Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clara E. Bumblebee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clara E. Bumblebee. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 sierpnia 2025

Clara i Ver umierają

zdjecieClara E. BumblebeeONA/JEJ — 23 LATA — PÓŁBOGINI — AMERYKANKA — 18 PD — 0 PU — 100 PZPostać NPC



zdjecieKatharina Veronica „Ver” FelloweONA/JEJ — 24 LATA — PÓŁBOGINI — ANGIELKA — 280 PD — 4 PU — 100 PZPostać NPC



Clara to tylko kolejna ofiara swojego pochodzenia. I ofiara Nowego Jorku, bo ostatnimi czasy półbogowie umierają w tym mieście, jak mrówki, a wymiana drzwi z zamkami najwidoczniej nie uchroniły kobiety przed podobnym losem. Cóż, Anastazy się starał.
Ver za to, cóż, nie trzeba dużo opowiadać. Walka z potworem nie poszła po jej myśli i postanowiła pozwiedzać podziemia, żeby więcej już się nie męczyć na tym świecie. Typowy Nowy Jork

środa, 13 lipca 2022

Od Clary CD Chaosa — „Pomocy, tu są Amerykanie”

Poprzednie opowiadanie

Nie wiedziała, czy to te filiżanki trzęsące się na jej tacy kelnera, czy może jednak wyjątkowo obrażona na nią Puszka, gdy bezceremonialnie, zupełnie brutalnie (ale zarazem – przypadkiem) zrzucono ją z materaca za pomocą jednego niefortunnego ruchu stopy. Nieważne.
Ważnym było, że dzień ten zapowiadał się na rychłą tragedię, na zburzenie wszystkim norm i naruszenie porządku. I to nie tak, że odgadła to po jakiejś szalonej wizji przekazanej jej zupełnie przypadkiem przez sen, nie odkryła tego również dzięki trzywersowej przepowiedni wyciągniętej prosto z tajemniczym sposobem nagle odnalezionej książki, której pierwotną lokację szacowało się na Bibliotekę Aleksandryjską – ach, jakże w innym świecie żyliby wszyscy, gdyby odkryć jej tajemnice. Nic z tych rzeczy jednak się nie wydarzyło, Clary nie obdarzono ani niepokojącą wizją przeszłości, ani nie powierzono jej rymowanej formułki, która skazać miała kogokolwiek na bolesną śmierć mającą zbawić świat. Beznadzieja, chandra, tragedia, brak odpowiedzi.
Kto wie, może to wszystko było kwestią ciśnienia, a niepokojące przerzucie miało zniknąć za parę godzin.
Nie zmieniało to jednak faktu, że nie dostała napiwku już od trzech klientów pod rząd, te pierdolone filiżanki nadal się trzęsły, drżały i kuliły ogony jak zbite psy (a przecież ani Clara, ani żaden inny z pracowników kawiarni nie miał tendencji do krzyczenia na przedmioty ewidentnie martwe i niezbyt rwące się do oddechu), a ślad na łydce pozostawiony jej rano w prezencie od kota szczypać nie przestawał i chyba nawet nie zbierał się do chociaż chwilowego odpuszczenia jej win.
Coś się działo, coś wisiało w powietrzu, nie wliczając w to letniej duchoty betonowego labiryntu, jakim był Nowy Jork.
Clara schowała rude pasmo włosów, które, jak zwykle, uciekło zza ucha, gdzie miało być jego miejsce. Potarła czoło dłonią, westchnęła ciężko. Klientów w kawiarni raz po raz przybywało, na zmianie pojawiło się zdecydowanie za mało osób, a poliki zaczynały boleć od niezbyt szczerego uśmiechu. No i ten gorąc, ten upał, od którego rozpływały się wszystkie tkanki, pot pojawiał się na skórze, a do kawiarni wchodziły upierdliwe dzieciaki w przekonaniu, że uda im się tu zdobyć mrożoną kawę rodem ze Starbucksa. Brakowało tylko, by klimatyzacja w środku przestała dzia…
— Clara — szept dobiegł uszu, kolega, z którym nie chciała mieć do czynienia, ale który usilnie próbował wyciągnąć ją na randkę, pacnął ją w ramię, potrząsnął. Filiżanki w końcu się uspokoiły, Clara za to wręcz przeciwnie, przeczuwając już, co się święci. — Klima nam cieknie. Możesz się tym zająć?
— Zatrudnili mnie tu w roli serwisanta? — burknęła, wiedząc, że nic z tego, że nieważne co powie i tak wyląduje jako pies pilnujący kubła wypełnionego po brzegi brudną wodą.
Cudownie.
Chłopak wzruszył ramionami.
Jeszcze cudowniej.
— Daj mi chwilę — westchnęła ciężko i przeciągle, tak, jak wzdycha się, gdy ma się dosyć, a świat wcale nie pomaga. Kolega uśmiechnął się, puścił jej oczko – na bogów – i dzielnie ruszył ku kolejnemu stolikowi zajętym przez klientów, którzy na pewno zostawią mu napiwek.
Clara przeklnęła w myślach, sięgając po ostatnią z filiżanek zajmujących drewniany blat stołu. Nie zdążyła.
— Hej, słuchaj, mam problem. My mamy. Ale bardziej ja. 
Problem najwidoczniej miał mieć dzisiaj cały świat, a problem ów miała rozwiązać Clara, Clarcia kochana, matka święta, cuda czyniąca, dłonią swą wszelakie zło przepędzająca. Wzięła głęboki oddech, szykując się na najgorsze. Wyjrzała przez okno, zgodnie z prośbą sprawcy całego zamieszania w kawiarni, zmrużyła oczy, zmarszczyła czoło.
— No widzę.
Trzy, stare obrzydliwe babska. Babsztyle wygrzewające się w słońcu niby jaszczurki na kamieniach, choć kamienie zastąpił im beton. Megiery i raszple, które już dawien dawna powinny zostać umieszczone w domu spokojnej starości, gdzie mogłyby sobie w świętym spokoju szydełkować, wyszywać i robić na drutach. Powiedzmy, szaliki. Lub czapki. Nawet i swetry, gdyby poczuły nagle ambitniejszy zew po obejrzeniu kolejnego filmiku zrób to sam. Clara zmrużyła oczy, szukając za srebrnym błyskiem poświadczającym o pojawieniu się w dłoni kwoki narzędzia zbrodni ostatecznej. I dostrzegła.
Przeklnęła pod nosem, chwyciła brutalnie za przedramię prowodyra całego tego chaosu i pociągnęła za sobą, cudem przy tym równoważąc drżące filiżanki na tacy. Była w tym, skromnie ujmując, całkiem niezła.
Drzwi trzasnęły za nimi, taca z naczyniami trafiła na blat. Clara westchnęła, zajmując się rozwiązywaniem fartucha.
— Słuchaj, Chaos — zaczęła, prędko rozglądając się za pustym wiadrem. — Ja się zajmę klimatyzacją, rozumiesz, nie żeby mi za to płacili, ale ktoś to musi zrobić. — Przeklnęła, gdy brudna woda musnęła dłoń, czym prędzej podstawiła pojemnik i równie prędko oddaliła się od maszyny na dwa kroki. — A ty mi wszystko opowiesz. Od a do zet. Bez pomijania szczegółów, bo kurwa tylko tych starych bab nam w tym mieście dzisiaj brakowało. — Sięgnęła po pilot od klimatyzacji, zaczęła klikać w losowe przyciski, starając się coś z tym nieszczęściem począć, gdy drugie nieszczęście spoglądało na nią dużymi oczami. — A i Clara jestem. Mi też miło.

WĄTEK ZAMKNIĘTY PRZEZ MG (JEDNA Z POSTACI PRZESZŁA DO NPC)
◇──◆──◇──◆
773 słów: Clara otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Od Clary cd Irène — „Lewitujące nosy”

Poprzednie opowiadanie

Słońce zwinnie przemykało się pomiędzy liśćmi wysokich drzew tak samo, jak robiła to Clara pomiędzy biegającymi w tę i we w tę dzieciakami. Wydawało się jej, że za jej dobrych czasów nie było tu az tyle obozowiczów. A może po prostu wszyscy spali trochę dłużej.
Westchnęła ciężko, prostując się, ładnie ściągając łopatki i wypychając pierś do przodu, bo przecież prezentować powinno się należycie – przy okazji poprawiła bawełnianą torbę, która oczywiście, standardowo i zupełnie spodziewanie, tak jak i zrobiły białe okulary przeciwsłoneczne po jeszcze posiadanym przez nią nosie, zjechała całkiem sprawnie po ramieniu. I ruszyła przed siebie, ona, rudowłosa Clara E. Bumblebee, jakby bywała tu już tysiące razy (bo bywała), jakby znała każdy zakamarek tego przedziwnego obozu (bo znała), jakby była u siebie (bo ostatecznie – była).
Torba na ramieniu jednak nie znajdowała się długo. Wręcz przeciwnie, nie minęła chwila moment, a ktoś zahaczył swym ciałem o kobietę, ktoś przebiegł tuż pod stopami – i oczywiście na nie nadepnął, a że były w sandałach, to i palce odrobinę zapiekły, z ust wymsknęło się syknięcie. Clara skrzywiła się nieładnie, nie zdążyła jednak nawet krzyknąć, pogrozić czy rzucić standardowym patrz, gdzie leziesz, bo ktoś ten całkiem zgrabnie zakręcił nią również dookoła osi, tak, że w głowie się zamieszało, że błędnik zgubił na kilka sekund jakikolwiek punkt odniesienia.
Dziewczyna zakołysała się na pięcie, czym prędzej poszukując wsparcia w odzyskaniu równowagi za pomocą dłoni opartych na udach. Odchrząknęła, zerknęła jeszcze za uciekającą dalej, ku nieznanemu, personą, jak i za unoszącym się tuż obok niej… nosem.
No tak.
Pokręciła głową, zabierając się za zbieranie rozsypanych dookoła niej wszelakich manatków – od trzech długopisów po krem przeciwsłoneczny, który zostawiał po sobie tłuste, białe smugi, ale przynajmniej był gwarantem nieujrzenia czerwonego nosa w lustrze przy wieczornej toalecie.
Coś po jej prawej zaskrzypiało, poruszyło się, przeskoczyło. Clara podniosła wzrok, by ujrzeć tam młodą twarzyczkę. Pozbawioną nosa. I niezbyt, sądząc po minie jej właścicielki, z tego faktu zadowoloną.
— Uciekający nos to jeszcze nie taka tragedia, rozchmurz się, kochana — mruknęła Clara, podnosząc się z kucków.
Splotła ręce na klatce piersiowej i podążyła spojrzeniem za uciekającą dalej delikwentką. Podniosła brwi, może poruszyła nimi sugestywnie, może uśmiechnęła się pod nosem, bo przecież niepierwszy raz dane jej było podziwiać zirytowanego całą sytuacją, jak i brakującą częścią ciała, obozowicza. Chleb zupełnie powszedni.
— Ciesz się, że nie ukradła ci uszu. Lub oczu. Wiesz jaka to mordęga tak po prostu stracić jedno oko? Gdy jeszcze trzeba ganiać za złodziejem? A ty nic nie widzisz? No właśnie. Chujnia z grzybnią. — Pokiwała głową dla potwierdzenia swoich słów. — No to gadaj — cmoknęła, w końcu przenosząc spojrzenie na dziewczynkę. — O co poszło, co odpierdoliłaś, co przeskrobałaś i komu kółkiem po stopie przejechałaś, że wyglądasz tak, jak wyglądasz i jak odwdzięczymy się twojej prywatnej nemezis? Znaczy, wiesz, jak sama planujesz się odwdzięczyć — zaatakowała nagle i znienacka, ale zupełnie standardowo jak na siebie, masą pytań o zupełnie przypadkowej kolejności. — Ja tylko się polecam. Jestem całkiem niezła w tym samym, co ona. I mogę ukraść jej też duże paluchy u stóp. Wtedy nici z biegania, nici z deptania po cudzych stopach, a nos z powrotem na twojej twarzy i ofiara całkowicie na twojej łasce i niełasce. Same plusy, wad zero, null, no ja przynajmniej żadnych nie dostrzegam. — Elegancko puściła dziewczynie porozumiewawcze oczko.
Clara schowała ręce w kieszenie krótkich spodenek, zakołysała się na piętach w przód i w tył. Poprawiła białe okulary przeciwsłoneczne, które dwie sekundy później zjechały jej z nosa. I może, ale tylko może, uśmiechnęła się jeszcze szerzej, o ile było to w ogóle możliwe.
Miała w końcu niezwykłą słabość do biednych, beznosych istotek, a jeszcze większą do wszelakich bitew na magiczne odrywanie kończyn, części twarzy i innych elementów ludzkiego ciała. Dopóki nie lała się krew, oczywiście. Wszystko należało przecież robić z odpowiednim umiarem.
A przynajmniej mogła sobie to wmawiać, tak dla czystości i spokoju własnego, rudego sumienia.

Irene? :3
◇──◆──◇──◆
632 słów: Clara otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia

czwartek, 2 czerwca 2022

Od Clary — „Lewitujące nosy”

Kocica zrobiła koci grzbiet, z którego dumny mógłby być i najbardziej kotowaty kot. Machnęła ogonem w powietrzu, końcówka podążyła w przeciwnym kierunku od reszty, pozwalając na podjęcie ryzykownego kroku, na zaryzykowanie utraty balansu. Poruszyła następnie wąsami, zmarszczyła nosek, po czym elegancko, elegancką kocicą bowiem była, przysiadła na skraju stolika, czujnym spojrzeniem, leniwie przerywanym przez niespieszne mrugnięcia, bo i nie miała gdzie się spieszyć, obserwując zamieszanie, które powodowała wokół siebie jej zakręcona właścicielka.
— Widziałaś moje okulary? — rzuciła ku niej ruda, grzebiąc już w trzeciej, bawełnianej torbie z rzędu. Ta konkretna miała na sobie wygiętego w dziwnej pozycji tygrysa. — Pusiu, kochanie. — Kobieta podniosła głowę, zerknęła błagalnym spojrzeniem na swojego zwierzaczka. Kilka rudych pasm włosów opadło na jej czoło. Jeszcze ich nie układała.
Puszka mruknęła, machnęła ogonem, przekręciła swą cudną, kolorową główkę. Cisza.
— Wiadomo, standard, na ciebie to zawsze, kurwa, mogę liczyć — prychnęła jej właścicielka, powracając do wyrzucania cennych artefaktów ze swojej torby, w tym trzech czerwonych szminek dla niewtajemniczonego oka o barwie zupełnie identycznej, jednego grzebienia, breloczka z księżycem i breloczka drugiego, tym razem ze słońcem, kilku kluczy do nie do końca wiadomo jakich drzwi oraz pustego opakowania po okularach przeciwsłonecznych.
— No przysięgam, że jeszcze wczoraj tu były. — Wyprostowała się gwałtownie, podpierając dłonie na biodrach, podczas gdy Puszka, machnąwszy jeszcze dwa lub trzy razy swym smukłym ogonem, zeskoczyła miękko ze stołu. — A może…
Czarne spojrzenie jej właścicielki uważnie podążyło za kocimi krokami, które, albo za potrzebą, albo poprzez posiadanie jedynie sobie znanej, tajemnej wiedzy, skierowały się ku lekko uchylonym drzwiom zmurszałej łazienki. Czystej oczywiście, Clara o porządek dbała od zawsze, a i kilka tygodni spędziła starając się domyć dziwne, brunatne naloty pomiędzy naściennymi płytkami – niepomyślnie, pozostawało więc tylko zakrycie ich wiklinowym koszem na pranie, który do plastikowego, chaotycznego wystroju oraz wielu naściennych nalepek nie pasował wcale, ale lepszy rydz niż nic.
Naśladując koci ruch–koci chód, stąpała za Puszką, powoli, niby obawiając się, że spłoszy kotkę, że ta ucieknie, a Clara już nigdy nie dowie się, co mogło spowodować, że jej ukochany zwierz, zrezygnowawszy z naprawdę wygodnej dla siebie pozycji, postanowił ruszyć przed siebie, ku nieznanemu.
I wcale nie zatrzymał się na kuwecie.
Puszka przecisnęła się gładko pomiędzy wejściem do łazienki a ścianą, szylkretowy ogon zniknął za rozchylającymi się drzwiami. Clara przełknęła ślinę, ciut za głośno i ciut za bardzo teatralnie, bo przecież nie pierwszy raz do tej łazienki wchodziła. Za najróżniejszymi potrzebami, w najróżniejszych, najbardziej upokarzających ją sytuacjach. Czasami z obserwatorami i kibicami, zdecydowanie częściej jednak bez.
Kotka siedziała na umywalce, zajmując się własną kocią toaletą. Wyciągnięta w górę lewa, tylna łapa była istnym popisem w sztuce akrobatycznej. Leżące tuż obok Puszki okulary przeciwsłoneczne dowodem na przerażającą wszechwiedzę oraz moc kotów. Clara pokiwała z podziwem głową, musnęła kotkę za uchem w podziękowaniu.
Kilkanaście minut później zamek w drzwiach mieszkania kliknął, oświadczając, że oto właśnie zostało ono opuszczone.

Okulary przeciwsłoneczne o białych oprawkach zsunęły się lekko na końcówkę zadartego noska. Dawno jej tu nie było. Wystarczająco, by przez łuk przechodzić z dozą pewnej niepewności odbijającej się po ścianach żołądka, która towarzyszyła kobiecie, gdy robiła to pierwszy raz. Z ekscytacją w sercu, gdy robiła to za każdym kolejnym. Poprawiła bawełnianą torbę na ramieniu i ruszyła na zwiad, czy w domku, w domu, nie pojawiło się zagubione rodzeństwo, na zupełnie jednostronne plotki z Argusem, na drobny, niewinny relaks ze starymi znajomymi w upalnym słońcu lata na obozowej plaży. Na słodkie truskawki. Na kilka nowych przygód, bo te wydawały się pojawiać zawsze, gdy ktoś tylko postawił choć jeden krok na terenie obozu.
I na kolejne psikusy pod postacią lewitujących nosów. Zawsze miała do tego słabość.

Opowiadanie do ktosia.
◇──◆──◇──◆
590 słów: Clara otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia

Clara E. Bumblebee

czarne, wesołe, bez powodu pełne łez

zdjecieClara E. BumblebeeONA/JEJ — 20 LAT — PÓŁBOGINI — AMERYKANKA — 0 PD — 0 PU — 100 PZrawrawr#3178

CÓRKA HEKATE