Wpatrywała się we wrota labiryntu.
Trzaski w uszach, feria barw granitów i marmuru. Znaki Dedala, ryk płomieni. Klucze sklepień, niczym przyłbice, strzegły niezmiennie sekretów. Chrzęst żwiru pod podeszwą, zapadnia. Martwy chłód. Procesja śladów butów. Falangistów, legionistów. Nie pierwsi, nie ostatni zlali się z tkanką podziemnej metropolii. Zardzewiałe parazonium, wyszczerbiona tarcza. Świadectwa minionych wieków, rokoko obok bizancjum. Rury PCV przy żeliwnej bramie. Pożerał, wiecznie nienasycony. Chropowate westchnięcie. Stukot. Łamanie kości. Mięśnie ścian rozszerzały się i zwężały. W samym oku prastara pracownia, centrum kłopotów.
Wpatrywała się w niego, niczym w szkaradnego członka rodziny.
Czy labirynt kiedykolwiek śpi? Są to sny, czy koszmary?
[100 słów: Weronika otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz