Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ach te klasyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ach te klasyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2026

Od Mikołaja CD Weroniki — „Ach te klasyki”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

— Ale jest zimno!
— Czy ja wiem? Całkiem ciepło.
Jakby na dowód swoich słów zdjął bluzę i zawiązał ją w pasie. Niecierpliwie patrzył na Weronikę z nadzieją, że ta w końcu coś zrobi. Przecież te głupie lekcje pływania to był jej pomysł, a on miał być… wsparciem mentalnym. Tak, miał ją dopingować i częstować truskawkami. I może ewentualnie samemu coś wyciągnąć z lekcji dziewczyny, ale czy to było konieczne? Jeśli większość obozu nauczy się pływać, to ta jedna osoba przecież nie zrobi różnicy. Nie miał zamiaru wchodzić do jeziora. Nawet nie znał jego głębokości.
— No to co? Truskaweczka i do wody? — Z szerokim uśmiechem przystawił jej koszyk z owocami do twarzy. Dziewczyna odsunęła się z grymasem.
— Weź te… spieprzaj!
— Leeeci samolocik… — Mikołaj wziął jedną z truskawek do ręki i zbliżył ją do ust córki Ateny tak, jakby karmił małe dziecko.
Weronika spojrzała na niego z odrazą, odsunęła się jeszcze bardziej i przeklęła po rosyjsku. Mikołaj westchnął. Jego próba rozluźnienia atmosfery najwidoczniej jeszcze bardziej ją zagęściła.
— Możemy już iść? — Spytał któryś z obozowiczów.
— Nie! — Zarządziła Weronika. — Wchodź do wody, wytłumaczymy na żywca — zarządziła.
— Ja?! — Mikołaj wyglądał na zaskoczonego. — Zwariowałaś?! Sama se wchodź!
— Nie mam stroju — wzruszyła ramionami. — A ty jesteś facetem.
— Ale to ty umiesz pływać. Ja się utopię.
Nastała cisza, podczas której obydwoje próbowali wymyślić wyjście z sytuacji, w którą się wkopali. Mikołaj żałował, że zgodził się na robienie czegokolwiek z Weroniką. Zwłaszcza, że nie obmyślili wczoraj żadnego planu. Jeszcze trochę, a wpadną na pomysł, dzięki któremu to nie wypadek, a oni utopią pół obozu.
Wyjął z kieszeni zmiętą kartkę - tą samą, która jeszcze wczoraj była częścią rozpadającego się notesu. Prześledził imiona, które zapisał w rubryce „umie pływać”, a następnie twarze przybyłych. Pokrywały się jedynie stojąca obok Weronika oraz Sony, przy którym dopisał ważną informację - umie tylko żabką. Przeszło mu przez myśl, że mogą zawołać Sony na ochotnika, aby to ono demonstrowało innym pływanie w praktyce. Zawsze to lepiej żabką, niż w ogóle, nie? Po chwili jednak odrzucił ten pomysł. Z całą jego sympatią do Sony, obawiał się, że to mogłoby nie skończyć się za dobrze.
— Stój! — krzyknęła nagle Weronika.
Mikołaj wzdrygnął się i wystraszony rozejrzał dookoła. Okazało się, że mała grupka z domku jedenastego próbowała opuścić plażę. Cóż, zajęcia nie były obowiązkowe, przynajmniej na razie, ale Weronika starała się dbać o dyscyplinę.
— Pokaż to — dziewczyna podeszła do Mikołaja i wyrwała kartkę z jego ręki.
Zaczęła wyczytywać nazwiska niczym nauczycielka w szkole podstawowej. Tira? Nie ma. Daisy? Nie ma….
— Było powiedziane, że mają przyjść tylko ci, którzy nie potrafią… — przerwał jej Mikołaj, widząc, że Weronika wpadła na ten sam pomysł, co on.
— Sony?
— Jestem!
— Nie wiem, czy…
— Chodź tutaj.
— Tak jest! — Sony zasalutowało i wesołym krokiem podeszło do dwójki prowadzących.
— Nie zgadzaj się, ona jest po prostu leniwa — wymamrotał Mikołaj do Sony szeptem, ale na tyle głośnym, aby Weronika usłyszała.
— Po czyjej jesteś stronie? — Nie wyglądała na zadowoloną, ale nie chciała się kłócić.
Mikołaj wzruszył ramionami i z uśmiechem wskazał na koszyk truskawek. Weronika wymownie przewróciła oczami, ale Sony się poczęstowało.
— Chcesz może wytłumaczyć całej reszcie, w jaki sposób się pływa? Może być sama teoria.
— Jasne! A może być żabką? — spytało Sony, jedząc truskawkę.
— Może być.
— A ty dlaczego niby nie mogłaś? — oburzył się Mikołaj.
Weronika postanowiła zignorować chłopaka. Zwróciła się do reszty obozowiczów, chcąc zdobyć ich uwagę.
— Ej! Słuchajcie! Tak się pływa żabką!
— No więc — zaczęło Sony. — Trzeba… machać rękami! I nogami! O tak… — pokazało ruch rąk. — Nogami w sumie to tak samo, ale nie da się na stojąco. Ale jakoś tak.
Obozowicze patrzyli po sobie zdezorientowani. Ktoś z tyłu nawet próbował powtórzyć ruch z wykorzystaniem nóg i, niespodzianka, wywrócił się na piach. Wtedy Weronika wpadła na kolejny, przegenialny pomysł.
— Te, Mikołaj.
— Co?
— Kładź się na piachu.


Weronika?
────
[617 słów: Mikołaj otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

czwartek, 6 sierpnia 2026

Od Weroniki CD Mikołaja — „Ach te klasyki”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

— A do czego ci to? — podejrzliwie zapytała.
Weronika zamknęła książkę, pretensjonalnie głaszcząc ją po grzbiecie. Kojarzyła tego chłopaka, był jednym z grupowych. Był jednym z tych idiotów, co się nie wypowiadali i kiwali głową, czekając z nadzieją na koniec spotkania. W dodatku zaczerpnął maniery Niketasa, akcentując to cholerne R w jej imieniu. Nie miała pewności, ale od razu przydzieliła Mikołaja do ciemnej strony mocy. Nie będzie bratać się z jakimś potencjalnym przydupasem domku Hermesa. Ergo, wróg. A wrogom nigdy się nie wyznaje słabości. Wrogom, którzy rysują krzywe, brzydkie tabelki.
— Jakby zalało. No wiesz, powódź.
— Oczywiście, że umiem pływać! — warknęła.
Mikołaj odskoczył nieco, całkowicie zaskoczony jej tonem.
— Yyy, dobrze, już wpis— już nacisnął na długopis i miał zaznaczyć zamaszystego ptaszka w kolumnie "umie pływać", ale Weronika wyrwała zeszyt z jego ręki.
— To niedobrze. Tylko osiem osób umie pływać! Mieszkamy nad cholerną zatoką Long Island i tylko osiem osób z całego Obozu umie pływać.
— No właśnie. — Mikołaj odzyskiwał rezon. — Tylko osiem osób, na razie. Zostały mi jeszcze dwa domki. Możesz mi oddać zeszyt? Oddasz i, hehe, spływam stąd.
— Musisz zrobić lepszą tabelkę. Ta jest brzydka i nieczytelna. Co to za plamy? — powąchała zeszyt. — Pachną alkoholem, co za zaskoczenie.
Mikołaj wyrwał jej zeszyt.
— Już nie przesadzaj. Da się rozczytać.
— Problem jest większy! — Nika wstała.
Kiedy jakiś nieuważny obozowicz przeszedł obok nich, zafukała na niego z tekstem "czemu ty nie umiesz pływać, co?", sprawiając że odszedł szybciej. Już od jakiegoś czasu ludzie trzymali dystans od niej, obawiając się rozkazów czy krytyki. Ten dzieciak widocznie zapomniał, czemu.
— Musimy coś z tym zrobić. To nasza odpowiedzialność, jako grupowych.
Mikołaj wpatrywał się w nią z głupią miną.
— Huh?
— No, dowiadujemy się, że nasz Obóz nie przetrwa w czasie kryzysu wodnego. Jeżeli Posejdon kiedyś się zirytuje, to żadna modlitwa nie pomoże półbogowi w przypadkowym zalaniu zatoki. Nie mamy żadnych kół ratunkowych, mamy parę łódek na krzyż. Już nie mówiąc o misjach, w których półbóg może zostać zaatakowany przez morskiego, czy tam rzecznego potwora!
— Mamy za to dużo drzwi. Starczy dla wszystkich, nie to co na Titanicu. — wesoło rzucił syn Dionizosa.
— To nie jest zabawne. To jest przerażające. Co, jak dostaniemy górę lodową znienacka? — zaczęła machać żywo rękami.
— Hej, hej, Werrrrrrr—
— Skończ.
— Okej. Chciałem tylko powiedzieć, żebyś wrzuciła na luz. Mamy tu całkiem niezłe bariery ochronne, ładną pogodę i słoneczko przez cały rok. Truskawki. One chyba wypijają dużo wody, nie?
— Chcesz rzucać truskawkami w potwora morskiego? Czy ty jesteś normalny? Nie. Tak nie może być!
Przez ten cały czas kręciła się w kółko, zastanawiając się głęboko. Książka Dostojewskiego leżała pod drzewem, czekając, aż właścicielka skończy swoją tyradę. Mikołaj w tym czasie rysował kaczuszkę obok tabelki.
— Jutro, punkt ósma, musimy zebrać wszystkich na plaży. Jako grupowi.
— Oo, super, plażowe zabawy. Mogę przynieść drinki.
— Żadne zabawy! Musimy nauczyć naszych podopiecznych pływać.
Rozmówca pokiwał poważnie głową.
— No to wezmę jeszcze truskawki.
— Po co truskawki?
— Są, eee, lekko się je trawi. Energia. Sok truskawkowy, czy coś.
— No dobra, może być. Dam znać Chejronowi, że treningi z pływania muszą być obowiązkowe.
Już miała ruszyć w stronę głównego domku, kiedy przypomniała sobie coś. Odwróciła się do Mikołaja, wpatrując się w jego zeszyt.
— Ej, a pokaż na chwilę.
Wzruszył rękami i trzymał mocno zeszyt, pokazując jego zawartość Weronice. Próbując rozczytać pismo, trafiła w końcu na rubrykę „Niketas: nie umie pływać”.
— A to debil. — skomentowała.

Nazajutrz zebrali się przy pomoście. Był domek szósty, połowa domku dwunastego i rozbitki z domków pomniejszych bogów. Całkiem sporo osób, dużo z nich ziewało i przecierało oczy. Mikołaj pojawił się, zgodnie z zapewnieniami, z koszem truskawek. O dziwo był w całkiem dobrym humorze.
— Super, że jesteśmy. Dobra, to trzeba pokazać, jak się pływa. Wskakuj do wody.
Mikołaj popatrzył na nią tak, jakby spadła z księżyca.
— Ale że ja?
— A nie?
— Ale ja nie umiem pływać.
Wpatrywali się w siebie tak przez dłuższy czas.
— No, nie pytałaś się. Nie umiem pływać. Przyszedłem tutaj, żeby sie nauczyć. Wiesz, kryzys, Titanic. A ty umiesz pływać przecież.
Weronika przełknęła głośno przekleństwo w ustach.
— No tak, ale ja nie mogę jednocześnie pokazać i opisywać, jak to robić. Muszę przedstawić BHP, zasady dobrego oddychania i takie tam. — zaczęła się pocić. — Ktoś musi być w wodzie.
— No to wskocz do wody, pokaż i potem opiszesz.
— Nie!
— Dlaczego nie?
— Bo… nie. Nie!
— To tylko pływanie. Sama wspominałaś, że w razie misji, powodzi przez Posejdona i innych takich, obozowicze muszą umieć pływać. Potwory morskie. Rzeczne.
Reszta obozowiczy patrzyła tępo na ich kłótnie. Weronika modliła się, żeby w tym momencie Zeus ją trafił ze swojego pioruna. Albo żeby Hades zapadł ją pod ziemię. Mogą być nawet te latające szczury Afrodyty, byleby ją zabrały w cholerę.


Mikołaj?
────
[763 słowa: Weronika otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Od Mikołaja do Weroniki — „Ach te klasyki”

Spacerował po obozie, przeklinając jesienną pogodę i rozglądając się w poszukiwaniu jakiejś żywej duszy. „Musicie nauczyć się doceniać słońce” — powiedział pewnego dnia Chejron i sprawił, że dziewięćdziesiąt procent obozowiczów zamknęło się w domkach i opuszczało je jedynie na posiłki i, opcjonalnie, obowiązki. Chłopak dziwił się, że nikt nie korzysta z pięknego (i zapewne krótkiego) okienka pogodowego — ciepłego słoneczka, delikatnego wiatru i udawania, że czarna chmura deszczowa w oddali nie istnieje.
Podszedł do jeziora, aby opłukać długopis, który ucierpiał na skutek spotkania z błotem. Biedna, żółta kaczka na sprężynce zmieniła kolor na brązowy tak samo, jak niegdyś czerwone trampki i dół jego nogawek. Zachciało mu się przeskakiwać przez kałuże. Przynajmniej jego rozpadający się notes nie ucierpiał, jego nie mógłby po prostu wypłukać. A co gorsza, musiałby od nowa szukać ludzi i pytać ich o to samo.
Rozejrzał się dookoła i pod jedną ze ścian dostrzegł fioletowowłosą dziewczynę. Siedziała na ławce i czytała książkę. Rzucił okiem na krzywą tabelkę w notesie i wytarł długopis o koszulkę. Zawahał się na moment zastanawiając się, czy na pewno chce jej przeszkadzać. Ale tylko na moment. Z głupim uśmiechem usiadł obok córki Ateny.
— Hejjj Rrrronika! — przywitał się, w myślach skacząc z radości i powtarzając „zawsze chciałem to zrobić!”. Imię dziewczyny zapamiętał bez większych problemów (co w jego przypadku było dość rzadkie) głównie dzięki skojarzeniu z „Heathers” i odkąd tylko je poznał czekał na taką okazję. — Sonda uliczna!
Weronika niechętnie podniosła wzrok znad książki i obdarzyła Mikołaja zażenowanym spojrzeniem. Chłopak na wszelki wypadek cofnął się na koniec ławki, cały czas próbując zachować ten sam, niezbyt przekonujący wyraz twarzy.
— Co? — odezwała się w końcu po chwili ciszy. Przymknęła książkę, zaznaczając stronę palcem i zaczęła przyglądać się trzymanym przez chłopaka przedmiotom. Po jej ironicznym uśmieszku widać było, w którym momencie zauważyła kaczy długopis. Więcej uwagi dziewczyny zabrała jednak krzywa tabelka. — Co to jest?
Mikołaj jednak już jej nie słuchał. Skupił się na okładce trzymanej przez Weronikę książki, a raczej na znajdujących się na niej informacjach, zapisanych cyrylicą. Próbował przypomnieć sobie alfabet, wyuczony przez niego na początku liceum podczas fazy, która brzmiała mniej więcej „jestem taki inny, czytam klasyki!”. Trwała ona może kilka miesięcy, a rozpoczęła się przez wyuczenie na pamięć monologu z „Kordiana” na potrzeby teatralne. Następnym etapem był dość performatywny zachwyt nad „Lalką”, a potem przeżycie „Szewców”. W ich wyniku chłopak poczuł, że nie tylko stracił iq, ale też szacunek nowej klasy, gdy przez cały wrzesień nazywał ludzi sflądrysynami i trylobitami sylurskimi. Ale przynajmniej zdobył punkt więcej na sprawdzianie z geologii i dowiedział się, że flądra nie jest gatunkiem foki.
Gdy po przebrnięciu z trudem przez „Sklepy Cynamonowe” sięgnął po „Mistrza i Małgorzatę”, postanowił przerzucić się na wschodnią literaturę, licząc na więcej odciętych głów i gadających kotów. Na ziemię ściągnął go, nomen omen, „Idiota”, którego przeczytał równe pięćdziesiąt dwie strony, odłożył na półkę i włączył AO3. Już nigdy więcej go nie otworzył. Tak samo jak kupionych w tym czasie sześciu innych książek. Jeśli dobrze rozszyfrował cyrylicę, książka Weroniki była napisana właśnie przez Dostojewskiego. Tytułu jednak już się nie podjął.
— Jak widać, nie każdy z tego wyrasta… — skomentował pod nosem i dopiero słysząc własne słowa zorientował się, że powiedział to na głos. Przełknął nerwowo ślinę i szybko rozważył plusy i minusy tłumaczenia się. Postanowił liczyć na to, że dziewczyna nagle ogłuchła.
— Z czego? — spytała niechętnie, podnosząc wzrok znad notesu.
Uśmiech zniknął z twarzy przerażonego Mikołaja, który szukając inspiracji do sensownej odpowiedzi, zaczął rozglądać się dookoła w panice. W końcu z powrotem spojrzał na narysowaną przez siebie tabelkę, a dokładniej małą żabkę przy jednej z dwóch kresek pod „tak”. Pod „nie”, z mojego kronikarskiego obowiązku, było ich aż siedem.
— To znaczy… z nieumiejętności pływania! — próbował wybrnąć. — Boooo… to jest bardzo ważne! Co jak nas zaleje? Umiesz pływać? — spytał, w końcu przypominając sobie cel zaczepienia Weroniki.


Weronika?
────
[625 słów: Mikołaj otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]