niedziela, 13 września 2026

Od Mikołaja CD Weroniki — „Ach te klasyki”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

— Nie po to zbierałem je cały ranek, żeby teraz dać im- Ej! Zostaw to!
Weronika obserwowała z boku, jak Mikołaj, mocno trzymając rączkę koszyka, siłuje się z rozbawioną najadą. Walczył dzielnie i zawzięcie, ale kiedy już wydawało mu się, że zwyciężył, wodna nimfa zawołała koleżankę. Chłopak chlusnął w wodę, a pływające truskawki otoczyły go wesoło. On, gdy wstał, taki wesoły już nie był. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
— Kurwa… mać — przeklął po polsku, odkasłując wodę między słowami.
— Twoja wina — wzruszyła ramionami. — Tak to jest, jak człowiek zajmuje się głupotami, kiedy świat się wali.
Mikołaj przerwał wykręcanie wody z koszulki i westchnął z irytacją.
— Twoja stara się wali — prychnął.
— Nie obrażaj bogini Ateny, z łaski swojej — założyła ręce na piersi. — Nie masz prawa tak mó-
— Z łaski swojej, zamknij w końcu mordę — przerwał jej. Weronika mimowolnie posłuchała polecenia i spojrzała na niego, zaskoczona nagłym przypływem agresji.
Mikołaj trzymał koszulkę u dołu, próbując ograniczyć powierzchnię, którą mokry materiał dotykał jego ciała. Bogowie — myślał — jeśli chcecie wysłać mnie do piekła, niech chociaż będzie suche. Mokra szmata nieprzyjemnie kleiła się do jego klatki piersiowej i pleców sprawiając, że nie tylko było mu zimno, ale też czuł się okropnie nieprzyjemnie. Z każdą kolejną sekundą irytacja wzrastała w nim coraz bardziej, a komentarze Weroniki zdecydowanie nie poprawiały sytuacji. Jakby tego było mało, niepokoił go ciągle podnoszący się poziom wody. Przed chwilą ocean ledwo dotykał jego kolan, a obecnie sięgał połowy ud.
— Przepraszam, ja… — odezwał się chwilę później, gdy trochę ochłonął.
Nie zdążył dokończyć. Kolejna fala, większa niż poprzednie, ochlapała ich z góry do dołu. Weronika, której do tej pory udało się pozostać względnie suchą, teraz również ociekała wodą. Z jej ust wydobyło się kilka przekleństw, tym razem rosyjskich. Woda sięgała im do pasa.
— Wracając do twojej matki — odważył się Mikołaj, unikając jej spojrzenia.
— Nie — urwała.
— Na pewno nie macie jakiejś zasady, w której pisze, że dzieci Ateny nie mogą zbliżać się do oceanów?
— Jest napisane — poprawiła. — Nie.
— To dlaczego, na bogów, tylko twoi toną?!
Weronika przerażona spojrzała w stronę zbiornika, zapominając o chęci odpyskowania. Gdzieś w oddali wypatrzyła dwójkę jej rodzeństwa, zanurzonych po szyję w wodzie. Przeklęła zdenerwowana. Po chwili przeklęli oboje, widząc jak Maur spada z hippokampa.
— Cholera jasna…
— Myślę, że jako grupowa, do tego świetna pływaczka, powinnaś ich uratować — Mikołaj na wszelki wypadek cofnął się o kilka kroków, wychodząc z pola rażenia Weroniki.
— Są mądrzy, poradzą sobie — odparła bez przekonania.
— Tchórz.
— Nie, mój drogi, Dostojewski pisał, że tchórzem jest ten, kto ucieka. A ja nie uciekam.
— Nie, ty stoisz. Jak tyka przy pomidorze.
— Przynajmniej nie truskawkach.
— A propo truskawek, patrz tam — Mikołaj ze śmiechem wskazał miejsce, w którym dwa hippokampy oraz Sony przerzucały między sobą owoc, niczym piłkę. — Chyba się polubili.
— Obraz nędzy i rozpaczy — podsumowała zrezygnowanym tonem. — Jedni się bawią, drudzy walczą o życie.
— To prawie jak w twoich książkach — zauważył Mikołaj.
Po chwili stali się naocznymi świadkami przestępstwa. Do wesołej gromadki podpłynęła jedna z najad. Hippokampy, zadowolone z nowego towarzysza zabawy, zaprosiły ją do kółeczka. kiedy jednak truskawka trafiła w ręce nimfy, ta z uśmiechem na twarzy odrzuciła ją daleko, kilkanaście metrów wgłąb oceanu. Następnie, jakby nigdy nic, podpłynęła do jednego z obozowiczów (o dziwo, tym razem nie dziecka Ateny) i wciągnęła go pod wodę.
Mikołaj i Weronika spojrzeli po sobie z przerażeniem. Całą uwagę skupili na biednym herosie, próbującym wyrwać się z mokrych objęć najady. Zignorowali też ostrzegawcze krzyki Sony. Szukające nowego zajęcia hippokampy płynęły w ich stronę.
Nagle poczuli, że coś ich unosi, a sekundę później w szybkim tempie oddalali się od miłego, suchego brzegu. Wodne koniki urządziły sobie wyścig do bliżej nieokreślonego celu, a przerażeni nastolatkowie na ich grzbietach mocno trzymali się szyi zwierząt. Mikołaj modlił się w duchu do wszystkich bogów świata, nie ważne, czy w nich wierzył, aby nagle nie wpadły na pomysł popisywania się nurkowaniem lub skakaniem salt.


Weronika?
────
[630 słów: Mikołaj otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz