JESIEŃ
— Kurwa — wyszeptała pod nosem Kalina, starając się nie roześmiać w twarz stojącego centralnie przed nią kanara. Ich sytuacja wyglądała tak, jakby któreś z nich wypowiedziało przed chwilą słowa '”gorzej już nie będzie” albo „teraz na pewno uciekliśmy”. A nie, chwila.
— Jest bilecik? — mężczyzna przeszywał jej duszę pustym spojrzeniem, zmęczonego życiem nudziarza.
— Sekundka, bo się wywrócę — uśmiechnęła się do niego i kucnęła na podłodze aby zawiązać buta, a przy okazji zebrać myśli. Jednocześnie wykorzytała, że znajduje się bliżej uszu Vex niż kontrolera. — Udawaj, że zasypiasz — szepnęła do niego.
Wyprostowała się po paru sekundach, mając nadzieję, że Vex posłusznie wykona polecenie. Kątem oka widziała grymas na jego twarzy, ale na szczęście heros zamknął oczy.
— Minęła — powiedział kontroler zniecierpliwiony.
— Panie k… kochany konduktorze…? kontrolerze? Jak to się nazywa? — zaczęła Kalina, próbując kupić im tyle czasu, ile tylko będzie w stanie. Żałowała, że wszystkie wyścia z metra znajdowały się tak daleko. Mimo wszystko miała nadzieję, że uda im się dotrwać do najbliższej stacji i szybko uciec. Miała plan, ale nie liczyła na jego powodzenie. — No, sprawa wygląda tak…
— Słucham — wymamrotał. Domyślał się, że czeka go długa rozmowa, która z pewnością przedłuży jego pracę o dwa, lub trzy przystanki.
— Proszę pana, nie mamy biletów, ale mamy powód — powiedziała z kamienną twarzą. — Bardzo dobry powód i jeśli da nam pan mandat, będzie to znaczyło, że nie ma pan serca.
Twarz kontrolera biletów wyrażała jednocześnie irytację, znudzenie i coś w stylu „kobieto, przyjmij ten mandat i daj mi spokój”. Kalina widząc to wzięła głęboki oddech i spojrzała szybko na Vex. Musiała pomyśleć nad odpowiednim doborem słów, żeby jednocześnie wyjść z pociągu bez utraty ani dolara oraz nie zginąć z rąk herosa. Nie wiedziała, które było trudniejsze.
— No, słucham — ponaglał ją mężczyzna. — Bo kończy mi się cierpliwość.
— Bo widzi pan… mój przyjaciel jest bardzo, ale to bardzo chory… — Kalina wysiliła się na smutny ton, który nie wskazywał na chęć roześmiania się. Starała się nie patrzeć na wkurwione Vex, bo to skończyłoby się tragedią. — To była nagła sytuacja.
Kontroler uniósł brew, niezbyt przekonany. Dziewczyna widziała, jak patrzy na Vex oceniająco. Pewnie w pracy spotkał już mnóstwo osób, które w celu uniknięcia mandatu wmawiały mu to samo… ale wąsy tlenowe nastolatka wyglądały przekonująco.
— Mój przyjaciel ma bardzo duże problemy… jak pan pewnie widzi, prawie umiera… — szeptała Kalina, próbując brzmieć bardzo emocjonalnie. Była słabą aktorką, ale miała nadzieję, że jest choć trochę przekonująca. — Nagle… nagle dostał ataku… zaczął się dusić… musimy jak najszybciej dostać się do… — rozejrzała się jeszcze raz, w poszukiwaniu tablicy z wypisanymi przystankami. Niestety jej nie znalazła. — Do jego lekarza…
— Ojej, rozumiem… — w oczach mężczyzny pojawiły się łzy. Chyba to kupił. — Daleko jedziecie? Może wam pomóc?
— Jeszcze jeden przystanek, damy sobie radę… — odpowiedziała czując, że jeszcze trochę, a zepsuje wszystko wybuchem śmiechu. Albo wybuchem złości Vex, kto wie. — Wie pan, to jest taka straszliwa, niezidentyfikowana choroba… proszę o wyrozumiałość i litość…
— Rozumiem, przepraszam… — odparł smutnym, zatroskanym głosem.
— Taki los w tak młodym wieku… — wtrąciła się stojąca obok pani. Dokładnie ta, która wcześniej stanęła na sznurówce Kaliny. — To straszne…
— Prawda? — zgodziła się z nią nastolatka. — To jak będzie, odpuści nam pan mandacik?
— Proszę im podarować… to dobre dzieci — poparła ją kobieta.
— Oczywiście, jedźcie dokąd tylko potrzebujecie — odpowiedział kontroler. — Zdrowia dla kolegi — z tymi słowami wyminął Kalinę i zniknął w grupie pozostałych pasażerów. Pojazd w końcu zaczął zwalniać. Kalina odetchnęła z ulgą i już miała powiedzieć coś do Vex. W porę jednak przypomniała sobie o drugiej rozmówczyni. Westchnęła zniecierpliwiona.
— To straszny los… — kontynuowała kobieta. — Jak chcecie, znam dobrego pulmonologa… może będzie w stanie mu pomóc. Gdzieś tu mam kontakt do niego… — zaczęła grzebać po kieszeniach w poszukiwaniu komórki.
Kalina próbowała zasłaniać przed jej wzrokiem Vex, które siedziało nawet nie wkurzone, a wkurwione. Ze wszystkich sił starało się powstrzymać przed zabiciem dziewczyny w tej sekundzie, jednocześnie wysypując ich kłamstwo.
— Dziękujemy, ale jest w dobrych rękach — odpowiedziała z uśmiechem, niecierpliwie zerkając w stronę drzwi. — Przepraszam, już wysiadamy.
Pociągnęła Vex za rękaw i nie patrząc za siebie, ruszyła do wyjścia. Jedyne, na co miała nadzieję to to, że kobieta nie zacznie nagle krzyczeć na widok śmiertelnie chorego nastolatka, który nagle się ożywił i popierdalał żwawo przez cały wagon. Jeszcze tego im brakowało.
— CZY CIEBIE, KURWA, POJEBAŁO?! — krzyknęło Vex jak tylko udało im się opuścić metro. Nie przejmowało się pozostałymi ludźmi w tunelu, nawet tymi, którzy widzieli wcześniejszy teatrzyk. — CO TO, DO CHOLERY JEBANEJ, MIAŁO BYĆ?
— Nie ma za co — wyszczerzyła się, dumna z siebie.
────
[731 słów: Kalina otrzymuje 7 Punktów Doświadczenia]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz