
Zrobiła półkrok w tył, dając Caroline przestrzeń na podniesienie się po porażce, a jej uśmiech zrobił się szelmowski.
— Nie martw się, nikt nie będzie miał ci za złe, że przegrałaś. W końcu… — Pauza była iście dramatyczna. — córka Aresa właśnie przegrała z córką Ateny. Ale spokojnie, możesz zawsze powiedzieć, że to wina złej pogody albo złego dnia, albo… wszystkiego naraz.
Caroline spojrzała na nią wzdrygając się, na wpół przerażona, na wpół rozbawiona. Nika podniosła gladius do góry, oblizała subtelnie wargi i westchnęła teatralnie.
„To fascynujące, ile satysfakcji może dać zwykła obserwacja. Chociaż przyznaję — muszę uważać, żeby nie przesadzić z filozofią i ironią w samym sparingu. Ale patrząc na tę twarz… chyba mogę sobie pozwolić.”
Notatnik w jej głowie powiększył się o kolejną linię: „Dziś jeszcze nie przegrałam żadnej gry… chyba że liczyć gry w szachy z własnym cieniem.”
Nika odsunęła się nieco, pozwalając Caroline odzyskać równowagę. Zawsze fascynowało ją, jak dzieci Aresa reagują na porażkę: gniew mieszał się z dumą, a adrenalina tworzyła dramat niczym w teatrze antycznym. Niektóre reakcje były przewidywalne, inne zabawnie chaotyczne.
— Widzisz, Caroline — powiedziała w końcu, stając swobodnie na arenie, notując mentalnie każdy ruch przeciwniczki. — Siła jest ważna, ale refleks i myślenie kilka kroków do przodu są kluczem do zwycięstwa.
Caroline warknęła coś w odpowiedzi, próbując odzyskać twarz, ale Nika tylko uniosła brew i odwróciła wzrok ku widocznej w oddali areny linii drzew. Jej myśli zaczęły biec w swoim rytmie, przemyślając zagadkę znikających pluszaków, notując w głowie strategie i prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Uśmiechnęła się pod nosem. Sparing dobiegł końca, Caroline odsunęła się na bok, próbując wyglądać dumnie. Nika odetchnęła głęboko, trzymając gladius pewnie w dłoni i zapisując w swojej głowie jeszcze jedno spostrzeżenie: ironia działa najlepiej, gdy przeciwnik sam dostarcza materiału.
— No cóż, Caroline — mruknęła Nika z lekkim błyskiem w oku, jakby przemawiała do niewidzialnego jury — wiesz, że zawsze możesz powiedzieć, że to wina złego dnia. Albo może po prostu wina mojej strategii. Tak czy siak… córka Aresa właśnie przegrała z córką Ateny. Z przyjemnością zauważam, że adrenalina i gniew są tylko dodatkiem do lekcji pokory.
Caroline westchnęła ciężko, a Nika odwróciła się z subtelnym uśmiechem, ruszając w stronę swojego miejsca, by przemyśleć kolejne kroki w śledztwie dotyczącym pluszaków. W duchu dopisała notatkę do mentalnego dziennika: „Dzisiaj wygrałam sparing, rozwiązałam kilka zagadek w głowie i przy okazji nauczyłam córkę Aresa lekcji cierpliwości… tak, to był dobry dzień.”

Caroline?
────
[849 słów: Weronika otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 7 września 2025

Od Caroline CD Weroniki — „Czyżby przyszła pani bez szpady?"

Poprzednie opowiadanie

Rzadko zdarzało się, żeby ktoś zaproponował trening Caroline. Prawdopodobnie miało to coś wspólnego z tym, że sparingi z dzieciakami Aresa zwykle kończyły się wizytą w domku Apolla, ale dziewczyna zarzekała się, że żaden jej przeciwnik nigdy tam nie skończył. Nikogo tym nie przekonała, więc zazwyczaj musiała brać za sparingowego partnera słomianą kukłę, choć nazwanie jej partnerem było dość entuzjastycznym zabiegiem. Jeśli naprawdę miała potrzebę poćwiczenia z kimś, kto nie był kupą słomy, wybierała sobie kogoś, kto niekoniecznie chciał się jej sprzeciwiać. Ona nie musiała się przy tym szczególnie starać, a oni nigdy nie narzekali, więc co było w tym złego?
Grupową domku Ateny znała niezbyt dobrze. Gdzieś w głowie miała zachowane jej imię, poza tym kojarzyła ją z widzenia. Spędzała w obozie zdecydowanie mniej czasu, niż by chciała, i przez to jej znajomości tu ograniczały się raczej do rodzeństwa i kilku nielicznych osób. Poza tym, rzadko zbliżała się z własnej woli do dzieciaków Ateny; za bardzo się wymądrzały i wywyższały, jak na jej gusta. Ktoś tam coś tam powiedział, bla, bla, bla, a Zeus zesrał się tego dnia o tej godzinie. Jeśli już podsłuchała gdzieś ich rozmowę, wpadała do jej głowy jednym uchem, a drugim wypadała, więc każdą z nich zapamiętywała mniej więcej w ten sposób.
Kiedy jednak Weronika zaproponowała jej trening, z chęcią przyjęła propozycję. Może i nie przepadała za jazgotem rodzeństwa dziewczyny, ale nie mogła im odmówić umiejętności. Nie można przecież zapominać, że Atena jest również boginią wojny (co w teorii łączyło Aresa i Atenę, ale Caroline wolała o tym zapomnieć), a jej dzieciaki były zwykle świetnymi strategami. Nawet jeśli chodziło o głupi, obozowy sparing.
Wyszczerzyła zęby w uśmiechu, jednocześnie blokując cios Weroniki. Nieźle dostałaby po żebrach, gdyby tego nie zrobiła. Doceniała próbę rozproszenia, ale nie bez powodu niemal wszyscy herosi rodzili się z ADHD; rozmowa w trakcie sparingu niekoniecznie jej przeszkadzała.
— Przyszłoby mi to z łatwością — odpowiedziała jedynie, pozwalając uśmiechowi jeszcze na moment gościć na jej twarzy, zanim ponownie przeszedł w grymas skupienia.
Weronika była cwana i szybko się poruszała, bez większego trudu unikając ciosów, jakie wyprowadzała jej przeciwniczka. Widać było, że pewnie czuje się ze swoją bronią i posługuje się nią jak przedłużeniem ręki. Caroline musiała przyznać, że widać różnice w długości ich stażów w obozie. Mogła się szybko uczyć i mieć ułatwienia z powodu tego, że jej ojcem jest Ares, ale nie dało się pokonać wyrwy w doświadczeniu. Pluła sobie w brodę, że trafiła do Obozu Herosów tak późno, i teraz musi to nadrabiać, żeby dorównać innym. Nie oznaczało to wcale, że miała zamiar się poddać.
— Jesteś pewna siebie, co? — zagaiła ponownie Weronika, szukając dziur w obronie dziewczyny.
Najwidoczniej nie przejmowała się tym, że kosmyki fioletowych włosów wysuwają jej się z gumki i opadają na czoło. Skubana, dobra była.
— Pewność siebie to klucz do zwycięstwa.
Caroline uniosła podbródek nieco do góry, nie pozwalając jej wytrącić sobie broni z dłoni. Zorientowała się w samą porę, żeby tego uniknąć. Weronika była zdecydowanie bardziej wymagającym przeciwnikiem, niż kukły, z którymi głownie ostatnio walczyła. Albo raczej obcinała im głowy.
— Zbyteczna pewność siebie to już pierwszy stopień do Hadesu — zripostowała Weronika.
Najwidoczniej żadna z nich nie miała ochoty się poddać, więc pojedynek ciągnął się dalej, całkiem wyrównany. Przeciągnięcie zwycięstwa na swoją stronę wcale nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać.
— Wszyscy na końcu i tak trafimy do Hadesu — powiedziała i wzruszyłaby ramionami, gdyby tylko nie miała rąk zajętych czymś zgoła innym.
Powoli zaczynała się irytować i bardzo starała się nad tym zapanować. Nerwy prowadziły do imperfekcji, więc pomyłek, a pomyłki w walce z potworem prowadziły zwykle do śmierci. Nie żeby potwory umiały posługiwać się mieczem czy jakąkolwiek inną bronią. To, co robiły teraz, przypominało raczej przygotowania do wojny, czego Caroline raczej wolałaby uniknąć. Dobicie upierdliwego potwora to jedno, a stanięcie twarzą twarz z innym człowiekiem z bronią w dłoni to co innego.
— Nie spodziewałam się po tobie tak filozoficznego myślenia — parsknęła Weronika, unosząc kąciki ust w rozbawionym uśmiechu.
— A ty mnie wkurwiasz — warknęła w odpowiedzi Caroline, ale po chwili postarała się rozluźnić twarz i skupić się ponownie na tym, co w tej chwili było ważne - na wygranej.
Była pewna, że dziewczyna celowo się z nią drażni, i niestety przynosiło to oczekiwany skutek. Kiedy ją zagadywała, a w dodatku denerwowała, Caroline nie mogła w dostatecznym stopniu skupić się na walce i dzięki temu dać z siebie wszystkiego. Zamiast tego musiała skoncentrować się na tym, żeby w nerwach nie popełnić najprostszych błędów. Cholerny ojcowski temperament.
Sam śmiech tej dziewczyny zaczynał ją irytować.

Weronika?
────
[741 słów: Caroline otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

niedziela, 31 sierpnia 2025

Od Weroniki do Caroline — „Czyżby przyszła pani bez szpady?”

Mówi się, że początek cywilizacji wyznacza chwila wynalezienia pisma lub koła; bardziej ludzkie wydaje się jednak datowanie tego początku na moment, w którym znaleziono ludzki szkielet z zagojonym złamaniem. Homer opisywał morze w kolorze wina, zanim powstało greckie słowo oddające barwę nieba. Jeszcze wcześniej ludzie kochali – różnie, nie zawsze zgodnie z późniejszymi kanonami. Ludzkość poznała miłość i troskę, zanim uformowała język.
— Jeszcze wcześniej jednak powstała broń. Czyż nie jest to zupełnie ludzkie? Czuć potrzebę wynalezienia śmiercionośnej broni, nim utworzy się słowa? — Weronika uśmiechnęła się sama do siebie, choć nieco gorzko, gdy wpatrywała się w swój gladius z brązu. 
Po chwili pokręciła głową z niezadowoleniem, uświadamiając sobie nagle, że musi wyglądać jak wariatka, gdy mówi sama do siebie. W dodatku brzmiała zupełnie jak swój ojciec, który nawet przy obiedzie musiał prowadzić dywagacje na temat tego, kto przygotował ostatnią wieczerzę. Pomyślała wtedy, jak bardzo brakuje jej konwersacji przy stole, chociażby była to jedynie chwila, nim Aleksandr zamknął się ponownie w swym gabinecie, by przygotować swój wykład dla studentów, którzy niejednokrotnie przysypiali podczas wnikliwych analiz profesora na temat roli drzwi i okien w powieściach Dostojewskiego. Jednak Nika niezwykle ceniła wkład ojca w swoje zainteresowanie literaturą, choć jako mała dziewczynka niejednokrotnie się buntowała, gdy zamiast wymarzonej zabawki ojciec pod choinkę podarował jej książkę, ósmy rok z rzędu… Uniosła kącik ust w ironicznym uśmiechu i wsunęła ostrze do pochwy, po czym włożyła sobie gumkę do włosów do ust, by związać burzę fioletowych loków przed treningiem. Zdawała sobie w końcu sprawę, że przecież nie zdołałaby ich później rozczesać. Z niezadowoleniem zauważyła jednak, że farba zaczyna się spłukiwać, a spod resztek „kosmicznego fioletu” przebijają się pasma w kolorze truskawkowego blondu, niczym Grecy zdobywający mury Troi. Zganiła się za tę myśl niemal od razu, z niezadowoleniem myśląc, że pewnie dlatego uważają ją za dziwną. Nie dość, że myślała jak kujonka, to o zgrozo wyglądała, jakby miała uderzyć dwunastolatka dla przyjemności i wrzucić mu bieliznę do jeziora dla przyjemności. Nim jednak wpadła w spiralę samokrytyki, postanowiła spożytkować swoją energię w nieco bardziej produktywny sposób. Gdy Nika zmrużyła oczy, zauważyła Caroline, koleżankę z obozu, która zmierzała w jej stronę z nieco nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie były bliskimi przyjaciółkami, choć dzieliły kilka wspólnych zajęć i sporadyczne sparingi. Caroline miała w sobie coś, co wzbudzało ciekawość Weroniki – subtelną pewność siebie i niezależność, których nie sposób było zignorować. Weronika zmrużyła oczy, obserwując jej postawę, gesty i sposób trzymania pilum. Analizowała dystans, możliwości i potencjalne strategie. Czuła charakterystyczne napięcie – gotowa wykorzystać każdy moment, by sprawdzić własną zręczność i refleks. Myśli krążyły wokół planowania kilku kroków naprzód, przewidywania ruchów Caroline i subtelnego wykorzystywania swoich zdolności, głównie fechtunku i zwinności, nabytej przez balet i lata ćwiczeń.
— Chcesz sparować? — zapytała Weronika z lekką ironią, nie ukrywając, że traktuje to jako wyzwanie, choć równocześnie test. 
Caroline skinęła głową, nie rozmawiając wiele, co sprawiło, że cała scena była napięta, ale otwarta – pozostawiając przestrzeń dla obu stron, aby wykazać się własnymi decyzjami i działaniami. Weronika poczuła satysfakcję, widząc subtelne sygnały koleżanki i próbując odczytać jej intencje. Każda interakcja, choćby niewinna, była dla Niki okazją do ćwiczenia refleksu, strategii i kontroli. Zaczęła analizować każdy detal – postawę stóp, kąty ramion, tempo oddechu i skupienie wzroku. Obserwacja stała się równocześnie formą medytacji i gry, w której własne ograniczenia wpływały na sposób myślenia, wywołując frustrację, jeśli coś nie układało się idealnie. Jednak Nika była też świadoma własnych zalet. Wiedziała, że nawet w tak prozaicznej sytuacji jak sparing może sprawdzić swoje granice i jednocześnie dać przestrzeń Caroline na wykazanie się. Obserwacja była dla niej równie ważna jak fizyczna sprawność – nauczyła się, że zrozumienie ruchów drugiej osoby daje przewagę równie dużą co siła czy zręczność. Weronika poczuła lekkie napięcie w ciele, gotowa na każdy ruch, choć celowo nie zrobiła kroku w przód. Chciała zostawić Caroline pole do popisu, dać jej swobodę decyzji, aby mogła wybrać, jak podejść do sparingu. Jednocześnie Nika planowała w myślach różne scenariusze: jakie ruchy mogą się pojawić, które techniki najlepiej wykorzystać, jak subtelnie manipulować przestrzenią wokół siebie, a kiedy po prostu pozwolić jej wykazać się inicjatywą. Obserwując dziewczynę, Nika zastanawiała się też nad własnym charakterem – nad obsesją kontroli i perfekcjonizmu, które często kolidowały z innymi w obozie. Była uparta, zacięta i bezpośrednia, co czasami sprawiało, że postrzegano ją jako arogancką. Przygryzła lekko wargę z niezadowoleniem, uświadamiając sobie, że zaczyna odpływać myślami. Powinna skupić się na ćwiczeniach. Zastanawiała się, jak Caroline zareaguje, jakie decyzje podejmie i czy w jej ruchach będzie widać doświadczenie, intuicję lub lekceważenie reguł. Chociaż chciała mieć pełną kontrolę, wiedziała też, że nie wszystko da się przewidzieć. Przeciwniczka mogła zaskoczyć, wymusić improwizację i postawić Niki nowe wyzwanie. To dawało jej nie tylko ekscytację, ale też przestrzeń do nauki i doskonalenia samej siebie. Weronika uniosła gladius w lekki, przygotowawczy gest, nadal nie ruszając się do przodu. Pozostawiała inicjatywę partnerce, gotowa jedynie obserwować, oceniać i reagować w odpowiednim momencie. W głowie miała kilka wariantów ruchów, planując kilka kroków do przodu, ale jednocześnie pozostawiając otwartą furtkę dla improwizacji. Spojrzała Caroline w oczy i pozwoliła, aby cisza między nimi stała się momentem napięcia i oczekiwania. Każda sekunda była ważna – oddech, postawa, subtelne sygnały przesyłane wzrokiem – wszystko miało znaczenie. Nika czuła, że nawet w tym pozornie prostym sparingu gra toczy się na wielu poziomach: fizycznym, mentalnym i emocjonalnym. Była gotowa na to, co miało nadejść, pozostawiając jej pełną swobodę wyboru, świadoma własnych ograniczeń, ale również własnej siły, refleksu i bystrości. I choć w głowie analizowała każdy możliwy ruch, w sercu zostawiała miejsce na niespodziankę, na moment, którego nie da się przewidzieć, który wypełniła, będzie interakcją, a nie jedynie mechaniką.
— Obserwujesz mnie, jakbyś miała zjeść mnie na śniadanie, złotko — prychnęła i uniosła brew, wpatrując się w nią oczami, w których błyszczała stal. 
Zamierzała trochę ją rozproszyć, wytrącić z równowagi, by popełniła błąd wynikający ze zdenerwowania.


Caroline?
────
[949 słów: Weronika otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]