LATO
Aye podświadomie wiedział, że gdzieś niedaleko znajduje się wyjście. Widział gdzieś światło, ale nie mógł pokazać go Chaitowi.
Szli dosyć długo, jak na to, że znajdowali się w ściekach. Całe szczęście brudna woda leciała kanałem, a oni szli po betonie, nie musząc brudzić nóg w odpadach biologicznych. Między ich nogami przebiegały szczury, nad głowami przelatywały nietoperze i wydawać by się mogło, że coś pływało w tej brązowej cieczy, ale były to tylko zwidy, bo żadne żyjące zwierze nie przetrwałoby w czymś takim.
Aye w końcu się zatrzymał. Odgarnął włosy na plecy i spojrzał na Chaita.
— Ogólnie, wyjście powinno być tutaj — powiedział.
Chait odetchnął z ulgą. Aye jednak zacisnął zęby, bo ta informacja w żadnym stopniu nie miała być wesoła.
— Problem jest taki — spojrzał na betonowe ściany — że nie ma tutaj tego wyjścia.
— To jest tutaj, czy go nie ma? — zapytał zdezorientowany.
— Powinno być tutaj — powtórzył. — Coś sprawiło, że tego wyjścia jednak nie ma. Rozumiesz teraz?
— Czyli pierwotnie wyjście było tutaj, ale… zostaliśmy celowo uwięzieni?
— Na to wychodzi.
Chait złapał się za głowę. Aye jedynie westchnął i przymknął oczy. Musiał coś wymyślić. W tych ściekach siedziało coś, co najwyraźniej chciało sobie przygotować ich na kolację. Jedną z żałośniejszych śmierci byłoby zginięcie w paszczy potwora w kanalizacji pod ulicami Nowego Jorku.
Chait zaczął chodzić przy ścianach, starając się znaleźć jakąś wnękę, a Aye z zamyśleniem zastanawiał się, czy nie powinni się przypadkiem cofnąć. Parę metrów za nimi znajdowało się miejsce z odnogami, do których mogli się wcisnąć i przejść do innej części kanałów.
— A może nas teleportuje? — zaczął się zastanawiać na głos.
— Nie jest tutaj zbyt ciemno? — zauważył Aye z uniesionymi brwiami. Najwidoczniej wiedział więcej o ograniczeniach dzieci Iris niż same dziecko bogini.
Chait się skrzywił. Otaczała ich taka nudna, bezpłciowa ciemność od dobrej godziny, że zdążył o tym zapomnieć. Oczy się przyzwyczaiły, umysł również, ale moce nie zdołają utworzyć tutaj tęczy.
— To co nam pozostaje?
Chyba po prostu pożałowanie, że tutaj w ogóle zdecydowali się wejść.
— Cofamy się — zarządził Aye.
Chait posłusznie kiwnął głową i poszedł za prowadzącym dotychczas ich dwójkę półbogiem.
Szli w ciszy, dlatego, bo Chait bał się odezwać, a Aye skupiał się na prowadzeniu ich w dobrym kierunku. Próbował też wyczuć konstrukcję kanałów, by wiedzieć, gdzie znajdzie najlepsze przejście, ale coś zakłócało mu myśli. Obawiał się, że trafili do bardzo złego miejsca.
Weszli do jednej odnogi i schyleni przeszli do innej części kanałów. Było tam tak samo mokro i śmierdząco, a na dodatek w powietrzu unosił się nieprzyjemny fetor. Jakby gdzieś w pobliżu rozkładało się ogromne cielsko potwora.
Aye zatkał nos ręką, a Chait przycisnął dłoń do ust.
— Chyba nie jesteśmy tutaj sami — rzucił nerwowo Chait, wyczuwając czyjąś obecność.
Aye próbowało wzorkiem odnaleźć postać, o której mówił Chait, ale nie zauważył niczego oprócz pojedynczych szczurów, śmieci i grzyba na ścianach.
— Zaraz stąd wyjdziemy — powiedział tylko, ignorując Chaita, który teraz nerwowo ściskał w ręce swoją broń.
Chait nie mógł przecież nie zaufać Aye. Całą drogę był prowadzony przez dzieciaka Hefajstosa i nie zgubił się tylko dzięki niemu. Czuł jednak, że coś na nich czeka. Na końcu tunelu. Nie miał jak tego udowodnić, ale ze strachu zapomniał, jak się chodzi i co jakiś czas musiał ręką szukać oparcia w betonowej ścianie.
Im dalej szli, tym bardziej zaczynał doskwierać im smród. Był to tak okropny, duszący zapach, że szybciej umarliby z braku tlenu niż z powodu wielkiego potwora.
— Aye… — wystękał z trudem Chait.
— Co?
Podszedł do Chaita. Odpowiedź znalazł pod swoją nogą. Wdepnął w jakieś martwe zwierzę. Chait to samo. Było tutaj sporo martwych, małych zwierząt. Nawet nie wiedzieli, co to dokładnie jest.
Przyglądając się ze strachem tej masakrze zapomnieli, że na końcu tunelu coś może na nich czekać. Potwór zirytowany tak długim czekaniem postanowił więc sam się przejść do półbogów.
Wielki stwór, przypominający jednocześnie lwa, skorpiona i czegoś, co ma skrzydła, wyrósł przed dwójką potworów. Krzyknął przeraźliwie przed ich twarzami i nastroszył ogon w celu wystrzelenia w ich dwójkę kolców. Prawie tak, jakby był jakimś jeżozwierzem, tyle że ogon wyglądał dokładnie jak ten, który mają skorpiony.
— Mantikora w kanałach? — wydusił tylko Chait zanim ze strachem odbiegł w drugą stronę, ciągnąc za sobą Aye.
Uciekając potknęli się o wystający metalowy pręt i wpadli do brudnej wody. Aye zachłysnął się obrzydliwą cieczą, a Chait umył sobie całą twarz w tym szlamie. Na sam koniec z wody wynurzył się szczur i przebiegł im po głowach.
Chait??
────
[722 słowa: Aye otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz