sobota, 5 września 2026

Od Inez — „Dwie homo kobiety”

Inez kochała zawsze swoich rodziców i zawsze czuła w nich największe wsparcie. Zresztą, nigdy nie zrobili nic, żeby nie mogła się tak czuć. Miłość, jaką jej okazywali była nie do opisania słowami. Velez zawsze współczuła wszystkim, którzy nie mogli tego poczuć. Współczuła tym, którzy nie mieli rodziców lub tym, którzy nie potrafili kochać swoich. Współczuła tym, którym rodzice dali powód, aby chcieli siedzieć cały rok w Obozie. Jednak mimo tego wszystkiego zawsze było jej trochę przykro, bowiem jej znajomi nigdy nie brali na poważnie zmartwień związanych z jej rodzicami. Nieważne czy to byli inni półbogowie, czy znajomi w szkole. W końcu jej rodzice byli „tacy super”! Czym Inez mogła się realnie martwić. Każdy znał ich dobroć, a ich córka była najważniejszą osobą w ich życiu. Jednak na koniec dnia każdy ma swoje małe sekrety, czyż nie? I można się je bać powiedzieć nawet najbardziej zaufanym osobom.
Velez swój sekret poznała, gdy miała dwanaście lat. Sama nie była mniej przerażona swoim odkryciem. Prawdopodobnie gdyby nie dziewczyny z jej klasy nie zorientowałaby się tak szybko. Do dziś pamięta obrzydzenie jednej z nich.
– Czytasz książki z dwoma homo laskami? Obrzydliwe!
– Czemu? To, że to jest coś, czego nie jesteś w stanie pojąć, nie oznacza wcale od razu czegoś obrzydliwego.
Inez nie mogła się z tym nie zgodzić. Właściwie nie widziała nic dziwnego w byciu homoseksualnym. W końcu kobiety były piękne! Wiedziała to, pomimo że nie była lesbijką. Bo nie była, prawda?
Choć początkowo wydawało się to dość proste i oczywiste, to nie mogła tej nagłej myśli wyrzucić ze swojej nastoletniej głowy. Nigdy nie myślała o chłopakach jako o potencjalnych partnerach, nie marzyła, aby mieć męża, ani nie wyobrażała siebie w długiej, białej sukni.
– Mamo, czy to normalne, że nie myślę jeszcze o tym, aby mieć chłopaka? – zapytała pewnego dnia, na co Olivia uśmiechnęła się ciepło, targając jej i tak wiecznie nieukładające się włosy.
– Jesteś jeszcze młoda, nie musisz o tym myśleć.
Może i miała rację, ale jednak jej koleżanki już odczuwały pociąg do chłopców, zachwycając się nimi i mówiąc, że chciałyby się z nimi już związać na zawsze. Młoda Velez jednak nie miała podobnych myśli względem płci przeciwnej.
Od tamtego momentu nie było dnia kiedy się nad tym nie zastanawiała. Szukała informacji wszędzie, nawet w internecie, pomimo, że nigdy nie była dobra z elektroniką, cóż uroki bycia półbogiem. W końcu jednak okazało się, że jest więcej takich osób jak ona. Aż w końcu poznała ją – swoją pierwszą miłość, którą tak bardzo na co dzień chce wymazać z pamięci, że w jej umyśle przybiera inne formy, inne imię, Raz jest to Patricia, raz Alice, innym Sarah, a czasami padnie na oryginalniejsze imię jak Ottilie. Jedyne czego Inez jest pewna do dzisiaj to faktu, że dziewczyna była od niej dwa lata starsza, a także tych zielonych oczu. Są rzeczy, których po prostu się nie zapomina, a Inez nieważne jakby się starała, zawsze przypominając sobie tamten urywek z życia, pamięta te wielkie, zielone tęczówki.
Dziewczyny poznały się w parku. Trochę przypadkiem (tak sądziła Inez), gdy czytała książkę i jej luba – tym razem nazwała ją „Sybil” – postanowiła się dosiąść i stwierdzić, że to jej ulubiona. Rozmowa sama szła do przodu, a ona miała wrażenie, że zna ukochaną od lat. Już wtedy czuła się z nią inaczej. W drobnych gestach, spojrzeniach znajdowała ukojenie, jej śmiech sprawiał, że jej wnętrzności robiły fikołka, a policzki różowiały. Sybil była tak piękna, że Inez myśląc o niej, czuła jak wszystko ją boli, myślała, że dziewczyna jest dla niej nieosiągalna. I to ją martwiło. A skoro tak było, to zdała sobie sprawę, że relacja, jaka ich łączyła nie była jej ani trochę obojętna, nie była „zwyczajna”.
I wtedy Inez zrozumiała, że pociągają ją jedynie kobiety. Nie poczuła na początku wstydu ani strachu. Nie zaczęła płakać lub krzyczeć z przerażenia. Tuliła jednak do siebie swojego ulubionego pluszaka, z którym spała od dziecka i szczerzyła się na samą myśl, że jednak nie jest z nią coś nie tak! Jednak potrafiła kochać; szczerze obawiała się, że nie jest zdolna do takich emocji, gdy żaden chłopak, jakiego znała, nie podobał się jej. Ale wszystko było takie, jak powinno. Teraz wiedziała przynajmniej na czym stoi, a do tego miała w swoim życiu dziewczynę, która potencjalnie mogła zostać jej ukochaną! Przez moment Inez patrzyła na życie niczym przez różowe okulary, jednak szybko zderzyła się z okrutną rzeczywistością. Zobaczyła, że świat nienawidzi takich jak ona, a homofobia istnieje wszędzie wokół. Jednak chciała być silna. Dla siebie. Dla Sybil. Problem pojawił się wtedy, gdy okazało się, że starsza z dziewczyn wcale nie jest odważniejsza, a wręcz przeciwnie: gdy w publice Inez starała się jej okazać choć najmniejszą czułość odskakiwała jak poparzona, a czasem nawet na nią krzyczała, że ma tego nie robić przy ludziach.
– A czy nie powinniśmy być dumni z tego, kim jesteśmy? – zapytała przy jednej ze sprzeczek.
Ukochana wyśmiała ją prosto w twarz i odpowiedziała:
– Nie mamy być z czego dumne.
To zraniło Velez, a co gorsza: uwierzyła w te słowa. Zamknęła się w sobie i udawała, że jest kimś innym niż naprawdę, ale hej! Przynajmniej miała dziewczynę, co nie? Mogła się cieszyć z nią każdą chwilą. No… nie każdą, ale wtedy kiedy nikt nie patrzył. Chodziły na randki, choć inni widzieli je jako przyjacielskie wyjścia. Czasami nawet się przytulały przy innych! Spędzały ze sobą dużo czasu jak przyjaciółki, trochę mniej jak para.
Aż w końcu pewnego dnia za rogiem w korytarzu, kiedy całowały się jeszcze w trakcie trwających lekcji, niczym z amerykańskiego serialu przyłapała ich jedna z koleżanek z klasy. Inez czuła się wtedy jak w nieśmiesznej telenoweli. Życie gnało wtedy szybko. Kłótnie, bójki, wezwanie do dyrekcji. Potem tylko rozmowa z rodzicami, tygodniowe zawieszenie, a na koniec zerwanie. I choć wtedy była wściekła na Sybil, bo tak prosta rzecz sprawiła, że dziewczyna była w stanie zostawić Inez, to gdy myśli o tym wstecz cieszy się, że była jej pierwszą. Nawet jeśli teraz starsza miała chłopaka i brzydziła się gejami nie mniej niż kiedyś inne osoby nią.
Tak właśnie rodzice Inez poznali jej mały sekret. Nigdy jej nie odrzucili, nie wyrzucili z domu, czy nie znęcali się nad nią przez to. To nie było możliwe, nie tu, nie w tym domu pełnym miłości. Jednak mimo to Velez czuła dziwną atmosferę w domu jeszcze przez bardzo długi czas. W głębi serca czuła, że w jakiś sposób zawiodła rodziców, nawet jeśli nie dawali tego po sobie poznać. I to ją wewnętrznie zabijało. Wolałaby już krzyki, niż ten wieczny niepokój i… wstyd. To właśnie wtedy go poczuła, pomimo że tak bardzo nie chciała się wstydzić tego, kim jest. W końcu to nie był jej wybór. Przeżywszy to wszystko, wiedziała, że gdyby mogła, wolałaby, aby podobali się jej mężczyźni; byłoby o wiele łatwiej.
Mimo tego czas mijał, a rodzice nigdy nie poruszywszy tego tematu, chyba pogodzili się z homoseksualnością swojej jedynej córki. A przynajmniej taką miała nadzieję Inez, bo odkąd skończyła czternaście lat, nigdy nie była w związku.


────
[1145 słów: Inez otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz