wtorek, 15 września 2026

Od Weroniki CD Caroline — „Och moja piękna szpada kobieto”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Człowiek nauczył się uciekać na długo przed tym, zanim wymyślił słowo „tchórzostwo”. Miało to swoje zalety. Lew nie oczekiwał heroizmu, wróg nie wygłaszał jeszcze przemówień o honorze, a przeżycie kolejnego dnia uchodziło za wystarczająco przekonujące uzasadnienie dla szybkiego przebierania nogami.
Dopiero później dorobiliśmy do biegania całą metafizykę. Jedni uciekają od przeszłości, drudzy gonią przyszłość, jeszcze inni przez całe życie „dążą do celu”, co brzmi znacznie dostojniej niż przyznanie, że bardzo boją się stanąć w miejscu. Oczywiście wszystko zmienia się, kiedy to za tobą ktoś biegnie. Wtedy filozofia zazwyczaj przegrywa z kondycją.

Mrugała, zdecydowanie przekraczając dzienny limit ruchów powieką. Caroline już dawno tu nie było, ale Weronika wciąż procesowała nagły wylew cytatu, a także potwarz, niemalże cios w policzek. Tołstoj! TOŁSTOJ?! Gdyby powiedziała to ojcu, już dawno by wyleciała za drzwi. Już nieraz dostawała spazmów, kiedy ludzie bezczelnie żartowali o Zbrodni jakiegoś Ikara. Sama czuła się jak Ikar, zbliżyła się za bardzo do słońca (w przypadku dzieciaka Aresa lepiej pasowała bomba), podpaliło skrzydła jej wzniosłych ideałów i zostawiona sama sobie, spiralowała do bezdennego morza głupoty. Zderzyła się z powierzchnią realnego świata. Mentalna notka zapisana, nie lekceważyć metra sześćdziesiąt coś przekorności. Zignorowała również komentarz tejże mentalnej notki, że trzeba było jej nie lekceważyć dwie walki temu.
Odwróciła się, niechętnym wzrokiem mierząc uniwersytet. Wytropienie było proste, wystarczyło parę plotek oraz połechtanie ego paru kretynek z domku Afrodyty. Reszta była chłodną kalkulacją, podjętą w minutę sześć.
Uśmiechnęła się ironicznie, przeciągając się.
— Obym teraz trafiła na rzeczywiste wyzwanie, nie igraszkę dla dzieci.

Weronika stukała palcem w kierownicę, czekając na czerwonym świetle. Przechadzała się po pałacu pamięci, wybierając informacje o Aresie. Wiadomo, porywczy bóg wojny wrzucał na świat owoce pełne temperamentu, które nie były w stanie przeżyć tygodnia bez choćby jednej gry terenowej, opartej na legalnym biciu innych. Miał też długą historię beefa z jej Matką. Co to był za pomysł, przydzielenie różnych aspektów do obu bogów? Atena była wystarczająco mądra, żeby udźwignąć kolejne obowiązki, w najgorszym razie podzieliłaby sprawiedliwie. Tym bardziej zaskoczyła ją informacja, że Caroline studiuje. Dzieciak Aresa był w stanie trafić bez mapy i strzelić wystarczająco punktów na egzaminach? Brzmiało jak syzyfowa robota. Weronice udało się dodzwonić na szybko do ichniego Biura Spraw Studenckich (całkiem sprawnie poszło jej podszywanie się pod czyjąś matkę, włączając w to ciężki, rosyjski akcent, pełen pretensji) i rzeczywiście była dzisiaj poprawka. Wcale przy okazji nie udało się jej naprowadzić przy okazji rozmowę tak, ze dowiedziała się, że rzeczywiście panna Leyanall jest na liście studentów.
„Fakty to najbardziej uparta rzecz pod słońcem" mruknęła pod nosem. Z frustracją musiała przyjąć, że ktoś rzeczywiście trafił na uniwersytet, wytrzymuje pierwszy rok i w dodatku pisze egzaminy. Co jak co, ale też ten cytat był dobrze wymówiony. Poczucie kontroli Weroniki wariowało i kręciło się w miejscu, przypominając niebezpiecznie trajektorię lotu Ikara, zanim zderzył się z powierzchnią. Byleby nie było drastycznie uciętę, jak za jednym zamachem uderzenia siekiery.
Ustawiła lusterko i inne bzdety na desce rozdzielczej oraz naciągnęła płaszcz na twarz. Zauważyła machnięcia reką, ale zignorowała. Jedno, drugie, trzecie… W końcu było i to machnięcie, którego oczekiwała. Zajechała przypadkiem na chodnik, ale szybko wyprostowała kierownicę, klnąc pod nosem po rosyjsku. Było to Columbus Circle, 8th Avenue, dosyć znane miejsce do łapania taksówek. Gdy Caroline postawiła nogę w taksówce, Weronika czekała aż zamknie drzwi. Gdy to zrobiła, nacisnęła od razu przycisk blokowania drzwi.
— To nie był Toł— zaczęła od razu.
— KURWANIESTRASZMNIETAK! — Caroline aż podskoczyła, łapiąc za klamkę. Szarpała nią dosyć mocno. Jak dobrze, że Nika pomyślała o tej blokadzie.
— Jak śmiesz skalać imię Tołstoja! — kontnuowała Weronika, naciskając pedał gazu. — To był cytat Dostojewskiego, doucz się z łaski swojej na tym uniwersytecie. A po drugie, masz na karku cały Obóz! Urządzili grę terenową pod tytułem łapać Caroline. Gratuluję!
— Super, w dupie to mam! Skąd ty w ogóle wzięłaś auto?! Umiesz w ogóle jeździć? — zaskoczenie Caroline szybko ustąpiło klasycznej złości.
— A co, to takie trudne?!
— Spierdalam stąd! — Caroline nagle się zamachnęła.
Weronika oglądała, niczym w zwolnionym tempie, jak Caroline podnosi rękę i wpatruje się w szybę. Zakręciła kierownicą, żeby straciła równowagę.
— KURWA! Wypuść mnie, bo cię uduszę! Nie masz szans w walce ze mną, szczególnie na pięści.
— Raz dałam ci wygrać i już problem. — Nika przewróciła oczami.
— Ty za to jesteś problemem całego Obozu. — wysyczała Caroline. — Dokąd my właściwie jedz-
— Nieprawda. — Weronika jej przerwała. Skupiła się na drodze, byleby wyminąć dziury. — Moje rodzeństwo na przykład trzyma na stole licznik, kiedy wyjeżdżam do Nowego Jorku. — Kolejne wyminięcie dziury. — Mają zamiar wykorzystać ten czas ze mną, który im został. Kochani są. Nie to, co twoi zwierzęcy pobratymcy. — Podkreśliła wyniośle.
Nie zauważyła za to, jak Caroline uśmiecha się pod nosem i stara się nie roześmiać na wspomnienie o liczniku. Zaraz potem coś do niej dotarło.
— No tak, idziesz do Nowego Jorku. — zapewne w myślach dokończyła „bogowie, za jakie grzechy mogę spotkać tą pizdę na ulicy przypadkowo?”
„'Bo,' odpowiedział cudzoziemiec i, przymrużywszy oczy, spojrzał w niebo, gdzie, przeczuwając wieczorny chłód, czarne ptaki sunęły bezgłośnie, 'Aniuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie tylko go kupiła, ale już go rozlała.'”
— A, tak, kojarzę. Stephen King, nie?
Weronika odwróciła się od razu, i z frustracją spojrzała twardo Caroline w oczy. Poruszała ustami, tak, jakby chciała cos powiedzieć, ale zajęło jej to za długo. W końcu zacisnęła usta w wąską kreskę, wciąż świdrując szyderczo uśmiechającą się córkę Aresa. Stawiała opór, patrząc bezczelnie swoimi oczami, których jelonek Bambi by się nie powstydził.
— ALE PATRZ NA DROGĘ!!! — Caroline rzuciła się do kierownicy.
Obie dziewczyny przytrzymywały kierownice kurczowo i skręcały na różne strony świata, wrzeszcząc. Żółtke autko miotało, czy to w prawo, czy w lewo na ulicach manhattanowego SoHo. W końcu jego tor jazdy się uspokoił, ale dalej na kierownicy były cztery pary rąk.
— Czy ty próbujesz odpierdalać piruety nawet samochodem, Moronova?!
— Nie twoja sprawa, Lameass!
— Cunt!
— Bitch!
Zamiast walki na szpady wymieniały się walką na wiązanki słowne, odpychając się rękami i próbując dotrzec do kierownicy. W końcu Weronika wdepnęła mocno hamulec, przez co obie wylądowały na desce rozdzielczej, a impet z pewnością nie był przyjemny.
— Dość tego! Ściga cię trzy czwarte Obozu. Jak wrócisz, to dostaniesz w buźkę, nie wiem czy od Pana D czy któregoś domku, bo za schwytanie ciebie wyznaczył nagrodę. To taka cholerna gra terenowa, w której ty jesteś flagą i nie będą się patyczkować.
— Co jest nagrodą? — skrzywiła się Caroline.
— Miesiąc immunitetu na czyszczenie kibli oraz mnóstwo drachm. Na tyle dużo, że możesz zainwestować w listwę dla swojego domku. — warknęła Weronika. Nie trzeba było przekonywać, że nagroda była naprawdę wysoka. — Dlatego odstawiam cię do teatru baletowego i jadę po swoich, żeby się nie włóczyli po niebezpiecznym mieście.
— A. Aha. Trzeba było tak od razu, wiesz, Weronika? Polecam przestać być pizdą z problemem komunikacyjnym. „Hej Caroline, sorry za wystalkowanie ciebie, ale ściga cię calutki Obóz i zwiążą cię jak świnkę, jak wrócisz. Taryfa 2 dolce za milę”. Czemu akurat jebane balety?
— Oh, fuck off. Dbam o swoje rodzeństwo, w dupie mam lampucerę co myli ważnych pisarzy. Marnie widzę twoje szanse na zdanie tego wprowadzenia do makroekonomii, jak czytać nawet nie umiesz.
Nacisnęła na zwolnienie blokady drzwi. Caroline, nieco zaskoczona, mogła wyjść w końcu z puszki, co uczyniła od razu.
— Skąd ty wiesz co dzisiaj pisałam? Nikomu nie mówiłam o tym. Stalk-
Weronika kontynuowała przez uchyloną szybę, ucinając pytania Leyanall. Wyglądała, jakby naprawdę starała się nie wybuchnąć.
— Gdzie mogą szukać dzieciaka Aresa? Poszukaj sobie w swojej liście w głowie, jak bardzo balety są prawdopodobne. Pomyśl o tym, tylko pomyśl!
Zamknęła okno i wdepnęła gaz. Samochód podskoczył i ruszył z piskiem, zostawiając studentkę z nowym naręczem doświadczeń. Zostawiła też za sobą fasadę eleganckiego, klasycystycznego teatru, mocno oświetlonego na tle innych budynków. Weronika kręciła głową, a mentalnemu notatnikowi oberwało się capslockiem.


Caroline?
────
[1264 słowa: Weronika otrzymuje 12 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz