W Nowym Jorku zaczęła się prawdziwa rzeź herosów. Nie wiadomo dokładnie co i kiedy atakuje półbogów, ale zdecydowanie jest to głodna boskiej krwi bestia. Pierwszą ofiarą okazał się Ruben Susen, którego ciało znalazł Arnar z Lucienem, a pozostała dwójka, cóż, musiała zostać zjedzona przez coś podobnie wielkiego, o czym przeczytał dzieciak Dionizosa w najnowszym wydaniu nekrologów. Rest in pepperoni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avery Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avery Evans. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 4 sierpnia 2025
niedziela, 9 lutego 2025
Od Avery CD Sony — ,,Był sobie raz pajączek..."
LATO
Całe szczęście, że Sony nie złapała Avery ręką, w której trzymała pająka Robaka Eryka Piłsudskiego.
Wtedy Avery na bank padłoby na zawał.
— Wiesz, chyba świetnie sobie radzisz sam — zaczęło nerwowo. — Może ja w tym czasie pójdę zobaczyć… czy nie ma więcej pająków do uratowania? — zaryzykowało.
Jeśli tylko znajdzie pająka, zabije go bez mrugnięcia okiem, jego ciało spali i wrzuci do zatoki Long Island. Avery nie będzie ratować tych obrzydliwych istot.
Czasami bycie dzieckiem Ateny było męczące — tak naprawdę brak jakichkolwiek zdolności magicznych, mózg z ogromną wiedzą i ADHD, no i jeszcze ta arachnofobia.
Avery zdarzało się przeklinać swą matkę za stanięcie z Arachne do pojedynku, za jej dumę, no a najbardziej — że przywróciła tkaczkę do życia.
Jak dla mnie mogłaby już zostawić Arachne w spokoju i pozwolić jej żyć w Podziemiu czy coś. A jeśli już, to zwrócić jej życie w formie ludzkiej, myślało Avery, idąc mimowolnie za Sony.
Dziecko Ateny nie było pewne, czy jeno nowy towarzysz naprawdę nie zdaje sobie sprawy, czy też po prostu ignoruje fakt, iż z każdą sekundą obok pająka Robaka Eryka Piłsudskiego twarz Avery coraz bardziej kolorem przypominała jeno włosy (podpowiedź: włosy Avery są jasne, niemalże białe).
Gdyby nie jaskrawo pomarańczowa koszulka Obozu Herosów, Avery mogłoby bez trudu ukryć się w śniegu albo, jak w to niektórych filmach jest, przylgnąć do ściany. Avery stałoby się niewidzialne. Idealny kamuflaż.
W chwili, gdy Sony otworzyło dłoń, by sprawdzić, jak miewa się Robak Eryk Piłsudski, Avery mogłoby uchodzić za albinosa. O ile to możliwe, jeno twarz naprawdę stała się bledsza niż włosy (które, swoją drogą, były już odrobinę za długie. Avery musiało udać się do fryzjera).
— Widzisz — Avery zatrzymało się i starało opanować drżenie rąk. — Jestem dzieckiem Ateny. My… nie przepadamy za pająkami, a one za nami. Zapewne nie wiedziałoś. Ale dla swojego i Robaka Eryka Piłsudskiego bezpieczeństwa wolę się oddalić… Nim któreś z nas straci życie.
Sony?
───
[310 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
niedziela, 29 grudnia 2024
Od Avery CD Sony — „Był sobie raz pajączek...”
LATO
Jakoś tak wyszło, że przez głupiego pająka zwanego Robak Eryk Piłsudski Avery poznało nowego znajomego. Tak się zawiera przyjaźnie, głąby!
— Avery jestem — przedstawiło się obozowiczowi imieniem Sony.
Przez myśl nu przeszło, że imię to jest nietypowe. Czy naprawdę ktoś nazywa swoje dziecko po producencie elektroniki? Jeżeli tak, to Avery bardzo by chciało poznać kogoś z imieniem Samsung lub Apple.
Ba, może imiona ewoluują i zamiast Alexa Seniora i Alexa Juniora będą powstawały całe pokolenia konkretnych modeli? Dziadek iPhone 3GS, córka iPhone 6 Plus i wnuk iPhone Pro Max? Chociaż, w woli ścisłości, to właśnie dziadek powinien być Pro Maxem, a wnuk co najwyżej 13 mini…
Dość, skarciło siebie Avery, koniec z analizowaniem imion nowo poznanych osób.
Ponowne skupienie się na rozmowie (mimo ADHD) było łatwe, a to dlatego, że na dłoni Sony wciąż radośnie siedział Robak Eryk Piłsudski.
— Czemu Piłsudski? — zapytało nagle. — Dlaczego ze wszystkich dyktatorów ubiegłego stulecia akurat on?
Odsunęło się od pająka dyskretnie, w głębi duszy panikując i wrzeszcząc ze strachu. Przed nowymi osobami należy zachowywać pozory normalności. Poczuło, jak po czole spływa nu strużka potu.
To trochę żałosne — Avery walczyło nieraz z potworami, ryzykowało życie, strzelało multistrzałami bez treningu… Żadna z tych rzeczy nie wydawała się nu straszna, ale teraz, gdy miało przed sobą niewinnego pajączka imieniem Robak Eryk Piłsudski, uginały nu się nogi za każdym razem, gdy jego spojrzenie lądowało na tymże stawonogu.
Głupia Arachne. Po tylu latach jej potomkowie wciąż mścili się na dzieciach Ateny, o czym one doskonale wiedziały. Tak jak trudno znaleźć herosa bez dysleksji i ADHD, tak na próżno szukać dziecka Ateny bez arachnofobii.
Teoretycznie nie było się czego bać, jednak Avery miało wrażenie, że samo skierowanie wzroku na pająka wywołuje u nieno duszności i zawroty głowy. Znając swoje szczęście, zaraz się wywróci, przy okazji wciągając Robaka Eryka Piłsudskiego nosem. Wtedy zostaną przyjaciółmi na zawsze… To znaczy dopóty, dopóki Avery go nie strawi…
Dziecko Ateny powinno nauczyć się przestać tyle myśleć.
───
[319 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
wtorek, 1 października 2024
Od Avery — drabble ,,Strzała"
Mimo że Avery jest dzieckiem bogini mądrości, to i ono czasem odwalało akcje, z których nie było dumne.
Przykład? Multistrzały, oczywiście.
Przeklęta Chimera w zoo, przeklęte pingwiny, przeklęte Avery.
Nie umiało strzelać kilkoma strzałami na raz, ale mimo wszystko zdecydowało się zaatakować potwora właśnie tym sposobem.
Chimerę pokonać się udało, ale siniaki dawały się we znaki przez następne dni.
To wydarzenie zdeterminowało jednak Avery do nauki, by nie stanowić zagrożenia dla innych i samego siebie. Lepiej późno niż wcale.
Całe tygodnie spędzało na strzelnicy, by opanować tę sztukę do perfekcji. Strzała po strzale.
Opłaciło się.
Avery nauczyło się używać multistrzał.
────
[Avery otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
sobota, 21 września 2024
Od Avery CD Erico — ,,Look at the stars"
LATO
To nie była randka.
Skąd komukolwiek mógłby przyjść do głowy taki pomysł? To był tylko przyjacielski wypad dwójki półboskich nastolatków do Nowego Jorku, by wypić razem kawę, zjeść coś słodkiego i szwendać się po mieście, gadając o wszystkim i o niczym…
No dobra, Avery bardzo by chciało, by była to randka. Musiało to przed sobą przyznać, mimo że zrobiło to z wielką niechęcią. Ciężko nu było zaakceptować fakt, iż Erico ewidentnie no zauroczyło.
Problem polegał na tym, że dziecko Ateny za nic w świecie nie było w stanie odczytać sygnałów wysyłanych mu przez Erico.
Syn Apolla w jednej chwili chwytał dłoń Avery i trzymał w swojej, a w drugiej — odsuwał się i zachowywał się względem Avery tak samo, jak wobec reszty obozowiczów.
Tyle że, na bogów, Avery chciało być kimś więcej niż tylko kolejnym znajomym! Dlaczego musiało być tak beznadziejnym przypadkiem? Czasami miało ochotę zaszyć się gdzieś z dala od wszystkich i walić głową w ścianę z bezsilności. Po racjonalnym toku myślenia Avery nikt nie powinien mieć wątpliwości, iż jest ono potomkiem Ateny.
Stety bądź niestety, Erico znało Avery zbyt dobrze, by nie zauważyć, że coś no trapi. Wiedział również, iż dziecko Ateny nie będzie skore do otwierania się, więc zamiast tego zaciągnął białowłose do sklepu muzycznego.
Avery od zawsze lubiło ten klimat, ale odkąd poznało Erico, sympatia, jaką żywiło wobec gitar, wzrosła jeszcze bardziej.
A oprócz tego mnóstwo płyt CD i winyli, które Avery kolekcjonowało. Po prostu bajka!
Gdyby to była prawdziwa randka, Avery bez wątpienia uznałoby ją za najlepszą na świecie.
Ale, oczywiście, randka to nie była.
— Kupujesz coś? — zapytało Avery. Erico pokręcił głową.
— Nie, niczego nie potrzebuję. A ty? — Syn Apolla podszedł do dziecka Ateny.
— Też nie. Po prostu lubię przeglądać winyle. — Avery wzruszyło ramionami.
— Wiem. — Erico uśmiechnął się promiennie i rzucił nu rozbawione spojrzenie. — Chodź, nic tu po nas! — oznajmił radośnie.
Razem wyszli na ulicę miasta, gadając ze sobą.
Gdyby nie to, co miało wydarzyć się za chwilę, ta nie-randka naprawdę byłaby najwspanialsza na świecie.
Ale, oczywiście, coś musiało się zepsuć. A Avery doskonale wiedziało, że w tym starciu ich szanse były raczej nikłe.
WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG (JEDNA Z POSTACI PRZESZŁA DO NPC)
────
[348 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
czwartek, 15 sierpnia 2024
Od Avery CD Sony — ,,Był sobie raz pajączek..."
Wyjaśnijmy sobie jedną istotną rzecz: Avery nie było typem osoby, która panikowała z byle powodu. To nie w jeno stylu.
Dziecko Ateny zachowywało spokój w większości sytuacji, które resztę potrafiły przyprowadzić o nie lada stres.
Dopóty, dopóki chodziło o logiczne myślenie i szukanie rozwiązań na problemy i swoje, i swoich kolegów, Avery było niezastąpione.
Chyba że w grę wchodziły pająki.
Te przeklęte stawonogi były w stanie przyprawić Avery o gęsią skórkę i dreszcze, a w gorszych przypadkach nawet o ataki paniki.
Wśród dzieci Ateny nie było to nic nadzwyczajnego, zwłaszcza jeśli zna się mit o Arachne, dziewczynie zmienionej przez Atenę właśnie w pająka. Od wieków potomkowie przeklętej śmiertelniczki mściły się na dzieciach bogini mądrości.
Cóż, dlatego też Avery nie pałało sympatią do tych szczękoczułkowców, żeby wyrazić się łagodnie. Mimo wrodzonego lęku przed pająkami Avery starało się nie okazywać swego strachu, co nie było zbyt dużym wyzwaniem, o ile pająk nie znajdował się bliżej niż 5 metrów od jasnowłosego.
Przechodząc do sedna — Avery nie miało prawa się spodziewać bliskiego spotkania 3. stopnia ze stawonogiem podczas spaceru po Obozie Herosów. Po prostu miało pecha, znowu.
— Wiem! Robak Eryk Piłsudski! — wykrzyknęła niespodziewanie jedna z obozowiczek.
Tym sposobem Avery, chcąc-niechcąc, stało się świadkiem bohaterskiego uratowania życia pajączka przez młodego obozowicza. Dziecko Ateny, rzecz jasna, zachowało bezpieczny dystans i przyglądało się akcji młodszego herosa z nieukrywaną ciekawością. Nie było zresztą jedyne — reszta obozowiczów, nie kryjąc rozbawienia, zwrócili uwagę na tę osobę.
— Patrz! — Zielonowłosa osoba niespodziewanie pojawiła się przed Avery. — Oto Robak Eryk Piłsudski. Prawda, że fajny? — zapytała, podsuwając pająka tuż pod sam nos Avery.
Cóż, dziecko Ateny powstrzymało chęć zabicia pająka jednym celnym uderzeniem. Zamiast tego cofnęło się.
— Ehe — starało się brzmieć nonszalancko, ale głos drżał nu strasznie. Czuło, że krew odpływa nu z twarzy, gdy tylko rzuciło drugie spojrzenie na pająka. — Majestatyczny.
Avery zrobił jeszcze jeden krok w tył, nie spuszczając wzroku z nowo przybyłego dzieciaka i pająka. Otarło kropelkę potu z czoła.
— Doceniam twój entuzjazm, ale pająki wolę oglądać z bezpiecznej odległości. Tak w zasadzie, to w ogóle wolę ich nie oglądać.
Zaśmiało się nerwowo, ignorując ciekawskie spojrzenia zgromadzonych. Większość z nich patrzyła raczej na Avery ze współczuciem, doskonale wiedząc, że dzieci Ateny i pająki to nie za dobre połączenie. Reszta raczej tłumiła uśmiechy.
Zamiast tego Avery skupiło się więc na tej osobie — miała dredy pofarbowane na zielone, ciemną karnację i była niższa od nieno. Tak na oko była również młodsza o rok albo dwa.
Nieuznany.
Biorąc pod uwagę fakt niesamowitej przyjaźni tego obozowicza z pająkiem o imieniu Robak Eryk Piłsudski, Avery niemal natychmiast wykluczyło tezę, że osoba ta jest dzieckiem Ateny, ale zamiast tego nawiedziła no inna myśl.
Eryk, Erico.
Cholera, jak ono ma teraz patrzeć na syna Apolla bez przypominania sobie tego przeklętego pająka?!
Sony?
───
[453 słowa: Sony otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]
wtorek, 7 maja 2024
Od Avery CD Ezry — „Uno un-oh”
WIOSNA
Mówi się, że kto nie ma szczęścia w kartach, ten ma szczęście w miłości. Avery nie miało ani tego, ani tego — każde jeno zwycięstwo było wynikiem kalkulacji rachunku prawdopodobieństwa oraz zrozumienia taktyki działania przeciwnika.
Avery zdawało sobie sprawę, że podchodzi do głupiej gry w UNO na obozowym ognisku zbyt poważnie, jednak z jakiegoś powodu chciało sobie udowodnić, że w czymś jeszcze jest dobre.
Taktyka, która polegała na siedzeniu cicho przez całą rundę niezauważone, by dopiero pod koniec gry krzyknąć „UNO!” i zaskakujące tym samym resztę graczy działała idealnie dopóty, dopóki tylko liczba osób grających przekraczała cztery.
Pojawiał się problem, gdy pozostawał tylko jeden przeciwnik — tak jak teraz.
Naprzeciw Avery siedział jeno rówieśnik, dziecko Tanatosa.
Ezra, przypomniało sobie jego imię.
Początkowo (czyli przez pierwsze 42 sekundy) gra przebiegała sprawnie i szybko. Oboje byli milczący niczym bogowie, gdy była potrzebna ich pomoc.
Ciszę niespodziewanie przerwał Ezra, gdy jego włosy zmieniły kolor na czerwony za sprawą karty reverse.
— Ile chipsów jesteś w stanie zmieścić w buzi na raz? — zapytało Ezra, rzucając Avery wyzywające spojrzenie i wskazując na otwartą paczkę chipsów.
Co? Jaki to ma związek z grą?
Dziecko Ateny wpatrywało się w Ezrę skonfundowanym wzrokiem.
— Zależy od rodzaju chipsów. Mogłobym to obliczyć, gdybym wiedziało, jaką powierzchnię średnio ma dany gatunek chipsów… — urwało, czując się jak matoł. Jeno policzki kolorem zaczynały przypominać obecne włosy Ezry. — Hm, w każdym razie, to bez znaczenia. Nie jadam takich rzeczy.
Miało wrażenie, iż Ezra chce powiedzieć coś jeszcze, ale zamiast tego po prostu rzucili na stosik kartę symbolizującą zmianę koloru.
— Zmieniam kolor na… — Ezra przeciągnął ostatnie słowo, by dodać nieco dramaturgii. — Niebieski — zdecydował.
Jasne, niemal białe włosy Avery zaczęły ciemnieć, aż w końcu przybrały barwę opalonych smerfów.
To tylko gra, powtarzało sobie, czując irytację. Wystarczył jeden rzut oka na swoją talię, by stało się jasne, iż Avery może albo liczyć na łut szczęścia (co rzadko się zdarza) i wyciągnąć dobrą kartę, albo siedzieć w niebieskich niczym siniak na policzku włosach.
Avery wybrało drugą opcję, chcąc jak najszybciej pozbyć się kart.
Nie wiedzieć czemu nie mogło skupić się na grze. Teoretycznie mogło zwalić to na swoje ADHD, ale tym razem to nie było to. Miało wrażenie, że Ezra zna każdy jeno ruch, co było zupełnie głupie, bo zaskoczyli no tylko raz (na razie).
— A wiesz, że LEGO jest największym producentem opon na świecie? — odezwał się znowu Ezra.
— Wiem. A sernik został wynaleziony w starożytnej Grecji — Avery wzruszyło ramionami, siląc się na nonszalancję.
Bezużyteczne ciekawostki to coś, co Avery wręcz uwielbiało. Gdyby zechciało się podzielić z kimkolwiek tymi informacjami, to ta osoba dowiedziałaby się na przykład, że serce krewetki znajduje się w jej głowie albo że w latach 30. XIX wieku ketchup był sprzedawany jako lek.
Bezużyteczne i randomowe? Tak.
Ciekawe? Zależy dla kogo.
Usta Ezry zwęziły się w cienką linię, a zaraz później zmieniły się w dzióbek, który bardzo przypominał emotkę stworzoną z dwukropka i trójki.
Ezra położył niebieską kartę z numerem 6, dokładając tym samym kilka minut długości trwania czaru, który zmienił Avery kolor włosów.
Avery westchnęło cicho, orientując się, iż nie posiada ani niebieskiej, ani karty z numerem 6. Zrezygnowane wyciągnęło kartę z kupki, jednak niechęć szybko przerodziła się w entuzjazm.
Na szczycie stosu wylądowała czarna karta +4. Avery wyszczerzyło zęby po raz pierwszy tego wieczoru.
Szczęście się jednak do nieno uśmiechnęło.
────
[545 słów: Avery otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
piątek, 19 kwietnia 2024
Od Avery — „Faunie zaloty” — część 2 [Walentynki]
Treść listu (zupełnie odbiegającego wyglądem od reszty, zapisanego koślawymi literami, z przeżutym rogiem kartki):
„Znacie wyrażenie „końskie zaloty”? No cóż, ostatnio okazało się, że „faunie zaloty” to całkiem dobry synonim. A wszystko za sprawą Grahama, jednego z naszych faunich młokosów, któremu w oku wpadła piękna aura, Camira. Problem jest taki, że nasz biedny kopytny kompletnie nie wie, jak zaprosić swoją wybrankę serca na randkę. (Próbował. Kilka razy. Każdy był okropny. Fakt, że ona po tym wszystkim wciąż z nim rozmawia, pozwala mi podejrzewać, że też może coś do niego czuć.)
Graham ostatnio się po prostu poddał i twierdzi, że nigdy nie da razy umówić się z Camirą. Uważa, że jego jedyną deską ratunku jest księga Suady, bogini miłosnej namowy, czyli taki OG poradnik „Jak zdobyć osobę twoich marzeń w 5 prostych krokach”. Jedno z niewielu wydań poradnika znaleźć podobno można w „Książkach od cyklopa”, ale… jej położenie wśród bogatych zasobów księgarni jest jedną z tych niewielu rzeczy, których Ella nie pamięta.
No ale wy już zgodziliście się pomóc biednemu faunowi w potrzebie, więc chyba tak łatwo się nie poddacie, co?”
— Cholibka — mruknęło Avery.
Ta, musiały nastąpić komplikacje. Dlaczego no to nawet nie dziwiło? Westchnęło cicho, a Erico rzuciło nu dziwne spojrzenie.
— Trzeba więc poszukać — stwierdził syn Apolla i wzruszył ramionami, jakby wcale się nie przejął tą drobną komplikacją. Avery momentami zazdrościło mu tego optymizmu.
Zabrali się do pracy, ale nie minęło kilka minut, gdy drzwi do biblioteki otworzyły się, a do środka ponownie wpadł masywny nastolatek. Nie. To nie był człowiek ani nawet heros. Był to Tyson — ich cyklopi przyjaciel w wielkich rękach delikatnie trzymał zawinięty w papier rogal i drożdżówkę.
— Witajcie! — powitał ich, po czym skierował swoją uwagę na Ellę. — Przyniosłem ci przekąski! — oznajmił dumny z siebie. Ella stała się jeszcze bardziej czerwona, co wydawało się niemożliwe.
— Dziękuję — Harpia przejęła wypieki i niemal z namaszczeniem położyła je na stole. — Tyson, potrzebujemy pomocy — oznajmiła.
Cyklop zmarszczył brew, gdy Erico i Avery na zmianę opowiadali, dlaczego odwiedzili Obóz Jupiter i jakiej książki poszukują. Cóż, może nie była to dodatkowa para oczu do pomocy, a jedno wielkie brązowe oko, jednak zapał Tysona wydawał się mnożyć ich szanse. Wspólnie wznowili poszukiwania, jednak książki nigdzie nie było… Przynajmniej tak się im zdawało, dopóki Erico nie dostrzegł charakterystycznej czcionki na grzbiecie jednej z ksiąg, która znajdowała się na samym dole sterty książek, która znajdowała się tuż przy dziale z tematyką kulinarną.
Uwadze Avery nie umknął fakt, iż ta sekcja znajdowała się tuż przy alejce oznaczonej jako „seksualność i ludzkie ciało”. Przez żołądek do serca, jak to mówią.
— Jak my mamy to stamtąd wyciągnąć? — zapytał Erico, oglądając stertę ze wszystkich stron. Ella przycupnęła tuż obok.
— Możemy po kolej przenosić wszystkie książki — zaproponowała.
Avery jednak wpadło na inny pomysł — ciut ryzykowny, ale powinien zaoszczędzić im masę czasu… Chyba że nie wyjdzie.
— Ello, proszę, staraj się ustabilizować stertę od góry. Tyson, pilnuj, by książki ze środka nie wychyliły się za bardzo poza ośrodek równowagi. Erico, na mój znak zabierz książkę z dołu, byle szybko — zdecydowało Avery, klękając przy stercie.
Wszyscy ustawili się na swoje pozycje. Erico rzuciło Avery znaczące spojrzenie.
— Mam nadzieję, że wszystkie te książki nie spadną mi na głowę. — Uśmiechnął się i puścił nu oczko.
Mimo najszczerszych chęci Avery nie było w stanie mu odpowiedzieć, a jeno policzki z jakiegoś powodu stały się czerwone niczym pióra Elli.
Upewniwszy się, iż Ella i Tyson trzymają księgi, Avery z trudem zdołało przesunąć je, nie zmieniając pozycji ich egzemplarzu, który trzymał Erico. Było oczywiste, że jeżeli Avery przesunie książki za bardzo, zwalą się one prosto na nieno i Tysona. Z fizycznego punktu widzenia, nie miały one prawa spaść na Erico, o czym Avery nie mogło mu teraz powiedzieć, gdyż było zbyt zajęte podważaniem reszty ksiąg.
— Teraz! — dziecko Ateny dało znak.
Erico z prędkością godną syna Apollina zabrał księgę. Sterta zakołysała się niebezpiecznie, jednak z pomocą Elli i Tysona udało się ją ponownie ustabilizować.
— Udało się! — Uśmiechnął się Erico i uścisnął Avery. Następnie zwrócił się do Elli i Tysona, nie zwracając uwagi na osłupiałe dziecko Ateny. — Dziękujemy wam za pomoc z całego serca. Bardzo nam pomogliście. Musimy się jednak już zbierać, Graham na nas czeka.
— Nie ma za co! Powodzenia! — Pomachał im Tyson, po czym mruknął do siebie. — Grahamka. Zjadłbym grahamkę.
— Teraz tylko znaleźć Grahama i po sprawie — stwierdził beztrosko Erico, idąc przez Nowy Rzym, trzymając księgę niczym Piorun Piorunów Zeusa.
— Udało się wam! — jak na zawołanie usłyszeli czyjś głos. Biegł ku nim młody satyr. Nie, w Nowym Rzymie byli to fauni. — Całe szczęście! Camira niedługo ma tu być! — jęknął.
— W takim razie powodzenia ci życzę, przyjacielu! — Erico wręczył mu księgę, którą faun natychmiast zaczął wertować, a z każdym przeczytanym wersem, jego oczy zdawały się błyszczeć jeszcze bardziej.
Po kolejnych podziękowaniach Erico pociągnął Avery do pobliskiej kawiarni, skąd mieli idealny widok na plac. Zamówili sobie napoje, a później rozmawiali o wszystkim i o niczym, obserwując ruch na placu i wypatrując obiektu westchnień Grahama, który miał pojawić się lada moment. Nagle dosiadł się do nich inny faun.
— W imieniu Osiedlowej Rady Faunów pragnę wam podziękować — oznajmił. — Jestem Darren, to ja poprosiłem was o pomoc — dodał po chwili i uścisnął im energicznie dłonie. — Za moment będziecie mieć zaszczyt bycia świadkami faunich zalotów Grahama. Och, będzie się działo — Darren klasnął.
Po kilku chwilach na placu pojawiła się przepiękna aura. Natychmiast skierowała się w stronę Grahama, który mimo nerwów zdołał zdecydowanym głosem powitać swą sympatię.
— Camiro! Cudownie dziś wyglądasz! Mówił ci już ktoś, że pięknie dzisiaj emanujesz mocą? — zapytał. Aura wydała się być zawstydzona.
— Nie jestem pewne, czy chcę słuchać jego podrywów — mruknęło Avery.
— A ja czuję, że będzie ciekawie. — Erico dał nu kuksańca w bok i wywrócił oczami.
— Jesteś gorąca niczym Pompeje po wybuchu Wezuwiusza — kontynuował faun.
Młodzi herosi rzucili sobie zaskoczone spojrzenia. Bez słowa podnieśli się z krzeseł.
— Chyba jednak powinniśmy wracać — stwierdził Erico.
— Chyba tak — zgodziło się Avery.
Zgodnie ruszyli w kierunku Labiryntu, skąd mieli wrócić do Obozu Herosów. Oboje udawali, że nie zwracają na to uwagi, ale przez całą drogę ich dłonie niemal się stykały.
[815 słów: Erico otrzymuje 8+20 PD]
Akcja „Poderwać Camirę” została zakończona powodzeniem! Myślę, że wszyscy, którzy przez ostatnie tygodnie słuchali nieudolnych pokazów faunich zalotów są bardzo wdzięczni Avery i Erico. Herosi jako dodatkowy prezent od Tysona i Elli otrzymują odnalezioną przez siebie i zwróconą później przez Grahama Księgę Suady. Mogą z niej korzystać do woli *wink, wink* (miejmy nadzieję, że większość z jej pozostałych tekstów na podryw nie nawiązuje już do śmiertelnych katastrof...).
poniedziałek, 8 kwietnia 2024
Od Avery — „Mutant”
TW: TRANSFOBIA
Avery doskonale pamiętało dzień, w którym przestało się ukrywać.
Dzień, w który powiedziało najbliższym, jak się czuje — kim się czuje.
Jeno rodzice nie byli specjalnie zaskoczeni. Ta informacja nie wywarła na nich większego wrażenia. Ich stosunek do Avery nie zmienił się. Tego właśnie chciało.
Wtedy nie wiedziało jeszcze, że jest potomkiem greckiej bogini. Trzynastoletnie wówczas Avery w końcu zaczęło czuć się dobrze ze sobą.
Trójka jeno kolegów z klasy — w tym jeden z nich znany ze swoich kontrowersyjnych poglądów — również nie wydawali się mieć z tym problemów. Peter, Victor oraz Julian (ten, przed którym ujawnienia Avery obawiało się najbardziej) wspierali białowłose, nawzajem pilnowali się, by używać odpowiednich zaimków i nie zwracać się do Avery per „chłopie”.
Do czasu. Bo zawsze coś musi się zepsuć.
Peter zaproponował wspólny wypad na miasto i zwykłe pogawędki. Mimo że Victor nie mógł wyjść razem z nimi, bawili się świetnie. Peter i Julian przedstawili Avery swojego kolegę, którego poznali kilka lat wcześniej. Alan, który był nieco bardziej łysą wersją Eda Sheerana w rozmiarze XXL, wydawał się nie mieć problemu z tożsamością Avery.
Wydawał się.
Jeszcze tego samego wieczoru Avery otrzymało wiadomość od Petera, w której wysyłał screeny z grupy, na której tenże Alan wyzywał Avery od pedałów i mutantów. To, że podróba Eda Sheerana nie miała o Avery miłego zdania, jakoś specjalnie no nie ruszyło. Kto by się przejmował opinią rudego? Dużo bardziej zabolał fakt, że Julian, który wydawał się akceptować Avery mimo swoich poglądów, przyznawał mu rację.
„Zabijmy tego mutanta i po problemie. Myśli, że powie, że nie czuje się chłopem i będzie od nas lepszy”.
„Niech sobie kurwa żyje, ale niech się do mnie zbliża. Nie chcę mieć z nim kontaktu”.
Świat się nie zawalił, jednak gdyby to się stało, Avery zbytnio by się nie przejęło. Jeno kolega, jeno przyjaciel, nie chciał mieć nic wspólnego z jeno osobą bez żadnego logicznego powodu.
Avery nie wiedziało, co o tym myśleć.
Zabijmy tego mutanta i po problemie, zabijmy tego mutanta i po problemie.
Czym Avery sobie na to zasłużyło? Chęcią czucia się dobrze? Byciem sobą?
Kusiło no, by natychmiast ruszyć do Juliana i żądać, by powtórzył nu to wszystko prosto w twarz. Co by jednak to dało? Nie, Avery nie zamierzało tracić czasu, mimo że miało wrażenie, że ktoś dźgnął je nożem.
Gdy myślało, że gorzej być nie może, jeno ojciec poprosił no o rozmowę. Gdy Avery wysłuchało, co miał do powiedzenia, było pewne, że to żart.
Greccy bogowie? Ono herosem? Oczywiście, a delfiny potrafią latać!
Wszystko jednak zaczęło układać się w logiczną całość. Avery od zawsze było inne nie tylko pod względem swojej tożsamości płciowej.
Jeszcze tego samego dnia Avery napisało do Petera i Victora, by poinformować ich, że wyjeżdża i dziękuje im za wszystko i że postara się do nich odezwać najszybciej, jak się da.
Po krótkim zastanowieniu napisało też do Juliana: „Mutant już nie będzie wchodził ci w drogę”.
Avery zostawiło telefon w domu, bo, jak twierdził jeno ojciec, przyciągały potwory. Perspektywa zostania zabitym przez mityczną kreaturę wydawała się lepsza niż ta, w której to łysy Ed Sheeran pozbawia no życia.
Gdy Avery opuszczało rodzinne miasto, nie oglądało się za siebie. Czekało je nowe życie, jednak już wtedy obiecało sobie, że nigdy więcej nie da się zranić.
Od tego czasu w życiu Avery kierowały dwie zasady:
1. Nie ufaj rudym;
2. Nie ufaj łysym.
Rudym, bo są fałszywi, a łysym, bo mogą być rudzi.
[562 słowa: Avery otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
niedziela, 18 lutego 2024
Od Avery CD Violet — „Koszmary i po koszmarach”
Wbrew wszelkim pozorom, Avery wcale nie było niechętne do nawiązania znajomości. Wręcz przeciwnie — dziecko Ateny starało się utrzymywać dobre kontakty ze wszystkimi w obozie. Nigdy nie wiadomo, kiedy i czyja pomoc może się przydać.
Problem polegał na tym, że mimo swoich starań, Avery nie było w stanie nawiązać głębszych relacji lub podtrzymywać rozmowy.
Jedynymi osobami, z którymi miało naprawdę dobry kontakt, były Heather, Louise i Erico. Co prawda zdarzyło się nu zamienić kilka słów z innymi herosami, na przykład Kazue (była to rozmowa o Edzie Sheeranie, jedna z najdziwniejszych, jakie Avery kiedykolwiek przeprowadziło) lub z dzieciakami od Dionizosa, które doprowadziły Avery do stanu upojenia alkoholowego, jednak nie mogło ich nazwać swoimi przyjaciółmi.
Dlatego też, kiedy w obozie pojawiła się nowa dziewczyna, która okazała się córką Hekate, Avery postanowiło wykorzystać szansę, którą zesłał los. Kiedy tylko zobaczyło dziewczynę opuszczającą domek Hekate, zaczęło zmierzać w jej stronę szybkim krokiem.
Kiedy pewność siebie zniknęła, było za późno, by się wycofać.
Avery stanęło twarzą w twarz z córką Hekate, która przypatrywała się nu ze zdziwioną miną.
No, odwrotu nie było. Dziecko Ateny wzięło głęboki oddech.
— Hm, hej, witaj w obozie. Avery jestem — przedstawiło się. Klasyczny sposób na rozpoczęcie rozmowy, na razie nie było źle. Nie powiedziało nic głupiego (chyba). — Jesteś tu nowa, tak? Pomyślałom, że mogłobym cię odprowadzić… znaczy, oprowadzić po obozie. Jeśli tego chcesz, oczywiście.
Tak, na początku szło nu zdecydowanie zbyt dobrze, więc nie było dla Avery zaskoczeniem, że zaczęło się plątać i gubić we własnych słowach.
Błagam, nie zrób z siebie idioty, nie zrób z siebie idioty, modliło się w myślach. Te kilka sekund, które dziewczyna myślała nad odpowiedzią, wydawały się wiecznością.
Kiedy córka Hekate uśmiechnęła się lekko, Avery mentalnie odetchnęło z ulgą. Nie było tak źle, jak się spodziewało. Dziewczyna nie odgryzła nu nogi, nie zaczęła rzucać zaklęć. Dobry znak.
— Jasne — odparła. — Jestem Violet.
Avery wyciągnęło rękę na przywitanie, gratulując sobie w myślach odwagi potrzebnej do wykonania tego niesamowicie wymagającego czynu.
— Więc, od czego chcesz zacząć zwiedzanie?
◇──◆──◇──◆
[327 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
niedziela, 31 grudnia 2023
Od Avery CD Heather — „Omijamy domek Dionizosa”
Ledwo Avery zdążyło położyć głowę na poduszce, usłyszało uporczywe pukanie do drzwi. Z cichym jękiem podniosło się do siadu i otworzyło. W progu stała Heather, córka Nemezis, jeno dobra znajoma.
— Przeprowadzamy inspekcję — oznajmiła. Tępy wzrok Avery musiał chyba zdradzić, iż niewiele rozumie. — Dionizosiątka omijamy.
Wyciągnęła dziecko Ateny na zewnątrz i, nie zważając na jeno chwiejny krok, kontynuowała wyjaśnienia:
— Jeśli ktoś pije i mi nie powiedział, to idziemy nakablować do Chejrona. Chyba że nam coś zaoferują, to mogą dalej — uśmiechnęła się lekko do siebie.
Avery przystanęło na chwilę, jednak zaraz zrównało krok z dziewczyną. O bogowie, co ono jej powie? Bało się reakcji Heather na wiadomość, iż Avery już zdążyło (nie do końca z własnej woli) odwiedzić domek Dionizosa. Zapewne uzna no za nieodpowiedzialne. Czy powiedziałaby Chejronowi, że dziecko Ateny wypiło alkohol? Czy inni będą mieć przez niem kłopoty?
Na piorun Zeusa! Dlaczego Avery w ogóle dało się w to wszystko wciągnąć? Czemu ono w ogóle z kimkolwiek rozmawiało? Przecież doskonale wiedziało, że zazwyczaj działa niczym magnes na kłopoty lub wypadki!
Chimera w zoo, klątwa Eda Sheerana, goniący no bezdomny. A teraz jeszcze to. Gdyby nie fakt, iż dziecko Ateny miało kłopot z utrzymaniem się na nogach, zapewne zaczęłoby zastanawiać się nad wszystkimi niecodziennymi sytuacjami, do których mogło dojść w przyszłym roku. Znając swoje szczęście, sprawi, że Jezus zostanie nałogowym palaczem.
Tego było za wiele. Avery stanęło i złapało się za brzuch. W ostatnich chwilach nowego roku powinno było spędzić miło czas z rodzeństwem lub znajomymi, może kiedyś całując chłopaka swoich marzeń, a nie powstrzymywać się od rzygania na koleżankę!
— Heather, wybacz, ale chyba… Nie za dobrze się czuję — wymamrotało, łapiąc się za głowę.
Wolało nie patrzeć na córkę Nemezis. Już i tak czuło się wystarczająco źle. Miało ochotę przewrócić się i obudzić dopiero na nowy rok. Brzmiało jak dobry plan, jednak świadomość, że zawiodło Heather, zdołała utrzymać no na nogach. Wydało ciche westchnienie frustracji i spojrzało na przyjaciółkę, czekając na jej reakcję.
◇──◆──◇──◆
[322 słowa: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
Od Avery CD Luciena do Jesúsa — „Sylwestrowy hangover”
Sylwester. 31 grudnia. Czy też ostatni dzień roku. Jak kto woli, jak zwał tak zwał. Dla Avery nie była to jakaś większa różnica. W dzień — czy też wieczór — taki jak ten wolało się nie wychylać. Znając swoje szczęście, zapewne znalazłoby się w samym środku kłopotów.
Tak było zawsze — Avery miało niezwykły talent do pakowania się w tarapaty mimo ostrożności. Zazwyczaj po prostu bywało w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
Idealnie, pomyślało sarkastycznie, pod koniec roku zrobię spis moich najlepszych kłopotów. Później urządzę ranking, a Atena na pewno mnie wydziedziczy.
Półboże właśnie zmierzało do swojego domku, gdy zaczepił no jakiś inny obozowicz. Jego wygląd skacowanego nastolatka nie pozostawiał wątpliwości — był to syn Dionizosa.
Koleś uśmiechnął się znacząco.
— Robimy imprezę sylwestrową. Wpadniesz? — zapytał od razu.
Avery zmrużyło oczy. Przyjrzało się mu dokładnie.
— Jesteś dzieckiem Dionizosa? — upewniło się.
— Tak, ale nie musisz się bać, to będzie porządna impreza — zapewnił i po chwili dodał: — Tylko po jednej butelce wina na głowę. Obiecuję.
Mimo tego perspektywa doprowadzenia się do stanu upojenia alkoholowego nie wydawała się Avery zbyt kusząca. Na co to komu? Można przecież się bawić bez trunków! Po co w ogóle się bawić? Nie lepiej porobić coś innego?...
Avery chyba na chwilę odleciało, bo nawet nie zorientowało się, gdy koleś od Dionizosa pociągnął go w stronę swojego domku.
— Okej, żeby być uprzejmym, to się przedstawię — powiedział i wyciągnął dłoń. — Jestem Lucien.
— Avery — odparło i ścisnęło dłoń nowego kolegi.
Lucien po chwili opuścił domek w poszukiwaniu kolejnych ofiar bądź imprezowiczów. Avery przez ten czas zdążyło skulić się na krześle i obserwować coraz to większe tłumy. Było w szoku, że tyle osób dało się namówić na zabawę.
Po chwili usłyszało wołanie Luciena. Ten bez cienia wahania lekkim gestem podsunął dziecku Ateny kieliszek szampana.
Czy był to zły pomysł? Absolutnie. Avery nie miało głowy do alkoholu.
Czy mimo tego wypiło kilka kieliszków szampana? Tak.
Mimo tego Avery zachowało resztki świadomości i kiedy poczuło, że zawroty głowy się nasilają, czym prędzej opuściło domek Dionizosa. Powstrzymując mdłości, wpadło do domku Ateny i rzuciło się na łóżko, licząc, iż zdoła odpocząć i odzyskać jasność umysłu.
Oczywiście, że do tego nie doszło.
piątek, 22 grudnia 2023
Od Avery CD Ver — „Pomoc w potrzebie”
Wystarczyły 22 minuty poza terenem obozu herosów, by wpaść kłopoty, a zwykłe świąteczne zakupy zmieniły się w szaleńczą ucieczkę przed bezdomnym.
Pierwszy kwadrans przebiegał spokojnie: tyle właśnie zajęło Avery dotarcie z obozu do Nowego Jorku.
Następne pięć minut ograniczyło się do oglądania witryn sklepowych i prób znalezienia idealnych prezentów dla swojego rodzeństwa i bliższych przyjaciół.
Dziecko Ateny było zaspane, było nu zimno, dlatego też idealnym pomysłem wydawało nu się kupienie kubka kawy w automacie stojącym nieopodal. To był błąd.
Podczas poszukiwania drobnych, kilka monet wypadło nu z portfela. Gdy Avery schyliło się, by podnieść pieniądze, znikąd pojawił się bezdomny i – dosłownie! – rzucił się na młodego półboga. Początkowy atak swoją torbą zadziałał i odpędził tego człowieka, jednak ten nie odpuścił.
W innym wypadku Avery by po prostu użyło siły, ale jedną rękę miało zajętą, a bezdomny — mimo że był menelem, w dodatku pijanym — był duży wyższy i masywniejszy.
W tym wypadku logiczne było wycofanie się… ale menel nie odpuścił i rzucił się za dzieckiem Ateny.
Avery rzuciło się do ucieczki, jakimś cudem nie gubiąc torby. Przez chwilę przeszło nu przez myśl, iż bezdomny jest tak naprawdę potworem i to Mgła płata nu figle. Niestety nie był to żaden mitologiczny stwór, tylko zwykły menel z Nowego Jorku.
Avery gnało ulicami Manhattanu, a menel deptał nu po piętach. Dziecko Ateny wpadło na parking jakiegoś sklepu i, ignorując zaskoczone spojrzenia zwykłych śmiertelników, krzyczało na menela, by ten został no w spokoju.
W chwili, gdy przed Avery wyrosła ściana już wiedziało, że dalsza ucieczka będzie niemożliwe. Ślepy zaułek. Pozostało nu tylko ukryć się za śmietnikami, licząc, iż menel da sobie spokój.
Nagle usłyszało damski głos, odgłosy uderzeń i wiązankę przekleństw ze strony menela. Ostrożnie wychyliło się zza kontenera. Młoda kobieta z parasolką skinęła na Avery.
– Chodź, pomogę ci wstać. Co się stało? — zapytała, ale nim Avery zdążyło odpowiedzieć, ta kontynuowała: — Albo nie, nieważne, muszę najpierw wrócić po zakupy, które zostawiłam na chodniku. Ale potem możemy się przejść do jakiejś kawiarni i opowiesz, co i jak. Pasuje ci?
Dosyć niespodziewany zwrot akcji — tym bardziej, iż kobieta bez wątpienia była półboginią. Avery z wdzięcznością chwyciło jej dłoń.
— Dziękuję — powiedziało. Ręce wciąż nu się trzęsły.
Razem z kobietą ruszyło w stronę jej samochodu, by później skierować się do pobliskiej kawiarni.
◇──◆──◇──◆
[372 słowa: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
środa, 29 listopada 2023
Od Ver do Avery — „Pomoc w potrzebie”
Światełka, bałwanki, choinki, reniferki, krótko mówiąc – święta już zawitały, razem z pierwszym śniegiem. I choć jeszcze było trochę czasu do świąt, trudno było ignorować ich obecność.
Zainspirowana promocjami, Veronica postanowiła wybrać się na zakupy i kupić coś dla siebie, jak i najbliższych. Jadąc ostrożnie samochodem, zastanawiała się nad tym, jaki prezent byłby dla kogo najlepszy.
“Nie mogę pójść przecież w kosmetyki dla wszystkich!” – myślała, stukając palcami o kierownicę, czekając w korku. – “Na pewno dla mamy mogę kupić sól albo i kule do kąpieli, ale dla taty perfumy? On w ogóle się nie psika!”
Koralik samochodów ruszył, wraz z nimi Veronica. Przecięła skrzyżowanie i znów się zatrzymała.
“Można by było kupić jakąś książkę. Oczywiście tata nie czyta zbyt dużo, ale od czasu do czasu spróbuje jakąś pozycję. Co on ostatnio czytał… Chyba jakieś dokumenty, na temat carskiej Rosji. Europa… Jak tam się żyje? Pewnie nie jakoś inaczej… O matko, prawie bym zapomniała o Lizzy!”
Jeśli chodzi o jej dawną przyjaciółkę z Anglii, nie sądziła, żeby coś się zmieniło w prezencie. Paczka wypchana słodkościami i innymi popularnymi przekąskami zawsze była mile widziana za oceanem, nawet sama Veronica spodziewała się tego, że lada dzień kurier może jej przynieść paczkę z Birmingham, w której środku znajdzie liścik i smaki dzieciństwa.
Została więc kwestia ojczyma.
– Naprawdę, najgorzej jest wybrać prezent dla osoby, którą się zna najlepiej. – mruknęła pod nosem, zajeżdżając na parking do galerii handlowej. – Jakie szczęście, że tobie nic nie muszę kupować, co Rozpruwaczu?
Po kilkunastu minutach bezowocnego krążenia zatrzymała się kilkanaście minut pieszo od centrum, na stacji paliw. Zdeterminowanym krokiem, pospieszana chłodnymi podmuchami wiatru, ruszyła na podbój idealnego prezentu.
Oczywiście, że kupiła znacznie więcej, niż zamierzała. Całą jedną torbę wypełniały zimowe przysmaki, zarówno edycje limitowane słodkości, jak i wieloletnie specjały goszczące pod dachem Veronici. Druga torba była zajęta kosmetykami różnego sortu: od kremów, mydeł i szamponów, poprzez płyn do płukania tkanin oraz proszek do prania, kończąc na higienicznych akcesoriach. Przeceny to przeceny, prawda? Jednak dla ojczyma nic nie znalazła. Poszła do księgarni, patrzyła na kalendarze adwentowe z kawą i herbatą, przeglądała kubki i koszulki świąteczne i nic nie wydawało jej się wystarczająco dobrym prezentem.
Nowy mężczyzna w rodzinie trochę zamącił jej w okresie dojrzewania, jednak potrafił zachować dystans i, w porównaniu z niektórymi, wolał nie wchodzić z buciorami w życie obcej osoby. Trudne początki, jak zawsze, opierały się na niezręcznych komentarzach w kuchni, kiedy oboje sobie przygotowywali jakieś jedzenie.
Jednak miło było czuć zainteresowanie w jej stronę. Nie było to zainteresowanie tą “śmiertelniczą” stroną życia, ale tą drugą. Veronica zaryzykowała, mówiąc mu raz o zainteresowaniu mitologią grecką i przez kilka tygodni opowiadała o różnych mitach. Innym razem, kiedy padło pytanie na temat obozów, na które jeździła, odparła dosyć zwięźle, że jest to pewnego rodzaju sportowy obóz, w którym ćwiczy wiele różnych sportów: od wspinaczki, przez walkę wręcz i mieczem, łucznictwo, siatkówkę, kończąc na pływaniu kajakami… Jimmie był zachwycony a Veronica, znajdując jakiś komfort, zaczęła opowiadać o znajomych i zabawnych przygodach.
Z zamyśleń oderwał ją dopiero jasnowłosy dzieciak. Miał uniesione wysoko nad głową ramiona, jakby był wyciągnięty prosto z kreskówki, i krzyczał głośne “AAAAAAAAA!!!”. Biegł tak szybko, że dopiero po chwili Veronica zdała sobie sprawę, że to nie był żaden motorower na sterydach a prawdziwy człowiek.
Wzruszyła ramionami i podjęła znów mozolny krok do swojego samochodu, kiedy usłyszała wiązankę przekleństw.
– Przesuń się! – usłyszała donośny męski głos tuż obok swojego ucha. Niemal natychmiast dotarł do niej zapach niemytego ciała i alkoholu.
“Zaraz… Czemu ten żul goni jakiegoś dzieciaka?”
I od razu odłożyła torby na chodnik i pobiegła za bezdomnym. Odpięła Rozpruwacza od paska i machając nim niczym stara wariatka, biegła za wydzierającym się dzieckiem i bluzgającym mężczyzną.
Pierwsze z nich zaprowadziło ją, jak i żula w ślepą alejkę z kontenerami na śmieci. Bez namysłu rzuciła się na bezdomnego, okładając go parasolką, bez wysuniętych ostrzy. Dopiero kiedy zaczął pełznąć w stronę głównej ulicy, przeklinając ją, tego dzieciaka, jak i ich rodziny i następne pokolenia, odpuściła.
Podeszła do jasnowłosego, nie tak młodego chłopaka, skulonego za ostatnim kontenerem i wyciągnęła dłoń.
– Chodź, pomogę ci wstać. Co się stało? Albo nie, nieważne, muszę najpierw wrócić po zakupy, które zostawiłam na chodniku, ale potem możemy się przejść do jakiejś kawiarni i opowiesz, co i jak. Pasuje ci?
wtorek, 10 października 2023
Od Avery — drabble „Wróżba”
Jakkolwiek wybredne Avery by nie było, ciasteczek nigdy nie odmawiało. Spędzając wieczór w pawilonie jadalnym i słuchając piosenek granych przez Erico (to wcale nie tak, że Avery zrezygnowało ze spokoju tylko dlatego, by zobaczyć się z synem Apollina!), dostrzegło nagle na jednym z talerzy ciasteczka maślane. Jedno spojrzenie wystarczało, by głód cukrowy dał o sobie znać. Kilka chwil później dziecko Ateny ze smakiem gryzło ciasteczko… Gdy nagle coś stanęło nu w gardle.
Kaszlnięcie.
Na ręce Avery wylądował kawałek papieru.
Ciasteczko z wróżbą, poważnie?
Mimo niechęci rozwinęło papierek, a tekst na nim uznało za nieśmieszny żart.
„Ed Sheeran idzie po ciebie.”
[Avery otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
wtorek, 3 października 2023
Od Avery CD Erico — „Look at the stars”
Zazwyczaj wieczorne spacery nie zamieniały się w prywatny koncert na żywo – zwłaszcza gdy wykonawca nie zdawał sobie sprawy, że miał widownię. Avery jednak nie narzekało. Zakradło się od tyłu, chłonąc muzykę.
Przez kilka chwil liczyła się dla nieno tylko melodia grana przez tego chłopaka. Gdy blondyn przerwał, Avery miało nadzieję usłyszeć inny kawałek, jednak gdy cisza się ciągnęła, dziecko Ateny zrobiło coś zupełnie nie w jeno stylu. Zainicjowało rozmowę.
— Czemu nie grasz? — zapytało.
— Avery? — chłopak odwrócił się i uśmiechnął lekko. Dziecko Ateny zaskoczyła ta reakcja.
— Graj dalej — zachęciło go, siadając obok blondyna. — Chętnie posłucham.
Uśmiech herosa powiększył się. Zaczął grać inną melodię, śpiewając. Avery nie znało tej piosenki, jednak po kilku próbach udało nu się złapać rytm i uderzać palcami w odpowiednich momentach.
Wstyd było nu się przyznać, jednak nie znało tego chłopaka, podczas gdy blondyn najwyraźniej wiedział, kim ono było. Nie chciało jednak niszczyć tej chwili. Na razie wystarczyło nu podejrzewanie, iż jeno towarzysz jest potomkiem Apollina.
— Jaką muzykę lubisz najbardziej? — zapytał chłopak.
— Głównie metal i rock — odparło Avery po chwili namysłu.
Blondyn uniósł brwi, uśmiechając się pod nosem. Zaczął grać. Dziecko Ateny rozpoznało melodię po pierwszych kilku akordach. Nothing Else Matters. Jeden z jeno ulubionych utworów autorstwa jeno ulubionego zespołu.
Avery było pod wrażeniem umiejętności tego chłopaka. Grał czysto, przychodziło mu to naturalnie. Nie musiał się zastanawiać kiedy i jak pociągnąć za stronę. Po prostu to robił, a muzyka płynęła.
Tak, blondyn był definitywnie synem Apolla. Tylko to tłumaczyło perfekcję granych przez niego utworów. Z wyglądu również można było wywnioskować, że jego ojcem jest bóg słońca: złociste włosy (Czy on ma serduszkowe spineczki?), błyszczące oczy, opalona skóra i piegi.
Avery nie zdawało sobie sprawy, że piosenka się skończyła, dopóki chłopak nie utkwił swojego spojrzenia na dziecku Ateny na dłużej.
— Dziękuję — wykrztusiło dziecko Ateny, głos nu się załamał. Blondyn uniósł brwi, zaskoczony.
— Nie ma za co — wzruszył ramionami, jednak nie miał racji. Z jakiegoś powodu te kilka minut miały dla Avery ogromne znaczenie.
◇──◆──◇──◆
[324 słowa: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
środa, 20 września 2023
Od Avery do Kazue — „Gwiazdy błyszczą też na scenie”
Nocne niebo idealnie nadawało się do obserwacji: czyste, bez ani jednej chmurki. Mimo iż światła Nowego Jorku ograniczały widoczność gwiazd, Avery dostrzegło kilka gwiazdozbiorów.
Wielki Wóz.
Wielka Niedźwiedzica.
Smok.
Syriusz.
Orion.
Ten ostatni był jeno ulubionym. Nie tylko ze względu na historię związaną z powstaniem gwiazdozbioru. Sam Orion wydawał się niezwykle ciekawą postacią — mężczyzna dopuszczony do Łowów Artemidy, który po śmierci trafił na nieboskłon w postaci gwiazd.
Deski pomostu wbijały nu się w plecy, jednak nie zamierzało zmieniać pozycji. Miało idealny widok na gwiazdy, więc po co?
Orion.
Nazywała się tak również piosenka Metalliki, ulubionego zespołu Avery. Na nieszczęście, ostatnimi czasy zamiast metalu jeno myśli nawiedzał inny gatunek i wykonawca.
„Baby, I'm dancing in the dark…”
Zanuciło piosenkę Eda Sheerana, kiwając głową w rytm melodii, którą słyszało tylko ono.
„With you between my arms”.
Avery podniosło się do siadu. Dostrzegło zarys innej obozowiczki. Kazue. Dziewczyna bez zbędnych słów usiadła obok nieno i westchnęła.
— To jakaś klątwa Eda Sheerana — rzuciła, nucąc piosenkę.
Avery stłumiło śmiech. Skinęło głową.
— Od kilku dni mam w myślach tylko piosenki tego rudzielca — odparło.
Kazue pokiwała ze zrozumieniem głową.
— Czuję twój ból. To jakaś klątwa — powtórzyła. Brzmiała poważnie.
— Nie zdziwiłoby mnie to — Avery ponownie położyło się na pomoście. Kazue poszła w jeno ślady, palcami wybijając rytm do piosenki. — Ooh, I love it when you do it like that — zaśpiewało, nie siląc się nawet na odpowiednią tonację.
Kazue stłumiła śmiech i zaśpiewała kolejny wers: „And when you're close up, give me the shivers”.
Cała ta sytuacja wydawała się Avery zabawna. Ono i Kazue nigdy nie rozmawiali, a teraz leżeli na pomoście, mając nad sobą nocne niebo i śpiewając piosenki Eda Sheerana.
Co prawda rudzielec nie należał do ulubionych wykonawców Dziecka Ateny, jednak w tej chwili nie miało to znaczenia. Gdy jeden utwór dobiegał końca, oboje zaczynali śpiewać drugi, jakby rozumieli się bez słów.
Wzrok Avery skierował się na nieboskłon. Orion unosił się nad horyzontem.
[318 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
środa, 16 sierpnia 2023
Od Avery CD Heather — „Ludzie powinni być jak pingwiny”
LATO
Avery niepewnie patrzyło na swoją towarzyszkę, która obładowana była różnymi ubraniami.
Dziecko Ateny nie wiedziało, co zrobić. Z jednej strony było pewne, co chce kupić, ale z drugiej — bało się reakcji Heather.
Córka Nemezis jednak nie wydawała się zainteresowana. Jasne, patrzyła na Avery i na rzeczy, które sobie wybrało, jednakże nie zwracała większej uwagi na to, co postanowiło kupić.
„Co mi szkodzi? Raz kozie śmierć”.
Z tą myślą Avery zaczęło pewniej przeglądać ubrania między wieszakami, lawirując między działami. Ogarnął no szał zakupowy, co wcześniej nu się nie zdarzało.
Cały czas licząc w myślach cenę za wszystkie ubrania, w końcu zdecydowało, że jest usatysfakcjonowane. Ono i Heather byli nieźle obładowani.
Avery oczami wyobraźni widziało reakcję Louise na jeno powrót z zakupów. Szczerze mówiąc, nie byłoby zdziwione, gdyby jeno siostrzyczka pożyczyła od nieno kilka konkretnych zdobyczy. Bądź co bądź, mimo różnic w zachowaniu, gust mieli całkiem podobny.
Z tą myślą młodzi herosi skierowali się do kas, w celu zapłaty. Avery ustawiło się w kolejce obok Heather, gdy nagle coś przykuło jeno uwagę. Po chwili zastanowienia szturchnęło towarzyszkę, a na jej pytające spojrzenie odpowiedziało skinięciem głowy.
Wzrok herosów zatrzymał się na małej wystawie promującej najnowsze gadżety, na przykład etui na telefon, portmonetki, lusterka, świecące długopisy i naszyjniki. To ostatnie zwróciło uwagę dziecka Ateny. Spośród świecidełek i tanich podróbek złota Avery wypatrzyło matchingowe srebrne łańcuszki dla przyjaciół. Mało tego — zawieszkami, które miały łączyć się przy odpowiednim zbliżeniu, były… pingwiny.
Lekki uśmiech, który pojawił się na twarzy Heather, wystarczył za odpowiedź. Avery prędko zgarnęło naszyjniki i dorzuciło do swojego koszyka. Kilka chwili później, biedniejsze o całe 42 dolary i 87 centów, razem z Heather opuściło sklep.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiło Avery po wyjściu ze sklepu, było wyjęcie ich pingwinowych naszyjników. Wepchnął jeden z nich do ręki Heather.
— Przyjaciele? — zapytało. Lekki uśmiech błądził na jeno twarzy.
środa, 19 lipca 2023
Od Avery CD Heather — „Ludzie powinni być jak pingwiny”
Gdy tylko w polu widzenia pojawiły się pingwiny, Avery poczuło się spełnione. Wpatrywało się radośnie w ptaki, które radośnie pływały w specjalnym basenie, nieświadome walki, którą wcześniej stoczyła dwójka herosów, by je zobaczyć.
— I jak, jesteś zadowolone? — Heather uniosła brwi.
Avery pokiwało energicznie głową. Niesamowite, ile radości sprawiły dziecku Ateny te zwierzęta.
„Ludzie powinni być jak pingwiny” pomyślało, gdy jeden z przepłynął tuż przed nimi. „Gdyby ludzie byli jak pingwiny, świat byłby dużo lepszym miejscem”.
I nie miało na myśli kwestii biologicznych, na przykład włosków, które chroniły ptaki przed lodowatą wodą. Miało na myśli raczej przywiązanie i zgranie. Pingwiny są niezwykle inteligentne, czego brakuje większości ludzi (jak i bogom). Zbierają kamienie (co niewątpliwie spodobałoby się jeno rodzeństwu). Podróżowały razem wgłąb Antarktydy. Same pozytywy, jak widać.
— Kocham te ptaki — westchnęło Avery.
Heather powstrzymała się od sarkastycznego komentarza w stylu „Serio? Nie zauważyłam!”.
— Są niesamowite — przytaknęła tylko. — Dobra, to mamy z głowy. Jeszcze jakieś życzenia, plany?
Avery zastanowiło się chwilę. Miało co prawda pewien pomysł, jednak bało się, jak zareaguje na to Heather. Z drugiej strony była odpowiednią osobą…
— Chyba… — dziecko Ateny spojrzało na dziewczynę. — Chcesz iść ze mną na zakupy? — zapytało. Poczuło, że jeno policzki robią się czerwone.
Czuło zawstydzenie na samą myśl wspólnych zakupów z córką Nemezis, która słynęła ze swojej bezczelności (a nie, wybacz! To tylko szczerość!) Bało się, że gdy trafią do jakiegokolwiek sklepu, to z niego nie wyjdą, gdyż nic nie przypadnie Heather do gustu. Słowo jednak zostało powiedziane, czasu nie się cofnie.
Ku swojemu zaskoczeniu, na twarzy dziewczyny Avery dostrzegło coś na kształt… uśmiechu.
— Dlaczego nie? — wzruszyła ramionami. Zerknęła na zegar wiszący na ścianie sąsiedniego budynku. — Do odjazdu autobusu mamy ponad dwie godziny. Powinniśmy zdążyć.
I tym właśnie sposobem wycieczka do zoo zakończyła się, a rozpoczęło się chodzenie herosów po sklepach galerii handlowej w Nowym Jorku.
◇──◆──◇──◆
[300 słów: Avery otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]
środa, 12 lipca 2023
Od Avery CD Louise i Lucasa — „Autostopem po przygody”
Avery zamurowało na chwilę. Uśmiechnęło się niepewnie i wzruszyło ramionami.
— Nie mam kamienia — mrugnęło szybko kilka razy, by ukryć zakłopotanie.
Louise wciągnęła gwałtownie powietrze, zapewne chcąc wygłosić jakąś przemowę, lecz przerwał jej atak kaszlu. Lucas klepał ją energicznie po plecach, aż jego siostra wykasłała z siebie muchę, którą niechcący wciągnęła.
Gdy tylko kaszel ustał, Louise spoważniała. Spojrzała na Avery w niedowierzaniu.
— Jak to? — zapytała nieco za ostro.
— Nie wiem — Avery spojrzało pod nogi i podniosło z ziemi pierwszy lepszy kamień. — Proszę, już jakiś mam. Ma na imię… Crystal?
Lucas pokręcił głową.
— Nie, to nie na tym polega! Musisz poczuć z nim więź! — Louise potakiwała swojemu bratu w tle, kiwając głową tak szybko i mocno, iż Avery obawiało się, że zaraz jej ta główka odpadnie.
Dziecko Ateny spojrzało na swoje rodzeństwo. Nie chciało nu się wierzyć, że oni wszyscy są potomkami bogini mądrości… Gdyby Atena miała jako atrybut cokolwiek związanego z kamieniami – to byłoby zrozumiałe. Jednak wtedy Avery nie rozumiało nic z tej gadki i fascynacji kamieniami. Wolało się jednak nie odzywać, bo jeszcze znowu wpędziłoby się w kłopoty.
Nim się zorientowało, już było ciągnięte przez Louise i Lucasa (którzy wciąż tłumaczyli nu wszystko o więzi kamiennej czy coś w ten deser) w stronę Central Parku.
Na nic zdały się jeno słowa i prośby. Musiało zdobyć jakiś kamień, by mieć spokój. Inaczej zostaną tutaj na zawsze, a ta perspektywa nie wydawała się zbyt kusząca.
Z każdą chwilą upał stawał się coraz bardziej nieznośny, słońce znajdowało się w zenicie. Lniana torba na ramieniu Avery zaczynała nu ciążyć, przez gorąco ledwo trzymało się na nogach, więc szybko wyjęło butelkę wody, przy okazji oferując swojemu rodzeństwu łyka.
Oto byli – Central Park, miejsce, w którym miała nawiązać się niezwykła więź między Avery a jakimś kamieniem (chociaż w tej chwili dziecko Ateny czuło, że prędzej poczuje więź z ziemią, bo miało ochotę się przewrócić).
— Slay — starało się wyglądać na podekscytowane.
— Zaslayujesz dopiero wtedy, gdy znajdziesz kamienia — Louise wywróciła oczami. — Wierzę w ciebie, kochane.
Problem był w tym, że Avery nie wierzyło, by mogło znaleźć kamień, który zadowoli i jeno, i jeno rodzeństwo.
Zapowiadały się długie poszukiwania w blasku słońca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


