wtorek, 1 września 2026

Od Blanche CD Wintera — „Ostatni sen drzewa oliwnego”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Rodziny się nie wybiera. To zdanie trafiało w punkt jeszcze dobitniej, kiedy było się półbogiem. Nikt o zdrowych zmysłach nie wybrałby boga czy bogini na swojego rodzica. Brak matki czy ojca w życiu był jednym. Z perspektywy czasu najbardziej męczący był ten wielki czerwony krzyżyk na środku czoła, przez cały czas oznaczający ich jako przekąska dla potworów lub marionetka dla kaprysów fatum.
Blanche miała już prawie czterdziestkę na karku. Była już zmęczona tą ciągłą gonitwą. Wiedziała, że przekroczyła już średnią długość życia dla herosów. Zion również. Mieli ciche porozumienie zrodzone z sympatii do tego rzepa na tyłku — chronić go wystarczająco długo, by mógł dożyć jeszcze bardziej sędziwego wieku. Pomimo tego, że ich relacja zrobiła się nieco skomplikowana, gdy zrozumieli, że nie powinni być parą, dbali również o siebie nawzajem.
Dlatego serce Blanche krajało się, gdy patrzyła, jak Zion spluwa własną krwią na posadzkę, i nie mogła nic z tym zrobić. Po raz kolejny tego dnia poczuła się przygnieciona swoją bezradnością. Była najstarsza z ich trójki. Powinna ich ochronić, powinna wymyślić jakiś cudowny plan, który pomoże im wszystkim wyjść z tego bez szwanku. Tymczasem Zion nie był zapewne nawet w stanie stanąć na nogi, a ciało Wintera pokrywały okropne poparzenia. To ona powinna nosić te ślady, to ona powinna odczuwać ten ból.
Te kilka miesięcy spędzone jako (nie do końca) partnerka Ziona i lata spędzone na swoistym wspólnym wychowywaniu Wintera przyniosły jednak coś więcej niż przywiązanie. W tym momencie to Winter znał lepiej syna Ateny, jego zachowania i najnowsze wiadomości z jego życia. Blanche wciąż potrafiła jednak wyczuć, kiedy Zion próbuje ukryć jakiś fragment prawdy. Zion nie miał w zwyczaju kłamać. Kiedy okoliczności tego wymagały, sprawnie naginał prawdę, nie odchodząc jednak od niej zbyt daleko. Tak jak teraz.
„Powiedziałem wam wszystko, co wiem o Thalestris i o mojej prababce”. Nie wspomniał jednak nic o artefakcie. Nie wspomniał o pozostałych członkach rodziny, którzy mogli mieć jakąś wiedzę na temat włóczni Thalestris i mu ją przekazać. „Nie przywrócę mojego ojca zza grobu, żeby zmusić go do gadania”. Blanche wiedziała, że Felix McQueen był kimś niezastąpionym w życiu Ziona. Nauczył go wszystkiego, co umiał, a po śmierci zostawił w życiu swojego syna wyrwę. Być może nauczył go jednak czegoś więcej niż gra na gitarze czy w szachy. Wspomnienie o nim zdawało się mieć w tym momencie jakiś większy sens. Ale jaki?
— Tak, tak, już to mówiłeś. Skoro nie chcesz nam wyznać prawdy, może twoi przyjaciele ją z ciebie wydobędą. Wrócimy tu za pół godziny i jeśli do tej pory żadne z was nie będzie gotowe do rozmowy, spotkają was konsekwencje. Może patrzenie, jak ucinam im palec po palcu, pobudzi twoje szare komórki, synu Ateny — zagroziła królowa Amazonek, niby od niechcenia muskając sztylet spoczywający u jej boku.
Blanche zdecydowanie wolałaby zachować wszystkie palce. Zion był jednak półprzytomny i raczej nie zdawał się rwać do zdradzania im swoich głęboko skrywanych sekretów, nawet wtedy, gdy ich trójka została w pomieszczeniu sama. Czy raczej, jak podejrzewali zapewne wszyscy, w towarzystwie podsłuchów oraz kamer…
Zegar na ścianie tykał złowrogo, odmierzając każdą mijającą sekundę. Ciszę od czasu do czasu wypełniały coraz bardziej absurdalne pytania lub próby sformułowania planu ucieczki przez Wintera. Zion odpowiadał mu jedynie pomrukami lub półsłówkami, stanowiącymi dla nich jedyny wyznacznik tego, że mężczyzna wciąż jest przytomny. Gdy chłopak wspomniał coś o swojej matce, Blanche odezwała się po raz pierwszy, odkąd drzwi zamknęły się za Amazonkami. O ile wysyczane „ćśś” uznać można za odezwanie się. Być może się myliła i Winter nie zdawał sobie sprawy z tego, że na pewno byli wciąż obserwowani i słuchani. Jeśli jednak miało im się coś stać, nie zamierzała wciągać w to jeszcze Keen. Miała dość zmartwień, próbując znaleźć sposób na to, by chociaż ich syn wyszedł z tego wszystkiego cało.
Kiedy zegar odmierzał już ostatnie kilka minut, Zion nagle wyprostował się na swoim krześle. Uczynił to z niemałym trudem i przypłacił za ten ruch kolejnym napadem kaszlu i splunięciem krwią na podłogę. Strużka krwi zmieszanej ze śliną wciąż spływała mu po kąciku ust, kiedy spojrzał poważnym wzrokiem na siedzących naprzeciwko niego Blanche i Wintera.
— U szczytu stołu są kartki papieru i długopis. Będziecie ich potrzebować.
— Zion… — zaczęła Blanche. Nie wiedziała, co planuje syn Ateny, jednak cichy głosik z tyłu jej głowy zwany intuicją szeptał, że to się źle skończy.
— Zaufaj mi, Blanche. Wiem, co robię. Nie mogę pozwolić, żeby przeze mnie stała się wam krzywda.
Zanim zdołała otworzyć znowu usta, Winter wstał ze swojego krzesła. Przez chwilę wstrzymała oddech, spodziewając się miotaczy ognia czy strzał pędzących prosto ku niemu. Nic takiego jednak się nie wydarzyło. Najwyraźniej wstawanie było dozwolonym posunięciem. Zwłaszcza jeśli zdaniem Amazonek miało je zaprowadzić ku zaginionemu reliktowi. Już chwilę później na blacie przed Blanche spoczął blok notatnikowy i długopis, oczywiście sygnowane logo Amazonu.
— Ty masz ładniejsze pismo — bąknął chłopak i powrócił na swoje miejsce.
Przez chwilę wyglądał tak, jak gdyby nie minął nawet rok od ich pierwszego spotkania. Jego mina przywodziła na myśl bardziej zagubionego chłopca niż młodego mężczyznę, którym się stał na przestrzeni lat. Po chwili jednak przybrał bardziej opanowaną minę i spojrzał na Ziona.
— No dobra, po co nam te kartki? Będziemy rysować mapkę? — spróbował zażartować. Żadne z nich się jednak nie zaśmiało.
— Mój ojciec opracował sposób na ukrycie włóczni Thalestris przed wszystkimi innymi. Odzyskanie jej wymaga między innymi przyrządzenia mikstury, na którą przepis mi przekazał — wyjaśnił Zion, a na rękach Blanche pojawiła się gęsia skórka.
Zion dyktował. Blanche notowała. Zegar tykaniem odmierzał kolejne sekundy. Nawet oddech Wintera zdawał się cichszy niż wcześniej. Kiedy córka Tyche skończyła zapisywać nazwę ostatniego składnika, drzwi pokoju znowu się otworzyły. Czas się skończył.
Królowa Amazonek nie zadawała pytań i nie czekała na wyjaśnienia. Stanęła za Blanche i zaczęła czytać nad jej ramieniem.

pięć nasion słonecznika
pięć liści eukaliptusa
dwie łyżki miodu
jeden kwiat hibiskusa
dwa korzenie mandragory
sześć jagód belladonny
trzy szklanki wody źródlanej
cztery mililitry naparu z pokrzywy
pięć kropli krwi dziewicy

— Co to za brednie? — wycedziła Amazonka.
Blanche najchętniej sama zadałaby to pytanie. Nie ważne ile razy przebiegała wzrokiem po ciągu liter przed sobą, nie potrafiła odnaleźć w nim sensu. Pierwsze lub ostatnie litery nie układały się w żadną ukrytą wiadomość. Może to ten ciąg cyfr tworzył jakiś kod?
— To nie brednie, tylko przepis przyjaciela mojego ojca. Syna Hekate. Jeśli zbierze się i odpowiednio odmierzy składniki, a w nów uwarzy się z nich eliksir, można będzie za jego pomocą odzyskać włócznię. Wystarczy polać tym grób mojej prababki. — Zion mówił z coraz większą trudnością. Patrzył jednak Amazonce prosto w oczy, pomimo bólu i wyczerpania trzymając głowę wysoko uniesioną.
Amazonka wyglądała na usatysfakcjonowaną jego wyjaśnieniem. Posłała nawet w jego kierunku uśmiech, którego błysk przywodził na myśl ostrze noża.
— Świetnie. Twoi przyjaciele na pewno wyrywają się do tego, by zdobyć dla mnie te składniki. Za to ty, drogi synu Ateny… Ty nie jesteś nam już potrzebny.
Nogi Blanche podniosły ją z krzesła, zanim mózg zdołał w pełni zarejestrować ten ruch. Nie zdążyła jednak uczynić niczego więcej, zanim ostrze sztyletu, który Amazonka wyciągnęła z pochwy wręcz błyskawicznym ruchem, zatopiło się w szyi Ziona.


Winter?
────
[1160 słów: Blanche otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz