LATO
Arisu milczała przez chwilę. Wbiła wzrok w nagrobek, chociaż jej myśli nie były nawet blisko samego zmarłego. Może to było z jej strony nieodpowiednie, w końcu był na swój sposób winowajcą (chociaż było to okropnie złe określenie, a ona nie miała przez nie kompletnie nic negatywnego na myśli) całej tej rozmowy. Z drugiej strony, chyba i tak nie ona była zobowiązana do myślenia o nim. Nie wiedziała nic poza tym, co do tej pory udało jej się usłyszeć.
Poza tym siedząca obok kobieta myślała o swoim bracie wystarczająco często w pojedynkę. Może to był w tym wszystkim największy problem. Arisu przez chwilę bardzo chciała zapytać, czy jest ktokolwiek, kto mógłby jakoś ją odciążyć. Pomóc w niesieniu tej żałoby, która trwała już tak długo, ale też pomóc w codziennym życiu. Kobieta wyglądała, jakby potrzebowała kogoś takiego.
Szybko jednak doszła do wniosku, że to pytanie jest raz, że niewłaściwie, dwa – raczej zbędne. W życiu nigdy nie można było liczyć na pomoc kogoś innego, o tym mogła mówić z całkowitą pewnością popartą doświadczeniem. No, przynajmniej chciała sobie wmawiać, że jest to poparte doświadczeniem. Może miała na karku dużo mniej lat, niż siedząca obok towarzyszka i może nie straciła brata w tak samo dosłowny sposób, ale o tym naprawdę wiedziała bardzo dużo.
Inni ludzie (półbogowie, istoty – to naprawdę bez znaczenia) tylko sprawiali kłopoty, a na sam koniec i tak trzeba było sobie radzić w pojedynkę. Co gorsza, trzeba było jeszcze ogarniać bałagan, którego narobili.
To i tak nie była ta część, na której Arisu skupiła się najbardziej. To, na koniec dnia, nie miało przecież znaczenia. Żadna z nich nie mogła nic z tym zrobić.
– To nic złego, jeśli nie chcesz – odpowiedziała, na chwilę bardziej skupiając się na tym, co miało znaczenie. A przynajmniej ona uważała, że je ma. – Mam na myśl… Wydaje mi się to normalne.
Sama przecież też nie chciała spotykać się z Shayelem, gdy dowiedziała się, że ten przyjechał do San Francisco. Nie otwierała listów od niego, więc dowiedziała się o tym nagle i od razu stanęła przed bardzo ograniczonymi opcjami. A przecież mówiła tu o spotkaniu z żywym kretynem, który po prostu wyjechał. Nie o spotkaniu z dawno zmarłym bliskim.
Na takie spotkanie prawdopodobnie nigdy sama by się nie zdecydowała. Może było w tym coś żałosnego, ale to nie było istotne. Nawet Shayel i ojciec nie czepialiby się jej w takich okolicznościach.
Przeniosła wzrok na kobietę. Wyglądała na spiętą trochę bardziej niż do tej pory, ale to mogło być tylko wrażenie. Arisu poczuła, że ucisk w żołądku znowu staje się trochę większy. Powstrzymała nerwowe przełknięcie śliny. Nieważne, jak bardzo chciała w tej chwili narzekać na swojego brata i na to, w jaki sposób dowiedziała się o jego przybyciu. To nie było istotne – ani teraz, ani nigdy.
– To nie jest coś prostego – dodała, chcąc jakoś się wytłumaczyć. Nie miała w końcu na myśli nic złego. Może powinna nauczyć się lepiej komunikować swoje myśli. Nie, to też nie było teraz istotne. – Przynajmniej tak mi się wydaje.
Poprawiła się na ławce, znowu kierując wzrok na grób, by potem spojrzeć na korony drzew i na słonecznie niebo nad nimi. Niektórzy pewnie uznaliby taką pogodę za ironiczną. Nie wiedziała, czy może doradzić kobiecie coś jeszcze. Podejrzewała, że nie. Nigdy nie była w tym dobra. Shayel był w tym jeszcze gorszy. Ojciec też nigdy nie radził sobie najlepiej. Może to była kolejna rzecz, o którą powinna ich obwiniać.
Zaczynała coraz bardziej się tym wszystkim frustrować. Ta rozmowa dotykała wszystkich tematów, których Arisu nie chciała dotykać. I dalej ją ciągnęła, bo przecież nie mogła przerwać.
– Patrzeć na to z innej strony też możesz zacząć krok po kroku – zakończyła.
────
[600 słów: Arisu otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz