JESIEŃ
Caroline zwiała z Obozu Herosów przy pierwszej okazji, ale, do kurwy nędzy, czy ktoś mógł się jej dziwić? Miała egzamin! Co miała zrobić, poprosić pana D, żeby jej wypisał usprawiedliwienie? „Przepraszam, studentka Caroline Leyanall nie mogła wziąć udziału w egzaminie wraz z resztą grupy, ponieważ musiała przejąć władzę w domku rodzeństwa lekko pierdolniętej córki Ateny (matki)”? Przecież z miejsca dostałaby skierowania na testy narkotykowe. Planowała wyskoczyć tylko na półtorej godzinki, odbębnić ten głupi test i dać się złapać dzieciakom Ateny. Ot, po krzyku. Dzieci pobawiłyby się w Nowym Jorku, ona nie musiałaby pierdolić się z drugim terminem i wszyscy byliby absolutnie szczęśliwi!
Niestety, jej plany chuj strzelił. Co prawda początek udał się bez zastrzeżeń; odpaliła stoper, kazała im odczekać pół godziny, zanim będą mogli za nią ruszyć, a sama naokoło przez las wyszła z obozu. Złapała taksówkę, dotarła na uczelnię i znalazła salę, w której mieli pisać egzamin. Napisała go w rekordowo krótkim czasie i przed wyjściem skoczyła jeszcze do łazienki. Akurat myła ręce, kiedy kątem oka wyjrzała za okno i zaklęła pod nosem, przy okazji zwracając na siebie uwagę dziewczyny palącej pod ścianą. Prawie jak w liceum. Uśmiechnęła się do niej krzywo, a potem znowu wyjrzała na zewnątrz.
Na przeciwko budynku jej wydziału stała dwójka podejrzanie znajomych dzieciaków i rozmawiała ze sobą; dziewczyna pokazywała palcem na drzwi wejściowe. Ciekawe, dlaczego Weronika nie nauczyła jej, że brzydko jest pokazywać palcem. Skąd oni w ogóle wiedzieli, na jakiej uczelni studiuje, a tym bardziej na jakim wydziale? Po Obozie Herosów plotki zdecydowanie zbyt szybko się rozchodzą. W każdym razie, zauważyła tylko dwójkę dzieciaków Ateny (matki), czyli pewnie reszta była gdzieś indziej. W końcu skąd mogli wiedzieć, gdzie akurat się uda? Odsunęła się od okna, żeby jej przypadkiem nie zauważyli, wytarła dłonie w spodnie (znowu nie było ręcznika papierowego) i wyszła z łazienki.
Na szczęście zdążyła poznać budynek na tyle dobrze, że dałaby radę się po nim przemieszczać z zawiązanymi oczami. Poza tym miała palące koleżanki, więc znała absolutnie wszystkie skróty i wyjścia z wydziału. Dzięki temu udało jej się wyjść po całkowicie drugiej stronie budynku. Teraz tylko zostało jej złapać powrotną taksówkę i przekraść się do obozu tak, żeby na końcu się z nich wszystkich pośmiać. Odeszła ulicę od uczelni i zaczęła machać na taksówkę.
— Ha! Tu cię mam! Kto by pomyślał, że będziesz na tyle głupia, by wyjść na otwarty teren? Spodziewałby się ktoś, że masz w sobie choć krztynę rozumu — rozbrzmiał głos gdzieś za jej plecami.
Caroline zaczęła się w głowie modlić do jakiegokolwiek bóstwa, które było patronem cierpliwości, bo jej własna wyczerpała się już przy pierwszym słowie Weroniki. Jeszcze nie zdążyła się do niej w pełni odwrócić, a ta już dalej nadawała:
— Co ty sobie myślałaś, zostawiając moje rodzeństwo na pastwę losu? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, na co ich naraziłaś? Życie to odpowiedzialność, a nie tylko przyjemności i ułuda! — Dźgnęła ją palcem w klatkę piersiową.
Usta Caroline rozciągnęły się w najbardziej diabolicznym, bezczelnym uśmiechu, jaki tylko miała w swoim zanadrzu. Przyłożyła sobie dłoń do czoła.
— Pewien człowiek, skazany na śmierć, na godzinę przed straceniem mówi czy też myśli, że gdyby mu wypadło żyć gdzieś na wyżynie, na skale, na takim wąziutkim upłazie, że tylko dwie stopy się zmieszczą — a dokoła będą przepaści, ocean, wieczny mrok, wieczna samotność i wieczna burza — i że ma tak pozostawać, stojąc na kwadratowym łokciu przestrzeni, całe życie, tysiąc lat, wieczność — to lepiej tak żyć niźli zaraz umrzeć! Byle żyć, żyć i żyć! Jakkolwiek — byle żyć!… Jakież to prawdziwe! Boże, jakie prawdziwe! — mówiła z przesadnym zachwytem, kończąc to wszystko głębokim westchnieniem. — Dobrze mówił ten Tołstoj, co nie? Wzruszył mnie aż tak, że się nauczyłam tego na pamięć — dodała, ocierając sobie wyimaginowane łzy z oczy.
Weronika przez kilka chwil wyglądała, jakby dostała obuchem w głowę, a potem jej policzki aż poczerwieniały ze złości. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Chyba była aż tak załamana, że raz w życiu zabrakło jej słów.
— To na razie! — rzuciła Caroline z szerokim uśmiechem, pomachała jej radośnie, po czym rzuciła się do biegu w boczną uliczkę.
────
[673 słowa: Caroline otrzymuje 6 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz