niedziela, 13 września 2026

Od Mikołaja CD Lucasa — „Ryan Gosling to dosłownie ja”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA

— Co? — Lucas zamrugał kilkukrotnie, próbując przetrawić to, co usłyszał od nastolatka. Spojrzał na Mię, jakby chciał upewnić się, że nie ma omamów, ale ta jedynie zachichotała.
— Pytałem, czy pojechałbyś ze mną-
— Wiem, o co pytałeś — przerwał mu, nadal lekko zaskoczony. — Ty wiesz, jak daleko to jest, nie?
— Wiem — wzruszył ramionami.
— Wiesz, ile taka podróż zajmuje? — Lucas mówił tonem, którym normalnie tłumaczyłby pięciolatkowi, dlaczego przytulenie jeżozwierza nie jest dobrym pomysłem.
— Sam mówiłeś, że kilka dni, wiem — starał się brzmieć poważnie. — Aż za dobrze — zaśmiał się.
— Wiesz, chciałbym… ale mam dziecko, studia… nie mogę od tak wyjechać na tydzień…
Mikołaj wymamrotał coś o nudnych dorosłych i mając przed oczami wizję jeszcze nudniejszych, samotnych dni w pociągu, zajął się jedzeniem ciasta. Mia podparła głowę na ręce i z przebiegłym uśmiechem patrzyła na Lucasa.
— Sprytnie — zaśmiała się. — Szkoda, że w tym tygodniu nie masz zajęć.
Gdyby wzrok mógł zabijać, Mia w tej chwili by umarła. Lucas nerwowo wciągnął powietrze, a wyglądał przy tym tak komicznie, że Mia żałowała, że nie zdążyła zrobić mu zdjęcia. Mikołaj przeniósł spojrzenie z talerzyka najpierw na nią, później na Lucasa, a ostatecznie zawiesił je na Ruby, która trzymała w ręce widelczyk Lukasa, niebezpiecznie zbliżając go do oka.
— Zostaw to! — wyrwał dziecku widelczyk i położył na stole, daleko poza zasięgiem krótkich rączek dziewczynki, które teraz zajęły się uchem Lucasa.
— A Ruby? — mężczyzna zaczął przyglądać się leżącym sztućcom. — Sam widzisz, sekunda nieuwagi…
— Ja z nią zostanę — uśmiechnęła się Mia zachęcająco. Lucas westchnął. — No co? Od dawna mówisz, że chciałbyś odwiedzić Obóz. To świetna okazja, masz pretekst!
— Ale-
— Nie ma ale. Widzę, że chcesz.
— No dobra… — westchnął ponownie, jednocześnie unikając palców Ruby, której bardzo spodobały się dziurki w nosie ojca.
— Czyli jedziemy? — ożywił się Mikołaj.
— Jedziemy — przytaknął.
— Damn, poszło łatwiej niż ostatnio — zadowolony z siebie wrócił do jedzenia ciasta. Mia i Lucas wymienili zaskoczone spojrzenia, ale Mikołaj nie wyjaśnił, co takiego miał na myśli.

— Czyli najpierw dwa dni do Chicago, potem przesiadka do Pittsburga, a potem prosto do Nowego Jorku… — powtarzał na głos Lucas instrukcje Mii, przeglądającej strony z połączeniami kolejowymi.
— Tak, wyjazd o szesnastej pięćdziesiąt pięć z… tamtego peronu — wskazała tabliczkę z numerem. — Za pół godziny, idealnie.
— Dzięki, słyszałeś? — zwrócił się do Mikołaja.
— Tak, tak — chłopak nie oderwał wzroku od ekranu telefonu. — Na reddicie piszą, że w Stanach nie ma mandatów za brak biletu? Naprawdę?
— O ile się nie awanturujesz… — zgodziła się Mia. — Po prostu cię wyrzucają.
— I o ile nie trafisz na służbistę — Lucas poprawił Ruby, która zaślizgiwała mu się z rąk.
— Ale super, czyli nie musimy nawet kupować biletów!
— Musimy zarezerwować miejsca… — mężczyzna nie wyglądał na przekonanego. — Nie chcemy mieć problemów.
— Zarezerwować miejsca pół godziny przed? — Mia uniosła brew, zaskoczona pomysłem. — No, powodzenia.
— Ale-
— Nawet jak każą nam zapłacić, mandat będzie niższy niż te bilety. Widziałeś te ceny? — zauważył Mikołaj, ciesząc się ze wsparcia Mii.
— Rób jak chcesz — Mia wzruszyła ramionami. — Ale ja na twoim miejscu schowałabym się w toalecie, przynajmniej do tego Chicago.
— Idę zapytać o te bilety — powiedział stanowczo, po czym zniknął w budynku dworca.
— Nudziarz.
Kilka minut później wrócił, a wnioskując z jego miny, misja nie przebiegła pomyślnie.
— I co? — zaciekawił się Mikołaj.
— Nie ma wolnych miejsc — westchnął. — A cena… miałeś rację.
— A to ostatni pociąg dzisiaj — zauważyła Mia. — Przemyśl to.
— Mamy dziesięć minut — dodał Mikołaj.
Lucas zawiesił wzrok na torowisku, w myślach analizując wszystkie plusy i minusy decyzji, którą zamierzał podjąć. Wziął głęboki oddech, a z zamyślenia wyrwał go komentarz Mii.
— Masz dwadzieścia lat, czy pięćdziesiąt, że jesteś taki sztywny?
— Nienawidzę was — mruknął i przekazał Ruby w ręce przyjaciółki. — Oprócz ciebie, ciebie kocham — pożegnał się z córeczką.
— I nawzajem — zaśmiała się Mia.
— Dzięki.
— Super jesteś! — rzucił Mikołaj, machając Mii na pożegnanie.
Chwilę później wchodzili do pociągu. Kilka minut krążyli po wagonach, próbując znaleźć dogodne miejsce. W końcu Mikołaj powiedział, że w ich sytuacji najbezpieczniej będzie zamknąć się w toalecie, a Lucas niechętnie się zgodził. Zapowiadało się czterdzieści godzin pełnych wrażeń i smrodu z kibla. Oby bez robaków.
— A tak w ogóle… — odezwał się Mikołaj, kiedy wygodnie usadowili się na, bogom dzięki, suchej podłodze. Musiała być sprzątana maksymalnie kilka minut wcześniej. — Kim jest ten cały Sebastian Wilder? Jakiś Dziki Seba z dżungli?


Lucas?
────
[686 słów: Mikołaj otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz