ZIMA
— Więc chcesz mi powiedzieć, ty mały gówniarzu, że musimy jeszcze udać się do NOWEGO JORKU? Czy ty w ogóle wiesz, gdzie leży Nowy Jork? To są 2 dni autem albo 3 dni pociągiem, albo 5 godzin samolotem.
Mikołaj zrobił duże oczy, po czym przełknął ciężko ślinę. Jego mina jednak po minucie się zmieniła, mrużąc brwi.
— Po pierwsze, mam 16 lat i nie jestem takim małym gówniarzem.
— Ja w twoim wieku nie błąkałem się sam po tak dużym mieście!
— Przepraszam!
Parę osób przepchnęło się wokół herosów, by tylko podejść bliżej aktora. No tak, ten pieprzony autograf.
— Proszę… Przynieś go dla mnie… — Mikołaj smutno wymiauczał, patrząc się na Lucasa.
W teorii nie znajdowali się aż tak daleko, gdyby tylko Lucas skorzystał ze swoich mocy syna Ateny…
— Przepraszam, mój młodszy brat ma dziś urodziny.
Dwie młode kobiety spojrzały za siebie, prosto na Lucasa, a następnie na Mikołaja.
— Ja nie mam dziś urodzin! Mam je—
Nie skończył mówić, gdyż Lucas uderzył go łokciem w bok. Na szczęście było tak głośno, że dziewczyny nie usłyszały słów Mikołaja.
— To jego marzenie odkąd ma 14 lat! Dzięki Ryanowi złożył dokumenty do szkoły aktorskiej i się dostał. Nawet zagrał Sebastiana Wildera, pamiętasz? — spojrzał na swojego „młodszego brata”.
Mikołaj przytaknął, trochę oszołomiony pomysłem Lucasa.
— Uczyłeś się parę dobrych miesięcy gry na fortepianie, co Mikołaj?
— T-Tak! To było ciężkie, ale się udało!
Dziewczyny spojrzały na siebie ponownie.
— Urocze — powiedziała jedna.
— Prawda… tym bardziej, że dziś ma urodziny…
Mikołaj był nawet i trochę pod wrażeniem, że Lucas jednym małym kłamstwem śmigał do przodu, w kierunku bramki. Jedni byli bardziej wiarygodni, drudzy mniej.
— To może niech nam zaśpiewa?
— Widzi pan, jest tu trochę za głośno… mam gdzieś filmik na telefonie z przedstawienia, poczekaj…
— Proszę iść do przodu! — krzyknął ktoś z tyłu.
— No widzi pan, może po spotkaniu się zobaczymy i panu pokażę?
— Po to ja nie mam czasu. Już niech młody idzie do przodu.
Takim oto i sposobem dotarli idealnie do momentu, gdzie aktor zaczął podpisywać autografy. Mimo iż Mikołaj nie był wielkim fanem, po prostu lubił niektóre jego filmy, ucieszył się ze swojego małego celu.
— Wiesz, w sumie to te małe kłamstwo, że jestem w szkole teatralnej, nie jest jakimś wielkim fałszem — Mikołaj zaczął opowiadać.
Po tym całym zamieszaniu ze zdobywaniem autografu wszyscy razem udali się do kawiarni obok.
Naprzeciwko niego siedział Lucas, z Ruby na rękach. Obok była Mia, słuchając rozmowy.
— Byłem aktorem w miejskim teatrze — zaczął opowiadać dalej. — Choć zainteresowałem się dopiero tym, gdy odkryłem, że jestem synem Dionizosa.
Lucas podniósł głowę.
— Dlatego ciebie skądś kojarzyłem. Z Obozu Herosów. Jesteś…
— Synem Ateny — odrzekł Lucas. — Co ciekawe, na studiach, w Nowym Rzymie, mam przyjaciela, syna Bachusa.
— Naprawdę?!
— Tak, jest wkurwiający, jak kleszcz na dupie.
— A…
— Ale naprawdę go lubię, właśnie za to.
Po chwili przyszła kelnerka, podając Mikołajowi, Lucasowi i Mii trzy różne kawałki ciasta, które zamówili.
— Skoro jesteś synem Ateny, co ty robisz w Nowym Rzymie? Przecież oni… nie lubią was.
Lucas jedynie wzruszył ramionami.
— Trafiają się debile, co cię oceniają po boskim rodzicu, ale w rzeczywistości, większość ludzi ma to gdzieś. Co najwyżej są zaskoczeni. Na pierwszym roku wśród wykładowców zdarzyło się paru takich, co trochę gorzej na mnie patrzą, ale rzecz biorąc, jestem równo traktowany.
— A właśnie Lucas… możesz... zrobić dla mnie kolejną małą przysługę?
— Jaką?
— Pojechać ze mną do Obozu Herosów? Tak jak mówiłeś, to kupa czasu, zanim tam dojadę, a wiesz… Ameryka to niebezpieczne państwo. Wolę, żeby był przy mnie ktoś, kto nie dość, że mnie zrozumie, wiesz heros, herosa zrozumie, to jeszcze jakby jakaś wielka harpia chciała nas zjeść, będziemy w tym razem.
────
[590 słów: Lucas otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz