wtorek, 15 września 2026

Od Mikołaja CD Weroniki — „Ach te klasyki”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Truskawka, rzucona w złości, rozciapała się na ścianie jednego z pobliskich domków. Mikołaj przygryzł wargi i wbił wzrok w trawę, próbując siłą powstrzymać łzy przed wypłynięciem. Zderzały się w nim dwa sprzeczne uczucia: współczucie oraz coraz większa nienawiść do Weroniki. A naprawdę zdążył ją polubić. Mimo trudnego charakteru dziewczyny, zdążył poczuć do niej odrobinę sympatii. W jego wcześniejszych docinkach nie było ani trochę niechęci, jedynie próba znalezienia wspólnego języka, może trochę na opak. Szkoda, że jak zawsze musiał wszystko zepsuć.
— A wiesz co? Pierdol się! — krzyknął na widok środkowego palca córki Ateny. — Nic dziwnego, że nikt cię tu nie lubi!
— Spierdalaj! — Weronika nawet się nie odwróciła. Cały czas szła przed siebie, kierując się w stronę domku Ateny. Mikołajowi nie umknęło, że dwójka dzieci, które przed chwilą przyglądały się ich kłótni z okien domku szóstego, teraz opuściły budynek, patrząc w stronę grupowej jedynie kątem oka. Uśmiechnął się pod nosem. Mądry ruch, jak na dzieci Ateny przystało.
— Widzisz?! Nawet one przed tobą uciekają! — wypalił. — Nikt nie chce spędzać czasu z taką nieznośną wywłoką!
Weronika nadal szła przed siebie, co zaczynało denerwować chłopaka. Wziął głęboki oddech i przyśpieszył kroku. Kiedy udało mu się dogonić dziewczynę, mocno złapał ją za ramię. Odwróciła się, a Mikołaj uznał za całkiem upokarzające, że aby spojrzeć jej w twarz, musi unieść głowę do góry.
— Czego jeszcze chcesz? Daj mi, kurwa, spokój!
— Co jest z tobą nie tak?! Sama wymyślasz jakieś lekcje, sama wkładasz sobie patyk w szprychy, a potem płaczesz, że spadłaś. I po cholerę ci to było?! Po cholerę wszystkich okłamałaś?! Żeby się dowartościować??? Sorry, że nie skoczyłem za tobą, nie jestem tak głupi! Szkoda, że cię wyciągnęli.
Córka Ateny, czerwona jak te biedne truskawki, otworzyła usta, a po chwili je zamknęła, nie wypowiadając ani słowa. Popatrzyła na Mikołaja ze wściekłością i pobiegła w stronę domku. Syn Dionizosa zacisnął pięści i rzucił za nią na odchodne:
— Tylko się nie potnij! Albo zrób to skutecznie, bo jak ci znowu nie wyjdzie, to nikt ci już nie pomoże! Cały obóz cię nienawidzi!
Widział, jak Weronika wchodzi do domku i trzaska drzwiami. Miał nadzieję, że nie zobaczy jej przynajmniej do spotkania grupowych, a najlepiej już nigdy. Nie miał ochoty nigdy więcej słyszeć jej głosu, a tymbardziej tych durnych cytacików.
Odwrócił się na pięcie i prawie podskoczył, widząc, że dookoła zebrała się niezła gromadka, wyraźnie zainteresowana kłótnią dwójki grupowych. Wśród nich napotkał zawiedzione spojrzenie Sony. Mikołaj szybko odwrócił wzrok od Apolliniątka i pobiegł przed siebie.
Dlaczego musiał to powiedzieć?
Usiadł na trawie pod jakąś ścianą i przytulił kolana do klatki piersiowej. Już nie próbował ukrywać łez, było mu wszystko jedno. Weronika miała rację. Był bezużyteczny, nawet nie potrafił uratować tamtego dzieciaka. Jako grupowy powinien być odpowiedzialny za bezpieczeństwo wszystkich obozowiczów, nie tylko swoje rodzeństwo. Ale on się nawet o to nie prosił! Nie chciał być grupowym! A z resztą, dzieciak Nike ostatecznie został bezpiecznie odstawiony na brzeg. Woda opadła, a nikomu nic się nie stało. Kilka osób zostało podtopionych, a największego pecha miała Weronika. Ale co on mógł zrobić? Nie była statkiem, a on jego kapitanem, aby utopić się razem z nią. Bo tak skończyłyby się jakiekolwiek próby ratowanie dziewczyny przez niego. Może powinien ją przeprosić?
Ale za co? Zaśmiał się sam do siebie, bezradnie patrząc w przestrzeń. Ta cała szopka to był jej pomysł. To wszystko była jej wina. Nie zamierzał przepraszać, to jemu pierwszemu należały się przeprosiny… prawda?
I jeszcze ten pieprzony nereid. Tak, Nika, masz rację! Marzę o tym, aby do niego wrócić! Przepraszam, że jesteś zazdrosna i marzysz o byciu obmacaną przez pierdoloną nimfę! Nie wiedziałem! Mogłaś wskoczyć do tej wody, spodobałoby ci się! Z obrzydzeniem dotknął wciąż wilgotnego ramienia, za które kilkadziesiąt minut temu złapała go mokra, oślizgła dłoń. Córka Ateny miała rację w jednym. Nie był nikim specjalnym. Nie zasługiwał na miłość.
Wrócił pamięcią do tamtego okropnego dnia, z pierwszej liceum. Ile to już będzie? Dwa lata? Nadal doskonale pamiętał delikatny wietrzyk, szum liści wierzby, wianek ze stokrotek od Feliksa… i nieprzemyślane wyznanie, wypowiedziane pod wpływem emocji. Potem wszystko działo się szybko. Prawie się pocałowali, ich twarze dzieliły centymetry, ale zamiast pocałunku, Mikołaj usłyszał śmiech byłego przyjaciela. Naprawdę myślałeś, że mógłbym chodzić z facetem? — zapytał wtedy Feliks, rozbawiony jego zaskoczonym spojrzeniem. Myślisz, że zniżyłbym się do twojego poziomu? Potem nagły pocałunek w czoło i środkowy palec na do widzenia.
Następnego dnia w szkole czekały go setki obelg, siniec pod okiem i życzenia śmierci. Kiedyś ich za to nienawidził, a teraz sam nie był dużo lepszy. Może nawet gorszy.


Weronika?
────
[743 słowa: Mikołaj otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz