Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 sierpnia 2022

Od Daniela CD TJ — „Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność”

Poprzednie opowiadanie
[LATO]

Dany spojrzał raz jeszcze na TJ z niesubtelnym grymasem na twarzy, po czym wyszedł ze zbrojowni. Był szalenie zirytowany dziewczyną i o krok od potencjalnej dymisji.
– Bycie grupowym dobrze Ci zrobi. Wierzę w Ciebie — cytował Chejrona pod nosem, kierując się w stronę areny z głową spuszczoną w dół.
Jedyne czego teraz chciał to się utopić albo potężnie naćpać. Te bachory nie są na moją głowę, pomyślał chwilę przed połknięciem dwóch tabletek Aderrallu wyciągniętych wcześniej z kieszeni. Prawie i by połknął kartę sim, którą wyjął z telefonu TJ podczas wykładania swojego żałosnego monologu o trudach bycia półbogiem.

Trening na Arenie oraz zażycie stymulantów pozwoliły chłopakowi ochłonąć i odwrócić uwagę od najnowszego „wrzoda na dupie Hermesiątek” — i choć Dany próbował się powstrzymywać od zwracania się do TJ (chociażby myślami) w tenże sposób, to marnie mu to szło. Z tego też powodu wyjątkowo ucieszył się, że w treningu towarzyszyła mu Rosannagh, która nie pozwoliła mu choć na chwilę zapomnieć o ćwiczeniach na rzecz kotłujących się w głowie problemów. Ba, nawet skomplementowała jego nieistniejącą kondycję, po tym, jak prawie zwymiotował po przebiegnięciu dwóch kilometrów. Rosannagh jest fajna, pomyślał, skręciwszy w stronę domku numer dziewięć.
Odór stopionych metali i unoszący się w powietrzu dym zdołałby przyćmić nawet najmniej wyczulonego na bodźce zewnętrzne półboga. Daniel zaczął niekontrolowanie kasłać, gdy z marnym skutkiem próbował przepędzić opary machnięciami dłoni. Dopiero po przebiciu się do głównej części kabiny, gdzie mgła opadła, zdołał dostrzec osmolone hefajstosiątka zajęte ręcznymi robótkami.
– Faquir? — Dany zapytał bez jakiegokolwiek odzewu. Złapał Araba niezręcznie za ramię i powtórzył — Faquir, halo?
Pakistańczyk przerwał spawanie mechanicznego konia i zdjął ochronne gogle, które sprawiły, że jego twarz wyglądała jak negatyw mordy pandy.
– Co chcesz? Nie widzisz, że jestem zajęty?
– Widzę, widzę. Ale mam pilną sprawę.
– Nie mam już samo zapalających się lufek.
– Nie, nie, nie! Nie o to mi chodzi.
– To o co?
– Potrzebuję szybko skonfigurować chip w tej karcie sim — Wyjął z kieszeni własność TJ i zaprezentował ją chłopakowi na zewnętrznej części dłoni.
– Dany, dobrze wiesz, że już się w to nie bawimy. To mrówcza robota i totalnie niewarta czasu. Mamy dwa wolne, neutralne dla potworów telefony, jeśli to cię interesuje.
– No nie do końca właśnie. Nowe hermesiątko robi afery i wolałbym pójść mu na rękę — syn Hefajstosa nie odpowiedział, a jedynie wbił niesubtelny, oceniający wzrok w rozszerzone oczy nowojorczyka. — Słuchaj, jeśli nie chcesz, to nie. Sam to zrobię. Założyłem po prostu, że macie bardziej precyzyjne dłonie do tego typu dłubanin.
Daniel zdążył już odepchnąć się od biurka, jak gdyby zbierał się do wyjścia, lecz Faquir uprzedził jego działanie.
– Oczekujesz, żebym poddał scalony układ fragmentacji i podmienił kryształ krzemu na perowskit?
Syn hermesa uśmiechnął się delikatnie. Manipulacyjna metoda dawania i odbierania rzadko zawodzi.
– Tak. I żebyś wymienił drut spawalniczy, metalowy styk oraz silikonowe podłoże.
– Przecież to kapsułkowanie.
– Zgadza się, dlatego przyda ci się jakiś niereaktywny, topliwy klej. Ja go poszukam, a ty już zacznij.
Tą również klamrą Daniel zamknął wątpliwości Faquira. No dobra, przekupił go jeszcze największym zestawem nuggetsów z McDonalda oraz niewielką sumą pieniędzy, ale poza tym, transakcja przeszła bezproblemowo. Przez kolejną godzinę i pół brunet grzebał w mikroskopijnym nośniku, zgięty w pół i zirytowany co raz to nawracającymi monologami Daniela. Istotnie, zielonowłosy nie był szczególną pomocą dla hefajstosiątka. Jedynie siedział na biurku, machał nogami i podawał odpowiednie narzędzia.
– No i według niego ludzie wieszają na ścianach nie jakieś gady czy ptaki, ale właśnie mięsożerne ssaki, bo te mają czułość i dumę, której innym gatunkom brakuje — kontynuował swoją skromną recenzję ostatnio przeczytanej książki, zajadając się nuggetsami przywiezionymi za pośrednictwem Uber Eats’a. — Nie wiem do końca, jak ma się to do tego czułość w rozumieniu Tokarczuk, bo sam nie uważam bycia zjedzonym za coś nadzwyczaj majestatycznego czy troskliwego, ale nieważne. To właśnie z tego powodu, zdaniem Fransa, Orwell nadał ssakom z Folwarku Zwierzęcego najwięcej ludzkich cech. Biedne świnie. Wiedziałeś, że we Francji nielegalne jest nazwać świnię Napoleon? Jaja, mówię Ci. O, albo gdy Disney sprawił, że społeczeństwo przestało postrzegać mysz jako zwierzę, a zaczęło patrzeć się na nią, jak na istotę lu-
– Mamy to! — przerwał mu Faquir. — Sorry, o czym mówiłeś?
– O Polityce Szympansów Frans’ de Waal’a — pokręcił głową z pretensjonalnym spojrzeniem i zeskoczył z biurka.
– Acha. Tu masz kartę sim — podał Danielowi przenośnik. — Mam nadzieję, że wszystko będzie śmigać.
– Dzięki wielkie. I sorry, wiesz, za kłopot. Dokładniej rozliczymy się na kolacji, ok? — odparł, cofając się w stronę wyjścia.
– Mhm.
– Dzięki jeszcze raz. I powodzenia z rumakiem! — dodał na odchodne, wybiegając z kabiny numer dziewięć.
Momentalnie zachłysnął się świeżym powietrzem, którego brakowało mu podczas pobytu w domku hefajstosiątek. Wziął parę głębokich wdechów, podziwiając piękno życia obozowego. Kabina dziewiąta jest tak depresyjna, że nawet takiemu wrakowi człowieka, jak Dany robi się lepiej po wyjściu z niej. Niekrótko po degustacji powietrzem, zaczął szukać TJ, którą na próżno było znaleźć w domku, w strefie jadalnej czy zbrojowni. Znalazł ją dopiero nad jeziorem.
– Hej, TJ! — Zaczął, podbiegając do siedzącej na plaży półbogini. — Sorry wielkie za wcześniej, nie powinienem się tak do ciebie zwracać. I sorry za kartę SIM. Musiałem się upewnić, że będziesz bezpieczna, więc trochę ją skonfigurowałem — wybąkał, podawszy jej przenośnik. — Ale wszystkie dane są na miejscu, nie martw się. Możesz teraz do woli korzystać ze starego telefonu.

Koniec wątku Dany'ego i TJ.
◇──◆──◇──◆
[859 słów: Dany otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Od TJ CD Daniela — „Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność”

Poprzednie opowiadanie
[LATO]

Dany zeskanował blondynkę wzrokiem od góry do dołu, a następnie pozwolił sobie na delikatny półuśmiech przysłonięty półcieniem pomieszczenia.
– Po co wyciągasz rękę, skoro nie zamierzasz go tutaj używać? — zauważył, wprowadzając towarzyszkę w zakłopotanie. Ostatnie czego chciał to bawić się w złego szeryfa, pogromcę uśmiechów dzieci czy rzeźnika radości, ale skoro szanowny Chejron każe. — Słuchaj, wyciągniesz sobie kartę sim, spiszesz numery do rodziców na kartkę, a potem wklepiesz je na telefon od hefajstosiątek.
Wolnym krokiem przechodził od lady do lady oraz przyglądał się coraz to nowszym wynalazkom półbogów kowalstwa. Sam czuł, że ze swojego pugio już wyrósł i przydałoby mu się odświeżyć ekwipunek. Podrapał się po czole i doszedł do wniosku, że chętnie przetestowałby nowe bronie, co można było sprawnie i płynnie połączyć z wprowadzeniem militarnym nowoprzybyłej, której proces ten by nie ominął.
– Mam propozycję. Jeśli pokonasz mnie w walce na arenie, nawet ci nowy telefon postawię — zaczął, podrzucając w powietrzu szablami, które następnie włożył do skórzanej torby z greckim ogniem. — Zazwyczaj na telefon zarabia się cały tydzień zbieraniem truskawek, ale dzisiaj mam dzień dobroci. Wybierz kilka cudeniek, które wpadły Ci w oko i zobaczymy, czy faktycznie jesteś półboginią.
Odpowiedź Danego, na temat zwrotu komórki, nie podobała się ani trochę TJ, co dobitnie pokazała grymasem na twarzy, marszcząc nos i brwi, a usta zostały ściśnięte do granicy możliwości. Nie wierzyła w ani jedno słowo tego hermesiaka. Najpierw bzdury o potworach, potem coś o liniach produkcyjnych telefonów w baraku wielkości domku jednorodzinnego i na koniec jeszcze ma czelność dyktować jej warunki co do zarządzania jej własnością. Chłopak przed nią doskonale wpisywał się w stereotypy swojego rodzeństwa, a przez to, że najwidoczniej jest jakąś szychą w tym całym Greckim Hogwarcie, stara się mieć w garści wszystkich nowych, jacy pojawiają się w jego zatęchłej i przeludnionej ruderze, którą sam nazwał świątynią swojego ojca. W takiej sytuacji nie zamierzała się dawać tak łatwo pomiatać. Podeszła tak blisko niego, że niemal zetknęli się piersiami, patrząc sobie głęboko w oczy.
– Teraz mnie posłuchaj leszczu. Jeśli myślisz, że ot, tak dam ci mój telefon i zapomnimy o sprawie, to się grubo mylisz. Jesteś zwykłym tsotsi… — przerwała na moment, zdając sobie sprawę, że Dany może tego nie zrozumieć. — Jesteś bezczelnym złodziejem, kłamcą i manipulatorem. Masz czelność zakładać się o moją własną rzecz i jeszcze w taki kretyński sposób — odsunęła się o dwa kroki w tył, zdjęła kurtkę, odsłaniając owinięty bandażem kikut i resztę ciała osłoniętą koszulką bez ramiączek. — Właśnie wyzwałeś na bójkę nową dziewczynę, inwalidę i yungi… — ponownie poprawiła swoją gwarę. — młodszą od siebie osobę, by wyłudzić od niej niezbędną w jej funkcjonowaniu rzecz. Brawo. Pewnie jak wygrasz, będziesz z siebie dumny. Ale powiem ci jeszcze coś. Co się stanie, jak przegrasz? Zarządca domku, któremu świeżak bez ręki obił mordę. Więc się zastanów, doff. Lepiej oddaj komórę i przestań z siebie i ze mnie robić kretyna, a mogę ci obiecać, że ja nie odpuszczam — w jej oczach była determinacja i wola walki, jakiej dawno nikt nie widział, a już na pewno nie od czasu wypadku. Ręka świerzbi ją do bitki, ale póki jeszcze trzyma swoje delikatne nerwy na wodzy, Dany zębów nie straci.
– Ja pierdole — syknął, łapiąc się za głowę — wielkie słowa, jak na tak mało sensu. Gdybyś, kurwa, miała, chociaż dwie sprawne, szare komórki w tym swoim pustym łbie to być się zorientowała, że nikomu nie jest na rękę użeranie się z tobą i twoimi wymysłami. Zamiast kłócić się na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia, weź sobie książkę, ba, nawet ja bym Ci dał, ale pewnie uznałabyś, że jest, kurwa, jakaś skażona czy opętana i w nocy by cię udusiła — stracił na moment wątek, lecz szybko się otrząsnął i kontynuował, już trochę spokojniej. — Jesteś półboginią, czy tego chcesz, czy nie. Nikt tego sam sobie nie wybrał, a nawet gdybyśmy mogli, to, bogowie, wolelibyśmy być zwykłymi śmiertelnikami. Wiele moich braci i sióstr nie miało takich przywilejów, takiej pomocy, jak ty. I wiesz, gdzie teraz są? Pięć metrów pod ziemią. Chcesz zgrywać buntowniczkę? Proszę bardzo — odparł, wręczając jej telefon. — Ciekawe tylko czy zza grobu wyślesz swojej rodzince SMS-ka, że wszystko jest w porządku, bo nie chciałaś poczekać jebanego tygodnia na wyrobienie bezpiecznej komórki.

Dany?
◇──◆──◇──◆
[686 słów: TJ otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Od Daniela CD TJ — „Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność”

Poprzednie opowiadanie
[LATO]

– Wow — to jedyne co szanowny Barlow zdołał wykrztusić.
Wydymał wargę i zamrugał kilka razy ze zdziwienia, nie do końca rozumiejąc nastawienie nowoprzybyłej. Kontemplował przez chwilę, czy dziewczyna zawsze przejawia zachowania społecznego ancymona, czy jest po prostu chwilowo przytłoczona nową sytuacją. Westchnął wewnętrznie i doszedł do wniosku, że jedno drugiego nie wyklucza. Był jedynie pewien tego, że TJ jest ziółkiem. Ale nie takim, co mu się śni po nocy, co go mentalnie przytuli i opowie dobranockę, ale takim, co będzie mu truć dupę i prowokować kryzysy egzystencjalne.
Słowa dziewczyny niewątpliwie poruszyły Daniela. Policzki jego spowiły rumieńce, toteż odwrócił się od niej i jeszcze raz spojrzał na skromny domek jedenasty — nie był wprawdzie ani piękny, ani praktyczny, ale był jego domem, jak ckliwie by to nie brzmiało. Lubił hałas głośniejszy od myśli, żyrandol odklejający się od sufitu, a nawet ten głupi grzyb na ścianie u dziewczyn w pokoju.
Dobra, może faktycznie była to rudera, jak tak się głębiej nad tym zastanowił, ale prędzej oddałby swoją lewą nerkę, niż się do tego przyznał.
– Czyli trawnik — przytaknął z poważną miną, przywołując ruchem ręki leżak z terenu sąsiadującego domku. — W slumsach trzymać cię na siłę nie będę.
– Hej! — krzyknęło jedno z osmolonych hefajstosiątek, wychyliwszy się zza okna kabiny dziewiątej.
– Hej, co? Zapomniałeś o swoim długu za ko… — zanim Dany zdążył dokończyć, hefajtosiątko przeklęło po arabsku, po czym zatrzasnęło okno z hukiem i rozmyło się w półcieniu warsztatu. Siedemnastolatek wzruszył ramionami, po czym przekierował swoją uwagę na TJ.
Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem w oczekiwaniu na odpowiedzi, lecz ten jedyne machnął ręką i zalecił podążanie go. Nawet polubił denerwowanie blondynki, choć wie, że nie powinien. Co mogłoby to świadczyć o grupowym przytułku numer jedenaście? Lub, co gorsza — co jak dziewczyna okaże się dzieckiem wielkiej trójki?
Bogowie, miejcie go w opiece.

Kierowali się w stronę Areny i Zbrojowni, kiedy Daniel zdecydował się na doedukowanie nieuznanej półbogini. Wytłumaczył jej, że wybudowanie nowych domków jest aktualnie niemożliwe, ponieważ kabiny są również boskimi świątyniami, a Percy i Annabeth wytargowali jedynie wybudowanie ośmiu domków spoza olimpijskiej dwunastki. Hermes, jako patron podróżników, postanowił przygarniać wszystkie przybłędy do czasu ich uznania, a rotacja półbogów diametralnie przekłada się na jakość domku, z powodu rozmycia się odpowiedzialności w grupie. W myślach dopowiedział sobie, że powinien się poważniej wziąć za utrzymywanie kabiny w poprawnym stanie, bo ostatecznie to na nim spoczywa przytoczona wcześniej odpowiedzialność.
Następnie kontynuował o absurdalnej zasadzie niekorzystania z urządzeń elektrycznych i wspomniał, że nikt się tej zasady nie trzyma, bo cały obóz jest pełen zbuntowanych lewaków-nastolatków, którzy plują na wszelkie tradycje.
– No i wtedy zrobili ognisko i zamiast świętej rośliny w ofierze, dali Hekate KFC. Niby jest patronką trujących roślin, to i fast foodem nie pogardzi, ale myślę, że rozumiesz porównanie — w trakcie swojego machinalnie monologu zorientował się, że TJ znowu zniknęła mu z pola widzenia.
Przeklął pod nosem, po czym skierował się w stronę otwartych wrót zbrojowni. Ujrzał tam TJ, której twarz natomiast przybrała wyraz zakłopotania i niezrozumienia. Większość rzeczy kojarzyła od razu, ale motywacje i powody, dlaczego obozowicze lub konkretne osoby coś takiego robią, wydawały się jej dziwaczne.
— No okej, rozumiem, można nie lubić lewaków i trzymać się tradycji, ale nie rozumiem, czemu to ma niby wymagać zerwania z technologią. Przecież to może się łączyć — odpowiedziała, poprawiając grzywkę. Zastanawiała się, czy powinna teraz powiedzieć to, co chce powiedzieć, ale odrobinę bała się reakcji chłopaka, z którym rozmawiała. Zmierzyła go uważnie wzrokiem, doszukując się jakichś znaków świadczących o jego formie. Przyda się jej to w momencie, kiedy postanowi się na nią rzucić z pięściami, co mogłoby mieć miejsce. Po krótkich oględzinach była już pewna, że ma z nim spore szanse, gdyby przyszło im walczyć pięści, więc nie bała się dbać o fason wypowiedzi.
— A co do ofiar, ja wam się tam nie mieszkam w wasze sprawy. Róbta co chceta. Ja jestem kalwinistką i nie przeszkadzają mi te wasze pogańskie tańce przy ogniskach. — powiedziała, naciskając na nazwę swojego wyznania z dumą. Może i było wokół niej ostatnimi czasy wiele znaków świadczących, że w ich świecie żyją bogowie greccy, tak ona sama nie zamierzała przez to porzucać swojej wiary. Była dumna z tego, jaką wiarę ma. Była to tradycja, o której kryzysie mówił przed chwilą Dany. Takie kryzysy nie omijają również ojczyzny blondynki.
Kończąc swoje rozważania podeszła nieco bliżej grupowego i z wyciągniętą ręką odparła spokojnie i z drobnym uśmieszkiem.
— No dobra, china. Obiecuję, że poza domkiem nie będę go używać, okej? To co? Pasuje ci taki układ?

TJ?
◇──◆──◇──◆
[734 słowa: Daniel otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 28 lipca 2022

Od TJ CD Daniela — „Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność”

Poprzednie opowiadanie

TJ nigdzie nie odeszła. Chciała szybko wyjaśnić tę całą aferę, a najlepiej coś na niej zyskać. Była jednak okropnie pobudzona przez adrenalinę, jaka krążyła w jej żyłach i stres, jakim się najadła. Aby rozładować to pobudzenie, zdecydowała się na najlepszą i najskuteczniejszą metodę, wyczerpujący wysiłek. Mocniej zacisnęła sznurówki na korbce przy butach, poprawiła kucyk i nim ktokolwiek wyszedł z domku, zdołała zrobić trzy okrążenia wokół niego. Przy wykonywaniu czwartego, niemal wpadła na wychodzącego z domku Hermesa Daniela. Tylko dzięki niewiarygodnym szczęściu i nieludzkiemu refleksowi zdołała go ominąć, przelatując tuż przed jego twarzą, delikatnie uderzając w twarz chłopaka końcówkami blond włosów.
— Uważaj jak leziesz, Doff! — zawołała z napięciem w głosie i biegła dalej by wykonać kolejne kółko. W trakcie tego manewru pomyślała o tym, że wypadałoby pogadać z tym gościem, co niemal przed chwilą na niego wpadła. W końcu był szefem całego domku i pewnie potrafiłby sobie poradzić z takimi duperelami, ale ani trochę nie potrafiła się skupić. Wysiłek niemal całkowicie włączał jej myślenie o wszystkim dookoła tak bardzo, że nawet nie zorientowała się, że kurtka, w której chodziła na co dzień, luźno powiewa na jej biodrach związana rękawami.
Po przebiegnięciu piątego kółka zatrzymała się przed grupowym, otarła pot z czoła frotką i zarzuciła na plecy kurtkę, by na koniec wsadzić prawy rękaw w kieszeń.
— To kiedy dostanę swoje wyrko? No i telefon… — zapytała, łapiąc oddech i równając go bardzo szybko jak na wysiłek, który właśnie zakończyła.
Dany spojrzał na nią spode łba, lekko zdezorientowany. Próbował, na kolanie, włożyć tarczkę okularów w ich oprawę, którą TJ nieświadomie zrzuciła mu z nosa. Dzięki telekinetycznej precyzji zdołał doprowadzić starocie do nienagannej formy użytkowej.
— Może być — mruknął, zdmuchując kurz ze szkła.
— Halo? — przypomniała o sobie TJ.
— Tak — przeciągnął, by chwilę się na odpowiedzią zastanowić. — Wyrko dostaniesz, jak zwolnią się miejsca. Praktycznie każdy obozowy nowicjusz zaczynał od podłogi, więc nie czuj się, proszę, zaatakowana, czy coś — spojrzał na dziewczynę, w której umiejętności poznawcze zaczął powoli wątpić. — Nic personalnego w każdym razie. Nie przejmuj się. A co do telefonów to na ogół ogarniamy je na dwa sposoby. Dopóki jesteś w domku jedenastym, to możesz sobie z niego korzystać, ale tylko w domku jedenastym, bo nigdzie indziej nie ma na tyle rozproszonej energii… — Dany spojrzał na skonfundowany wyraz twarzy blondynki, po czym ciągnął — Generalnie elektronika zwabia potwory do obozu, ale dzieci Hermesa mogą się z tym obejść, bo nasz ojciec internet stworzył, coś w tym stylu. No więc dopóki nie zostałaś uznana, nie powinienem oddawać ci starego telefonu z powodów bezpieczeństwa. Drugą opcją jest kupienie telefonu odpornego na potwory z kabiny dziewiątej, tych od Hefajstosa. Apple to może nie jest, ale lepsze niż nic.
Wywód Danego na temat elektroniki i nie tylko wywołał na twarzy TJ wyraz, który bardzo często miała na lekcjach w szkole. Była bardzo zmieszana i ciężko było jej zrozumieć co jej kolega, a może i nawet przyrodni brat, miał na myśli. Po dłuższej chwili milczenia zamrugała parę razy i pomachała dłonią przed sobą.
— Chwila, chwila, bo nie wiem, czy dobrze to rozumiem. Chcesz powiedzieć, że gdybym użyła telefonu, to mógłby się pojawić jakiś potwór? — blondynka zamilkła, patrząc prosto w oczy kolegi naprzeciwko i widząc po nim potwierdzenie wcześniejszych słów, cicho prychnęła pod nosem z rozbawienia. — No nie źle mnie wkręcasz, China. Nie jestem głupia i wiem o istnieniu tej waszej bariery. — stanęła przed nim dumnie uśmiechnięta. Była święcie przekonana o tym, że Dany ją wkręca i chciał się ponabijać nieco z nowej obozowiczki. Nic wyjątkowego. Jak TJ była na obozach sportowych to nie raz wkręcała świeżaków w jakieś wyssane z palca brednie.
— Zresztą, gdyby było to tak, jak mówisz, to już każdy na świecie by był martwy. Pół roku temu przeleżałam w szpitalu dwa tygodnie, siedząc na telefonie 18 godzin dziennie, więc nie wciskaj mi kitu, że jakaś latająca paskuda mnie zeżre jak tylko puszczę smsa do rodzinki. — słowa wychodzące z ust Afrykanerki były bardzo poważne i nie dało się po niej wyczytać grama zwątpienia. Była piekielnie pewna swego zdania, nawet jeśli cała jej wiedza o magicznym świecie pochodzi od rozmowy z dwoma osobami oraz krótkiej przebieżce wokół obozu. Mimo wszystko uważała się za tyle kompetentną, by z pewnością wykryć fałsz stojącego przed nią Hermesiątka.
— A co do lokowania nowych w tej waszej ruderze. Nie lepiej zbić z desek jakiś nowy domek albo zrobić dobudówki do starego? Przecież w porównaniu z resztą domków wasz wygląda jak slumsy. Zbudowanie nowego dla wszystkich nowych byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem. Przyznaj sam. — powiedziała nie mniej pewnie jak wcześniej tylko tym razem wypowiedź zakończyła zawieszając rękę na biodrze z dumną miną.

Dany?
◇──◆──◇──◆
[754 słowa: TJ otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 18 lipca 2022

Od Daniela do TJ — „Bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność”

— I pamiętajcie, że bycie grupowymi to wielka odpowiedzialność. — zakończył swój monolog Chejron, niesubtelnie kierując wzrok w stronę grupowego kabiny dwunastej, Laurencjusza Potockiego, gdy Pan D opróżniał czwartą z kolei puszkę coli zero.
W tym momencie mniej więcej, Dany się wyłączył. Sam nie wiedział, co robi na spotkaniu grupowych oraz jaki mechanizm przyczynowo-skutkowy zdeterminował jego wybór spośród przeludnionego domku jedenastego, ale uznał, że przyjdzie i postara się samego siebie przekonać, że bycie prefektem nie jest aż tak tragicznym pomysłem.
— Dany, — wzdrygnął się, usłyszawszy swoje imię. Podniósł wzrok z trzepoczącej nogi i zorientował się, że jedynie on i centaur pozostali w pomieszczeniu — rozumiem, że może ci być trudno, ale zapewniam cię, że bycie grupowym dobrze ci zrobi. Oderwie cię od tego, co się stało.
— Jasne, rozumiem — za chuja nie rozumiał, ale nie był w humorze drążyć temat, przynajmniej nie werbalnie.
Wystarczyło mu, że upokorzył się już wcześniej — gdy beczał jak dziecko we włochate ramię półkonia, po tym, jak ten odnalazł go po dwóch tygodniach mieszkania na ulicy i zasugerował powrót do obozu. Dany obiecał sobie nie zawieść centaura. Poza tym wizja bycia prefektem faktycznie brzmiała jak solidny środek rozpraszający uwagę młodzieńca, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę fakt, że nie ma już po co wracać do miasta, a więc i zostaje w obozie na cały kolejny rok.
Zgarnął z krzesła swoją bluzę i już miał wychodzić, gdy na progu pokoju wypalił:
— Ale będę mieć jakieś przywileje, no nie? — uśmiechnął się niewinnie w stronę mentora.
— Porozmawiamy o tym kiedy indziej — odparł chłodno, nie odwracając wzroku od stanowiska, które porządkował. Dany już zrywał się do wyjścia, kiedy Chejron zawołał w jego stronę — Nie zapomnij o wprowadzeniu nowych obozowiczów!
— Tak jest, szefie — odkrzyknął chłopak z nutą sarkazmu, przymknąwszy drzwi budynku administracyjnego obozu.
Nowi obozowicze potrafią być prawdziwym wrzodem na dupie dla dzieci Hermesa, szczególnie w sezonie wakacyjnym, gdy spocone ciała półbogów wylewają się ze skromnych progów domku jedenastego. Dany tego dnia do wprowadzenia miał dwie nowe przybyszki, Teddy oraz Helgę. Z opisu Chejrona wynikało, że jedna jest bez rozumu, a druga bez ręki, lecz nie ukrywa, że mógł te fakty ze sobą poplątać. Po drodze z Wielkiego Domu zgarnął dzbanek już wystygłej kawy oraz tosta z masłem — resztki ze śniadania, które odbywało się równolegle ze spotkaniem grupowych. W pewnym momencie w kieszeni zaczął mu brzęczeć telefon, a więc włożył kawałek pieczywa do buzi, by lewą ręką odblokować ekran i zobaczyć, kto nie ma życia i nadużywa swojego prawa do posiadania telefonu komórkowego na terenie obozu. Na kabinowej grupie na discordzie ludzie zaczęli wysyłać filmiki przedstawiające bójkę odbywająca się w domku. Daniel prędko oddał swojego tosta hasającemu w pobliżu zającowi i przeprosił za potencjalne problemy żołądkowe, a następnie żwawym krokiem skierował się w stronę chaty.
Już z oddali słychać było okrzyki radości, a nawet bólu. Daniel wymienił wzrok politowania z kilkoma sąsiadującymi obozowiczami, a następnie wtargnął do domu z takim impetem, że omal nie potknął się o jedenastoletnią Krzysie i nie oblał jej (prawie) boskim trunkiem. Z tego też powodu jego interwencję poprzedził szybki przystanek w pokoju na odłożenie dzbanka z kawą. Dopiero wtedy grupowy wziął głęboki wdech i przedarł się przez wiwatujący tłum.
— Hej, hej, hej! — wskoczył pomiędzy Doriana oraz nieznaną mu jeszcze blondynkę po tym, jak przywaliła mu solidnego yop-chagi w głowę. — Bądźcie ludźmi, dopiero tu posprzątaliśmy!
— Nie byłoby problemu, gdyby ten idiota nie ukradł mi telefonu — odwarknęła, próbując rzucić się w stronę powalonego już na ziemię chłopa.
— Hej! — krzyknął Dany, zatrzymując ją gestem dłoni. Dopiero wtedy zorientował się, że dziewczynie brakuje prawej ręki, a więc jest i tym świeżakiem, o którym wspominał wcześniej Chejron. — Zaraz wszystko rozwiążemy, ok? — odparł, już spokojniej, przewracając oczami i odwracając się w stronę leżącego na ziemi brata.
— No co? Jest nowa i nie wiemy, czy jest naszą siostrą.
— No i, pacanie? — syknęła blondynka.
— To i, że tylko dzieci Hermesa mogą mieć urządzenia elektronicznie, bo inaczej zwabisz na nas potwory i wszyscy zdechniemy — odpowiedział Dorian z krzywym uśmiechem na mordzie.
— Bzdury — upierała się.
Ja pierdolę, pomyślał Dany.
— Dorian, oddaj… Jak masz na imię?
— TJ.
— Wstań i oddaj TJ telefon.
— Jeszcze czego — oburzył się, ostentacyjnie otrzepując swoje spodnie.
— TJ, poczekaj na zewnątrz — polecił dziewczynie.
— Dlaczego śpię na podłodze, a inni na łóżku? Pojebany macie ten system. Chcę do innego domu, ten jest-
— TJ, słonko, dla mnie to ty i możesz na trawniku spać, ale jeśli mamy tu dojść do jakiegoś konsensusu to wyjdź, proszę, na zewnątrz i poczekaj, aż przyjdę.
Rzuciła mu groźne spojrzenie, a następnie obróciła na pięcie i odepchnęła lewą ręką zgromadzonych, by zrobić sobie przejście.
— Szopka zakończona — oznajmił Dany, obracając się wokół kręgu obozowiczów. — Możecie iść do pokojów i zacząć się modlić, że dziewczyna nie jest córką Nemezis. Nadal nie odrobiliśmy strat po ich ostatniej zemście…
Obozowicze zaczęli się rozchodzić — niektórzy wzdychali z rozczarowania, a inni wymieniali szeptami. Dany nienawidził być w centrum uwagi, pod presją. Czuł na sobie masę oczu, które z niego szydziły i go oceniały, a najgorsze jest to, że on nie miał nad ich myślami najmniejszej kontroli. Zamarzł na chwilę w miejscu, gdy z równowagi wytrącił go Dorian.
— Wariatka jakaś, mówię Ci.
— Stary, — zaczął Dany, podając mu czapkę, która spadła piętnastolatkowi podczas widowiskowego uderzenia TJ. — mogłeś rozegrać to sprytniej, albo chociaż bardziej dyplomatycznie.
— Co to znaczy sprytniej?
— Tak, żeby cię nie przyłapała — uśmiechnął się. — Mamy reputację do utrzymania.
— No dobra… — parsknął, przeczesując dłonią rude włosy — Ale telefonu nie powinna mieć i tak.
— Wiem.
— I tak będziesz go chciał?
— Zgadza się — wyciągnął rękę w jego stronę dłonią do góry.
— No weź, mój się ostatnio zepsuł.
— Było myśleć, zanim zadziałasz. Nie da ci żyć, jak cię z nim zobaczy.
— No wiem — przekręcił oczami i wręczył Danielowi komórkę.
— Dziękuję — odpowiedział ciepło, chowając urządzenie do kieszeni w spodniach. — A teraz leć odwrócić ich uwagę, bo zaraz cały obóz będzie gadał o tym, jak baba spuściła ci lanie.
Chłopcy pożegnali się, a Dany poszedł do pokoju, gdzie wyjął z szuflady tabletkę vicodinu, by następnie popić ją kawą, którą wcześniej przelał do plastikowego kubeczka. Założył rozwalające się okulary przeciwsłoneczne, po czym wyszedł na zewnątrz z zamysłem spotkania tam TJ, lecz ku jego zdziwieniu nikogo tam nie zastał.
TJ?
◇──◆──◇──◆
1010 słów: Daniel otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia