Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drobne kradzieże i duże zmartwienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drobne kradzieże i duże zmartwienia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 lutego 2025

Od Erico CD Arnara — „Drobne kradzieże i duże zmartwienia”

Poprzednie opowiadanie

WIOSNA, ROK TEMU

Erico udali się od razu do swojego domku. Wskoczył na swoje łóżko, od razu zdejmując swoje bransoletki, pierścionki i… hej, gdzie one są?!
Od razu zeskoczył na równe nogi, rozglądając się po podłodze. Racja, nie mieli czysto, ale nie, że syf, bo sosu sojowego pod biurkiem nie trzymał. Raczej… po prostu jednego dnia ta szkatułka mogła leżeć na parapecie, a drugiego, pod łóżkiem.
Kucnął przy dywanie, podnosząc go. Oprócz tony kurzu, jakiegoś papierka i… koralika? Nie znalazł swoich błyskotek.
Wziął latarkę z szafki nocnej, kładąc się na podłodze.
Jedyne co znaleźli to okruszki, buty i… skarpetki. O jak wspaniale, szukał ich tak długo. Szkoda tylko, że brak śladu po bransoletkach i pierścionkach.
Złapał za klamkę od szafki nocnej, otwierając ją tak mocno, że aż wypadła. Nie znalazł. Zaczerwienił się na twarzy, zakładając ramiona na biodra. Dziś w obozie nie było Ano. Nie spyta się go. Może on sobie wziął? Nie, niemożliwe. Ano nie ubiera złota.
W infirmerii wyjątkowo dziś nie miał stażu. Natomiast miał Zehyr.
— Już, spokojnie — powiedział cicho, głaszcząc delikatnie kolano dziecka.
Mała dziewczynka, która najprawdopodobniej dopiero co dołączyła, ponieważ Erico za nic na świecie nie znał jej imienia, płakała. Pociągnęła nosem, obserwując, jak dziecko Apollina zakłada opatrunek na jej kolano.
— Lepiej, żebyś sama nie chodziła do lasu, wiesz? Możesz brać kogoś ze sobą, ale, o Erico! Hej! — dopiero teraz zorientował się, że grupowy jest z nimi.
— Super, że jesteś, bo… szukamy naszych pierścionków i bransoletki. Uwierz mi, przejrzałem mój caaalutki pokój! I nic!
Zehyr zacisnął usta, rozglądając się nad odpowiedzią.
— Przykro mi, ale nie widziałem twoich rzeczy tutaj — westchnął, patrząc w stronę drzwi. Ktoś pukał.
Erico podbiegł otworzyć. Ku ich oczom ukazał się Arnar, z kolejnym pobitym dzieciakiem, tym razem odrobinę starszym od ów dziewczynki.
— Wyglądasz, jakbyś czegoś szukał. — Arnar zawadiacko mrugnął okiem. Dokładnie tak, jak mruga osoba, która wie coś, czego nie wie nikt inny. — Polecam sprawdzić biuro rzeczy znalezionych.
— Zehyr, zajmij się Amy i Rose, dobra?
Kolega Erico wzruszył ramionami, wracając do swej roboty. Grupowy natomiast wybiegł z infirmerii. Gdzie było te biuro rzeczy zaginionych?
Zaczęli szukać. W domku Apollina, na stołówce, a nawet powrócił do punktu wyjścia. Nic.
— Przecież Obóz Herosów nie posiada “biura rzeczy zaginionych” — złapał się za głowę, zdając sobie z tego sprawę.
Już z zaciśniętymi pięściami szedł prosto do Arnara, aż wrzuciło im się w oczy pudełko z napisem “lost and found”. Podszedł ostrożnie, przeszukując wszystkie “śmieci”, które były w pudełku. Zawieszka, przypinka, szmatka, pompon, gwizdek, piłeczka, lakier do paznokci. Wszystko wyglądało, jakby już miało po piędziesiąt lat.
– Jeśli on zrobił mnie w balona to… ej, to moje pierścionki! I bransolety!
Od razu je założył. Tak za nimi tęsknił! Odwrócił się, zauważając Arnara, machającemu mu. Odmachał, wracając do roboty. Morał z historii? Zanim zaczniesz panikować, że coś zgubiłeś, przyjrzyj się dokładniej, gdzie to jest. Chyba że wcześniej miałeś doczynienia z dzieckiem Hermesa. To już wszystko staje się jasne.

Koniec wątku Erico i Arnara
────
[476 słów: Erico otrzymuje 4 Punkty Doświadczenia]

wtorek, 19 marca 2024

Od Arnara do Erico — ,,Drobne kradzieże i duże zmartwienia"

Od jakiegoś czasu nikt nie skarżył się na dzieci Hermesa i chyba każdy w obozie zaczął uważać ten dziwny spokój jako ciszę przed burzą. Może nie mogli zaakceptować tego, że każdemu zdarzają się bardziej leniwe dni albo po prostu nikt nie miał jakichś ciekawych rzeczy do ukradnięcia. Zresztą, nieważne, co myśleli — Arnar powzięło sobie za cel ten spokój zburzyć (własnymi rękami). Nadszedł czas na choć jeden, mały psikus, żeby jakoś ożywić obóz, a “jakoś” w jego języku mogło oznaczać wszystko: od robienia z domku jedenastego kasyna i zapraszaniu tam niczego nieświadomych i naiwnych herosów do dowcipów, dzięki którym inni półbogowie przez następny miesiąc będą omijać Hermesiaki z daleka, a Chejron pewnie każe im sprzątać toalety. Ewentualnie robić coś znacznie gorszego. Przez długi okres czasu. Czasem te psikusy nie były tego warte.
By spełnić swój misterny plan zachwiania poczucia bezpieczeństwa współobozowiczów, w jeden z tych w miarę pogodnych dni, w które każdy rodzic krzyczy do swoich pociech, żeby wynosiły się z domu i nałykały się słońca, Arnar rozpoczęło poszukiwania swojej pierwszej “ofiary” w dość dużym cudzysłowiu. Nie robiło innym aż tak okropnych rzeczy, jak czasami potrafiły robić dzieci Aresa. Rytualne topienie w toalecie, brrr. Arnar zawsze cieszyło się, że nigdy nie nadeszła jego kolej. Oraz żywiło nadzieję, że nigdy nie nadejdzie.
Wcale niepodejrzanie przechadzało się po obozie, nie robiąc nic więcej oprócz przyglądania się innym. Naprawdę, czasem zbyt dużo czasu zajmowało mu zawieszenie wzroku na kimś rzeczywiście ciekawym. Nie takim, który krzyczy “okradnij mnie”, ale takim, który wygląda na kogoś, od kogo można ukraść coś… dobrego. Co najmniej dobrego.
Czymś co najmniej dobrym były kolczyki, które do złudzenia przypominały małe kolorowe łapacze snów. Nie, żeby Arnar miało przebite uszy w odpowiednim miejscu, ale te kolczyki po prostu były ładne. Po bliższym przyjrzeniu się osobie je noszącej, miała ona też trochę innej biżuterii na sobie. Zawsze mogło podwędzić bransoletkę, a to i tak byłoby znacznie łatwiejsze.
Poza tym, chyba tę osobę znało. Znaczy, w taki sposób, w jaki grupowe mogło znać grupowego, ale zawsze to więcej niż ktoś, kogo się nigdy na oczy nie widziało. Arnar chyba miało jakieś dziwne szczęście w zabieraniu grupowym wartościowych rzeczy.
— Hej, hej — przywitało się z Erico, mając nadzieję, że on nie stwierdzi, że ma jakiś szczególnie ważny temat do omówienia. W ogóle najlepiej byłoby, jakby nie stwierdził, że przyszło do niego, wiedząc, co chce powiedzieć. W głowie nie miało szczególnie wielu tematów do rozmowy. — Fajny kolczyk. Znaczy się, kolczyki. Dwa. Miałom kiedyś łapacz snów, ale siostra mi ukradła i wzięła ze sobą do domu, do teraz mi go nie zwróciła, chociaż odkryłom, że to ona. Okropnie się zachowała.
— Hm, rzeczywiście. — Uśmiechnął się pocieszająco, chociaż wydawał się nie rozumieć, czemu Arnar się z nim tym podzieliło. — Niemiło. Bardzo.
— Nareszcie ktoś mnie rozumie! Inni zawsze przygniatali mnie argumentem, że przecież nie mamy w zwyczaju zwracać rzeczy, które sobie przywłaszczyliśmy. Ale tak z dobroci serca…
— Kradniecie dla zabawy, prawda? — dopytał Erico, a Arnar po namyśle pokiwało głową. — No to oddawajcie te rzeczy — żeby został lepiej zrozumiany, Erico ostentacyjnie wrzucił jakieś kamyki do kieszeni Arnara — jak was to przestanie bawić. Granie jednej i tej samej piosenki też w końcu się nudzi…
— To nie po naszemu — zaprzeczyło. — Tego się nie oddaje.
Erico pokiwał głową, a Arnar wydawało się, że chyba go tym stwierdzeniem zasmuciło. Chłopak pewnie nigdy nic nie ukradł, więc w sumie się nie dziwiło, że go nie rozumiał. Na koniec przybiło z nim trochę smętną piątkę na pożegnanie i odeszło, a w kieszeni pobrzękiwało mu parę pierścionków i bransoletek, które zsunął z rąk Erico podczas rozmowy. Już nawet nie do końca pamiętało, ile tego wzięło. Jak człowiek wie, co robi, to zaczyna to robić automatycznie. Przynajmniej coś takiego wyznawało Arnar.

Erico?
◇──◆──◇──◆ 
[611 słów: Arnar otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]