Istnieje kilka rzeczy, które człowiek otrzymuje bez pytania: nazwisko, śmiertelność i cudze zdanie na swój temat.
To ostatnie jest szczególnie hojnym darem. Ludzie, którzy znają cię od tygodnia, bez trudu wyjaśnią twoje motywacje. Ci, którzy znają cię od lat, zrobią to jeszcze chętniej, ponieważ zgromadzili wystarczająco dużo materiału, żeby ignorować wszystko, co nie pasuje do wcześniejszych ustaleń. Z czasem powstaje z tego całkiem spójna osoba.
Niekoniecznie ty.
To jednak szczegół techniczny.
— Tak, drogi Mikołaju, wszystko, byleby było dla ciebie wygodnie. — odburknęła, siląc się na dozę ironii. — Bo po co się zastanawiać, czy coś pożre twoje rodzeństwo. Przecież można rozłożyć się na kanapie i mieć w nosie wszystko. Grupowy to tylko głupia plakietka, prawda?
Zapisała sobie na przyszłość myśl o Kronosie pożerającym własne dzieci, jedno po drugim. Zawsze, gdy słuchała o początkach Bogów Olimpijskich, majaczył się przed nią obraz Goi. Była świadoma tego, co potwory potrafią zrobić z herosami, a i tak się wzdrygnęła. Czy w sumie podobnie nie postępowali bogowie, rzucali własnymi dziećmi, jak mięso armatnie, w tabuny potworów? Wyrzuciła prędko tę myśl, jej matka w życiu by się nie zgodziła na coś takiego. Na wszystko musiało być strategiczne wytłumaczenie, wszakże nie robiliby Obozu Herosów i Obozu Jupiter.
Nie interesowało ją już, jak rozmówca zareagował. Poczuła minusy, jak w Simsach, w dodatku trzymające się w parze, dokładające się do i tak konkretnego stosu minusów (praktycznie każdy obozowicz zarobił na swojego minusa, niektórzy mieli ich zdecydowanie więcej, patrz: Niketas). Gdyby była w stanie wyjść z siebie, przejąć panel sterowania i delegować Simem o imieniu Mikołaj, to już by to dawno zrobiła. Dałaby może jakieś użyteczne rozwijanie sobie umiejętności, na przykład ćwiczenie charyzmy przed lustrem i nauka savoir-vivre (kiedy Weronika miała 13 lat, w jej ręce wpadł wysłużony laptop, na którym mogła w te Simsy pykać. Wciągnęła się na dobre kilka tygodni, dzień w dzień delektując się poczuciem kontroli, dopóki nie odinstalowała). A tak to stał tutaj, jak kołek, jakby ktoś mu anulował czynność.
— No dokładnie, więc możesz się dalej topić i machać rękami. — warknął Mikołaj. — Zaproponuj jeszcze jakieś kolejne głupie zajęcia. Mam pomysł, może po nauce pływania nauka szydełkowania, żeby złapać potwora we francuski supełek czy inny kunszt? Warsztaty lepienia garnków z organicznej gliny prosto z serca Toskanii?
Powiedział to akurat wtedy, kiedy Weronika podjęła kolejną próbę pływania. Kolejną nieudaną, co nie zrażało ją to. Plusem uznania grupowego domku Dionizosa za żałosnego było to, że można było się mniej przejmować jego zdaniem. Wystarczy, że już wcześniej trafiała na jego żenujące żarty. Kiedy był poruszany temat zawodów, zawsze wspominał coś o wyciąganiu chuja z wody, dekoncentrując innych.
— Komuś się nie podoba propozycja wprowadzenia różnych technik walki z różnych kultur? Ojejku, tak mi przykro.
— Mam nadzieję, że wtedy te żelki z chilli ci smakowały! Ładnie ci uszy poczerwieniały.
— Mogłyby konkurować z twoimi, kiedy ten nimfotyp podpłynął do ciebie i mówił coś o nogawkach.
— Zazdrosna?
— Tak, jestem niezmiernie zazdrosna o jakiś pomniejszy, śmierdzący strumyk. — przewróciła oczami.
Wyszła ponownie na brzeg i performatywnie poprawiała, z namaszczeniem wręcz, taśmy kinezjologiczne.
— „Żyjemy w kraju, w którym nie ma dróg, są tylko kierunki”. — westchnęła.
Mikołaj puścił kolejną kaczkę. Odbiła się od spokojnej powierzchni z pięć razy, zanim podzieliła los poprzedniczek.
— U ciebie, Weronika, to jest kierunek na psychiatryk. — odparł od razu.
— A wciąż ty tutaj siedzisz, tak bardzo chcesz się ze mną wybrać tam? — zaczęła się irytować. Zebrała wszystkie książki, notesy do kupy i wkładała w odpowiednie miejsca w plecaku. Nawet tutaj był porządek. — Zostawiam ci ten cytat do własnej interpretacji, może się przyda.
— Już lecę zaimponować reszcie jakimiś głupimi cytatami. Na przykład, o, „Zbrodnia bez kary to tylko przedsiębiorczość”.
— Źle to powiedziałeś. — naprostowała od razu Weronika, zgrzytając zębami.
— Może Raskolnikow tak pomyślał. — delikwent włożył ręce do kieszeni i uśmiechnął się głupkowato.
— Nie pomyślał!
— Powinien był. Książka byłaby krótsza.
Dziewczyna w tym czasie ubrała się, z trudem trafiając w nogawki spodni z powodu bezeceństw, jakie on wygłaszał. Kiedy się uporała z tym zadanie, zamaszyście założyła pasek plecaka na ramię i zadarła nos, przechodząc obok Mikołaja. Cierpliwość na dzisiaj się wyczerpała, odpoczynek w domku dobrze jej zrobi.
— Do zobaczenia na najbliższym spotkaniu grupowym. Fajnie, że znowu będziesz pełnić funkcję wycieraczki! Taką z dużym napisem WELCOME. Przynajmniej grupa nie naniesie błota! — wykrzyknęła sfrustrowana na pożegnanie, zostawiając go za sobą. Tak, jak zrobiła to jesienią.
────
[705 słów: Weronika otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz