Taśmy policyjne wierzgały się od silnych podmuchów wiatru, tego dnia wyjątkowo smagały po twarzach.
Gapiowie podchodzili co jakiś czas, zerkając na dzieło anonimowego sprawcy. Okutani w kurtki i szaliki, starzy, młodzi, ubrani w koszulki lub garnitury, głównie w przyszarzałych kolorach. Na tle klasycznych domów, jakich można było widywać w San Francisco, zlewali się w jedną masę. Całości dopełniało szare niebo i gdzieniegdzie ślady mgły. Ludzie odchodzili jednak, kiedy zdążyli zarejestrować przestępstwo. Co niektórzy prychali na widok sceny. Gdzieniegdzie, niczym akcenty, w morzu głów pojawiały się niestandardowe kolory, takie jak czerwony czy niebieski. Albo czapki, albo włosy.
Dahlia miała dobre wyczucie, żeby się pojawić w tej dzielnicy, o odpowiedniej porze, przedłużając ostatkami sił zatrudnienie. Wizja zwolnienia się zbliżała się nieustannie, szczególnie gdy ludzie znajdowali informację w internetowej sferze. Nie miała pojęcia, na co się przebranżowić. Wertowała różne ulotki, zasady działania w różnych branżach i miała tego serdecznie dość. A na razie, chodziła za oficerem krok w krok.
Co prawda, za taśmami nie było żadnego ciała, ale napis na ścianie instytucji sądowej był… poważny. Nawoływał do nienawiści na tle rasowym, zapowiadał porwanie kolejnej osoby czarnoskórej lub prostytutki. Pogoda zrobiła już wystarczająco, co mogła, żeby napisy były jeszcze bardziej posępne. Technik nakładał na różne patyczki próbki farby, która była brunatno-ceglana i wyglądała zasadniczo jak krew. Usłyszała rozmowę dwóch innych osób, że mają nadzieję, że to krew świni, bo już takie wygłupy się zdarzały.
— Czy kamery zarejestrowały coś? — Zapytała rutynowo wręcz, od niechcenia bazgrząc coś na marginesie. Nie był to pierwszy napis. Patrząc na bezradność na twarzach policjantów, można było przypuszczać, że nie będzie ostatnim.
— Pracujemy nad tym. — odburknął oficer.
Policjanci, z którymi próbowała współpracować, mieli różne postawy, od pogodnych gaduł po sceptycznych milczków. Ten zdecydowanie należał do drugiej kategorii. Prędzej czy później ich zwierzchnicy podawali do opinii publicznej co się stało, ale dla Dahlii każda minuta zwłoki odejmowała ryż z miski. Jak nie postępujące AI, to konkurencja w postaci koleżanek i kolegów z biura, dajcie żyć.
— Czy to może mieć związek z ostatnią falą porwań w tym mieście? — zapytała się, nieco ryzykownie. Wóz albo przewóz.
Policjant wzdrygnął się, ale nic nie odpowiedział. Wskazał na przestrzeń za taśmami i gestem wyprosił ją z miejsca zdarzenia. Podziękowała, w myślach memłając przekleństwa. Gdy patrzyła na swoje notatki, ot, typowa notka. Nic szczególnego. Tak zwane: mniej dolarów na koncie. Rozejrzała się zrezygnowana po okolicy. Było szaro, buro i ponuro. Jedyną uwagę zwracał ciepły akcent: szyld z grafiką dzwonka.
Ruszyła w stronę, jak się później okazało, kawiarni. Która prezentowała się dosyć schludnie. Gdy wchodziła, barista obsługiwał innych klientów, więc miała czas się rozejrzeć. Miejsce było dosyć często odwiedzane przez artystów i inne osoby nawiedzane atakiem weny, sądząc po ilości mazań na ścianach, ławkach, bibelotów, rzeźb i w tym podobne. Menu było równie imponujące, najeżone mnóstwem kombinacji, które miały na celu chyba zabić smak kawy. Barista patrzył na Dahlię wyczekująco.
— Małą czarną, poproszę.
— Zwykła przelewowa? — dopytał, zaskoczony.
Kiwnęła głową. Była przyzwyczajona do takich reakcji, szczególnie w uroczo wyglądających kawiarniach. Nie mogła się jednak wyzbyć wrażenia, że pracownik zareagował poniekąd ulgą, że nie musi robić wielowarstwowego, cukrowego potwora. Nie mogła wyzbyć się też wrażenia, że ktoś inny ją obserwuje.
Było tu zaskakująco dużo dzwonków zwisających nad ladą. Mniejsze, większe, miedziane, pękate, wąskie. Niektóre były naprawdę imponujące. Można było się zastanawiać, ile razy ktoś uderzył w nie głową. Albo ile razy dzieci próbowały doskoczyć do nich, powodując harmider. Dahlia wpatrywała się metalowe powłoki z innych względów, czekając na kawę. Część z tych instrumentów była dobrze wypolerowana. Na jej oczach rozgrywała się sceneria koloru ochry, w której stojąca za nią dziewczyna widocznie walczyła z myślami. Zamyślała się, podnosiła rękę i wycofywała ją. W pewnym momencie nawet liczyła na palcach?
Westchnęła i odwróciła się bokiem do interesującej postaci. Jednym rzutem oka zmierzyła niebieski nieład na głowie. Oraz szeroki uśmiech na twarzy.
— Metr dziewięćdziesiąt pięć. Uprzedzając następne pytanie. — wyrecytowała standardową formułkę. — Nie zaatakował mnie niedźwiedź. I nie jestem zainteresowana podpisami na wyb—
— Ogólnietozauważyłamżejesteśdziennikarką. — Jakby ktoś zniszczył tamę, to zostałby zalany podobnie jak Dahlia słowami w tym momencie. — A tak się składa, że ja też! Znaczy się, ja na studia. Poszłam na studia dziennikarskie! Chcesz mi może opowiedzieć warunkach pracy? A może jakieś tipy? — uśmiechnęła się szelmowsko.
— Och.
Powstrzymała przewrócenie oczami. Jeszcze tego brakowało.
— Nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą do tego…
— Ile już pracujesz? Na czym piszesz? Bo ja mam telefon, nie jakiś wybitny, ale nawet się trzyma, dopóki oczywiście, bateria mu nie pada. Ale się zdarza. Czy serio na dalsze lata będzie wymagany laptop? Bo nie wiem, czy mam tyle kasy.
Dahlia modliła się o szybkie wydanie jej zamówienia. Ileż czasu zajmuje taki głupi przelew? Zerknęła na przestrzeń za ladą, na tyle ile mogła. Barista powoli kończył glukozowy drapacz chmur z bitej śmietany oraz kolorowej posypki.
Nie był to najlepszy dzień na rozmowę. Z drugiej strony, nie miała nic do roboty. Czy ma dać tej dziewczynie gorzką pigułkę do przełknięcia? „Nie, sorry, zaraz mnie wypierdolą z pracy, bo korzystam ze starej, wysłużonej maszyny do pisania. Zastąpią mnie czatemGPT premium, który zrobi piętnaście chujowych artykułów, z clickbaitowymi nagłówkami, które pierdolą coś o najlepszym sposobie na usuwanie pieprzyków, z adnotacją o nienawidzących lekarzach”.
Westchnęła, wskazując na stolik przy oknie.
— Chcesz usiąść?
Chwilę po barista się wychylił zza lady i zapytał się przybyszki, czy coś zamawia.
────
[871 słów: Dahlia otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz