WIOSNA, obecnie
Ikar przynajmniej miał przyzwoitość spaść.
To więcej, niż można powiedzieć o większości ludzi, którzy obierają sobie cel, poświęcają mu lata, zdrowie i kilka relacji, a po jego osiągnięciu natychmiast przesuwają granicę odrobinę dalej. Szczyty mają tę paskudną właściwość, że z bliska przestają wyglądać jak szczyty. Zawsze widać z nich coś wyższego.
Być może właśnie na tym polega największa ułomność człowieka: nie na tym, że jest mały, śmiertelny i wyjątkowo łatwo zrobić mu krzywdę, lecz na jego całkowitej niezdolności do uznania któregokolwiek z tych faktów za argument przeciwko czemukolwiek.
Dlatego przepływa oceany.
Wszystkie linijki z mentalnego notesu kotłowały się teraz w głowie z tej feralnej jesieni, kiedy się prawie utopiła. Powodem była woda. Oraz spojrzenie w oczy Mikołajowi. Pamiętała wątki, jakie sie tam rozgrywały. Pamiętała również wybuch chłopaka. Potem, na spotkaniach grupowych, jescze bardziej zlewał się ze ścianą i niechętnie odpowiadał na pytania. Weronika tylko liczyła na to, że czegoś się nauczył po tym całym bajzlu, a tak to ignorowała go. Jeszcze bardziej forsowała pomysły, jakie należało wprowadzić. Coraz częściej zaszywała się też w odludziu leśnym, z książką w rękach. Ostatnimi czasy też pisała recenzje nowych wydań.
Ale najpierw ab ovo. Wcześniej wpatrywała się w toń wody, stojąc na brzegu. Jezioro tego dnia było wyjątkowo spokojne. W dodatku nie było obozowiczów, kto lubił wodę ten siedział w największym, a w dodatku musiał lubić względnie niską temperaturę. Gdy przyjdzie lato, wtedy to będzie problem, w dodatku wrócą ci wakacyjni obozowicze. Pokręciła głową, gdy pomyślała, ile dzieciaków musi ustawić do pionu. Czas na naukę. Ważną naukę.
Za każdym razem, kiedy zanurzała głowę pod powierzchnią, ogarniała ją panika. Starała się z nią walczyć na wiele różnych sposobów, ale wciąż wracały do niej obrazy z topienia się, zarówno po raz pierwszy, jak i po raz drugi. Prychała na wszelkie strony i sapała jak lokomotywa. W głowie przewijała strony staroświeckich podręczników „ABC Pływania”, próbowała powtarzać rysowane ręcznie schematy. Nogi prosto, skręt tułowia, ręka do kraula. Wpatrywała się minutami w nie. Ręce do kraula, woda w gardle, zakrztusiła się. Obrót głowy w teorii był prosty, teraz, w praktyce, był zadaniem wręcz niemożliwym. To było niezwykle irytujące, że woda stawiała jej opór na tyle, że nie miała jak zręcznie przełożyć tego na taniec (tak, w ten sposób uczyła się walki). Już przejście na pointy było względnie krótsze niż opanowanie machania nogami w tych głupich pozycjach. Motywowała się, jakżeby inaczej, cytatami z książek. To tylko jedna z wielu stacji krzyżowych, jakie spotka na swojej drodze. Kiedy się poddawała, przed oczami stawał jej ojciec, który marszczył krzaczaste brwi i mruczał coś o niepowodzeniu.
Kaszląc, wyturlała się na brzeg. Pochyliła się nad tymi stronami ponownie, wyciągając również z plecaka „Pływanie dla idiotów” jako ostatnią deskę ratunku. Kto by chciał uznawać się za idiotę? Nagle podniosła wzrok, czując, że ktoś ja obserwuje i nie myliła się. Grupowy domku Dionizosa stał przy kierunkowskazie i wpatrywał się w nią. Na szczęście dla Weroniki nie jadł truskawek. Nie była zaskoczona, co najwyżej zmarszczyła brwi.
— Pływamy, co? — nerwowo zaczął.
— Długo już tak obserwujesz? — odparła z chłodem Weronika.
— Jakieś dwie minuty? Może mniej?
— Mhm.
Wciąż stała nad książkami, wciąż woda z niej spływała i kapała na liście oraz papier. Była ubrana tylko w najprostszy czarny kostium dwuczęściowy, była przyzwyczajona do niskiej temperatury. Jej kostki i kolana oblepiały bandaże oraz taśmy kinezjologiczne, milczące świadectwo dawnych lekcji baletowych. W gorszych dniach nagi potrafiły mocno pobolewać, przez co wcale nie wyżywała się na współobozowiczach. Ani trochę. Widziała, jak wzrok Mikołaja analizował jej ciało, dopóki nie zauważył blizn na udach. Na jego wesołkowato głupiej twarzy zawitało zafrasowanie.
— Ja nie chciałem… Znaczy się, nie miałem tego na myśli. Że no. Żebyś się pocięła. Tak tylko głupio powiedziałem. Nawet jeżeli mnie wkurwisz czasem… Czy tam zawsze. Nie myślałem… Eee, bardzo źle jest?
Przewróciła oczami, już nawet nie siląc się na ironizowanie.
— Cichaj już. To są stare blizny. Nawet się nie znamy, to po co bym miała przejmować się twoim zdaniem? — skrzywiła się.
Pamiętała ten wyrzut, ale bardziej przejęło ją to, że się skupił na niej, zamiast poprawić to, co zjebał. Imbecyl. Do tej pory uważała, że nie było w tym nic z jej winy. Jeżeli płakała w poduszkę tamtego dnia, to z powodu prawie odejścia na tamten świat, a także tego, że Obóz był cholernie niewydolny. Ze świadomością, że za niedługo z niego odejdzie. I zostawi wiele niedokończonych spraw.
Wróciła do ćwiczeń w wodzie, tylko po to, żeby dostać kolejnego ataku paniki przy zanurzeniu głowy i po raz kolejny schrzanić kraula.
— Fuuuuck! — wrzasnęła zirytowana.
────
[741 słów: Weronika otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz