JESIEŃ
Najpierw znika brzeg. Potem powierzchnia zaczyna przypominać szybę, za którą istnieje jakiś jaśniejszy i zdecydowanie bardziej odpowiedni dla człowieka świat. Wreszcie zostaje już tylko głębia i nieprzyjemne odkrycie, że morze nie musi człowieka ciągnąć w dół. Wystarczy, że przestanie mu pomagać utrzymywać się na górze.
Trudno o bardziej elegancki sposób przegrania dyskusji z fizyką.
Weronika się topiła.
Pociemniało jej przed oczami. Ciemne kształty falowały jej przed oczami, nie wyglądały jak ręce. Wszystko jedno zresztą, nie reagowały. Nie młóciły wody. Powierzchnia wody nagle przestawała być błękitna. Zasnuł ją ciemny kolor.
Zdążyła tylko pomyśleć: „Tato, tęsknię za tobą”.
Osunęła się w mrok.
Bolało ją wszystko. Zwymiotowała od razu. Kaszlała, dopóki nie przeszły spazmy przez jej ciało. Wypluwała wodę, jak mogła.
Ujrzała nad sobą mnóstwo ciekawskich twarzy. Rozpoznała od razu zaaferowane Sony. Mikołaja też. Jebany idiota, idź poszukać jakichś truskawek, a nie tak patrzysz na mnie, pomyślała. Marzyła tylko, żeby się w końcu od niej odwalili. Tyle się stara dla innych a oni co? Niewdzięczni.
Jęczała z bólu, kiedy się podnosiła. Na szczęście dużo osób obserwujących ją stwierdziło, że zostawiło żelazko w swoim domku i musi po nie iść. Sony chciało sprawdzić jej oddech, ale Weronika odepchnęła je.
— Dobrze, że udało się w porę ciebie wyciągnąć. Gdyby nie hipokamp, możliwe, że, eee, nieważne, masz ochotę na ambrozję? — szczebiotało. Grupowa domku nr 6 nawet nie musiała pytać, co chciało powiedzieć. Wystarczył ton, żeby się domyśleć, że gdzieś by tam dryfowała na dnie z rybkami i nereidami. — Musisz dobrze odpocząć i przełożyć lekcje pływania na inny dzień.
Pacjentka machnęła ręką. Zwróciła uwagę na Mikołaja, który wyglądał czegoś w morzu. Prychnęła, przypominając sobie, jak bardzo miał w dupie tego tonącego dzieciaka a wolał się umizgiwać do jakiegoś strumyka płci męskiej. Nie obchodziło ją, że to było rzadkie, najchętniej te wszystkie nimfy wodne spuściła w kanalizacji. Zabrała swoja manatki i kierowała się w stronę Obozu.
Jak na złość, grupowy domku Dionizosa zauważył ją i podbiegł do niej.
— S-siema. Myślałem, że umiesz pływać i że sobie poradzisz.
Zbyła go milczeniem. Płuca za bardzo ją bolały, żeby się wypowiedzieć, zresztą, co miała powiedzieć? Pływam chujowo, hipokoń nagle wrzucił mnie do wody i nie mogłam się utrzymać na powierzchni? Mikołaj widocznie nie zauważył jej złego humoru.
— Możemy przełożyć na inny dzień, o taka środa, wiesz, żeby Obóz nauczył się pływać. Wiesz, może zdążysz kupić strój i pokażesz nam, te sprawy? Pasuje ci godzina dwunasta?
Po czym wyciągnął truskawkę z kieszeni i ją schrupał. To była ostatnia słomka Weroniki.
— PIERDOL SIĘ MIKOŁAJ! — wrzasnęła.
Podskoczył, mrugając oczami.
— PIERDOL SIĘ TY I TE TWOJE TRUSKAWKI I TE CAŁE JAKIEŚ SŁOWA, WACKI, JEBANE NEREIDY. NAWET NIE MOŻESZ DOPILNOWAĆ DZIECIAKA!!! SUKA! BLYAT!!! — wrzasnęła na całe gardło. Bardzo szybko zaczęła tego żałować, pobolewało od razu.
— No, idź się umawiać z tym nereidem, który jest znany z tego, że podrywa każdego! Nie jesteś specjalny, jesteś jednym z wielu! No, idź do innych i powiedz, jaka ja to nie jestem zjebana! Najlepiej Niketasowi się poskarż, o! Bo chciałam zrobić cokolwiek innego niż wywijanie mieczem piąty raz w tygodniu! Do zobaczenia na następnym spotkaniu grupowym, ha-ha, Morozova się prawie utopiła, super temat! — wyrzygała z siebie całą litanię, a łzy uderzały jej do oczu. Zostawiła za sobą skonfundowanego Mikołaja, któremu ręka z truskawką zamarła w połowie drogi. Na odchodne pokazała mu środkowy palec.
────
[545 słów: Weronika otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz