Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych). Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 stycznia 2023

Od Kazue CD Gaspara i Colina — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Kazue czekała sobie całkiem długą chwilę, aż przyjdzie ich zbawiciel. Siedziała, chodziła w kółka, w jakimś momencie zaczęła nawet ćwiczyć.
W końcu usłyszała dźwięk otwierania i zamykania się drzwi. Jednocześnie, było ryzyko, że to jakiś pracownik… ale kogo to obchodzi? Pewnie i tak pijany, którego by się pokonało jednym uderzeniem w brzuch.
Włączyła więc latarkę w telefonie i ukierunkowała w stronę dźwięku. Tak, zdecydowanie był to Colin. Wyłączyła więc latarkę i do niego podbiegła. Słysząc nowe wieści, miała wrażenie, że zaraz ktoś umrze.
— Nie pierdol kurwa. — powiedziała wkurwiona w chuj. Nie wiedziała, czy bardziej ma ochotę zajebać siebie, czy Colina. O Gasparze to w ogóle zapomniała, więc w pewnym sensie ma szczęście. I co na świętą kurwa krowę ma zrobić?
— Przepraszam, okej! — powiedział heros, patrząc na dziewczynę. — Nie podduszaj mnie tym razem, byłem grzeczny w tym roku! – kontynuował prośby, chociaż Kazue wyjątkowo wcale nie miała zamiaru go dusić. Wolała porządnie przypierdolić, ale w każdym razie, dalej obserwowała chłopaka.
— Niech ci będzie. — mruknęła w końcu, włączając znowu latarkę w telefonie i podświetlając sobie okolice. Zauważyła okno na suficie, chociaż przez chwilę myślała, jak się tam dostać. Hmm… okej, wejść na półkę w chuj wysoko, jakoś wtarmosić coś, czym można rozbić szkło… i będzie git! — Ej, muszę wejść tam, o. — przerwała, aby wskazać palcem w górę. — I czymś rozbić szybę. Pomysł jakiś? — spojrzała z powrotem na Colina, przypadkowo świecąc mu światłem w mordę. 
— Krzesło. — wskazał palcem na domniemany przedmiot, wymachując w niego jak szaleniec. — Dwa krzesła. Na jednym wejdziemy, drugim wybijemy. — zaproponował, jednocześnie podchodząc do jednego z krzeseł i zabierając je pod półkę.
Córka Aresa wzięła za to drugie krzesło, które miała wziąć do góry.
Zaczęły się więc liczne próby wejścia na górę razem z krzesłem. Po dobrych kilku minutach, w końcu znaleźli się wystarczająco wysoko, aby móc dosięgnąć krzesłem do okna.
Postanowiła sama rozwalić okno. Podeszła więc jak najbliżej mogła, po czym uniosła krzesło na tyle, aby móc mocno walnąć w szybę.
Walnęła więc kilka razy, aby móc wyjść bez przypadkowego nabicia się na jakieś pozostałe kawałki. Podczas zrzucania szkła na ziemię (znowu, aby się nie nabić) przytrafiło się tak, że fragment szkła wbił się jej w dłoń od wewnętrznej strony. Syknęła przez zęby, nie spodziewając się takiego zdarzenia.
— No kurwa no. — powiedziała jeszcze bardziej wkurwiona pod nosem, od razu wyjmując szkło z ręki. Bo kogo obchodzi, że się jeszcze wykrwawi? Musi jakoś wyjść, a nie chce wbić kawałka dawnego okna jeszcze głębiej.
— Poczekaj. — porozglądał się wokół, szukając jakiegoś pudełka z wodą, jednak będąc szczerym, odpowiadałaby mu nawet wódka. — Zejdź z krzesła, nie wyjmuj szkła. — dodał, pouczając dziewczynę palcem, chociaż ona tylko wystawiła mu język. Znalazłszy zamiast wody waciki, rozerwał opakowanie i wyjął garść, wciąż nerwowo szukając butelek — znalazł, jednak zamiast zwykłej, znalazł gazowaną. Wzruszył ramionami i zziębnięty wróciwszy, poprosił dziewczynę o rękę, wylewając trochę wody na swoją dłoń.

WĄTEK ZAMNIĘTY PRZEZ MG
◇──◆──◇──◆
[468 słów: Kazue otrzymuje 4 Punktów Doświadczenia]

piątek, 13 stycznia 2023

Od Gaspara CD Colina i Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

W pewnym momencie Gaspar stanął w miejscu. W pierwszej chwili nie zrozumiał, co się właśnie stało. Stał, wpatrzony w zamkniętą drugą część magazynu. Ten cały Colin, który miał ich uratować, zamknął się z Kazue. A to oznaczało, że cała trójka znalazła się w wielkiej dupie.
— No ja pierdole… — westchnął załamany Gaspar.
Nie za bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Wizja spędzenia tu ostatnich dni swojego życia przestała wydawać mu się taka zabawna. Mogłoby być śmiesznie, gdyby był z nim ktoś jeszcze. No dobra, miał myszy i szczury. Ale to z Kazue, którą mógł ciągle wkurzać (a ona jego, nazywając go Gawłem) w magazynie było fajnie. Fakt, że został oddzielony od reszty społeczeństwa w tak głupi sposób, trochę go przybijał.
Usiadł na zimnej podłodze, zastanawiając się nad tym wszystkim. Zaczęło go oblegać stado szczurów. Dwa z nich wygodnie rozłożyły się w jego włosach, ale Gasparowi niespecjalnie to przeszkadzało. Wtedy przyszło mu do głowy, że może Kazue i Colin zrobili to specjalnie.
Gdy tak dłużej o tym myślał, zaczęło mu się wydawać to coraz bardziej realne. To był jeden z rzadkich momentów jego życia, w którym poważnie się nad czymś zastanawiał. Lubił mieć jakichkolwiek znajomych, ale odkąd trafił do obozu, zadawał się z prawie samymi zwierzętami. Poczuł, że trochę tęskni za Budapesztem. Może i zadzierał z kim tylko się da, przez co lądował w szpitalu, ale przynajmniej nie zamykał się w magazynie. No dobra, to było super i cały czas bardzo się cieszył, że zbudują tam swoją kryjówkę i w ogóle. Ale zostały mu tylko szczury.
I tak jak zwykle, nagle przestał się tym przejmować. Wstał, aż kilka szczurów spadło na podłogę. Kiedyś stąd wyjdzie. Może nawet Kazue zacznie go wołać. No bo kto jej będzie gadał o traktorach?
Ruszył w stronę działu z jedzeniem. Pocieszył się, że chociaż ma pewność, że nikt go za to nie pobije. Miał dość spadania na ciężkie półki.
Spędził w ten sposób jakieś pół godziny. Chodził między regałami i brał, co popadnie. Gaspar był już tak najedzony, że czuł się dokładnie tak, jakby zaraz miał wybuchnąć. Nic przyjemnego, ale nie zamierzał przestać. Aktualnie nie miał nic lepszego do roboty. Usiadł, oparł się o ścianę i otworzył sobie paczkę orzechów. Nie minęło kilka sekund, a przydreptało do niego kilka szczurków. Chłopak bez zastanowienia podzielił się z nimi swoją zdobyczą, a nawet pozwolił im wejść do środka paczki. W jego życiu coś takiego jak higiena po prostu nie istniało. No dobra, zdarzało mu się umyć. Jeśli o coś dbał, to o włosy, ale wtedy były w tragicznym stanie przez szczurze gniazdo. Wcale mu to nie przeszkadzało. Nie miał już siły, żeby cokolwiek mogło mu przeszkadzać. Postanowił trochę się przespać. Najpierw obszedł pół magazynu, aby znaleźć sobie coś miękkiego do leżenia. Z jakiegoś nieznanemu reszcie świata powodu spanie w kryjówce wydawało mu się zbyt nudne i oczywiste. Zamiast tego wybrał sobie inne miejsce.
Położył się na samej górze wielkiej półki.
Wpadł na ten genialny pomysł, bo zawsze uwielbiał spać gdzieś wysoko. Zazwyczaj były to w miarę normalne miejsca — w Szwecji porozwieszał sobie kilka hamaków do spania, ale jeszcze nigdy nie spał na półce w magazynie Biedronki.
Zasnął niemal błyskawicznie. Z początku spał spokojnie. Jego sen zaburzył fakt, że kompletnie nie wykazał się wyobraźnią. Jak można się spodziewać, przekręcił się i spadł. Kilka minut temu myślał o tym, że ma nadzieję, że już nigdy więcej Kazue nie popchnie go na półkę, ale spadnięcie z niej okazało się jeszcze gorsze.
Leżał na brudnej, zimnej podłodze jak tysiąc nieszczęść. Albo i więcej. Został sam w magazynie jakiejś Biedronki, otaczały go niezbyt czyste szczury, a w dodatku był cały obolały. Co prawda nie spadł w jakiś szczególnie niefortunny sposób, ale trochę się poobijał. Wszystko go bolało. Uznał, że jakikolwiek ruch zbyt by go wykończył, więc wolał nic nie robić. Westchnął raz czy dwa i spróbował znów zasnąć. Gasparowi było najbardziej niewygodnie, jak tylko się da, a sen pozwoliłby mu o tym nie myśleć.


Kazue?
◇──◆──◇──◆
[650 słów: Gaspar otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Od Colina CD Gaspara i Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Pojmanie ze stajni Chejrona dwóch pegazów w teorii wcale nie wydawało się być takie trudne.
Calliope była skrzydlatym koniem, przypominającym niesamowicie swojego właściciela nie tylko z usposobienia, lecz i ze swojego wyglądu. Brązowa klacz tobiano o jasnych włosach była jego najlepszą przyjaciółką, której on miał, według matki natury, być zapewne personifikacją. Nikt, tak wspaniale niczym ona, nie potrafił słuchać. Mimo że pojmował jej gesty i słowa, ona wybierała, by nie mówić wiele. Cenił ją za to, cenił strasznie, bo wielu ludziom ciężko byłoby tak trwać w milczeniu, a ludzie ciszy bardziej potrzebują niż miłego słowa. Do niej przywiązał dwa inne pegazy, owijając dwie liny wokół jej piersi i począł wymknąć się z obozu na ratunek dziewczynie, która próbowała go udusić i chłopakowi, o którego obecności nie miał jeszcze pojęcia. 

BIEDRONKA, Long Island

Biedronki ciężko znaleźć nie było — dzięki pomocy mapie google i swoich niesamowitych zdolności, które tak naprawdę działają tylko na morzu, wszystko jest możliwe. Plan był prosty — konie schował za biedronką i udając zrelaksowanego, wszedł do sklepu. Pożyczył wejściówkę jednego z pijanych pracowników, nazywając siebie inspektorem, by udać się na magazyn ku uratowaniu swoich przyjaciół. Zawsze chciał zostać bohaterem, a to była idealna okazja, by udowodnić swój heroizm.
— Witam, panowie! Awaria silnika? — uniósł prawą brew ponad lewą i obejrzał pomieszczenie. Zamknął ostrożnie magazyn, upewniając się, że miał przy sobie kartę. Nie miał. Kurwa, nie miał karty. Klepał siebie po całym ciele, przeszukiwał kieszenie — nic z tego. Karta wypadła tuż przed wejściem. 
— Och.  
Przełknął ślinę, przymrużając oczy, by wyłapać ich wzrokiem.
— Mam nadzieję, że to ta biedronka. Miałbym przechlapane, gdybym trafił pod zły adres. — podrapał się po czuprynie. Kazue po dobrych kilku sekundach postanowiła włączyć latarkę w telefonie, w którym cudem zostało jeszcze kilka procent baterii. Sama zauważając chłopaka, skorzystała z dodatkowego światła i wybiegła po niego, zostawiając Gaspara w tyle, gdyż wydawało jej się, że zdążył polubić towarzystwo szczurów.
— Kazue, zatrzasnąłem nas.

Gaspar?
◇──◆──◇──◆
[313 słów: Colin otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 10 stycznia 2023

Od Kazue do Colina CD Gaspara — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Kiwnęła głową, kiedy on poszedł po picie. A tak naprawdę, to miała nadzieję, że żadna mysz się tu nie pojawi. Nie miała przy sobie broni. Czemu by miała brać broń do Nowego Jorku? Poza tym, jeśliby coś zrobiła jakiejkolwiek myszy, to nie usłyszałaby końca od Gaspara (no, chyba że znowu by mu przyjebała).
Czekała w miarę spokojnie, oprócz obawy o myszach. Kiedy przyniósł 3 Liptony, od razu zwinęła jednego. Wypiła go, prawie że całego od razu.
No fajnie, że mógłby tu zamieszkać. Ona nie. I zdecydowanie się z tym nie ukrywała. Chwilę go posłuchała, odpowiadała, i stwierdziła, że to czas, żeby to ona go denerwowała.
– Muszę iść po nóż kuchenny. — powiedziała pod nosem, jakby „wymsknęło” się jej z myśli. – A tak w ogóle, jaką masz grupę krwi? Bo ja 0-. Fajnie, co nie? – spytała się chłopaka.
– C-co? Po co ci nóż? – spanikował, odsuwając się od dziewczyny. Kazue tylko na niego spojrzała, nie rozumiejąc o chuj mu chodzi. – Jestem za młody na śmierć, szczególnie z rąk wściekłej córki Aresa… – powtarzał pod nosem, jakby szepcząc, chociaż Rosjanka ciągle go słyszała.
– Umm… no to… ej! – krzyknęła, chcąc odwrócić jego uwagę. — Jakie jest twoje ulubione umaszczenie kota? Osobiście lubię takie bure, szylkretowe. Chciałabym mieć kiedyś takiego kota! Nazwałabym go Honorata. – zaczęła nowy temat, tym razem o… kotach. Tak, kotach. Może i na to nie wygląda, ale Kazue uwielbia koty. Zdecydowanie woli koty niż psy.
– Ee… takie podobne do traktora albo krowy. – odpowiedział, nie zastanawiając się zbytnio nad swoją odpowiedzią. Heroska po tej odpowiedzi stwierdziła, że ma dość.
– Idę po ręczniki. – powiedziała krótko, nie precyzując. Wyszła, odeszła kilka alejek i wyciągnęła telefon.
Blisko załamania, zadzwoniła do swojego ukochanego syna Posejdona. Z dwóch powodów. Po pierwsze, wiedziała, że raczej odbierze. Po drugie, raczej by nikomu nie powiedział o tym.
No więc, jako ostatnia nadzieja, zadzwoniła do śmierdzącego rybą herosa. I tak jak przewidywała, odebrał.
– W skali od 1 do 69, jak bardzo mnie tam potrzebujesz? – odpowiedział, jakby od razu wiedział, o co chodzi.
– 69 na 69. Utknęłam z jakimś wkurwiającym, brudnym fanem traktorów i szczurów w magazynie Biedronki na Manhattan Ave. Ładnie proooszę, przyjdź. — powiedziała, próbując nadmiernie zasłodzić swój głos. Żeby jej tu przyszedł, bo inaczej dostanie w ryj 2 razy mocniej niż Gaspar, kiedy wylądował na półce.
– Wczoraj mnie topisz, dziś chcesz, żebym ci ratował dupę? – spytał się, chociaż kiedy Kazue już chciała odpowiedzieć, kontynuował. – Wchodzę w to.
– Dziękujęę. – powiedziała radośnie. – Aa… jak zamierzasz wejść?


Colin?
◇──◆──◇──◆
[401 słów: Kazue otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

poniedziałek, 9 stycznia 2023

Od Gaspara CD Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

— Śliwki — Gaspar tylko wzruszył ramionami. — Popilnujesz myszy? — zapytał szybko, wychodząc po jakieś picie.
Nie usłyszał odpowiedzi, bo już po chwili biegł przez pochłonięty wszelkim syfem korytarz. Trochę mu zajęło, zanim znalazł odpowiedni dział. Zabrał trzy dwulitrowe butelki Liptona. Potem wrócił się jeszcze jeden raz, aby zabrać kolejne trzy. Postawił je w rogu i usiadł na zakurzonej, brudnej podłodze. Nie przejmował się tym, bo jego spodnie i tak nie prezentowały się najlepiej.
— Tu jest super, mógłbym nawet tu zamieszkać! — cieszył się. Z jakiegoś powodu obawiał się, że Kazue nie podziela jego entuzjazmu.
No dobra, teoretycznie nie mieli zbytnio powodu, żeby się cieszyć. Ale co z tego? Przynajmniej było ciekawie. I co najważniejsze, mieli dużo żarcia. Przez moment Gaspar cieszył się spokojem, siedząc w brudzie i jedząc skradzione z magazynu śliwki. W takim pięknym miejscu smakowały znacznie lepiej niż normalnie. Otworzył sobie butelkę Liptona. Wypił dosłownie połowę na raz. Niedługo później zakręcił korek, żeby znów mówić jakieś wkurzające rzeczy.
— Powinniśmy znaleźć tego menela — oznajmił, jakby to był jego życiowy cel. — Ej, a co jeśli się stąd wydostał?
Przez krótką chwilę Gaspar wyglądał, jakby nad czymś myślał. M y ś l a ł.
— W sumie dobrze by było. A tak naprawdę prawie nic nie miałem w portfelu.
Chłopak wcale nie był pewny, ale wolał, aby tak właśnie było. Zresztą, to bardzo prawdopodobne. Zdecydowanie nie należał do bogatych, a już na pewno na takiego nie wyglądał.
— Dlaczego weszliśmy akurat do tej Biedronki czy jak to tam się nazywało — zastanawiał się Gaspar. Nie zastanawiał się nad tym, że prawdopodobnie znowu jest denerwujący. — A tak właściwie, to czemu mieszkałaś w Polsce?
— Bo moi adoptowani rodzice się tam przeprowadzili, 6 lat pomieszkali i stwierdzili, że mają dość. Więc przeprowadzili się do Ameryki, gdzie jest jeszcze gorzej.
Gaspar wybuchnął śmiechem, ale na szczęście tym razem nie na długo.
— Ja się urodziłem na Węgrzech, wiem zajebiście. Ale i tak ciągle gdzieś jeździliśmy, bo tata miał taką pracę. Tak wylądowałem w Polsce na parę miesięcy, ale jakoś mnie to nie straumatyzowało, skoro mało pamiętam. Pewnie to było dawno. No, a potem przestaliśmy jeździć — na chwilę urwał, bo nie wiedział, co powinien powiedzieć. Zdradzenie Kazue prawdziwego powodu wydawało mu się niezbyt odpowiednie, więc starał się, aby to wszystko brzmiało jak najszczęśliwiej. — I wtedy spierdoliłem z bliźniakami do Szwecji. Tam jest super! Mamy gospodarstwo i w ogóle. Trochę bieda, ale najważniejsze, że są traktory. Nigdy nie jeździłaś? — zapytał, otwierając kolejnego Liptona. — Jeżeli kiedyś uda nam się stąd wydostać, to polecimy pegazem do Szwecji, pokażę ci wszystkie traktory! — Bardzo się ucieszył tą wizją, ale tak naprawdę wątpił, że Kazue też się to spodoba.
Wziął sobie paczkę jakichś owoców i mówił dalej jak nakręcony.
— Moim aktualnym planem na życie jest ukradnięcie jakiegoś traktora do obozu. Dobrze, że uciekłem z Budapesztu, bo inaczej nigdy nie odkryłbym swojej niesamowitej pasji — to brzmiało tak nie poważnie, że aż sam zaczął się śmiać. Chociaż teoretycznie to była prawda.


Kazue?
◇──◆──◇──◆
[480 słów: Gaspar otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

Od Kazue CD Gaspara — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Kiedy tylko Gaspar się odezwał, doznała niesamowitej ochoty kopnięcia go w kostkę, co też zrobiła. Coś tam pierdolił, ale szczerze mówiąc, nie słuchała go. Podeszła do jakiegoś kartonu i zaczęła w nim grzebać. Znalazła gorzką czekoladę 90% Lindt.
Ja pierdole. — mruknęła, kiedy skończył mówić. I chuj, dalej nie słuchała chłopaka. Po prostu czytała skład czekolady. Czyli w sumie miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, cukier i wanilia. Może zawierać orzechy, mleko i soję. Na szczęście Kazue nie ma alergii, więc może zjeść. Ale jeszcze nie je, żeby nie było, że jest świnią jak Gaspar.
Kiwnęła mu na to, cokolwiek tam mówił i kontynuowała przeszukiwanie kartonów. Same… czekolady Lindt. Chyba trafiła na dział z czekoladą. Dalej kiwała chłopakowi, kiedy tylko słyszała, że coś mówi.
W końcu podeszła pod ścianę i oparła się, obserwując cokolwiek to, co robił dzieciak Demeter. Kiedy chłopaka nie było, to ona przeglądała sobie Instagrama. Zazwyczaj nie mogła tego robić z uwagi na Chejrona. A teraz, kto jej zabroni?
Strzeliła sobie nawet kilka fotek. Nie wrzuciła ich, bo czemu ma się chwalić, że jest zamknięta w magazynie Biedronki, do którego się włamała razem z jakimś chłopakiem w pogoni za menelem, który ukradł mu pieniądze, kiedy oni tylko chcieli kupić rośliny?
W końcu schowała telefon i postanowiła się zdrzemnąć. Ale obudził ją ten debil, mówiący, że ma kryjówkę czy coś tam. Niechętnie wstała i poszła za nim.
W końcu doszli do tego… czegoś.
— Aha. Noo… dobrze ukryte. — powiedziała, chociaż trochę zdegustowana taką ilości norek myszy. Lepszego miejsca nie znajdą, więc w końcu usiadła na ziemi. — Mam iść szukać jedzenia? — spytała się, na co Gaspar przytaknął.
Poszła więc, podświetlając sobie magazyn telefonem. Stwierdziła, że orzechy będą dobrym wyborem. Ruszyła na poszukiwania orzechów.
Po… całkiem długim czasie w końcu znalazła dział. Zebrała migdały, orzechy laskowe, nerkowce, a także kilka innych suszonych owoców, jak mango i winogrona.
Wróciła do obozowicza, obładowana jedzeniem.
— Wolisz migdały, orzechy laskowe, orzechy ziemne, nerkowiec, orzechy brazylijskie, słonecznik? Albo owoce, suszone morele, śliwki, żurawina? — zaproponowała chłopakowi kilka przysmaków, rzucając je na ziemię. — Ach… nie wzięłam żadnego picia. Pójdziesz ty? — uśmiechnęła się, mając nadzieję, że pójdzie. Może zdąży schować migdały i nasiona słonecznika, kiedy go nie będzie.


Gaspar?
◇──◆──◇──◆
[361 słów: Kazue otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]

niedziela, 8 stycznia 2023

Od Gaspara CD Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Gaspar był mocno zaskoczony takim ciągiem wydarzeń. Akurat był przerażony jak nigdy, że wpadnie z Kazue w porządne kłopoty. Ci pracownicy to kolejni pijani ludzie w tym sklepie. Tak naprawdę tylko to ich uratowało. Wszystko było tu tak dziwne, że Gaspar zdążył już zapomnieć, po co w ogóle tu przyszli. Aż dziwne, że jeszcze przed chwilą jego priorytetem było kupienie roślin.
Chłopak nie potrafił rozpoznać, czy Kazue żartowała, czy nie. W każdym razie wolał się tym specjalnie nie przejmować. Nie wiadomo, jak długo będą musieli przetrwać w tym magazynie. Nie mógł się jej bać, honor by mu na to nie pozwolił.
Bardzo się cieszył, że ich podróż, która z początku miała być całkowicie normalna, zamieniła się we włamanie do magazynu. Przynajmniej coś się działo, a to było dla niego najważniejsze. Dlatego nie mógł się powstrzymać od pokazania swojego super giga entuzjazmu nawet przed taką Kazue, którą dopiero co rzuciła nim w podłogę. Dziewczyna wydawała mu się trochę dziwna, bo nigdy nie wiedział, co ma na myśli. Trochę go to zdezorientowało.
— Musimy przejść do planu przetrwania. — Gaspar starał się, żeby jego ton głosu brzmiał poważnie. Nie brzmiał. — Nie wiadomo, ile nocy tu spędzimy-...
Nagle Kazue kopnęła go w kostkę.
— No co! Ja po prostu myślę realistycznie! Jest już wieczór, zbliża się noc, a wtedy tym bardziej nie będziemy mieli szansy się stąd wydostać. A skoro my nie znaleźliśmy żadnego wyjścia, to wątpię, żeby temu menelowi się to udało. My przynajmniej jesteśmy trzeźwi i w ogóle. A to oznacza, że on wciąż gdzieś tu jest. — Gaspar uśmiechnął się kpiąco. Byli w takiej dupie, że nawet dla niego powoli przestawało to być śmieszne (bardzo) powoli — Mam na myśli, że spędzimy noc z żulem w jednym magazynie.
— Ja pierdole — westchnęła Kazue po polsku.
— Co? — zdziwił się Gaspar. Dla niego to był tylko dziwny zlepek liter. Nie rozumiał takich pięknych polskich słów. Nie czekając na odpowiedź, mówił dalej. — Potrzebujemy fortu. Zbudujemy jakąś kryjówkę i będzie super.
Dziewczyna się zgodziła, więc Farkas pobiegł po więcej kartonów, szczęśliwy jak małe dziecko. Po kolei wyrzucał na podłogę ich całą zawartość, nie przejmując się, że potem ktoś może to zobaczyć. Przestał uważać pracowników tego sklepu za realne zagrożenie. Przeniósł puste pudła w jedno miejsce, aby móc odpowiednio je ustawić.
— Nie możemy być za bardzo na widoku. Niby raczej nikt już nie będzie tu chodził, ale bardzo możliwe, że ten menel nadal gdzieś tu jest. Trzeba się ukryć, ja się tym zajmę!
Nie czekając na reakcję, szybko pobiegł na drugi koniec magazynu, aby rozejrzeć się za kryjówką. Czuł się naprawdę dobrze. W jego oczach to wszystko było niesamowitą przygodą. Sprawdzał niemal każdy zakamarek, aby znaleźć taki, w którym mogliby zbudować fort. Między nogami przebiegło mu kilka myszy. W jednej chwili zapomniał, po co w ogóle tu przyszedł. Ucieszony wziął je na ręce. Był dzieckiem Demeter, więc przed nim nie uciekały.
— Jakie milutkie…! — zachwycał się pod nosem.
Dwie z nich, które zostały na ziemi, podreptały w innym kierunku. Z jakiegoś powodu Gaspar postanowił pójść za nimi. O dziwo ta decyzja cokolwiek wniosła do jego sytuacji. Po paru minutach dotarł z myszkami do praktycznie idealnego miejsca. Aby się do niego dostać, trzeba było przejść jakimś brudnym, wąskim korytarzem, kompletnie niewidocznym z magazynu. Prawdopodobnie dawno nikt z niego nie korzystał. Piętnastolatek nie miał pojęcia, jakie w ogóle było jego zastosowanie i dlaczego został wybudowany, ale niezbyt się nad tym zastanawiał. Grunt, że na jego końcu była zasłonięta deskami dziura w ścianie, która prowadziła do pustego, niezbyt dużego pomieszczenia. Nie było w nim kompletnie nic oprócz brudu i mysich nor. Nie było również żadnego źródła światła, więc panowała tam ciemność, ale nie na tyle, żeby nie dało się niczego zobaczyć. Chłopak uznał to za plus — w końcu to miała być tajna kryjówka! Nie przeszkadzał mu też brud. W swoim życiu całkowicie do niego przywykł. Nigdy nie dbał o czystość, co można stwierdzić, na przykład patrząc na jego ubrania. Do mysich nor też nic nie miał. To były jedne z jego ulubionych zwierząt.
Uradowany pobiegł z powrotem do Kazue. Przez całą drogę się darł.
— MAMY KRYJÓWKĘ! IDEALNĄ!
Gdy już dotarł do koleżanki, zdyszany z emocji spróbował streścić sytuację.
— Myszy mnie zaprowadziły do jakiejś tajnej nory — po chwili zdał sobie sprawę, jak dziwnie to brzmi. — Eee, to znaczy, mamy idealne miejsce. Trochę tam syfu, chyba ci to nie przeszkadza? — upewnił się. Ale nawet jeśli, to niewiele go to obchodziło.
— Chodź, zaprowadzę cię — dodał po chwili.
Miał nadzieję, że tym razem Kazue go doceni. Przecież się starał, co nie…?


Kazue?
◇──◆──◇──◆
[742 słowa: Gaspar otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Od Kazue CD Gaspara — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

W końcu ruszyła w stronę głosu Gaspara. Znalazła go na dziale ze spożywką. No kurwa zajebiście. Ten skurwysyn nawet nie umie porządnie szukać wyjścia.
Podeszła do niego, przez chwilę go obserwując. Chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że wlepia w niego swoje zielone oczy.
— Ej, wstawaj. Lepiej, żeby się nie dowiedzieli o tych chrupkach i cukierkach. — powiedziała, starając się być spokojna i przemówić do niego. No i oczywiście nie zadziałało. Przeszła więc do bardziej… agresywnej metody, jak to miała w zwyczaju.
Porządnie przyjebała mu w jego piękną (wcale nie) twarzyczkę. Aż poleciał do tyłu, na półkę. Wszystko na tej półce, razem z Gasparem, poleciało na ziemię. Wywołało to niezły huk, ale przynajmniej syn Demeter wrócił na ziemię. Dosłownie.
Wzięła go za rękę i zaciągnęła za kartony, które akurat się nie wywaliły. Szybko stworzyła coś w stylu „fortu” z kartonów. Była prawie pewna, że z zewnątrz wyglądało to jak po prostu poukładane kartony.
Słysząc zbliżające się kroki, zatkała mu usta ręką. Żeby się nie zaczął nagle śmiać jak wcześniej. Obserwowała go widocznie niezadowolonym wzrokiem, chociaż dalej nasłuchiwała otoczenia.
— Kurwa, co to zrobiło? — powiedział, zapewne ochroniarz lub pracownik sklepu, świecąc latarką dookoła. Na szczęście, nie uznał poukładanych kartonów za źródło tego… czegoś.
— Stary, mówię ci, jakieś dzieciaki albo uciekinier z zakładu psychiatrycznego się tu włamał. — powiedział kolejny głos, który natomiast brzmiał, jakby jego właściciel przed chwilą wciągnął 10 kg kokainy, po czym popił czystą. Chociaż pewnie coś takiego by go zabiło, więc pewnie nie. W każdym razie brzmiał i pewnie wyglądał jakby był mocno najebany.
— Dobra, chuj, nikomu nie mówmy. To będzie problem kogoś innego. — stwierdził pierwszy mężczyzna, powoli odchodząc od miejsca zdarzenia.
— Ta, ta. Dobra. Okej. — powiedział po kilka razy pijany pracownik. Chyba w ogóle nie powinien pić w pracy, ale jak już widać, obchodziło go to mniej, niż Kazue obchodziły protesty Gaspara, żeby nie nazywać go Gaweł.
W końcu obojga Amerykanów odeszło, a córka Aresa uwolniła chłopaka i pozwoliła mu mówić.
— Dzięki. — mruknął sarkastycznie chłopak, wygrzebując się spod kartonów. — Ej! Będziemy tu nocować! Wyobrażasz sobie, jak super będzie? Mamy cały magazyn dla siebie! Może wespniemy się na najwyższą półkę, jaka tutaj jest? Albo, albo, znajdziemy sobie jakieś śmieszne przebrania! — zaczął swój wywód, dopóki nie zauważył jeszcze bardziej wściekłego spojrzenia heroski. — No co… głodny jestem! Nie obrażaj się za te chrupki… — powiedział, masując się po policzku, który ciągle był czerwony od uderzenia.
— Obrażę się. — powiedziała, żartując, chociaż pewnie na żart to nie brzmiało. Wstała i rozejrzała się, zauważając więcej szczegółów. Jej oczy zdążyły przyzwyczaić się do ciemności panującej tutaj, ale ciągle... było ciemno. Nie widziała wszystkiego!


Gaspar?
◇──◆──◇──◆
[427 słów: Kazue otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

sobota, 7 stycznia 2023

Od Gaspara CD Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Gaspar opanował się dopiero gdy Kazue przyświeciła mu w twarz telefonem. To znaczy — próbował się opanować. Tak naprawdę to rozśmieszyło go jeszcze bardziej. Nie miał pojęcia, co gadała, ale z tonu głosu ocenił, że jest, delikatnie mówiąc, zdenerwowana. Z jakiegoś niewyjaśnialnego dla niego powodu wolał z nią nie zadzierać.
Wziął od niej telefon, który mu podała. Wiedział, że jeśli nie znajdzie żadnego wyjścia, zaczną się dla nich prawdziwe kłopoty. W pewnym stopniu miał nadzieję, że mu się to nie uda. Zostanie na noc w magazynie biedronki wydawało mu się bardzo ciekawe. Z drugiej strony, obawiał się, jak coś takiego mogłoby się dla niego skończyć. Lubił Kazue, ale spodziewał się, że przez tyle czasu zdążyłby mocno zdziałać jej na nerwy. A tego wolałby uniknąć. 
Gdy usłyszał, jak dziewczyna bezskutecznie przywala w drzwi, znowu się zaśmiał. Na wszelki wypadek przyśpieszył kroku i dyskretnie ukrył się gdzieś między ogromnymi półkami. Gaspar nie mógł uwierzyć, że chyba się jej boi. Nie no, przecież nie mógł na to pozwolić! 
Rozglądał się za czymkolwiek, co mogłoby pomóc im wyjść. Jednocześnie rozglądał się za tym dziwnym menelem, który wciąż ma jego portfel. Gasparowi zależało bardziej na portfelu niż jego zawartości. Bogaty i tak nie był, a do portfela zdążył się już przyzwyczaić. Twierdził, że ma z nim więź emocjonalną (podobnie jak z większością swoich starych, dawno zużytych rzeczy).
— Ale dupa! — Wykrzyknął tak, że jego donośny głos odbił się echem po chyba całym magazynie. Trochę go to przeraziło. Co, jeśli zaraz zlecą się jacyś pracownicy? — Wielka, potężna dupa! Tu nic nie ma! 
Szybko zbrzydło mu szukanie żula i wyjścia z magazynu. Zamiast tego zaczął opróżniać różne skrzynki i pojemniki. Jakimś trafem akurat dotarł do działu z żywnością. Otworzył sobie paczkę chipsów paprykowych, które najbardziej lubił, i zabrał różne cukierki. Zapełnił nimi całą kieszeń. 
— Zobacz, ile żarcia! — Ucieszył się Gaspar. Zupełnie tak, jakby cała reszta nie miała jakiegokolwiek znaczenia — Ja tam mógłbym tu zamieszkać. Chodź, Kazue! Jest mleczna czekolada! 
W tamtej chwili wydawało mu się, że nie jest tak źle. Grunt że nie umrą z głodu. Chłopakowi nawet nie przyszło do głowy, że problemy są nieuniknione. Na pewno są tu jakieś problemy. Ktoś musi się zorientować, że okradają sklep, w dodatku w zamkniętym magazynie. Ale Gaspar żył wtedy w swojej własnej, pięknej rzeczywistości, w której coś takiego nie mogło mieć miejsca.
Na ziemię sprowadziła go dopiero Kazue. I to dosłownie. Przywaliła mu z taką siłą, że poleciał na jakąś mniejszą półkę. Upadł do tyłu razem z nią. Zawartość wszystkich pudełek wysypała się na podłogę. Na Gaspara zresztą też. Wywołało to spore zamieszanie. Przez jeden krótki moment Farkas zaczął myśleć logicznie — obawiał się, że ten wielki huk kogoś tu sprowadzi. 
Leżał oszołomiony w całym tym bałaganie, patrząc żałośnie na Kazue. 
— No co… ja tylko chciałem trochę pojeść… 
Nie przejmował się specjalnie tym, jak żałośnie wyglądał. Po dłuższej chwili podniósł się. To wszystko wyglądało naprawdę tragicznie. Nie było szans, żeby to posprzątali. 
Nagle usłyszeli jakieś kroki. To ewidentnie nie brzmiało jak menel. 
— No, szacun, serio. Ale teraz jesteśmy w jeszcze większej dupie niż przedtem — powiedział szybko Gaspar. 
Sytuacja prezentowała się tragicznie. Nawet Gaspar wiedział, że jeśli w najbliższym ułamku sekundy niczego nie wymyślą, skończą z policją.

Kazue?
◇──◆──◇──◆
[525 słów: Gaspar otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]

Od Kazue CD Gaspara — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Kiwnęła tylko głową na fakt, że chłopak mieszkał kiedyś w Polsce. Aż trzy miesiące. Ciekawi ją jak tam wytrzymał, ale nie drążyła dalej. Ale że nie wiedział, czym jest biedronka i co to znaczy było nieakceptowalne. I tak mu wytłumaczyła, nie był jakiś okropnie denerwujący. Znaczy, trochę. Ale akurat była w dobrym humorze.
— Ta, mam. Nie jestem biedakiem. — mruknęła, nie wyjmując swojego portfela czy pokazując, gdzie go ma. To byłoby całkiem głupie posunięcie. Ale oczywiście Gaweł nie był taki rozumny, żeby wiedzieć, że biedronka to wylęgarnia Polaków, meneli i złodziei. No cóż. Słuchała, co on tam mówi, chociaż bardziej wyglądała roślinki, którą byłaby zainteresowana. Nawet wzięła sobie… jakąś aksamitkę, bardzo pomarańczową.
Dobrze widziała faceta, który się czaił na portfel chłopaka. Nawet się do niego uśmiechnęła. Kiedy mężczyzna wziął jego portfel, klepnęła lekko syna Demeter po ramieniu, udając pełną szoku i gniewu. Oczywiście dobrze to nie wyglądało, ale Gaspar chyba był bardziej przejęty portfelem niż zachowaniem dziewczyny. Biegła sobie zaraz za herosem i kradziejem portfeli, dopóki nie menel nie zniknął im z oczu. Szybko jednak zlokalizowała go w… skrzynce z jabłkami? Szybko się przewrócił, miażdżąc wiele jabłek. Uch-huh.
Ruszyła za śmierdzącym, brudnym mężczyzną do magazynu. Rozglądała się, jednak nie mogła go nigdzie zlokalizować. Zaczęła więc zwiedzać składzik. Zaglądała do skrzynek, paczek i innych. Nie raz musiała wyjąć telefon i sobie trochę poświecić.
Kiedy drzwi się zamknęły, nawet nie zauważyłaby, gdyby nie Gaspar. Podbiegła tam, gdzie znalazł się chłopak, który… śmiał się i leżał na ziemi. No chyba nie.
Poświeciła mu więc latarką z telefonu w twarz.
Wstawaj i się kurwa nie śmiej, bo ci wyjebię — prawie że „warknęła” po polsku na chłopaka, zapominając (lub po prostu mając głęboko w dupie) o fakcie, że i tak jej nie zrozumie. Ale pewnie z tonu głosu i dało się wywnioskować, że serio mu wyjebie. — Słuchaj, spróbuję rozwalić drzwi, ale ty weź się opanuj. Jeśli musisz, to weź mój telefon i idź szukać innego wyjścia, albo przynajmniej znajdź tego skurwiela — powiedziała, wyciągając do niego rękę z telefonem.
Kiedy Gaspar ją wziął, sama udała się do drzwi i kilka razy, całym ciałem, od boku, mocno w nie przywaliła. Jedynym skutkiem było głuche echo w magazynie, które pewnie nawet nie było słyszalne poza nim. No, tak jak powiedział syn Demeter, są w dupie. I to jakiej. Miała nadzieję, że może jej umiejętności potraktują drzwi jako broń (no bo, nie da się zaprzeczyć, że da się ich tak użyć), ale niestety tak się nie stało.
No to kurwa dupa — mruknęła do samej siebie.

Gaspar?
◇──◆──◇──◆
[416 słów: Kazue otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

piątek, 6 stycznia 2023

Od Gaspara CD Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

— No nieźle — odpowiedział Gaspar na opowieść Kazue o Polsce. — Ja chyba tam nigdy nie byłem. W sumie to nie pamiętam. A nie, czekaj, byłem przez trzy miesiące.
Wszystko zaczęło mu się przypominać. Aż uśmiechnął się na to wspomnienie. Pamiętał, jak z młodszymi bliźniakami biegał kiedyś po jakimś polskim sklepie. Może to była właśnie ta, jak to się nazywało? Biedronka? Gaspar zawsze był sentymentalny, ale aż się zdziwił, że tak bardzo do tego wszystkiego wraca. Ostatnio coraz częściej wraca za przeszłością, za którą w pewnym sensie tęskni. Jego życie bardzo się zmieniło, odkąd wylądował w Szwecji, a jeszcze bardziej, gdy trafił do obozu. Z jednej strony się z tego cieszy, ale z drugiej czasami wolałby, żeby na jeden dzień było tak jak dawniej. 
Weszli do sklepu. Gaspar nie miał pojęcia, jak się tu odnaleźć. Nie wiedział, gdzie można znaleźć jakieś roślinki, więc postanowił trzymać się Kazue. 
— Właściwie, to czemu to się nazywa Biedronka? — zapytał, przeinaczając tę nazwę najbardziej węgiersko, jak tylko się da. — To coś w ogóle znaczy? 
Kazue szybko wyjaśniła, że Biedronka to biedronka, ale Gaspar nie zwrócił na to większej uwagi. Wreszcie znaleźli jakieś roślinki. Wyciągnął swój niewielki, poszarpany i doświadczony przez życie portfel, pytając Kazue, czy w ogóle ma jakieś dolary. On sam o dziwo miał wystarczająco dużo. Nie do końca usłyszał, co odpowiedziała, bo zaczął obserwować wszystkie roślinki po kolei, jakby był w jakimś transie. Mówił przy tym jakieś kompletnie losowe fakty i historie na ich temat, po których wysłuchaniu można dostać załamania. Chłopak nie zauważył, że przez cały ten czas trzymał portfel na wierzchu. Może i był w kiepskim stanie, ale wciąż wyglądał jak portfel. No i wystawały z niego pieniądze, które zauważył jakiś stary menel. Gaspar ledwo kontaktował z rzeczywistością, więc wyrwanie mu go z ręki nie było niczym trudnym. Pewnie nawet by się nie zorientował, gdyby nie Kazue
— Cholera! — Wykrzyknął, szukając go wzrokiem. — Tam jest! 
Czym prędzej rzucił się w stronę menela, który zdążył już dobiec do innego działu. Farkas nie miał pojęcia, w jaki sposób ma niby odzyskać swój portfel. Dogonienie żula nie powinno stanowić problemu, ale przecież zdążył go już gdzieś schować. 
W pewnym momencie Gaspar i Kazue stanęli w miejscu, nie rozumiejąc, co tu się w ogóle odwala. Menel wskoczył do wielkiej skrzyni z jabłkami. Nie potrafił utrzymać w niej równowagi, więc przewrócił się i tarzał w biednych owocach. Jak można się domyślić, po tej akcji wszystkie były w tragicznym stanie. 
— Co on odwala — jęknął Gaspar z wyraźnym załamaniem. 
Wtedy stało się coś niemal równie dziwnego — menel wyczłapał się z działu z jabłkami, i pobiegł do akurat otwartego magazynu. Niewiele myśląc, Gaspar i Kazue ruszyli za nim. 
Pomieszczenie było ogromne, czego nie było do końca widać, bo było strasznie ciemno. Poza tym wszędzie były wielkie półki z różnymi kartonami. Chłopak panicznie rozglądał się za złodziejem, którego nigdzie nie było widać. 
Tymczasem drzwi wejściowe zostały zamknięte. Tym razem Gaspar zorientował się natychmiastowo, bo usłyszał, jak mocno się zatrzaskują. Usłyszał też coś jeszcze — dźwięk przekręcającego się klucza. 
— Ups… — mruknął sam do siebie. Nie chciał martwić Kazue, póki ich tragiczna sytuacja nie była do końca pewna. 
Piętnastolatek szybko podbiegł do drzwi, aby sprawdzić, czy rzeczywiście nie da się ich otworzyć. 
Nie dało się. 
Gaspar z trudem powstrzymywał śmiech. To było dla niego naprawdę bardzo śmieszne — jakiś opętany menel zabrał mu portfel, i uciekał, wskakując do skrzyni jabłek, a to wszystko sprawiło, że znaleźli się w zamkniętym magazynie jakiegoś polskiego sklepu.
— No to jesteśmy w dupce — skomentował.
I wtedy nie wytrzymał. Wybuchnął takim śmiechem, że aż odbijało się echo. Z emocji położył się na podłodze, zwijając się i prawie dusząc. Wyglądał jak jakieś nienormalne dziecko. Zresztą, jeśli chodzi o ubiór, to wyglądał całkiem podobnie do tamtego menela. Wyglądał więc jak nienormalne, opuszczone menelskie dziecko.

Kazue?
◇──◆──◇──◆
[619 słów: Gaspar otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Od Kazue CD Gaspara — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

Dziewczyna tylko uśmiechnęła się, słysząc, jak chłopak ją poprawia. Na chwilę zapamiętała, że nazywa się Gaspar… ale po właśnie tej chwili już zapomniała. Cóż, dla niej już na zawsze pozostanie Gawłem.
Uniosła się w górę, patrząc na chłopaka niższego o aż kilka centymetrów. Dla niej to wielkie osiągnięcie! Nie ważne, że gdyby nie miała swoich butów z kilku centymetrową podeszwą, byłoby to niezauważalne. I oczywiście, tak jak wtedy chciała go nazwać huskym czy innym malamutem, teraz postanowiła, że zostanie przy „Gaweł”.
— Pegazy, mówisz… jasne. Czekaj… co? — upewniła się, że dobrze słyszała fragment o smacznym sianie. Od zawsze preferowała bardziej pikantne przysmaki (a ludzie na samą myśl o tym, nierzadko już robili się czerwoni, jakby mieli w ustach najostrzejszą przyprawę, o jakiej da się pomyśleć), ale o jedzeniu siania jeszcze nie słyszała. Przynajmniej przez ludzi. To, że króliki czy inne kozy jadły siano, było nie do ominięcia. Może lubił jeść siano, bo sam był osłem?
Ruszyli więc do stajni, skąd wybrała sobie ani trochę pięknego, ani ładnie pachnącego pegaza. Możliwe, że nawet był to najbardziej śmierdzący koń w całej stajni. Przynajmniej wtapiał się w prawdziwe konie. Ale co do jego wyglądu, był zwykłym, kasztanowatym koniem o białych skarpetkach i gwiazdce na czole. Miał silne nogi, bujną grzywę i ogon, ale jego „twarz” wyglądała, jakby uderzył czołem w drzewo jako źrebak, zmiażdżył sobie czaszkę i tak mu zostało.
Przez kawałek podróży słuchała, jak chłopak mówi coś tam o jeżdżeniu traktorów, ich silnikach czy coś tam… nawet nie słuchała. Wtrąciła się mu raz, żeby w końcu przestał gadać. O dziwo, zadziałało.
W końcu wylądowali w Nowym Jorku, gdzie zaczęła się od razu rozglądać. Zeskoczyła ze swojego skrzydlatego rumaka, który już zaczął skubać trawkę. Kazue nie dziwiła się, że był taki brzydki, jak jadł taką byle jaką miejską trawę.
— Taa… w Polsce jest podobnie. Co prawda mieszkałam tam tylko 6 lat, wyprowadziliśmy się, jak miałam 8 lat, ale zapamiętanie, że dookoła nic tylko pola, drogi, kilka akrów lasu i domki zbudowane w czasach Stalina — opowiedziała podobną historyjkę.
— Hmm… sklep...? Podobno gdzieś na… uh… Manhattan Ave? Coś takiego. Chyba jeszcze 3 inne były… ale nie pamiętam gdzie — powiedziała, zapominając wspomnieć, jak się nazywa ten sklep. — A, biedronka! — powiedziała do Gaspara, oczywiście po polsku. Nie będzie przecież nazywać biedronki jakimś ladybug shop. — Normalnie to sklep spożywczy… ale z tego co pamiętam, często można znaleźć też roślinki. — opisała szybko swój ulubiony, polski sklep. Niech się uczy o jej polskich dziejach, a nie.

Gaspar?
◇──◆──◇──◆
[405 słów: Kazue otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

środa, 4 stycznia 2023

Od Gaspara CD Kazue — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Poprzednie opowiadanie

To był zwyczajny, wiosenny poranek. Gaspar cieszył się z lepszej pogody. Nienawidził zimy, a zwłaszcza tegorocznej nie wspominał zbyt dobrze. Na szczęście pogoda była już lepsza, więc mógł wrócić do swojego normalnego trybu życia, jakim było zachwycanie się wszelkimi możliwymi roślinami, zwierzętami i traktorami. W skrócie — życia jak wieśniak. Prawdopodobnie właśnie taką opinią szczycił się u większości obozu, ale niezbyt go to obchodziło. Poszedł na pole truskawek, aby doglądać, jak rosną.
O dziwo spotkał tam jakąś dziewczynę (Gaspar raczej nie był przyzwyczajony do towarzystwa samic). Trochę ją już kojarzył, więc postanowił podejść i zadać jakiekolwiek denne pytanie, byle tylko zwróciła na niego uwagę. W ciągu ostatnich kilku dni chłopak prawie nie rozmawiał z nikim poza wiewiórkami, więc wiedział, że dobrze mu to zrobi. 
Nie był już tego taki pewny, gdy nazwała go Gaweł. Zwrócił na to nawet większą uwagę niż na propozycje, która przecież bardzo mu się spodobała. 
— KURNA, NIE JESTEM GAWEŁ! — Zdenerwował się. Najwidoczniej nie przewidział, że przez to tym bardziej nie przestanie go tak nazywać. — MAM NA IMIĘ GASPAR!
Uznał, że to wystarczy. Przynajmniej na razie. 
— Noo, jasne, że tak! — Spokojnie wrócił do tematu podróży — Tylko czym? Ja myślę, że najlepiej by było pegazem, super się nimi lata. Rok temu często chodziłem do stajni. Mają takie fajne siano! W sumie to nawet całkiem nieźle smakuje… 
Nagle przerwał. Zrozumiał, że chyba nie tak wywiera się dobre wrażenie na ludziach. 
Kazue zgodziła się na to, więc oboje ruszyli do stajni. Niby to nie było nic takiego, ale Gaspar bardzo się tym podekscytował. Dawno nie był w Nowym Yorku, a z jakiegoś powodu spodziewał się, że wydarzy się coś ciekawego. 
Wzięli dwa pegazy ze stajni i ruszyli w drogę. Gaspar uwielbiał to robić. Lubił latanie pegazem prawie tak bardzo, jak jeżdżenie traktorem, czyli naprawdę bardzo. Oczywiście musiał się podzielić tą wspaniałą pasją z Kazue. 
— Świetnie, Gaweł — burknęła.
— ILE RAZY MAM POWTARZAĆ! N I E  J E S T E M GAWEŁ!
Gaspar zdenerwował się tak bardzo, że prawie spadł z biednego pegaza. Spojrzał w dół i dopiero zdał sobie sprawę, że powinien trochę bardziej uważać, jeśli nie chce skończyć tak jak zimą, gdy spadł sobie z drzewa. Uśmiechnął się na to wspomnienie. Oczywiście wtedy wcale nie było mu do śmiechu, ale szybko zaczęło bardzo go to bawić, podobnie jak wiele innych żenujących sytuacji z jego życia. 
— Hahaha, Gaweł nie pierdol — dziewczyna szybko oderwała go z kolejnego bezsensownego zamyślenia. 
Gasparowi powoli siadały nerwy. Zaczynał się zastanawiać, dlaczego w ogóle się na to zgodził, ale uświadomił sobie, że pewnie sam nie jest lepszy. Przecież to ona przez resztę drogi musiała wysłuchiwać o jego nowych silnikach do traktorów. W pewnym momencie naprawdę się rozgadał. Wydawało mu się, że każdego obchodzi to tak samo bardzo jak jego. I chociaż z początku go słuchała, to w pewnym momencie powiedziała, żeby w końcu się zamknął. Chłopak niekoniecznie miał na to ochotę, ale po jeszcze kilku zdaniach o tym, jak przez przypadek rozwalił kierownice, stwierdził, że Kazue lepiej nie podpadać. W końcu jest córką Aresa.
Na szczęście chwilę później byli już na miejscu. Gaspar rozejrzał się z wielką nawet jak na niego radością. Co prawda nie miał pojęcia, gdzie tu znaleźć sklep z sadzonkami, ale miał nadzieje, że przynajmniej jego towarzyszka wie. 
— Ale super! Ja u siebie w Szwecji nie mam takiego miasta. Wszędzie są tylko wypizdowia, ale to bardzo dobrze. Przynajmniej mam co robić, bo tutaj to się zesrać można. A tak właściwie to jestem z Budapesztu. Ale i tak sporo życia mieszkałem w jakichś innych randomowych krajach, teraz już nie, w sumie trochę szkoda. 
Sam nie do końca wiedział, co gada. Po prostu mówił mówić. Jednak tym razem sprowadziło go to do niezwykle rzadkiej u niego sytuacji. Na moment poczuł się znacznie gorzej niż zwykle. Przypomniało mu się, dlaczego tak właściwie wylądował w Szwecji z traktorami. 
— Ee, to gdzie jest jakiś sklep…? — Zapytał w końcu.

Kazue?
◇──◆──◇──◆
[639 słów: Gaspar otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Od Kazue do Gaspara — „Drzewo oliwne (wcale nie ma tu drzew oliwnych)”

Był ciepły, wiosenny dzień, a Kazue już o świcie biegała po obozie w ramach treningu. Podczas południa jednak postanowiła przejść się na pola truskawkowe, aby oglądać rozwój roślin.
Kiedy tylko dotarła w docelowe miejsce, pogrążyła się w zamyśleniu o truskawkach. Oczywiście, nie stała jak jakiś słup soli. W międzyczasie sprawdzała liście i łodygi truskawek. Zapatrzyła się najbardziej, w już powoli rosnące kwiaty truskawek. Czysto-białe, z żółtym środkiem… chociaż od zawsze wydawało się jej, że są one chociaż lekko różowe czy czerwone. Widocznie pomyliła je z innymi roślinami. Jedynie… trochę zamyślona. Myślała o ich rozwoju, stanie liści, od czego może zależeć smak, i inne takie. Nawet nie pamiętała, w jakim stanie były. 
— Dzień dobry! Też interesujesz się roślinami? — Kazue nawet nie zauważyła, kiedy obok niej pojawił się młodszy chłopak. Dopiero kiedy się odezwał, zwróciła na niego uwagę. Uniosła głowę i obejrzała go dokładnie. Aaa… to był ten… jak on tam miał? Gaweł? Coś takiego. Kasztanowe włosy, dwukolorowe oczy, w miarę ciemny odcień skóry, workowate ubrania… wyglądał, jakby cały dzień spędzał na polu. Chyba nawet chciał, aby tak wyglądał.
— Można tak powiedzieć. — odpowiedziała sucho, jednak bez jej wyzwisk, które miała w zwyczaju. Chociaż jeśli by miała go wyzywać, nazywałaby go psem husky. Nawiązując do jego oczu. Jeszcze nie zdążył jej podpaść swoim zachowaniem, więc traktowała go jak w miarę normalnego człowieka. Obejrzała go po raz kolejny, próbując sobie przypomnieć jak najwięcej szczegółów na jego temat. Był dzieciakiem Demeter, prawda? — Hmm… Gaweł, co ty na to, żebyśmy poszli do Nowego Jorku kupić jakieś sadzonki? — zaproponowała. W sumie dawno nie weszła w posiadanie nowej rośliny do swojego pokoju (który już i tak pewnie wyglądał jak jeden wielki gąszcz). Brakowało jej tego! 
Może przy okazji by poszli oglądać gołębie czy inne stworzenia? Sama nie była fanką oglądania, jak się zachowują zwierzęta, ale kupno roślinki zdecydowanie wynagrodzi jej chwilę nudy. W końcu to roślinka!

Gaspar?
◇──◆──◇──◆
[309 słów: Kazue otrzymuje 3 Punkty Doświadczenia]