niedziela, 20 września 2026

Od Chaita CD Aye — „Let's start again”

Poprzednie opowiadanie

LATO

Nie mieli czasu, by użalać się nad sobą albo przeklinać na szczura, który pewnie był przerażony równie mocno, co oni. Właściwie to nie mieli nawet czasu skupić myśli. Chait poderwał się jeszcze zanim dobrze upadł. Wierzchem dłoni starł z oczu maź, mocniej chwytając za broń. Drugą ręką pociągnął do góry krztuszącego się i plującego Aye, zaciskając palce na jego ramieniu.
– Musimy uciekać – rzucił przyduszonym głosem. Mantikora była już coraz bliżej. Instynkt kazał mu walczyć, ale zdrowy rozsądek podpowiadał, że nie teraz. Jeszcze nie teraz.
Chait nie dał Aye czasu, by pewnie stanąć na nogach. Nie puścił jego ramienia, tylko szarpnął gwałtownie, rzucając się dalej tunelem. Czuł nieprzyjemne dudnienie gdzieś z tyłu głowy. Przez szum w uszach przebijał się tylko kaszel Aye i krzyk potwora, który uparcie ich gonił. Jeden z kolców śmignął zdecydowanie zbyt blisko ich głów, wzburzając brudną wodę.
Wiedział, że technicznie ich to nie zabije, ale na pewno by im w żaden sposób nie pomogło.
Nie puścił ramienia Aye, nawet gdy ten w końcu złapał rytm i przestał się potykać. Ostatnie, na co Chait zamierzał w tej chwili pozwolić, to by przypadkiem się rozdzielili, albo by znajomy został gdzieś z tyłu, prędzej czy później zdany na niełaskę Mantikory.
Była od nich szybsza. Cały czas czuł, jak się do nich zbliża. Próbowali zgubić ją na zakrętach, ale nie był pewny, czy ją to chociaż trochę spowalnia. Ale przecież nie mógł pozwolić, by tak łatwo któryś z nich stał się dla niej obiadem.
– Chait—
Zerknął kątem oka na Aye. Wskazywał coś przed nimi. Chait podążył wzrokiem we wskazanym kierunku, ale potrzebował chwili, by zrozumieć, co widzi.
Jeden z bocznych tuneli. Wejście do niego było wąskie, węższe od tych, którymi przebiegli do tej pory. Na tyle wąskie, by musieli iść pojedynczo, ale równocześnie powinny utrudnić Mantikorze swobodne poruszanie się, a przynajmniej utrudnić skuteczne ataki ogonem. Skinął słabo głową, nie chcąc tracić energii na zbędną komunikację i pociągnął Aye mocniej, popychając go, by wpadł w korytarz jako pierwszy. Wbiegł zaraz za nim i nie pozwolił mu się zatrzymać.
Jeszcze nie.
Do ich uszu dotarł kolejny krzyk potwora.
Dla pewności skręcili jeszcze raz, w inną odnogę tunelu. Jak wcześniej Chait mniej więcej orientował się, jaki dystans pokonali i gdzie może ich wyprowadzić najbliższe wyjście na powierzchnię, tak teraz nie był już nawet pewny, czy przypadkiem nie zrobili jakiegoś bardzo skomplikowanego kółka. Oparł się o ścianę, nasłuchując, ale Mantikora na chwilę została gdzieś w tyle.
Obaj byli zdyszani. Aye znowu się rozkaszlał. Chait nawet nie chciał sobie wyobrażać, jak paskudnym uczuciem musiało być zakrztuszenie się tym cholerstwem. Czekał, aż chociaż trochę się uspokoi, zanim zdecydował się odezwać:
– Masz swoją broń? – zapytał półgłosem, odpychając się od ściany i stawiając kilka ostrożnych, cichych kroków w stronę drugiej części tunelu. Potwór dalej gdzieś tam był.
Aye wytarł usta dłonią i skinął głową, chociaż nie wydawał się zadowolony.
– Chcesz z tym walczyć?
Chait zawahał się tylko przez sekundę. To był tragiczny pomysł. Byli zmęczeni po całym dniu, osłabieni i poruszali się po ciemnych, mokrych korytarzach. W największych z nich Mantikora mogła swobodnie używać ogona i pokonywać ogromne odległości, w wąskim oni nie mogli walczyć ramię w ramię. Do tej pory udało im się uniknąć trucizny, ale to też nie mogło trwać wiecznie, nie mieli aż tyle szczęścia.
Gdyby nie byli w kanałach, to mógłby przynajmniej użyć iluzji, by jakoś odwrócić uwagę potwora. Mógłby zrobić most albo w ogóle przenieść ich (lub przynajmniej Aye) gdzieś w cholerę, jeśli starczyłoby mu na to siły.
Tutaj byli skazani na własne bronie i wizję termiczną Aye. Nie byli w szczególnie dobrym położeniu.
Ucieczka przed Mantikorą i wydostanie się z kanałów też nie brzmiały szczególnie realistycznie. Mieli być tu celowo uwięzieni? Chciałby założyć, że to Aye się pomylił i zwyczajnie źle ich poprowadził, ale to też nie miało żadnego sensu.
– Nie, raczej nie. Na pewno nie w tej formie.
Przez chwilę stali tak w milczeniu. Chait wytarł dokładniej twarz. Zaczął nerwowo stukać palcami o udo, wpatrując się w ciemność.
– Widzę, gdzie może być jakieś wyjście, ale musielibyśmy się cofnąć – odezwał się Aye.
Obaj wiedzieli, że mogą wtedy wpaść na potwora. Nie musieli mówić tego na głos.
– Możemy spróbować go ominąć – mruknął w końcu Chait. – Jeśli będziemy szli wąskimi tunelami, to albo go spowolnimy, albo będzie musiał przybrać ludzką formę.
Wiedział, że wolałby uniknąć bezpośredniego starcia. Ten potwór na pewno był od nich silniejszy, prawdopodobnie też bardziej wytrzymały. Ledwo udało im się go zgubić, a i to tylko na chwilę. Nie potrafił przypomnieć sobie żadnych innych, istotnych szczegółów, chociaż czuł, że powinien wiedzieć.
– Pozostaje też pytanie, czy tym razem trafimy na normalne wyjście.
Powiedział to bardziej sam do siebie. Nie zamierzał krytykować Aye, bo to nie była jego wina. To okoliczności takie były. Wydarzyło się zbyt wiele, czy Chait uznał, że tym razem ot tak znajdą drabinkę i właz, który pozwoli im się wydostać.


Aye?
────
[800 słów: Chait otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz