JESIEŃ V
W Vex obudził się pierwiastek odpowiadający za aktywowanie gniewu, którego korzenie sięgają do prehistorycznych przodków herosów, pewnie nienawidzących otaczającego ich świata w podobnym stopniu jak ono. Gdyby potrafiło obudzić w sobie głęboko zakopaną empatię, to może nawet współczułoby Kalinie tego, że musi doświadczać jego wściekłości i niekoniecznie może uciec (lub nie chce, co w tym momencie wydaje się bardziej prawdopodobne). Vex bowiem stanowi jeden z trudniejszych przypadków schorzenia, które można nazwać NieMożeSięUspokoić, ewentualnie chorobą dzieci boga wojny, które bez pójścia na porządną terapię muszą ciągle zmagać się odziedziczoną po tatusiu kompletną nieumiejętnością samokontroli. Na innych pewnie zadziałałyby jakieś ćwiczenia oddechowe lub odliczanie od dziesięciu do zera, może wystarczyłoby zwykłe zaciśnięcie pięści i parę przekleństw. Vex zazwyczaj doświadczało pewnych trudności z wykonywaniem powyższych czynności i szybko uciekało do bardziej ekstremalnych rozwiązań, w które wliczało się zdetonowanie łaźni lub zmasakrowanie rur kanalizacyjnych włócznią. A zapytane, dlaczego zareagowało tak gwałtownie, pewnie odpowiedziałoby, że tak dla zasady albo że to tak oczywiste, że nie rozumie pytania. W tym przypadku słowa, które wyszłyby z jego ust, nie byłyby inne, tylko że Vex miałoby w głowie rzeczywistą odpowiedź obnażającą dziwne połączenia w jego mózgu. Zareagowało absolutną wściekłością na odegraną przez Kalinę scenkę, ponieważ nienawidzi bycia postrzeganym jak zinfantylizowany przedstawiciel wymierającego gatunku (tylko ono myśli, że zostało w ten sposób potraktowane).
– To był absolutnie najbardziej idiotyczny pomysł, jaki mogłaś, kurwa, wymyślić, plebejska cinkwo – warczy do Kaliny, która potrzebuje momentu na przemielenie informacji zawartych w tym zdaniu. Po chwili odpowiada Vex chichotem, który przez parę sekund próbowała bohatersko powstrzymać, a potem zamienić w kaszel.
– Jak ty mnie–
– Zamorduję cię – przerywa jej, cedząc każdą sylabę przez zaciśnięte zęby.
Pomimo swojej groźby dalej idzie u boku Kaliny, gdy wydostają się z zatłoczonej stacji metra. Żadne z nich wciąż nie ma pojęcia, gdzie tak właściwie się znajdują i pewnie żaden drogowskaz nie pomoże im w tej sytuacji, bo San Francisco należy raczej do tych miast, które szczycą się posiadaniem kilkudziesięciu linii metra. Plus bardzo prawdopodobne jest to, że żadne z nich nigdy nie było w tej części miasta i nigdy nie zamierzało się w niej znaleźć, dopóki nie zostali do tego zmuszeni.
– Ale tak mordować swojego? Słabe.
Najwyraźniej Vex w oczach Kaliny mniej przypominało tykającą bombę nuklearną, a bardziej naburmuszonego ośmiolatka. Ma zamiar to zmienić, gdy wreszcie przepchną się przez wiecznie napływający do i z metra tłum, dzięki któremu Vex jest w stanie choć trochę wyładować kotłujące się w nim emocje, rozpychając się łokciami z trochę większą siłą, niż wymagają tego kultura, niepisane zasady społeczne i savoir vivre. Jednak jego plan brutalnego pobicia i/lub zamordowania Kaliny w jakimś ciemnym zaułku bardzo szybko pali się na panewce, bo najpierw musiałoby znaleźć jakiś fajny ciemny zaułek w obcej sobie części miasta. U siebie na dzielni ma parę takich fajnych, w których pobiło już co najmniej kilkunastu gówniarzy, ale tutaj za dużo czasu zajęłoby mu sprawdzanie, czy nie zostanie złapane na czyimś monitoringu. Przez to, że jest zdolne do tak logicznego myślenia uświadamia sobie, że podczas przeprawy przez stację metra zatraciło siedemdziesiąt pięć procent oryginalnego gniewu. Jest to druzgocąca świadomość.
– Dobra, to teraz po prostu kogoś zapytamy, jak dostać się do… – Kalinie znowu nie było dane dokończyć tego, co chciała powiedzieć, ale tym razem nie z winy Vex.
Drogę zastępuje im człowieczek wzrostu na oko niecałe sto sześćdziesiąt, trochę przygarbiony, z tłustymi, dawno niemytymi włosami i w okularkach z czerwonymi szkłami, za którymi można dostrzec jego zmęczone oczy, podkreślone cieniem i iskrą szaleństwa. Rozkłada dłonie w geście zapraszającym do przytulenia go, czego żadne z dwójki herosów nie ma zamiaru zrobić. Poły jego podartego i poplamionego płaszcza furkocą, gdy rozpościera ramiona, a wraz z dźwiękiem łopoczącego materiału można usłyszeć stukot wielu drobnych przedmiotów obijających się o siebie.
– Witam, witam! – oznajmia facet, uśmiechając się tak szeroko, że Vex bolą policzki od samego patrzenia. Eksponuje przy tym zęby, które już dawno zatraciły miano „żółtych” i zyskały tytuł „pomarańczowych”. – Czy mógłbym zainteresować szanowną parę wspaniałą ofertą specjalną, dostępną od wczoraj do dzisiejszej północy?
– Nie, spierdalaj – grzecznie odpowiada Vex i próbuje równie grzecznie ominąć menela z zamiarem już ekstremalnie grzecznego kopnięcia go w piszczel. Jednakże facecikowi udaje się w perfekcyjny i widocznie wyćwiczony sposób zagrodzić mu drogę, przez co Vex robi krok w tył i mamrocze „kurwa”, bo bardzo nie chce nawiązać nieprzewidzianego kontaktu fizycznego z żulem.
– HOLAHOLA, ja mam dla was coś naprawdę SPECJALNEGO!!! – wykrzykuje mężczyzna i jakimś cudem udaje mu się uśmiechnąć jeszcze szerzej. – Tutaj, proszę, drodzy państwo…
– My naprawdę nie jesteśmy zainteresowani – wtrąca Kalina, podczas gdy Vex z opóźnieniem szuka nie chyboczących się pod nogami płytek chodnikowych, żeby porządnie stanąć i przywalić natrętowi w jego długi, krzywy nos.
– TUTAJ, proszę bardzo!!! Edycja specjalna, limitowana, RUREK Z KREMEM!!!! – facecik macha im przed oczami garścią czegoś, co zdecydowanie jest rurkami, w dodatku plastikowymi i bez kremu. – Proszę państwa, bez nich… bez nich życie nie ma smaku, musicie to państwo zrozumieć!!! I kosztują wyłącznieeeEEEEee!!! – Jak na całokształt swojej mizernej osoby, mężczyzna robi całkiem niezły unik przed pięścią Vex i to ono jest poszkodowane w tej sytuacji. Z impetem zatacza się do przodu i wykorzystuje całą swoją determinację i zwinność, żeby nie wpaść prosto w klatkę piersiową faceta. – Okej, dobra, czaję, czaję!! CAPICHE!!! Specjalnie dla was, mam zniżkę. RURKI Z KREMEM za wyłącznie DZIEWIĘĆ PRZECINEK DZIEWIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ DOLARÓW!!!!! – Widząc, że Vex ponownie zamierza przywalić mu prosto w twarz, w ramach desperackiego ratunku dodaje: – I GRATIS BILET NA PRZEJAŻDŻKĘ MOIM WÓZKIEM WIDŁOWYM!!!!!!
Vex zostaje zbite z tropu, bo jakiś cudem menelowi udaje się odgadnąć jego skryte marzenie o zrobieniu prawa jazdy na wózek widłowy. Przez to jego cios nie jest wycelowany na tyle dobrze, żeby udało mu się trafić choćby w szerokie poły płaszcza faceta. On widzi w tym swoją szansę i z wypiekami na twarzy kontynuuje swój żałosny monolog.
– Tak, właśnie tak! Tylko DZIEWIĘĆ PRZECINEK DZIEWIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ DOLARÓW. A jeżeli dorzucicie dodatkowe DZIEWIĘĆ PRZECINEK DZIEWIĘĆDZIESIĄT DZIEWIĘĆ DOLARÓW, to możecie też kupić, o, popatrzcie – przez chwilę grzebie w swoich kieszeniach i Kalina z czystej ciekawości powstrzymuje Vex przed kolejną próbą znokautowania mężczyzny – taka o, ŻARÓWKA!!!! – W jego brudnych palcach pojawia się, rzeczywiście, żarówka. Osmolona i trochę zarysowana, ale jest to żarówka.
– Ej, mi by się w sumie przydała, ostatnio mam same problemy z lampami w mieszkaniu – stwierdza Kalina, a facet tylko jej przytakuje, przy czym jego oczy świecą niezdrowym blaskiem człowieka chorego na umyśle.
– Przestań zabawiać uciekiniera z psychiatryka, do kurwy nędzy – prycha Vex. – IDZIEMY.
– A może zaciekawię was tym oto… hm, co to tak właściwie… – Wyciąga z płaszcza przedmiot zdecydowanie większy od rurek i żarówki. Jest to sporej wielkości pudełko w kolorze obrzydliwego, neonowego pomarańczu. – A, wiem. OTO TAKI PIĘKNY… W TYM JEST INTERNET, BOMBELKI. INTERNET. Bardzo szybki internet, szybki, bo pomarańczowy i…
Teraz już oboje, Kalina i Vex, próbują w każdy możliwy sposób wyminąć faceta i przy okazji nie dostać pudełkiem w łeb. Prowadzą coś w rodzaju trzyosobowego tango na środku ulicy, czym przyciągają wzrok coraz większej liczby gapiów, którzy zaczynają ich nagrywać z zamiarem wstawienia na tiktoka filmiku o walce nastolatków z żulem.
Vex wreszcie udaje się wyszarpać z kieszeni spodni gaz pieprzowy, który szczerze nie wiedziało, że tam ma. Spodziewało się prędzej scyzoryka, dzięki któremu mogłoby wykonać czyn karalny, ale gaz pieprzowy też ujdzie. W pośpiechu odnajduje zawór i psika gazem prosto w twarz facecika. Jakaś część pomarańczowej chmury do niego dociera, a cała reszta skręca przez spokojnie powiewający na ulicy wiatr.
Do piekielnie szczypiących oczu Vex napływają łzy i w jakimś pokrętnym bonding momencie z menelem, zanosi się desperackim kaszlem.
Jest zajebiście, jest cudownie, miodzio, kwiatuszki kwitnące na łace i truskawki w czekoladzie – myśli, gdy zgina się w pół i przestaje widzieć cokolwiek przez łzy. Do połowy opróżniona puszka wypada z jego ręki i ze stukotem toczy się po ulicy, a ono nie ma najmniejszego pojęcia, w którą stronę w ogóle iść, żeby oddalić się od miejsca zbrodni.
Pozostaje mu jedynie iskierka nadziei, że może Kalina nie dostała gazem tak mocno, jak ono. Albo w ogóle nie dostała. Jakby w ogóle nie dostała, to możliwe, że trochę by się powściekało na to, że z jakiegoś powodu dzisiaj tylko go nienawidzą niebiosa, podczas gdy zazwyczaj niebiosa nienawidzą wszystkich półbogów po równo.
────
[1345 słów: Vex otrzymuje 13 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz