JESIEŃ
— Ej, która jest godzina? — Amanda stanęła w drzwiach, trzymając w ręce mopa. Drugą ręką grzebała w zostawionej w przedpokoju torebce, szukając telefonu.
Kalina spojrzała na mały wyświetlacz na piekarniku, który zwykle robił za jedyny działający zegar w mieszkaniu. Przynajmniej od czasu, kiedy w jej budziku padły baterie; to będzie jakieś dwa miesiące. Ekranik był czarny. Zaskoczona wyciągnęła telefon z kieszeni i szybko przypomniała sobie, że on również czekał na naładowanie baterii.
— Cholera, dobra, nieważne — przerwała rozpaczliwe poszukiwania i oparła mopa o jedną z szafek. — Macie to, ja muszę wydrukować coś przed zajęciami.
Kalina odprowadziła przyjaciółkę wzrokiem i niechętnie spojrzała na lampę, a właściwie to, co z niej zostało i westchnęła głęboko.
— A byłaby z niej taka piękna pieczarka…
— Teraz jest pieczarkowy placek — odparła z uśmiechem Isobel, odrzucając kabel w kałużę.
— Plastikowy, śmierdzący placek. Co za idiota robi lampy z plastiku?
— Chińskie dzieci.
— Oby to się chociaż zmyło… — spojrzała na czarną, osmoloną plamę.
Po chwili namysłu i oceny sytuacji („na ile procent porazi mnie prąd, jak dotknę wodę przez drewniany kijek?”) Kalina sięgnęła po mopa. Przetarła sobie ścieżkę do kuchenki, a resztę postanowiła zostawić na później. Lepiej poczekać, aż będzie nie na sto, a tysiąc procent bezpiecznie, nie? Płytki nie napuchną jak panele, mogą poczekać.
— Dalej chcesz tą herbatę, nie? — zaśmiała się, biorąc do ręki pusty czajnik.
— Jeśli to nie problem — odparła Isobel z uśmiechem.
Kalina nalała wodę do czajnika i postawiła naczynie na kuchence. Przekręciła kurek raz, drugi, przeklęła, a po chwili trzeci.
— Jebany iskrownik — westchnęła i zaczęła rozglądać się za zapalniczką.
Nagle z pokoju Amandy dobiegło kilka głośnych przekleństw i odgłosy walenia w biurko. Po chwili do przekleństw dołączyło wyzywanie laptopa, drukarki, a rykoszetem oberwało rażące w oczy słońce.
— Co się dzieje?! — zaniepokoiła się Kalina.
— Znowu nie ma internetu!
— A jest w ogóle prąd? — Isobel zaczęła rozglądać się za jakimkolwiek włącznikiem światła.
— Jest — wzruszyła ramionami Kalina, podpalając gaz wydobywający się z palnika zapalniczką. — Jest, bo ja tak mówię.
— Nie wybuchnij kuchenki, błagam cię — do kuchni zajrzała zrezygnowana Amanda. — Nie ma prądu, chyba wyjebałyśmy korki.
— Oby tylko korki… jak się okaże, że popaliłyśmy elektrykę, to w życiu się nie wypłacimy.
— Dobrze, że mieszkanie jest całe — zauważyła Isobel, próbując znaleźć jakieś pozytywne aspekty sytuacji.
— Dobra, ja uciekam, bo zaraz się spóźnię — Amanda cofnęła się do przedpokoju i ubrała kurtkę. — Zadzwonisz do Christopha, żeby sprawdził te korki?
— Ta, jasne — machnęła ręką, gdy współlokatorka opuszczała mieszkanie. — Do kostnicy zadzwonię — dodała kilka sekund później.
Pstryknęła włącznik światła i z nadzieją zawiesiła wzrok na lampie. Nic się nie wydarzyło.
— Christoph to właściciel? — zapytała Isobel, zainteresowana reakcją Kaliny na wydane polecenie. Ta jedynie przytaknęła i wróciła do pstrykania włącznikiem.
— Ta, a jak usłyszy co się stało, to będziemy w dupie — westchnęła po chwili. — Wielkiej, czarnej dupie. I nawet nie mówię o kaucji.
— Nie możecie same sprawdzić tych korków? Może akurat uda się naprawić.
Kalina zostawiła włącznik w spokoju i zastanowiła się. Na jej twarzy pojawił się mały uśmiech.
— Oficjalnie? Nie. Korki są w piwnicy, my nie płacimy za piwnicę, więc nie mamy klucza — wzruszyła ramionami. — Ale kto powiedział, że potrzebny nam klucz?
Isobel spojrzała na nią badawczym, ale i zaintrygowanym spojrzeniem.
— Idziemy do piwnicy — zarządziła i nie czekając na reakcję Isobel, wyszła z kuchni.
────
[528 słów: Kalina otrzymuje 5 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz