LATO
Żeby ominąć Mantikorę musieli obrać znacznie dłuższą drogę. Aye widziało drogę nawet dobrze, ale bardziej niż wyjście stresowało jejgo obecność tego potwora. W ustach dalej czuło gorzki smak brudnej wody, w której pewnie było tyle zarazek, że po powrocie do domu będzie musiało wypić płyn do dezynfekcji, żeby poczuć się lepiej. Chait był również cały brudny, a przecież niedawno się przebierał.
Nie było im dane dobrze spędzić wolny czas. Zawsze się coś działo i chyba nigdy nie kończyło dobrze. Gdy Aye o tym myślało, to poczuło się jeszcze gorzej; bo co jeśli ze spotkania z Mantikorą nie wyjdą cało?
— Niedaleko są wąskie tunele — powiedziało, wskazując ręką przed siebie.
Chait widział tylko ciemność, ale musiał zaufać zdolnościom towarzysza. Bez tego sam by tutaj z pewnością zginął i został rozszarpany przez mitologicznego stwora.
Razem weszli do tunelu, który widział Aye i szybko się okazało, że tym razem będą musieli iść na czworaka.
— Ale tutaj śmierdzi — mruknął Chait, przeciskając się przez tunel.
Aye próbowało nawigować, prowadząc ich jak najkrótszą trasą, ale było to dosyć trudne, bo przecież… znajdowali się pod ziemią i mieli bardzo ograniczone możliwości.
Aye czuło pod dłońmi wilgoć, ale było zbyt obrzydzone, żeby sprawdzić, czego tak naprawdę dotyka. Mogło to być dosłownie wszystko i chyba lepiej pozostać nieświadomym. Już i tak ledwo przeżyło bliskie spotkanie z wodą z kanałów.
Na całe szczęście przejście nie było zbyt długie i po kilku minutach morderczego przeciskania się na kolanach wyszli do znajdzie większego korytarza. Pachniało (a raczej śmierdziało) jeszcze gorzej niż w tym małym tuneliku.
— Z tego co widzę, to Mantikora jest po drugiej stronie, więc nie powinna tak szybko tutaj przyjść — wytłumaczyło Aye. — Przynajmniej mam taką nadzieję.
Mantikora mogła równie dobrze przybrać ludzką postać i przecisnąć się przez ten sam tunel — wtedy nie byłby to problem. W takim też wypadku musieli się pospieszyć i Aye od razu poprowadziło ich do drugiego przejścia, które okazało się jeszcze węższe, niż poprzednie.
Aye stanęło przed wejściem. Otwór był tak mały, jakby został stworzony specjalnie dla rodziny szczurów.
— Tędy? — zapytał trochę podejrzliwie Chait.
— Tędy — potwierdziło Aye, ale miało takie same wątpliwości, co jejgo kolega.
Jeśli tutaj utkną, to nikt ich nie wyciągnie, a potwór będzie miał wystarczająco dużo czasu, żeby tutaj przyjść. Jakoś nie chciałoby mieć napisane na nagrobku: utknęło w dziurze, zjedzone przez Mantikorę.
— Tutaj już musimy się czołgać.
Aye widziało koniec tego tunelu i wiedziało, że nie jest on krótki. Było to jednak chyba jedyne przejście, które umożliwiłoby im szybsze dotarcie do wyjścia.
— Naprawdę?
Kiwnęło głową i kucnęło przed wejściem. Parę głębszych wdechów i wcisnęło się pierwsze. Tak chyba muszą się czuć żołnierze w trakcie szkolenia zawodowego. Ubrudzeni gównem, resztkami jedzenia i zwłok zwierząt. Dobrze, że Aye potrafiło się powstrzymać i nie zwróciło obiadu.
Obydwoje poruszali się bardzo powoli. Chait głośno sapał za Aye i co parę minut pytał, czy daleko jeszcze, a Aye z bólem odpowiadało, że tak. Samo chciałoby stąd już wyjść.
— Dobrze, że nie mam klaustrofobii — zażartował w pewnym momencie w celu złagodzenia sytuacji.
Aye westchnęło. Tak, to dobrze, że Chait nie miał klastrufobii, ale znacznie większym problemem nie było to, a ta cholerna Mantikora.
Aye zaczęły boleć łokcie. Wiedziało, że najprawdopodobniej ściera sobie z nich całą skórę, tak samo, jak z palców u dłoni. O butach nawet nie chciało rozmawiać, bo i tak były całe mokre oraz brudne. Możliwe też, że podarte, o czym się dowie, kiedy wyjdą na zewnątrz. Chait czołgał się tuż za nim, co parę metrów zatrzymując się, żeby ponarzekać na obecne warunki. Aye tego nie komentowało, ale pozwalało się koledze zatrzymać.
— Jeszcze parę metrów i stąd wyjdziemy — powiedziało w pewnym momencie.
Oczami wyobraźni widział, jak wychodzą z tych kanałów na światło dzienne i zaczerpują świeżego (wcale nie, bo mieszkali w Nowym roku) powietrza.
— Błagam szybciej! — jęczał Chait.
— To się ruszaj — wymamrotało i przyspieszyło.
Te ostatnie parę metrów było najgorsze. Byli obolali, mieli obdarte do krwi dłonie oraz ręce, a ich ubrania nasiąkły wszystkim, co tylko możliwe.
Aye wypadło pierwsze. Od dłuższego czasu mogło się wyprostować. Jejgo kręgosłup zatrzeszczał, jak starej babci.
— Szybciej! — pospieszał Chaita. W tym smrodzie wyczuł zapach Mantikory. Musiała być blisko.
— Nie mogę! — odkrzyknął.
Zdesperowane Aye złapało Chaita za nadgarstek i z całej siły wyciągnęło na zewnątrz. Chłopak wypadł jak szmaciana lalka na ziemię.
— Oj — mruknął. Zapomniało, że miał trochę więcej siły, niż przeciętni półbogowie.
— Dzięki, chyba nastawiłeś mi bark! — Podniósł się z dziwnym uśmiechem na twarzy.
Aye trochę zraziło to, jak szczęśliwy był Chait. Naprawdę się nie martwił o swoje życie? O to, że śmierdzi jak spocona krowa?
— Teraz w lewo i po prawej stronie powinna być drabinka. To będzie nasze wyjście.
Chait?
────
[759 słów: Aye otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz