LATO
Mikołaj na początku nie odpowiedział. Wbił spojrzenie w swoje frytki, starając się za wszelką cenę unikać kontaktu wzrokowego z Adamem, który, jak na złość, siedział naprzeciwko niego. Czuł na sobie ciężki, niezadowolony wzrok księdza i zdecydowanie nie chciał go do tego widzieć. Wziął głęboki oddech, rozważając możliwe opcje, razem z ich potencjalnymi plusami i minusami.
— Poradzimy sobie sami — powiedział w końcu, zerkając z ukosa na Sony. — Nie mamy przecież pięciu lat.
Greg uniósł brew pytająco, a Sony spojrzała na chłopaka z nadzieją i oczekiwaniem na usłyszenie jego planu. Szkoda tylko, że żaden plan nie istniał. Mikołaj próbował jedynie podnieść Sony (i przede wszystkim siebie) na duchu. Nie miał pojęcia, jak zamierza tego dokonać, ale wiedział, że teraz nie ma opcji, aby się wycofali. Znajdą się w Minnesocie, choćby nie wiem co.
— I jak chcecie to zrobić? — zapytał Greg, widząc, że Mikołaj nie zamierza kontynuować. W jego głosie poza ogromnym sceptycyzmem dało się wyczuć nutkę zaciekawienia, którą mężczyzna starał się zakamuflować nieprzekonanym uśmiechem.
— Jeszcze nie wiem — wzruszył ramionami. — Ale jak już tam dotrzemy, to dostaniecie masę zdjęć i filmików, no i wtedy będziecie żałować, że was tam nie ma.
— I nie dostaniecie pamiątek — dodała Sony z satysfakcją.
— Bo was na nie nie stać.
Mikołaj przygryzł wargę, wybity z rytmu. Greg miał rację — nie było ich stać nie tylko na pamiątki. Jego rodzice tak bardzo przyzwyczaili się do jego pobytu w darmowym obozie, że nie przysyłali mu nawet kieszonkowego. Jedynie opłacali bilety na samolot do Europy raz, może dwa razy w roku. Teoretycznie mogliby pomóc im i teraz, ale chłopak nie zamierzał zdradzać im swojego planu. Zareagowaliby jeszcze gorzej niż Greg i Adam. Nie, rodzice nie mogli się dowiedzieć, że gdzieś jedzie.
— Możemy spróbować złapać stopa — powiedział pierwszą rzecz, która wpadła mu do głowy. — Sony chyba potrafi, nie?
— Nie ma opcji.
— Czemu nie? Przecież tak się poznaliśmy — zauważyła Sony.
— Drugi raz możecie nie trafić na przyjaznego księdza, tylko zboczeńca z bronią. Co wtedy?
— Albo miłego hipisa, nigdy nie wiesz — zaśmiała się.
— To zbyt niebezpieczne — zapierał się Greg.
— Buuu, znowu hipokryzja! — Mikołaj zamachnął się frytką, przystawiając ją do twarzy Grega, jakby mu nią groził. — Wyglądasz jak ktoś, kto na naszym miejscu by tak zrobił. I nie uwierzę, że tak nie jest.
— Prawda???
Greg uniknął frytki Mikołaja i kątem oka spojrzał na Adama, który widząc ożywienie, wyciągnął z ucha jedną słuchawkę. Przez chwilę patrzył na nich pytająco, ale nie słysząc nic ciekawego, włożył ją z powrotem. Greg westchnął głęboko.
— To były inne czasy. Byłem młody i głupi, a teraz—
— Czyli wtedy byłeś fajny, a teraz jesteś nudnym dorosłym? — Sony wypowiedziała na głos to, czego Mikołaj się nie odważył. Greg wyglądał na urażonego.
— Tego nie powiedziałem!
Mikołaj zjadł ostatnią frytkę i poczekał, aż Sony zrobi to samo. Kiedy to zrobiła, po prostu wstał od stolika.
— Oddajcie nam rzeczy z auta, pójdziemy na nogach — zarządził, zbierając śmieci ze stolika. — No co? To nie może być tak daleko, dzień marszu, góra dwa… — dodał, widząc zaskoczone spojrzenia pozostałych. Wyglądali tak, jakby chłopak właśnie oświadczył, że nie zamierza dojść do innego stanu, a co najmniej na Marsa.
— Na nogach? — Sony patrzyła na niego uważnie, czekając, aż ten zacznie się śmiać. Ze wszystkich jego głupich żartów, ten był najgłupszy. Mikołaj jednak wyglądał, jakby mówił poważnie. — Co? Jak?
— No, normalnie — odparł zdziwiony. — Chodnikiem, może jakimś polem… najwyżej prześpimy się pod mostem, albo w jakiejś kukurydzy… tylko musimy znaleźć mapę.
— Dzieciaku — Greg odezwał się takim tonem, jakby tłumaczył pięciolatkowi, czemu nie może dotknąć ogniska. Nie wiedział, od czego ma zacząć. — To jest najgłupszy pomysł, jaki usłyszałem od… od dawna.
— Dlaczego? Mnie się podoba — przyznała Sony.
— Siadaj, pokażę ci coś — polecił chłopakowi, a gdy ten posłuchał, wyjął z kieszeni telefon i odszukał aplikację z mapą.
Mikołaj niechętnie wykonał polecenie i znudzony podparł głowę ręką. Bez przekonania patrzył. jak Greg wyszukuje trasę z Nowego Jorku do Minneapolis, a w końcu odwraca telefon przodem do nastolatków.
— Patrzcie, jesteśmy tu, koło Harrisburga. A wy chcecie dojechać tu.
— Dalej, niż myślałam… — przyznała Sony niechętnie. — Pół kraju…
Mikołaj wzruszył ramionami.
— Pff, pół kraju to nie tak dużo. Odkąd miałem dziesięć lat, matka mnie wyciągała siłą na każdą pielgrzymkę. Przestała dopiero, jak zacząłem przyjeżdżać tu… Nie ważne, do Częstochowy też miałem pół kraju — machnął ręką. — Na spokojnie dojdziemy.
— Częstochowy…? — Adam od dłuższej chwili przysłuchiwał się ich rozmowie. — Jesteś z Ros—
— Polski — przerwał mu, nie pozwalając dokończyć przekleństwa.
Greg szybko odszukał na mapie Polskę. Parsknął śmiechem, widząc skalę porównywanych odległości. Trasa z Nowego Jorku do Minnesoty tak na oko była równa dwóm, może nawet trzem Polskom.
— No, kochany, to teraz patrz na to.
Mikołaj bez słowa spojrzał na ekran. Prychnął coś o zepsutych proporcjach mapy, założył ręce na piersi i zawiesił wzrok na wyjściu z McDonalda. Za przeszklonymi drzwiami widać było zachód słońca.
— Nie moja wina, że u was wszystko jest takie wielkie — odezwał się obrażony.
Po paru minutach, kiedy Adam i Greg dokończyli swoje burgery, cała czwórka wyszła na parking. Drogę do auta znowu przeszli w ciszy. Mikołaj nie potrafił znaleźć żadnego kontrargumentu do tego stopnia, że nawet nie protestował, wchodząc do pojazdu. Zdał sobie sprawę, że każdy z jego pomysłów był głupszy od poprzedniego. Zbliżająca się noc dodatkowo zniechęciła go do szukania transportu na własną rękę.
Widział jak Adam, znowu ze słuchawkami w uszach, wygodnie opiera się na położonej na szybie poduszce. Żałował, że w pośpiechu nie wziął z obozu nic miękkiego. No, może poza flanelową koszulą, która obecnie była ściśnięta w plecaku tak mocno, że strach było ją wyciągać. Zapowiada się długa noc.
Sony wychylała się zza siedzenia kierowcy, usiłując dostrzec twarz Adama. Jej nieudolne próby dostrzegł Greg.
— Śpi — powiedział, domyślając się, czego szuka.
— Greg… — odezwała się nieśmiało. Słysząc ciche „hm?” wzięła głęboki oddech i zadała pytanie. — A ta twoja sprawa w Pittsburgu… ona jest bardzo ważna?
────
[950 słów: Mikołaj otrzymuje 9 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz