JESIEŃ
Z małą pomocą hipokampa, udało mu się wdrapać na grzbiet stworzenia. Mocno przylgnął do mokrej grzywy i obiecał sobie, że nigdy więcej jej nie puści. A przynajmniej do czasu, kiedy pod stopami nie znajdzie stałego lądu. A wtedy uklęknie, ucałuje go i przysięgnie go kochać i szanować do końca życia. Serce biło mu jak szalone, a on z szeroko otwartymi oczami przyglądał się wodzie, wypatrując powrotu morskiego flirciarza. Może gdyby okoliczności były inne…
Do uszu Mikołaja przerażone krzyki jednego z obozowiczów. Tego samego, którego wcześniej próbował uratować. Odważył się odwrócić głowę do tyłu i zobaczył, jak najady robią z chłopaka ludzką huśtawkę. Jedna nimfa trzymała herosa za ręce, druga za nogi, a trzecia chyba szykowała się do wskoczenia na dzieciaka.
— Nie mój domek, nie moje małpy… — powiedział pod nosem, odwracając wzrok. Oby nie miał beefa z matką, bo tylko ona może go teraz uratować.
— Nie ma za co! — usłyszał z drugiej strony.
Spojrzał na Weronikę, która, wyraźnie oburzona brakiem podziękowania za ratunek, wyglądała, jakby rozważała jak z powrotem wrzucić syna Dionizosa do wody. Mikołaj mocniej złapał grzywę rumaka i westchnął głęboko.
— Dziękuję ci, jakże cudowna córko wielce wielmożnej Ateny matki przenajświętszej za ten bohaterski czyn, który wymagał od ciebie niewyobrażalnego poświęcenia i męstwa. — Ostrożnie puścił jedną rękę i teatralnym gestem przyłożył do piersi. — Jak to mawiał Słowacki: Weronika Winkelriedem herosów! Poświęci się, choćby na dno miała… Ej!
Hipokamp, którego dosiadał Mikołaj, niespodziewanie wierzgnął. Ręka chłopaka w ostatniej chwili wróciła na grzywę, ratując go przed ponowną kąpielą.
— Nie pajacuj — prychnęła Weronika.
— Ale naprawdę tak powiedział!
— Drugi raz ci nie pomogę.
— Pisał jeszcze, że Rosjanie to pizdy — wzruszył ramionami. — Parafrazując. Ale to chyba akurat Maleńczuk.
— Spierdalaj.
Tym razem to Weronika przeżyła minizawał, gdy jej wierzchowiec podskoczył, jakby spłoszony. Do otwartych ust dziewczyny, gotowych do wypowiedzenia kolejnych wyzwisk lub cytatów, dostała się woda, którą w panice zaczęła odkasływać. Mikołaj rzucił okiem na ocean, po którym płynęli.
— Truskawki?
— Teraz już ich nie łowisz? — rzuciła dziewczyna, rzucając pływającym owocom nieufne spojrzenie.
— A co, zgłodniałaś?
Po chwili do wody wpadła kolejna truskawka, a hipokampy zarżały nieprzyjemnie.
— A to chuje — Mikołaj podniósł wzrok i dokładnie w tej chwili dostał w nos truskawką. — Kurwa!
— No i po cholerę je przynosiłeś?! — Weronika unikała ciosów, kołysząc się na boki. W końcu udało jej się złapać jeden z owoców, który z całej siły rzuciła w stronę agresywnych nereid. Ku rozbawieniu Mikołaja, nie trafiła.
Chłopak w tym czasie, ryzykując kolejne spotkanie z hot-nereidem-2-metry-od-ciebie, wychylił się i pozbierał część pływających truskawek. Złapał krawędź koszulki i włożył owoce do powstałego „koszyka”. Chcą wojny? Dostaną wojnę.
— Mój dzielny rumaku — zwrócił się do hipokampa. — Dzisiaj rozegramy drugi Grunwald. Wierzę w ciebie.
Rozpoczęła się bitwa na śnieżki. Z tą różnicą, że nie było śnieżek. Nie było nawet zimy. Były truskawki, które nawet nie były białe. Zasady były te same, no, pomijając przewagę nereid — zarówno ilościową, jak i środowiskową. Mikołaj atakował nimfy, nimfy atakowały ich, a Weronika, która nie uzbierała wcześniej odpowiedniego zapasu amunicji, oprócz unikania truskawek, próbowała również je łapać.
— Druga! — krzyknął dumny z siebie, gdy truskawka trafiła w twarz drugą nereidę. Dla kontrastu on sam oberwał co najmniej pięć razy.
— Dziwki za dobrze celują — prychnęła Weronika, unikając latających owoców.
Mikołaj zastanowił się chwilę, próbując ustalić, jak bardzo beznadziejna jest ich sytuacja. Byli kilkadziesiąt metrów od brzegu, na strachliwych rumakach, które prowadziły ich w bliżej nieokreślonym kierunku. Czy mogło być piękniej?
— Ej — zagadnął. — Myślisz, że nereidy piją wodę z morza?
— Oceanu — poprawiła. — Nie wiem, chyba tak. A co?
— Posejdon mnie zabije, jak pobawię się w Jezusa i zmienię wodę w wino i upiję mu nimfy, nie?
Córka Ateny zamrugała kilkukrotnie, po czym spojrzała na chłopaka jak na idiotę. Mikołaj sam nie wiedział, czy byłby w stanie to zrobić i czy jego pomysł ma jakikolwiek sens. Skoro jednak Weronika wyglądała, jakby nad nim myślała, nie mógł być aż tak głupi.
— A hipokampy?
— Da się upić konie?
Jak na zawołanie, oba wierzchowce zarżały ostrzegawczo. Dwójka nastolatków odwróciła wzrok od siebie i spojrzała w przód.
— Cholera jasna, co znowu? — westchnęła Weronika, widząc dwie nereidy płynące w ich kierunku.
— Zostawcie nas!
— Jak sobie życzysz — zaśmiała się jedna z nimf, podpływając do hipokampa, na którym siedziała Weronika. Klasnęła mu przed pyskiem. — Bu!
Wierzchowiec podniósł się na tylnej płetwie niczym na nogach, zrzucając córkę Ateny z grzbietu. Dziewczyna głośno przeklęła i runęła w wodę. Mikołaj, przerażony, pogłaskał swojego hipokampa po szyi, uspokajając go cicho. Cały czas obserwował, jak Weronika walczy z falami, podczas gdy te wredne piz— przepraszam, nimfy, przeganiają drugiego z koni. Dobrze, że Weronika umie pływać — pomyślał.
────
[751 słów: Mikołaj otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz