poniedziałek, 28 września 2026

Od Kala CD Filemona — „Chłopiec na posyłki i bardzo nieprzyjemna impreza integracyjna”

Poprzednie opowiadanie

ZIMA V

Z niezrozumiałego dla niego powodu, Kal musiał na szybko wytłumaczyć przed samym sobą swoje zachowanie, jakby właśnie stał nad nim przełożony i pytał, dlaczego odpyskował stałemu klientowi. Tutaj powód był naprawdę bardzo prosty, bo to ten niebieskowłosy delikwenciak wszystko zaczął, a do tego rozpościerał wokół siebie aurę sfrustrowanego i zmęczonego życiem człowieka. Aurę tak ogromną, że Kal prawie nie mógł się przez nią przebić ze swoimi emocjami, co w pewnym sensie było osiągnięciem. Heros powinien był sobie wytłumaczyć, że typ pewnie ma zły dzień, że jest pracownikiem banku uwięzionym na przykrótkiej smyczy przyczepionej do zbyt ciasnej obroży, ale przejmowanie się jakimś nieznajomym mężczyzną było ostatnią rzeczą, którą chciałby robić Kal po męczącym dniu w szkole. Miał ochotę tylko jak najszybciej wrócić do mieszkania, rzucić się na łóżko i usnąć, równocześnie chcąc, żeby dzisiaj się skończyło, a jutro nie nadeszło.
Straszenie policją zadziałało na Kala równie dobrze, jak zadziałałoby kazanie mu stanąć w kącie i przemyśleć swoje zachowanie. Nie miał pewności, czy w takiej sytuacji policja bardziej nie przejęłaby się potencjalnym groomingiem dziwnego pracownika banku niż podejrzeniem „stalkingu” ze strony smutnego osiemnastolatka, z którego partnerka jego ojca uczyniła chłopca na posyłki najwyraźniej w bardzo złym miejscu i jeszcze gorszym czasie. Załatwiał naprawdę bardzo prostą sprawę: wychodził ze szkoły i szedł do domu, nie przejmując się swoimi półboskimi obowiązkami i będąc prawdopodobnie jednym z najgorszych centurionów od pięciu dekad, ale trudno mu wyplenić stare nawyki unikania Obozu jak ognia, gdy nie ma ochoty na przebywanie w nim. Miał wrócić tam jutro, pojutrze, może w tym tygodniu, w sensie kiedyś na pewno wróci i bohatersko nie stawi czoła wszystkim problemom, które się tam w tym czasie nazbierały. Liczył wyłącznie na to, że jego kohorta była w miarę ogarnięta i krótkie wakacje dla centuriona jej nie zaszkodzą, ale teraz zaczynał wątpić, czy to on jest wystarczająco ogarnięty, żeby przebywać w mieście. Był tu przez bardzo długie dwa dni i już chyba wolał Obóz od… tego, co się tutaj działo.
Chłopak nie poświęcił się na tyle, żeby odwrócić się do mężczyzny i wytłumaczyć mu, że, jakby co, to policja będzie miała go w dupie i już prędzej Kalowi uda się zagrać przestraszonego młodzieńca, niż ktokolwiek będzie współczuć czterdziestoletniemu bucowi. Dla kontekstu Kal niestety musiałby dodać, że co prawda może miał ładną twarz, ale w aktorstwie jego największym osiągnięciem mogłoby być co najwyżej granie drzewa, co i tak pewnie skończyłoby się na tym, że zostałby wyrzucony na zbity pysk za źle odegraną rolę. Przez nadmiar rzeczy do wytłumaczenia, postanowił uszanować swoje prawo do milczenia i jak najszybciej uciec z miejsca zdarzenia.
Odchodząc spod banku, słyszał jeszcze jakieś pomrukiwania ze strony faceta, które najprawdopodobniej nie były przeznaczone dla Kala. Chłopak odnotował w swoim nieistniejącym dzienniku, że oto dnia dzisiejszego jakiś facet zepsuł mu humor jeszcze bardziej, niż zrobiła to konieczność podniesienia się z łóżka i uczestniczenia w życiu zwykłego nastolatka ze zwyczajnym życiem, który skrywa w sobie co najwyżej nieleczoną depresję i nadnaturalną matkę, którą widział raz w życiu. Pogrążony w tych cudownych, optymistycznych myślach spóźnił się na pociąg metra, który miał dowieźć go do domu jakieś pół godziny przed powrotem jego ojca, co oszczędziłoby nastolatkowi wysłuchiwania zbędnych pytań o jego samopoczucie, niekoniecznie najlepsze oceny i widoczne na twarzy przemęczenie, którego nie ukrywał nawet najlepiej wykonany makijaż. W głowie Kala winowajcą tej sytuacji również został głupi pracownik banku, który w tym momencie równie dobrze mógłby być jakąś boginią totalnego nieszczęścia i zgorzknienia, która z jakiegoś powodu zdecydowała się na objawienie się randomowemu herosowi w przebraniu. Co prawda, gdyby to Kal był boginią totalnego nieszczęścia i zgorzknienia, też wybrałby jako swoje przebranie zmęczonego życiem pracownika banku bądź innego miejsca, gdzie pracuje się za minimalną stawkę i nawet nie można nikogo poprosić o coś na kształt napiwku. Ewentualnie wybrałby siebie, ale to już nieco bardziej subiektywna opinia.
Z tą jakże cudowną myślą, Kal wsiadł do przepełnionego pociągu i jak za dotknięciem różdżki od razu stał się jeszcze bardziej sfrustrowany i zgorzkniały, absorbując emocje zgromadzonych wokół niego ludzi. Spóźnionych na popołudniowe zmiany, niechcących wracać do domów, borykających się z problemami, które nic Kala nie obchodziły, a i tak musiał być przez nie dotykany. Bardzo boleśnie i nieprzyjemnie, bo wcinały się one prosto do jego umysłu.
Przez bardzo krótki moment rozważył zostanie terapeutą, ale prędko odrzucił tę idiotyczną myśl. Po miesiącu pracy to on skończyłby w psychiatryku, a to tylko w najlepszym wypadku.

Zmiany w swoim stylu życia wprowadził bardzo szybko po tamtym niekoniecznie przyjemnym spotkaniu z panem pracownikiem banku. Zaczął od jak najszybszej zmiany swojej codziennej trasy dom-szkoła oraz obóz-dom, bo, niestety, obydwie przebiegały obok budynku, w którym pracował prześladujący go mężczyzna. Kalowi wydawało się, że to wystarczy i już nigdy się nie spotkają, bo prawdopodobnie mają zupełnie inne plany dnia i bardzo możliwe, że mężczyzna wcale nie mieszka gdzieś w okolicy, tylko dojeżdża do pracy z drugiego końca San Francisco. Była to niesamowicie pocieszająca myśl, dopóki Kal nie dostrzegł tego faceta jadącego rowerem dokładnie tą trasą, którą nastolatek wybrał na swoją nową codzienną drogę do wszystkich miejsc, w których bywał częściej niż raz w miesiącu. Bogowie chyba bardzo chcieli skrzyżować ich losy, umieszczając bank obok przystanku metra, z którego codziennie korzystał Kal, żeby dostać się do szkoły i do najbliższego wejścia do Labiryntu.
Tak więc, gdy tylko zobaczył ponuro jadącego rowerem niebieskowłosego groomera, Kal mocno pochylił głowę i wlepił oczy w chodnik, niestety nie posiadając telefonu, którym mógłby się w tym momencie zająć. W tym momencie przeklinał swój bądź co bądź oryginalny wygląd i naprawdę miał nadzieję, że facet weźmie go raczej za jedną z białowłosych alternatywek, a nie akurat tego chłopaka, który na tamtej okropnej imprezie integracyjnej przyniósł im stos ciast.
Jego nadzieje zostały niesamowicie szybko brutalnie zamordowane.
– Czemu ty się tu kręcisz? – Usłyszał pytanie, które zostało wypowiedziane znanym mu głosem, równie suchym i przepełnionym zgorzknieniem, jak podczas ich spotkania parę dni wcześniej.
Znów miał ochotę odpyskować, zalany falą nieswojej frustracji, ale na szczęście zostało w nim wystarczająco samokontroli, żeby tego nie zrobić. Z westchnieniem uniósł głowę i odgarnął z twarzy zagubione kosmyki włosów, żeby spojrzeć facetowi w twarz, od razu tego pożałować i skupić wzrok na punkcie gdzieś nad jego uchem.
W odpowiedzi wyłącznie wzruszył ramionami, z zamiarem jak najszybszego odejścia, co niestety w tym przypadku nie podziałało tak dobrze, jak działało zazwyczaj.
– Czy ty możesz przestać za mną łazić? – burknął mężczyzna, co Kal odebrał jako zapowiedź bezpośredniego zagrożenia i momentalnie pożałował, że nie miał przy sobie gazu pieprzowego. – Śledzenie mnie to jakieś twoje nowe hobby, czy jak?
– Właściwie, to raczej skupiałem się na unikaniu pana – odpowiedział chłodno i spróbował przeć przed siebie, jakby nic się nie wydarzyło. Mężczyzna miał przewagę w postaci roweru, więc Kal naprawdę musiał skupić swój zazwyczaj pogrążony w osowiałej mgle umysł, żeby wydedukować jakąś nieszczególnie błyskotliwą konkluzję związaną z aktualną godziną i tym, gdzie sam próbował się dostać. – Do widzenia, bo się pan jeszcze spóźni do pracy. A ja do szkoły. I tak dalej. – wymamrotał w celu ponaglenia mężczyzny i jasnego zasygnalizowania mu, żeby się od niego odczepił.
Tylko nie pomyślał o tym, że przez tego dziwnego paranoika może zostać odebrany jako ktoś, kto zna jego plan dnia na pamięć i tak, jego hobby to śledzenie, stalking i jakaś dziwna obsesja na losowym dorosłym mężczyźnie.


Filemon?
────
[1193 słowa: Kal otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz