Szło mu opornie. Jego żałosna kupka liści była dużo mniejsza od kupki Arisu. Wiatr podrywał suche listki w powietrze, które uciekały spod ząbków jego grabi.
Odłożył narzędzie tylko na chwilę. To nie jego wina, że Arisu jakimś cudem była zdolna do teleportacji tuż obok niego, kiedy był przekonany, że już na niego nie patrzy.
— Grabisz sobie, Walker — mruknęła, dźgając go grabiami w goleń. Była chodzącym ucieleśnieniem kobiety, która powiedziałaby „ciebie dotknęłabym co najwyżej kijem”.
Uśmiechnął się głupio.
— Grabię? Czyli jednak jesteś zdolna do żartów?
Zgromiła go wzrokiem.
— To nie był żart. Wracaj do roboty albo wiesz, gdzie wylądują te grabie.
[100 słów: Atlas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz