sobota, 19 września 2026

Od Mikołaja CD Weroniki — „Ach te klasyki”

Poprzednie opowiadanie

— Wszystko okej…? — zapytał odruchowo i ruszył do przodu.
Po paru krokach, widząc, jak Weronika go ignoruje i wraca do wody, stanął w miejscu. Początkowo chciał odejść, zostawić ją w spokoju, ale ciekawość kazała mu zostać. W ciszy obserwował kolejne próby dziewczyny, a początkowe zaciekawienie powoli przeradzało się w zmartwienie. Zamach jedną ręką, zanurzenie głowy, nagłe wynurzenie, po chwili znowu: nieudolna próba przybrania pozycji, wymachy nogami, zamach ręką, twarz w wodzie, wynurzenie, przekleństwo. W końcu zmęczona usiadła na brzegu i brała głębokie wdechy, delektując się powietrzem.
— Ty nadal tutaj? — rzuciła w stronę jeziora, nawet nie patrząc w stronę Mikołaja.
— To jakaś forma samookaleczania? — zawiesił wzrok na mokrej plamie dookoła Weroniki. — Przejaw masochizmu?
Córka Ateny wzięła głęboki oddech. Widział, jak zamyka oczy, odchyla się do tyłu, po chwili odciska wodę z włosów. Nie chcąc jej denerwować samym spojrzeniem, przeniósł je na leżące gdzieniegdzie kamyki. Ten ma śmieszny kształt — pomyślał, czekając na reakcję ze strony dziewczyny. Ta jednak milczała. Speszony wziął do ręki płaski kamyk i zamachnął się, puszczając kaczkę. Odbił się raz, drugi i wpadł do wody. Mikołaj patrzył na rozchodzące się małe fale, niezadowolony z wyniku. Podszedł kilka kroków bliżej wody, szukając nowego kamyka.
Spiął się, słysząc nagle chłodny ton Weroniki.
— Jeśli chcesz się naśmiewać, to lepiej sobie idź. Nie mam siły z tobą gadać.
— Nie miałem takiego zamiaru — wzruszył ramionami. — Po prostu… zaskoczyłaś mnie.
W wodzie zobaczył idealny kamyk, a gdy tylko po niego sięgnął, wzdrygnął się. Spodziewał się, że woda w jeziorze będzie zimna, ale nie że aż tak. Rzucił okiem na strój Weroniki, która właśnie przywdziewała swój ironiczny uśmieszek. Na sam jej widok zrobiło mu się jeszcze zimniej.
— Super, coś jeszcze?
— Co ty tak właściwie robisz? — spytał w końcu, odrzucając kamyk. Niechętnie opłukał dłoń z błota w lodowatej wodzie, a następnie wytarł ją o materiał flaneli. — Bo chyba nie zaprzyjaźniasz się z nimfami?
Weronika skrzywiła się nieznacznie.
— Pływam, nie widać?
— Nie bardzo — przyznał.
— Och zamknij się już — prychnęła. — Uczę się, okej? Może być?
Mikołaj ugryzł się w język, powstrzymując się przed wypowiedzeniem na głos swoich myśli. Wielka, cudowna Weronika Morozova czegoś się uczy? Przyznaje, że czegoś nie potrafi? Wydarzenia z jesieni faktycznie musiały na nią wpłynąć. Może zmądrzała. Trochę. Skłamałby, mówiąc, że w pewien sposób mu to nie imponuje.
— Nie za zimno jest? — niechętnie patrzył na taflę wody. — Ja rozumiem, zwycięzcy muszą czuć mróz, chłód zwycięstwa czy coś, ale bez przesady…
— Jest idealnie — wzruszyła ramionami. — Nie widzę problemu. Poza tym musimy odpowiedzialnie nauczyć się pływać, zanim wznowimy lekcje. A to planujemy zacząć, kiedy tylko się ociepli.
— Lekcje? — Mikołaj spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem, jakby właśnie powiedziała niewiarygodnie słaby żart. — Naprawdę chcesz się dalej w to bawić?
Teraz to Weronika patrzyła na niego jak na idiotę.
Cóż za niepojęta różnica między znajomością świata a umiejętnością korzystania z tej znajomości! — westchnęła. — Wiesz dobrze, że mamy poważny problem, a nie chcesz go rozwiązać? Jesteś głupszy, niż myślałam.
— Nie chcę, sory.
Córka Ateny, lekko zbita z tropu, zacisnęła usta. Wodziła wzrokiem za Mikołajem, który powoli chodził w tę i z powrotem, aby ostatecznie usiąść po turecku na trawie. Po drodze zwrócił uwagę na tytuł książki, leżącej obok plecaka dziewczyny.
— „Pływanie dla idiotów”? — zdziwił się. — Naprawdę się uczysz? Myślałem, że podtapiasz.
— Po cholerę miałabym to robić?
— Żeby się przyzwyczaić. W sensie, wiesz, dłużej wstrzymać oddech…
— Uczę się i ty też powinieneś — powiedziała ostro. — To nie są żarty, Mikołaj. Obóz potrzebuje—
— Nie, nie powinienem. W dupie mam Obóz — przerwał jej.
Nie miał nawet najmniejszego zamiaru uczyć się pływać dla jakiegoś Obozu. Nie był jednym z tych, którzy poświęcali się dla idei, dla samego faktu poświęcenia, a właśnie tym była dla niego nauka pływania. Nienawidził wody, nienawidził bycia mokrym, nienawidził stroju, w jakim się pływało. Plusem męskich kąpielówek było to, że w przeciwieństwie do stroju Weroniki, były długie i zakrywały uda. Mimo tego nie lubił się aż tak rozbierać. Poza tym przerażała go wizja uduszenia się, a zbiorniki wodne niebezpiecznie podnosiły ryzyko śmierci w taki sposób. Nawet te płytkie. Wzdrygnął się na wspomnienie brutalnego wrzucenia do miejskiej fontanny w pierwszej klasie liceum. Nie wiedział, co było wówczas gorsze — walka o życie, czy widok menela sikającego do niej kilka dni później.
— Jesteśmy grupowymi, naszym obowiązkiem jest zadbać o bezpieczeństwo reszty obozowiczów — Weronika z całych sił próbowała pozostać spokojna. Nie chciała się kłócić, ale podejście Mikołaja do sprawy działało jej na nerwy. — Osłabiamy obóz swoim brakiem podstawowych umiejętności. Tak nie może być.
Mikołaj westchnął.
— Grupowymi jesteśmy my, jest Niketas, jest Charin i jest jeszcze kilka innych osób. Dlaczego akurat my?
— Bo nam zależy?
— Tobie zależy — przewrócił oczami. — Szczerze? Fajnie tu jest, ale nie mogę się doczekać, aż skończę osiemnaście lat, wyprowadzę się i nigdy więcej nie usłyszę ani słowa o pływaniu. Może przez rok nic nas nie zaleje. Potem niech martwią się inni.
— Ale—
— Nie mam zamiaru wchodzić do tej wody nigdy więcej. Ani do żadnej innej. Ty rób, co chcesz.


Weronika?
────
[804 słowa: Mikołaj otrzymuje 8 Punktów Doświadczenia]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz