JESIEŃ
Dzień był wspaniały na naukę pływania.
Za to sama Weronika żałowała, że nie umie pływać. Jeszcze. Powiedzenie, że nie umie pływać, nie wchodzi w grę. Mówiąc poetycko, stała na rozdrożach. Jaką by nie podjęła decyzję, niezliczone potwory kąsały po łydkach, zabierając jej czas na planowanie. Mówiąc prosto, wkopała się.
Pływanie przecież nie może być trudne. Potrzebowała minuty, żeby przywołać sobie w głowie obrazy pływaków. Jakieś machanie rękami, nogami. No i żeby nie wciągnąć wody przypadkiem. Problemem było to, ze ilekroć patrzyła na morze, przeszywały ją dreszcze.
Docierały do niej wspomnienia, kiedy widziała obrysy ręki, odznaczającej się na tle przytłaczających błękitów i ultramaryny. Wtedy żadne myśli nie przychodziły. Ot, poddała się, spadając w toń. Dźwięki przestały docierać, zapadła dziwnie kojąca cisza. Ikar, który za bardzo zbliżył się do granicy. Zacierała się.
Potem pamiętała już tylko, jak kaszlała boleśnie, prawie wymiotując wodę z płuc. Opatulona ręcznikiem, marzyła o zapadnięciu się, dla odmiany, pod ziemię. Opowieść została, zmieniał się tok wydarzeń. Ojciec kłócił się z dziadkiem, kto wyciągał ją z wody. Babcia wspominała o szoku, jaki przeżyła. Odmawiała wtedy jakąś modlitwę.
Od tej pory nie zbliżała się do wody. Poczuła na własnej skórze, że w takich sytuacjach, jako dziecko Ateny, nie ma co liczyć na pomoc Posejdona.
A teraz stoi jak kołek nad tą plażą i komentuje technikę Mikołaja, który wyglądał jak foka. O ile foki robiły co jakiś czas manewr sięgania po koszyk i wciągały truskawkę jednym gryzem.
— Zostaw te cholerne truskawki!
— Nie krzycz już tak na mnie i sama trenuj! — odparł naburmszony.
Reszta obozowiczów albo wpatrywała się w nich, albo patrzyła na Sony i co niektórzy na piasku próbowali machać rękami. Z podobnym skutkiem co Mikołaj.
— Technika jest ważna, wszystko jest w szczegółach. Na przykład musisz podnieść wyżej głowę. Gdybym pływała, to bym nie mogła zobaczyć, jak wy sobie radzicie. Głowa, Mikołaj, inaczej zakrztusisz się wodą. Dobrze ustawiasz nogi.
— Ja pierdolę. — sapnął pozorant.
Weronika zwróciła się do reszty. Wpadł jej do głowy nawet bezpieczny pomysł.
— Zróbmy sobie małą przerwę i zrobimy potem w wodzie ćwiczenia na wzmocnienie mięśni. Eee, pleców, nóg, takie przydatne do pływania. Potem zostaniecie zwolnieni z treningu, bo to jakby trening, prawda?
Obozowicze rozchmurzyli się nieco, a Weronika w głowie dała sobie naklejkę Dzielnego Grupowicza. Mikołaj podniósł się z ulgą.
— Mam nadzieję, że potem się wyrówna ilość osób umiejących pływać. — podjął próbę przyjaznego zagajenia.
— Liczbę. Ilość jest używana do niepoliczalnych rzeczy. — odparła sucho Nika, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo odtrąciła próbę grupowego domku Dionizosa.
— No chyba że tak. — odpowiedział bez przekonania.
Wyciągnęła z plecaka swój notes, zakreśliła linijką tabelki (były zdecydowanie ładniejsze niż te Mikołajowe) i kalkulowała na swój sposób, ile osób powinno się nauczyć. Od żabki prosta droga do innych pozycji pływackich, prawda?
Sony radośnie kręciło kółka, pokazując nieco bardziej kumatym, jak to się robi. Nagle zaczęło krzyczeć, a reszta się odwróciła.
Oczom Mikołaja i Weroniki ukazały się grupki najad oraz parę hipokampów. Z jakiegoś powodu pojawiło się więcej wody, która uderzyła w nich falami, zalewając plażę. Zdziwieni półbogowie uciekali, testując w panice nowo poznane techniki pływania.
— Co się dzieje?!
— Chcą się bawić! Myślą, że umiemy pływać! — Sony podpłynęło do nich. — Mówią, że dawno nie było takiej zabawy z herosami.
— Jakiej, cholera, zabawy!? Zalewają nas!
Z daleka rozlegał się chichot nimf oraz ciche rżenie wodnych szkap. Weronika zakrztusiła się wodą, a Mikołaj pomógł jej wstawać.
— Niech mnie Zeus strzeli. — skomentowała tylko.
— Może lepiej nie. Musimy zobaczyć, czy reszta, no, żyje. — rozstrzęsiony Mikołaj zbierał unoszące się na wodzie truskawki.
— Zostaw te pierdolone truskawki! — zawyła Nika.
────
[581 słów: Weronika otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz