Urodzenie się jako syn Somnusa rzadko kiedy wychodziło Theo na dobre. Nawet zapominając chwilowo o tym, co niosło ze sobą samo w sobie bycie półbogiem. Nie widział sensu w tym, że udawało mu się manipulować swoimi snami, gdy śnił o bzdetach, a paraliżowało go przy koszmarach. Na cholerę mu bóg snu za ojca, skoro nie może panować nad tym, co naprawdę go dręczy?
Znowu przemierzał we śnie labirynt, czując czyjś lepki, śmierdzący oddech na karku. Znowu nie mógł biec, jakby nogi utknęły mu w smole. Znowu rozpaczliwie próbował się obudzić, ale nieustannie sabotowała go własna głowa. Nie potrafił temu uciec.
[100 słów: Theodore otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz