niedziela, 13 września 2026

Od Arisu CD Atlasa — „Jak sprzątnąć kogoś w 3 sekundy”

Poprzednie opowiadanie

LATO, ROK TEMU

Arisu już dawno powinna przestać mieć jakiekolwiek oczekiwania, a już na pewno oczekiwania na temat jakości i legalności pomysłów Atlasa. Niestety, nie potrafiła kompletnie się ich pozbyć, więc nawet teraz czuła rozczarowanie – nie jakieś duże, szanujmy się, dalej chodziło o Walkera, ale jednak jakieś. Takie kłujące gdzieś z tyłu głowy jak prawie każde inne nieprzyjemne uczucie. Nieważne jak bardzo by chciała, nie mogła nic na to poradzić. Nie w tej chwili.
Gdyby nie musiała być skupiona na pilnowaniu dzieci (i Atlasa), to pewnie już teraz planowałaby słowo po słowie to, jak zamierzała tego idiotę zwyzywać, kiedy już stąd wyjdą. I kiedy znajdą się w odpowiedniej odległości od tych dzieciaków i od podsłuchujących legionistów, bo ostatecznie też właśnie łamała zasady, a przecież nie zamierzała pogrążać też samej siebie. Przynajmniej na razie, bo była pewna, że kiedyś osiągnie ten poziom desperacji. Albo obojętności. Czasami wydawało jej się, że w to jedno i to samo.
Westchnęła. Ucisnęła nasadę nosa palcami, jakby to miało jej pomóc się skupić. Nie pomogło.
Wchodzenie z grupą dzieci po drabinie brzmiało jak przepis na katastrofę. Jeszcze większy, niż przyjście z nimi do Obozu Jupiter i poruszanie się po tajemnych przejściach, o których nie powinny wiedzieć jeszcze przynajmniej kilka lat. Już samo to musiało sugerować, że mówią o naprawdę tragicznym pomyśle.
Zresztą, mieli nie rzucać się w oczy. I działać sprawnie. Prowadzenie bandy smarkaczy z tunelu i do tunelu z definicji nie było ani dyskretne, ani sprawne. Widziała, jak Hailey niepewnym wzrokiem patrzy na drabinę. Jeszcze tylko brakowało tego, by któryś z tych dzieciaków miał lęk wysokości. Znając ich szczęście (lub – jego brak), to dowiedzieliby się o tym, kiedy już będą prawie na górze. Nie, to był bardzo zły pomysł.
Arisu nie była pewna, czy istnieje jakiś pomysł, który nie będzie zły. Prawdopodobnie nie. Jakie były jej inne opcje?
– Nie wejdziemy tam wszyscy – mruknęła, chyba bardziej do siebie, niż do Atlasa, a już na pewno nie do dzieci.
Zabrali ich tu pod pretekstem wycieczki. Musieli udawać, że to wycieczka. Jak, do cholery jasnej, mieli udawać, że coś jest wycieczką, kiedy planowali cały czas trzymać ich w ciemności?
Co najgorsze, była uzależniona od Atlasa. To on otwierał zamki. To on wiedział, jak poruszać się po tunelach i po obozie tak, by unikać wzroku innych. Dopiero teraz dotarło do niej, że z własnej woli postawiła się w tej dokładnej sytuacji.
– Dobra, teraz posłuchajcie – zaczęła w końcu, na szczęście od razu zwracając na siebie uwagę dzieci. I Atlasa. – Teraz Atlas wejdzie na górę, bo zanim zostaniemy tam wpuszczeni i zobaczycie, jak to wszystko wygląda, musimy upewnić się, że nie będziemy przeszkadzać, dobra?
Kilka dzieci mruknęło coś smętnie, Zebulon zdążył podskoczyć w miejscu, ale Arisu kontynuowała, zanim zdążył jej przerwać:
– Na pewno wiecie, że legioniści bardzo ciężko pracują. Dlatego ważne jest, by im w tym nie przeszkadzać – podkreśliła.
Brian i Jessica pokiwali głowami, jakby doskonale wiedzieli, o czym mówi. Hailey i Bailey nie wyglądały na przekonane, a Zebulon zaczął podskakiwać jeszcze bardziej. I tylko Kalel wyglądał, jakby nie uwierzył w ani jedno wypowiedziane przez nią słowo. Arisu przez chwilę przeszło przez myśl, że może dzieciak domyśla się prawdy, ale zaraz odrzuciła ten pomysł. Nie, nie mógł się domyślać. Nawet nie dlatego, że był tylko dziewięcioletnim chłopcem. Nie mógł się domyślać, bo jeśli się domyślał, to mógł wygadać się dorosłym, kiedy już wróci do domu. Wiedziała, że i tak będą chwalić się wycieczką – bo nawet jeśli kazaliby im trzymać to w sekrecie, to dzieci nie potrafią dotrzymać tajemnicy – i zdecydowanie nie chciała, by któryś rodzic jeszcze dodatkowo usłyszał, że była to wycieczka w poszukiwaniu zaginionego dziecka.
– Arisu na pewno odpowie na wasze pytania, jak będziecie czekać – rzucił Atlas. Arisu posłała mu jedno krótkie, mordercze spojrzenie, ale nie zaprzeczyła. Jeśli odpowiadanie na ich pytania pomoże w udawaniu, że wszystko jest w porządku, to mogła się poświęcić. Ten ostatni raz.
Jeszcze przez chwilę patrzyła, jak chłopak zbiera się do wejścia na górę i otwarcia zamka, ignorując znów trochę bardziej podekscytowane dzieci.
– Pani Arisu?
W końcu odwróciła wzrok. Brian patrzył na nią wielkimi oczami, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
– Tak?
Przysięgła sobie, że jeśli zaraz usłyszy, że chłopiec musi do toalety, to zostawi ich wszystkich samych sobie i wyjdzie z obozu, i nigdy już nie wróci.
– A jeśli nie uda nam się zobaczyć teraz, to będziemy mogli przyjść jeszcze kiedyś?
Powstrzymała grymas.
– Och, no… na pewno będzie można o czymś pomyśleć – odpowiedziała zdawkowo.
Reszta dzieci ożywiła się i przez chwilę zajęli się rozmawianiem między sobą o tym, że koniecznie muszą pomyśleć, jakie miejsca w obozie jeszcze chcą zwiedzić. Arisu prawie zdążyła odetchnąć z ulgą, bo tak długo, jak nie musiała angażować się w ich rozmowy, to może jednak miała szansę to znieść.
– Pani Arisu?
Tym razem odezwał się Zebulon. Spojrzała na niego pytająco, więc kontynuował:
– Dlaczego wybrała pani kuszę? Wszyscy wiedzą, że miecz jest lepszy.
Otworzyła usta, gotowa go opieprzyć, ale od dalszej rozmowy uratował ich otwierający się właz.
Patrzyła, jak Atlas schodzi do nich na dół i kręci głową. Westchnęła. Dzieci też zrozumiały, co to oznacza. Kilka wydało z siebie bardzo smutne i zawiedzione jęki.
– Musimy próbować dalej – mruknęła cicho, kiedy chłopak stanął z powrotem obok niej. Skinął głową. – Nie wiem, jak długo uda nam się wmawiać im, że to tylko wycieczka.
– Postaram się pospieszyć.
Dalej irytowało ją to, że musi mu ufać, ale pozwoliła mu sprawdzić kolejny właz.
A potem kolejny.
I jeszcze jeden.
Po drugim już nie słuchała pytań, które zadawały jej dzieciaki. Myślała tylko o tym, że Kailey nigdzie nie ma i że kończą im się miejsca, w których mogą jej szukać. Nie miała pojęcia, co dalej, ani gdzie jeszcze dziewczynka mogła pójść. Czy coś jej się stało po drodze? Nie, nie mogła tak myśleć.
Atlas sprawdził ostatnie miejsce. Wrócił sam, już nawet nic nie mówiąc.
– Co teraz? – zapytał ściszonym głosem.
Arisu pokręciła głową.
– Musimy się zastanowić nad dalszym planem, ale na pewno nie możemy zostać w obozie. – Nie zamierzała przyznać, że nie ma pojęcia co robić. Nie mogła. Przecież musiała wiedzieć. – Wróćmy na Pole Marsowe. Tam nikogo nie zdziwi nasza obecność.


Atlas?
────
[1000 słów: Arisu otrzymuje 10 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz