ZIMA
Można powiedzieć, że było to bardzo nierozsądne z ich strony, ale czy istnieje na świecie człowiek, który całe życie myślał zanim coś zrobił? W tej sytuacji nad myślami górował tylko głupi impuls. Impuls, który pchał ludzi do dziwnych czynów, takich jak obmacywanie się w korytarzu, prowadzącym do łazienek na imprezie, gdzie ludzie dużo piją i również — dużo sikają.
Za późno zorientowali się, że ktoś otwiera drzwi, a mieli stosunkowo dużo czasu na reakcje, ponieważ drzwi strasznie skrzypiały (szkoda, że takiej drogiej restauracji nie było stać na wd-40), dając im o wiele wcześniej znak.
— Coś się stało? — zapytał mężczyzna, którego Havu trochę kojarzył z wyglądu, ale nie mógł sobie zupełnie przypomnieć skąd.
Nachylony Judas momentalnie się wyprostował. Nie był ani trochę zadowolony, że ktoś im przeszkodzić, ale czego innego mógł się spodziewać? Że ktoś nakryje ich peleryną niewidką i całkiem znikną z widoku?
Havu odchrząknął. Chociaż się zestresował i momentalnie spiął całe ciało, musiał zagrać na czas i odegrać jakąś wiarygodną scenkę zanim mężczyzna sobie coś pomyśli.
— Niestety kolega słabiej się poczuł — odpowiedział. — Potrzebował przemyć twarz zimną wodą, ale nie udało nam się dotrzeć do łazienki.
— Może pomogę? — Uśmiechnął się tamten delikatnie. — Za dużo alkoholu pewnie, co?
Judasa bardzo uraził ten komentarz, ale nic nie odpowiedział, pozwalając się zaprowadzić do łazienki. Gdyby tylko burknął coś pod nosem, to cały wysiłek Havu poszedłby na marne. Jak później się z tego inaczej wytłumaczyć?
— Księża chyba za dużo pić nie mogą, prawda? — dopytywał dalej, a Judas w tym czasie teatralnie ochlapywał sobie twarz wodą.
— Na pewno nie aż tyle — przyznał Havu, chociaż nie znał się zupełnie na obyczajach księży katolickich. Wiedział natomiast, że Judas umiał i często chciał dużo wypić. Nadal miał to głupie nagranie z jakiegoś baru. — Dzięki za pomoc.
— Nie ma sprawy. — Machnął dłonią. — Jonas by mi nie darował, gdybym nie pomógł jego bratu — zaśmiał się szczerze.
Już wiedział, skąd kojarzył tego mężczyznę. Chociaż za długo mu się nie przyglądał, to było niemożliwe, żeby czyjaś twarz mu tak zapadła w pamięci. Znał tych ludzi dobre dwie godziny, jak mógłby zapamiętać zupełnie obcą osobę?
Judas sam wyłączył wodę i z ociągnięciem przetarł dłonią mokrą twarz. Całą grzywkę również miał mokrą i wyglądał trochę jak zbity, smutny pies.
— Super, dzięki — wymamrotał.
— Mam nadzieję, że już jest lepiej.
— Tak, spoko, to po prostu spadek ciśnienia i takie tam. — Judas jeszcze raz przetarł mokrą twarz. — Nie musisz tutaj stać, Adler.
Mężczyzna kiwnął głową.
— Nie ma co się wstydzić. Ja też tak miewam — westchnął. — Cieszę się, że już jest lepiej.
Uśmiechnął się jeszcze raz i wyszedł z łazienki, zostawiając ich razem. Dopiero wtedy Havu rozluźnił spięte ramiona i wypuścił całe powietrze z płuc.
— Może mi trochę opowiesz, kto to był? — zapytał, ale Judas od razu uniknął jego spojrzenia i też wyszedł z łazienki.
Przed drzwiami zebrała się już pierwsza mała kolejka wstawionych ludzi. Najwidoczniej wznoszenie pięć razu toastu nie było najlepszym pomysłem. Picie czystej wódki ogólnie nie jest najlepszym pomysłem nigdy.
Havu poszedł za Judasem i śledził go aż do samego wyjścia. Zatrzymali się dopiero na parkingu restauracji, gdzie nie było nikogo, oprócz nich.
— Co ci jest? — zapytał znowu, już trochę bardziej poirytowany.
Judas nie odpowiedział. Wsunął rękę do marynarki i wyciągnął z niej pogniecione i zmęczone życiem pudełko papierosów.
— Nic, muszę po prostu zapalić. — Wzruszył ramionami.
Było to całkowicie normalne zachowanie, wcale nie tak dziwne, jak to, że stali obydwoje w ciemnościach na parkingu i trochę marzli, bo temperatura dobijała właśnie trzynastu stopni.
— Tak? Tylko to? — Uniósł podejrzliwie brwi.
Judas przez cały czas zachowywał się dziwnie i było to na tyle irytujące, że Havu mógłby go do reszty wieczora wkurwiać i chodzić z tamtą dziewczyną, byleby tylko grać mu na nerwach; ale z jakiegoś powodu się powstrzymał, bo widział, że ta sytuacja i to, że w ogóle tutaj był, nie było dla niego łatwe.
Podszedł bliżej i wyrwał mężczyźnie pudełko z rąk. Judas zareagował zbyt późno (albo miał bardzo opóźnione reakcje) i nie odzyskał już papierosów z powrotem.
— Oddaj mi to.
Havu odwrócił się do niego plecami. Wyciągnął jednego papierosa, wsadził sobie w zęby i podpalił własną zapaliczką, którą zawsze trzymał w kieszeni spodni.
— Powiem ci teraz, co sobie myślę, a ty będziesz słuchać.
Judasowi nigdy nie podobało się takie stawianie mu warunków, ale tym razem na to — z widocznym trudem — przystał.
— Po pierwsze: jesteś strasznie zazdrosnym przegrywem, a po drugie: jesteś jeszcze bardziej żałosny, bo nie potrafisz powiedzieć, że tamten chłop jest facetem twojego własnego brata.
Judas nic nie powiedział, a Havu zacisnął zęby. Poczuł, że może trochę przesadził. W końcu było to „skomplikowane”, a jeśli coś było zapieczętowane tym mianem, to nie mogło być też łatwym tematem do rozmów. Chciał nawet przeprosić, ale Judas w tym momencie zwiesił głowę.
— Mówiłem, że to skomplikowane.
Przewrócił oczami. Nie mógł się spodziewać niczego innego.
— Szczerze, powiedziałbym ci, żebyś mi possał, ale jeszcze wziąłbyś to na serio.
Judas uniósł brew.
— Co?
— Nic.
Obydwoje zamilkli. Zrobiłoby się jeszcze bardziej niezręcznie, ale Judas, nie mogąc już wytrzymać bez śmierdzącego dymu, podszedł z zamiarem odebrania swojej własności. Przez dwie godziny walczył z tą chęcią zapalenia i jeśli teraz wróci do środka bez miligrama nikotyny w żyłach, to zawiśnie pod sufitem (jeszcze nie wiedział, czy on, czy jego brat).
— Mogę? — zapytał, wyciągając dłoń.
— Nie ma jakiegoś przykazania „nie pal“?
— O co ci chodzi?
— W końcu jestem teraz twoim kolegą księdzem, zapomniałeś? — Uśmiechnął się wrednie.
Judas się skrzywił, ale w końcu podszedł jeszcze bliżej. Jeśli zaraz nie zapali, to rozpłynie się w powietrzu. Na dodatek jeśli za chwilę nie wrócą, to ktoś zauważy ich nieobecność i zacznie ich szukać. Szczególnie, że pewnie niedługo na sale wjedzie tort.
Havu schował od razu ręce za plecy. W jednej dłoni wciąż trzymał pudełko papierosów.
— Tylko jeden — poprosił niemal błagalnie.
Trochę zraziło go, w jaki sposób o to prosi, więc mu podał pudełko i poczekał, aż wypali tego śmierdzącego papierosa. Swojego skończył dużo wcześniej, więc stał pod ścianą budynku, obserwując z pewnej odległości mężczyznę.
— Podejdź tutaj — powiedział, kiedy Judas w końcu wrzucił niedopałka do śmieci.
Miało zabrzmieć to bardziej jak prośba, a z jego ust wybrzmiał rozkaz. Kompletnie odwrotne od tego, co chciał osiągnąć.
— Możesz się… tak jakby… pochylić?
Judas był trochę zbyt wysoki, żeby Havu mógł dosięgnąć jego włosów, więc kiedy trochę się nachylił mógł bez problemu poprawić mokre kosmyki mężczyzny. Czując, że znowu są tak blisko siebie momentalnie poczuł nieznośny gorąc w okolicach policzków i uszu. Szczerze, nienawidził, że był taki blady, bo wiele łatwiej było to wszystko zauważyć.
Poprawił także koszulę mężczyzny i krawat, który zdołał się przekrzywić.
— Możemy teraz wracać. — Położył dłonie na barkach Judasa i trochę go od siebie odepchnął.
— Ach? — Wyprostował się zdziwiony (albo bardziej zszokowany, że mógł zostać tak miło potraktowany).
— A żeby ci nie było tak smutno, to mam coś na szczęście. — Odszedł Judasa od tyłu.
Zamachnął się i uderzył Judasa z otwartej dłoni w tylną część ciała. Tylko w taki sposób mógł sobie poradzić ze wcześniejszym napięciem i cholernymi wypiekami na twarzy.
ale ass slap
────
[1144 słowa: Havu otrzymuje 11 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz