środa, 9 września 2026

Od Kaliny CD Isobel — „Umarła lampa normalna i narodziła nienormalna”

Poprzednie opowiadanie

JESIEŃ

Cała trójka obserwowała, jak brązowa pieczarka, w akompaniamencie czajnika, zmienia formę z dorodnego grzyba w… rozpuszczonego grzyba. Zapach spalonego plastiku stawał się coraz bardziej intensywny, a gwizd coraz bardziej irytujący.
Amanda rzuciła się na ratunek nie lampy, ale stołu, a dokładniej wciąż rozłożonych (choć, ku uciesze Kaliny, prawie skończonych) puzzli. Złapała rozgrzaną nóżkę w ręce i, zaskoczona temperaturą, strąciła ją na kuchenne płytki. Cała trójka odskoczyła, a z miejsca, w którym kabel łączył się z lampą, wydobyło się kilka iskier.
— O kurwa — podsumowała Isobel.
— Trzeba było za okno!
— Żeby nam zwisała na tym kablu?! Nie, dzięki.
Kalina w panice wertowała zakładki w mózgu, próbując znaleźć tę o tytule „zasady postępowania w razie pożaru”. Co prawda lampa jeszcze nie stanęła w płomieniach, ale wyglądała, jakby zaraz miała. Nikt nie odważył się wypiąć jej z gniazdka, a kabel iskrzył się coraz bardziej. Szkoda — pomyślała — że iskrownik w kuchence nie działa tak dobrze. Smród plastiku stawał się nie do zniesienia, więc otworzyła na oścież jedno z okiem.
Nie gasić oleju wodą, nie gasić prądu wodą, (kurwa, czajnik, zamknij mordę!), odciąć dostęp tlenu… właśnie! Chwyciła z wieszaka jedną ze ścierek, tą, której było jej najmniej szkoda i szybkim ruchem przykryła lampę tak, aby zakryć miejsce połączenia z kablem. W międzyczasie Isobel, która stała zaraz obok kuchenki, wyłączyła palnik.
Zapadła cisza. Czajnik przestał gwizdać, a lampa przestała trzaskać. Cała trójka odetchnęła z ulgą myśląc, że niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Zaczęły się śmiać, a Kalina ostrożnie podeszła do byłej pieczarki. Nagle szmata stanęła w płomieniach.
— Jezu… — syknęła, ledwie unikając poparzenia rąk lub twarzy.
Isobel, która również zamierzała podejść do lampy, z niepokojem dotknęła swoje długie, a co za tym idzie, bardziej narażone na złapanie ognia włosy. To, że były ogniście rude niestety nie znaczyło, że polubiłyby się z żywiołem.
— Brawo, gratulacje — Amanda niechętnie zmierzyła wzrokiem współlokatorkę.
— A gdzie „O mój Boże! Żyjesz?! Nic ci nie jest?!” — oburzyła się dziewczyna.
— Trzeba było myśleć! To było do przewidzenia, że—
— Trzeba było sprawdzić, zanim podłączyłaś to gówno!
— Cisza!!!
Kalina i Amanda, jedna bardziej zdenerwowana od drugiej, zaskoczone spojrzały na Isobel. Bez słowa spojrzały w to samo miejsce, w które wpatrzona była dziewczyna i przeklęły głośno. Na całe szczęście ogień, nie mając w najbliższym sąsiedztwie nic oprócz zimnych płytek, nie zdążył się rozprzestrzenić.
— Macie tu gaśnicę? — zapytała z nadzieją. — Macie, prawda???
— No, jakby ci to…
— Mamy — Kalina przypomniała sobie o gaśnicy zostawionej przez właściciela mieszkania. — Gdzie ona jest?
— W tej chwili… u sąsiada — Amanda odwróciła wzrok, unikając kontaktu wzrokowego z Kaliną i Isobel. — Jakiś czas temu organizował imprezę i ktoś podpalił firankę — wyjaśniła szybko.
Kalina bezradnie przyglądała się tańczącemu na środku kuchni ognisku. Ogień, na całe szczęście, powoli zaczynał się zmniejszać, zostawiając pod sobą czarną, spaloną plamę. A propo kaucji…
— Trzeba wypiąć kabel z gniazdka — stwierdziła trzeźwo Isobel, niechętnie patrząc na znajdujący się po drugiej stronie kuchni kontakt.
— Ktoś chętny do skakania nad ogniskiem? Ewentualnie można zrobić parkour po stole… — Kalina zaczęła analizować trasę między torbą z zakupami, talerzem, doniczką i tysiącem puzzli.
— Albo polecieć — zaśmiała się Amanda żałośnie. — No co?
Zanim zdążyły zebrać myśli, Isobel wydobyła z siebie głośne "kurwa mać!". Rolka ręcznika papierowego, która przed sekundą leżała na stole, została sturlana przez podmuch wiatru i wpadła prosto w ogień. Żeby było jeszcze śmieszniej, jeden z listków został przytrzaśnięty talerzem, przez co rolka rozwinęła się.
Isobel w panice złapała czajnik z kuchenki i chlupnęła wrzątkiem w ogień, odcinając papierową ścieżkę — czerwony dywan rozwinięty dla ognia, aby mógł swobodnie dostać się na blat stołu. Ogień, na całe szczęście, prawie zniknął. Przed porażeniem prądem uratowały ją ogromne ilości szczęścia oraz, przede wszystkim, drewniana rączka. Teraz jednak cała kuchnia pływała w groźnie wyglądających, elektrycznych kałużach. Dostęp do gniazdka stał się jeszcze trudniejszy.


Isobel?
────
[609 słów: Kalina otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz