ZIMA IV
Raine już od dawna wie, że poradniki o zdobywaniu przyjaciół mogłoby pisać lekką ręką: jest w tym absolutnym mistrzem i właśnie po raz kolejny w swoim życiu się o tym przekonuje. Triumfalnie zjeżdża na parter, kompletnie nie przejmując się dziwnymi spojrzeniami, które posyłają mu ubrani w eleganckie garnitury i garsonki ludzie. Zapewne są to tylko współpracownicy Filemona – tylko, bo on nie wygląda na osobę, która ma wielu znajomych, straszliwie oschły typ, ale mimo tej lodowatej maski Raine widzi w jego sercu rzeczywiste, wciąż tlące się dobro. Inaczej by mu nie pomógł z tym kredytem, duh.
Zjechawszy na parter, jeszcze chwilę kręci się po lśniącej, białej podłodze. Jest przekonane, że dostrzega w niej swoje odbicie, nawet całkiem nieźle, jak w tafli jakiegoś mlecznego jeziora. Dopiero po paru minutach, może kwadransie wpatrywania się w podłogę, zbiera w sobie wystarczająco dużo odwagi, żeby wyjść przed budynek.
Ostatnio bywa tu całkiem często, bo codziennie orientuje się, że wciąż nie do końca rozumie, jak działają kredyty, więc wyrobiło sobie już rutynowy zwyczaj wkraczania do banku w celu zasypywania miłych pań za okienkami pytaniami o funkcjonowanie pożyczek, dopóki go stamtąd nie wykopują i każą przeczytać regulamin na swojej stronie internetowej. Jednak zazwyczaj jest tu tylko przy okazji albo przejazdem, w drodze do pracy. Przez okna autobusów wypatruje jadącego na rowerze Filemona, czasem postanawia chwilę przejść się pieszo, ominąć bank i przejść na kolejny przystanek, znowu wsiąść do autobusu i odjechać, wszystko po to, żeby spotkać na swojej drodze tego przemiłego mężczyznę. Czasem nawet ma przy sobie jakieś drobne podarunki, ale zazwyczaj albo nie widzi Filemona, albo o tych podarunkach zapomina, a one bardzo szybko zasilają armię śmieci i gruzu na dnie plecaków i toreb Raine.
Obserwując bank, szybko doszło do wniosku, że jeden bardzo podejrzany typ kręci się tam zdecydowanie za często. Możliwe, że nawet częściej niż Raine, co jest nie do pomyślenia – ono próbuje tu być rekordzistą, cholera jasna. Zaczęło więc czasem przyglądać się facetowi, który w myślach półboga bardzo przypomina postać z kreskówi: wiecznie w tym samym ubraniu, zawsze z tak samo ułożonymi włosami i trochę niepasujący do tła, jakby ktoś go wkleił do rzeczywistego świata w Photoshopie. Gdy przygląda mu się dokładniej, gdy mrużąc oczy próbuje dostrzec szczegóły rysów jego twarzy i odróżnić płaszcz od koszuli, to typ zlewa się jeszcze bardziej, niż kiedy wzrok półboga się na nim nie skupia. Kształty łączą się ze sobą albo dziwnie rozdzielają, coś miga, włosy się glitchują, a facet jakby zacina się w swoim rutynowym krążeniu wokół banku. Raine dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że to jest zupełnie niemożliwe. Nie można mieć słabego połączenia internetowego z rzeczywistością.
Dlatego postanowiło ostrzec Filemona. Nie na co dzień spotyka się potwory, które mają wokól siebie tak gęstą Mgłę, że nawet doświadczony przez lata obozowej praktycki heros nie jest w stanie jej przebić. Pewnie Raine musiałoby podejść bliżej, możliwe, że nawet wdać się w walkę, tylko po to, zeby wreszcie ustalić, czym ten podejrzany facet jest naprawdę. Prawdopodobnie nie stanie się to w najbliższym czasie, bo mimo swojej uroczej głupoty, Raine jeszcze nie ma ochoty na przedwczesną śmierć. W tej sytuacji najbardziej niepokoi go ignorancja Filemona, który chyba woli pewnego dnia umrzeć, tak po wyjściu z pracy, kulturalnie. Oceniając go po jego zachowaniu, to może nie miałby nic przeciwko, może właśnie o to mu chodzi, ale nieważne co, Raine powzięło sobie za cel go ochronić. Dziwnie to brzmi, gdy mowa tu o trzydziestoparoletnim mężczyźnie i ledwo dwudziestolatku, ale Raine jest właściwie całkiem bohaterskie i skuteczne w obronie ludzi, nawet jeśli tego po nim nie widać, a leczenie innych idzie mu jak krew z nosa.
Oczywiście, po wyjściu z biurowca, z bijącym głośno sercem, rozgląda się dookoła. Dziwnego typa nie ma nigdzie w zasięgu wzroku, więc Raine wzdycha z ulgą i, wciąż z duszą na ramieniu, kieruje się do najbliższego przystanku. W drodze szybko wyklikuje krótką wiadomość SMS do Filemona, żeby sprawdzić, czy na pewno dał mu właściwy numer. Jesli nie odpisze, to zadfzwoni, proste. Ma przecież powód.
– Mówiłem ci, żebyś nie dzwonił. – Jest pierwszym, co słyszy Raine, gdy po kilku niesatysfakcjonujących próbach, Filemon wreszcie odbiera telefon.
– Ale mi nie odpisywałeś – argumentuje grzybiarz, uśmiechając się do słuchawki jak głupie, bo wreszcie jego najnowszy przyjaciel odebrał, dzieki bogom. Już się bało, że ten szemrany facet go dorwał i tyle po nim. – Okej, ja jeszcze chcę tylko ci powiedzieć o tym potworze, dobra? Rano chyba spieszyłeś się do pracy i nie chciałeś mnie posłuchać, więc powiem ci teraz!
– Dzieciaku, ja nie mam czasu na leczenie wybryków twojego umysłu, do jasnej Anielki – mamrocze Filemon po drugiej stronie. – Zostaw mnie w spokoju i umów się na wizytę u jakiegoś psychologa chociaż, a nie próbuj wmówić ludziom, że twoje pieprzone halucynacje są realnym zagrożeniem.
– Przecież tez jesteś herosem, Filemon! – mówi Raine, gwałtownie gestykulując, choć mężczyzna nie może tego zobaczyć. – Słuchaj, serio, bo sytuacja nie jest fajna. Widuje to coś przed twoim bankiem tak często, że mnie samego to trochę mrozi w środku, rozumiesz? Mogłobym się zająć swoimi grzybami, teraz to je powinnom spryskać wodą i zmonitorować wzrost, okej? Ja mam inne rzeczy do roboty! Ale się o ciebie martwię, zrozum to, proszę!!! – tłumaczy i naprawdę stara się brzmieć poważnie, chociaż boi się, że zwyczajowa radosna nuta, praktycznie zawsze obecna w jego głosie, dla Filemona może zwiastować kłamstwo. Ile ono się musi napracować, żeby mężczyzna w ogóle zorientował się o grożącym mu śmiertelnym zagrożeniu, to powinno być nielegalne! Ktoś cię ostrzega, że umrzesz, tylko debil może reagować tak jak- Raine nie będzie nawet w myślach nazywać swoich przyjaciół idiotami. Jeszcze nie zniżyło się do takiego poziomu.
Filemon nie odpowiada przez długą chwilę. Raine kilka razy woła do niego „halo”, aż zdaje sobie sprawę, że musiał się rozłączyć dobre kilka minut temu. Tłumaczy to sobie tym, że pewnie jest zajętym trzydziestoparoletnim mężczyzną, który na głowie ma już dom, dzieci i żonę albo męża, albo osobę małżonową, nieważne. W każdym razie, pewnie ma swoje bardzo ważne i bardzo interesujące życie, w które Raine musi się dopiero wgryźć, zanim będzie mogło rzeczywiście nazywać się przyjacielem Filemona. A zacznie się tak nazywać z dumą, jeszcze wszyscy zobaczą, że Raine jest w stanie zaprzyjaźnić się z nawet tak zaciętym gnojem, jakim jest Filemon.
Raine kontynuuje swoją obserwację banku. Nie nazwałoby tego stalkingiem, bo w końcu chodzi o sam bank, a nawet bardziej o to, kto się wokół tego banku kręci. Teraz już zawsze, gdy tylko znajduje się w okolicy, dostrzega sylwetkę tego podejrzanego, dziwnego typa. Nietrudno go rozpoznać, chociaż czasem trudno dostrzec. Wzrok Raine chce się po nim prześlizgiwać, jak po jakimś bardzo nieważnym szczególe tła, jednym z wielu śmieci zalegających na chodnikach albo zupełnie nieistotnym gołębiu. Gdy Raine wreszcie udaje się skupić swoje spojrzenie na facecie, to szybko zaczyna boleć go głowa, a świat miga przed oczami. Myśli sobie, że jest coraz gorzej. Sytuacja powoli zaczyna wymagać półboskiej interwencji, bo podejrzany typ zaraz samym swoim istnieniem wydrze dziurę w czasoprzestrzeni.
Nie ma już czasu na puste ostrzeżenia i obietnice ochrony. Raine bierze głęboki wdech, potem wydech, potem znowu wdech i znowu wydech, bo nie może zapomnieć o oddychaniu. Wyciąga swój gladius, a raczej pluszowy breloczek grzyba, w którym jest ukryty. Zawsze ma tego grzyba przypiętego do paska spodni na zielonym karabińczyku, dzięki czemu jest w stanie odróznić go od miliona podobnych breloczków. Inaczej pewnie musiałoby przez parę minut poszukać swojego miecza, zanim byłoby w stanie dzielnie dzierżyć go w dłloni i pokonać cokolwiek pojawi się na jego przepełnionej pułapkami pólboskiej drodze życia.
Przełyka ślinę, gotowe do napaści. Do zrobienia rozróby w biały dzień. Gdzieś w oddali dostrzega zmierzającego do pracy Filemona, jak zawsze jadącego na rowerze. Odnotowuje to jako dodatkowe posiłki, gdy jednak sobie nie poradzi z tym jednym potworem. Dzięki temu czuje się trochę pewniej, gdy wreszcie podchodzi do podejrzanego mężczyzny w podejrzanie długim płaszczu i podejrzanie migającej twarzy, która nie ma konkretnych rysów. Otwiera usta, żeby się z nim wesoło przywitać, ale zamiast tego z jego gardła ucieka okrzyk zaskoczenia.
Mężczyzna momentalnie zaczyna się zmieniać. Przeobrażać. Rosnąć. Tworzyć sobą groteskowy obraz prosto z horroru.
Raine ma ochotę uciekać, ale jest już za późno. Poprawia swój chwyt na rękojeści. Z do bólu zaciśniętymi zębami, rzuca się do desperackiej próby ataku.
────
[1353 słowa: Raine otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz