niedziela, 13 września 2026

Od Isobel CD Kaliny — „Umarła lampa normalna i narodziła nienormalna”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Jedną z tych nielicznych pozytywnych cech, które dostawało się w wyniku tego, że akurat twój ludzki rodzic postanowił spiknąć się z bogiem, był niesamowicie krótki czas reakcji. Mózg Is potrafił nie sprawdzać się na naprawdę wielu płaszczyznach, ale za to potrafił bardzo szybko zareagować w sytuacji, która wymagała dobrego refleksu. Ktoś tam jej kiedyś w obozie tłumaczył, że to właśnie dlatego większość półbogów rodzi się z ADHD, ale w tamtej konkretnej chwili była zbyt zajęta podkładaniem śmierdzącej bomby pod krzesełko grupowej domku Afrodyty, więc niewiele z tego pamiętała. Zresztą, kogo obchodziły przyczyny; najważniejsze, że to działało.
— Wiecie co, ja kiedyś trenowałam akrobatykę… — wypaliła nagle, ze wzrokiem wlepionym we wciąż tlącą się, stopioną lampę. — Tak właściwie to do końca liceum. Dalej dobrze się ruszam. Powinnam doskoczyć — dokończyła, wskazując jedną z tras do gniazdka; wymagała ryzykownego przejścia nad dwiema kałużami.
Isobel oczywiście z akrobatyką miała do czynienia co najwyżej w telewizji. Chyba że można by do niej zaliczyć lawirowanie po barze z tacą, na której stało pięć piw (co wbrew pozorom wcale nie było takie łatwe). Pewnie od razu skoczyłaby, żeby wyjąć wtyczkę z gniazdka, ale jakoś nie chciała, żeby nowo poznane koleżanki oskarżyły ją o bycie na sterydach.
Przeniosła wzrok z biednej pieczarki na Kalinę, która wyglądała, jakby już liczyła w głowie, ile pieniędzy zaoszczędziłyby z Amandą, gdyby od razu kupiły tę głupią lampę za więcej niż półtora dolca.
— To się zaraz znowu zapali — rzuciła z niepokojem Amanda, cofając się jeszcze o krok.
Wszystkie trzy niemal przytulały się do blatu, żeby znaleźć się jak najdalej od strefy katastrofy. Is postanowiła, że skoro znajdowała się na miejscu zbrodni, to w pewnym sensie jest współwinna, więc pora się wziąć za naprawianie szkód.
— Dobra, to—
— Nie, nie, nie, to nie jest dobry pomysł — przerwała jej Kalina, szybko kręcąc głową. — Może damy radę to jakoś powycierać.
— Gorsze rzeczy się robiło — powiedziała jedynie Isobel, szczerząc zęby w uśmiechu.
Potem podeszła do krawędzi pierwszej, mokrej plamy i na moment zmrużyła oczy, oceniając odległość. Kuchnia wcale nie była duża, więc przecież bez problemu powinno jej się udać.
Pech chciał, że czubek jej buta trafił na wciąż rozwinięty, mokry ręcznik papierowy. Gumowa podeszwa była na tyle dobrym izolatorem, że najnieprzyjemniejszym tego elementem był odgłos chlupotania wody, ale za to się poślizgnęła. Odruchowo próbowała złapać się stołu, ale ostatecznie to może i lepiej, że jej się nie udało; nie wyglądał, jakby był na tyle solidny, żeby nie przewrócić się razem z nią. Is wylądowała więc tyłkiem na twardej, ale za to suchej podłodze. Skrzywiła się lekko. Teraz pewnie przez najbliższe kilka dni nie będzie w stanie wysiedzieć jak człowiek na wykładach.
— Chryste panie, żyjesz? — zapytała Kalina, która zaledwie chwilę później znalazła się obok. Udało jej się to zdecydowanie dużo zgrabniej. Is zmarszczyła brwi.
— Też trenujesz akrobatykę, co? — zapytała głupio, przyjmując rękę dziewczyny, która chciała pomóc jej wstać.
— Nie, skoki w dal.
— To ciekawe, bo wiesz co—
— Czy wy możecie kurwa odłączyć w końcu ten kabel z gniazdka? — przerwała im Amanda niecierpliwie, wciąż z nieufnością spoglądając na lampę, z której nadal unosiła się cienka strużka dymu.
Is zamrugała.
— A, tak — bąknęła.
Kucnęła i wyciągnęła rękę w kierunku ściany. Na pewno nie zamierzała znowu skakać. Na szczęście ta odległość była zdecydowanie mniejsza. Zatrzymała się, zanim złapała za wtyczkę.
— Jeśli kopnie mnie prąd i się przekręcę, to zażądajcie w moim imieniu, żeby napisali mi na nagrobku „to wcale nie jest tak, że elektryka prąd nie tyka” — powiedziała tylko, a potem pociągnęła kabel.
Wtyczka wyskoczyła z gniazdka wraz z paroma iskrami i pewnie gdyby izolacja kabla była w którymś fragmencie nieszczelna, to Isobel skończyłaby w konwulsjach na podłodze, ale na szczęście jego wykonanie było zdecydowanie lepsze, niż samej lampy, więc kabel spokojnie dyndał w jej dłoni. Wstała, na wszelki wypadek trzymając winowajcę w pewnej odległości.
— Po krzyku. Myślicie, że można już ją całkiem zgasić? — zapytała, zerkając na lampę.
Kalina pokręciła głową.
— Lepiej chwilę poczekajmy. Nie stać mnie na to, żeby to mieszkanie poszło z dymem.
— Nigdy więcej elektroniki z drugiej ręki — mruknęła pod nosem Amanda, ostrożnie przechodząc nad małą kałużą w progu kuchni. Musiała jakoś przetransportować tu mopa z łazienki.
Is zerknęła najpierw na zwisający z jej dłoni kabel, a potem na Kalinę.
— No, ale przynajmniej teraz już wiem, że nigdy w życiu nie spojrzę na lampę w kształcie grzyba — powiedziała, zdmuchując sobie grzywkę z oczu.


Kalina?
────
[712 słów: Isobel otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz